Mysłowice: Poszukiwany oszust, który działał metodą „na policjanta”

Policja z Mysłowic poszukuje mężczyzny, który podszywał się pod funkcjonariusza policji, aby wyłudzić pieniądze. Komenda Miejska opublikowała jego wizerunek. Rozpoznajesz go?

Mężczyzna, którego wizerunek publikuje mysłowicka policja, oszukał metodą „na policjanta” mieszkankę Mysłowic 18 marca tego roku. Do tej pory uniknął odpowiedzialności za swoje czyny, dlatego funkcjonariusze stworzyli portret pamięciowy mężczyzny. Poniżej szczegółowe informacje na temat jego wyglądu.

wiek z wyglądu: ok. 26-30 lat;

wzrost: ok. 175-180cm;

sylwetka: szczupła;

kształt twarzy: owalny;

cera: normalna;

czoło: średniej wysokości, średniej szerokości;

włosy: bardzo krótkie, proste, zaczesane na czoło, koloru brunatnego;

oczy: ciemne, szerokie;

nos: wąski, średniej długości;

cechy charakterystyczne: po lewej stronie w dolnej części okolicy policzkowej trądzik i plamy koloru różowego.

Kiedy 18 marca ten mężczyzna dokonał oszustwa, był ubrany w kurtkę sportową koloru ciemnego zapinaną na suwak, jeansowe, niebieskie spodnie i czarne buty z bordowymi elementami.

– Osoby, które mają informacje mogące przyczynić się do ustalenia tożsamości mężczyzny proszone są o kontakt z oficerem dyżurnym mysłowickiej komendy pod nr telefonu 32 3173 200 lub bezpośrednio z Wydziałem Kryminalnym pod nr telefonu 32 3173 280, email: kryminalny@myslowice.ka.policja.gov.pl – apeluje mysłowicka policja.
Źródło info i foto: se.pl

Oszust kusił oferując fałszywe złoto. Wyłudził miliony

Na kwotę ponad 3 mln zł oszukał dziewięć osób 28-latek, który w zamian za pożyczenie mu pieniędzy na dość wysoki procent oferował zabezpieczenie w postaci fałszywych sztabek złota. Grozi mu teraz do 15 lat więzienia.

Mężczyzna prowadził własną działalność gospodarczą. Śledczy z Bielska-Białej ustalili, że gdy jego sytuacja finansowa mocno się pogorszyła, postanowił zorganizować działalność przestępczą w celu zdobycia majątku.

28-latek zaciągał pożyczki od znajomych i rodziny. Pod zastaw udzielonych pożyczek przekazywał „kontrahentom” podrobione sztabki złota o wadze 1 uncji, które kupował w internecie.

Tłumaczył, że sztabki te stanowią zabezpieczenie pożyczek, które planuje przeznaczyć na bardzo zyskowne i intratne inwestycje, z których zyskami zamierza się podzielić w późniejszym czasie. Dla uwiarygodnienia przestępczego procederu obiecywał wysokie odsetki (które początkowo faktycznie wypłacał) oraz nakazywał również niektórym kontrahentom, aby wynajmowali skrytki bankowe, gdzie przechowywane były „złote” sztabki. Pouczał także o konieczności zachowania oryginalnego opakowania i numeracji, które były niezbędne do późniejszych rozliczeń z klientami. Większość pożyczkodawców nie sprawdzała autentyczności „złotych” sztabek.

Łącznie w ciągu pół roku 28-latek oszukał 9 osób na kwotę 3 087 260 zł. Po zatrzymaniu usłyszał zarzuty licznych oszustw w stosunku do mienia znacznej wartości. Początkowo został tymczasowo aresztowany, ale będzie odpowiadał „z wolnej stopy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano kolejnego oszusta, który działał metodą „na policjanta”

​Policjanci na gorącym uczynku zatrzymali mężczyznę, który podając się za policjanta, próbował wyłudzić 30 tys. zł od 83-latka z Katowic. Przed utratą pieniędzy uchroniła seniora reakcja pracowników banku, którzy w porę zaalarmowali funkcjonariuszy.

Jak podał w środę zespół prasowy śląskiej policji, kilka dni temu do starszego mieszkańca Katowic zadzwonił nieznany mu mężczyzna, który przedstawił się jako funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego w Katowicach. Podał imię, nazwisko i rzekomy numer legitymacji służbowej.

„Zaczął wypytywać seniora, czy ma pieniądze na rachunku bankowym i lokatach. Przekonywał rozmówcę, że jego pieniądze są w banku zagrożone i ma wypłacić 30 tys. zł, a następnie przekazać je policjantowi, który po nie przyjdzie do jego miejsca zamieszkania” – powiedziała PAP rzeczniczka katowickiej policji komisarz Aneta Orman.

83-latek pojechał do banku wykonać polecenie osoby, z którą rozmawiał przez telefon. Zachowanie starszego mieszkańca wzbudziło jednak podejrzenia u pracowników banku. Powiadomili o wszystkim policjantów. Mundurowi z Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Miejskiej Policji w Katowicach wspólnie z policjantami z komendy wojewódzkiej natychmiast wkroczyli do akcji.

„W pobliżu miejsca zamieszkania starszego pana zauważyli podejrzanego mężczyznę. Gdy chcieli go wylegitymować, zaczął uciekać. Po krótkim pościgu został zatrzymany. Jak się okazało, przyszedł on odebrać od seniora pieniądze. Trafił do policyjnego aresztu” – relacjonowała kom. Orman.

Zatrzymany to 23-latek bez stałego miejsca zamieszkania, pochodzący z Warszawy. Był już w przeszłości karany za przestępstwa przeciwko mieniu. Zebrany przez policjantów i prokuratorów materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie mężczyźnie zarzutu usiłowania oszustwa. Sąd zdecydował o aresztowaniu go na dwa miesiące. Grozi mu kara do 8 lat więzienia.

Policjanci podkreślają, że mimo wielu informacji o próbach o oszustw „na wnuczka” czy „na policjanta” ciągle otrzymują sygnały podobnych przypadkach; apelują do seniorów o czujność. Podkreślają, że funkcjonariusze policji nigdy nie informują o prowadzonych przez siebie sprawach telefonicznie, nigdy też nie proszą o przekazanie pieniędzy nieznanej osobie.

„Nie informujmy nikogo telefonicznie o ilości pieniędzy, które mamy w domu lub jakie przechowujemy na koncie. Nie wypłacajmy z banku wszystkich oszczędności. W momencie, kiedy ktoś będzie chciał nas oszukać, podając się przez telefon za policjanta – zakończmy rozmowę telefoniczną rozłączając się. Nie wdawajmy się w rozmowę z oszustem. Jeżeli nie wiemy, jak zareagować, powiedzmy o podejrzanym telefonie komuś z bliskich” – przypomniała kom. Orman.
Źródło info i foto: interia.pl

Kulisty zatrzymania Grzegorza Ł.

Grzegorz Ł. z pomocą innych osób zostawił fałszywe tropy, którymi chciał zmylić organy ścigania, jednak popełnił błąd. Dał się uchwycić kamerze w pobliżu granicy z Ukrainą. Tyle wystarczyło, by został schwytany. O kulisach jego poszukiwań opowiedział policjant z grupy tzw. poznańskich łowców głów. Nadal nie wiadomo, gdzie jest 8 mln. zł zrabowane podczas tzw. „skoku stulecia”.

Grzegorz Ł. to wiceprezes firmy ochroniarskiej, której fałszywy konwojent, podający się za Mieczysława Dudę, w 2015 r. ukradł w Swarzędzu (wielkopolskie) 8 mln zł. Grzegorz Ł. miał być jednym z głównych organizatorów kradzieży i zniknąć z łupem. Był poszukiwany listem gończym.

2,5 miesiąca poszukiwań

Mężczyznę zatrzymano w środę na terenie Ukrainy. W jego poszukiwania zaangażowani byli poznańscy „łowcy głów”, czyli członkowie policyjnej grupy, która specjalizuje się w tropieniu najbardziej niebezpiecznych przestępców. Zatrzymania Grzegorza Ł. dokonali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, którym „łowcy głów” przekazywali informacje. Poznańscy funkcjonariusze tropili Ł. zaledwie 2,5 miesiąca.
 
– Grupa poświęciła cały swój czas na to, żeby sprawdzić wszystkie informacje, które się pojawiały w ostatnim czasie o Grzegorzu Ł. Okazało się, że wszelkie doniesienia, jakie do tej pory były, to fałszywe tropy. Prawdopodobnie Grzegorz Ł. chciał wprowadzić organy ścigania w błąd, żeby nikt go nie znalazł – powiedział policjant z „łowcy głów”.

Chciał tzw. żelaznego listu

Grzegorz Ł. w lipcu skontaktował się z Radiem ZET, w wywiadzie opowiadał o napadzie. Zażądał też tzw. listu żelaznego – gwarancji wydanej przez sąd, że do czasu prawomocnego zakończenia postępowania będzie odpowiadał z wolnej stopy.

– Był to trudny przeciwnik. Próbował nas zmylić, udzielił wywiadu, z którego wynikało, że pływa na statkach w Hiszpanii – powiedział policjant.

Grzegorz Ł. popełnił błąd, który naprowadził śledczych na jego trop.
 
– Znaleźliśmy nagranie, na którym widać było jego twarz. Nie zmienił wyglądu. Było to w rejonie granicy z Ukrainą – dodał policjant.

Poszukiwany nie przekroczył granicy na swoje nazwisko.
 
Wpadł w pobliżu Odessy

Do jego zatrzymania doszło w rejonie Odessy. – Wiemy, że na pewno w ostatnim czasie zmieniał miejsce pobytu na terenie Ukrainy, przebywał tam już dłuższy czas. Nie jesteśmy w stanie na ten moment powiedzieć, czy od momentu, kiedy zaczął się ukrywać od razu tam pojechał. Wiemy, że na pewno inne osoby pomagały mu w ukrywaniu się – wskazał policjant.
 
Jak mówił, przy Grzegorzu Ł. nie zostały odnalezione skradzione pieniądze, jednak ukraińskie służby sprawdzają, czy mógł je ukryć na terenie Ukrainy. Do tej pory udało się odzyskać jedynie niewielką część łupu.
 
Mężczyzna został zatrzymany na ulicy, był zaskoczony i nie stawiał większego oporu. Tłumaczył, że nie był pomysłodawcą „skoku stulecia”. Ł. trafił do ukraińskiego aresztu, gdzie oczekuje na decyzję o ekstradycji do Polski.

Wszystko dokładnie zaplanowali. Szczegóły „skoku stulecia”
 
Do skoku doszło 10 lipca 2016 roku. Był piątek. Około południa agencja ochrony rozwoziła pieniądze do bankomatów. Gotówkę eskortowało trzech uzbrojonych mężczyzn. W samochodzie mieli ponad 8 mln zł. Ich pierwszym przystankiem był właśnie Swarzędz.

Kiedy dwaj ochroniarze wyszli do placówki banku, trzeci z konwojentów odpalił samochód i odjechał w nieznanym kierunku. Miał przy sobie urządzenie zagłuszające nadajnik GPS pojazdu.

Fałszywy konwojent ukrył furgonetkę w lesie i zniknął razem z gotówką. Wcześniej wyczyścił auto używając do tego ciekłego chloru, by zmylić psy tropiące.

Zatrudnił się rok przed skokiem

Mężczyzna zatrudnił się w agencji ponad rok przed skokiem. Nie rzucał się w oczy. Przez cały czas sumiennie wykonywał swoje obowiązki. W dniu kradzieży, oprócz auta, wyczyścił z odcisków też swoją pracowniczą szafkę. Kiedy policja pojawiła się w firmie, okazało się, że nikt nie wie o nim kompletnie nic.

Kilka dni po kradzieży policja opublikowała zdjęcia przestępcy – łysego, brodatego mężczyzny w okularach. Mimo to nie zgłosił się nikt, kto zdradziłby jego prawdziwą tożsamość.

We wrześniu 2016 roku misterny plan zaczął jednak się sypać. Wpadł pierwszy z wspólników napadu: 39-letni Andrzej W., łódzki policjant.

Kilka dni później zatrzymano byłego policjanta, 43-letniego Andrzeja K. Śledczy namierzyli go po tym, jak wpłacił na konto swoją część łupu. Wówczas prokuratura powiązała napad z Grzegorzem Ł., również byłym policjantem i wystawia za nim list gończy.

Fałszywy konwojent z zawodu był krawcem

Zanim mężczyzna został zatrzymany, udało się ustalić, kim jest fałszywy konwojent. Okazał się nim 46-letni Krzysztof W., krawiec, mieszkaniec Łodzi.

Kiedy śledczy zapukali do jego drzwi, zupełnie nie przypominał mężczyzny, którego twarz publikowano w policyjnym komunikacie.

Miał zapuszczone włosy, zgolił brodę, nie nosił okularów i był zdecydowanie szczuplejszy.

6 osób na ławie oskarżonych

Proces w sprawie napadu „skoku stulecia” rozpoczął się na początku tego roku. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób. Cztery z nich poznańska prokuratura, która prowadziła w tej sprawie śledztwo, oskarżyła o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i o przywłaszczenie mienia o znacznej wartości. Oskarżeni to 44-letni Dariusz D.; 46-letni Adam K., u którego miało dojść do podziału łupu; 48-letni Marek K., który miał brać udział w opracowaniu planu napadu i ubezpieczać przewożenie pieniędzy, oraz 48-letni konwojent Krzysztof W.

Dwie pozostałe osoby, tj. 47-letnia Agnieszka K. i 71-letni Wojciech M., miały pomagać w ukryciu zrabowanych pieniędzy i wpłacić na założone konto w jednym z banków 250 tys. zł.

Wyrok w tej sprawie Sąd Okręgowy w Łodzi wydał w lipcu tego roku. Uznał oskarżonych za winnych przywłaszczenia ostatecznie ponad 7,7 mln zł i skazał b. konwojenta Krzysztofa W. na karę 8 lat i 2 miesięcy więzienia, Marka K. na 7 lat pozbawienia wolności, byłego policjanta Adama K. na 6 lat i 2 miesięcy więzienia, a Dariusza D. – na 6 lat pozbawienia wolności.

Oskarżeni ukarani zostali również m.in. grzywnami w wysokości od 5 do 15 tys. zł. Mają także obowiązek solidarnie naprawić szkodę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sopot: Alarm bombowy na stacji PKP

Po ok. trzech godzinach wznowiono w piątek wieczorem na stacji Sopot ruch pociągów dalekobieżnych i Szybkiej Kolei Miejskiej. Powodem wstrzymania jazdy pociągów był fałszywy alarm bombowy w pociągu relacji Olsztyn-Szczecin wywołany przez jednego z pasażerów. O wznowieniu ruchu pociągów na stacji Sopot poinformowała Joanna Kubiak z Zespołu Prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Sopocie sierż. sztab. Karina Kamińska poinformowała, że funkcjonariusze poszukują osoby, która podała w pociągu nieprawdziwy komunikat. Kamińska informowała wcześniej, że policja ok. godz. 18.00 otrzymała informację od dyżurnego ruchu PKP, że we wjeżdżającym do Sopotu pociągu Olsztyn-Szczecin któryś z pasażerów poinformował przez system powiadamiania używany przez kolejarzy, że w pociągu znajduje się bomba.

Pociąg został przeszukany przez pirotechników z użyciem psa, wnętrze pojazdu sprawdzał też policjant z wydziału antyterrorystycznego za pomocą urządzeń technicznych, ale oprócz pakunku, który jeden z pasażerów zapomniał zabrać ze sobą, nie znaleziono nic niepokojącego. Łącznie ewakuowano ok. 500 osób, w tym 300 z pociągu, a resztę z dwóch peronów.
Źródło info i foto: interia.pl

Brazylijska policja aresztowała bossa narkotykowego. Był poszukiwany od 30 lat

Do zatrzymania lidera imperium narkotykowego w Ameryce Południowej doszło wczoraj. Przez 30 lat udawało mu się uniknąć służb i wymiaru sprawiedliwości dzięki operacjom plastycznym. Mężczyźnie grozi ponad 50 lat więzienia.

Luiz Carlos da Rocha, znany pod pseudonimem „Biała głowa”, używał fałszywego nazwiska. Podawał się za Vitora Luiza de Moraesa. Śledczym udało się go zatrzymać po porównaniu starych zdjęć Rochy ze zdjęciami nowego podejrzanego. Wówczas doszli do wniosku, że Luiz Carlos da Rocha i Vitor Luiz to ta sama osoba – pisze BBC, powołując się na informacje uzyskane od brazylijskiej policji.

Jak podają służby, organizacja, którą kierował Rocha znana była z przemocy, używania samochodów pancernych oraz broni ciężkiej. Kokainę najpierw produkowała w Boliwii, Peru bądź Kolumbii, a następnie „wyrafinowanymi sposobami” przerzucała ją do Europy i Stanów Zjednoczonych.

Luiz Carlos da Rocha zaopatrywał w kokainę także kryminalne organizacje na terenie Brazylii, w miastach Sao Paulo oraz Rio de Janeiro. Zdaniem policji organizacja Rochy była w stanie miesięcznie wyprodukować ok. 5 ton tego narkotyku.
Źródło info i foto: onet.pl

Fałszywy alarm bombowy w Manchesterze

Policja w Manchesterze odebrała zgłoszenie o podejrzanym pakunku na terenie szkoły. Funkcjonariusze błyskawicznie zabezpieczyli wejście do budynku i zlokalizowali paczkę. Na szczęście alarm okazał się fałszywy. Od poniedziałkowego ataku terrorystycznego po koncercie Ariany Grande w Manchesterze panuje napięta atmosfera. Premier Theresa May ogłosiła we wtorek wieczorem maksymalne podniesienie poziomu alertu terrorystycznego w Wielkiej Brytanii, co oznacza w praktyce, że kolejny atak terrorystyczny na Wyspach „może być nieuchronny”. Dlatego policja serio traktuje wszystkie doniesienia o potencjalnych atakach.

Fałszywy alarm po zamachu w Manchesterze

Tak było też w czwartek. Policja poinformowała, że w jednej ze szkół w Manchesterze znaleziono podejrzany pakunek. Później okazało się, że chodzi o ulicę przy szkole. Kordon policji natychmiast zabezpieczył zagrożony teren, na miejsce wysłano też wojsko i helikopter. Paczka szybko została znaleziona. Na szczęście alarm okazał się fałszywy.

Jak podał „The Guardian”, świadkowie widzieli, że policja zatrzymała w okolicy jakiegoś mężczyznę. „Zatrzymanie nie jest bezpośrednio związane z poniedziałkowym atakiem” – poinformowała na Twitterze reporterka dziennika.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aresztowano fałszywego policjanta

Tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy, to środek zapobiegawczy jaki zastosował sąd wobec mieszkańca Warszawy. Mężczyzna chciał w Łukowie wyłudzić od starszej kobiety 30 tysięcy złotych. Kryminalni ustalili, że wcześniej w podobny sposób chciał oszukać mieszkańca Białej Podlaskiej. Zatrzymany 32-latek będzie odpowiadał w warunkach recydywy. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.

W miniony czwartek łukowscy kryminalni zatrzymali 32-letniego mieszkańca Warszawy, który chciał wyłudzić od starszej kobiety 30 tysięcy złotych. Na szczęście przeszkodzili mu w tym stróże prawa. Oszust już usłyszał zarzuty, a prowadzący postępowanie policjanci poszukują jego wspólników. Kryminalni ustalili też, że kilka dni wcześniej 32-latek w podobny sposób chciał wyłudzić pieniądze od mieszkańca Białej Podlaskiej. Gdy mężczyzna poprosił „funkcjonariusza” o okazanie legitymacji, wówczas speszony oszust uciekł. Ponadto funkcjonariusze ustalili również, że zatrzymany przez nich mężczyzna odbywał już karę pozbawienia wolności za podobne przestępstwa. Teraz za usiłowanie oszustwa będzie odpowiadał w warunkach recydywy. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.

Wczoraj łukowski sąd przychylił się do wniosku Policji oraz Prokuratury i zastosował wobec niego środek zapobiegawczy. Najbliższe trzy miesiące mężczyzna spędzi w areszcie tymczasowym.
Żródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymano sprawcę fałszywego alarmu w Brukseli

W centrum Brukseli ogłoszono rano alarm bombowy. Przed budynkiem centrum handlowego City 2 zaroiło się od policjantów i saperów. Zamknięto dwie najbliższe ulice oraz część wejść do stacji metra Rogier. Policja zatrzymała w centrum podejrzanego mężczyznę. Był wcześniej znany służbom: podejrzewano go o związki z IS.

– Policja została powiadomiona o nietypowej sytuacji około godz. 5.30. Zabezpieczono teren, do akcji przystąpili saperzy i antyterroryści – mówiła rzeczniczka brukselskiej policji Ilse Van de Keere.

Dziennikarz rtl.be dowiedział się od pracujących na miejscu policjantów, że zgłoszenie dotyczyło mężczyzny z pasem szahida, który miał ukryć się na terenie centrum handlowego. Na miejscu błyskawicznie zaroiło się od policji, antyterrorystów i saperów. Wyznaczono sektor bezpieczeństwa, ewakuowano obecnych w centrum pracowników.

Po kilku godzinach akcji policjanci zatrzymali podejrzanego. Jak się okazało, mężczyzna ten sam zadzwonił rano na policję i poinformował ją o podejrzanym osobniku z pasem szahida. Zatrzymany rzeczywiście miał na sobie pas, który wyglądał jak te noszone przez terrorystów. Jednak po dokładnych oględzinach okazało się, że była to tylko atrapa. Według dh.be zamiast materiałów wybuchowych w pasie była sól.

O realnym zagrożeniu zamachem, według rtl.be miał świadczyć fakt, że premier Belgii Charles Michel zmienił swoje plany – zrezygnował z występu w zapowiadanym od kilku dni programie „Face aux Belges”, by wziąć udział w zwołanym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jak twierdzi serwis dh.be, odwołując udział w programie miał mówić, że sytuacja w centrum City 2 jest bardzo poważna.

– Sytuacja jest pod kontrolą – stwierdził krótko premier po zakończeniu posiedzenia Rady. _ Służby pozostają w gotowości – dodał. Odmówił komentowania sytuacji, odsyłając dziennikarzy po szczegółowe informacje do prokuratury.

Tymczasem minister sprawiedliwości Koen Geens powiedział dziennikarzom, że mężczyzna zatrzymany w City 2 był wcześniej znany służbom. – Podejrzewano go o związki z Państwem Islamskim – stwierdził Koen Geens.

Po godzinie 8.40 stopniowo rozpoczęto przywracanie ruchu na zamkniętych ulicach wokół centrum handlowego. Nadal jednak, na polecenie prokuratury okoliczne sklepy pozostają zamknięte. Lesoir.be przypomina, że w ubiegłym tygodniu, w związku z zagrożeniem terrorystycznym, zwiększono środki bezpieczeństwa w centrum handlowym City 2 – zredukowano m.in. liczbę wejść. Co więcej, ochrona przeszukuje torby wchodzących do centrum ludzi.
Żródło info i foto: wp.pl

Fałszywy policjant oszukał staruszkę

Mafia naciągająca emerytów nie próżnuje. Patryk K. (22 l.), podając się za policjanta, próbował naciągnąć seniorkę z Ursynowa na 30 tysięcy złotych. Powiedział 65-latce, że pracuje w specjalnej grupie operacyjnej, która rozpracowuje mafię oszustów. Twierdził, że w jej najbliższym otoczeniu grasują bandyci, którzy chcą ją okraść ze wszystkich kosztowności.

– Oszust powiedział kobiecie, że nie straci ona swojego majątku, jeśli mu go przekaże w celu zabezpieczenia. Miała również przekazać rzekomemu policjantowi 30 tysięcy złotych na cele operacyjne – mówi kom. Joanna Banaszewska z mokotowskiej komendy. 65-latka poszła do banku i. wzięła kredyt na wyznaczoną kwotę, ale zanim doszło do przekazania pieniędzy, zorientowała się, w czym bierze udział, i wezwała prawdziwych funkcjonariuszy. Kryminalni dorwali Patryka K., gdy czekał przed bankiem na swoją ofiarę.
Żródło info i foto: se.pl