Rozbito gang oszukujący metodą „na BLIK”

Lubuska Policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą dokonującą oszustw metodą „na BLIK”. Efektem niesłychanie żmudnej i wytężonej pracy śledczych było dotarcie do hermetycznego środowiska, zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie 7 osób, które przestępczy proceder realizowały na terenie całej Polski. W sprawie, która jest rozwojowa, a nadzorowana przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. już postawiono ponad 200 zarzutów.

Przestępczy proceder trwał co najmniej od stycznia 2019 do maja 2020 roku. Realizowany był przez zorganizowaną grupę przestępczą, która z wyłudzeń i oszustw uczyniła sobie stałe źródło dochodu. Na czym zatem polegał mechanizm przestępczy? Oszuści wykorzystywali do tego celu aplikację BLIK. A w zasadnie zaufanie i naiwność osób, bo sama aplikacja jest bardzo bezpieczna. W pierwszej kolejności wykorzystywali oprogramowanie do przejmowania kont na Facebooku. Po kliknięciu na sugerowane do obejrzenia filmy zamieszczane na stronach internetowych znanych wydawców następowało przekierowanie na automatyczne przetwarzanie danych teleinformatycznych. Kiedy oszuści już dysponowali loginem i hasłem, nie pozostawało nic innego jak zalogowanie się do określonego konta na Facebooku. A pokrzywdzeni żyli w przekonaniu, że korespondują ze znajomymi. Przestępcy prosili zatem przez komunikator o przesłanie kodu BLIK. Po zdobyciu zaufania i przekonania, że jest to nasz znajomy, nie było większych problemów, aby taki kod przesłać. A co za tym idzie, umożliwić wypłacanie przez oszustów pieniędzy z bankomatów.

Z reguły były to transakcje od tysiąca do 3 tys. zł. Na tę chwilę lubuscy policjanci w sprawie mają ponad 200 pokrzywdzonych. Dotarcie do tej zorganizowanej grupy przestępczej było niezwykle trudne. Do sprawy oddelegowano najbardziej doświadczonych śledczych z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą oraz Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp., którzy wspólnie z Prokuraturą Okręgową krok po kroku zbliżali się do przełomowych ustaleń. Szukali punktów odniesienia, które pozwolą na dotarcie do grupy, w której jej liderzy wykorzystywali tzw. słupy. Żmudna i ciężka praca połączona z doświadczenie rzuciła światło na ten przestępczy proceder.

W październiku 2019 roku doszło do pierwszych zatrzymań na terenie Gorzowa Wlkp. Choć to jedno z wielu punktów na mapie Polski, gdzie oszuści prowadzili swą przestępczą działalność. Ślady zostawili również w Gdańsku, Warszawie, Gryfinie, Poznaniu, Wrocławiu czy Gorzowie Wlkp. oraz innych miastach w kraju. Sześć osób zostało zatrzymanych między październikiem 2019 a styczniem 2020 roku przez policjantów śledczych i zwalczających przestępczość gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Wszystkie usłyszały zarzuty związane z oszustwem, także komputerowym i zostały tymczasowo aresztowane. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli specjalistyczny sprzęt służący do tego rodzaju przestępczości. Jak nie trudno się domyślić były to komputery stacjonarne, laptopy, oprogramowania, telefony komórkowe, modemy, routery, zestawy startowe, karty SIM, karty sieciowe, bankomatowe, dyski itp.

21 maja br. na terenie Szczecina funkcjonariusze z Lubuskiej Policji zatrzymują lidera zorganizowanej grupy przestępczej. To osobą kierująca wszystkimi działaniami w grupie, w której istniał swoisty podział na role. 34-latek z województwa zachodniopomorskiego usłyszał łącznie 35 zarzutów związanych z oszustwami oraz wydawaniem poleceń. Bartosz P. kierował zorganizowaną grupą przestępczą, z której wszyscy jej członkowie uczynili sobie stałe źródło dochodu. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałej szóstce 8 lat. Sprawa ma charakter rozwojowy i nadzorowana jest przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. ustalają w tej sprawie kolejnych pokrzywdzonych, przejmując do prowadzenia podobne sprawy z całej Polski.
Źródło info i foto: Policja.pl

Magdalena K. prosi o azyl polityczny. Sąd na Słowacji przychylił się do wniosku

Sąd na Słowacji przychylił się we wtorek do wniosku Magdaleny K. o wszczęcie procedury udzielenia jej azylu politycznego. Słowaków przekonały argumenty prawników, dotyczące m.in. nieprawidłowości przy powołaniu Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, brutalności polskiej policji oraz braku niezależności polskiej prokuratury. To oznacza, że nie dojdzie na razie do ekstradycji K., podejrzanej o kierowanie gangiem kiboli Cracovii.

Magdalena K. siedzi w słowackim areszcie od 28 lutego. Trafiła tam po półtorarocznej ucieczce przed polskimi śledczymi. Kobieta, która według polskiej prokuratury miała dowodzić gangiem kiboli odpowiedzialnym m.in. za handel na masową skalę narkotykami (zarzuty dotyczą sprowadzenia do Polski 5,5 tony marihuany wartej 88 milionów złotych oraz 120 kilogramów kokainy o wartości 4,3 miliona euro), miała także utrudniać postępowanie karne, składać fałszywe zeznania oraz nakłaniać do tego inne osoby.

Gang, którym miała kierować K., stworzyło trzech braci Z.: Adrian, Jakub i Mariusz. Magdalena K. jest konkubiną tego ostatniego. Mężczyźni byli kibolami Cracovii, zorganizowana grupa przestępcza powstała w oparciu o struktury pseudokibiców. W pewnym momencie gang praktycznie zmonopolizował dostawy narkotyków do Krakowa. Do Małopolski co miesiąc trafiał z Holandii i Hiszpanii nielegalny towar wart 1,5 miliona euro.

Magdalena K. została zatrzymana na Słowacji po tym, jak uciekając z Budapesztu przed tamtejszą policją wpadła w zasadzkę zastawioną przez słowackie służby w miejscowości Zwoleń, około 20 kilometrów od Bańskiej Bystrzycy. Z wnioskiem o ekstradycję K. natychmiast wystąpiła polska prokuratura. Ale obrona kobiety od początku podnosiła problemy z praworządnością w Polsce, które uniemożliwiłyby jej sprawiedliwy proces.

Argumenty przeciw polskiemu wymiarowi sprawiedliwości

Polski obrońca Magdaleny K. i jej słowacki pełnomocnik zasypywali sąd w Bańskiej Bystrzycy opisami przypadków łamania praworządności w Polsce oraz trwających wiele lat śledztw prokuratorskich, w trakcie których stosowany jest areszt wydobywczy, wskazywali na brutalność i nadużycia policji (między innymi opisywali szczegóły zastrzelenia przez policję Adriana Z., brata konkubenta Magdaleny K., podczas próby jego zatrzymania).

Do kolejnego przesłuchania przed słowackim sądem, który miał decydować o ekstradycji Magdaleny K., doszło w poniedziałek. Kobieta mówiła m.in. o sytuacji z nieprawidłowościami przy wyborze Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Po wysłuchaniu jej racji oraz jej obrońcy, we wtorek podczas trwającego zaledwie kilka minut posiedzenia sąd w Bańskiej Bystrzycy nie zgodził się na ekstradycję Magdaleny K. i przychylił się do jej wniosku o wszczęcie procedury dotyczącej przyznania azylu politycznego. Jego rozpatrywanie może potrwać kilka tygodni. Do tego czasu Magdalena K. pozostanie w areszcie w Bańskiej Bystrzycy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kolejny akt oskarżenia przeciwko polsko-wietnamskiemu gangowi plantatorów konopi indyjskich

Kolejne 14 osób zostało oskarżonych przez podkarpackie „pezety” Prokuratury Krajowej w śledztwie dotyczącym polsko-wietnamskiego gangu prowadzącego plantacje konopi indyjskich. Według śledczych z roślin znalezionych w zlikwidowanych uprawach można było wyprodukować blisko 140 kg marihuany. Niewykluczone, że wcześniej gang zebrał kilka razy większe plony.

Śledztwo Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej dotyczy trzech zlikwidowanych plantacji konopi indyjskich. Upraw doglądali „ogrodnicy” w Wietnamu.

Dwie największe plantacje odkryto w Bienicach (woj. zachodniopomorskie) i Gołdapi (woj. warmińsko-mazurskie). Pierwszą funkcjonariusze CBŚP zlikwidowali 29 maja 2018 r. Na miejscu znaleźli 2735 krzewów konopi indyjskich. Przejęli także 13 kg gotowego suszu.

Trzy dni później, 1 czerwca „cebesie” wkroczyli na teren jednej z posesji w Gołdapi. Na poddaszu budynku mieszkalnego policjanci znaleźli 1139 roślin. W budynku znajdowało się ponadto 50 kg marihuany. Dotychczas podkarpackie „pezety” skierowały do sądów w Częstochowie i Szczecinie, dwa katy oskarżenia przeciwko dziewięciorgu osobom zamieszanych w produkcję marihuany. W postępowaniach zapadły już, nieprawomocne wyroki skazujące.

Tym razem oskarżono 14 osób. Osiem, w tych dwóch Wietnamczyków, odpowie za udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz uprawę konopi innych niż włókniste i wytwarzanie znacznej ilości marihuany.

Kolejnych sześć osób zostało oskarżonych o pomocnictwo w uprawie konopi i produkcję znacznej ilości narkotyków. Za „wytwarzanie środków odurzających” grozi do 15 lat więzienia i przepadek zysków osiągniętych w ten sposób.

Według prokuratury z zlikwidowanych upraw uzyskano by co najmniej 137 kg marihuany. Przyjmując, że średnia cena hurtowa kilograma marihuany wynosi 14 tys. zł, łączna wartość narkotyków wynosiła prawie 2 mln zł. W detalu ta suma byłaby nawet trzykrotnie wyższa.
Źródło info i foto: TVP.info

Funkcjonariusze CBŚP przejęli arsenał gangu handlującego bronią

Policjanci CBŚP, wspierani przez antyterrorystów BOA, uderzyli w gang handlarzy bronią, przejmując 45 karabinów, 13 pistoletów oraz trzy pistolety maszynowe i ok. 7 tys. sztuk amunicji. Zatrzymano pięciu podejrzanych. Grupa, do której należeli, działała od kilku lat, zaopatrując w broń zarówno przestępców, jak i kolekcjonerów czy zwykłych miłośników militariów.

Handlarzy bronią rozpracowują od kilku miesięcy funkcjonariusze CBŚP z Włocławka. Początkowo śledztwo nadzorowała lokalna okręgówka, ale po jakimś czasie przejął je Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Z informacji operacyjnych wynikało, że m.in. na terenie woj. kujawsko-pomorskiego działa prężny gang zajmujący się pozyskiwaniem i „uzdatnianiem” broni oraz materiałów wybuchowych i amunicji. Towar trafiał później do gangów lub miłośników broni. Proceder ten miał trwać kilka lat.

Mieli na składzie nawet pepeszę

Funkcjonariusze zebrali dowody i postanowili zatrzymać najbardziej aktywnych „zbrojmistrzów”. Wspierani przez antyterrorystów z BOA i pirotechników, wkroczyli jednocześnie do kilkunastu domów, mieszkań i lokali, wykorzystywanych przez rozpracowywaną grupę. Akcję przeprowadzono na terenie województw kujawsko-pomorskiego, łódzkiego i wielkopolskiego. Podczas przeszukań zabezpieczono: 45 karabinów, 13 pistoletów, 3 pistolety maszynowe, ok. 7 tys. sztuk amunicji różnego kalibru (do broni bojowej, myśliwskiej i sportowej), kilkadziesiąt elementów broni takich jak: lufy, magazynki, kolby zamki, mechanizmy spustowe, sprężyny i inne. Zabezpieczono ponad 100 zapalników elektrycznych różnego typu, znaczne ilości prochu czarnego oraz lont prochowy.

Zatrzymano pięć osób, które usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym oraz nielegalnego handlu bronią palną i amunicją. Sąd Rejonowy we Włocławku zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec wszystkich podejrzanych.

Policjanci i prokuratorzy zapowiadają kolejne zatrzymania, w tym klientów rozbitej grupy.
Źródło info i foto: TVP.info

Starachowicki gang odpowie za obrót narkotykami wartymi ponad 15 mln złotych

Narkotyki warte ponad 15 mln zł, miał wprowadzić do obrotu gang Damiana S. ze Starachowic, rozbity przez kielecką policję i prokuraturę. 33-letni boss oraz 19 jego podwładnych i klientów, zostali właśnie oskarżeni o kilkadziesiąt przestępstw. Jedna z osób odpowiada za nakłanianie świadka koronnego do fałszywych zeznań.

Początkiem końca gangu była akcja policjantów z wydziału antynarkotykowego świętokrzyskiej komendy wojewódzkiej z 1 marca 2018 r. Tego dnia, pod wieczór, funkcjonariusze wkroczyli do domu 66-letniego mieszkańca Starachowic. Z informacji operacyjnych wynikało, że mężczyzna zamieszany jest w przemyt i dystrybucję narkotyków. Podczas przeszukania domu i garażu 66-latka policjanci znaleźli prawie 13 kg marihuany, 10 litrów płynnej amfetaminy (z której można uzyskać około 14 kg narkotyku w proszku) oraz prawie 19 tys. tabletek ecstasy. Wartość przejętych narkotyków przekraczała dwa miliony złotych. Zabezpieczono także sprzęt do „suszenia” płynnej amfetaminy.

Podczas akcji zatrzymano gospodarza narkotykowego magazynu oraz 36-letniego mieszkańca Starachowic, który miał z nim współpracować. W Prokuraturze Okręgowej w Kielcach, obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty „udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków” i trafili do aresztów.

Pogrążeni przez świadka koronnego

Dzięki akcji z marca 2018 r., śledczym udało się nakłonić do współpracy jednego z gangsterów. Ten, w zamian za status świadka koronnego, opowiedział o narkotykowych interesach gangu ze Starachowic. Po kilku miesiącach inwigilacji grupy, policjanci i pogranicznicy zatrzymali wiosną 2019 r. kilkunastu członków gangu. Do końca roku zarzuty usłyszało w sumie 20 osób, w tym szef i organizatora bandy – 32-letni Damian S.

Śledczy ustalili, że gang sprowadzał z Hiszpanii marihuanę, a z Holandii narkotyki syntetyczne, takie jak amfetamina czy ecstasy. Towar był rozprowadzany później wśród grup przestępczych z południowej i wschodniej Polski.

Według prokuratury gang Damiana S. wprowadził do obrotu: 250 kg marihuany, 96 kg amfetaminy, 114 tys. tabletek ecstasy i co najmniej kilogram kokainy. Zdaniem śledczych, na czarnym rynku narkotyki te warte były ponad 15 mln zł. Kolejne dwa miliony wart był towar znaleziony podczas przeszukań u członków gangu.

22 zarzuty bossa

Damian S., usłyszał łącznie 22 zarzuty, w tym m.in.: „założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, udziału w przemycie narkotyków, udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków, utrudniania postępowań karnych prowadzonych przeciwko członkom grupy”. O udział w gangu i przestepstwa narkotykowe oskarżono kolejne 17 osób. Pozostali dwaj oskarżeni to jeden z klientów (odpowie za posiadanie znacznych ilości narkotyków) oraz osoba, która nakłaniała świadka koronnego do składania fałszywych zeznań.

Części oskarżonych grozi nawet do 20 lat więzienia. 16 osób wciąż jest w aresztach.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano 3 członków gangu „Mutantów”. Próbowali ukraść bankomat

Policjanci zatrzymali trzech mężczyzn w momencie, gdy próbowali ukraść bankomat zamontowany w jednej z podwarszawskich miejscowości. Przestępcy byli bardzo dobrze przygotowani do tego przedsięwzięcia. Policjanci z wydziału kryminalnego Komendy Stołecznej Policji przez kilka tygodni poszukiwali osób, które próbowały się włamać do bankomatu na terenie powiatu wołomińskiego.

Wytypowali potencjalnych przestępców oraz rozpracowali sposób ich działania, dlatego podejrzewali, że po nieudanym „skoku” osoby te mogą planować kolejne przestępstwo.

Złapani na „gorącym uczynku”

Trzech mężczyzn w wieku 49, 41 i 24 lat ujęto, gdy o godz. 4 nad ranem próbowali włamać się do kolejnego bankomatu w podwarszawskiej miejscowości.

Kradzież urządzenia miała się odbyć po przecięciu kotw, które mocowały bankomat. Kryminalni znaleźli przy zatrzymanych przecinarkę plazmową oraz narzędzia, które miały ułatwić im to zadanie. Zabezpieczono także pistolet hukowy oraz dwa samochody, którym poruszali się mężczyźni.

Do badań trafił także samochód zabezpieczony w miejscu zamieszkania jednego z nich, na którym znaleziono zamontowaną linę stalową służąca do włamań do bankomatów oraz inne przedmioty, które mogły być wykorzystywane w przestępstwach.

Powiązani z gangiem „Mutantów”

49-latek oraz 41-latek byli w przeszłości karani. Ich przestępcza działalność miała związek z tzw. gangiem „Mutantów”. 24-letni wspólnik mężczyzn ma na koncie kradzież oraz włamanie.

Wszyscy usłyszeli zarzuty za usiłowanie kradzieży z włamaniem oraz zostali tymczasowo aresztowani przez sąd. Może im grozić kara do 10 lat pozbawienia wolności. Śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie prowadzą policjanci ze stołecznego Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KSP.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Członkowie gangu związani z „Torcidą”, oskarżeni o ponad 90 przestępstw

O ponad 90 przestępstw śledczy śląskich „pezetów” Prokuratury Krajowej oskarżył 17 osób z gangu związanego z „Torcidą”, najzagorzalszymi kibicami Górnika Zabrze. Grupa była uzbrojona, opłacała adwokata, który miał ją informować o potencjalnych zdrajcach, a „problemy” rozwiązywała silnie rozbudowana bojówka. Niekwestionowanym bossem tej bandy był Arkadiusz L. ps. „Mały”, znany handlarz narkotykami, który w ciągu kilku lat „podbił” kilka śląskich miast.

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zakończyli postępowanie dotycząc kolejnego gangu związanego ze środowiskiem śląskich pseudokibiców. Przed sądem odpowiada już kilkudziesięciu kiboli „Psycho Fans”, groźnej bojówki Ruchu Chorzów.

Teraz przyszła na rozliczenie kolejnej „ekipy” – gangsterów związanych z „Torcidą” Górnika Zabrze. O bandzie było głośno za sprawą akcji CBŚP z maja 2019 r., kiedy to blisko 400 policjantów wkroczyło jednocześnie do kilkunastu domów i mieszkań na Śląsku. Celem obławy było zatrzymanie grupy Krzysztofa M. ps. „Mara”, dowodzącego chuligańską bojówką „Torcidy”. Za kraty trafiło wówczas 17 osób.

Podczas mniej spektakularnych akcji z 2017 r. i 2018 r. ujęto blisko 30 osób. Okazało się, że osławieni chuligani podporządkowani byli Arkadiuszowi L. ps. Mały.
Chuligani z Torcidy zamieszani w przemyt i handel znacznymi ilościami narkotyków

Kibole z Torcidy – chuligańskiej bojówki Górnika Zabrze, współpracowali z narkotykowym gangiem Arkadiusza Ł. ps. „Mały”. Ich rolą było zastraszanie…

Imperium „Małego”

Gang Arkadiusza L. pojawił się na mapie śląskiego półświatka w 2011 r. Początkowo grupa zajmowała się handlem narkotykami na terenie Zabrza. Jednak za sprawą bezwzględności i determinacji, w ciągu pięciu następnych lat rozszerzyła działalność o Gliwice, Bytom i Białą.

Według śledczych „Mały” był niekwestionowanym liderem, który miał ostateczny i decydujący głos. – To on decydował, kto może działać na jego terenie. Chodziło przede wszystkim o dilerów, ale zgodę musieli mieć także inni przestępcy. Arkadiusz L. rozstrzygał także spory między poszczególnymi członkami gangu. Wskazywał także osoby, które są pod jego specjalną ochroną. Czyniło je to de facto nietykalnymi – mówią śledczy z Prokuratury Krajowej.

Przestępca, który podpadł L., nie tylko był usuwany z gangu, ale narażał się na represje ze strony byłych kompanów.

Kibolom imponowało, że podczas chuligańskich akcji „Mały” bardzo często nie był zamaskowany. Po tym jak trafił do celi, jego podwładni często urządzali demonstracje lojalności przed budynkiem aresztu. Zdaniem prokuratury Arkadiusz L. kierował gangiem także zza krat.

Gang jak rodzina

Śledczy z „pezetów” zebrali dowody, że gang „Małego” działał do maja 2019 r. Najwierniejszym wspólnikiem bossa był Przemysław S. ps. „Nowy”, który od sierpnia 2018 r. nadzorował działania organizacji. Do grupy należeli także: Włodzimierz D. ps. „Kecher”, Łukasz L. ps. „Krótki”, Krzysztof S. ps. „Małolat”, Arkadiusz M. ps. „Ruby”, Daniel K., Adrian L. ps. „Lasania”, Łukasz Cz. ps. „Żurek”, Piotr M. ps. „Mizi”, Tomasz M., Łukasz F. ps. „Filut”.

W gangu obowiązywała swoista podległość służbowa. Ale gangsterów, zwłaszcza tych bardziej znaczących, łączyły również więzy towarzyskie i rodzinne. Często razem ćwiczyli na siłowniach czy trenowali sztuki walki. Niektórzy pojawiali się w teledyskach zaprzyjaźnionego rapera. Zaufani członkowie gangu tatuowali sobie litery „BRT”.

W skład ekipy Arkadiusza L. wchodziło kilka podgrup. Jednym z takich gangów zawiadywał Łukasz Cz. ps. Boruta. Inną, w skład której wchodzili chuligani związani z „Torcidą”, miał kierować Krzysztof M. ps. „Mara”. Zarządzana przez niego bojówka była dobrze zorganizowana. Na jeden telefon od szefostwa, mobilizowało się nawet kilkudziesięciu chuliganów.

Członkowie grupy korzystali z usług tego samego adwokata, który według prokuratury, miał być łącznikiem między zatrzymanymi przestępcami, a ich kompanami na wolności. Prawnik miał wiedzieć o tym, kto obciąża przestępców, którzy uniknęli zatrzymań. Zdrajców lub świadków zastraszali, wspomniani już bojówkarze.

Miliony z narkotyków

Podstawowym źródłem zarobku bandy „Małego” był handel znacznymi ilościami marihuany, haszyszu, amfetaminy, kokainy, mefedronu i ekstazy. Gang przemycał większość towaru z Holandii czy Hiszpanii, ale sam też miał zajmować się produkcją niektórych substancji psychoaktywnych. W ciągu blisko dekady działalności grupa miała wprowadzić do obrotu kilkaset kilogramów narkotyków, wartych kilka milionów złotych.

Każdy z dilerów związany z gangiem musiał mieć swoistą „licencję”. Mógł odbierać towar od członków grupy, nie mógł prowadzić żadnych interesów z przestępcami spoza ekipy. Groziła za to kara finansowa, a nawet ciężkie pobicie.

Według prokuratury gang używał często „sprzętu”: siekier, maczet, noży, kijów bejsbolowych, pałek teleskopowych, a nawet broni palnej. Pistolety znaleziono m.in. u „Małego”, Rafała N. i Damiana P. Podczas napadów, a także ustawek i polowań na bojówki innych drużyn piłkarskich, gangsterzy używali licznych urządzeń elektronicznych, takich jak zagłuszacze lub nadajniki GPS.
Źródło info i foto: TVP.info

Handlowali dopalaczami, które zabiły co najmniej dziewięć osób

12 osób zostało oskarżonych o handel dopalaczami, po zażyciu których w Łodzi i Bełchatowie zmarło w 2018 r. dziewięć osób. Z ustaleń śledczych z łódzkich „pezetów” Prokuratury Krajowej wynika, że ofiary zabił fentanyl znajdujący się w środkach sprzedawanych jako „Alfa” i „Gałgan”. Wspomniana substancja to syntetyczny opioid, setki razy silniejszy od morfiny, uważany za najniebezpieczniejszy narkotyk na świecie.

Latem i jesienią 2018 r. w Łodzi i Bełchatowie zmarło ponad 10 osób w wieku od 19 do 40 lat. Wszyscy zażywali przed śmiercią dopalacze.

Jedno z pierwszych zatruć miało miejsce pod koniec lipca 2018 r. w Bełchatowie, gdzie znaleziono martwego młodego mężczyznę. Badania toksykologiczne wykazały, iż chłopak zatruł się pochodnymi fentanylu: 4-FiBF oraz α-PiHP. Substancje te znajdowały się w bardzo popularnych wówczas dopalaczach o nazwach „Alfa” i „Gałgan”.

Pierwszą sprzedawano w postaci proszku lub kryształów, druga przypominała ciemną masę i oferowano ją jako „syntetyczny zamiennik haszyszu”. Szybko okazało się, że większość ofiar zatruła się wspomnianymi „używkami”.

Komendant wojewódzki policji w Łodzi powołał wówczas specjalną grupę śledczą, która miała ustalić sprzedawców zabójczych dopalaczy. W jej skład weszli funkcjonariusze z wydziałów antynarkotykowych, ale także cyberprzestępczości, bo używki sprzedawano m.in. przez internet.

Śledztwo w sprawie serii zgonów powierzono Łódzkiemu Wydziałowi Zamiejscowemu Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Jedno zaciągnięcie i zgon

Prokuratorom udało się zebrać dowody, że aż dziewięciu zmarłych zażywało dopalacze na bazie fentanylu. Zawierały one tak dużo tej groźnej substancji, że ofiary umierały po zażyciu niewielkiej ilości „Alfy” lub „Gałgana”. Mało tego, stwierdzono, że niektóre ofiary mogły umrzeć po jednorazowym zaciągnięciu się rzekomym syntetycznym haszyszem.

Po kilkunastu miesiącach śledczym udało się zakończyć wątki sprawy dotyczące śmierci czterech osób, w tym trzech na terenie Łodzi i jednej w Bełchatowie. Prokurator łódzkich „pezetów” skierował do Sądów Okręgowych w Łodzi i Piotrkowie Trybunalskim trzy akty oskarżenia przeciwko 10 mężczyznom i dwóm kobietom zajmującym się handlem dopalaczami.

Odpowiedzą oni m.in. za „sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez wprowadzenie do obrotu dopalaczy, zawierających takie substancje jak m.in. 4-FiBF, α-PIHP, α–PVP, MDMB-CHMICA. Część oskarżonych jest oskarżona dodatkowo o handel „zwykłymi” narkotykami. Wszystkim grozi do 12 lat więzienia.

Wciąż trwa śledztwo w sprawie pięciu innych ofiar „Alfy” i „Gałgana”.

Ofiary gangu „króla dopalaczy”

W ostatnich latach w całej Polsce zmarło do kilkudziesięciu osób, które zażyły dopalacze zawierające fentanyl. Pod koniec grudnia 2019 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ, oskarżyła 71 osób o handel dopalaczami. Śledczy odkryli, że w 2017 r., co najmniej siedmioro klientów tego gangu zatruło się środkami o nazwie BUC-3 i BUC-8, w skład których wchodziły fentanyl i benzylfentanyl.

Opinie toksykologiczne wykazały, że dawka niebezpieczna tych środków wynosi 200 mikrogramów, a potencjalnie śmiertelna – 1,0 mg.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Młodociana szajka handlowała pornografią z udziałem dzieci

Policja niemieckim w Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) rozbiła szajkę handlującą pornografią dziecięcą w sieci. Śledztwem objęte są 42 osoby, w tym domniemany herszt grupy – 14-latek. Agencja AFP wskazała, że ze wstępnego rozpoznania wynika, iż chłopak namówił dwie dziewczynki, aby przesłały mu pornograficzne zdjęcia i filmy z ich udziałem. Otrzymanymi materiałami następnie handlował w internecie.

Podczas śledztwa w sprawie wykorzystywania seksualnego, szerzenia treści pornograficznych z udziałem dzieci oraz oszustw zidentyfikowano 31 mężczyzn w wieku od 16 do 58 lat, którzy byli klientami głównego sprawcy.

Telewizja Deutsche Welle wskazała, że nastolatek dokonywał transakcji, posługując się wirtualną walutą. Aby uzyskane w ten sposób walory zamieniać na pieniądze, sprzedawał on potem e-walutę innym młodocianym, którzy byli wtajemniczeni w proceder lub sami rozprowadzali pornografię dziecięcą.

Sąd orzekł już o winie głównego oskarżonego na podstawie prawa karnego nieletnich. Musiał zapłacić karę pieniężną i finansowo zadośćuczynić swoim ofiarom. Dziewięciu innych nieletnich objętych zostało specjalną kuratelą pedagogiczną. Śledztwo przeciwko innym podejrzanym jeszcze się toczy.
Źródło info i foto: TVP.info

CBŚP zlikwidowało ogromną plantację marihuany

37-latka podejrzanego o udział w grupie przestępczej oraz produkcję i handel narkotykami zatrzymali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Podczas akcji ubrani byli w kombinezony ochronne i maseczki. W piwnicy domu odkryli i zlikwidowali plantację konopi, na której rosło 330 krzewów.

Do zatrzymania 37-letniego Krzysztofa G. doszło w Krakowie. – Mężczyzna jest podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej powiązanej ze środowiskiem pseudokibiców jednego z klubów sportowych – informuje Iwona Jurkiewicz z Centralnego Biura Śledczego Policji.

Działania prowadzone były na polecenie małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej.

Plantacja pod domem

Podczas przeszukania domu Krzysztofa G. okazało się, że w piwnicy znajduje się plantacja narkotyków. W sumie zabezpieczono tam 330 krzaków konopi. Do tego policjanci znaleźli ponad 460 sztuk tabletek.

– Po przeprowadzeniu wstępnych badań 250 z nich wykazuje obecność substancji psychotropowej o nazwie MDMA. Odnaleziono także półprodukty (wypełniacze) do produkcji tabletek oraz dwa urządzenia do ich wytwarzania tak zwane tabletkarki. Policjanci przejęli również inne przedmioty i substancje, które mogą być wykorzystywane do wytwarzania lub przerabiania substancji psychotropowych oraz sterydów anabolicznych – wymienia Jurkiewicz.

Prokurator przedstawił Krzysztofowi G. zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, udziału w obrocie 18 kilogramów marihuany, 7 kilogramów mefedronu, uprawę konopi innych niż włókniste oraz wyprodukowanie znacznych ilości tabletek MDMA.

– Podejrzanemu grozić może kara do 20 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące – wyjaśnia Jurkiewicz.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik, Krzysztof G. miał być członkiem zorganizowanej grupy przestępczej powiązanej z środowiskiem pseudokibiców klubu piłkarskiego Cracovia Kraków.

– Śledztwo, w toku którego zatrzymano Krzysztofa G., toczy się przeciwko Magdalenie K. (podejrzana o kierowanie grupą przestępczą związaną z kibolami Cracovii). Stanowi ono kolejny wątek i kontynuację postępowania zakończonego 24 grudnia 2019 roku skierowaniem do Sądu Okręgowego w Krakowie aktu oskarżenia przeciwko Mariuszowi Z. i dziewiętnastu innym podejrzanym – podała rzeczniczka PK.
Źródło info i foto: tvn24.pl