Celowo przejechał psa i nagrał to telefonem. Sąd zmienił wyrok na karę więzienia

Rafał B. na początku czerwca 2019 roku z premedytacją kilkukrotnie wjechał w znajdującego się na drodze psa, nagrywając przy tym film, na którym drwi z umierającego zwierzęcia. Sąd Rejonowy w Myszkowie postanowił wymierzyć mu wyższą karę, niż podczas ogłoszonego w marcu wyroku nakazowego.

24 marca 2020 roku Sąd Rejonowy w Myszkowie wydał wyrok nakazowy, w którym skazał Rafała B. na dwa lata prac społecznych w wymiarze 40 godzin miesięcznie. Za znęcanie się nad psem wymierzono mu także 10 tysięcy złotych nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals” oraz zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt na okres 10 lat. Mężczyzna miał też zapłacić 22 tys. złotych kosztów sądowych.

Sprawa rozpoczęła się przed sądem w Myszkowie w piątek 31 lipca. Jak podaje gazetamyszkowska.pl stawili się na niej przedstawiciele Fundacji „Oleśnickie Bidy”, prokurator Anna Karteczka oraz oskarżony Rafał B. z obrońcą. Mężczyzna przyznał się do popełnienia przestępstwa, przeprosił za swój czyn, ale nie chciał składać wyjaśnień. Zeznania złożyli natomiast świadkowie – właściciel psa oraz siostra i matka oskarżonego. Rodzina oskarżonego podczas rozprawy skarżyła się, na negatywne komentarze i groźby, jakie dostają po tym zdarzeniu.

Sąd uznał Rafała B. za winnego zarzucanego mu czynu i skazał go na dwa lata pozbawienia wolności oraz wydał zakaz posiadania przez niego zwierząt przez 15 lat. Dodatkowo oskarżony ma wypłacić nawiązkę w wysokości 10 tysięcy złotych na rzecz fundacji „Oleśnickie Bidy” i pokryć koszty sądowe w wysokości 22 tysięcy złotych. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Abp Ryś zastąpi bp. Edwarda Janiaka. Decyzja papieża

Ojciec Święty mianował administratora apostolskiego sede plene dla diecezji kaliskiej. Został nim metropolita łódzki, abp Grzegorz Ryś – poinformowało Radio Watykańskie. Biskup Edward Janiak miał na początku czerwca trafić do szpitala kompletnie pijany. – Obecnie oczekujemy na rzetelne wyjaśnienie doniesień medialnych w sprawie tego zdarzenia, które – jeszcze raz zaznaczam – nigdy nie powinno mieć miejsca, szczególnie wśród ludzi Kościoła – poinformował rzecznik KEP ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Antybohater filmu Sekielskich

W filmie „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich pojawiło się oskarżenie pod adresem biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka, że tuszował czyny pedofilskie. Po jego emisji 16 maja delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży abp Wojciech Polak wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że „trzeba wyjaśnić wszystkie sprawy”. Zaznaczył, że „nikt w Kościele nie może uchylać się od odpowiedzialności”.

Zwrócił się wówczas za pośrednictwem nuncjatury do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania nakazanego przez motu proprio papieża Franciszka, dotyczącego zaniechania wymaganego prawem działania.

Bp Janiak skrytykował działania prymasa

Bp Janiak 15 czerwca rozesłał do biskupów w kraju list, w którym skrytykował działania prymasa Wojciecha Polaka oraz poddał w wątpliwość wybór i działania Fundacji Św. Józefa KEP, której celem jest wspomaganie istniejących inicjatyw i podejmowanie nowych działań na rzecz różnorakiej pomocy osobom skrzywdzonym przez osoby duchowne.

– Podjęte przeze mnie działanie jest wyrazem ewangelicznej troski o dobro osób pokrzywdzonych i o prawdziwe dobro Kościoła, a także realizacją misji ochrony dzieci i młodzieży, powierzonej mi przez Konferencję Episkopatu Polski – odpowiedział abp Polak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szokujące doniesienia. Karetka zabrała pijanego biskupa Janiaka do szpitala?

Biskup kaliski Edward Janiak (67 l.), który jest antybohaterem filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, miał trafić do szpitala w Kaliszu (woj. wielkopolskie) z podejrzeniem udaru. Na oddziale miało okazać się jednak, że duchowny był… kompletnie pijany. O swoich ustaleniach informuje „Gazeta Wyborcza”. Głos w sprawie zabrał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik.

W połowie maja miała miejsce premiera najnowszego dokumentu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, z którego wynika, że kaliski biskup Edward Janiak przez trzy lata nie reagował na doniesienia o podległym mu księdzu oskarżanym o czyny pedofilskie. Watykan wszczął już dochodzenie w tej sprawie.

Dwa tygodnie po publikacji filmu, 2 czerwca, biskup miał trafić do szpitala. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, tego dnia karetka zabrała go na oddział. Duchowny miał mieć problemy z wysławianiem się, kontakt z nim był ograniczony. Biskupa Janiaka przyjęto z podejrzeniem udaru późnym wieczorem i gruntownie przebadano. Jednak jak informuje „Wyborcza”, hierarcha kościelny był po prostu… kompletnie pijany, mając we krwi 3,44 promila alkoholu. Po kilku godzinach i podaniu kroplówek biskup został wypuszczony do domu.

Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem diecezji kaliskiej, jednak ks. Marcin Papuziński nie chciał komentować sprawy przez telefon. Poprosił o przesłanie pytań mailem, na odpowiedź cały czas czekamy.

Jak jednak przekazał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”: „Ksiądz Biskup kilka lat temu przeszedł chorobę nowotworową i związaną z nią terapię onkologiczną. Od tego czasu jest pod stałą opieką specjalisty i regularnie przechodzi badania, które od czasu do czasu związane są z pobytami w szpitalu”.

Rzecznik Episkopatu zabrał głos

– W odpowiedzi na pytania dotyczące dzisiejszych publikacji na temat bp. Edwarda Janiaka, stanowczo oświadczam, że – jeśli informacje przekazane w mediach się potwierdzą – to opisywana sytuacja nigdy nie powinna się wydarzyć – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik po doniesieniach dotyczących biskupa Edwarda Janiaka.

– Jest zrozumiałym, że każde taka informacja wzbudza liczne reakcje społeczne oraz wywołuje emocje wśród wiernych. Obecnie oczekujemy na rzetelne wyjaśnienie doniesień medialnych w sprawie tego zdarzenia, które – jeszcze raz zaznaczam – nigdy nie powinno mieć miejsca, szczególnie wśród ludzi Kościoła – podkreślił ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Biskup Janiak nie widzi swojej winy

Po publikacji „Zabawy w chowanego” biskup Edward Janiak atakuje wszystkich, którzy ośmielą się go skrytykować. 7 czerwca we wszystkich parafiach diecezji kaliskiej odczytany został list biskupa, w którym pisał o „medialnej nagonce” na jego osobę. „Proszę o modlitwę w tym czasie medialnej nagonki na moją osobę, abym uświęcony niewidzialną mocą Ducha Świętego, mógł zawsze służyć Bogu Żywemu przez miłość i służbę ofiarną, której Chrystus jest początkiem, środkiem i dopełnieniem” – pisał bp Janiak w liście.

Po emisji filmu specjalne oświadczenie wydał delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak, w którym stwierdził, że dokument braci Sekielskich „ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży”. Dodał, że chodzi o „sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”. Abp Polak powiadomił o sprawie Watykan.

Na odpowiedź bp Janiaka nie trzeba było długo czekać. 15 czerwca duchowny rozesłał do biskupów w kraju list, w którym skrytykował działania prymasa Wojciecha Polaka i poddał w wątpliwość wybór i działania Fundacji św. Józefa KEP, której celem jest wspomaganie istniejących inicjatyw i podejmowanie nowych działań na rzecz różnorakiej pomocy osobom skrzywdzonym przez osoby duchowne.

„Kaliski biskup twierdzi, że prymas wydał na niego wyrok, szkodzi wizerunkowi Kościoła i spiskuje z braćmi Sekielskimi, którzy są wrogami Kościoła. Polski Episkopat jeszcze nigdy nie był świadkiem takiej sytuacji” – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Tuszowanie pedofilii w Kościele. Ile o sprawie wiedział papież Jan Paweł II?

– Bp Edward Janiak myślał o sobie i o pedofilu, któremu chciał uratować skórę. Stworzył sobie piątą Ewangelię, w której można mówić „ani tak, ani nie” – mówi o. Jacek Prusak. Jezuita i psychoterapeuta dodaje, że nie mamy w Kościele „normalności”, czyli stosowania istniejących procedur. A pytany o kolejny film braci Sekielskich, który ma dotyczyć Jana Pawła II, podkreśla: – Z pewnością takie rzeczy jak przenoszenie księży pedofilów działy się w diecezji krakowskiej, gdy arcybiskupem był Karol Wojtyła. Ale wciąż jest pytanie, o czym Wojtyła wiedział i czy starał się takie problemy rozwiązywać, a nie tuszować.

Sekielscy zapowiadają trzecią część filmy – ma dotyczyć Jana Pawła II. Czy może on być najdotkliwszy dla szeregowego katolika?

Rozmawiałem z jednym z braci Sekielskich i z ludźmi, którzy są zaangażowani w tworzenie trzeciego filmu. Jestem jednego pewny: nie można Janowi Pawłowi II zarzucić, że jako papież przyzwolił na pedofilię albo minimalizował jej znaczenie. Ale w filmie będą hipotezy, że jako biskup krakowski mógł potraktować pewne rzeczy dot. przestępstw seksualnych zbyt ulgowo, bo ufał księdzu.

A ufał księżom, bo w czasach PRL Służba Bezpieczeństwa kompromitowała i pozyskiwała do współpracy księży głównie przez „haki” w sferze obyczajowej – np. kontakty homoseksualne czy podwójne życie. Jeśli faktycznie Jan Paweł II jako arcybiskup Krakowa potraktował jakiegoś przestępcę seksualnego ulgowo, to dlatego, że został – i tak to sobie dziś wyobrażam – oszukany przez księdza. A jeśli film udowodni, że jako arcybiskup Krakowa brał stronę księdza tylko dlatego, że był on księdzem – z pominięciem ofiary – bo w czasie komuny skandale seksualne osłabiłyby Kościół, to nic by nie usprawiedliwiało późniejszego papieża.

Mam nadzieję, że trzeci film Sekielskich nie udowodni tego Karolowi Wojtyle. Z pewnością jednak takie rzeczy jak przenoszenie księży pedofilów działy się w diecezji krakowskiej, gdy arcybiskupem był Karol Wojtyła [1964-78]. Ale wciąż jest pytanie, o czym Wojtyła wiedział i czy starał się takie problemy rozwiązywać, a nie tuszować. Mam nadzieję, że bilans będzie pozytywny, bo gdyby się okazało, że polski papież zawiódł w Krakowie, byłoby to bardzo bolesne dla Polaków.

Film będzie też mówił o podejściu Jana Pawła II do pedofilii nie tylko w Krakowie, ale także w Watykanie…

…ale tu jestem akurat spokojniejszy. Nie wierzę, aby papież mógł wiedzieć o pedofilii i nie reagować. To byłby dla mnie szok, bo na czym wówczas miałaby polegać świętość Jana Pawła II, jeśli tuszowałby przypadki pedofilii? Podkreślam: o ocenę pontyfikatu jestem dużo spokojniejszy. Był przecież bardzo wrażliwy na ludzką krzywdę, ale i tu jest ważne pytanie: na ile był manipulowany przez najbliższych współpracowników i otoczenie?

No a kto był najbliższym współpracownikiem Jana Pawła II?

Dobrze wiemy, że z jednej strony sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Angelo Sodano, a z drugiej kard. Stanisław Dziwisz – wówczas osobisty sekretarz papieża. Na tych dwóch osobach papież polegał, musieli oni więc mieć dużą wiedzę i to na nich ciążyła ogromna odpowiedzialność za informacje, jakie do papieża docierały.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kalisz: Prezydent miasta o tuszowaniu pedofilii przez księży

Po filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” władze Kalisza zaapelowały o niezapraszanie biskupa Edwarda Janiaka na uroczystości miejskie. Pod petycją podpisało się już ponad tysiąc osób. Jak informuje Onet, prezydent Kalisza Krystian Kinastowski nie zamierza jednak narzucać diecezji, kto będzie ją reprezentował. Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” ujawnił, że biskup Edward Janiak wiedział o czynach pedofilskich, do jakich dochodziło w diecezji kaliskiej. Przez kilka lat biskup nie reagował na pojawiające się doniesienia, nie odniósł się do nich również po premierze filmu.

„Po premierze dokumentu braci Sekielskich było widać wzburzenie wśród mieszkańców Kalisza, to poruszało miasto. Nie zamierzamy tego tak zostawić. Poczuliśmy obowiązek, aby odnieść się do całej sprawy” – mówiła Onetowi Maria Dąbek, autorka petycji o niezapraszanie biskupa Janiaka na uroczystości miejskie.

Z podobnym wnioskiem zwróciła się do prezydenta miasta radna KO Barbara Oliwiecka. Prezydent Kalisza nie zamierza jednak podejmować w tej sprawie konkretnych kroków.

„To bardzo delikatna sprawa. Przedstawiona w nim sytuacja jest bardzo przykra i myślę, że diecezja, a nie miasto, musi się z nią uporać” – komentuje dla Onetu prezydent Kalisza. Dodaje jednocześnie, że Rada Miasta Kalisza nie powinna stanowić forum do dyskusji o takich sprawach.

„Uważam, że tego typu wnioski czy petycje niezupełnie wynikają z troski o ofiary, czy sam problem. Patrzę z podejrzeniem na tego typu inicjatywy, jeśli uczestniczą w nich przedstawiciele środowisk politycznych, a tak jest w tym przypadku” – uważa Kinastowski.

Prezydent Kalisza podkreślił, że na uroczystości miejskie zapraszani są przedstawiciele różnych instytucji, kościołów i związków wyznaniowych, a miasto nie może ingerować w to, kto będzie ich reprezentantem.

Jak informował Onet, tuszowanie pedofilii może dotyczyć nie tylko biskupa Edwarda Janiaka. Matka jednej z ofiar Arkadiusza H. w rozmowie z Onetem przyznała, że o wszystkim powiedziała także biskupowi Stanisławowi Napierale, o sprawie rozmawiała także z ks. Piotrem Bałoniakiem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W filmie braci Sekielskich „zobaczył siebie”. Złoży zawiadomienie do prokuratury

Chce zachować anonimowość, ale nie zamierza dłużej milczeć. Obejrzał film dokumentalny „Zabawa w chowanego” i w tej historii dostrzegł własne doświadczenia. Około 40-letni mężczyzna twierdzi, że tak jak bohaterowie filmu braci Sekielskich, też jest ofiarą księdza Arkadiusza H.

Po głośnym filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” zgłosiła się kolejna osoba, która, jak twierdzi, również była ofiarą ks. Arkadiusza H. To około 40-letni mężczyzna, który chce zachować anonimowość. Nie jest mieszkańcem żadnej z miejscowości, których nazwy pojawiają się filmie Sekielskich.

Z relacji mężczyzny wynika, że do wykorzystywania seksualnego miało dojść w latach 90., gdy w jednej z parafii był ministrantem oraz członkiem młodzieżowej grupy kościelnej. Przez lata milczał, ale po obejrzeniu filmu i spotkaniu z jego bohaterami, uświadomił sobie, że to, co go spotkało w młodości, jest bardzo podobne do tego, o czym oni mówili.

– W trakcie tej rozmowy był bardzo poruszony. Mówił, że zobaczył siebie. Bardzo trudno było mu o tym mówić. Bardzo mocno się wstydził, ale Bartek i Jakub (bohaterowie filmu – przyp. red.) dali mu przykład o tym, że można o tym mówić po latach. I, że absolutnie nie jest jakimś negatywnym bohaterem tej sytuacji. Potrzebuje tego, żeby domknąć pewien rozdział w swoim życiu – mówi adwokat Artur Nowak, pełnomocnik pokrzywdzonego.

Jak poinformował Nowak, jeszcze dziś do Prokuratury Rejonowej w Pleszewie wpłynie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Arkadiusza H. Zarówno pełnomocnik jak i ofiara mają świadomość, że upływ czasu spowodował przedawnienie, ale to nie ma dla ofiary znaczenia. Mężczyzna chce przekazać prokuraturze wszystko, co wie.

Nowy film Sekielskich

W sobotę na YouTube miał premierę drugi film dokumentalny Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii wśród księży. „Zabawa w chowanego” skupia się na historii trzech molestowanych przez jednego księdza chłopców: braci Bartłomieja i Jakuba Pankowiaków oraz Andrzeja Hurnego.

W „Zabawie w chowanego” poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii – nie tylko Arkadiusza H. Jego sprawa toczy się w prokuraturze, a on sam pozostaje na wolności – z dnia na dzień został przeniesiony do pracy w szpitalu.

Film jest dostępny za darmo w internecie na oficjalnym kanale YouTube Tomasza Sekielskiego. Został on w całości sfinansowany za pieniądze pozyskane ze zbiórki.

Przenoszony z parafii do parafii

W sprawie ks. Arkadiusz H. głos zabrała Prokuratura Krajowa. W komunikacie z 16 maja, poinformowała, że Arkadiuszowi H. został we wrześniu 2019 roku postawiony zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych. Jest to przestępstwo z artykułu 200 par. 1 Kodeksu karnego, za które grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

„Postępowanie w sprawie Arkadiusza H. zostało zainicjowane zawiadomieniem, które wpłynęło do prokuratury w grudniu 2018 roku. Dotyczyło przestępstwa, do którego miało dojść 20 lat wcześniej. Prokuratura niezwłocznie, już po dwóch dniach, zwróciła się do Kurii Diecezjalnej w Kaliszu o udostępnienie akt personalnych Arkadiusza H. wraz z dokumentacją przebiegu i miejsc świadczenia posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.

Jak przekazała PK, w śledztwie przesłuchano 35 świadków, niektórych wielokrotnie, zgromadzono liczne opinie biegłych i materiał dowodowy w postaci nagrań obciążających duchownego. Efektem postępowania – podała prokuratura – jest również ujawnienie kolejnych sześciu osób, wobec których Arkadiusz H. miał się ponad 20 lat temu dopuścić przestępstw o charakterze seksualnym.

Prokuratura napisała w komunikacie, że „nieprawdą jest natomiast podana w filmie informacja jakoby jednostki prokuratury nie miały swobody w prowadzeniu postępowań dotyczących przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Po premierze filmu braci Sekielskich biskup Edward Janiak odsunięty od uroczystości

Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” wywołał tysiące reakcji. Jednym z głównych bohaterów jest biskup Edward Janiak z Kalisza. Jeszcze wczoraj mówiło się o tym, że duchowny będzie dzisiaj (23 maja) udzielał święceń kapłańskich, co zbulwersowało między innymi mieszkańców Kalisza. Kuria najpierw nie miała nic przeciwko, by biskup Janiak udzielił święceń, wkrótce jednak biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało o odsunięciu go od prowadzenia tej uroczystości.

W najbliższą sobotę (23 maja) o godz. 11:00 w katedrze w Kaliszu odbędą się święcenia kapłańskie. Udzielić ich miał biskup Edward Janiak, który jest jednym z bohaterów filmu „Zabawa w chowanego”.

Film braci Sekielskich pokazał, że biskup z Kalisza nie reagował na informacje o pedofilskich czynach księży. Sprawą zainteresował się abp Wojciech Polak, który zgłosił się z prośbą do Watykanu o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania działania. Reporterowi „Super Expressu” udało się skontaktować z kurią w Kaliszu. Co usłyszeliśmy?

– Tak, biskup Edward Janiak będzie udzielał święceń kapłańskich w kaliskiej katedrze – powiedział lakonicznie Super Expressowi ks. kanonik mgr lic. Marcin Papuziński, rzecznik kaliskiej kurii.

Duchowny był wyraźnie niezadowolony z faktu, że informacja o obecności biskupa Janiaka przedostała się do mediów.

– Będzie to czynił jako biskup diecezjalny, który ma prawo do udzielania sakramentu święceń w stopniu prezbiteriatu diakonom należącym do diecezji kaliskiej – dodał ks. Papuziński

Mieszkańcy Kalisza są oburzeni sprawą biskupa Edwarda Janiaka. Już po premierze doszło do protestu i nie jest wykluczone, że będą się one powtarzać.

Tymczasem biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało jedna, że biskup kaliski Edward Janiak nie będzie przewodniczył sobotnim uroczystościom święceń kapłańskich w katedrze w Kaliszu. Zastąpi go biskup senior tej diecezji, Stanisław Napierała.
Źródło info i foto: se.pl

„Lawendowa mafia” w Kościele. Burza po premierze filmu „Zabawa w chowanego”

Po premierze filmu Marka i Tomasza Sekielskich „Zabawa w chowanego” znów zrobiło się głośno o istnieniu wśród katolickich duchownych tzw. lawendowej mafii, którą tworzyć mają księża homoseksualiści. – W Kościele istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur – mówi Onetowi prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista.

W opublikowanym ostatnio filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, na temat zjawiska pedofilii w Kościele, znalazł się również fragment poświęcony innemu zagadnieniu – istnieniu rzekomej „lawendowej mafii”, czyli nieformalnej, wspierającej się grupy księży homoseksualistów, odpowiedzialnej za tuszowanie różnego rodzaju niewygodnych tematów i skandali, jakie mają miejsce w kościelnych strukturach. W filmie Sekielskich o istnieniu „lawendowej mafii” mówili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

– Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy. W naszym, księżowskim środowisku nieraz te skłonności nazywa się „chorobą rzymską”. Dlatego że bardzo często dopiero tam ludzie stykają się z tą sprawą. Byłem krótko w Rzymie, parę miesięcy w Kolegium Ormiańskim. Pierwsza informacja, jaką przekazał mi jeden ze starszych księży, to żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to siedlisko „mafii lawendowej” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski w „Zabawie w chowanego”.

Terlikowski dodawał natomiast, że „nie można nie zauważyć tego wymiaru, o którym pisze choćby Martel w »Sodomie«, tego problemu związanego z pewnym układem, który funkcjonuje i ma tendencje do tuszowania pewnych rzeczy, tak żeby nie wyszły czyny, niekoniecznie przestępcze”. – Nie chodzi zawsze o przestępstwo, czasami chodzi po prostu o grzech, o coś co nie powinno wyjść, bo przeszkodzi w karierze – wyjaśnił publicysta.

Homoseksualiści w Watykanie

To nie pierwszy raz, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia o istnieniu i szerokich wpływach tego typu grupy w Kościele katolickim (często określanej też jako kościelne „homolobby”). Wspomniany przez Terlikowskiego Frédéric Martel to autor książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, poświęconej głównie zjawisku homoseksualizmu wśród księży. Martel pisze, że podczas dziennikarskiego śledztwa trwającego ponad cztery lata przeprowadził wywiady z ponad 1,5 tys. osób w Watykanie i w 30 krajach. Wśród nich było kilkudziesięciu kardynałów, biskupów i nuncjuszy apostolskich, a także ponad 200 księży i seminarzystów.

Zdaniem wielu rozmówców Martela, bardzo wielu duchownych w Watykanie to homoseksualiści. Według byłego księdza Francesca Lepore może być to nawet 80 proc. Jeden z ambasadorów w Stolicy Apostolskiej ocenił, że „w Watykanie jest dużo gejów: 50, 60, 70 proc. Ilu dokładnie, tego nikt nie wie”. Ma to dotyczyć także innych państw. Na przykład meksykański dziennikarz Emiliano Ruiz Parra powiedział nawet, że w jego kraju „minimum 50 proc. księży to geje, chociaż oceniając bardziej realistycznie, to 75 proc.”. Stwierdził też, że „seminaria są homoseksualne, a meksykańska hierarchia katolicka jest spektakularnie gejowska”.

W książce Martela znalazło się twierdzenie, że „homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie”. W wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Martel tłumaczył, że ucieczka w kościelne struktury była wygodnym rozwiązaniem dla homoseksualistów. – Gej w burżuazyjnej włoskiej rodzinie w latach 50. XX wieku był czarną owcą. (…) Tysiące duchownych na całym świecie zdecydowały się na dołączenie do kleru nie tylko ze względu na swoją wiarę i powołanie, ale właśnie dlatego, że byli homoseksualistami – ocenił Martel.

„Państwo w państwie”

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o „lawendowej mafii” mówił już przed laty w wywiadzie rzece pt. „Chodzi mi tylko o prawdę”, który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski. Duchowny oceniał, że „środowisko homoseksualne zawsze miało w Watykanie ogromne wpływy”, a o homoseksualnych księżach mówił, że w Kościele „tworzą państwo w państwie”.

Jego zdaniem, „lobby homoseksualne bardzo dobrze się maskuje, ukrywa i trzyma razem”. Isakowicz-Zaleski oceniał, że jest ono „niebezpieczne, dlatego że deformuje drogę awansu w Kościele. Nie może być tak, że ktoś otrzymuje ważne i odpowiedzialne stanowisko tylko z powodu swojego homoseksualizmu. A tak niestety bywa, co szczególnie widoczne jest w systemie feudalnym, jaki panuje w Kościele”.

Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego powiązania duchownych wytworzyły też swego rodzaju „solidarność zawodową”, która sprawia, że „wiernymi nikt się nie przejmuje”. – Tak jak lekarz nie wystąpi przeciw lekarzowi, tak ksiądz nie wystąpi przeciwko księdzu. Jak w każdej kaście, liczy się dobro duchownego, a nie dobro wiernych czy wspólnoty – mówił Terlikowskiemu.

Jak tłumaczył Isakowicz-Zaleski, „ksiądz nie jest osobą świecką i nie powinien być traktowany jak zwyczajny pracownik firmy. Nie wystarczy, że wypełnia on swoje obowiązki zawodowe, nie można powiedzieć, że nie ma dla nas znaczenia, czy on jest także moralny i pobożny w przestrzeni prywatnej. W ten sposób sprowadza się Kościół do roli zwyczajnej instytucji, a księdza do jej urzędnika. Takie podejście jest sprzeczne z teologią kapłaństwa”.

Arkadiusz Stempin: nieformalne grupy łączy nie tylko preferencja homoseksualna

Czy tzw. lawendowa mafia rzeczywiście istnieje w Kościele? Wyjaśnia to prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. prof. Józefa Tischnera. – Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje lawendowa mafia, tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka – mówi w rozmowie z Onetem. I dodaje: „Takie tłumaczenie zjawiska pedofilii w Kościele katolickim przedkłada jego konserwatywny nurt”.

– W Kościele, w Watykanie istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone tylko i wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur. Nie da się ich wytłumaczyć wyłącznie solidarnością homoseksualną. Nieformalne grupy są połączone siecią zróżnicowanych interesów, wynikających np. ze wspólnoty geograficznej, zakonnej, aksjologicznej. W kościelnej centrali, w Watykanie, tak tworzą się pewne układy. Na szczycie piramidy takiego układu stoi prominentny kurialny kardynał, jego szeroką podstawę tworzą ok. 30-letni księża doktoranci ze wszystkich kontynentów, którzy przybyli do Rzymu na studia i przystąpili do „wyścigu szczurów” – wyjaśnia prof. Stempin.

Również Frederic Martel mówił „Kulturze Liberalnej”, że homoseksualiści w Kościele nie są grupą jednolitą. Autor „Sodomy” wskazywał jednak na inny podział: jego zdaniem część księży z tej grupy zachowuje celibat, inni mają sporadyczne kontakty seksualne, jeszcze inni mają stałych partnerów.

Prof. Stempin przyznaje, że w Kościele liczba homoseksualistów jest dosyć spora, choć na ten temat nie ma oczywiście szczegółowych badań. – Badania na ten temat są głównie szacunkowe, nie wiemy, na ile są wiarygodne. Jeżeli w społeczeństwie liczba homoseksualistów nie przekracza kilku proc., to w Kościele miałoby to być powyżej 20, a nawet powyżej 30 proc. To są oceny szacunkowe, które pochodzą od „insiderów” (od osób z wewnątrz Kościoła – red.).

„Mafia lawendowa” a ukrywanie pedofilii

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” autor „Sodomy” wskazywał: – Księża pedofile mogą szantażować przełożonych, którzy żyją w stałych, hetero- lub homoseksualnych związkach, ujawnieniem ich sekretów – ocenił. Na to, że „lawendowa mafia” jest jednym z elementów zmowy milczenia w Kościele, wskazywali też w filmie „Zabawa w chowanego” ks. Isakowicz-Zaleski i Tomasz Terlikowski. Tak tłumaczyli to również Marek i Tomasz Sekielscy.

Mówiąc o przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, prof. Stempin twierdzi, że „wyjaśnienie pedofilii w Kościele poprzez istnienie »lawendowej mafii« i nieformalnych powiązań homoseksualnych zakładałoby, że spora część biskupów ma skłonności homoseksualne i to ona kryje księży pedofilów. To jest statystycznie niemożliwe (według raportu John Jay College of Criminal Justice z 2012 r. 30 proc. wśród księży katolickich to homoseksualiści – red.), a pedofilię wśród podwładnych kryją biskupi niezależnie od tego, czy mają orientację homoseksualną, czy heteroseksualną”. – Biskupi kierują się dobrem korporacyjnym instytucji, w tym przypadku reprezentującej porządek prawdy objawionej, transcendentalny, i obawiają się jej desakralizacji – powiedział w rozmowie z Onetem.

– Widzimy teraz, na tle ujawnień kolejnych przypadków księży z deliktem pedofilskim, że biskupi, których absolutnie nie przypisalibyśmy do „lawendowej mafii” – i to nie tylko w Polsce – a którzy kierowali się dobrem korporacji, dopiero teraz, pod presją opinii publicznej mają odwagę walczyć z pedofilią we własnych szeregach, bo rozumieją, że mimo wszystko obrona za wszelką cenę bardziej szkodzi Kościołowi, niż przyznanie się do deliktu – dodał.

Prof. Stempin zastrzega też, że tuszowanie pedofilii nie może być wyjaśnione skłonnością homoseksualną duchownych, „tylko możliwościami, jakich nie posiada żadne inne środowisko”. – Kościół dysponuje dwoma fundamentalnymi kanałami umożliwiającymi krycie pedofilii duchownych – to własna jurysdykcja, niezależna od cywilnego wymiaru sprawiedliwości, a także sieć „bunkrów”, czyli parafii, rozsianych po całym świecie. Przerzut księdza pedofila jest możliwy nie tylko z parafii do parafii w obrębie jednego kraju, ale i z kontynentu na kontynent. Porównywanie pedofilii duchownych z jakimikolwiek innymi środowiskami jest więc ułomne – ocenia.

Prof. Stempin dodaje też, że „nie ma badań, na które rzekomo powołują się konserwatyści, a które dokumentowałyby związek przyczynowo-skutkowy między homoseksualizmem a pedofilią. Tak jak nie ma takiego związku między heteroseksualną orientacją a gwałtem seksualnym”. – Większy związek przyczynowy zachodzi między seksualnie niedojrzałym księdzem, który swoją seksualność, także homoseksualność, postrzega represyjnie – mówi.

Czy w Kościele istnieje „homolobby”?

Obok pojęcia „lawendowej mafii” często powtarzającym się określeniem w dyskusji o Kościele jest „homolobby”, które rzekomo ma istnieć wśród katolickich hierarchów. Frédéric Martel w swojej książce oceniał: „Na podstawie setek wywiadów zrealizowanych na potrzeby tej książki doszedłem do wniosku, że lobby w ścisłym znaczeniu tego słowa nie istnieje. Gdyby taka swoista masoneria rzeczywiście działała, musiałaby lobbować w jakimś konkretnym celu, w tym wypadku na rzecz promocji homoseksualistów. W Watykanie nic takiego się nie dzieje, a gdyby takie lobby istniało, to nie byłoby godne tego miana, ponieważ większość homoseksualnych kardynałów i duchownych w Stolicy Apostolskiej zasadniczo działa przeciwko interesom gejów”.

Podobnie wypowiadał się w książce Martela Francisco Lepore. – Sądzę, że mówienie o lobby gejowskim w Watykanie jest błędem. (…) Zakładałoby to istnienie jakiejś struktury władzy, która w tajemnicy działałaby w jakimś celu. To niemożliwe i absurdalne. Rzeczywistość jest taka, że w Watykanie większość osób to homoseksualiści i większość ma jakąś władzę. Ze wstydu, strachu, ale też z uwagi na własną karierę ci kardynałowie, arcybiskupi, księża chcą chronić swoją władzę i sekretne życie. Osoby te nie mają najmniejszego zamiaru robić czegokolwiek dla homoseksualistów. Okłamują innych, a czasem też siebie. Ale nie ma żadnego lobby – mówił.

Martel oceniał, że w Kościele „homoseksualizm z jego licznymi podziemnymi zażyłościami ma strukturę kłącza”. „Posiadający własną dynamikę homoseksualizm czerpiący energię z jednej strony z pożądania, a z drugiej z tajemnicy łączy między sobą setki księży i kardynałów w sposób wymykający się wszelkim hierarchiom i klasyfikacjom. Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazję do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów (…) a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań”.

Benedykt XVI: taka zbiorowość została rozwiązana. Franciszek: nie znalazłem nikogo z identyfikatorem „gej”

Co o rzekomym homolobby w Kościele i jego wpływach mówili papieże? Benedykt XVI stwierdził, że istniała jedynie niewielka tego typu grupa hierarchów, która została rozbita w czasie jego pontyfikatu. – Doniesiono mi o takiej zbiorowości, która wkrótce została rozwiązana. Wspomniano o tym w raporcie komisji trójstronnej, która ustaliła istnienie jednej grupy liczącej cztery czy pięć osób. Czy coś znowu się tworzy, tego nie wiem. W każdym razie nie jest tak, że te sprawy się mnożą – powiedział papież emeryt w rozmowie z Peterem Seewaldem, która opublikowana została w książce „Ostatnie rozmowy”.

Franciszek do tej kwestii odniósł się natomiast w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami, jakie odbywa, podróżując samolotem. – Jak dotąd nie znalazłem w Watykanie nikogo, kto by przedstawiał się z identyfikatorem „gej”. Mówią, że tacy są. Sądzę, że jeśli ktoś znajduje się w obliczu osoby o takiej orientacji, musi odróżnić fakt homoseksualizmu od uprawiania lobbingu, bo wszelkie lobbowanie nie jest dobre. Lobbowanie na rzecz homoseksualizmu jest złem. Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? (…) Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie – musimy być braćmi. To jedna kwestia, inną jest natomiast lobbing, zarówno lobbing biznesowy, polityczny czy lobbing masoński – ocenił.
Źródło info i foto: onet.pl

Premier powołał Elżbietę Malicką jako członka komisji ds. zwalczania pedofilii

„Nic się nie stało” zostało wyemitowane w środę. W czwartek premier powołał członka, który z jego ramienia znajdzie się w państwowej komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii. To Elżbieta Malicka. Zespół ma liczyć 7 osób. Swojego przedstawiciela wskazali już prezydent i RPD.

„Nic się nie stało” swoją premierę miało w środę. Po raz kolejny poruszony został problem pedofilii. Kształtów nabiera Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15. Ustawa określająca kompetencje komisji weszła w życie pod koniec września 2019 r. Pierwszy raport z prac ma być gotowy po roku od wprowadzenia przepisów. Dopiero w tym tygodniu zespół zaczął kompletować członków.

Premier Mateusz Morawiecki powołał ze swojego ramienia Elżbietę Malicką, która przez wiele lat zawodowo była związana ze służbą zdrowia. Pracowała w oświacie jako nauczycielka i wychowawczyni, była również dziennikarką m.in. „Tygodnika Solidarność”. 71-latka działała w opozycji demokratycznej. Była odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”.

W skład komisji ma wejść 7 członków. Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak wyznaczył dra Błażeja Kmieciaka. Z kolei Andrzej Duda powołał Justynę Kotowską. Swoich przedstawicieli nie wytypował jeszcze Senat oraz Sejm, który musi obsadzić trzy osoby. Komisja ma m.in. identyfikować zaniedbania i zaniechania w wyjaśnianiu przypadków nadużyć seksualnych czy zawiadamiać odpowiednie organy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa pedofilii.
Źródło info i foto: wp.pl

Po premierze filmu „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Powstanie specjalny zespół, który zajmie się pedofilią w sopockich klubach.

Wiceminister sprawiedliwości zapowiada powołanie specjalnego zespołu, który zajmie się analizą wydarzeń przedstawionych na filmie „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Obraz opowiada o licznych przypadkach pedofilskich, do których miało dochodzić w sopockich klubach. W środę wieczorem TVP wyemitowała film „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Według zapowiedzi, dokument miał obnażyć mechanizmy działania pedofilów związanych z polskim show-biznesem.

W rzeczywistości obraz Latkowskiego skupił się na sprawie samobójstwa 14-letniej Anaid z Gdańska, która w 2015 roku rzuciła się pod pociąg po tym, jak wyznała koleżance, że została zgwałcona. Miała wpaść w sidła stręczycieli z sopockiego klubu „Zatoka Sztuki”. W lokalu nastolatki miały być wykorzystywane seksualne, którym podawano narkotyki i zastraszano je.

To była przykrywka do działań pedofilskich, stręczycielskich czy produkcji prostytutek – wypowiadał się w filmie prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Wśród oskarżonych w sprawie przestępstw w sopockich klubach jest Krystian W., ps. „Krystek”, medialnie nazywany „łowcą nastolatek”. Sąd skazał go do tej pory jedynie na trzy lata więzienia za brutalne zgwałcenie 16-latki. Oskarżony jest jednak także o szereg przestępstw na 33 młodych dziewczynach. Miało do nich dojść między 2006 a 2015 rokiem, m.in. w Trójmieście, Pucku, Wejherowie i Władysławowie. „Krystkowi” przedstawiono także zarzut w związku z samobójstwem Anaid.

Razem z „Krystkiem” oskarżonych jest także czterech mężczyzn w tym Marcin T., ps. „Turek”, zarządca m.in. „Zatoki Sztuki”. Prokuratura zarzuciła mu popełnienie przestępstw seksualnych wobec pięciu nieletnich dziewczyn. Nie wnioskowano jednak o jego areszt ani nie dostał zakazu opuszczania kraju.

W filmie pokazane jest, że do klubów „Turka” przychodziły znane gwiazdy. Wśród gości lokali wskazano m.in. Kubę Wojewódzkiego z ówczesną partnerką Renatą Kaczoruk, Adama „Nergala” Darskiego, Krzysztofa Skibę, Piotra „Liroya” Marca, Natalię Siwiec czy Blankę Lipińską. Marcin T. miał niektórych znać, a nawet być „przyjacielem”. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów, że którakolwiek z wymienionych osób wiedziała, co dzieje się w lokalu.

Sylwester Latkowski oskarża

Po emisji filmu podczas dyskusji z dziennikarzami TVP Sylwester Latkowski zwrócił się do Borysa Szyca, Kuby Wojewódzkiego i Jarosława Majdana z apelem, by opowiedzieli, co naprawdę działo się w sopockich klubach.

Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? – pytał Latkowski.

Dziennikarz śledczy wymienił także nazwisko reżysera tzw. kina moralnego niepokoju Krzysztofa Zanussiego.

To nie może być tak, jak udało się Krzysztofowi Zanussiemu w 2005 roku, który wybrnął ze sprawy Dworca Centralnego – mówił Latkowski.

Sprawą zajmie się specjalny zespół śledczy

Jak poinformował wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, po emisji filmu zadzwonił do niego minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro i polecił powołanie zespołu w Prokuraturze Krajowej, który zajmie się sprawą pedofilii w sopockich klubach.

Taki zespół powstanie w Prokuraturze Krajowej, który przeanalizuje to, co znalazło się w filmie, jak również to co mówił pan po filmie – powiedział Wójcik.

Zapewnił także, że w tej sprawie nie będzie „zamiatania pod dywan”.

Za tej władzy rozpoczęliśmy walkę z pedofilią i w tej konkretnej sprawie zostały postawione zarzuty, skierowane akty oskarżenia i trwają sprawy. Natomiast jeśli gdziekolwiek było jakieś zaniechanie, to obiecuję, że nikt niczego zamiatać pod dywan nie będzie – mówił.

Kuba Wojewódzki zapowiada pozew

Prezenter Kuba Wojewódzki zabrał głos w sprawie emisji filmu. W poście na Facebooku napisał, że Latkowski „w sposób haniebny i kłamliwy” wmieszał go w aferę „Zatoki Sztuki”.

Próba przekonania świata, że bywając tam stawałem się uczestnikiem tamtejszych patologii, tudzież ich cichym wspólnikiem, to absurd i zwykłe przestępstwo. Przez lata bywałem też w budynkach TVP1, co nie czyni ze mnie waszego wspólnika, kłamcy, lokaja władzy i aferzysty – napisał.

Celebryta nazwał Latkowskiego „płatnym medialnym zabójcą” i zarzucił TVP odciąganie uwagi od filmów braci Sekielskich dot. pedofilii w Kościele. Wojewódzki zapowiedział także pozew. Postaram się wyrwać z 2 miliardów złotych dotacji dla tak zwanej telewizji publicznej tyle ile się da – napisał.

Celebryci komentują

Również Natalia Siwiec wydała oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby miała związek z wydarzeniami przedstawianymi w filmie. Użycie naszego wizerunku i sugerowanie nieprawdziwych i kłamliwych informacji na nasz temat ma na celu wywołanie kontrowersji i sensacji, co w konsekwencji ma na celu promocję dokumentu „Nie się nie stało” – podkreślono.

Celebrytka tłumaczy, że w klubie „Zatoka Sztuki” organizowały eventy znane marki, które ich tam zapraszały i udział „miał charakter komercyjny”.

Do oskarżeń odniósł się także były piłkarz Radosław Majdan, który zaprzeczył kontaktom z właścicielami „Zatoki Sztuki” lub osobami oskarżanymi powiązanymi z klubem.

„Co więcej, nie byłem bywalcem tego miejsca. Pan Sylwester Latkowski w sposób kłamliwy i bez żadnych podstaw wplątał mnie w tak bulwersującą sprawę. Zakładam, że wymienienie mojego nazwiska w trakcie łączenia na żywo po emisji filmu wynikało z rozemocjonowania i stanowiło oczywistą pomyłkę” – napisał Majdan.

„Zaznaczył, że oczekuje sprostowania. W innym razie kieruję sprawę na drogę sądową” – napisał.
Źródło info i foto: RMF24.pl