Strajk Kobiet. Użycie gazu wobec Barbary Nowackiej. Dla policji kluczowy będzie materiał z kamerki funkcjonariusza

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji odniósł się do zdarzenia na warszawskim proteście. Wobec Barbary Nowackiej, która pokazywała legitymację poselską, został użyty gaz przez funkcjonariusza. – Nie możemy mówić, że cokolwiek tutaj można tłumaczyć, ale nie możemy też skazywać policjanta – powiedział Sylwester Marczak. Dodał, że kluczowe w sprawie będzie nagranie z kamerki, którą miał przy sobie funkcjonariusz.

W 102. rocznicę uzyskania przez Polki praw wyborczych w wielu miastach odbyły się protesty. Mimo pokojowego charakteru demonstracji w Warszawie, policja użyła gazu. Jedną z poszkodowanych była posłanka Barbara Nowacka. Chwilę po tym, jak polityczka pokazała funkcjonariuszowi legitymację poselską, dostała gazem w twarz z bliskiej odległości.

Na temat sobotnich wydarzeń w stolicy podczas konferencji prasowej mówił Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji. – Grupa ludzi wychodzi na ulicę, zaczyna się tamowanie ruchu. To, na co należy zwrócić uwagę to komunikaty kierowane do uczestników. One są bardzo wyraźne, odnoszą się przede wszystkim do tego, że w danym miejscu nie zgłoszono żadnego zgromadzenia – powiedział Sylwester Marczak. Dodał, że to były zapowiadane zgromadzenia i nie można tutaj mówić o spontaniczności.

„Nasza taktyka i cel nie zmieniły się. Cały czas są te same działania, które zmierzają do tego, aby przywrócić porządek w miejscu, gdzie dochodzi do naruszenia prawa, stąd m.in. w niektórych miejscach policjanci blokują ruch na jezdni po to, aby osoby były kierowane na chodniki” – dodał rzecznik stołecznej policji. Podkreślił, że jeśli protestujący wracali na jezdnię, to byli legitymowani. – Niestety część osób posłuchała organizatorek, które wskazywały, żeby odmawiać podawania swoich danych, co po prostu stanowi wykroczenie – stwierdził.

„Trudno wskazywać, że mamy do czynienia z nastawieniem pokojowym”

Sylwester Marczak zaznaczył, że sobotni protest był spokojniejszy od tego, który odbył się 18 listopada, jednak nie zgadza się, że są to zgromadzenia pokojowe, bo „one same w sobie zakładają legalność”.

„Widzimy hasła, które są wznoszone, a jeżeli ktoś mówi: ‚to jest wojna’, to też trudno wskazywać, że mamy do czynienia z nastawieniem pokojowym. A zwłaszcza chodzi o zachowanie jednej z organizatorek to, w jaki sposób zwraca się do policjantów, to, jakie gesty wykonuje” – powiedział rzecznik Komendy Stołecznej Policji, dodając, że hasło „pokojowy protest” jest używane jedynie na potrzeby medialne, a na samym proteście wygląda to zupełnie inaczej.

Funkcjonariusz podkreślił, że najtrudniejsza sytuacja była na Trasie Łazienkowskiej, gdzie uczestnicy manifestacji wybiegli na jezdnię, po której jeździły samochody. Poinformował, że policjanci używali takich środków przymusu bezpośredniego, jak kajdanki, siła fizyczna i gaz. – Tam były kierowane komunikaty, również do posłów i senatorów. (…) Badamy zdjęcia, które się pojawiły związane z użyciem gazu, okoliczność, dlaczego on został użyty, w jaki sposób zachował się policjant – powiedział Sylwester Marczak. Stwierdził, że najważniejsze będzie zbadanie materiału z kamerki policjanta, który użył gazu wobec posłanki Barbary Nowackiej. Podkreślił, że to będzie „kluczem”. Zaznaczył, że tam, gdzie są funkcjonariusze i wykonują działania dynamiczne, to nie najlepsze miejsce, aby posłowie stawali między policjantami a protestującymi.

„Nie możemy mówić, że cokolwiek tutaj można tłumaczyć, ale nie możemy też skazywać policjanta, bo pamiętajmy o tym, że ulica i media nie są miejscami do skazywania policjantów. Od tego są prokuratury, sądy i przełożeni dyscyplinarni” – zaznaczył funkcjonariusz. Dodał, że nagranie z kamerki policjanta, który użył gazu, zostanie upublicznione. Podkreślił, że „na pierwszy rzut oka jest to bulwersująca sytuacja”.

W sobotę w Warszawie zatrzymano 11 osób, ponad 900 osób zostało wylegitymowanych, ponad 450 notatek zostało skierowanych do sanepidu, wystawiono ponad 370 wniosków o ukaranie oraz pojedyncze mandaty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: Zadłużony policjant okradł swoją komendę

Sierżant sztabowy z komendy rejonowej na warszawskiej Woli, został zatrzymany przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji za okradzenie swojej jednostki – dowiedział się portal tvp.info. Funkcjonariusz miał wynieść sprzęt teleinformatyczny o wartości ok. 300 tys. zł i zastawić go w lombardzie. To głównie komputery, i to nawet kilkadziesiąt sztuk, które musiał wynosić od kilku miesięcy.

Do zatrzymania wolskiego policjanta doszło przed dwoma dniami. Śledczy na razie nie ujawniają, czy przyznał się do okradzenia swojej jednostki. Nieoficjalnie wiadomo, że funkcjonariusz był odpowiedzialny za sprzęt teleinformatyczny. Miał wynieść z komendy, przede wszystkim komputery o łącznej wartości ok. 300 tys. zł.

Z ustaleń śledczych wynika, że sprzęt trafił do lombardu. Nie wiadomo, czy udało się odzyskać choćby jego część. Policjant miał kraść, ponieważ był uzależniony od hazardu. Możliwe, że funkcjonariusz z kilkunastoletnim stażem liczył, że się „odegra” i odzyska sprzęt, ale tylko pogrążał się dalej.

– 14 października w trakcie kontroli ewidencji sprzętu w jednym z wydziałów w KRP IV (komenda rejonowa policji na Woli – przyp. red.) wykryto nieprawidłowości związane ze stanem faktycznym komputerów. Komendant rejonowy niezwłocznie powołał komisję, która wykazała braki. O nieprawidłowościach poinformowano prokuraturę oraz BSWP. Oprócz postępowania karnego prowadzone są także czynności dyscyplinarne, jak również w kierunku zwolnienia ze służby – powiedział tvp.info nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji.
Źródło info i foto: TVP.info

Odzyskano ponad 100 tajnych dokumentów SB

Prokuratorzy IPN odzyskali ponad 100 tajnych dokumentów SB z lat 1970-90, które były nielegalnie przetrzymywane przez byłego funkcjonariusza wywiadu PRL. Wśród materiałów – odzyskanych we wspólnej akcji z ABW – są dokumenty dotyczące agentury PRL poza granicami Polski i działań SB podczas stanu wojennego.

O sprawie poinformowała Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Były funkcjonariusz wywiadu PRL (czyli Departamentu I MSW), któremu grozi teraz do 8 lat więzienia, po 1990 r. zajął wysokie stanowisko służbowe w Urzędzie Ochrony Państwa.

„Ta sprawa potwierdza, że na przełomie lat 80. i 90., gdy upadał system komunistyczny w Polsce, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa wynosili dokumenty z dawnych struktur MSW i do dzisiaj bezprawnie je posiadają. Można się oczywiście domyślać, że funkcjonariusze SB zabierali dokumenty dotyczące głównie tych osób, o których sądzili, że w przyszłości, w wolnej Polsce, mogą zrobić karierę. I choć dzisiaj te dokumenty widnieją w naszej ewidencji jako ‚wybrakowane’, to tak naprawdę znajdują się w prywatnych rękach” – powiedział prok. Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i zastępca prokuratora generalnego.

„Trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości”
Do odzyskania ponad 100 dokumentów, wytworzonych w latach 1970-90 przez jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa, doszło 22 września 2020 r. dzięki wspólnym działaniom prokuratorów IPN i funkcjonariuszy ABW z Katowic. Dokumentację odkryto nie tylko w mieszkaniu podejrzanego, ale również w pomieszczeniach bliskich mu osób.

„To były przeprowadzone na szeroką skalę działania nie w jednym, a w kilku miejscach, gdzie odzyskaliśmy dokumenty Służby Bezpieczeństwa z nadanymi im klauzulami utajnienia. Z samej istoty tych klauzul, które przecież nadawały służby specjalne PRL, wynika, że mogą być one nie tylko istotne w prowadzonych przez prokuratorów IPN postępowaniach, ale także bardzo cenne dla historyków” – podkreślił prok. Pozorski. Dodał też, że trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości.

„Tajne”, „ściśle tajne”

Wśród zabezpieczonych materiałów archiwalnych znajdują się m.in. dokumenty oznaczone klauzulami „tajne”, „ściśle tajne” i „tajne specjalnego znaczenia”, które zostały wytworzone – jak podali prokuratorzy IPN – w związku z prowadzoną przez Departament I MSW działalnością agenturalną poza granicami Polski, a także z działaniami SB podejmowanymi w okresie obowiązywania w Polsce stanu wojennego. Ponadto zabezpieczono 15 nośników elektronicznych, z których sporządzono kopie binarne, które teraz trafią do badań biegłego specjalisty z zakresu techniki komputerowej i informatyki; sprawdzi on, czy nośniki te nie zawierają kopii dokumentów podlegających przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN.

Działania zmierzające do ustalenia miejsc ukrycia owych dokumentów i ich odzyskania podjęto w śledztwie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, którego pracami kieruje prok. Michał Skwara. Postępowanie to prowadzono w sprawie uchylania się od przekazania do Archiwum IPN posiadanych bez tytułu prawnego dokumentów archiwalnych organów bezpieczeństwa PRL. Zgodnie z art. 54 ustawy o IPN, każdy, kto będąc w posiadaniu dokumentów podlegających przekazaniu do IPN, uchyla się od ich przekazania, utrudnia je lub udaremnia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

„Szafa Kiszczaka”

W Polsce na przełomie lat 80. i 90. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa masowo niszczyli dokumenty, między innymi te, które mogłyby być dowodami zbrodni popełnionych przez organy bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Z kolei materiały, które mogłyby obciążać np. ludzi opozycji „prywatyzowali”, by ewentualnie móc ich szantażować w przyszłości. Przykładem takiej sprawy są dokumenty zabezpieczone przez IPN w lutym 2016 r. w domu gen. Czesława Kiszczaka – szefa MSW w latach 80. Wówczas odnaleziono również, co stało się głośną sprawą w Polsce, materiały, z których wynika, że w latach 1970-76 późniejszy przywódca Solidarności i prezydent Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Inną kategorią dokumentów, które – zgodnie z ustawą o IPN – powinny zostać przekazane do zasobów archiwalnych Instytutu są materiały z lat II wojny światowej. W ostatnim czasie prokuratorzy IPN wspólnie z policją zabezpieczyli np. prawie 300 dokumentów z lat 1939-44, wytworzonych przez niemieckie władze okupacyjne w Łodzi. Cenne dla historyków materiały próbowano sprzedać na jednym z portali internetowych za 59 tys. zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Były policjant skazany za gwałt na 20-latce

Były policjant został skazany za gwałt na 20-letniej kobiecie. Piotr S. dostał też 10-letni zakaz jakiegokolwiek kontaktu z pokrzywdzoną, a także zakaz zbliżania się do niej. Sprawa dotyczyła wydarzeń z października 2018 r., gdy Piotr S. był policjantem w lubelskim oddziale prewencji. To właśnie wtedy miało dojść do gwałtu na 20-latce. Funkcjonariusz miał jej m.in. wykręcić ręce i uderzyć w twarz.

Po postawieniu zarzutów Piotr S. spędził rok w areszcie. Teraz usłyszał wyrok dwóch lat bezwzględnego więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśniania, jednak prokuratura ze względu na dobro sprawy ich nie ujawnia.

Orzeczenie jest nieprawomocne.

Piotr S. był znany wymiarowi sprawiedliwości już wcześniej. W 2009 r. usłyszał zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień i gróźb, gdy pełnił służbę w drogówce. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, policjant miał wydzwaniać do kobiet i przesyłać im setki wiadomości z propozycjami seksualnymi. Jedna z pokrzywdzonych zgłosiła to organom ścigania.

Ostatecznie w 2012 r. sąd uniewinnił policjanta od zarzutów nękania. Został skazany tylko za groźby karalne: Piotr S. miał pokazywać jednej z kobiet przedmiot przypominający pistolet. Zdaniem śledczych mężczyzna groził jej śmiercią. Jednak również od tego zarzutu policjant został uniewinniony. Dzięki temu Piotr S. mógł wrócić do służby w mundurze.
Źródło info i foto: wp.pl

Poszukiwane listami gończymi kobiety zatrzymane we Włocławku

Długie i intensywne działania funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji we Włocławku doprowadziły do ustalenia miejsca pobytu oraz zatrzymania matki i jej dwóch córek poszukiwanych listami gończymi przez sądy oraz prokuratury w całym kraju. Krok po kroku funkcjonariusze z kilku wydziałów zbierali i analizowali dane, które pozwoliły ostatecznie na zatrzymanie kobiet. Siostrom przedstawiono łącznie około 300 zarzutów oszustw. Z kolei ich matka, poszukiwana dla celów prawnych przez sąd i prokuratury z innych miast, najprawdopodobniej tam usłyszy wkrótce zarzuty. Zdaniem śledczych sprawa jest rozwojowa i możliwe, że kobiety odpowiedzą także za inne przestępstwa.

Od dłuższego czasu policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP we Włocławku, przy współudziale kolegów z innych wydziałów i pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Włocławku, pracowali nad sprawą wyłudzania pieniędzy poprzez wystawianie na aukcjach internetowych nieistniejących towarów. Były to artykuły różnego typu, od mebli ogrodowych po artykuły spożywcze. Jak ustalili śledczy, oszustw miały dokonywać siostry w wieku 35 i 38 lat, które oferując rzekome produkty, podawały różne adresy na terenie kraju. Zysk ze sprzedaże wpływał zaś na wiele rachunków bankowych założonych przez obie kobiety na fałszywe dane osobowe. W wyniku oszustw, pokrzywdzonych zostało około 300 osób z całej Polski, a ponad 50 prokuratur z kraju wszczęło wobec nich poszukiwania. Kobiety ścigane były także listami gończymi wydanymi przez sądy z różnych województw do odbycia kary pozbawienia wolności za wcześniejsze oszustwa.

Skrupulatna analiza zgromadzonych informacji pozwoliła wytypować miejsce pobytu oszustek. Jak się okazało, kobiety przebywały w jednym domów z matką i nie opuszczały posesji od ponad roku. Z zewnątrz budynek przypominał dobrze obwarowaną i opuszczoną twierdzę, otoczoną szczelnym ogrodzeniem. Stare śmieci, zarośnięty teren i skutecznie zasłonięte okna sprawiały wrażenie, jakby nikt nie przebywał tam od dawna. Mimo to funkcjonariusze ustalili, że posesja jest zamieszkana, a poszukiwane przebywają wewnątrz. Kiedy policjanci weszli na jej teren, okazało się, że budynek posiada dodatkowe zabezpieczenia oraz specjalnie przygotowane, osłonięte przed widokiem sąsiadów miejsca, po których ukradkiem mogli przemieszczać się mieszkańcy.

Ostatecznie funkcjonariusze zatrzymali ukrywające się w domu kobiety. Oprócz sióstr była tam też ich matka (59 l.), która była poszukiwana przez inne jednostki do celów prawnych oraz ścigana listem gończym w celu tymczasowego aresztowania na 14 dni. Jej córki usłyszały łącznie około 300 zarzutów oszustw! Obie także były poszukiwane listami gończymi z uwagi na zasądzone im kary za wcześniej dokonywane przestępstwa tego samego typu. Oznacza to, że na sprawę karną będą oczekiwać za kratami. Starsza z sióstr spędzi tam ponad 3 lata, a młodsza ponad 4.

Śledczy zaznaczają, że sprawa jest rozwojowa i niewykluczone, że kobiety usłyszą kolejne zarzuty.
Źródło info i foto: Policja.pl

Żyrardów: 31-latka zaatakowała policjantów nożami. Funkcjonariusz śmiertelnie postrzelił kobietę

Trwa wyjaśnianie okoliczności wieczornej interwencji policji w Żyrardowie na Mazowszu, w trakcie której funkcjonariusz śmiertelnie postrzelił kobietę. Wcześniej 31-latka poraniła nożami mężczyznę i zaatakowała policjantów.

W czwartek około 21:00 policjanci wezwani zostali do awantury domowej, w czasie której miało dojść do użycia noża. W mieszkaniu jednej z żyrardowskich kamienic znaleźli zakrwawionego mężczyznę, na podwórzu zaś zastali agresywną kobietę, trzymającą w rękach dwa noże.

Jak relacjonuje rzeczniczka mazowieckiej policji podinsp. Katarzyna Kucharska: „Po wejściu do mieszkania potwierdzono, że na podłodze leży zakrwawiony mężczyzna. Policjanci zaczęli udzielać mu pomocy, gdy usłyszeli krzyki dochodzące z podwórka. Na zewnątrz zobaczyli kobietę, która była agresywna”.

31-latka zachowywała się – jak podaje policja – irracjonalnie, atakowała policjantów, nie reagując ani na ich wezwania, ani na użycie gazu łzawiącego. Nie zadziałał także oddany w powietrze strzał ostrzegawczy.

Kolejny oddany został w jej kierunku – jak zaznacza podinsp. Kucharska: „w celu odparcia bezpośredniego zamachu na życie funkcjonariuszy”.

Rannej kobiecie policjanci natychmiast udzielili pomocy, którą kontynuowali wezwani na miejsce ratownicy medyczni. Mimo to 31-latka zmarła w szpitalu. Do szpitala trafił także zraniony przez nią mężczyzna. Wyjaśnieniem okoliczności sprawy zajmują się prokurator i policjanci m.in. z Biura Kontroli Komendy Głównej Policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie z zarzutem pobicia

Zarzut pobicia usłyszał policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie na Mazowszu – dowiedział się reporter RMF FM. Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Mławie. Funkcjonariusz nie przyznał się do zarzutów. Złożył też wyjaśnienia, które będą teraz weryfikowane.

Śledczy nie ujawniają szczegółów. Wiadomo natomiast, że w tym pobiciu uczestniczył jeszcze jeden napastnik. Osoba poszkodowana, którą kopano i uderzano pięściami, nie ma poważniejszych obrażeń. To zdarzenie – jak dodaje prokuratura – miało podłoże obyczajowe i nie ma związku z pełnieniem przez policjanta służby. Zostało też zarejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu.

Do tej pory udało się też przesłuchać świadków pobicia. Szefostwo policji wszczęło wobec funkcjonariusza wewnętrzne postępowanie. Zapadła też decyzja o zawieszeniu policjanta.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: Żona policjanta, który udusił George’a Floyda, chce rozwodu

Starcia w USA nie słabną. Masowe protesty objęły już 140 miast. Tymczasem żona policjanta, który udusił George’a Floyda zażądała rozwodu. Nie chce nosić jego nazwiska. Do sieci wyciekła treść pozwu rozwodowego. Zamieszki i protesty rozpoczęły się w Minneapolis po śmierci 46-letniego czarnoskórego George’a Floyda. Podczas zatrzymania mężczyzna wdał się w dyskusję z policjantami, a jeden z nich przydusił go kolanem do ziemi. Mimo że 46-latek mówił, że nie może oddychać, funkcjonariusz nie zwolnił uścisku. Gdy na miejsce przyjechała karetka, stwierdzono, że zatrzymany nie żyje.

Policjant, który go udusił, to Derek Chauvin. Został już usunięty ze służby. Usłyszał też dwa zarzuty o zabójstwo trzeciego stopnia. Teraz może stracić też żonę. Jak informują amerykańskie media, kobieta chce rozwodu.

Do sieci wyciekły informacje o treści pozwu rozwodowego. Wynika z nich, że Kellie May Chauvin oczekuje sprawiedliwego podziału majątku. Chce prawa do ich mieszkania w Windermere na Florydzie. Przede wszystkim zależy jej jednak, by już nie nosić jego nazwiska. Jak informuje CNN, rozstała się ze swoim mężem 28 maja, dzień przed postawieniem mu zarzutów o morderstwo. Para jest małżeństwem niemal 10 lat.

Żona nie chce też otrzymywać alimentów. Jest niezależna finansowo. Pracuje jako pośrednik w obrocie nieruchomościami.

Nie złożyła publicznego oświadczenia, ale wiadomo, że przekazała kondolencje rodzinie zmarłego George’a Floyda. Chce zapewnienia jej i jej bliskim bezpieczeństwa.

Zamieszki w USA. Zginęło pięć osób

W trakcie tłumienia protestów w USA śmierć poniosło już pięć osób. Jak czytamy na stronie usatoday.com, w Louisville w stanie Kentucky zginął popularny ciemnoskóry właściciel restauracji YaYa’s BBQ David McAtee. Stało się to w momencie, gdy policja i Gwardia Narodowa użyły broni w kierunku demonstrantów. Władze tłumaczą, że funkcjonariusze odpowiedzieli na ostrzał w ich stronę.

Restauracja McAtee znajdowała się przy parkingu Dino’s Food Mart, na którym miała miejsce strzelanina. Burmistrz Greg Fischer powiedział w poniedziałek po południu, że szef policji w Louisville został po tym zdarzeniu odwołany, a dwóch policjantów znalazło się na przymusowym urlopie. W trakcie działań bowiem nie mieli włączonych kamerek przy mundurach.

Prócz McAtee dwie osoby zginęły w Indianapolis, jedna w Detroit i jedna w Minneapolis.
Źródło info i foto: wp.pl

USA: Strzelanina w Arizonie

Groźny incydent w mieście Chandler w amerykańskim stanie Arizona. Mężczyzna postrzelił policjanta, a potem zabarykadował się w domu i postrzelił jeszcze dwóch funkcjonariuszy. Policja przekazała, że w poniedziałek około godziny 1 nad ranem przy Chandler Boulevard i Arizona Avenue w Chandler leżącym na przedmieściach Phoenix. Funkcjonariusz próbował nawiązać kontakt podejrzanym mężczyzną, ale ten zaczął uciekać. Mundurowy ruszył w pościg, nagle uciekający wyciągnął broń i oddał kilka strzałów.

Jeden z pocisków trafił policjanta, który z raną niezagrażającą życiu został zabrany do szpitala. Po kilku godzina został wypisany. Inna kula trafiła w dom mieszkalny, na szczęście nikt nie ucierpiał.

Policjanci namierzyli podejrzanego w jednym z domów. Gdy przyszli około godziny 7.30 rano, ponownie rozległy się strzały. Jeden z funkcjonariuszy został raniony i trafił do szpitala. U drugiego pocisk zatrzymał się w kamizelce kuloodpornej. Mundurowi odpowiedzieli ogniem.

Napastnik zabarykadował się w domu i po kilku godzinach usiłował się wymknąć, ale około godziny 1 po południu został schwytany i trafił do aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Surowsze kary za znieważenie policjanta

Niezastosowanie się do polecenia funkcjonariusza będzie wykroczeniem. Powstanie fundusz, z którego w razie procesu będzie finansowany profesjonalny pełnomocnik dla policjanta lub pogranicznika – pisze czwartkowa „Rzeczpospolita”.

„Kary za znieważenie i napaść na funkcjonariusza zostaną zaostrzone. Niewykonanie polecenia policjanta lub strażnika granicznego będzie wykroczeniem. Takie zmiany zapowiedział minister spraw wewnętrznych i administracji na spotkaniu ze związkowcami” – pisze „Rzeczpospolita”.

Zdaniem Marcina Kolasy, przewodniczącego NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznej, to dobrze, że zwiększy się ochrona funkcjonariuszy. Ministerstwo ma zadbać także o to, by było ich stać na profesjonalnych pełnomocników w razie procesu.

„Spotkanie było rzeczowe. Następne będzie jeszcze przed świętami” – mówi Kolasa.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, komendanci główni otrzymają fundusze na adwokatów, by w sprawach niebudzących wątpliwości funkcjonariusze mieli zapewnioną pomoc prawną.

„Do tej pory to związki zawodowe wspierały finansowo funkcjonariuszy, gdy np. mieli sprawę za użycie broni podczas służby” – mówi Rafał Jankowski, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych. Funkcjonariuszom będzie się opłacało pozostać dłużej w służbie. Po 25 latach mają dostać podwyżkę. Następna będzie, gdy ich staż wyniesie 28,5 roku.

„Minister zapewnił, że są zarezerwowane środki na podwyżki dla funkcjonariuszy i zapłatę za nadgodziny. Podniesiony zostanie też równoważnik pieniężny dla funkcjonariuszy, którzy pełnią służbę na wolnym powietrzu przez co najmniej cztery godziny. Obecnie wynosi zaledwie 2,7 zł. Przedstawiciele resortu zapowiedzieli jego podwyżkę do 12 zł” – czytamy.
Źródło info i foto: interia.pl