Magdalena K. aresztowana na 3 miesiące

Podejrzana o kierowanie bojówką kiboli Cracovii Magdalena K. została w czwartek aresztowana na trzy miesiące przez krakowski sąd. 32-latce, która tydzień wcześniej została sprowadzona ze Słowacji na podstawie listu gończego grozi łącznie aż 15 lat pozbawienia wolności.

W czwartek po południu Dział Prasowy Prokuratury Krajowej poinformował o przychyleniu się przez krakowski sąd do wniosku prokuratora Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Wnioskował on o trzymiesięczny areszt dla Magdaleny K., zaś w argumentacji wyrażono obawę o ucieczkę i ukrywanie się 32-latki.

W środę, tuż po sprowadzeniu ze Słowacji, Magdalena K. została przesłuchana. Postawiono jej zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przemytu i handlu narkotykami, utrudniania postępowania karnego w innym śledztwie oraz składania fałszywych zeznań i nakłaniania do takiego czynu innych osób.

Dział Prasowy PK poinformował, że zarzucane podejrzanej czyny grożą karą do 15 lat pozbawienia wolności. Magdalena K. nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.

Magdalena K. miała kierować gangiem po śmierci partnera

Śledczy ustalili, że 32-latka kierowała gangiem, w skład którego wchodziło kilkudziesięciu członków bojówek Cracovii. Grupa miała się zajmować nielegalnym obrotem środkami odurzającymi, a także dopuszczać się czynów przeciwko życiu i zdrowiu, nierzadko z użyciem noży czy maczet.

Co więcej, na etapie śledztwa wykazano, że grupa przestępcza sprowadziła z Hiszpanii do Polski co najmniej 5,5 tony marihuany o czarnorynkowej wartości 88 mln złotych, a także 120 kg kokainy z Holandii o wartości około 4,3 mln euro.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Masakra mormonów z 2019 roku. W Meksyku zatrzymano domniemanego sprawcę

W Meksyku schwytano przywódcę gangu podejrzanego o zamordowanie dziewięciu kobiet i dzieci w listopadzie 2019 roku – potwierdziły w środę władze. Waszyngton uznał aresztowanie za zwycięstwo dwustronnej współpracy służb specjalnych. W biały dzień, 4 listopada 2019 roku nieznani mordercy z karteli narkotykowych zastrzelili trzy kobiety i sześcioro dzieci z rodzin pochodzenia mormońskiego w granicznym stanie Sonora, w północnej części Meksyku, wywołując falę oburzenie w Meksyku i Stanach Zjednoczonych.

Po masakrze prezydent USA Donald Trump wezwał Stany Zjednoczone i Meksyk do „wojny” z kartelami i ostrzegł, że będzie je traktował jako grupy terrorystyczne. Później wycofał się z tej groźby.

„Intelektualny architekt” masakry

W poniedziałek siły bezpieczeństwa zatrzymały Roberto Gonzaleza, w północnym stanie Chihuahua, wraz z dwoma innymi domniemanymi członkami organizacji przestępczej „La Linea” – poinformowało w środę biuro prokuratora generalnego Meksyku. Prokurator oskarżał Gonzaleza o to, że był „intelektualnym architektem” masakry. – Wciąż jest tak wiele do wyjaśnienia, co się wydarzyło, ale przynajmniej te aresztowania są postępem w tej sprawie – powiedział Adrian LeBaron, który stracił córkę i troje wnucząt podczas ataku.

Aresztowania podejrzanych o dokonanie zbrodni nastąpiły po okresie eskalacji dwustronnych napięć związanych ze schwytaniem meksykańskiego byłego ministra obrony Salvadora Cienfuegosa w Los Angeles. Wieloletnie śledztwo i sprawa przeciwko generałowi podejrzanemu o handel narkotykami i zabójstwa zostały zakończone w ubiegłym tygodniu niespodziewaną decyzją o jego zwolnieniu, która według amerykańskich prokuratorów była konieczna dla zapewnienia dwustronnej współpracy w zakresie bezpieczeństwa.

„Będzie sprawiedliwość!”

Ambasador USA w Meksyku Christopher Landau pogratulował meksykańskim siłom bezpieczeństwa nowych aresztowań. „Doskonała współpraca między władzami w obu krajach. Będzie sprawiedliwość!” napisał na Twitterze. Reuters poinformował w ubiegłym tygodniu, że Meksyk zobowiązał się do aresztowania przywódcy kartelu w ramach umowy o zniesienie zarzutów handlu narkotykami przeciwko Cienfuegosowi. Władze Meksyku i Biały Dom – jak dodaje Reuters – zaprzeczyły jej istnieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polscy handlarze podrabianych papierosów zatrzymani w Niemczech

13 Polaków zostało zatrzymanych podczas kilkudniowej akcji celników z Essen i prokuratury w Düsseldorfie przeciwko przemytnikom i handlarzom nielegalnych papierosów. Niemieckie służby przechwyciły prawie 3,5 mln podrabianych wyrobów nikotynowych, ponad 120 tys. euro w gotówce oraz pięć strzelających długopisów. Mimo niewielkiego kalibru broni, jest ona bardzo niebezpieczna z bliska, a przede wszystkim łatwa do ukrycia.

Zatrzymania członków polskich gangów tytoniowych, to kolejny etap, prowadzonego od sierpnia 2019 r. śledztwa Biura Dochodzeń Celnych z Essen i prokuratury w Düsseldorfie. Niemcy, które jeszcze dekadę temu były jednym z głównych odbiorców przemycanych papierosów, od kilku lat są krajem tranzytowym dla kontrabandy płynącej szerokim strumieniem do Wielkiej Brytanii m.in. z Polski. Tutaj też gangi organizują m.in. magazyny. Jednak część produkcji z polskich manufaktur trafia także do naszego zachodniego sąsiada.

Obławę na członków gangu, niemieckie służby urządziły w dniach 10-12 listopada. Najpierw w okolicach Bielefeld zatrzymano kierowcę ciężarówki z Polski, w której ukryto ponad 17 tys. kartonów papierosów popularnej marki brytyjskiego koncernu tytoniowego. Oczywiście bez akcyzy. Choć niemieckie służby tego nie podają, to należy domniemywać, że papierosy te były zwykłymi podróbkami o znacznie gorszych parametrach jakościowych i smakowych.

Rankiem 11 listopada ponad setka celników przeszukała jedenaście posesji i mieszkań w Düsseldorfie, Krefeld, Mönchengladbach, Meerbusch i Tönisvorst. Zatrzymano siedmiu Polaków. Podczas akcji skonfiskowano 120 tys. euro w gotówce, „pewną ilość nielegalnych papierosów”, a także pięć długopisów strzelających. Ta przypominająca przybory do pisania broń, mimo małego kalibru – 5,6 mm, z bliska bardzo jest niebezpieczna, a przede wszystkim łatwo ją ukryć. Prawdopodobnie długopisy strzelające miały chronić członków nikotynowego gangu przed konkurentami.

Ostatniego dnia obławy, udało się zatrzymać m.in. dwóch naszych rodaków w wieku 42 i 39 lat, którzy należeli do „zarządu” grupy przestępczej.

Celnicy z Essen obliczyli, że gdyby przejęte podczas akcji papierosy trafiły na czarny rynek, niemiecki skarb państwa straciłby na podatkach ponad 550 tys. euro.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejna udana akcja CBŚP. Fabryka nielegalnych papierosów zlikwidowana

Centralne Biuro Śledcze Policji ogłasza sukces – formacja rozbiła gang działający w woj. łódzkim, która zajmowała się nielegalną produkcją papierosów. 7 osób zostało zatrzymanych, śledczy postawili im zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Sprawą nielegalnej fabryki papierosów od dłuższego czasu zajmowali się funkcjonariusze z CBŚP z Gdańska i Łodzi. Dzięki zebranym w toku pracy informacjom udało się dotrzeć do woj. łódzkiego, gdzie na terenie wynajmowanej prywatnej posesji znajdowała się nielegalna fabryka papierosów.

– Podczas akcji policjanci zatrzymali 7 osób, w tym 2 obywateli Polski i 5 obywateli Białorusi. W wyniku przeszukania pomieszczenia gospodarczego i innych obiektów na posesji funkcjonariusze znaleźli i przejęli maszyny do produkcji papierosów, ponad 1,8 miliona sztuk papierosów, krajankę tytoniową oraz niezbędne do produkcji komponenty. – przekazuje rzecznik prasowa CBŚP.

Z ustaleń formacji wynika, że miesięcznie w takiej nielegalnej fabryce można było wyprodukować co najmniej 10 mln papierosów. CBŚP szacuje, że zabezpieczone materiały w toku przeszukania naraziły Skarb Państwa na 2 mln straty.

– Zatrzymani mężczyźni, w wieku od 32 do 60 lat zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, gdzie przedstawiono im zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz popełnienia przestępstw karno-skarbowych – dodaje nadkom. Iwona Jurkiewicz.

Wszyscy podejrzani zostali aresztowani na 3 miesiące. CBŚP nie wyklucza kolejnych zatrzymań w trakcie toczącej się sprawy.
Źródło info i foto: wp.pl

Słowacja: Magdalena K. zostanie wydana Polsce

Magdalena K. – domniemana przywódczyni gangu krakowskich pseudokibiców, podejrzewana między innymi o przemyt dużej ilości narkotyków – zostanie wydalona do Polski. Tak postanowił dzisiaj Sąd Najwyższy Republiki Słowackiej. Magdalena K. została zatrzymana w lutym na Słowacji. Jej adwokaci wystąpili o azyl na terenie tego kraju powołując się na naruszenie przez Polskę zasad praworządności.

Sąd w Bańskiej Bystrzycy 29 września odrzucił ten wniosek, ale obrońcy odwołali się od tego orzeczenia. Teraz Sąd Najwyższy Słowacji uznał, że nie ma przeszkód, by wobec K. zastosować Europejski Nakaz Aresztowania i by odpowiedziała za swe czyny przed polskim sądem.

„Zaprzeczała, że jest Magdaleną K.”

32-latka była poszukiwana w kraju od listopada 2018 roku na podstawie listu gończego, zaś w lutym 2019 za kobietą wydany został Europejski Nakaz Aresztowania. Otrzymała także czerwoną notą Interpolu, która oznacza najwyższy stopień międzynarodowych poszukiwań w celu aresztowania i ekstradycji.

Magdaleny K. poszukiwali policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z grupy tzw. „łowców cieni” wspólnie z policjantami z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie i z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.

Uzyskaliśmy informację, że poszukiwana znajduje się na Słowacji. Nawiązaliśmy kontakt ze słowacką policją i słowaccy policjanci wspólnie z policjantami Centralnego Biura Śledczego zatrzymali poszukiwaną w Zwoleniu na Słowacji – relacjonował w rozmowie z RMF FM Sebastian Gleń z małopolskiej policji.

Zatrzymania, dodajmy, dokonano w piątek.

Jak dodaje Gleń: Poszukiwana zaprzeczała, że jest Magdaleną K., mówiła, że to pomyłka. Trzeba zaznaczyć, że zmieniła wygląd, kolor włosów, po to, by uniknąć identyfikacji.

To oczywiście nie zmyliło śledczych. Została zatrzymana i w tej chwili przebywa w areszcie na Słowacji. Słowacja ma teraz 60 dni na wydanie decyzji, czy podda ją ekstradycji do Polski – podsumowuje rzecznik małopolskiej policji.

Kierowała gangiem pseudokibiców?

Magdalena K. jest podejrzana o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, przemyt i handel narkotykami, utrudnianie postępowania karnego w innym śledztwie i składanie fałszywych zeznań oraz nakłanianie do tego innych. Kobiecie grozi kara pozbawienia wolności do lat 15. Magdalena K. miała przejąć kontrolę nad gangiem kiboli Cracovii po tym, jak zatrzymany został jej partner, jeden z liderów grupy Mariusz Z. Ta głośna policyjna akcja miała miejsce w grudniu 2017 roku: zatrzymani zostali wówczas bracia Jakub i Mariusz Z. Trzeci z braci, Adrian Z., pseudonim „Zielony”, został zastrzelony podczas próby zatrzymania.

Dziennikarze RMF FM ustalili wówczas, że gdy antyterroryści weszli do mieszkania Adriana Z. na krakowskim Ruczaju, ten rzucił się na nich, a jednemu z nich usiłował wyrwać karabinek i skierować go w stronę funkcjonariuszy. Antyterrorysta drugą ręką sięgnął wtedy po pistolet i strzelił w stronę zatrzymywanego. Adrian Z. – mimo podjętej od razu reanimacji – zmarł.

Właśnie po tych wydarzeniach – o czym informowało tvn24.pl – kontrolę nad gangiem przejąć miały Magdalena K. i partnerka Adriana Z. Ta druga została kilka miesięcy później zatrzymana, K. natomiast wyjechała z kraju i uniknęła aresztowania.

Napady z maczetami, przemyt narkotyków

Według prokuratury, kierowana przez Magdalenę K. grupa, w skład której wchodziło kilkudziesięciu ludzi, zajmowała się nielegalnym obrotem środkami odurzającymi, dopuszczała się również czynów przeciwko życiu i zdrowiu – często z użyciem niebezpiecznych narzędzi jak noże i maczety: w ten sposób członkowie grupy mieli atakować pseudokibiców klubów piłkarskich z Krakowa i Łodzi.

Prokuratura ustaliła, że grupa sprowadziła z Hiszpanii marihuanę w ilości nie mniejszej niż 5 500 kg o szacowanej wartości czarnorynkowej 88 mln złotych i kokainę z Holandii w ilości 120 kg o czarnorynkowej wartości około 4,3 mln euro.
Źródło info i foto: RMF24.pl

PK rozpoczęła śledztwo ws. wycieku 348 stron wyjaśnień ws. Paweł M. ps. „Misiek”

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo, które ma ustalić odpowiedzialnego za wrzucenie do internetu 348 stron wyjaśnień byłego szefa gangu kiboli Wisły Kraków. Wiedza Pawła M. ps. Misiek, który poszedł na współpracę i opowiedział śledczym o przestępstwach popełnianych przez swoich kolegów, od kilku tygodni jest dostępna do ściągnięcia z internetu. – Zaufanie, którym mój klient obdarzył wymiar sprawiedliwości, zostało nadwątlone – mówi tvn24.pl Andrzej Mucha, obrońca Pawła M.

Paweł M. ps. Misiek jest dla kiboli postacią legendarną. Legenda zaczęła się 20 października 1998 r. na stadionie Wisły Kraków. 19-letni wówczas kibol rzucił z trybuny w kierunku boiska nóż. Pech chciał, że trafił i ranił włoskiego piłkarza Parmy Dino Baggio. Dla Wisły skandal skończył się wyrzuceniem z europejskich pucharów, dla „Miśka” – ośmioma latami więzienia.

Pobyt w zakładach karnych Paweł M. wykorzystał na zbudowanie swojej pozycji w środowisku kiboli. Gdy wyszedł na wolność w 2006 r. został przywódcą grupy Wisła Sharks, która z czasem stała się najpotężniejszym gangiem działającym w Krakowie i jedną z najgroźniejszych bojówek w Polsce. Szczytem możliwości gangsterów zarządzanych przez M. było przejęcie w 2016 r. ekstraklasowej drużyny Wisły Kraków. Oprócz tego „Misiek” i spółka zajmowali się handlem narkotykami, rozbojami, kradzieżami, oszustwami.

„Misiek” ucieka do Włoch, ale wraca

Początkiem końca grupy była akcja policji z maja 2018 r. Wtedy za kratki trafiło kilkudziesięciu kiboli, ale sam Paweł M. tuż przed zatrzymaniem wyleciał do Włoch. Polski wymiar sprawiedliwości ściągnął go stamtąd w październiku 2018 r. „Misiek” niemal natychmiast podjął współpracę z policjantami Centralnego Biura Śledczego Policji. Każdego dnia, przez kilka miesięcy, był zabierany z aresztu przez funkcjonariuszy i w lokalu operacyjnym służb godzinami opowiadał o przestępstwach popełnianych przez siebie, członków gangu Sharksów oraz innych kiboli z całej Polski. Wszystko za obietnicę łagodnej kary. Taką możliwość daje artykuł 60 Kodeksu karnego, który przewiduje znaczne obniżenie wyroku dla przestępców, którzy pójdą na współpracę. Osoby, które korzystają z dobrodziejstw tego artykułu nazywa się potocznie „małymi świadkami koronnymi”.

Na podstawie składanych przez „Miśka” wyjaśnień zatrzymano już kilkadziesiąt osób – kiboli Wisły, Cracovii, Lechii Gdańsk, Ruchu Chorzów, Legii Warszawa i wielu innych. Ale do dziś prokuratura nie wywiązała się ze składanych obietnic. Paweł M. nadal siedzi w areszcie (kilka dni temu minęły dwa lata, od kiedy tam trafił), mimo że inne osoby, które też poszły na współpracę, a nawet duża część kiboli zatrzymanych dzięki jego wyjaśnieniom, wyszła już z aresztów. Tymczasem w przypadku „Miśka” nie powstał nawet akt oskarżenia, więc do procesu i ewentualnego złagodzenia wyroku pozostaje długa droga.

Akta do ściągnięcia dla każdego

Na razie prokuratura kieruje do sądu wątki poboczne ze sprawy gangu Sharksów. I właśnie do akt jednej z takich spraw dołączono obszerną część wyjaśnień składanych przez Pawła M. Dokładnie 348 stron opisu kibolskiej drogi „Miśka” na szczyt, wielu przestępstw popełnianych przez Sharksów oraz roli pełnionej w gangu przez poszczególnych kiboli. Zawiera też mnóstwo danych osobowych, adresów i innych danych wrażliwych. Kilka tygodni temu wśród kiboli zaczął krążyć link z gotowym do pobrania plikiem zawierającym wyjaśnienia „Miśka”. Link szybko trafił na portale społecznościowe, a pod koniec września ich treść zaczęli opisywać dziennikarze. Publikacje zawierające akta Pawła M. opublikowało kilkanaście redakcji.

Materiały ze sprawy VI K 207/19 zostały umieszczone w sieci bez zgody Sądu Okręgowego w Krakowie, w którego dyspozycji się teraz znajdują. W trwającym od 2019 r. procesie, w którym oskarżonych zostało pięciu kiboli (Piotr M., Łukasz S., Patryk P., Mateusz P. i Roman Z.), nie ujawniono jeszcze materiału z wyjaśnień Pawła M. i nie przesłuchano większości świadków. Według śledczych i adwokatów upublicznienie części akt może wpłynąć na ich zeznania.

Dlatego zarówno śledczy jak i adwokaci oraz sędziowie z krakowskiego sądu nie kryją oburzenia.

Jak przekazał właśnie tvn24.pl dział prasowy Prokuratury Krajowej wszczęto śledztwo w sprawie wycieku. „Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie wszczął śledztwo w sprawie ujawniania bez zezwolenia protokołów przesłuchania podejrzanego Pawła M. zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, co mogło doprowadzić do naruszenia prawnie chronionego interesu kwalifikowane z art. 241 § 1 kk w zb. z art. 266 § 2 kk” – informuje Prokuratura Krajowa.

– Jestem zadowolony, że takie śledztwo zostało wszczęte. Niezwłocznie po tym, jak dostaliśmy informację o wycieku, zażądałem wszczęcia śledztwa w tej sprawie, bo taka okoliczność zagraża bezpieczeństwu mojego klienta i jego rodziny, a także bezpieczeństwu całego postępowania. Zaufanie, którym mój klient obdarzył wymiar sprawiedliwości, zostało nadwątlone – mówi tvn24.pl Andrzej Mucha, obrońca Pawła M.

Dostęp do akt, które znajdują się w sieci, mieli prokuratorzy, sędziowie oraz pracownicy sądu, a także adwokaci oskarżonych. Postępowanie śledczych w sprawie wycieku znacząco ułatwiła osoba, która wrzuciła do sieci wyjaśnienia „Miśka”. Z metadanych pliku można odczytać, że stworzono go 15 stycznia 2020 o godz. 18:17. Użyto do tego konkretnej wersji jednej z aplikacji do obróbki plików PDF. Na części skanów widać też palce osoby, która kopiowała akta.

Za ujawnienie materiałów z postępowania bez zgody kodeks karny przewiduje karę do dwóch lat, a w przypadku funkcjonariuszy publicznych do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak na komisariat we Francji

Grupa ok. 40 osób napadła na budynek policji, wykorzystując metalowe pręty i fajerwerki. Zniszczono kilka radiowozów oraz szyby budynku. Atak na komisariat w małej miejscowości pod Paryżem wywołał ogólnokrajową debatę na temat bezpieczeństwa policjantów. Prezydent Macron zapowiada spotkanie ze związkami zawodowymi.

France 24 informuje, że do ataku doszło w miejscowości Champigny-sur-Marne pod Paryżem w nocy z soboty na niedzielę (10-11 października). Policjanci zdołali się zabarykadować w budynku, kiedy doszło do ataku. Żaden z mundurowych nie odniósł obrażeń.

Napastnicy zbiegli się pod komisariat na niedługo przed północą. W tym momencie przed budynkiem dwóch policjantów paliło papierosy. Mundurowi zdołali uciec do środka i powiadomić swoich kolegów o niebezpieczeństwie. Grupa kilkudziesięciu napastników była uzbrojona w metalowe pręty oraz fajerwerki. Napastnicy zaczęli demolować policyjne pojazdy oraz wystrzeliwać fajerwerki w kierunku komisariatu.

Mundurowi, znajdujący się na piętrze, odpowiedzieli strzelając w napastników gumowymi kulami oraz gazem łzawiącym. Napastnicy próbowali bezskutecznie wedrzeć się do środka komisariatu. Żaden z policjantów nie został ranny. Zniszczono kilka radiowozów oraz wybito szyby w budynku. Prokuratura przekazała, że analizuje nagrania z monitoringu w celu ustalenia tożsamości napastników.

Minister spraw wewnętrznych, Gerald Darmanin, napisał na Twitterze, że „ci mali dilerzy nikogo nie wystraszą i nie zniechęcą nas do walki z narkotykami”. Według ministra atak związany jest z działaniami państwa wymierzonymi w handlarzy narkotyków

Jednak Laurent Jeanne, burmistrz miasta, podejrzewa, że atak może być odwetem przestępców za wypadek skutera, który miał być rzekomo spowodowany przez funkcjonariuszy policji.

– To był zorganizowany atak około 40 osób, które chciały doprowadzić do bitwy. Od kilku dni mamy napiętą sytuację z ludźmi, którzy okazują chęć walki z policją – powiedział Jeanne dla telewizji BFM TV.
Źródło info i foto: Policja.pl

Dolny Śląsk: Policjanci rozbili gang piorący pieniądze

Policjanci z Dolnego Śląska zlikwidowali grupę przestępczą, która zajmowała się praniem pieniędzy i wyłudzeniami podatku VAT przy obrocie cynkiem, niklem, ołowiem oraz katodami miedzianymi na rynku międzynarodowym na terenie Polski i innych krajów UE. Straty Skarbu Państwa to co najmniej 209 mln zł. W tej sprawie zatrzymano sześć osób, a cztery z nich zostały już tymczasowo aresztowane. Podejrzanym może grozić kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.

Policjanci Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą, Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP we Wrocławiu oraz Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą i Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KMP we Wrocławiu, a także policjanci Oddziału Prewencji Policji we Wrocławiu, w wyniku częściowej realizacji sprawy operacyjnej, na terenie różnych miejscowości województwa dolnośląskiego zatrzymali dwie kobiety w wieku 54 i 75 lat, oraz czterech mężczyzn w wieku od 36 do 62 lat. Bezpośredni nadzór nad czynnościami w ramach prowadzonego śledztwa objęła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu.

Osoby te są podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej w okresie od 2011 r. do 2015 r. przestępstw w zakresie prania pieniędzy oraz wyłudzenia podatku VAT przy obrocie cynkiem, niklem, ołowiem oraz katodami miedzianymi na rynku międzynarodowym na terenie Polski i innych krajów UE.

Wartość strat wynosi nie mniej niż 209 mln zł na szkodę Skarbu Państwa. W toku sprawdzenia mieszkań zatrzymanych policjanci zabezpieczyli dokumentację i nośniki danych informatycznych. Ponadto na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie znacznej wartości, w tym nieruchomość z zabudową parkowo – pałacową wartości nie mniej niż 40 mln zł. Sprawa jest rozwojowa.

Na podstawie zebranych materiałów i dowodów, sąd zastosował już wobec czterech z podejrzanych osób tymczasowe areszty od 2 do 3 miesięcy. Może im grozić kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

FBI: Chcieli porwać gubernator Michigan Gretchen Whitmer

Federalne Biuro Śledcze (FBI) informuje o rozbiciu siatki, która planowała porwanie gubernator stanu Michigan Gretchen Whitmer i szturm na stanowy parlament. W sprawie aresztowano 12 osób.

Z dokumentów FBI wynika, że spiskowcy dwukrotnie omawiali porwanie gubernator do „bezpiecznego miejsca” w Wisconsin. Tam miałaby mieć „proces”. Zdaniem spiskowców Whitmer, która wprowadziła w swoim stanie szerokie restrykcje związane z epidemią koronawirusa, sprzeniewierzyła się konstytucji Stanów Zjednoczonych.

W przekazanym sądowi dokumencie agent FBI informuje, że członkowie grupy mówili m.in. o „zamordowaniu tyranów”. Spiskowcy prowadzili rekrutację do swojej siatki – zachęcali do rozmów z sąsiadami i rozpowszechniania swojego planu.

Grupa początkowo rozważała szturm na stanowy parlament w Michigan. Później jednak głównym planem było porwanie gubernator z jej wakacyjnego domu na północy Michigan. By przygotować się do akcji, w sierpniu i wrześniu konspiratorzy dwukrotnie udali się pod dom gubernator. W planach mieli wysadzenie mostu oraz detonowanie ładunków, by przeszkodzić służbom bezpieczeństwa w próbie odbicia Whitmer. Ostatnie ćwiczenia planowali na koniec października. Cała akcja miała zostać przeprowadzona jeszcze przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi, które odbędą się 3 listopada.

Do środy wieczór – jak podaje portal Detroit News – pod zarzutami stanowymi i federalnymi aresztowano 12 osób.

Śledztwo wszczęto na początku 2020 roku. FBI dowiedziało się o spisku z mediów społecznościowych i dyskusji o obaleniu władz przemocą. Na jednym ze spotkań grupy w Ohio była wynagradzana przez federalne służby osoba, której informacje pomogły w aresztowaniach. Źródło otrzymało w zamian 8,6 tys. USD.

Słowa wsparcia dla reprezentującej Partię Demokratyczną Whitmer płyną zarówno od polityków jej macierzystego ugrupowania, jak i Republikanów. – To jedna z największych spraw w najnowszej historii policji w Michigan – ocenił pułkownik Joe Gasper.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Umawiali się z ofiarami na portalu erotycznym, okradali i bili

Policjanci z Siemianowic Śląskich i Katowic zatrzymali cztery osoby podejrzane o przeprowadzanie rozbojów. Członkowie grupy za pośrednictwem portalu erotycznego miała umawiać się z mężczyznami, a następnie na nich napadać i okradać. Podejrzani zostali zatrzymani na okres trzech miesięcy.

Funkcjonariusze wpadli na trop grupy, która specjalizowała się w dokonywaniu rozbojów na mężczyznach. W jej skład wchodziły dwie kobiety w wieku 20 i 21 lat, a także dwóch mężczyzn w wieku 38 i 27 lat. – Przedstawiciele grupy przedstawiali się jako kobiety, po czym umawiali się na spotkania z mężczyznami – podaje Komenda Miejska Policji w Siemianowicach Śląskich.

Na trop sprawców funkcjonariusze natrafili po wpłynięciu dwóch zgłoszeń. Pierwsze z nich dotyczyło rozboju dokonanego na mężczyźnie, którego napadnięto podczas spotkania z poznaną w sieci kobietą. Pokrzywdzony miał zostać zaatakowany przez trzy osoby, które go biły i groziły bronią palną, okradły z wartościowych przedmiotów oraz z karty bankomatowej.

Identyczne zdarzenie miało miejsce dzień później w Katowicach. Mając już wiedzę na temat funkcjonowania grupy, policjantom udało się zatrzymać sprawców przestępstw w kilku różnych miejscach. Podczas przeszukania mieszkania i pojazdu, którym poruszali się sprawcy, znaleziono między innymi dwie sztuki broni palnej.

Śląskie. Pobili również innego mężczyznę. Grozi im 15 lat

Cała czwórka podejrzanych odpowie za swoje czyny. Sąd uznał, że niezbędnym krokiem jest skierowanie przedstawicieli grupy przestępczej do tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy. W trakcie śledztwa okazało się również, że grupa pobiła innego mężczyznę i ukradła mu 3 tys. złotych. Za przestępstwo rozboju z użyciem broni palnej grozi kara do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl