Wielkopolska. Akcja KAS. Padły strzały, podejrzany staranował radiowóz funkcjonariuszy

Podczas akcji prowadzonej przez Krajową Administrację Skarbową w północnej Wielkopolsce ranny został funkcjonariusz Służby Celno-Skarbowej. Podejrzany staranował samochodem jeden z pojazdów funkcjonariuszy; w trakcie pościgu doszło do użycia broni palnej.

Rzeczniczka prasowa Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu Małgorzata Spychała-Szuszczyńska poinformowała we wtorek, że w ostatnim czasie funkcjonariusze Wielkopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Poznaniu przeprowadzili działania w jednym z północnych powiatów Wielkopolski. Akcja była związana z rozpracowywaniem zorganizowanej grupy podejrzewanej o przestępstwa ekonomiczne m.in. posługiwanie się fałszywymi dokumentami sprzedaży w celu uzyskania nienależnych korzyści podatkowych.

W trakcie zatrzymania jednego z podejrzanych doszło do próby ucieczki, podczas której został ranny funkcjonariusz Służby Celno-Skarbowej. Podejrzany staranował samochodem jeden z pojazdów funkcjonariuszy, po czym próbował uciec. W trakcie pościgu doszło do użycia broni palnej. Po kilkudziesięciu minutach podejrzany został zatrzyman” – podkreśliła Spychała-Szuszczyńska.

Jak dodała, zatrzymanemu przedstawiono zarzuty dotyczące przestępstw skarbowych oraz czynnej napaści na funkcjonariusza. W toku śledztwa zakwestionowano sprzedaż na kwotę ponad kilkudziesięciu milionów złotych. Szacowane straty Skarbu Państwa mogły wynieść nawet 10 milionów złotych. Zabezpieczono ujawnioną przy zatrzymanym gotówkę w kwocie pół miliona złotych” – podała Spychała-Szuszczyńska.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Lubin: 31-letnia kobieta zostawiła niemowlę w nagrzanym aucie i poszła sprzedawać ubrania

Do pięciu lat więzienia może grozić 31-letniej kobiecie, która zostawiła na blisko godzinę swoje 8-miesięczne dziecko w zamkniętym samochodzie na parkingu. Temperatura na zewnątrz wynosiła ok. 25 stopni Celsjusza. Dziewczynka z objawami odwodnienia została przewieziona do szpitala. W sobotę na jednym z parkingów w Lubinie przechodnie zauważyli małe dziecko, które głośno płakało w zamkniętym samochodzie.

Matka zostawiła dziecko na blisko godzinę, podczas gdy na zewnątrz temperatura powietrza wynosiła około 25 stopni Celsjusza. Pojazd stał w nasłonecznionym miejscu.

Jak się okazało, matka 8-miesięcznej dziewczynki, 31-letnia kobieta, zostawiła dziecko w samochodzie, kiedy spało. W tym czasie poszła na giełdę handlować odzieżą. Kiedy dziecko się obudziło, zaczęło głośno płakać i to zaniepokoiło przebywających na giełdzie ludzi, którzy zadzwonili na policję – mówi Monika Kaleta z biura prasowego dolnośląskiej policji.

W tym samym czasie, gdy na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, do auta podeszła matka dziewczynki, która otworzyła drzwi samochodu. Była zaskoczona obecnością funkcjonariuszy. Pod jej opieką znajdowało się jeszcze dwoje dzieci – powiedziała policjantka.

Na miejsce zdarzenia wezwano zespół pogotowia ratunkowego. Dziewczynka z objawami odwodnienia została przewieziona do szpitala.

Pozostała dwójka małoletnich przekazana została ich ojcu, który pojawił się na miejscu interwencji. 31-letnia matka została zatrzymana i trafiła do policyjnej celi. Usłyszała już zarzuty – dodała Kaleta. Poinformowała, że za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia kobiecie grozi kara nawet do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ponad 900 podróbek znanych marek zabezpieczono w Wólce Kosowskiej

Funkcjonariusze Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego zabezpieczyli ponad 900 sztuk złotej biżuterii ze znakami znanych światowych projektantów – poinformowała we wtorek rzecznik prasowa IAS w Warszawie Anna Szczepańska. Wartość rynkową towaru oszacowano na ponad 3 mln zł. We wtorek Izba Administracji Skarbowej, zabezpieczyła kosztowności znalezione podczas kontroli punktów sprzedających biżuterię w Centrum Handlowym Wólka Kosowska. Uwagę funkcjonariuszy przykuła wyjątkowo niska cena sprzedawanych produktów.

– Wątpliwości funkcjonariuszy co do autentyczności sprzedawanych kosztowności potwierdził powołany do ich oceny biegły. W efekcie podjętych czynności zabezpieczono 919 sztuk pierścionków, kolczyków i naszyjników wykonanych ze złota – poinformowała rzecznik prasowa IAS w Warszawie Anna Szczepańska.

Szara strefa

Izba Administracji Skarbowej przypomina, że wprowadzanie do obrotu towarów z podrobionym znakiem towarowym, w myśl Ustawy Prawo własności przemysłowej to przestępstwo, które podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności, a nawet karze pozbawienia wolności do lat 2. Zaznaczono, że w szczególnych przypadkach, „gdy sprawca uczyni sobie z nieuprawnionego używania znaku towarowego stałe źródło dochodu lub towar, który sprzedaje, ma znaczną wartość”, może mu grozić do 5 lat pozbawienia wolności.

– Nasze działania na terenie Wólki Kosowskiej są prowadzone systematycznie i w sposób skoordynowany. Będą kontynuowane tak długo, dopóki nie zostanie wyeliminowane zjawisko szarej strefy – powiedział naczelnik Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego Radosław Borowski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bielsko-Biała: 29-latek zatrzymany z amfetaminą

29-latek za nic w świecie nie chciał iść do więzienia, toteż postanowił połknąć worek z amfetaminą.

„Dramat” rozegrał się w centrum Czechowic-Dziedzic w piątek, które zostało obrane przez funkcjonariuszy jako cel, gdzie mogą znajdować się przestępcy narkotykowi. Akurat wtedy właśnie zauważyli dziwnie zachowującego się 29-latka. Gdy mężczyzna zobaczył idących w jego kierunku funkcjonariuszy, postanowił uciekać jak najdalej nogi poniosą.

29-latek uświadomił sobie, że nie ma szans w tym pościgu. Toteż zdecydował się połknąć tajemniczy woreczek foliowy. Jak się później okazało był on wypełniony amfetaminą. Na nic zdały się próby wyrwania z policyjnego uścisku. Podejrzany typ został zakuty w kajdanki i obezwładniony. To zresztą nie było jedyne zatrzymanie tego wieczoru – policjanci zatrzymali także 20-latka paradującego z marihuaną w centrum Bielska-Białej.

– Obaj zatrzymani spędzili noc w policyjnym areszcie, a po jego opuszczeniu usłyszeli zarzuty. Za posiadanie narkotyków grozi im do 3 lat więzienia. O ich dalszym losie zdecyduje niebawem sąd. Zwalczanie przestępczości narkotykowej, to jeden z priorytetów Policji podczas letnich wakacji. Przy realizacji tego zadania stróże prawa kierują się zasadą zero tolerancji – podsumowuje bielska policja.
Źródło info i foto: se.pl

Słupsk: Śmierć 31-latka. Policja nie wyklucza zabójstwa

Słupska policja zatrzymała cztery osoby mogące mieć związek ze śmiercią 31-latka. Mężczyzna zmarł w szpitalu w wyniku zdarzenia, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę na jednej z posesji w Głobinie (Pomorskie). Prokuratura prowadzi postępowanie w kierunku zabójstwa.

– Sprawne działania funkcjonariuszy doprowadziły do wytypowania i zatrzymania czterech osób mogących mieć związek ze zdarzeniem – poinformowała w niedzielę oficer prasowa policji w Słupsku Monika Sadurska.

Zmarł w szpitalu

Dodała, że postępowanie w kierunku zabójstwa prowadzi prokuratura. Policja ze względu na dobro śledztwa nie udziela obecnie informacji dotyczących okoliczności zdarzenia i ustaleń w sprawie. 31-latek zmarł po przewiezieniu do słupskiego szpitala w wyniku zdarzenia, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę na jednej z posesji w Głobinie (Pomorskie).

Na miejscu zdarzenia pracował prokurator, policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej i kryminalni.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe zatrzymania ws. afery korupcyjnej z Wrocławia

Agenci szczecińskiej delegatury CBA zatrzymali adwokatów Ryszarda B. i Agnieszkę G. oraz byłego senatora Unii Demokratycznej, b. burmistrza Świebodzic Jana W., a także jego syna Tomasza W. – ustalił portal tvp.info. Sprawa dotyczy korupcji we wrocławskim wymiarze sprawiedliwości, której badanie doprowadziło do ujawnienia afery hazardowej. Sprawa była prowadzona przez funkcjonariuszy wrocławskiej delegatury CBA w latach 2009-2010.

Zatrzymani zostaną doprowadzeni do siedziby Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Szczecinie ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji. Tam usłyszą zarzuty.

Jak informował ówczesny dziennikarz „Rzeczpospolitej”, a obecnie korespondent TVP w Berlinie, w 2012 r. CBA podsłuchując adwokatów – B. i G. „dowiedziało się o związkach Ryszarda Sobiesiaka i Zbigniewa Chlebowskiego”. To właśnie B. był pełnomocnikiem Sobiesiaka, kiedy zeznawał przed komisją śledczą.

Jak pisała gazeta, obaj adwokaci zostali objęci kontrolą operacyjną w 2009 r. „Na przełomie listopada i grudnia tego roku funkcjonariusze delegatury CBA we Wrocławiu, analizując stenogramy podsłuchów, zwrócili uwagę na to, że adwokatów łączą bliskie relacje z szefową prokuratury Wrocław Krzyki-Zachód Anną Moniką M.” – pisano wówczas.

Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że o losie prokurator M. zadecydują prokuratorzy po zakończeniu przesłuchań. Nadal pozostaje prokuratorem, więc chroni ją immunitet.

Wynikiem przeprowadzonej operacji były ustalenia, że za pośrednictwem prokurator adwokaci „usiłowali załatwić sprawę swojego klienta, byłego senatora Unii Demokratycznej, a potem burmistrza Świebodzic Jana W.”. Dziennikarze „Rz” ustalili, że W. borykał się wówczas z problemami finansowymi, bo jego majątek zajęła prokuratura.

Jego szansą na rozwiązanie problemów było ściągnięcie długu z wrocławskiego biznesmena pochodzenia bośniackiego Refika Z. Sprawa dotyczyła działki budowlanej na wrocławskich Bielanach, gdzie ulokowany jest największy na Dolnym Śląsku kompleks handlowo-przemysłowy – donosiła gazeta.

To właśnie adwokaci mieli „wpaść na pomysł, by wykorzystać znajomość z prokurator M. i spowodować, by kierowana przez nią prokuratura wydała zakaz zbywania spornej nieruchomości”.

„Problem polegał jednak na tym, że prokuratura Krzyki-Zachód nie miała w żadnym zakresie tzw. właściwości miejscowej, czyli nie mogła wydać takiej decyzji. Według organów ścigania sprawę chciano załatwić za pomocą łapówki z pieniędzy przekazanych przez W. Z materiałów CBA wynika, że mecenas G. i prokurator M. miały uzgodnić, że sprawą zajmie się asesor prokuratorski” – ustalono wówczas.

Na początku listopada szefowa prokuratury Wrocław-Krzyki, G. i M. miały wspólnie sporządzić zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Z., któremu zarzucano próbę udaremnienia zaspokojenia wierzyciela.

W połowie grudnia 2009 r. we wrocławskim sądzie doszło do spotkania B. i M. Zaobserwowali je agenci CBA, którzy postanowili objąć kontrolą operacyjną również prokurator M.

Później Jan W. trafił do szpitala, jego syn Tomasz przejął „prowadzenie sprawy”. „W sylwestra 2009 r. G. spotyka się z synem W. Z nagrań wynika, że domniemana łapówka ma być płacona w ratach” – ustalono.

30 stycznia Agnieszka G. w restauracji w Świdnicy miała spotkać się z W., który wyszedł ze szpitala. „Funkcjonariusze CBA obserwują, jak przekazuje G. teczkę lub dużą kopertę” – czytamy.

CBA od lipca 2010 r. zaczęła przekazywać materiały do prokuratury. „Między lipcem 2010 r. a styczniem 2011 r. trwa korespondencja między centralą CBA, jej delegaturą we Wrocławiu i Prokuraturą Apelacyjną w Krakowie. Ma ona ustalić, czy wszystkie czynności w tej sprawie były zgodne z prawem” – ustaliła „Rz”.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka. Byli policjanci skazani

Przed wrocławskim sądem zapadł wyrok w sprawie czterech byłych już policjantów oskarżonych po śmierci Igora Stachowiaka. Łukasz R., który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień – donosi reporterka Radia ZET.

Igor Stachowiak został zatrzymany na wrocławskim Rynku i przewieziony do jednego z komisariatów, ale do domu już nie wrócił. Na ławie oskarżonych w procesie w sprawie śmierci 25-latka zasiadało czterech byłych policjantów. To oni, Łukasz R., Paweł G., Paweł P. oraz Adam W., w dniu śmierci mężczyzny pełnili służbę jako funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław Stare Miasto. 

Zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności. Prokuratura stwierdziła jednak, że „wyczerpująco zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy nie daje podstaw do skierowania aktu oskarżenia w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora S.” Prokurator domagał się 2,5 roku więzienia dla Łukasza R, a dla pozostałych oskarżonych po 1,5 roku. Z kolei obrońcy chcieli ich uniewinnienia.

Byli policjanci skazani w procesie ws. śmierci Stachowiaka

W piątek w sprawie zapadł wyrok. Łukasz R. który użył paralizatora, został uznany winnym przekroczenia uprawnień i znęcania się nad zatrzymanym . Mężczyzna usłyszał wyrok 2,5 roku wiezienia. Pozostali oskarżeni dostali po 2 lata.

Śmierć Igora Stachowiaka

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na wrocławskim Rynku. Zmarł na komisariacie policji Wrocław Stare Miasto niedługo po tym, jak kilkukrotnie rażono go paralizatorem.

Według pierwszej opinii lekarzy, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa. Tę samą przyczynę biegli medycy sądowi potwierdzili przed sądem. Zeznali, że Stachowiak był pod wpływem narkotyków i został kilkakrotnie rażony paralizatorem, a te czynniki w połączeniu doprowadziły do niewydolności.

Śledztwo dotyczące przekroczenia uprawień przez funkcjonariuszy policji i nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka wszczęła Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Starego Miasta. Decyzją Prokuratury Krajowej postępowanie zostało jednak przekazane Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu.

Podczas śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, powołano biegłych lekarzy medycyny sądowej, biegłych z zakresu fonoskopii, biologii, toksykologii, genetyki, informatyki, daktyloskopii oraz z dziedziny taktyki i techniki interwencji. Zabezpieczono dokumenty oraz nagrania z monitoringu, paralizatora i telefonów komórkowych. Przeprowadzono też eksperyment procesowy.

Po śmierci Stachowiaka w maju 2016 r. pod komisariatem przez kilka dni trwały zamieszki. Mieszkańcy protestowali, sugerując, że policjanci doprowadzili do śmierci zatrzymanego. Za spowodowanie tych zamieszek i naruszenie nietykalności policjantów oskarżono i skazano kilkadziesiąt osób.

W maju 2017 roku telewizja TVN ujawniła nagrania z kamery paralizatora, którego funkcjonariusze użyli wobec Stachowiaka na komisariacie, ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak odwołał komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu. Stanowiska stracili też komendant miejski i zastępca komendanta komisariatu Stare Miasto.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Marek Falenta domaga się ułaskawienia

„Rzeczpospolita” opublikowała fragmenty wniosku o ułaskawienie, który biznesmen Marek Falenta skierował do prezydenta Andrzeja Dudy. Skazany za aferę podsłuchową Falenta twierdzi, że został „oszukany” przez Prawo i Sprawiedliwość, a działacze partii mieli obiecywać mu „wiele korzyści i łupy politycznych”.

Biznesmen Marek Falenta w kwietniu skierował trzeci wniosek do prezydenta Andrzeja Dudy o ułaskawienie. Dwa poprzednie zostały odrzucone. „Rzeczpospolita” poznała treść kwietniowego pisma. Wniosek powstał w momencie, gdy Falenta znajdował się w areszcie w Walencji w Hiszpanii. Trafił tam na początku kwietnia po tym, jak został zatrzymany przez polskich i hiszpańskich funkcjonariuszy. Na początku lutego nie stawił się w zakładzie karnym, aby odbyć karę pozbawienia wolności.

Marek Falenta do Andrzeja Dudy: Zostałem okrutnie oszukany

Za zlecenie nagrywania rozmów między innymi polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w warszawskich restauracjach Marek Falenta został prawomocnie skazany w styczniu 2017 roku na 2,5 roku więzienia.

„W hiszpańskim więzieniu „gnije” człowiek, który wierzył w sprawę pt. Polska uczciwa i sprawiedliwa. Zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic i został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana formacji. Obiecali wiele korzyści i łupów politycznych. Czekałem lata codziennie łudzony, że niebawem nadejdzie dzień, w którym zostanę przez Pana ułaskawiony. Nie widać nadziei na jego nadejście” – napisał Marek Falenta do Andrzeja Dudy. Jak informuje „Rzeczpospolita”, Falenta zapowiada, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, „ujawni zleceniodawców i wszystkie szczegóły”.

Marek Falenta został w piątek przetransportowany do Polski i trafił do jednego z warszawskich aresztów śledczych. Został umieszczony w celi przejściowej, gdzie w najbliższym czasie wykonane zostaną badania lekarskie. W tym tygodniu komisja penitencjarna ma zdecydować o tym, do jakiego zakładu karnego trafi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zawiercie: Agenci CBA w miejskich wodociągach

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do Rejonowego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Zawierciu. To postępowanie przedkontrolne. Rejonowe Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Zawierciu znalazło się „pod lupą” funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. To jeszcze nie kontrola. Obecnie prowadzone są tzw. czynności analityczno-informacyjne. To czynności przedkontrolne. Informację potwierdziło biuro prasowe CBA.

– Nie możemy udzielić więcej informacji. Jest na to zbyt wcześnie – tłumaczy biuro prasowe CBA.

Po zakończeniu tych czynności istnieją trzy możliwości rozwoju sprawy. Pierwsza to wszczęcie postępowania przez CBA. Kolejna możliwość to skierowanie sprawy do prokuratury. Ostatnie ta odłożeniem sprawy ad acta. Rozwiązanie stosowane jest, gdy czynności analityczno-informacyjne nie wykażą nieprawidłowości.

Przypomnijmy, że to kolejny przypadek w tym roku. Na początku miesiąca czynności analityczno-informacyjne wszczęto w Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych w Zawierciu.
Źródło info i foto: zawiercie.naszemiasto.pl

Ostre starcia „żółtych kamizelek” z policją we Francji

W sobotę zarówno w Paryżu i w Szampanii na ulice wyszły „żółte kamizelki”. W obu miastach demonstranci obrzucili funkcjonariuszy kamieniami, ci odpowiedzieli gazem łzawiącym oraz granatami dymnymi i hukowymi. Jak donosi korespondent RMF FM zamieszki w Reims są dużo większe, niż w Paryżu.

Straż pożarna musiała gasić podpalane prze demonstrantów barykady uliczne. Grupy anarchistów wzniosły te barykady, przynosząc deski oraz układając drewniane ławki i pojemniki ze śmieciami. Mołdzi demonstranci zaczęli również rozbijać witryny sklepowe i dewastować agencje bankowe. Sprawcy zostali rozpędzeni przez szturmowe oddziały policji.

Natomiast podczas demonstracji w Paryżu policja musiała kilkukrotnie użyć gazu łzawiącego.

Organizowane od sześciu miesięcy w każdą sobotę uliczne protesty skierowane są przeciwko polityce prezydenta Emmanuela Macrona, której zarzuca się lekceważenie potrzeb mniej zamożnej części francuskiego społeczeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl