Państwo komisja ds. pedofilii wciąż nie ma pieniędzy by ruszyć

Państwowa komisja do spraw pedofilii otrzyma z budżetu środki na swoją działalność, kiedy będzie gotowy jej statut – tak wyjaśnia opóźnienie w jej finansowaniu Kancelaria Premiera. Istniejąca od dwóch miesięcy komisja nadal nie ma siedziby ani pracowników, i wciąż czeka na pieniądze.

Opóźnienie finansowania to kolejne tygodnie zwłoki w uruchomieniu komisji. Wszystkie one składają się już na długie miesiące, bo gdyby nie opieszałość urzędników powołujących członków komisji, od dawna mogła się ona już zajmować przypadkami molestowania małoletnich.

Dwa miesiące od zaprzysiężenia komisja zebrała się tylko dwa razy, bo rząd aż sześć tygodni tworzył rozporządzenie dotyczące jej urzędu. W ubiegłym tygodniu członkowie komisji dowiedzieli się, że stracili trzy z ośmiu milionów wstępnie przewidzianych na utrzymanie urzędu, a planowaną na 44 liczbę etatów jej pracowników obcięto do 30.

Co więcej, przelew środków rząd uzależnia od opracowania przez komisję statutu, a z jego przygotowaniem komisja z kolei czekała na rozporządzenie rządu. Wygląda na to, że Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak oceniając, że jeśli urząd komisji ds. pedofilii ruszy w ciągu półtora miesiąca, rzeczywiście będzie to duże osiągnięcie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Mąż kasjerki z CBA miesiącami obstawiał zakłady sportowe pieniędzmi skradzionymi ze służb

Niejasne wytyczne dla bukmacherów pozwoliły mężowi kasjerki z CBA miesiącami obstawiać zakłady sportowe kradzionymi pieniędzmi – informuje „Rzeczpospolita”. Pracownica Centralnego Biura Antykorupcyjnego miała wyprowadzać z kasy biura blisko pięć mln złotych – o swoich ustaleniach w połowie stycznia pisał Onet.

Katarzyna G., cywilna pracownica wydziału finansów w CBA, i jej mąż Dariusz G. zostali aresztowani 31 stycznia 2019 roku pod zarzutem przywłaszczenia znacznych środków. Śledztwo objęte jest całkowitą tajemnicą, a prowadząca je Prokuratura Regionalna w Warszawie nie chce ujawnić nawet, o jaką sumę chodzi i w jakim okresie kasjerka miała okradać CBA.

„Kasjerka wpadła, bo jak donosił „Puls Biznesu”, pod koniec roku delegatury rozliczają fundusze operacyjne. Wtedy okazało się, że w kasie jest pusto. Dziś trwa intensywne śledztwo, mające wykazać nie tylko, ile pieniędzy zginęło, ale i jak to było możliwe, że Dariusz G. bez wiedzy służb finansowych miesiącami bezkarnie grał kradzionymi pieniędzmi, obstawiając zakłady sportowe. Przychodził regularnie i obstawiał kwoty sięgające od kilkunastu do 20 tys. zł” – twierdzą źródła „Rzeczpospolitej”.

CBA zabezpieczyło pieniądze na koncie Dariusza G. w firmie bukmacherskiej. Teraz śledczy muszą wykazać, że te pieniądze pochodzą z przestępstwa i że jest to gotówka wyniesiona właśnie przez kasjerkę CBA. „Rzeczpospolita” pisała wcześniej, że kobieta miała wynosić pieniądze w reklamówkach.

Wojtunik dla Onetu: Nie pamiętam takiego skandalu w polskich służbach

Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik, pytany o sprawę wyniesienia z instytucji kilku mln zł przez pracownicę działu finansowego stwierdził, że takie skandalu w polskich służbach nie pamięta. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w jednostce policji, zostałaby ona natychmiast rozwiązana – mówił w rozmowie z Onetem.

Ta afera świadczy przede wszystkim o niskim poziomie kadry kierowniczej, braku profesjonalizmu oraz o skorumpowaniu mechanizmów kontrolnych. Mam wrażenie, że chyba wszyscy fachowcy już zostali wyrzuceni albo sami odeszli, a nastały czasy partyjnego kolesiostwa i promowania miernot – oceniał Paweł Wojtunik w portalu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Agenci CBA zatrzymali dwie osoby we Wrocławiu i Oławie. Chodzi o milionowe straty kilku gmin

Agenci katowickiej delegatury CBA zatrzymali we Wrocławiu i Oławie kolejne dwie osoby działające w zorganizowanej grupie przestępczej. Chodzi o zmowy przetargowe, w wyniku których kilka gmin w Polsce niekorzystnie rozporządzało swoimi finansami. Fakt zatrzymania potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski. Jak poinformował, zatrzymani byli zatrudnieni „w podmiotach skupionych wokół zatrzymanego wcześniej do sprawy przedsiębiorcy”.

Jak ustaliło Biuro, zatrzymani oferowali włodarzom gmin Panki, Herby i Opatów pomoc przy zdobywaniu środków z Unii Europejskiej w zamian za wygrywanie przetargów na szkolenia dla szkół i przedszkoli.

– Działania grupy doprowadziły do strat samorządowców sięgających blisko 3 mln zł – zaznaczył Brodowski.

Teraz zatrzymani usłyszą w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach zarzuty karne. Pierwsze zatrzymania w tej sprawie obyły się 1 października br. Wówczas funkcjonariusze Biura zatrzymali dziewięć osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejna piramida finansowa. Straty w wysokości 130 mln złotych

Straty na około 130 mln złotych mogła spowodować działalność piramidy finansowej, związaną z emisją obligacji i rynkiem nieruchomości. Grupa poszkodowanych to tysiąc osób. Śledczy szukają kolejnych oszukanych. Jak podała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, sprawa dotyczy emisji obligacji korporacyjnych przez spółki z tzw. Grupy Ericius.

Zdaniem śledczych od 2016 do końca 2018 roku spółki powiązane z grupą emitowały obligacje. Miały one służyć do realizacji projektów budowy centrów logistycznych, w tym zakupu nieruchomości, działalności operacyjnej i inwestycyjnej.

Jak wyglądał schemat działania oszustów?

Emitent każdorazowo oferował inwestorom zabezpieczenie emisji poprzez bądź ustanowienie hipoteki na nieruchomości bądź poprzez ustanowienie zastawu rejestrowego na udziałach samego emitenta. Spółki z tzw. Grupy Ericius nie miały żadnych innych dochodów poza środkami pozyskiwanymi z emisji obligacji. Nie prowadziły też żadnej innej działalności operacyjnej poza emisją obligacji.

Środki pieniężne pozyskane z emisji obligacji częściowo przeznaczane były na sfinansowanie bieżącej działalności spółek, w tym na zapłatę wynagrodzenia pośrednikom finansowym oferującym obligacje oraz na zakup nieruchomości, na których ostatecznie nigdy nie powstały projekty logistyczne.

Ponadto środki te były transferowane pod różnymi tytułami prawnymi pomiędzy spółkami z tzw. Grupu Ericius w zależności od tego, w której spółce zachodziła potrzeba uregulowania zobowiązań.

Pewna część tych środków została wypłacona i przekazana osobom związanym ze spółkami-słupami. Biorąc pod uwagę powyższy schemat działania, tzw. Grupa Ericius stanowiła piramidę finansową, w której wierzytelności wcześniejszych obligatariuszy regulowane były ze środków pozyskanych z kolejnych emisji.

Inwestorzy zaś byli wprowadzani w błąd co do szeregu informacji związanych z przeznaczeniem środków pochodzących z emisji, sytuacją poszczególnych emitentów oraz wartością i realnością zabezpieczenia obligacji. 

Ponad 100 mln zł strat

Skala przestępczej działalności – zdaniem śledczych – spowodowały szkodę około 1000 obligatariuszy o wartości około 130 mln zł. Wpłaty poszczególnych obligatariuszy z tytułu zakupu obligacji wynosiły od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych.

Z ustaleń śledztwa wynika, iż formalnie poszczególnymi spółkami z tzw. Grupy Ericius zarządzali Jolanta Z., Juan F. oraz Marek S. – prezesi zarządów spółek. Jednak w praktyce te osoby jedynie współuczestniczyły w procederze, a kluczową rolę w piramidzie odgrywała Beata H.K.

Wszystkie te osoby zostały zatrzymane i usłyszały prokuratorskie zarzuty. 

Beacie H.K oraz Jolancie Z. prokurator przedstawił zarzuty m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą działającą na obszarze Polski mającą na celu popełnianie przestępstw oszustwa oraz podawania nieprawdziwych danych przy emisji obligacji korporacyjnych. Pozostałe osoby otrzymały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Watykan: Zawieszono 5 pracowników za nieprawidłowości finansowe

Pięciu pracowników Watykanu, w tym osoby zajmujące kierownicze stanowiska, zawieszono w obowiązkach w związku z dochodzeniem w sprawie możliwych nieprawidłowości w Sekretariacie Stanu i Urzędzie Informacji Finansowej – podał w środę włoski tygodnik „L’Espresso”.

Dzień wcześniej Watykan poinformował oficjalnie, że na wniosek tamtejszego prokuratora zajęto dokumentację i urządzenia elektroniczne w niektórych urzędach pierwszej sekcji Sekretariatu Stanu i w Urzędzie Informacji Finansowej, sprawującym nadzór nad wszystkimi operacjami za Spiżową Bramą.

„L’Espresso” twierdzi, że w rezultacie wszczętego dochodzenia zawieszono w obowiązkach pięcioro pracowników – świeckich i duchownych – z urzędów Sekretariatu Stanu, administracji, biura informacji i dokumentacji, a także dyrektora Urzędu Informacji Finansowej Tommaso Di Ruzzę.

Śledztwo dotyczy dokonywanych operacji finansowych, m.in. w sprawie zakupu nieruchomości za granicą, w tym w Londynie, oraz udziału brytyjskich spółek w tych operacjach.

Prowadzący dochodzenie analizują transakcje na kontach, przez które przepływa świętopietrze, czyli datki ze świata na cele wyznaczone przez papieża, a także inne wpływy przekazywane w ramach wsparcia dla Kościoła i działalności dobroczynnej.

Sprawdzane jest to, czy na kontach, na których wpływy ze świętopietrza sięgają nawet 400 milionów euro, doszło do nieprawidłowości.
Źródło info i foto: interia.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało 9 osób podejrzewanych o zmowy przetargowe w kilku gminach

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dziewięć osób podejrzewanych o zmowy przetargowe. Mieli doprowadzać do niekorzystnego rozporządzenia finansami kilku gmin w Polsce. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził we wtorek w rozmowie z PAP, że funkcjonariusze katowickiej delegatury CBA dokonali zatrzymań dziewięciu osób.

– Zorganizowana grupa przestępcza składająca się z szefów kilku firm oferowała gminom uzyskanie pomocy unijnej w zamian za wygranie przetargu – powiedział Brodowski. – Oferowali szkolenia dla szkół i przedszkoli, m.in. gminom Panki i Herby (Śląskie) oraz Opatów (Świętokrzyskie) i narazili je na straty do 3 mln zł – dodał.

– Agenci CBA przeszukali mieszkania zatrzymanych, zabezpieczyli też dokumentację, nośniki danych i kopie elektroniczne materiałów – podkreślił Brodowski.

Brodowski zaznaczył, że śledztwo CBA prowadzone jest wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Katowicach i tam trafią osoby zatrzymane. Mają one usłyszeć zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa, fałszowania dokumentów i działania na szkodę jednostek samorządowych.

– Sprawa ma wiele wątków i rozwija się. Nie wykluczamy kolejnych zatrzymań – zapowiedział Brodowski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Amerykanie oskarżają firmę Huawei o prowadzenie potajemnej działalności w Syrii i Sudanie

Amerykańskie władze oskarżają chiński koncern Huawei Technologies o prowadzenie potajemnej działalności w Syrii i Sudanie. Firma miała w tym celu korzystać z sekretnych oddziałów i nazw kodowych dla krajów objętych sankcjami – podał Bloomberg. Jak dodaje agencja, dyrektorka finansowa Huaweia Meng Wanzhou miała przyznać funkcjonariuszowi straży granicznej Kanady, że chińska spółka ma biuro w Iranie. Kobieta oskarżana jest przez rząd w Waszyngtonie o złamanie sankcji wobec tego kraju.

Jak opisuje Bloomberg, według amerykańskich władz chiński producent sprzętu telekomunikacyjnego miał prowadzić działalność w Sudanie (jako DirectPoint) oraz w Syrii (jako Canicula). W wewnętrznych dokumentach firmy kraje te miały ponadto figurować pod nazwami kodowymi, odpowiednio: A5 i A7. Koncern miał zarządzać tymi oddziałami w podobny sposób, jak w przypadku domniemanej filii w Iranie, która – zdaniem Waszyngtonu – pozyskiwała amerykańskie towary, technologie i usługi z naruszeniem sankcji USA.

Łamanie sankcji, oszustwa finansowe, kradzież technologii

Zarzuty dotyczące potajemnej działalności Huaweia w Syrii i Sudanie są częścią upublicznionych przez sąd w Kanadzie dokumentów złożonych przez Stany Zjednoczone na poparcie wniosku o ekstradycję zatrzymanej w grudniu 2018 roku wiceprezes i dyrektor finansowej Huaweia Meng Wanzhou.

„Motywacja dla przekłamań wynikała z potrzeby przenoszenia przez Huawei pieniędzy z krajów podlegających amerykańskim lub unijnym sankcjom, takich jak Iran, Syria czy Sudan, za pośrednictwem międzynarodowego systemu bankowego” – zaznaczyło w swoim wniosku o aresztowanie Meng ministerstwo sprawiedliwości USA.

Jak przypomina agencja, w styczniu resort przedstawił koncernowi Huawei oraz jego wiceprezes 13 zarzutów dotyczących łamania amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi, a także licznych oszustw, w tym bankowych, elektronicznych i kradzieży technologii. Według USA Meng i inni pracownicy firmy mieli spiskować, by podstępem skłonić banki do przeprowadzenia potencjalnie sprzecznych z sankcjami transakcji o wartości ponad 100 mln dolarów.
Meng nie przyznaje się do winy

Firma zaprzeczyła, jakoby miałaby dopuścić do jakichkolwiek naruszeń. Sama Meng nie przyznaje się do winy, a Pekin domaga się jej uwolnienia. Z opublikowanych we wtorek dokumentów wynika, że w razie zgody na ekstradycję USA zamierzają powołać na świadków menedżerów z HSBC Holdings, Standard Chartered, BNP Paribas i Citigroup, którzy rzekomo zostali wprowadzeni w błąd przez Meng i innych pracowników Huaweia – podał Bloomberg. Agencja odnotowała wcześniej, że podczas grudniowego zatrzymania Meng była przesłuchiwana przez funkcjonariusza straży granicznej Kanady. Miał on pytać ją o interesy Huaweia w Iranie, a także czy firma sprzedawała produkty w krajach, w których nie powinna tego robić. Dyrektor finansowa miała przyznać, że „jej koncern posiada biuro na terytorium Iranu”.

Nagranie z zatrzymania

We wtorek sąd udostępnił również nagranie z trzygodzinnego zatrzymania Meng na lotnisku w Vancouver. Zarówno oświadczenie, jak i materiał wideo zostały wniesione do sprawy przez obrońców dyrektorki. Prawnicy argumentują, że ich klientka została oszukana co do prawdziwego charakteru jej zatrzymania, by funkcjonariusze mogli zebrać wystarczające dowody dla amerykańskiego FBI. Obrońcy starają się o kasację wniosku o ekstradycję Meng do USA, przekonując, że została bezprawnie zatrzymana, przeszukana i przesłuchana przed jej właściwym aresztowaniem. Funkcjonariusze mieli jej zezwolić na rozmowę z prawnikiem dopiero 4 godziny po aresztowaniu, a także zmusić ją do przekazania im urządzeń mobilnych i podania do nich haseł.

„Władze zaangażowały się w proceder, który można nazwać ‚tajnym dochodzeniem karnym’ ” – wskazali prawnicy, którzy domagają się upublicznienia całej komunikacji dotyczącej Meng wymienionej między poszczególnymi organami ścigania w Kanadzie oraz pomiędzy rządami w Ottawie i Waszyngtonie.

Prokuratura ma czas na odpowiedź na wezwanie do 17 września. Następny cykl rozpraw rozpocznie się 23 września.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Oszust kusił oferując fałszywe złoto. Wyłudził miliony

Na kwotę ponad 3 mln zł oszukał dziewięć osób 28-latek, który w zamian za pożyczenie mu pieniędzy na dość wysoki procent oferował zabezpieczenie w postaci fałszywych sztabek złota. Grozi mu teraz do 15 lat więzienia.

Mężczyzna prowadził własną działalność gospodarczą. Śledczy z Bielska-Białej ustalili, że gdy jego sytuacja finansowa mocno się pogorszyła, postanowił zorganizować działalność przestępczą w celu zdobycia majątku.

28-latek zaciągał pożyczki od znajomych i rodziny. Pod zastaw udzielonych pożyczek przekazywał „kontrahentom” podrobione sztabki złota o wadze 1 uncji, które kupował w internecie.

Tłumaczył, że sztabki te stanowią zabezpieczenie pożyczek, które planuje przeznaczyć na bardzo zyskowne i intratne inwestycje, z których zyskami zamierza się podzielić w późniejszym czasie. Dla uwiarygodnienia przestępczego procederu obiecywał wysokie odsetki (które początkowo faktycznie wypłacał) oraz nakazywał również niektórym kontrahentom, aby wynajmowali skrytki bankowe, gdzie przechowywane były „złote” sztabki. Pouczał także o konieczności zachowania oryginalnego opakowania i numeracji, które były niezbędne do późniejszych rozliczeń z klientami. Większość pożyczkodawców nie sprawdzała autentyczności „złotych” sztabek.

Łącznie w ciągu pół roku 28-latek oszukał 9 osób na kwotę 3 087 260 zł. Po zatrzymaniu usłyszał zarzuty licznych oszustw w stosunku do mienia znacznej wartości. Początkowo został tymczasowo aresztowany, ale będzie odpowiadał „z wolnej stopy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Grupa oszustów wyłudziła 15 mln zł na „bezpieczne i pewne inwestycje”

Co najmniej 15 mln zł zarobiła grupa oszustów, która naciągnęła ponad 300 osób na inwestowanie w tzw. nowoczesne instrumenty finansowe. Klienci byli mamieni obietnicą pewnych zysków, a w rzeczywistości inwestycje nie odbywały się na prawdziwym rynku inwestycyjnym, ale wirtualnie na prywatnym serwerze, kontrolowanym przez naciągaczy. W ostatnich dniach zatrzymano do sprawy 13 osób, w tym obywatela Izraela Reuvena H., znanego stołecznego dewelopera.

W ostatnich dniach funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą KDP pod nadzorem stołecznej Prokuratury Okręgowej zatrzymali 13 osób związanych z działalnością firmy Alpha Finex i powiązanych z nią spółek. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że jednym z podejrzewanych mężczyzn jest Reuven H. (posiada obywatelstwo Izraela i Rumunii), który do 13 lutego pełnił funkcję dyrektora znaczącego konsorcjum działającego na rynkach deweloperskich. Poza H. zatrzymano także Dora L. (z Izraela), Gruzina – Agiti K., Rosjanina – Ibrahima E. i dziewięciu Polaków.

Wirtualny przekręt

– Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty: udziału w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw na rynku finansowym; prowadzenia działalności maklerskiej w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia oraz oszustw – powiedział portalowi tvp.info prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej.

– Ustalono, iż podejrzani działając w ramach podmiotów o nazwach Alpha Finex Ltd, U Trade, Labor Poland, Bloom FX oraz Trade Marker Cyprus występującej pod marką handlową Sky Fx, doprowadzili do niekorzystnego rozporządzenia mieniem 326 pokrzywdzonych na łączną kwotę ponad 15 mln zł. Klientom oferowali m.in. inwestowanie ich pieniędzy w instrumenty finansowe, kruszce i waluty na rynku FOREX, zapewniając o opłacalności inwestycji, bezpieczeństwie zainwestowanych środków czy gwarancji ich wypłaty – dodaje prok. Łapczyński.

W rzeczywistości inwestycje odbywały się na prawdziwym rynku inwestycyjnym, ale na prywatnych serwerach zlokalizowanych poza Polską, m.in. na terenie Izraela oraz najprawdopodobniej USA. Rachunki inwestycyjne miały w rzeczywistości wartości wirtualne, łącznie z opłatami od „transakcji” oraz zyskami.

Polowanie na jelenie

Z ustaleń śledztwa wynika, że mechanizm oszustwa był bardzo prosty. Przedstawiciele Alpha Finex lub powiązanych z nią firm dzwonili do różnych osób i namawiali do „prawdziwych okazji” w związku z zainwestowaniem w akcje na giełdzie, waluty na rynku FOREX oraz kruszce. Klienta przekonywano, że cała operacja jest bezpieczna i obarczona minimalnym ryzykiem poniesienia strat. Ponadto klienci byli zapewniani, że w każdym momencie mogą wycofać zainwestowane pieniądze.

– Po dokonaniu wpłaty na rachunek spółki klient był instruowany telefonicznie przez pracownika spółki w zakresie założenia konta inwestycyjnego, po czym otrzymywał login i hasło do platformy inwestycyjnej Meta Trader 4, na której mógł dokonywać transakcji oraz śledzić stan zainwestowanych środków. Przydzielano mu również opiekuna inwestycyjnego, zapewniając, że jest to profesjonalista w zakresie obrotu na rynku finansowym. Opiekun telefonował do klienta, informował, w co ma inwestować, doradzał, jakich ma dokonać transakcji, a jakich transakcji unikać – wyjaśnia prok. Łapczyński.

Początkowo klienci oszustów osiągali niewielki zysk. Jednak bardzo szybko porady opiekunów oraz transakcje przez nich doradzane przynosiły wyłącznie straty. Po każdej poniesionej przez klientów stracie osoby będące ich opiekunami stawały się nieuchwytne – nie odbierały telefonów i nie odpowiadały na maile. Niektórzy klienci, chcąc odrobić poniesione straty, ulegali presji doradców i dokonywali dodatkowych wpłat, zaciągając niejednokrotnie pożyczki w bankach bądź zadłużając się u rodziny.

Klienci wpłacali od tysiąca do nawet 600 tys. zł. Pieniądze klientów w ogóle nie były inwestowane, ale wykorzystywano je do wynagrodzenia pracowników oszukańczych firm, a przede wszystkim na prywatne cele osób kierujących przekrętem.

Z ustaleń śledztwa wynika, iż średnie zarobki osób, które kontaktowały się z klientami, wynosiły ok. 1800 zł i były powiększane o premie, uzależnione od dokonywanych przez inwestorów wpłat. Niektórzy pracownicy z tytułu skutecznej „sprzedaży” osiągali miesięczne dochody rzędu 15 tys. zł. Ponadto z tytułu jednorazowych premii, stanowiących od 3-7 proc. wpłaty klienta, byli w stanie uzyskać 20-30 tys. zł.

Zarabiali na stratach klientów

Jak ustalono, właścicielem oraz przedstawicielem spółki Alpha Finex, z którą powiązane były kolejne działające m.in. na terenie Polski i świadczące na jej rzecz usługi pośrednictwa, był Eyal P. Mężczyzna został zatrzymany w 2017 r. W czasie śledztwa okazało się, że nie jest on jedyną ważną osobą w grupie oszustów.

Zatrzymany przed kilkoma dniami Rauven H. miał, według śledczych, być osobą upoważnioną do dysponowania kilkoma rachunkami spółek objętych śledztwem, na które przelewane były środki pochodzące z wpłat klientów. Nasi rozmówcy twierdzą, że H. mógł nadzorować pieniądze przepływające przez spółki wykorzystywane do przekrętów.

Prokuratura uważa, że „celem działających na terenie Polski przedstawicielstw Alpha Finex było pozyskanie jak największej ilości klientów, którzy zainwestują jak największe kwoty, oraz prowadzenie działalności na zasadzie „market maker”, gdzie poniesiona przez klienta strata na inwestycjach oznacza zysk dla prowadzącego brokera, zaś zysk odnoszony przez klienta stratę dla brokera.

Prokuratura zdecydowała o zajęciu mienia zatrzymanych osób. W sumie zajęto już majątki oszustów na łączną kwotę 5,2 mln zł. To przede wszystkim gotówka, kosztowności oraz akty własności nieruchomości.
Źródło info i foto: TVP.info

Trwa proces byłego szefa MSWiA ws. korupcji

Przed katowickim sądem okręgowym ruszył w środę proces, w którym jednym z oskarżonych o korupcję, jest były szef MSWiA Krzysztof Janik. Polityk nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów; w rozmowie z dziennikarzami wyraził nadzieję, że zostanie uniewinniony.

Razem z Janikiem na ławie oskarżonych zasiadł m.in. b. wiceminister finansów Wiesław C. i b. szefowie aparatu skarbowego w Katowicach. Janik i C. będą składali wyjaśnienia na następnej rozprawie – 7 listopada. Sprawa dotyczy dostarczającej m.in. artykuły chemiczne dla kopalń katowickiej firmy, która przed laty miała poważne zaległości podatkowe. Zdaniem katowickiej prokuratury, jej szefowie korumpowali Janika, a także b. wiceministra finansów za rządów SLD Wiesława C. i b. wicedyrektorkę Izby Skarbowej w Katowicach.

Śledztwo rozpoczęło się od zawiadomienia złożonego przez Andrzeja B. – współwłaściciela tej firmy. Według niego, spółka korumpowała urzędników, by mieć wpływ na kontrole skarbowe i uzyskać umorzenia podatkowe. Świadek obciążył swojego wspólnika Antoniego G. i inne osoby, które razem z nim odpowiadają teraz przed sądem.

Zarzuty wobec Janika dotyczą lat 2004-05. Był on w tym czasie posłem SLD. Według prokuratury przyjął od katowickiej firmy 140 tys. zł – w 13 ratach – za pośrednictwo w skontaktowaniu jej przedstawicieli z osobami pełniącymi funkcje publiczne w organach skarbowych, które mogłyby pomóc w pozytywnym zakończeniu kontroli skarbowych i umorzeniu części należności podatkowych. Miał także umożliwić kontakt z szefami kopalń i spółek węglowych, którzy mogli mieć wpływ na wybór ofert i preferować w przetargach spółkę należącą do G. i B. Janik usłyszał 13 odrębnych zarzutów.

B. szef MSWiA niechętnie rozmawiał przed rozprawą z dziennikarzami. Powtórzył, że nie przyznaje się do winy. W ogóle nie oceniam (tej sprawy – PAP). Od oceny jest wysoki sąd – powiedział. Pytany o to, jaki będzie finał procesu dodał: Mam nadzieję, że oczywisty – uniewinnienie.

Po odczytaniu przez oskarżyciela, jako pierwszy wyjaśnienia składał G., który ograniczył się do krótkiego oświadczenia. Powiedział w nim, że nie popełnił zarzucanych mu przestępstw, a dawny wspólnik fałszywie oskarżył go i innych oskarżonych, bo chciał się zemścić. Zapowiedział, że powie więcej po przesłuchaniu B.

Do winy nie przyznała się także b. wicedyrektorka Izby Skarbowej w Katowicach Elżbieta K., która według prokuratury za życzliwość polegającą na wskazaniu uchybień i ukierunkowaniu przy sporządzaniu dokumentacji, przyjęła korzyści majątkowe o wartości ok. 10 tys. zł – w postaci dwóch obrazów i srebrno-szklanej patery.

Przyznała, że była w posiadaniu jednego z obrazów, o którym mowa w akcie oskarżenia, ale jak wyjaśniała, został on jej przekazany wbrew jej woli – był w reklamówce, w której miały być firmowe kalendarze. Jak wyjaśniał sam B. (współwłaściciel firmy – PAP), reklamówka została mi wciśnięta na siłę – powiedziała i dodała, że później dobrowolnie zaniosła obraz do prokuratury, do której została wezwana na przesłuchanie, wówczas jeszcze w charakterze świadka.

K. podkreślała, że nie okazywała przychylności ani gotowości do pomocy spółce, nie udzielała też jej żadnych porad. Zapewniała, że nie miała też wpływu na decyzje dotyczące tej firmy ani wpływu na naczelników urzędów skarbowych. B. wiceszefowa Izby oceniła też, że objęcie zobowiązań podatkowych spółki restrukturyzacją było zgodne z prawem i uzasadnione. Korzystało z tego wiele podmiotów. Według prokuratury na skutek decyzji aparatu skarbowego, firmie G. i B. umorzono część odsetek od zaległości podatkowych – ok. 2,5 mln zł.

B. dyrektor Izby Skarbowej w Katowicach Henryk Ś. jako jedyny nie ma zarzutów o charakterze korupcyjnym; odpowiada przed sądem za przekroczenie uprawnień. Miał namawiać Elżbietę K. do przychylności wobec firmy. Stanowczo się z tym nie zgadza. Przyznał, że przyjął G. – po interwencji z resortu finansów, a później skorzystał z zaproszenia do jego firmy po – jak zaznaczył – przypadkowym spotkaniu na parkingu.

Na kolejnej rozprawie sąd ma odebrać wyjaśnienia od Janika i Wiesława C., który był posłem SLD kilku kadencji Sejmu, a w latach 2001-04 sekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i generalnym inspektorem kontroli skarbowej. Zdaniem prokuratury, od katowickiej firmy C. przyjął 240 tys. zł korzyści majątkowych – „w zamian za przychylność i gotowość podjęcia działań należących do jego kompetencji”. Miał też udzielać G. porad w zakresie prawa podatkowego i wskazywać osoby pełniące funkcje w organach skarbowych, które rozpoznawały sprawy podatkowe spółki i mogły decydować o umorzeniu należności.

Prok. Ewa Kordula powiedziała dziennikarzom, że przedstawione oskarżonym zarzuty to efekt długiego i żmudnego śledztwa. W ocenie oskarżyciela zgromadzony materiał dowodowy potwierdził udział w korupcyjnym procederze urzędników państwowych. Przypomniała, że nie jest to jedyny proces dotyczący katowickiej spółki. Od 2013 r. przed sądem toczy się proces b. dyrektorów kopalń i b. szefów spółek węglowych, którzy także mieli być korumpowani przez tę spółkę. Jednym z oskarżonych jest tam G.

W innym wątku śledztwa prokuratura badała, czy Antoni G. korumpował także wysokich rangą oficerów policji. Umorzyła tę sprawę z uwagi na brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Umorzona została także sprawa Andrzeja B. – skorzystał z klauzuli bezkarności, przysługującej osobie, która zawiadomi organy ścigania o korupcji. Prokuratura zaznacza, że choć sprawa w dużej mierze opiera się na jego zeznaniach, w śledztwie zgromadzono także inny materiał dowodowy, potwierdzający zarzuty – jak dokumenty, zapisy i logowania telefonów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl