Polska: Od początku epidemii ponad 20 tysięcy mandatów za brak maseczki

Udzielono 176,2 tysiąca pouczeń, wystawiono 22 tysiące mandatów, skierowano 7780 wniosków o ukaranie do sądu. Wszystko to od początku epidemii w Polsce. Najnowsze dane przekazał w sobotę rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

Jak poinformował rzecznik KGP Mariusz Ciarka, od momentu wprowadzenia stanu epidemii tylko w związku ze zwalczaniem koronawirusa policja prawie 18 milionów razy sprawdzała osoby skierowane na kwarantannę. Ciarka dodał, że ostatniej doby funkcjonariusze sprawdzili ponad 195,5 tysiąca osób skierowanych na kwarantannę, w ponad 600 przypadkach stwierdzili uchybienia kwalifikujące się do wyciagnięcia konsekwencji prawnych.

Przypomniał, że Powiatowy Państwowy Inspektor sanitarny na osoby uchylające się od kwarantanny może nałożyć karę pieniężną do 30 tysięcy złotych. Jak podkreślił, zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, Inspektor Sanitarny może wymierzyć karę w wysokości od 5 do 30 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Przełomowy wyrok ws. maseczek

Sąd w Kościanie – jak podaje „Wyborcza” – odmówił ukarania mężczyzny, który w środku epidemii koronawirusa jechał rowerem bez maseczki i złamał zakaz poruszania się. W uzasadnieniu sędzia podkreśla: „Brak jest podstaw pozwalających na tak daleko idącą ingerencję w prawa i wolności jednostki”.

Pana Sebastiana z gminy Czempiń w województwie wielkopolskim – jak podaje „Wyborcza” – w połowie kwietnia tego roku, zatrzymali policjanci podczas rowerowej przejażdżki. I za brak maseczki, która zasłania usta i nos, zaproponowali 500 zł mandatu. Mężczyzna odmówił przyjęcia mandatu. Podczas przesłuchania policja miała dorzucić zarzut złamania zakazu przemieszczania się bez ważnej życiowej potrzeby, powołując się na art. 54 Kodeksu wykroczeń.

Przewiduje on grzywnę za wykroczenie przeciwko „wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych”. To rządowe rozporządzenie, które zostało wprowadzone podczas epidemii koronawirusa. Przepisy od początku wzbudzały kontrowersje.

Sąd odmawia wszczęcia postępowania

Policja sprawę pana Sebastiana skierowała do sądu, a ten odmówił wszczęcia postępowania. Sędzia Agnieszka Olszewska podkreśliła, że zakaz przemieszczania się wprowadzono bezprawnie. Ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym pozwala bowiem co najwyższej ograniczyć rozporządzeniem sposób przemieszczania się obywateli, a nie całkowicie go zakazać.

Ale nawet samo ograniczenie przemieszczenia się też byłoby bezprawne. Sędzia powołuje się na konstytucję, która gwarantuje obywatelom wolność poruszania się – ograniczyć można ją tylko w drodze ustawy, a nie rozporządzenia. Różnica jest istotna: ustawa musi przejść przez sejm i senat, a potem zyskać podpis prezydenta, rozporządzenie wydaje rząd lub minister.

Zbyt daleka ingerencja w prawa i wolności jednostki”

Sędzia zauważyła też, że ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym nie precyzuje, w jaki sposób rząd lub minister mogą ograniczać przemieszczanie się obywateli, bo wytyczne mają „charakter ogólny”. A rząd nie ma prawa decydować dowolnie co wolno, a czego nie wolno obywatelom. Według sędzi, powszechny nakaz noszenia maseczek, jest nielegalny. W uzasadnieniu sędzia podkreśla: „Brak jest podstaw pozwalających na tak daleko idącą ingerencję w prawa i wolności jednostki”.
Źródło info i foto: wp.pl

Nie będzie postępowania ws. koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie

Nie będzie postępowania w sprawie koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie w czasie epidemii koronawirusa. Prokuratura Okręgowa w Płocku odmówiła jego wszczęcia – dowiedział się Onet. – Nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi nam jej rzeczniczka.

Przypomnijmy, w sobotę, 2 maja, a więc już podczas stanu epidemii koronawirusa w Polsce, na ciechanowskim osiedlu „Aleksandrówka II” odbył się koncert Kasi Kowalskiej. Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach projektu „Koncertowanie pod blokiem” i była to piąta impreza z tej serii. Założenie było takie, że mieszkańcy mają słuchać koncertów z okien lub balkonów. Organizatorzy apelowali o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa.

Na imprezie pojawiły się tłumy, mimo obowiązujących obostrzeń i wbrew zakazowi gromadzenia się. Nie wszyscy zachowywali zasady bezpieczeństwa, w tym 1,5-metrowe odstępy między osobami. Wywołało to falę oburzenia w sieci, a niektórzy zarzucili prezydentowi Ciechanowa hipokryzję, w związku z tym, że zezwolił na taki koncert, a nie zgadzał się na organizację 10 maja wyborów na prezydenta RP w Ciechanowie.

– Być może społeczeństwo dało się przekonać narracji, że walka z koronawirusem jest już wygrana, skoro rząd otwiera galerie handlowe i namawia do otwierania żłobków oraz przedszkoli. Ludzie najwyraźniej mają też już serdecznie dość tej nakazowo-zakazowej polityki – mówił wówczas Onetowi Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa.

– Wydarzenie trwało 40 minut. Przed nim kilkukrotnie mówiono o zachowaniu odległości. Co ważne, przez większość koncertu ludzie się do tego dostosowali. Jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli podczas ostatniego utworu, kiedy wokalistka poprosiła, żeby rozproszone po całym terenie osoby podeszły pod scenę i wspólnie zaśpiewały sto lat dla jej córki, która tego dnia obchodziła urodziny. To był błąd – dodawał prezydent.

Prokuratura: nie zostały spełnione przesłanki

Sprawą zajęła się policja i prokuratura, a także sanepid. Prokuratura Okręgowa w Płocku, do której trafiła sprawa, przez kilka tygodni prowadziła czynności sprawdzające w celu ustalenia, czy podczas koncertu doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne. tj. czy wypełnione zostały znamiona przestępstwa z art. 165 par. 1, pkt 1 kodeksu karnego. Śledczy analizowali nagrania z kamer policjantów z Ciechanowa i dokumentację związaną z organizacją cyklu „Koncertów pod balkonem”.

Jak dowiedział się Onet, postępowania jednak nie będzie. – Zapadła decyzja o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie, ponieważ nie stwierdzono znamion przestępstwa. Prokurator uznał, że nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi Onetowi prok. Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku.

– W tym przypadku do wszczęcia postępowania konieczne byłoby faktyczne zaistnienie przestępstwa. Tymczasem prokuratur ustalił, że sanepid nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić i nie ma na to żadnego dowodu, że w tych koncertach uczestniczyła osoba lub osoby zarażone COVID-19. W związku z tym do faktycznego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób nie było. Stąd taka decyzja prokuratora – tłumaczy rzeczniczka.

30 tys. zł kary od sanepidu

– Inna sprawa, że z zebranych materiałów wynika, że podczas dwóch z cyklu koncertów uczestniczyło w nich około 100 osób, podczas gdy przepisy dopuszczały wówczas organizowanie imprez do 50 osób. Poza tym nie wszyscy uczestnicy tych imprez zachowywali odpowiednią odległość i zakrywali usta i nos. Wyciąganie konsekwencji w związku z tymi wykroczeniami to już jednak zadanie dla innych służb – podkreśla Iwona Śmigielska-Kowalska.

Powiatowy Inspektor Sanitarny w Ciechanowie już 5 maja nałożył na Urząd Miasta karę administracyjną w wysokości 30 tys. zł, za nieprzestrzegania zakazu organizowania zgromadzeń w czasie epidemii koronawirusa. Miasto odwołało się od tej decyzji. Na razie nie zostało to uwzględnione.

– Postępowanie w tej sprawie wciąż trwa. Zgodnie z procedurami, odwołanie przekazaliśmy do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Warszawie. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła – powiedziała dziś Onetowi Wiesława Krawczyk, szefowa sanepidu w Ciechanowie.

Policja: 16 wniosków do sądu o ukaranie

Natomiast postępowanie w sprawie koncertów w Ciechanowie prowadzi wciąż prowadzi policja. – Do sądu skierowanych zostało 16 wniosków o ukaranie. Siedem z nich dotyczy wykonawców i muzyków, sześć dotyczy prezydenta Ciechanowa – chodzi o sześć imprez zorganizowanych w ramach cyklu koncertów, dwa wnioski są skierowane przeciwko osobom z publiczności, a jeden dotyczy menedżera – wylicza podinsp. Katarzyna Kucharska, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu.

– Chodzi o łamanie art. 54. kodeksu wykroczeń, czyli naruszanie przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych, a w tym przypadku łamania zasad bezpieczeństwa oraz o łamanie zakazu organizowania działalności twórczej, czyli z paragrafu 8., ust. 1, rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Możliwe jest skierowanie kolejnych wniosków do sądu – dodaje Katarzyna Kucharska.
Źródło info i foto: onet.pl

Odzyskano cenne przedmioty skradzione w Niemczech

Zatankowali auto z kradzionymi tablicami rejestracyjnymi i już mieli odjechać. Ale na stacji byli policjanci, ścigający właśnie złodziei paliwa. W aucie znaleźli narkotyki i narzędzia do włamań, a w mieszkaniach trzech mężczyzn – cenne przedmioty, skradzione z domu w Niemczech i adres kolejnego w Austrii. Tam jechali właśnie na włamanie.

Policjanci patrolują w nocy stacje paliw przy drogach wylotowych w Rudzie Śląskiej, bo – jak mówi rzecznik tamtejszej policji Arkadiusz Ciozak – kierowcy często tam nie płacą po zatankowaniu.

– Zobaczyli trzech mężczyzn, kręcących się przy samochodzie, który miał kradzione tablice rejestracyjne – mówi Ciozak.

Tak wpadli trzej mieszkańcy Myszkowa w wieku 21, 25 i 45 lat, którzy przyznali się do ograbienia willi w Niemczech, w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Zdarzenie na stacji paliw miało miejsce jeszcze przed zamknięciem granic z powodu epidemii. Ale dopiero teraz udało się potwierdzić właściciela willi i skradzionych przedmiotów.

Pokazali na mapie okradzioną willę

W samochodzie z kradzionymi blachami policjanci znaleźli narkotyki i narzędzia służące do włamań. – Oraz adres willi w Austrii, do której zatrzymani mężczyźni jechali właśnie na kolejne włamanie – mówi Ciozak. Policjanci przeszukali ich mieszkania w Myszkowie. Znaleźli tam kradzione, cenne przedmioty. Ciozak: – Zatrzymani wskazali na mapie willę w Niemczech, którą okradli.

W sprawę włączyło się Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji KGP, za którego pośrednictwem wymieniano się informacjami o włamaniu z policją z Niemiec. Polscy śledczy przekazali niemieckim stróżom prawa zdjęcia zabezpieczonych przedmiotów, które rozpoznali ich właściciele.

Wśród odzyskanych, rodzinnych pamiątek są: stara waza, srebrne tace i patery, świeczniki, kolekcja historycznych monet i szkatułka, w której trzymano cygara. Najcenniejsze są obrazy i grafiki, których policja nie wyciągała do zdjęć, by ich nie uszkodzić.

– Właściciel przedmiotów zadeklarował, że po otwarciu granic po nie przyjedzie – mówi rzecznik rudzkiej policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pedofile bardziej aktywni w sieci przez epidemię. Obciążenia nie wytrzymuje dark web

Służby policyjne na całym świecie ostrzegają, że podczas epidemii koronawirusa gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na treści pedofilskie w sieci. Od marca do kwietnia liczba zgłoszeń o tego typu materiałach w internecie podwoiła się – informuje BBC. W Wielkiej Brytanii w ostatnim miesiącu podjęto prawie 9 mln prób dotarcia do internetowych materiałów zawierających wykorzystywanie seksualne dzieci.

Internet Watch Foundation, organizacja walcząca z tym zjawiskiem, twierdzi, że od momentu rozpoczęcia kwarantanny dostawcy usług internetowych usuwają o 89 proc. mniej zakazanych witryn, co wynika prawdopodobnie z mniejszego zatrudnienia w czasie pandemii. Tymczasem hiszpańska policja podała, że zgłoszenia filmów o treści seksualnej z udziałem nieletnich wzrosły o ponad 20 proc. od początku kwarantanny, podczas gdy służby w Danii ujawniły, że liczba prób dotarcia do takich materiałów potroiła się.

Ponieważ większość szkół jest zamknięta, dzieci spędzają więcej czasu online. Eksperci twierdzą, że zwiększa to ryzyko groomingu, czyli nagabywania dzieci i zaprzyjaźnienia się z nimi w celu późniejszego wykorzystania seksualnego. Zapotrzebowanie na treści pedofilskie wzrosło również w Australii, gdzie według policji pobieranie skoczyło o 86 proc. w ciągu trzech tygodni po wprowadzeniu blokady.

W dark webie odkryliśmy fora poświęcone wykorzystywaniu dzieci w związku z Covid-19 – powiedziała BBC Paula Hudson z australijskiej policji federalnej. Ruch internetowy jest tak duży, że odkryliśmy awarie systemów dark webu – dodała.

Wiele filmów przedstawiających wykorzystywanie dzieci na zamówienie pedofilów jest kręconych na Filipinach. Trzymane tam w niewoli dzieci poddawane są przerażającej przemocy przed kamerami, co transmitowane jest na żywo do płacących klientów w krajach Zachodu. Filipińscy urzędnicy twierdzą, że liczba zgłoszeń o nadużyciach online wzrosła niemal dwukrotnie w marcu, kiedy rozpoczęto w tym kraju blokadę z powodu pandemii.

Międzynarodowa Misja Sprawiedliwości (IJM), organizacja działająca na Filipinach, przekazała, że połowa dzieci uratowanych z niewoli ma 12 lat lub mniej, a dwie trzecie przestępców to rodzice lub bliscy krewni ofiar.

Jednak podsekretarz stanu w filipińskim ministerstwie sprawiedliwości Emmeline Villar, zaznacza, że obecnie łatwiej jest werbować dorosłych do pracy w tej branży z powodu wysokiego bezrobocia wywołanego pandemią.

To jak bycie uwięzionym w ciemnym pokoju bez nawet promienia światła – powiedziała Ruby z Filipin, która przeżyła dwa miesiące nieprzerwanego wykorzystywania seksualnego, transmitowanego na żywo dla zachodnich mężczyzn, zanim została uratowana przez policję. W ogóle nie ma sensu żyć. Oni zniszczyli mi życie na lata. Jak bardzo będę jeszcze cierpieć z powodu szkód, które mi wyrządzili? – pyta dziewczynka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Seria ataków hakerskich. Tak podszywają się pod Pocztę Polską

SMS-y o rzekomej dezynfekcji paczek, fałszywe maile i podejrzane konkursy. Oszuści od początku epidemii koronawirusa podszywają się pod Pocztę Polską próbując wyłudzić dane i pieniądze Polaków.

Poczta Polska ostrzega przed plagą oszustów podszywających się pod spółkę. W komunikacie informuje, że tylko w pierwszym kwartale tego roku, od początku trwającej epidemii, Poczta Polska odnotowała wzrost informacji od klientów o cyberprzestępstwach.

Spółka przestrzega przed tzw. phishingiem, czyli podszywaniu się po dany podmiot by wyłudzić dane lub pieniądze.

Oszuści podszywają się pod Pocztę Polską na wiele sposobów. Spółka informuje m.in. o fałszywych SMS-ach, których nadawcą miałaby być Poczta Polska. Czytamy w nich o rzekomej dezynfekcji paczek. W wiadomości podany jest link, który przekierowuje do stworzonej na potrzeby przestępstwa nieprawdziwej strony internetowej, rzekomo śledzącej przesyłkę wraz zawartą w niej również nieprawdziwą informacją o wstrzymaniu przesyłki. Aby przesyłka mogła trafić do odbiorcy, ofiara ataku jest zachęcana do dopłaty.

„Po kliknięciu w przycisk PŁACĘ, system przekierowuje do sfałszowanej strony pośrednika w płatnościach, a następnie – po wyborze banku – klient jest kierowany na fałszywą stronę pozornie swojego banku. Atak przygotowany jest tak dobrze, że klient jest przekonany, że loguje się na stronę swojego banku, jednak ta strona również jest fałszywa (link w adresie jest inny niż adres banku – warto sprawdzać literówki w adresie)” – tłumaczy Poczta Polska w komunikacie.

Oszukany klient dokonuje w następnym kroku przelewu, który potwierdzany jest SMS-em. Ten jednak widoczny jest także dla oszusta, a kwota widniejąca w SMS-ie – jak tłumaczy Poczta Polska – w rzeczywistości może być znacznie wyższa. Spółka przypomina w komunikacie, że przesyłki są bezpieczne i nie wymagają dezynfekcji.

Spółka ostrzega też przed fałszywymi mailami, za którymi kryją się linki ze złośliwym oprogramowaniem. – W takiej sytuacji należy zignorować wiadomość, nie klikać w załączniki i linki oraz  powiadomić odpowiednie organy – informuje Poczta Polska.

Inną metodą działań przestępców jest zapraszanie do udziału w konkursie rzekomo organizowanym przez Pocztę Polską. „Także w takich sytuacjach należy nie reagować na podejrzane wiadomości, ignorować załączniki i linki, gdyż mogą one zawierać szkodliwe oprogramowanie” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Donald Trump o „niekompetencji Chin” i „masowym zabójstwie”

Donald Trump po raz kolejny oskarża Chiny w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. – To „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie! – napisał na Twitterze prezydent USA. „The Washington Post” podkreśla, że polityk wykorzystuje koronawirusa w kampanii wyborczej. Donald Trump w środę po raz kolejny zaatakował Chiny w kontekście pandemii koronawirusa.

„Ktoś w Chinach wydał oświadczenie obwiniające wszystkich poza Chinami za wirusa, który zabił setki tysięcy ludzi. Proszę wytłumaczyć temu głupkowi, że to „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie!” – napisał na Twitterze amerykański prezydent.

To już kolejne mocne stwierdzenie Donalda Trumpa ws. sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. We wtorek np. prezydent Stanów Zjednoczonych nazywał Światową Organizację Zdrowia (WHO) „marionetką Chin” i zagroził wycofaniem się z jej finansowania na stałe. USA to największy pojedynczy płatnik WHO, który zasila blisko 15 proc. jej budżetu. W 2019 roku było to ponad 400 milionów dolarów.

Jak podaje „The Washington Post”, również sekretarz stanu USA Mike Pompeo potępił Chiny jako „brutalny reżim autorytarny” i określił ich relacje z dyrektorem WHO jako „niepokojące”. Dziennik podkreśla jednak, że Trump wykorzystuje temat pandemii koronawirusa w swojej kampanii wyborczej.

Stany Zjednoczone twierdzą, że zarówno Chiny, jak i WHO zbyt późno informowały o wirusie. Z tego powodu prezydent Donald Trump zawiesił amerykańską składkę do WHO. Obecnie liczba zachorowań na COVID-19 na świecie przekroczyła już 5 milionów. Poinformowali o tym naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland, którzy zajmują się monitorowaniem pandemii. Liczba ofiar na całym świecie to obecnie 326 tysięcy, a wyleczyć udało się niemal 2 miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowojorczycy masowo opuszczają miasto z powodu epidemii

Od początku marca do końca kwietnia Nowy Jork opuściło z powodu COVID-19 około 420 tys. osób, głównie zamożnych – poinformował dziennik „New York Times”. Jak podkreśla gazeta, najbogatsze dzielnice, w tym Upper East Side, West Village, SoHo na Manhattanie oraz Brooklyn Heights, opuściło ok. 40 proc. rezydentów. Chociaż byli pośród nich także studenci i uczniowie, którzy z powodu zamknięcia szkół wyjechali do domów, główną część stanowili zamożni ludzie.

Nie każdy może wyjechać. Uciekają głównie bogaci

Ponad połowa mieszkańców ma tam dochody w wysokości ponad 100 tys. dolarów na rodzinę. Prawie jedna na trzy zarabia rocznie ponad 200 tys. dolarów. Jak wynika z sondażu, są to przeważnie biali, prawdopodobnie po wyższych studiach. W okolicach, gdzie mieszkają, płaci się wyższe czynsze i niższe są wskaźniki ubóstwa.

„Im wyższe zarobki w okolicy, tym większe prawdopodobieństwo, że się ją opuści” – podkreśla gazeta, twierdząc, że z miasta wyjechało stosunkowo niewiele osób o średnich dochodach ok. 90 tys. rocznie lub mniej.

„Wszyscy jesteśmy razem”? Nie do końca…

„NYT” wylicza, że zamożni ludzie przenoszą się do okolicznych hrabstw – na wschód do Nassau i Suffolk na Long Island, na zachód do Monroe w Pensylwanii, na południe do Monmouth w New Jersey, na północ do Westchester, a na północny wschód do Fairfield w Connecticut. Chętnie udają się też do Palm Beach na Florydzie.

„Takie kryzysy mają różny wpływ na ludzi w zależności od klasy społecznej. (…) Chociaż istnieje silna retoryka, że „wszyscy jesteśmy razem”, w istocie tak nie jest” – zauważył cytowany przez gazetę profesor historii na New York University (NYU) Kim Phillips-Fein, autor książki o tym, jak Nowy Jork zmienił się podczas kryzysu finansowego w latach 70.
Źródło info i foto: onet.pl

Nielegalna migracja do krajów Unii Europejskiej najniższa od 2009 roku

W kwietniu liczba wykrytych przypadków nielegalnego przekroczenia granicy UE spadła o 85 proc. w porównaniu z marcem – poinformował Frontex. Obecny poziom jest najniższy od 2009 r., kiedy unijna agencja zaczęła zbierać dane. W sumie w minionym miesiącu na szlakach migracyjnych zarejestrowano zalewie 900 nielegalnych przejść. Ten rekordowo niski poziom to głównie skutek koronawirusa, które zniechęcił do przybywania do Europy, ale też opóźnił przekazywanie danych przez organy krajowe.

Całkowita liczba nielegalnych przekroczeń granicy w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku wyniosła ponad 26 tys. To mniej więcej tyle samo, co w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Na szlaku migracyjnym we wschodniej części Morza Śródziemnego odnotowano największy spadek nielegalnej migracji w Europie. W ubiegłym miesiącu wykryto tam zaledwie 40 przypadków, czyli o 99 proc. mniej niż w marcu. Dla porównania – w okresie styczeń-kwiecień na tej trasie odnotowano ponad 11,2 tys. nielegalnych przekroczeń granicy. Najczęściej korzystali z niej Afgańczycy.

W środkowej części Morza Śródziemnego ruch migracyjny w kwietniu spadł o 29 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem do ok. 250 osób. Gdyby nie pandemia, sytuacja na tej trasie byłaby dużo gorsza. Ogółem w pierwszych czterech miesiącach ze szlaku tego skorzystało 4,1 tys. osób. To trzykrotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r. Z tej trasy obecnie najczęściej korzystają mieszkańcy Wybrzeża Kości Słoniowej, Bangladeszu i Marokańczycy.

Liczba migrantów przybywających do Europy zachodnim szlakiem Morza Śródziemnego w kwietniu spadła o 82 proc. W zeszłym miesiącu skorzystało z niego niespełna 100 osób, a w ciągu pierwszych czterech miesięcy nieco ponad 3 tys. Najczęściej są to obecnie to Marokańczycy i Algierczycy.

W kwietniu odnotowano też mniej niż 100 przypadków nielegalnego przekroczenia granicy na trasie wiodącej przez Bałkany Zachodnie. To spadek o 94 proc. w porównaniu z marcem. Jednak w ciągu pierwszych czterech miesięcy liczba nielegalnych migrantów wzrosła o 60 proc. w zestawieniu z analogicznym okresem ubiegłego roku do prawie 6 tys.
Źródło info i foto: interia.pl

Szwecja: Ludzie buntują się wobec liberalnego państwa. „Zatrzymać ludobójstwo!”

W Sztokholmie przed szwedzkim parlamentem codziennie przybywa kwiatów składanych przez tych, którzy w epidemii Covid-19 stracili bliskich. Tak jak każdego dnia wzrasta liczba zgonów. „To nie są tylko statystyki” – ocenia córka jednej z ofiar.

Do wielu bukietów dołączane są bardzo osobiste listy, na części z nich widnieją oskarżenia skierowane do szwedzkiego państwa. „Zatrzymać ludobójstwo!”, „Tlen dla wszystkich (pacjentów)”, „Ocalmy Szwecję” – można przeczytać na kartkach. Rozgoryczone rodziny twierdzą, że ich bliscy są ofiarami liberalnej strategii walki z koronawirusem, polegającej na dobrowolnych zaleceniach zachowania dystansu zamiast zakazów. Zwracają uwagę na niedostateczną pomoc ze strony służby zdrowia oraz pozostawienie osób w podeszłym wieku „samym sobie” w domach opieki.

Na transmitowanych przez media konferencjach prasowych epidemiolodzy mówią tylko o liczbach albo o krzywych, które utrzymują się na względnie płaskim poziomie. – A to nie są tylko statystyki. To ludzie, którzy mogliby nadal żyć – mówi w rozmowie z PAP Asa, która przyszła pod parlament pożegnać się ze swoimi ojcem. Nie zdążyła go odwiedzić. Jan zmarł w wieku 88 lat w jednym z domów spokojnej starości w Sztokholmie.

Inna kobieta, Mirrey, która jako pierwsza w spontanicznym odruchu serca złożyła kwiaty i zapaliła znicz przed parlamentem, twierdzi, że jej będący w sile wieku ojciec miałby większe szanse przeżycia, gdyby służba zdrowia wcześniej postawiła właściwą diagnozę i przeprowadziła testy na Covid-19. – Josef przestrzegał zaleceń urzędów. Dziś nie żyje – napisała na dołączonej do żółtych róż kartce.

– W połowie marca mój tata źle się poczuł i dostał gorączki. Zgodnie z rekomendacją lekarzy został w domu. Gdy lepiej się poczuł, wrócił do pracy, ale po dwóch dniach pojawił się u niego duszący kaszel. Znów leczył się sam w domu, aż trafił do szpitala, z którego już nie wrócił – twierdzi Mirrey.

Na założonym przez Mirrey w mediach społecznościowych forum internetowym „dla osób, które straciły bliskich w związku z Covid-19”, podobnych historii można przeczytać więcej. Część osób szuka wsparcia i chce wyrazić żal, inni wymieniają się doświadczeniami, czy i w jaki sposób złamane zostały prawa pacjentów czy osób starszych.

W niedzielę szwedzki Urząd Zdrowia Publicznego poinformował o kolejnych 10 ofiarach śmiertelnych koronawirusa. Bilans ten wzrósł do 2 679. W Szwecji dotychczas potwierdzono 22 317 przypadków Covid-19 (253 w ciągu doby).
Źródło info i foto: Dziennik.pl