Meksyk: Krwawa wojna gangów narkotykowych. 24 osoby nie żyją

24 osoby poniosły śmierć, a 7 zostało rannych, w tym 3 ciężko, w rezultacie krwawych porachunków gangów narkotykowych w środkowym Meksyku – poinformowały w środę władze. Według policji w mieście Irapuato, w stanie Guanajuato, do miejscowego prywatnego ośrodka leczenia uzależnień narkotykowych wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn, którzy otworzyli ogień do znajdujących się tam osób.

Motywu ataku nie podano, ale zdaniem gubernatora stanu Diego Sinhue były to najprawdopodobniej porachunki gangów narkotykowych. Było to jedno z najkrwawszych tego rodzaju zdarzeń w Meksyku od czasu podobnego ataku w 2010 r. w mieście Chihuahua, kiedy zginęło 19 osób.

Stan Guanajuato jest terenem otwartej wojny między kartelem narkotykowym Jalisco i lokalnym gangiem. Liczne strzelaniny i duża liczba ofiar spowodowały, że stan zajął pierwsze miejsce w Meksyku pod względem przestępczości.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Przejęto mafijny majątek o wartości 20 milionów euro

Majątek wartości 20 milionów euro skonfiskowała we wtorek policja w ramach operacji przeciwko działającemu w Rzymie klanowi mafijnemu. Gang wielkiego i znanego wymiarowi sprawiedliwości klanu rodzinnego Casamonica praktycznie opanował część miasta.

Policyjna akcja z udziałem około 150 funkcjonariuszy odbyła się o świcie pod kryptonimem „Chronimy Rzym”. Wymierzona była w członków potężnego gangu, którego członkom zarzuca się działalność mafijną, wymuszenia i lichwę. Operacja jest ważna nie tylko ze względu na jej represyjny charakter, ale przede wszystkim dlatego, że uderzyliśmy w mafijną, znaną w Rzymie grupę Casamonica, która jakiś czas temu skolonizowała południowo-wschodnią część stolicy, a także jej okolice – powiedział szef policyjnego wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną w komendzie w Wiecznym Mieście Francesco Messina.

Wielu przedstawicieli tego lokalnego gangu zostało wcześniej aresztowanych i skazanych. Zwracano też uwagę na bezkarność klanu, który w 2015 roku urządził w kościele w Rzymie spektakularny i przyjęty z oburzeniem pogrzeb jednego ze swych sędziwych członków. W 2018 roku na polecenie władz miejskich zburzono nielegalnie zbudowane przez ten klan, pełne przepychu wille na peryferiach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Starachowicki gang odpowie za obrót narkotykami wartymi ponad 15 mln złotych

Narkotyki warte ponad 15 mln zł, miał wprowadzić do obrotu gang Damiana S. ze Starachowic, rozbity przez kielecką policję i prokuraturę. 33-letni boss oraz 19 jego podwładnych i klientów, zostali właśnie oskarżeni o kilkadziesiąt przestępstw. Jedna z osób odpowiada za nakłanianie świadka koronnego do fałszywych zeznań.

Początkiem końca gangu była akcja policjantów z wydziału antynarkotykowego świętokrzyskiej komendy wojewódzkiej z 1 marca 2018 r. Tego dnia, pod wieczór, funkcjonariusze wkroczyli do domu 66-letniego mieszkańca Starachowic. Z informacji operacyjnych wynikało, że mężczyzna zamieszany jest w przemyt i dystrybucję narkotyków. Podczas przeszukania domu i garażu 66-latka policjanci znaleźli prawie 13 kg marihuany, 10 litrów płynnej amfetaminy (z której można uzyskać około 14 kg narkotyku w proszku) oraz prawie 19 tys. tabletek ecstasy. Wartość przejętych narkotyków przekraczała dwa miliony złotych. Zabezpieczono także sprzęt do „suszenia” płynnej amfetaminy.

Podczas akcji zatrzymano gospodarza narkotykowego magazynu oraz 36-letniego mieszkańca Starachowic, który miał z nim współpracować. W Prokuraturze Okręgowej w Kielcach, obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty „udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków” i trafili do aresztów.

Pogrążeni przez świadka koronnego

Dzięki akcji z marca 2018 r., śledczym udało się nakłonić do współpracy jednego z gangsterów. Ten, w zamian za status świadka koronnego, opowiedział o narkotykowych interesach gangu ze Starachowic. Po kilku miesiącach inwigilacji grupy, policjanci i pogranicznicy zatrzymali wiosną 2019 r. kilkunastu członków gangu. Do końca roku zarzuty usłyszało w sumie 20 osób, w tym szef i organizatora bandy – 32-letni Damian S.

Śledczy ustalili, że gang sprowadzał z Hiszpanii marihuanę, a z Holandii narkotyki syntetyczne, takie jak amfetamina czy ecstasy. Towar był rozprowadzany później wśród grup przestępczych z południowej i wschodniej Polski.

Według prokuratury gang Damiana S. wprowadził do obrotu: 250 kg marihuany, 96 kg amfetaminy, 114 tys. tabletek ecstasy i co najmniej kilogram kokainy. Zdaniem śledczych, na czarnym rynku narkotyki te warte były ponad 15 mln zł. Kolejne dwa miliony wart był towar znaleziony podczas przeszukań u członków gangu.

22 zarzuty bossa

Damian S., usłyszał łącznie 22 zarzuty, w tym m.in.: „założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, udziału w przemycie narkotyków, udziału w obrocie znacznymi ilościami narkotyków, utrudniania postępowań karnych prowadzonych przeciwko członkom grupy”. O udział w gangu i przestepstwa narkotykowe oskarżono kolejne 17 osób. Pozostali dwaj oskarżeni to jeden z klientów (odpowie za posiadanie znacznych ilości narkotyków) oraz osoba, która nakłaniała świadka koronnego do składania fałszywych zeznań.

Części oskarżonych grozi nawet do 20 lat więzienia. 16 osób wciąż jest w aresztach.
Źródło info i foto: TVP.info

Członkowie gangu związani z „Torcidą”, oskarżeni o ponad 90 przestępstw

O ponad 90 przestępstw śledczy śląskich „pezetów” Prokuratury Krajowej oskarżył 17 osób z gangu związanego z „Torcidą”, najzagorzalszymi kibicami Górnika Zabrze. Grupa była uzbrojona, opłacała adwokata, który miał ją informować o potencjalnych zdrajcach, a „problemy” rozwiązywała silnie rozbudowana bojówka. Niekwestionowanym bossem tej bandy był Arkadiusz L. ps. „Mały”, znany handlarz narkotykami, który w ciągu kilku lat „podbił” kilka śląskich miast.

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zakończyli postępowanie dotycząc kolejnego gangu związanego ze środowiskiem śląskich pseudokibiców. Przed sądem odpowiada już kilkudziesięciu kiboli „Psycho Fans”, groźnej bojówki Ruchu Chorzów.

Teraz przyszła na rozliczenie kolejnej „ekipy” – gangsterów związanych z „Torcidą” Górnika Zabrze. O bandzie było głośno za sprawą akcji CBŚP z maja 2019 r., kiedy to blisko 400 policjantów wkroczyło jednocześnie do kilkunastu domów i mieszkań na Śląsku. Celem obławy było zatrzymanie grupy Krzysztofa M. ps. „Mara”, dowodzącego chuligańską bojówką „Torcidy”. Za kraty trafiło wówczas 17 osób.

Podczas mniej spektakularnych akcji z 2017 r. i 2018 r. ujęto blisko 30 osób. Okazało się, że osławieni chuligani podporządkowani byli Arkadiuszowi L. ps. Mały.
Chuligani z Torcidy zamieszani w przemyt i handel znacznymi ilościami narkotyków

Kibole z Torcidy – chuligańskiej bojówki Górnika Zabrze, współpracowali z narkotykowym gangiem Arkadiusza Ł. ps. „Mały”. Ich rolą było zastraszanie…

Imperium „Małego”

Gang Arkadiusza L. pojawił się na mapie śląskiego półświatka w 2011 r. Początkowo grupa zajmowała się handlem narkotykami na terenie Zabrza. Jednak za sprawą bezwzględności i determinacji, w ciągu pięciu następnych lat rozszerzyła działalność o Gliwice, Bytom i Białą.

Według śledczych „Mały” był niekwestionowanym liderem, który miał ostateczny i decydujący głos. – To on decydował, kto może działać na jego terenie. Chodziło przede wszystkim o dilerów, ale zgodę musieli mieć także inni przestępcy. Arkadiusz L. rozstrzygał także spory między poszczególnymi członkami gangu. Wskazywał także osoby, które są pod jego specjalną ochroną. Czyniło je to de facto nietykalnymi – mówią śledczy z Prokuratury Krajowej.

Przestępca, który podpadł L., nie tylko był usuwany z gangu, ale narażał się na represje ze strony byłych kompanów.

Kibolom imponowało, że podczas chuligańskich akcji „Mały” bardzo często nie był zamaskowany. Po tym jak trafił do celi, jego podwładni często urządzali demonstracje lojalności przed budynkiem aresztu. Zdaniem prokuratury Arkadiusz L. kierował gangiem także zza krat.

Gang jak rodzina

Śledczy z „pezetów” zebrali dowody, że gang „Małego” działał do maja 2019 r. Najwierniejszym wspólnikiem bossa był Przemysław S. ps. „Nowy”, który od sierpnia 2018 r. nadzorował działania organizacji. Do grupy należeli także: Włodzimierz D. ps. „Kecher”, Łukasz L. ps. „Krótki”, Krzysztof S. ps. „Małolat”, Arkadiusz M. ps. „Ruby”, Daniel K., Adrian L. ps. „Lasania”, Łukasz Cz. ps. „Żurek”, Piotr M. ps. „Mizi”, Tomasz M., Łukasz F. ps. „Filut”.

W gangu obowiązywała swoista podległość służbowa. Ale gangsterów, zwłaszcza tych bardziej znaczących, łączyły również więzy towarzyskie i rodzinne. Często razem ćwiczyli na siłowniach czy trenowali sztuki walki. Niektórzy pojawiali się w teledyskach zaprzyjaźnionego rapera. Zaufani członkowie gangu tatuowali sobie litery „BRT”.

W skład ekipy Arkadiusza L. wchodziło kilka podgrup. Jednym z takich gangów zawiadywał Łukasz Cz. ps. Boruta. Inną, w skład której wchodzili chuligani związani z „Torcidą”, miał kierować Krzysztof M. ps. „Mara”. Zarządzana przez niego bojówka była dobrze zorganizowana. Na jeden telefon od szefostwa, mobilizowało się nawet kilkudziesięciu chuliganów.

Członkowie grupy korzystali z usług tego samego adwokata, który według prokuratury, miał być łącznikiem między zatrzymanymi przestępcami, a ich kompanami na wolności. Prawnik miał wiedzieć o tym, kto obciąża przestępców, którzy uniknęli zatrzymań. Zdrajców lub świadków zastraszali, wspomniani już bojówkarze.

Miliony z narkotyków

Podstawowym źródłem zarobku bandy „Małego” był handel znacznymi ilościami marihuany, haszyszu, amfetaminy, kokainy, mefedronu i ekstazy. Gang przemycał większość towaru z Holandii czy Hiszpanii, ale sam też miał zajmować się produkcją niektórych substancji psychoaktywnych. W ciągu blisko dekady działalności grupa miała wprowadzić do obrotu kilkaset kilogramów narkotyków, wartych kilka milionów złotych.

Każdy z dilerów związany z gangiem musiał mieć swoistą „licencję”. Mógł odbierać towar od członków grupy, nie mógł prowadzić żadnych interesów z przestępcami spoza ekipy. Groziła za to kara finansowa, a nawet ciężkie pobicie.

Według prokuratury gang używał często „sprzętu”: siekier, maczet, noży, kijów bejsbolowych, pałek teleskopowych, a nawet broni palnej. Pistolety znaleziono m.in. u „Małego”, Rafała N. i Damiana P. Podczas napadów, a także ustawek i polowań na bojówki innych drużyn piłkarskich, gangsterzy używali licznych urządzeń elektronicznych, takich jak zagłuszacze lub nadajniki GPS.
Źródło info i foto: TVP.info

Jak koronawirus utrudnia walkę z gangsterami

Bieżące interwencje oraz dozorowanie osób na kwarantannie to obecnie najważniejsze zadania policji w czasie epidemii koronawirusa. Wstrzymano większość realizacji, wiążących się z zatrzymaniem większej liczby podejrzanych i wymagających większych sił policyjnych. W podobnej sytuacji są prokuratorskie wydziały zajmujące się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej. Nie oznacza to jednak, że gangsterzy mogą spać spokojnie. Śledczy na bieżąco monitorują działanie najgroźniejszych grup przestępczych.

Epidemia koronawirusa poważnie utrudniła działanie policyjnych i prokuratorskich służb zajmujących się najpoważniejszymi sprawami, jak walka z przestępczością zorganizowaną. Z informacji portalu tvp.info wynika, że do odwołania wstrzymane są poważniejsze realizacje. Zwłaszcza te wiążące się z zatrzymaniem większej liczby podejrzanych. Przeprowadza się przede wszystkim akcje, gdy w grę wchodzi zagrożenie dla życia lub zdrowia, np. w związku z porwaniami. Niektóre sprawy mniejszego kalibru zostały na trochę odłożone.

– Za duże ryzyko kontaktu z osobą potencjalnie zakażoną. W połowie marca szykowaliśmy się do zatrzymania kilku figurantów. Okazało się, że jeden z nich jest poddany kwarantannie. Oczywiście można poczekać, aż się wyjaśni, czy jest zakażony. Ale my musimy jednocześnie zatrzymać kilka osób, tak aby, nie zdążyły się nam wymknąć. A to oznacza zaangażowanie sporej liczby funkcjonariuszy i ryzyko, że w razie podejrzenia zakażenia wypada ze służby kilkadziesiąt osób – mówi jeden z policjantów, zajmujący się walką z przestępczością zorganizowaną. – Zapewniam jednak, że gangsterzy nie mogą spać spokojnie. Nie zamknęliśmy interesu – dodaje.

Śledczy na bieżąco monitorują działanie najgroźniejszych grup przestępczych, których członkowie także mają utrudnione życie za sprawą obostrzeń w związku z epidemią.

Uciążliwa „bieżączka”

Policjanci koncentrują się obecnie na bieżących wydarzeniach i interwencjach oraz dozorowaniem osób na kwarantannie. Na początku ubiegłego tygodnia, ograniczono możliwości poruszania się liczba codziennych interwencji spadła z ok. 13,5-14,5 tys. do ok. 12 tys. Jednak już w piątek wróciła do ponad 14 tys. a w minioną sobotę przekroczyła 18,7 tys. Jednocześnie z każdym dniem rośnie liczba osób poddanych kwarantannie. Obecnie objęto nią ponad 100 tys. osób. Policjanci muszą codziennie sprawdzać przestrzeganie przez nie zasad kwarantanny, a ponadto pilnować zakazu zgromadzeń czy liczby pasażerów w środkach komunikacji publicznej.

Co ciekawe, w związku z zagrożeniem koronawirusem, także w jednostkach policyjnych obowiązuje swoisty „zakaz zgromadzeń”. Zgodnie z zaleceniami, funkcjonariusze mają unikać gromadzenia się w większych grupach, gdy tylko jest to możliwe.

Według Rafała Jankowskiego, przewodniczącego Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, obecnie 11 funkcjonariuszy jest zakażonych koronawirusem. Związkowiec podkreśla, że udało się poprawić zaopatrzenie policjantów w środki ochrony.

Przewodniczący zwrócił uwagę, że ważną sprawą była decyzja komendanta głównego o wyznaczeniu miejsc, w których kwarantannę mogą odbywać policjanci. – Stwarzamy ludziom możliwość odbycia kwarantanny w obiektach policyjnych, takich jak np. szkoła w Katowicach, czy oddział prewencji w Rzeszowie – mówi Jankowski.

Czas na zaległości

Podobne ograniczenia dotknęły prokuratury. Bieżącymi sprawami zajmują się „rejonówki” i „okręgówki”. We wszystkich jednostkach wprowadzono specjalne środki bezpieczeństwa m.in. ograniczenie liczby osób przebywających w budynkach, badanie temperatury wchodzących do budynków, pracę zdalną i rotacyjną.

Wyspecjalizowane jednostki, jak wydziały ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej czy wydziały ds. przestępczości gospodarczej prokuratur regionalnych, musiały ograniczyć zlecanie większych realizacji. Takich, które wymagałaby np. zaangażowania kilku prokuratorów do przesłuchań i stawiania zarzutów.

– Jeżeli sprawa nie jest pilna i nie zachodzi obawa zniszczenia dowodów, to nic się nie stanie, jak trochę poczekamy. Już teraz poważnym utrudnieniem jest „pobieranie” podejrzanych z aresztów i wykonywanie z nimi czynności – mówi tvp.info jeden ze śledczych. – Mamy za to więcej czasu na zajęcie się zaległościami bądź analizę zeznań czy wyjaśnień w nowych postępowaniach. Bo, poza posiedzeniami aresztowymi, spadły z wokand wszystkie sprawy – dodaje nasz rozmówca.
Źródło info i foto: TVP.info

CBŚP rozbiło gang handlujący wirtualną kawą i olejem

Co najmniej 38 milionów złotych mógł stracić Skarb Państwa na działalności grupy zajmującej się wyłudzaniem VAT na handlu m.in. kawą i artykułami chemicznymi. Zdaniem śledczych z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oszuści działali półtora roku. W ostatnich dniach funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 8 osób związanych z tym gangiem „vatsterów”.

Z ustaleń śledczych wynika, że szajka „vatsterów” zaczęła działać w kwietniu 2015 r. Oszuści znaleźli prosty sposób na wzbogacenie się kosztem państwa.

Poprzez sieć spółek w Polsce oraz Unii pozorowali tzw. wewnątrzwspólnotowy obrót olejem rzepakowym, kawą czy artykułami chemicznymi. W rzeczywistości przestępcy dokonali niewielkiej liczby transakcji, ale głównie dla zachowania pozorów legalnej działalności. A i tak, gdy nawet sprzedawano realny towar, to manipulowano kwotami na fakturach.

Według wstępnych szacunków działalność grupy mogła narazić Skarbu Państwa na uszczuplenia podatkowe w wysokości co najmniej 38 mln zł. Działalność tego gangu „vatsterów” udało się przerwać jesienią 2016 r., kiedy to policjanci przeszukali kilkadziesiąt mieszkań i firm na terenie województw: śląskiego, małopolskiego, wielkopolskiego oraz dolnośląskiego.

Do zatrzymań członków grupy doszło w ubiegłym tygodniu w południowej i południowo-wschodniej Polsce. W Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu ośmiu podejrzanych usłyszało zarzuty „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karnoskarbowych”. Grozi za to do 10 lat więzienia. Jeden z podejrzanych trafił na trzy miesiące do aresztu.

Podczas akcji zabezpieczono gotówkę i samochody zatrzymanych o wartości 180 tys. zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Coraz więcej uchodźców w Niemczech działa w zorganizowanych grupach przestępczych

Federalny Urząd Kryminalny, walcząc z gangami, coraz częściej wykrywa w ich strukturach uchodźców. W co trzecim śledztwie Federalnego Urzędu Kryminalnego BKA, wszczynanym przeciwko tzw. przestępczości klanowej, podejrzanymi są uchodźcy. Poinformował o tym dyrektor BKA Holger Muench. Jego zdaniem, trzeba baczniej przyglądać się rozwojowi sytuacji w tym zakresie.

Występując w filmie dokumentalnym telewizji ARD „Beuteland – die Millionengeschäfte krimineller Clans”, Muench zastrzegł, że nawet biorąc pod uwagę coraz większą liczbę podejrzanych uchodźców, nie można jeszcze mówić o trwałych strukturach. Trzeba jednak być czujnym – podkreślił.

– Po doświadczeniach z libańskimi imigrantami, którzy przybyli do Niemiec w latach 70., nie można latami przyglądać się bezczynnie, kiedy przybywający do Niemiec ludzie zaczynają schodzić na drogę przestępstw – mówił. Z kręgów libańskich uchodźców wywodzą się przestępcze klany działające m.in. w Berlinie i Zagłębiu Ruhry. Liczą one po kilka tysięcy osób, żyją w równoległym społeczeństwie, mając własny kodeks postępowania, rozjemców i zwyczaje.

Walka o rynek

– Jest to chyba największa nauka, jaką musimy wyciągnąć z doświadczeń ubiegłych 30 lat – dodał Muench. Obok libańskich teraz tworzą się także klany syryjskie i irackie. Śledczy stwierdzili, że w konfliktach między zasiedziałymi klanami i nowymi grupami na polu zorganizowanej przestępczości będzie przypuszczalnie dochodzić do brutalnych porachunków, ponieważ nowi imigranci mają doświadczenie w walce.

Naczelny dowódca policji w Essen Frank Richter mówił z kolei o obserwacjach policji, która zauważyła, że nowi imigranci w coraz większym stopniu stają się konkurencją dla zasiedziałych już klanów arabsko-libańskich i wywierają na nie presję. Podczas gdy np. uchodźcy z Iraku przez długi czas byli tylko gońcami w handlu narkotykami, na usługach starych klanów, obecnie obserwuje się powstawanie ugrupowań, które przejmują w swoje ręce cały biznes. Senator Berlina do spraw wewnętrznych Andreas Geisel (SPD) stwierdził w odniesieniu do sytuacji w stolicy, że policji znanych jest tam około 20 klanów, z których siedem do ośmiu specjalizuje się w zorganizowanej przestępczości. Chodzi tu o kilka tysięcy osób.

Według informacji krajowego ministerstwa spraw wewnętrznych w Düsseldorfie, od początku roku przeprowadzono w Nadrenii Płn.-Westfalii 720 obław na struktury klanowe. Od lipca 2018 przeprowadzono ogólnie 860 rewizji lokali. Policjanci skontrolowali przy tym ponad 26 tys. osób, z czego 19 tys. w roku bieżącym. Policja zarejestrowała ponad 10 tys. czynów karalnych i wykroczeń, zatrzymując 350 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Wojna gangów szwedzkim Malmoe. Mobilizacja policji

Szwedzka policja ogłosiła w poniedziałek rozpoczęcie akcji „operacja szron”, mającej zatrzymać walkę gangów w Malmoe. W weekend w tym mieście doszło do śmiałej egzekucji przy użyciu broni palnej. Wcześniej miały miejsce eksplozje.

Dowodzący „operacją szron” szef policyjnej grupy szybkiego reagowania NOA Stefan Hector oświadczył, że celem akcji, która potrwa sześć miesięcy, jest „zmniejszenie liczby strzelanin i wybuchów dokonywanych w środowisku gangów oraz osłabienie tych grup”. – Chcemy skoncentrować się na przejęciu broni palnej, materiałów wybuchowych oraz części służących do konstrukcji bomb. Będziemy współpracować ze służbami celnymi, a także wspierać działania mające umożliwić młodym ludziom opuszczenie środowisk przestępczych- powiedział Hector na konferencji prasowej w Sztokholmie.

Nastolatek ranny po strzelaninie w Malmoe

W sobotę w Malmoe w strzelaninie w popularnej pizzerii śmierć poniósł 15-letni Jafar, a inny nastolatek walczy o życie w szpitalu. Dwóch nieznanych sprawców uciekło z miejsca zdarzenia rowerami. Kilka minut wcześniej doszło do eksplozji samochodu. Policja wiąże ze sobą oba wydarzenia. Dotychczas nikt nie jest podejrzany.

W poprzedni weekend w kilku miejscach w Malmoe miały miejsce silne eksplozje w budynkach wielorodzinnych. Nie było ofiar, ale wybuchy spowodowały poważne straty materialne.

Jak zapowiedziała w poniedziałek tamtejsza policja, dzięki „operacji szron” służby mundurowe mają być bardziej widoczne na ulicach. Na konferencji prasowej obiecano działania na rzecz zwalczania handlu narkotykami w miejscach publicznych. Właśnie z tą działalnością – podkreśla policja – wiąże się walka o wpływy między gangami.

Pierwsza taka akcja od dwóch lat

„Operacja szron” została rozpoczęta w oparciu o ustawę o „narodowych wydarzeniach specjalnych” i pozwala służbom w miejscu kryzysu zgromadzić jednostki z innych regionów. Wcześniej podobną akcję podjęto m.in. po ataku terrorystycznym w Sztokholmie w kwietniu 2017 roku.

W związku z falą przestępczości politycy szwedzkich ugrupowań opozycyjnych, konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej oraz nacjonalistycznej partii Szwedzcy Demokraci, poinformowali o złożeniu wniosku o wotum nieufności wobec socjaldemokratycznego ministra sprawiedliwości Morgana Johanssona.
Źródło info i foto: onet.pl

Meksyk: Atak kartelu narkotykowego na policjantów. Nie żyje 13 funkcjonariuszy

13 policjantów zginęło w zasadzce zastawionej przez kartel narkotykowy w miasteczku Aguililla w stanie Michoacan na zachodzie Meksyku. Zbrodni dokonała prawdopodobnie grupa związana z kartelem narkotykowym CJNG, który na spalonych samochodach zostawił ostrzeżenia, by policja nie chroniła rywalizujących z nim gangów.

Pięć pojazdów policyjnych przejeżdżało przez Aguilillali w poniedziałkowy poranek, gdy wpadło w zasadzkę zastawioną przez ponad 30 uzbrojonych napastników – wynika z oświadczenia przedstawionego przez prokuratora stanu Michoacan.

Napastnicy w pięciu „prawdopodobnie opancerzonych” autach otworzyli ogień m.in. z broni dużego kalibru – przekazał prokurator stanowy Adiran Lopez Solis. Służby, które pojawiły się na miejscu ataku, zastały martwych i rannych funkcjonariuszy, a także ostrzelane auta. Dwa z nich płonęły. Władze początkowo informowały o 14 zabitych funkcjonariuszach, jednak ostatecznie stanowe ministerstwo bezpieczeństwa sprostowało, że liczba ofiar sięgnęła 13 osób – doniosło CNN. Ministerstwo stanu Michoacan przekazało też, że rannych zostało trzech policjantów, mimo że prokuratura informowała o 20 poszkodowanych.

Atak kartelu, ostrzeżenie dla policji

W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania z miejsca zbrodni, na których można odczytać ostrzeżenia, które przypisuje się CJNG (Cartel Jalisco Nueva Generacion – Kartel Jalisco Nowe Pokolenie), by policja nie wspierała rywalizujących z kartelem gangów. Stan Michoacan jest bastionem CJNG, który w 2015 roku przez sześć tygodni toczył wojnę z siłami bezpieczeństwa. Zginęło kilkudziesięciu policjantów, a gangsterzy zestrzelili śmigłowiec meksykańskiej armii. Meksykańskie ministerstwo bezpieczeństwa i obrony cywilnej poinformowało w poniedziałek na Twitterze, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by ukarać sprawców masakry. Prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador, który objął władzę w grudniu 2018 roku, zapowiadał zdecydowaną walkę z przestępczością zorganizowaną. Jednak w ciągu pierwszych czterech miesięcy jego rządów wskaźnik liczby zabójstw był jeszcze wyższy niż w tym samym okresie rok wcześniej, a masakra w Aguililla jest najbardziej krwawym incydentem, jak zdarzył się za jego prezydentury.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sztokholm: W mieście działa 50 gangów. Przywódcami są również kobiety

W Sztokholmie jest 50 gangów (w 2017 roku było ich 46), w których działa 1,5 tys. osób. Członkami grup przestępczych są coraz młodsi ludzie, a kluczowe role odgrywają w nich także kobiety – alarmuje ujawniony w czwartek raport szwedzkiej policji.

W dokumencie o „zorganizowanych siatkach przestępczych regionu sztokholmskiego” wyodrębniono 50 gangów, z czego za nowe uznano 20 grup. Jak podkreślają autorzy, niektóre powstały w wyniku transformacji poprzednich.

„W większości to lokalne grupy walczące ze sobą za pomocą broni palnej. Strzelaniny coraz bardziej zagrażają jednak osobom postronnym” – stwierdza szef wywiadu kryminalnego sztokholmskiej policji Palle Nilsson.

Według policji spiralę przemocy nakręca 25-30 osób. Najmniejsze grupy przestępcze liczą kilkanaście osób, największe mają nawet setki członków. W gangach aktywnie działają osoby poniżej 16. roku życia, które są rekrutowane ze szkolnych świetlic. „Widzimy także rosnące znaczenie kobiet, prowadzących działalność operacyjną, gdy mężczyźni zostają aresztowani lub zastrzeleni” – podkreśla Nilsson.

Przyczyną konfliktów między gangami jest walka o wpływy z handlu narkotykami. Jak podawały wcześniej media, w Sztokholmie od niedawna działa międzynarodowa grupa przestępcza Black Axe. Przestępcy trudnią się sprowadzaniem imigrantów z Afryki Zachodniej pod pretekstem pracy. W rzeczywistości imigranci są zmuszani do sprzedaży heroiny oraz prostytucji.

Bieżący rok uważany jest w stolicy Szwecji za wyjątkowo krwawy. Do końca sierpnia w Sztokholmie i okolicach miały miejsce 72 strzelaniny. W ich wyniku 15 osób poniosło śmierć, a 23 zostały ranne.

Jak twierdzi policja, sposobem na walkę z gangami powinno być zwiększenie obecności mundurowych w zagrożonych dzielnicach oraz rozszerzenie programu ułatwiającego młodym członkom opuszczenie świata przestępczego. Według mediów to dokonana w 2015 roku reorganizacja policji spowodowała, że w wielu miejscach przestała być ona widoczna, ustępując pola gangom.

Szwedzki rząd pracuje nad pakietem zmian przepisów mających zaostrzyć kary. Wciąż trwa dyskusja, na ile surowiej powinny być traktowane osoby poniżej 21. roku życia. Dziś przysługuje im specjalne złagodzenie wymiaru kary, co powoduje, że najczęściej unikają więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info