Już pięć kobiet oskarża gubernatora Nowego Jorku o napastowanie seksualne

Gubernator NY stracił nadzwyczajne uprawnienia nadane na czas epidemii. To „kara” nowojorskiej legislatury za skandale z raportami z domów opieki oraz zarzutami napastowania wobec Andrew Cuomo (64 l.). W weekend liczba jego oskarżycielek wzrosła do pięciu. Tym razem nie trzeba było długo czekać na komentarz.

Andrew Cuomo lada dzień otrzyma do podpisu ustawę pozbawiającą go prawa do samodzielnego wydawania rozporządzeń. Na mocy przyjętych w piątek przez stanowe Zgromadzenie i Senat przepisów każda nowa decyzja, za wyjątkiem tych związanych „z zagrożeniem zdrowia lub bezpieczeństwa publicznego” ma być konsultowana z legislaturą. Obecne dyrektywy związane z walką z epidemią pozostają w mocy. Ich przedłużanie również jednak ma być konsultowane.

To efekt oskarżeń trzech kobiet, na których Cuomo wymuszać miał pocałunki i które padły ofiarami jego niestosownych komentarzy. W sobotę dołączyły do nich jeszcze dwie. Ana Liss (35 l.), która w 2013-2015 pracowała jako doradca gubernatora opisała w „Wall Street Journal”, że miał on mówić do niej „kochanie”, całować w rękę czy policzki i pytać czy ma narzeczonego. W „Washington Post” swoją opowieścią podzieliła się Karen Hinton (62 l.), jego była sekretarz prasowa. Cuomo przed laty miał zaserwować jej zbyt długi i zbyt intymny uścisk w pokoju hotelowym.

– Reporterzy i fotografowie przez 14 lat obserwowali gubernatora, jak całuje mężczyzn i kobiety i pozuje do zdjęć – odpowiedział Rich Azzopardi, starszy doradca Cuomo. – Na publicznym przyjęciu w otwartej rezydencji są setki ludzi, a on pozuje do setek zdjęć. To właśnie robią ludzie w polityce – dodał.
Źródło info i foto: se.pl

Starcia z policją w Holandii. Tysiące osób protestowały przeciw obostrzeniom

Kilka tysięcy osób wzięło udział w nielegalnym proteście w stolicy Holandii. Domagali się zniesienia obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa. Doszło do bójek z policją, która musiała użyć armatki wodnej. Jak poinformował Reuters, protestujący zgromadzili się na placu przed Rijksmuseum i Muzeum Van Gogha. Wcześniej władze nie wyraziły zgody na organizację wydarzenia, tak więc kilkutysięczna demonstracja od początku była nielegalna.

Uczestnicy domagali się złagodzenia obowiązujących w kraju obostrzeń, wprowadzonych przez rząd w związku z epidemią koronawirusa. Skandowali: „Czego chcemy? Wolności!”, a część z nich przyniosła ze sobą transparenty z hasłem: „Wolność: powstrzymaj to oblężenie”.

„Żaden z protestujących nie miał na sobie maseczki. Nieliczni przestrzegali zasad dystansu społecznego” – podaje Reuters.

Po jakimś czasie służby wezwały demonstrantów do rozejścia się – ci jednak nie zamierzali tego zrobić. Doszło do starć z policją, która zmuszona była użyć armatki wodnej. W stronę funkcjonariuszy poleciały też petardy. W grudniu holenderski rząd zdecydował o zamknięciu szkół i większości sklepów. W ubiegłym tygodniu lockdown przedłużono co najmniej do 9 lutego. W Holandii odnotowano dotąd ponad 900 tys. przypadków zakażenia koronawirusem – w ostatnich dniach było ich ok. 5-6 tys. dziennie. Zmarło 13 tys. zakażonych pacjentów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Impreza na 213 osób. Minister zdrowia zapowiada „zero tolerancji”

Warszawa, 27.12.2020. Koronawirus w Polsce. Transmisja konferencji prasowej ministra zdrowia Adama Niedzielskiego z KPRM w Warszawie, 27 bm. Spotkanie dot. dzia³añ rz¹du w zwi¹zku z koronawirusem. (aldg) PAP/Piotr Nowak

Koronawirus i obostrzenia. Organizacja w jednym z nocnych klubów w Gdańsku imprezy „Specjalny Świąteczny Trening” z udziałem 213 osób, to skrajna nieodpowiedzialność – napisał wieczorem na twitterze szef resortu zdrowia Adam Niedzielski.

„28 grudnia Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gdańsku, po analizie zebranych materiałów i przeprowadzonym postępowaniu, nałożył karę w wysokości 30 tys. na osobę odpowiedzialną za organizację w jednym z nocnych klubów imprezy „Specjalny Świąteczny Trening” z udziałem 213 osób” – czytamy na stronie internetowej Głównego Inspektora Sanitarnego.

„W opinii inspekcji sanitarnej organizacja i przebieg tego wydarzenia stanowiło naruszenie przepisów Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii” – zaznaczono.

W ocenie ministra zdrowia pomysły naruszania przepisów to „skrajna nieodpowiedzialność”.

GIS zaapelował „do wszystkich o bezwzględne przestrzeganie przepisów przeciwepidemicznych. Zostały one ustanowione w celu ochrony zdrowia i życia obywateli naszego kraju”. „Jakiekolwiek próby ich omijania czy lekceważenia, nie mogą być akceptowane” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe kary za brak maseczki

W województwie lubelskim posypały się mandaty za niezakrywanie ust i nosa. Tylko podczas jesiennej fali epidemii koronawirusa policjanci wystawili ich ponad sześć tysięcy! Teraz karać będą mogli też strażnicy miejscy, a wartość mandatu wzrośnie dwukrotnie! Nowe kary za brak maseczki – zapłacimy 1000 zł!

Na Lubelszczyźnie – podobnie jak w całym kraju – posypały się mandaty za brak maseczki, przyłbicy, kołnierza lub jakiegokolwiek innego elementu, którym zakrywamy usta i nos. Teraz zmieniają się przepisy, a ich lekceważenie może być jeszcze bardziej kosztowne. Nowy mandat za brak maseczki może wynieść 1000 zł!

– „W związku z nowymi obostrzeniami, dotyczącymi COVID-19, jakie pojawiły się jesienią, a więc obowiązkiem noszenia maseczki w miejscu publicznym, policjanci pouczyli 1104 osoby na terenie województwa, nałożyli 6476 mandatów karnych, a 1300 wniosków zostało skierowanych do sądu” – wylicza w rozmowie z Radiem ESKA Lublin kom. Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Źródło info i foto: se.pl

Polska: Od początku epidemii ponad 20 tysięcy mandatów za brak maseczki

Udzielono 176,2 tysiąca pouczeń, wystawiono 22 tysiące mandatów, skierowano 7780 wniosków o ukaranie do sądu. Wszystko to od początku epidemii w Polsce. Najnowsze dane przekazał w sobotę rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

Jak poinformował rzecznik KGP Mariusz Ciarka, od momentu wprowadzenia stanu epidemii tylko w związku ze zwalczaniem koronawirusa policja prawie 18 milionów razy sprawdzała osoby skierowane na kwarantannę. Ciarka dodał, że ostatniej doby funkcjonariusze sprawdzili ponad 195,5 tysiąca osób skierowanych na kwarantannę, w ponad 600 przypadkach stwierdzili uchybienia kwalifikujące się do wyciagnięcia konsekwencji prawnych.

Przypomniał, że Powiatowy Państwowy Inspektor sanitarny na osoby uchylające się od kwarantanny może nałożyć karę pieniężną do 30 tysięcy złotych. Jak podkreślił, zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, Inspektor Sanitarny może wymierzyć karę w wysokości od 5 do 30 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Przełomowy wyrok ws. maseczek

Sąd w Kościanie – jak podaje „Wyborcza” – odmówił ukarania mężczyzny, który w środku epidemii koronawirusa jechał rowerem bez maseczki i złamał zakaz poruszania się. W uzasadnieniu sędzia podkreśla: „Brak jest podstaw pozwalających na tak daleko idącą ingerencję w prawa i wolności jednostki”.

Pana Sebastiana z gminy Czempiń w województwie wielkopolskim – jak podaje „Wyborcza” – w połowie kwietnia tego roku, zatrzymali policjanci podczas rowerowej przejażdżki. I za brak maseczki, która zasłania usta i nos, zaproponowali 500 zł mandatu. Mężczyzna odmówił przyjęcia mandatu. Podczas przesłuchania policja miała dorzucić zarzut złamania zakazu przemieszczania się bez ważnej życiowej potrzeby, powołując się na art. 54 Kodeksu wykroczeń.

Przewiduje on grzywnę za wykroczenie przeciwko „wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych”. To rządowe rozporządzenie, które zostało wprowadzone podczas epidemii koronawirusa. Przepisy od początku wzbudzały kontrowersje.

Sąd odmawia wszczęcia postępowania

Policja sprawę pana Sebastiana skierowała do sądu, a ten odmówił wszczęcia postępowania. Sędzia Agnieszka Olszewska podkreśliła, że zakaz przemieszczania się wprowadzono bezprawnie. Ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym pozwala bowiem co najwyższej ograniczyć rozporządzeniem sposób przemieszczania się obywateli, a nie całkowicie go zakazać.

Ale nawet samo ograniczenie przemieszczenia się też byłoby bezprawne. Sędzia powołuje się na konstytucję, która gwarantuje obywatelom wolność poruszania się – ograniczyć można ją tylko w drodze ustawy, a nie rozporządzenia. Różnica jest istotna: ustawa musi przejść przez sejm i senat, a potem zyskać podpis prezydenta, rozporządzenie wydaje rząd lub minister.

Zbyt daleka ingerencja w prawa i wolności jednostki”

Sędzia zauważyła też, że ustawa o zapobieganiu chorobom zakaźnym nie precyzuje, w jaki sposób rząd lub minister mogą ograniczać przemieszczanie się obywateli, bo wytyczne mają „charakter ogólny”. A rząd nie ma prawa decydować dowolnie co wolno, a czego nie wolno obywatelom. Według sędzi, powszechny nakaz noszenia maseczek, jest nielegalny. W uzasadnieniu sędzia podkreśla: „Brak jest podstaw pozwalających na tak daleko idącą ingerencję w prawa i wolności jednostki”.
Źródło info i foto: wp.pl

Nie będzie postępowania ws. koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie

Nie będzie postępowania w sprawie koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie w czasie epidemii koronawirusa. Prokuratura Okręgowa w Płocku odmówiła jego wszczęcia – dowiedział się Onet. – Nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi nam jej rzeczniczka.

Przypomnijmy, w sobotę, 2 maja, a więc już podczas stanu epidemii koronawirusa w Polsce, na ciechanowskim osiedlu „Aleksandrówka II” odbył się koncert Kasi Kowalskiej. Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach projektu „Koncertowanie pod blokiem” i była to piąta impreza z tej serii. Założenie było takie, że mieszkańcy mają słuchać koncertów z okien lub balkonów. Organizatorzy apelowali o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa.

Na imprezie pojawiły się tłumy, mimo obowiązujących obostrzeń i wbrew zakazowi gromadzenia się. Nie wszyscy zachowywali zasady bezpieczeństwa, w tym 1,5-metrowe odstępy między osobami. Wywołało to falę oburzenia w sieci, a niektórzy zarzucili prezydentowi Ciechanowa hipokryzję, w związku z tym, że zezwolił na taki koncert, a nie zgadzał się na organizację 10 maja wyborów na prezydenta RP w Ciechanowie.

– Być może społeczeństwo dało się przekonać narracji, że walka z koronawirusem jest już wygrana, skoro rząd otwiera galerie handlowe i namawia do otwierania żłobków oraz przedszkoli. Ludzie najwyraźniej mają też już serdecznie dość tej nakazowo-zakazowej polityki – mówił wówczas Onetowi Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa.

– Wydarzenie trwało 40 minut. Przed nim kilkukrotnie mówiono o zachowaniu odległości. Co ważne, przez większość koncertu ludzie się do tego dostosowali. Jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli podczas ostatniego utworu, kiedy wokalistka poprosiła, żeby rozproszone po całym terenie osoby podeszły pod scenę i wspólnie zaśpiewały sto lat dla jej córki, która tego dnia obchodziła urodziny. To był błąd – dodawał prezydent.

Prokuratura: nie zostały spełnione przesłanki

Sprawą zajęła się policja i prokuratura, a także sanepid. Prokuratura Okręgowa w Płocku, do której trafiła sprawa, przez kilka tygodni prowadziła czynności sprawdzające w celu ustalenia, czy podczas koncertu doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne. tj. czy wypełnione zostały znamiona przestępstwa z art. 165 par. 1, pkt 1 kodeksu karnego. Śledczy analizowali nagrania z kamer policjantów z Ciechanowa i dokumentację związaną z organizacją cyklu „Koncertów pod balkonem”.

Jak dowiedział się Onet, postępowania jednak nie będzie. – Zapadła decyzja o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie, ponieważ nie stwierdzono znamion przestępstwa. Prokurator uznał, że nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi Onetowi prok. Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku.

– W tym przypadku do wszczęcia postępowania konieczne byłoby faktyczne zaistnienie przestępstwa. Tymczasem prokuratur ustalił, że sanepid nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić i nie ma na to żadnego dowodu, że w tych koncertach uczestniczyła osoba lub osoby zarażone COVID-19. W związku z tym do faktycznego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób nie było. Stąd taka decyzja prokuratora – tłumaczy rzeczniczka.

30 tys. zł kary od sanepidu

– Inna sprawa, że z zebranych materiałów wynika, że podczas dwóch z cyklu koncertów uczestniczyło w nich około 100 osób, podczas gdy przepisy dopuszczały wówczas organizowanie imprez do 50 osób. Poza tym nie wszyscy uczestnicy tych imprez zachowywali odpowiednią odległość i zakrywali usta i nos. Wyciąganie konsekwencji w związku z tymi wykroczeniami to już jednak zadanie dla innych służb – podkreśla Iwona Śmigielska-Kowalska.

Powiatowy Inspektor Sanitarny w Ciechanowie już 5 maja nałożył na Urząd Miasta karę administracyjną w wysokości 30 tys. zł, za nieprzestrzegania zakazu organizowania zgromadzeń w czasie epidemii koronawirusa. Miasto odwołało się od tej decyzji. Na razie nie zostało to uwzględnione.

– Postępowanie w tej sprawie wciąż trwa. Zgodnie z procedurami, odwołanie przekazaliśmy do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Warszawie. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła – powiedziała dziś Onetowi Wiesława Krawczyk, szefowa sanepidu w Ciechanowie.

Policja: 16 wniosków do sądu o ukaranie

Natomiast postępowanie w sprawie koncertów w Ciechanowie prowadzi wciąż prowadzi policja. – Do sądu skierowanych zostało 16 wniosków o ukaranie. Siedem z nich dotyczy wykonawców i muzyków, sześć dotyczy prezydenta Ciechanowa – chodzi o sześć imprez zorganizowanych w ramach cyklu koncertów, dwa wnioski są skierowane przeciwko osobom z publiczności, a jeden dotyczy menedżera – wylicza podinsp. Katarzyna Kucharska, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu.

– Chodzi o łamanie art. 54. kodeksu wykroczeń, czyli naruszanie przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych, a w tym przypadku łamania zasad bezpieczeństwa oraz o łamanie zakazu organizowania działalności twórczej, czyli z paragrafu 8., ust. 1, rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Możliwe jest skierowanie kolejnych wniosków do sądu – dodaje Katarzyna Kucharska.
Źródło info i foto: onet.pl

Odzyskano cenne przedmioty skradzione w Niemczech

Zatankowali auto z kradzionymi tablicami rejestracyjnymi i już mieli odjechać. Ale na stacji byli policjanci, ścigający właśnie złodziei paliwa. W aucie znaleźli narkotyki i narzędzia do włamań, a w mieszkaniach trzech mężczyzn – cenne przedmioty, skradzione z domu w Niemczech i adres kolejnego w Austrii. Tam jechali właśnie na włamanie.

Policjanci patrolują w nocy stacje paliw przy drogach wylotowych w Rudzie Śląskiej, bo – jak mówi rzecznik tamtejszej policji Arkadiusz Ciozak – kierowcy często tam nie płacą po zatankowaniu.

– Zobaczyli trzech mężczyzn, kręcących się przy samochodzie, który miał kradzione tablice rejestracyjne – mówi Ciozak.

Tak wpadli trzej mieszkańcy Myszkowa w wieku 21, 25 i 45 lat, którzy przyznali się do ograbienia willi w Niemczech, w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Zdarzenie na stacji paliw miało miejsce jeszcze przed zamknięciem granic z powodu epidemii. Ale dopiero teraz udało się potwierdzić właściciela willi i skradzionych przedmiotów.

Pokazali na mapie okradzioną willę

W samochodzie z kradzionymi blachami policjanci znaleźli narkotyki i narzędzia służące do włamań. – Oraz adres willi w Austrii, do której zatrzymani mężczyźni jechali właśnie na kolejne włamanie – mówi Ciozak. Policjanci przeszukali ich mieszkania w Myszkowie. Znaleźli tam kradzione, cenne przedmioty. Ciozak: – Zatrzymani wskazali na mapie willę w Niemczech, którą okradli.

W sprawę włączyło się Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji KGP, za którego pośrednictwem wymieniano się informacjami o włamaniu z policją z Niemiec. Polscy śledczy przekazali niemieckim stróżom prawa zdjęcia zabezpieczonych przedmiotów, które rozpoznali ich właściciele.

Wśród odzyskanych, rodzinnych pamiątek są: stara waza, srebrne tace i patery, świeczniki, kolekcja historycznych monet i szkatułka, w której trzymano cygara. Najcenniejsze są obrazy i grafiki, których policja nie wyciągała do zdjęć, by ich nie uszkodzić.

– Właściciel przedmiotów zadeklarował, że po otwarciu granic po nie przyjedzie – mówi rzecznik rudzkiej policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pedofile bardziej aktywni w sieci przez epidemię. Obciążenia nie wytrzymuje dark web

Służby policyjne na całym świecie ostrzegają, że podczas epidemii koronawirusa gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na treści pedofilskie w sieci. Od marca do kwietnia liczba zgłoszeń o tego typu materiałach w internecie podwoiła się – informuje BBC. W Wielkiej Brytanii w ostatnim miesiącu podjęto prawie 9 mln prób dotarcia do internetowych materiałów zawierających wykorzystywanie seksualne dzieci.

Internet Watch Foundation, organizacja walcząca z tym zjawiskiem, twierdzi, że od momentu rozpoczęcia kwarantanny dostawcy usług internetowych usuwają o 89 proc. mniej zakazanych witryn, co wynika prawdopodobnie z mniejszego zatrudnienia w czasie pandemii. Tymczasem hiszpańska policja podała, że zgłoszenia filmów o treści seksualnej z udziałem nieletnich wzrosły o ponad 20 proc. od początku kwarantanny, podczas gdy służby w Danii ujawniły, że liczba prób dotarcia do takich materiałów potroiła się.

Ponieważ większość szkół jest zamknięta, dzieci spędzają więcej czasu online. Eksperci twierdzą, że zwiększa to ryzyko groomingu, czyli nagabywania dzieci i zaprzyjaźnienia się z nimi w celu późniejszego wykorzystania seksualnego. Zapotrzebowanie na treści pedofilskie wzrosło również w Australii, gdzie według policji pobieranie skoczyło o 86 proc. w ciągu trzech tygodni po wprowadzeniu blokady.

W dark webie odkryliśmy fora poświęcone wykorzystywaniu dzieci w związku z Covid-19 – powiedziała BBC Paula Hudson z australijskiej policji federalnej. Ruch internetowy jest tak duży, że odkryliśmy awarie systemów dark webu – dodała.

Wiele filmów przedstawiających wykorzystywanie dzieci na zamówienie pedofilów jest kręconych na Filipinach. Trzymane tam w niewoli dzieci poddawane są przerażającej przemocy przed kamerami, co transmitowane jest na żywo do płacących klientów w krajach Zachodu. Filipińscy urzędnicy twierdzą, że liczba zgłoszeń o nadużyciach online wzrosła niemal dwukrotnie w marcu, kiedy rozpoczęto w tym kraju blokadę z powodu pandemii.

Międzynarodowa Misja Sprawiedliwości (IJM), organizacja działająca na Filipinach, przekazała, że połowa dzieci uratowanych z niewoli ma 12 lat lub mniej, a dwie trzecie przestępców to rodzice lub bliscy krewni ofiar.

Jednak podsekretarz stanu w filipińskim ministerstwie sprawiedliwości Emmeline Villar, zaznacza, że obecnie łatwiej jest werbować dorosłych do pracy w tej branży z powodu wysokiego bezrobocia wywołanego pandemią.

To jak bycie uwięzionym w ciemnym pokoju bez nawet promienia światła – powiedziała Ruby z Filipin, która przeżyła dwa miesiące nieprzerwanego wykorzystywania seksualnego, transmitowanego na żywo dla zachodnich mężczyzn, zanim została uratowana przez policję. W ogóle nie ma sensu żyć. Oni zniszczyli mi życie na lata. Jak bardzo będę jeszcze cierpieć z powodu szkód, które mi wyrządzili? – pyta dziewczynka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Seria ataków hakerskich. Tak podszywają się pod Pocztę Polską

SMS-y o rzekomej dezynfekcji paczek, fałszywe maile i podejrzane konkursy. Oszuści od początku epidemii koronawirusa podszywają się pod Pocztę Polską próbując wyłudzić dane i pieniądze Polaków.

Poczta Polska ostrzega przed plagą oszustów podszywających się pod spółkę. W komunikacie informuje, że tylko w pierwszym kwartale tego roku, od początku trwającej epidemii, Poczta Polska odnotowała wzrost informacji od klientów o cyberprzestępstwach.

Spółka przestrzega przed tzw. phishingiem, czyli podszywaniu się po dany podmiot by wyłudzić dane lub pieniądze.

Oszuści podszywają się pod Pocztę Polską na wiele sposobów. Spółka informuje m.in. o fałszywych SMS-ach, których nadawcą miałaby być Poczta Polska. Czytamy w nich o rzekomej dezynfekcji paczek. W wiadomości podany jest link, który przekierowuje do stworzonej na potrzeby przestępstwa nieprawdziwej strony internetowej, rzekomo śledzącej przesyłkę wraz zawartą w niej również nieprawdziwą informacją o wstrzymaniu przesyłki. Aby przesyłka mogła trafić do odbiorcy, ofiara ataku jest zachęcana do dopłaty.

„Po kliknięciu w przycisk PŁACĘ, system przekierowuje do sfałszowanej strony pośrednika w płatnościach, a następnie – po wyborze banku – klient jest kierowany na fałszywą stronę pozornie swojego banku. Atak przygotowany jest tak dobrze, że klient jest przekonany, że loguje się na stronę swojego banku, jednak ta strona również jest fałszywa (link w adresie jest inny niż adres banku – warto sprawdzać literówki w adresie)” – tłumaczy Poczta Polska w komunikacie.

Oszukany klient dokonuje w następnym kroku przelewu, który potwierdzany jest SMS-em. Ten jednak widoczny jest także dla oszusta, a kwota widniejąca w SMS-ie – jak tłumaczy Poczta Polska – w rzeczywistości może być znacznie wyższa. Spółka przypomina w komunikacie, że przesyłki są bezpieczne i nie wymagają dezynfekcji.

Spółka ostrzega też przed fałszywymi mailami, za którymi kryją się linki ze złośliwym oprogramowaniem. – W takiej sytuacji należy zignorować wiadomość, nie klikać w załączniki i linki oraz  powiadomić odpowiednie organy – informuje Poczta Polska.

Inną metodą działań przestępców jest zapraszanie do udziału w konkursie rzekomo organizowanym przez Pocztę Polską. „Także w takich sytuacjach należy nie reagować na podejrzane wiadomości, ignorować załączniki i linki, gdyż mogą one zawierać szkodliwe oprogramowanie” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl