Ciało mężczyzny przykryte gałęziami. W sprawie zatrzymano 2 osoby

Tajemnicza śmierć w Kawlach Dolnych w powiecie kartuskim na Kaszubach. Jak dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa wczoraj znaleziono tam ciało mężczyzny. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że to obywatel Ukrainy. W nocy policja zatrzymała dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek z tą sprawą. To obywatele Ukrainy – powiedział RMF FM Piotr Gdaniec, rzecznik policji w Kartuzach. Wpadli w ręce funkcjonariuszy w Gdańsku.

Policja na razie nie informuje o szczegółach. Po więcej informacji odsyła do prokuratury.

Jak usłyszeliśmy od Grażyny Wawryniuk – rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku – biegły, który pracował wczoraj na miejscu, nie był w stanie ustalić przyczyny śmierci mężczyzny. Dlatego konieczna będzie sekcja zwłok.

Ciało przykryte gałęziami

Nie można wykluczyć, że doszło do zabójstwa. Z nieoficjalnych informacji reportera RMF FM wynika, że ciało znaleziono w pobliżu domu letniskowego, który wynajmowany był trzem pracownikom z Ukrainy. Mieszkał tam również nieżyjący mężczyzna.

Przykryte gałęziami zwłoki znaleźć miał właściciel posesji. Od soboty miał nie widzieć jednego z wynajmujących. Od poniedziałkowego wieczora dwóch pozostałych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ostrołęka: CBA zatrzymało 4 osoby w związku z łapówkami przy przetargach PGE

W kilkudziesięciu miejscach na terenie kraju prowadzone są przeszukania m.in. w siedzibach spółek grupy kapitałowej PGE Dystrybucja S.A. – informuje CBA. Cztery osoby zostały zatrzymane przez funkcjonariuszy gdańskiej Delegatury CBA w wspólnej akcji z Prokuraturą Regionalną w Białymstoku.

Sprawa ma związek z podejrzeniem wręczania i przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za ujawnianie informacji istotnych z punktu widzenia prowadzonych postępowań przetargowych przez PGE Dystrybucja S.A – podaje CBA. Trwają przeszukania w siedzibach spółek grupy kapitałowej PGE Dystrybucja S.A. oraz w kilkudziesięciu miejscach innych na terenie kraju.
Źródło info i foto: Money.pl

Brutalna interwencja policji wobec mężczyzny z hulajnogą w Jeleniej Górze. Jest wideo z monitoringu

Policja odpowiada na zarzuty związane ze zbyt brutalną interwencją funkcjonariuszy w jeleniogórskim autobusie. – Mężczyzna był poszukiwany do ustalenia miejsca pobytu, a ponadto znieważył interweniujących funkcjonariuszy oraz groźbą próbował zmusić ich do odstąpienia od wykonywania czynności – tłumaczy się policja oraz publikuje nagranie z monitoringu w autobusie.

W niedzielę 30 sierpnia w jednym z autobusów miejskich w Jeleniej Górze doszło do incydentu. Policjanci siłą wyciągnęli 35-letniego mężczyznę z pojazdu i na oczach dwójki jego dzieci zakuli go w kajdanki. Powodem interwencji był niedozwolony przejazd autobusem z hulajnogą elektryczną. Nagranie wywoła oburzenie w internecie oraz oskarżenia o brutalność policji. Poseł KO Dariusz Joński zapowiedział złożenie interpelacji do MSWIA.

– Istotnym w tej sprawie jest fakt, że kilka godzin przed zatrzymaniem 35-latka te same dzieci chcąc podróżować autobusem z hulajnogą elektryczną, zostały poproszone przez kierowcę o jego opuszczenie, co uczyniły – przekazała policja.

Kilka godzin później w autobusie pojawił się 35-latek z hulajnogą elektryczną. Broniąc się przed zarzutami o brutalność, policja opublikowała nagranie z monitoringu, na którym widać całość interwencji. Policja zwraca uwagę na to, że przed siłowym wyprowadzeniem mężczyzny z autobusu, funkcjonariusze prowadzili z nim dłuższą rozmowę. Na interwencje z użyciem środków przymusu bezpośredniego zdecydowano się dopiero, kiedy okazało się, że konwersacja jest bezskuteczna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policja zatrzymała pijanego pasażera autobusu. Okazało się, że był poszukiwany

Był poszukiwany, znajdował się pod wpływem alkoholu i znieważył funkcjonariuszy – poinformowała policja, odnosząc się do zatrzymania mężczyzny w autobusie miejskim w Jeleniej Górze. Doszło do tego na oczach jego płaczących dzieci. Film przedstawiający fragment interwencji trafił do sieci.

„Mężczyzna był poszukiwany – interwencja w związku ze zgłoszeniem kierowcy wobec mężczyzny pod wpływem alkoholu, który pomimo próśb kierowcy naruszał prawo, znieważył interweniujących funkcjonariuszy, był poszukiwany oraz groźbą próbował zmusić ich do odstąpienia od czynności” – podała na Twitterze policja.

To reakcja na zatrzymanie, do którego doszło w niedzielę, około godziny 21, na ulicy Wojska Polskiego w Jeleniej Górze. Policjanci interweniowali, ponieważ mężczyzna nie chciał wyjść z elektryczną hulajnogą z autobusu miejskiego.

Film przedstawiający fragment zajścia trafił do internetu. – Informuję pana po raz ostatni, bo nie będę z panem dyskutował. Albo pan zacznie wykonywać moje polecenia i z hulajnogą opuści autobus, albo użyję wobec pana środków przymusu bezpośredniego. Proszę wziąć hulajnogę i wysiąść – zwrócił się do mężczyzny jeden z funkcjonariuszy. – Nie. Mogę zadać pytanie – odpowiedział mężczyzna. – Nie proszę pana – odpowiedział policjant.

Na oczach dzieci

Następnie dwóch funkcjonariuszy obezwładniło mężczyznę, wyprowadziło go siłą z autobusu, a na przystanku autobusowym położyło na ziemię i założyło kajdanki. Świadkami były dzieci – dwie córki mężczyzny i koleżanki jednej z nich. – Tato, tatusiu – wołały córki. Słychać było przeraźliwy krzyk i rozpaczliwy płacz dzieci.

– Dzwoń do mamy! – krzyknęła jedna z dziewczynek. Dzieci próbował uspokoić mężczyzna, prawdopodobnie kierowca autobusu. – Ale co się dzieje! Ale co się z nim stało – chce wiedzieć druga z dziewczynek. – Nic. Skują go i zabiorą go – rzucił ten mężczyzna. – Ale gdzie – dzieci nie rozumieją. – Na komendę pewnie – wyjaśnił. Następnie, przy nieustającym krzyku dzieci, widać, jak policjanci prowadzą skutego mężczyznę do radiowozu. Jedno z dzieci informuje, że nagrało całe zdarzenie.

„Ktoś oszalał! Składam interpelacje MSWiA o celowość takich akcji” – napisał na Twitterze poseł Dariusz Joński udostępniając film.

Oświadczenie w sprawie interwencji zamieściła na Facebooku Komenda Miejska Policji w Jeleniej Górze. „Policjanci (…) zatrzymali 35-letniego jeleniogórzanina podejrzanego o znieważenie funkcjonariuszy oraz o zmuszanie ich groźbą do odstąpienia od czynności prawnych” – napisano. Jak dodano, „mężczyzna poszukiwany był do ustalenia miejsca pobytu przez Prokuraturę Rejonową w Jeleniej Górze”. Fakt ten wyszedł na jaw w trakcie interwencji.

Prośba i interwencję

Jeleniogórska KMP wyjaśnia okoliczności zdarzenia. „30 sierpnia, około godziny 21. do oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji zwrócił się kierowca autobusu komunikacji miejskiej o podjęcie interwencji wobec pasażera, który próbował przewieźć hulajnogę elektryczną, co jest niezgodne z regulaminem przewoźnika” – zaznaczono.

Policja potwierdziła, że mężczyzna przebywał w autobusie z trójką nieletnich w wieku 8 i 14 lat (starszej córce towarzyszyła koleżanka, jej rówieśniczka). „Od mężczyzny wyraźnie było czuć zapach alkoholu” – podkreśliła policja. „Policjanci ponownie poinformowali mężczyznę o tym, że może kontynuować podróż bez hulajnogi bądź z nią wysiąść” – zaznaczyła KMP w Jeleniej Górze.

Zapewniła też, że funkcjonariusze polecili mężczyźnie, aby wysiadł z autobusu „w związku z faktem łamania regulaminu przewoźnika, jak również w związku z koniecznością wykonania czynności odnośnie ustalenia jego miejsca pobytu”. „35-latek jednak nie reagował na żadne polecenia, wobec tego funkcjonariusze zmuszeni byli użyć środków przymusu bezpośredniego i wyprowadzić go z autobusu” – relacjonuje policja.

Podkreśliła przy tym, że w trakcie przewozu do komisariatu mężczyzna był wulgarny, agresywny, wyzywał funkcjonariuszy. „Został zatrzymany w policyjnym areszcie. Następnego dnia przedstawiono mu zarzuty w tej sprawie” – poinformowała jeleniogórska policja.

Za popełnione czyny mężczyźnie może grozić nawet do 3 lat pozbawienia wolności. Prokurator Rejonowy w Jeleniej Górze zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji.
Źródło info i foto: TVP.info

Belgia: Nazistowskie gesty podczas interwencji policji

Oburzenie w Belgii po tym jak media ujawniły nagranie pokazujące brutalność funkcjonariuszy podczas interwencji na lotnisku Charleroi w 2018 r. Sprawa dotyczy Słowaka Józefa Chovaneca. Został zatrzymany na lotnisku, ponieważ odmówił okazania biletu i zachowywał się niewłaściwie. Ujawnione w czwartek nagranie z kamery przemysłowej, pokazuje jak mężczyzna znajduje się sam w celi, a następie zaczyna uderzać głową w ścianę. Z filmu nie wynika, co spowodowało takie zachowanie. Po kilkunastu sekundach Chovanec jest zakrwawiony, podobnie jak ściana.

Aby powstrzymać go od dalszego okaleczania się, do akcji wkraczają funkcjonariusze federalnej policji lotniczej. Siłą zmuszają go do położenia się na łóżku i ograniczają mężczyźnie ruchy. Jeden z oficerów siedzi na Słowaku przez dłuższy czas. W tym czasie – jak widać na nagraniu – jedna z policjantek podnosi do góry rękę w nazistowskim pozdrowieniu i przykłada dwa pace pod nos, naśladując hitlerowski wąsik.

Minister sprawiedliwości belgijskiego rządu federalnego Koen Geens określił nagranie jako „szokujące”, a zachowanie policji jako nieodpowiednie.

Wiceszef policji federalnej tymczasowo opuścił stanowisko

W czwartek wieczorem odpowiedzialny za jednostki lotnicze wiceszef policji federalnej Andre Desenfants ogłosił, że opuszcza swoje stanowisko. Jak tłumaczył, była to jego osobista decyzja, mimo że sam nie popełnił błędu w tej sprawie. Desenfants zaznaczył, że nie zrezygnował, ale tymczasowo opuścił stanowisko do czasu przeprowadzenia śledztwa. Wiceszef policji dodał, że sprawa dotknęła go osobiście, dlatego poprosił komisarza generalnego o zastąpienie go na niezbędny czas.

38-letni mężczyzna, wobec którego podejmowano interwencję, zmarł kilka dni później w wyniku zatrzymania akcji serca. Prokuratura w Charleroi poinformowała, że śledztwo w tej sprawie wkrótce zostanie zakończone.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Funkcjonariusze wielu służb nielegalnie odzyskiwali VAT? Prokuratura chce listy osób

Od ministrów po funkcjonariuszy policji i CBA – Prokuratura Krajowa zażądała listy wszystkich osób, które odzyskiwały VAT za zakupy, wyjeżdżając za granicę – podała w poniedziałkowym wydaniu „Rzeczpospolita” w materiale pt. „Nielegalne misje tax free”.

„Nie tylko wysocy funkcjonariusze Ministerstwa Finansów, którzy wyjeżdżali na zagraniczne misje, odzyskiwali nielegalnie VAT w ramach tax free. Proceder był powszechnie stosowany przez urzędników i funkcjonariuszy wielu służb, którzy byli delegowani do pracy za granicą, głównie do wielu unijnych struktur” – twierdzą źródła „Rzeczpospolitej”.

„Prokuratura Krajowa po naszej publikacji zażądała od skarbówki listy wszystkich delegowanych, którzy kiedykolwiek wystąpili o zwrot VAT” – zaznacza „Rzeczpospolita”. Według nieoficjalnych informacji gazety na liście są prokuratorzy, ministrowie, funkcjonariusze policji, Straży Granicznej, CBA.

Procedura „zwrotu VAT dla podróżnych”, czyli tax free, to podatkowy przywilej, ale nie dla wszystkich. Mogą z niego korzystać wyłącznie „osoby fizyczne nieposiadające stałego miejsca zamieszkania na terytorium Unii Europejskiej” – które mają prawo ubiegać się o zwrot podatku zapłaconego przy nabyciu towarów na terytorium Polski – przypomina dziennik.

„Towary muszą w stanie nienaruszonym zostać wywiezione przez osoby przewożące poza terytorium Unii Europejskiej w bagażu osobistym. Mówiąc wprost: zwrot VAT w procedurze tax free przysługuje tylko osobom „na stałe” mieszkającym poza terenem Unii Europejskiej, a funkcjonariusze delegowani na misje tylko czasowo przebywali za granicą UE” – wyjaśnia poniedziałkowa „Rzeczpospolita”.

Podaje, że biuro inspekcji wewnętrznej na początku lipca złożyło liczące aż 200 stron zawiadomienie do prokuratury w Warszawie, która nadal analizuje czy sprawa kwalifikuje się do wszczęcia śledztwa nadużycia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – jak zakwalifikował to minister finansów, czy też przestępstwo skarbowe w formule postępowania karno-skarbowego.

Zawiadomienie obejmuje czterech funkcjonariuszy, z czego jeden miał odzyskać w ten sposób nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, jednak z informacji „Rz” wynika, że takich osób korzystających z tax free, które posługiwały się paszportami dyplomatycznymi, było znacznie więcej.

„Dlaczego ich nazwiska nie znalazły się w zawiadomieniu? Zbada to Prokuratura Krajowa, która zażądała danych wszystkich urzędników, polityków, funkcjonariuszy wszystkich formacji, którzy występowali o zwrot tax free przy wyjazdach służbowych na misje” – podaje dziennik.

„Nieoficjalnie ustaliliśmy, że wśród tych osób są nawet szefowie służb, byli ministrowie” – informuje poniedziałkowa „Rzeczpospolita”.
Źródło info i foto: onet.pl

Tragiczny finał policyjnej policyjnej interwencji

Prokuratura Rejonowa w Siedlcach wyjaśnia okoliczności tragicznie zakończonej policyjnej interwencji w tym mieście. 34-letni mężczyzna zmarł po tym, jak funkcjonariusze użyli wobec niego gazu i skuli go kajdankami. Tragiczne wydarzenia rozegrały się w piątek na jednej z posesji w Siedlcach. Jak poinformowała mazowiecka komenda policji, funkcjonariuszy wezwała matka zachowującego się agresywnie 34-latka.

Z relacji policjantów wynika, że mężczyzna zachowywał się agresywnie również wobec nich, nie reagował na wydawane mu polecenia.

34-latek uderzył jednego z policjantów w twarz: wtedy użyto wobec niego gazu i założono mu kajdanki.

W pewnym momencie – jak podała mazowiecka komenda – mężczyzna zaczął słabnąć i tracić przytomność. Zmarł mimo udzielonej mu pomocy. Trwa wyjaśnianie okoliczności interwencji. Dzisiaj – jak poinformowała szefowa Prokuratury Rejonowej w Siedlcach Katarzyna Wąsak – policja przekazała śledczym materiały dot. piątkowych wydarzeń.

„W tej chwili trwają czynności dowodowe. Prokurator przesłuchuje w charakterze świadków rodziców 34-latka. W południe ma być przeprowadzona sekcja zwłok mężczyzny, aby ustalić przyczyny jego zgonu” – przekazała prok. Wąsak.

Okoliczności interwencji badają także policjanci z Wydziału Kontroli KWP w Radomiu i z Biura Spraw Wewnętrznych KGP. Jak zaznacza mazowiecka komenda: ze wstępnych ustaleń wynika, że policjanci już wcześniej kilkakrotnie interweniowali w związku z agresywnym i irracjonalnym zachowaniem 34-latka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strefa wolna od policji w Seattle. Znów padły strzały

Policja w Seattle poinformowała, że przy „strefie autonomicznej” w tym mieście, kontrolowanej przez antyrasistowskich demonstrantów, doszło do strzelaniny, w której ranny został mężczyzna. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

To już trzecia strzelanina w „strefie autonomicznej” lub na jej obrzeżach w ostatnich dniach. Strefę wolną od policji utworzyli dwa tygodnie temu w Seattle demonstranci protestują przeciwko rasizmowi i brutalności mundurowych.

Władze miasta zapowiedziały likwidację obozowiska demonstrantów i powrót funkcjonariuszy do okupowanej przez nich części miasta.

Już wcześniej działania demonstrantów w Seattle i bezczynność władz, potępił prezydent USA Donald Trump, oferując pomoc w szybkim zakończeniu „anarchistycznego protestu”.

We wtorek Trump zapewnił na Twitterze, że „dopóki on jest prezydentem”, takiej strefy nie będzie w Waszyngtonie i ostrzegł, że każda próba jej utworzenia „spotka się z poważną siłą”.

Twitter ukrył wpis prezydenta pod ostrzeżeniem, że narusza on zasady dotyczące „nieodpowiednich treści”, pozostawiając jednak możliwość przeczytania tej wiadomości. „Nasze zasady stanowią, że nie zezwalamy, aby ludzie chcieli lub mieli nadzieję wyrządzić krzywdę osobie lub grupie osób” – wyjaśnił Twitter.

Rzeczniczka Białego Domu Kayleigh McEnany skrytykowała działania Twittera. „Wyjaśnijmy dokładnie, co się właśnie wydarzyło: Twitter powiedział, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie powinien mówić, że będzie przestrzegał prawa” – napisała McEnany na Twitterze.

Antyrasistowskie i antypolicyjne protesty wybuchły w USA pod koniec mają po śmierci Afroamerykanina George’a Floyda, zabitego w Minneapolis przez policjantów.
Źródło info i foto: TVP.info

31-latka rzuciła się z nożami na policjantów. Została śmiertelnie postrzelona. Nowe ustalenia

Użycie broni podczas interwencji w Żyrardowie było zasadne – takie, jak dowiedział się reporter RMF FM – są wstępne ustalenia wewnętrznego postępowania w policji. W miniony czwartek funkcjonariusz śmiertelnie postrzelił kobietę, która zaatakowała go nożem.

Wszczęto już śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa przez kobietę jej partnera. To właśnie w tej sprawie policjanci przyjechali do jednego z mieszkań w Żyrardowie. Kobieta nożami zaatakowała także funkcjonariuszy, nie reagując na użyty wobec niej gaz, ani strzał ostrzegawczy. Zarządzono już sekcję zwłok, która zostanie przeprowadzona jutro. Wtedy być może okaże się, dlaczego kobieta była tak agresywna.

Prokuratura będzie też wyjaśniać – odrębnie od policji – zasadność użycia broni. Pistolet został już zabezpieczony. Śledczy mają też noże, którymi posługiwała się kobieta. Przesłuchano też świadków.

Policjanci zostali wezwani do awantury domowej

W czwartek około 21:00 policjanci wezwani zostali do awantury domowej, w czasie której miało dojść do użycia noża. W mieszkaniu jednej z żyrardowskich kamienic znaleźli zakrwawionego mężczyznę, na podwórzu zaś zastali agresywną kobietę, trzymającą w rękach dwa noże.

Jak relacjonuje rzeczniczka mazowieckiej policji podinsp. Katarzyna Kucharska: „Po wejściu do mieszkania potwierdzono, że na podłodze leży zakrwawiony mężczyzna. Policjanci zaczęli udzielać mu pomocy, gdy usłyszeli krzyki dochodzące z podwórka. Na zewnątrz zobaczyli kobietę, która była agresywna”.

31-latka zachowywała się – jak podaje policja – irracjonalnie, atakowała policjantów, nie reagując ani na ich wezwania, ani na użycie gazu łzawiącego. Nie zadziałał także oddany w powietrze strzał ostrzegawczy. Kolejny oddany został w jej kierunku – jak zaznacza podinsp. Kucharska: „w celu odparcia bezpośredniego zamachu na życie funkcjonariuszy”.

Rannej kobiecie policjanci natychmiast udzielili pomocy, którą kontynuowali wezwani na miejsce ratownicy medyczni. Mimo to 31-latka zmarła w szpitalu. Do szpitala trafił także zraniony przez nią mężczyzna.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 39-letni Momodou Lamin Sisay został zastrzelony przez policję podczas pościgu

39-letni Momodou Lamin Sisay został zastrzelony przez policję w czasie pościgu, do którego doszło 29 maja w Snellville w stanie Georgia. Funkcjonariusze twierdzą, że nie reagował na polecenia i strzelał w ich kierunku. Jak się okazało – ojcem zastrzelonego mężczyzny jest przedstawiciel Gambii przy ONZ – Lare Sisay – który, nie wierząc w słowa policji, domaga się niezależnego śledztwa. O sprawie pisze BBC.

Z relacji funkcjonariuszy wynika, że 29 maja około 4 nad ranem w Snellville w stanie Georgia policyjny patrol próbował zatrzymać pojazd do kontroli. Kierowca jednak nie zatrzymał się, dlatego rozpoczął się pościg. Gdy po zatrzymaniu samochodu policjanci podeszli do pojazdu, kierowca miał wyciągnąć swoją broń i celować w funkcjonariuszy, którzy schowali się za radiowozem i wezwali grupę antyterrorystyczną SWAT.

Jak wynika z wstępnych ustaleń śledczych – Sisay miał strzelić do jednego z funkcjonariuszy, na co jeden z oficerów SWAT miał odpowiedział strzałem. 39-latek zginął na miejscu.

Z opinią śledczych nie zgadza się ojciec ofiary. Jego zdaniem – informuje BBC – policja nie zrobiła wystarczająco dużo, aby pokojowo rozwiązać sytuację. Twierdzi także, że jego syn nie strzelał do policjantów.

„Przeprowadzimy niezależną sekcję zwłok. Chcemy też zlecić prywatnemu śledczemu zbadanie okoliczności śmierci. Jeśli to będzie konieczne, zatrudnimy prawnika, który pozwie stanową policję. Nie odpuścimy” – powiedział Lare Sisay w wypowiedzi cytowanej przez BBC.

We wtorek (3 czerwca) Ministerstwo Spraw Zagranicznych Gambii zwróciło się do ambasady w Waszyngtonie z prośbą o zaangażowanie odpowiednich władz USA w celu przeprowadzenia obiektywnego dochodzenia – podaje BBC.

Momodou Lamin Sisay został zastrzelony cztery dni po śmierci George’a Floyda, który zmarł, gdy w czasie aresztowania został przygnieciony do ziemi przez policjanta. Funkcjonariusz przez dziewięć minut klęczał na szyi 46-latka. Na nagraniu wideo z aresztowania słychać, jak Floyd, który był nieuzbrojony, mówił, że nie może oddychać.

Śmierć Floyda wywołała w wielu miastach USA falę protestów przeciwko brutalności policji.
Źródło info i foto: interia.pl