Wojna gangów szwedzkim Malmoe. Mobilizacja policji

Szwedzka policja ogłosiła w poniedziałek rozpoczęcie akcji „operacja szron”, mającej zatrzymać walkę gangów w Malmoe. W weekend w tym mieście doszło do śmiałej egzekucji przy użyciu broni palnej. Wcześniej miały miejsce eksplozje.

Dowodzący „operacją szron” szef policyjnej grupy szybkiego reagowania NOA Stefan Hector oświadczył, że celem akcji, która potrwa sześć miesięcy, jest „zmniejszenie liczby strzelanin i wybuchów dokonywanych w środowisku gangów oraz osłabienie tych grup”. – Chcemy skoncentrować się na przejęciu broni palnej, materiałów wybuchowych oraz części służących do konstrukcji bomb. Będziemy współpracować ze służbami celnymi, a także wspierać działania mające umożliwić młodym ludziom opuszczenie środowisk przestępczych- powiedział Hector na konferencji prasowej w Sztokholmie.

Nastolatek ranny po strzelaninie w Malmoe

W sobotę w Malmoe w strzelaninie w popularnej pizzerii śmierć poniósł 15-letni Jafar, a inny nastolatek walczy o życie w szpitalu. Dwóch nieznanych sprawców uciekło z miejsca zdarzenia rowerami. Kilka minut wcześniej doszło do eksplozji samochodu. Policja wiąże ze sobą oba wydarzenia. Dotychczas nikt nie jest podejrzany.

W poprzedni weekend w kilku miejscach w Malmoe miały miejsce silne eksplozje w budynkach wielorodzinnych. Nie było ofiar, ale wybuchy spowodowały poważne straty materialne.

Jak zapowiedziała w poniedziałek tamtejsza policja, dzięki „operacji szron” służby mundurowe mają być bardziej widoczne na ulicach. Na konferencji prasowej obiecano działania na rzecz zwalczania handlu narkotykami w miejscach publicznych. Właśnie z tą działalnością – podkreśla policja – wiąże się walka o wpływy między gangami.

Pierwsza taka akcja od dwóch lat

„Operacja szron” została rozpoczęta w oparciu o ustawę o „narodowych wydarzeniach specjalnych” i pozwala służbom w miejscu kryzysu zgromadzić jednostki z innych regionów. Wcześniej podobną akcję podjęto m.in. po ataku terrorystycznym w Sztokholmie w kwietniu 2017 roku.

W związku z falą przestępczości politycy szwedzkich ugrupowań opozycyjnych, konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej oraz nacjonalistycznej partii Szwedzcy Demokraci, poinformowali o złożeniu wniosku o wotum nieufności wobec socjaldemokratycznego ministra sprawiedliwości Morgana Johanssona.
Źródło info i foto: onet.pl

Gang przerzucał cudzoziemców przez Polskę do krajów zachodnich

CBŚP i Straż Graniczna rozbiły grupę przestępczą, której członkowie organizowali przerzut cudzoziemców z Rumuni, przez Polskę do krajów Europy Zachodniej. Obywatele Wietnamu za taką „podróż” płacili od 6,5 do 20 tys. dolarów. Zatrzymano 10 osób i udaremniono przemyt 21 cudzoziemców.

Pierwsze informacje dotyczące przemytu ludzi ustalili funkcjonariusze Straży Granicznej. Szybko okazało się, że jest to zorganizowana grupa przestępcza, którą również ma na celowniku CBŚP z Zarządu we Wrocławiu.

Kilkadziesiąt godzin

Wszystko wskazuje na to, że grupa przestępcza działała na terenie całej Europy. Jej członkowie organizowali kanały przerzutowe cudzoziemcom rozpoczynające się w Rumunii, poprzez Polskę do Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji. Za taką „podróż” obywatele Wietnamu mieli płacić od 6,5 do 20 tys. dolarów.

Służby ustaliły, że osoby były przewożone z Rumunii w schowkach ukrytych w przestrzeniach ładunkowych pojazdów ciężarowych. Były one umieszczone za przewożonym towarem, a ukryte w nich osoby nie mogły samodzielnie się stamtąd wydostać. Podróż w skrajnie ciężkich warunkach trwała kilkadziesiąt godzin. Cudzoziemców przewożono tez w wypożyczonych kamperach.

Przesiadka w Polsce

Mundurowi ustalili, że przerzut cudzoziemców odbywał się etapami. W Polce przemycane osoby czekały na transport do miejsca docelowego.

Wyjaśniając okoliczności sprawy funkcjonariusze już wcześniej nie dopuścili do przemytu 21 cudzoziemców, którzy wpadli podczas nielegalnego przekraczania granicy. Dzięki ustaleniom polskich służb zatrzymano również 13 osób na terytorium Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Zatrzymania

CBŚP przeprowadziło akcję an terenie czterech województw: dolnośląskiego, lubuskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego. Zatrzymano 10 osób – 9 Polaków i obywatela Wietnamu. Podczas przeszukania ich miejsc zamieszkania odkryto także miejsce przebywania osób narodowości wietnamskiej.

Zatrzymane osoby usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która organizowała cudzoziemcom przekraczanie granicy RP wbrew obowiązującym przepisom. Dodatkowo jedna osoba usłyszała zarzut kierowania tą grupą. Sprawa ma charakter rozwojowy i niewykluczone są kolejne zatrzymania, także na terenie Unii Europejskiej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wietnamska mafia traci wpływy. Na jej miejsce wchodzą Polacy

Wywodzące się z Dalekiego Wschodu zorganizowane grupy przestępcze specjalizujące się w sprowadzaniu towaru, od którego nie jest odprowadzany należyty podatek, tracą grunt pod nogami.

Z ustaleń DGP wynika, że prokuratura i CBŚP rozpracowały niedawno struktury złożonej z Polaków zorganizowanej grupy przestępczej, która dostarczała towary do podwarszawskiej Wólki Kosowskiej. Zatrzymano siedem osób, cztery z nich trafiły za kraty na trzy miesiące.

Wszystkim grozi nawet 10 lat więzienia. Mózgiem organizacji okazał się Janusz R., były pracownik agencji celnej. Sieć powiązanych ze sobą osób i firm, które brały udział w procederze, sięga Turcji, Czech, Słowacji, Węgier i Dalekiego Wschodu.

Były celnik rozkręcił działalność, którą do tej pory parali się w Polsce Azjaci. Prokuratura podejrzewa go o kierowanie grupą przestępczą, a lewy biznes szacuje na setki milionów złotych. Podwarszawska Wólka Kosowska od początku lat 90. jest solą w oku skarbówki, policji i służb specjalnych. Działające tam centra handlowe były odbiorcą przemycanych z Azji towarów. Biznes kontrolowały mafie – głównie wietnamskie. Największe z nich udało się w ostatnich latach rozbić, ale przestępczy proceder długo nie czekał na chętnych gotowych do przejęcia pałeczki.

Z ustaleń DGP wynika, że pod koniec października funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) z Ostrołęki na polecenie stołecznej prokuratury regionalnej (PR) zatrzymali siedem osób, które importowały znaczne ilości towaru pochodzenia azjatyckiego i nie płaciły od tego należnego VAT. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że zorganizowana grupa przestępcza uszczupliła wpływy podatkowe do kasy państwa na kwotę co najmniej 25,6 mln zł.

– Członkowie ujawnionej grupy przestępczej działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w okresie od co najmniej stycznia 2014 r. do lutego 2017 r. w Warszawie i innych miejscach na terenie woj. mazowieckiego oraz śląskiego, zajmując się sprowadzaniem z Chin i innych krajów azjatyckich towarów w postaci odzieży oraz obuwia, który sprzedawany był na terenie Polski – głównie w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej – potwierdza nasze informacje Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzecznik PR.

Szczegółów odnośnie do personaliów zatrzymanych prokuratura nie ujawnia. Cztery osoby z siedmiu decyzją sądu trafiły do aresztu tymczasowego na trzy miesiące. Wszystkim grozi do 10 lat wiezienia oraz kary grzywny. Prokuratorzy zabezpieczyli ich majątek m.in. luksusowe porsche panamera i liczne nieruchomości na terenie całego kraju.

– Rozbity został trzon grupy przestępczej i zatrzymano osoby, które były organizatorami całego procederu. Kolejne zatrzymania to kwestia czasu. Zwraca uwagę to, że główni podejrzani to Polacy. Do tej pory w Wólce Kosowskiej, jeśli pojawiali się nasi obywatele, to byli raczej na usługach mafii pochodzących z Azji. Tutaj widać, że Polacy próbują wypełnić lukę, która się pojawiła – mówi nam osoba znająca szczegóły prowadzonego śledztwa. Z naszych informacji wynika, że w skład grupy wchodzą też obywatele Azji, Turcji, Czech, Słowacji i Węgier.

– Tworzą międzynarodowe grupy przestępcze, siatki powiązanych osób i podmiotów – podkreśla źródło.

Procedura celna 4200

Mózgiem działającej grupy – według naszych informatorów – był Janusz R., w przeszłości wieloletni pracownik jednej z agencji celnych. Znał więc wszystkie luki i możliwości wprowadzenia w błąd fiskusa.

– Mężczyzna w podległej sobie grupie przypisywał jej członkom poszczególne role – mówi nasz rozmówca.

W areszcie siedzi on i jeszcze trzech mężczyzn. Łagodniejsze środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju – zastosowano wobec trzech kobiet. Z naszych ustaleń wynika, że jedna z nich jest w ciąży. Dwie z nich to księgowe.

Nasze źródła wskazują, że Janusz R. regularnie otrzymywał zlecenia sprowadzenia do Polski towarów z Azji na rzecz nabywców prowadzących biznes głównie w Wólce. Towary trafiały drogą morską do Hamburga, a następnie były odprawiane w procedurze celnej 4200, która pozwala dopuścić importowane dobra do obrotu bez VAT, w przypadku kiedy dostawa jest do innego kraju Unii Europejskiej.

– Nadużycia w procedurze celnej to jedne z częściej spotykanych w naszej pracy. Tutaj mamy często wyłudzenia VAT penalizowane z kodeksu karnego skarbowego z par. 56 i 62, czyli oszustwa podatkowego i naruszenia procedury rachunkowej – mówi nam funkcjonariusz celno-skarbowy, który brał udział w kontrolach i zatrzymaniach w Wólce Kosowskiej. Tym razem CBŚP i prokuratura rozpracowały grupę bez pomocy Krajowej Administracji Skarbowej.

Towar z Hamburga był odprawiany na miejscu albo – w zależności od tego, co było importowane – w Holandii, Wielkiej Brytanii, ale także w urzędach celnych w Gdańsku, Zielonej Górze, Poznaniu czy oddziale w Świecku.

Międzynarodowa skala

– W stosowanym mechanizmie ważne było, aby wartość celna deklarowanych odpraw była jak najniższa i nie została podwyższona przez służby celne. Szacujemy, że skala całego zjawiska mogła być bardzo duża, bo w samym tylko Rotterdamie podmioty kontrolowane przez R. mogły odprawiać dziennie od kilku do kilkunastu kontenerów z Azji. To daje wartość liczoną w setkach milionów złotych – mówi nam funkcjonariusz zaangażowany w rozpracowywania grupy.

Nasi informatorzy wskazują, że w toku śledztwa udało się ustalić, że Janusz R. dysponował szerokimi kontaktami zarówno w kraju, jak i za granicą. Dzięki temu zorganizował całą siatkę firm na tzw. słupy, czyli podstawione osoby.

– Opłacał transport towarów, koszty odprawy, w tym cło. Brał też na siebie ryzyko dodatkowych nieprzewidzianych kosztów, gdyby się okazało, że celnicy zdecydują się jednak podwyższyć wartość towarów – twierdzi nasz rozmówca.

R. po sprowadzeniu importu do kraju otrzymywał od nabywców dokumenty transportu będące podstawą do wystawienia dokumentów sprzedażowych, które następnie trafiały do agencji celnych. W dokumentach pojawiały się fikcyjni sprzedawcy i nabywcy. Towar miał trafiać do Czech i na Słowację, więc VAT w Polsce nie musiał był płacony. Jednak jego faktycznym miejsce docelowym była podwarszawska miejscowość.

– Był sprzedawany u nas poza jakąkolwiek ewidencją i na sfałszowanych dokumentach – podkreśla funkcjonariusz. Wartość jednego kontenera skierowanego do odprawy wahała się od 5 do 11 tys. dol., ale według naszych źródeł miała być nawet dziesięciokrotnie większa.

Towar trafiał z firm azjatyckich, które – jak ustalili śledczy – były prawdopodobnie powiązane ze współpracownikami R.

– Podmioty w kraju zarejestrowane na słupy, które były odbiorcami importu, oficjalnie nie mają związków z mózgiem całego procederu, ale zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że to R. faktycznie zarządzał ich działalnością – zlecał przelewy czy korespondencję do urzędów celnych – mówi nasze źródło.

Do budżetu nie trafiał VAT od słupów, bo te pozorowały działalność gospodarczą i deklarowały, że towar będzie dalej sprzedawany w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, która objęta jest 0-proc. stawką VAT. Słupy nie były rzeczywistymi dysponentami towaru, bo od nich trafiał do faktycznych odbiorców i następnie jako „legalny” do sprzedaży w całym kraju.

Wierzchołek góry lodowej

Mała podwarszawska wieś Wólka Kosowska stała się symbolem wielkiego biznesu. Nie tylko tego legalnego, ale również związanego z działalnością mafii, głównie wietnamskiej i chińskiej. Najczęstszy proceder to import towarów z Dalekiego Wschodu, które powinny trafić do innych krajów UE, ale najczęściej zostają w podstołecznej miejscowości i trafiają na sfałszowanych dokumentach do legalnego obrotu. Traci na tym budżet państwa, bo wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów objęta jest zerowym VAT, o ile towar faktycznie opuści Polskę. Nasi rozmówcy ze skarbówki szacują, że przez lata fiskus stracił w Wólce Kosowskiej miliardy złotych należnych podatków. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo podobne centra handlu hurtowego i detalicznego funkcjonują w wielu miejscach kraju. Do najsłynniejszych należą znajdujące się w okolicy Łodzi Rzgów i Tuszyn czy Jaworzno. Przez lata służby skarbowe i policja dość biernie podchodziły do kwitnącego tam „biznesu”, który rozwijał się w hermetycznym azjatyckim środowisku. Wzmożone kontrole przyszły dopiero wraz z powstaniem Krajowej Administracji Skarbowej 2,5 roku temu.

Rok temu dyrektor departamentu zwalczania przestępczości ekonomicznej, a obecnie wiceszef KAS Piotr Dziedzic w wywiadzie dla DGP informował, że roczne obroty w Wólce Kosowskiej sięgały kilkunastu miliardów złotych, a wpływy z podatków zaledwie 50–60 mln zł. W połowie 2018 r. udało się rozbić tam gang, który jest podejrzewany o wyprowadzenie z Polski ok. 5 mld zł. Podejrzani mieli zorganizowaną sieć kurierów rozwożących towar, przekupione osoby w bankach, dzięki czemu udało im się obejść przepisy związane z praniem brudnych pieniędzy i transferować środki za granicę. Grupa, podobnie jak wiele rozbitych w ostatnich latach, „zarabiała” na oszustwach podatkowych związanych z VAT.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Meksyk: Atak kartelu narkotykowego na policjantów. Nie żyje 13 funkcjonariuszy

13 policjantów zginęło w zasadzce zastawionej przez kartel narkotykowy w miasteczku Aguililla w stanie Michoacan na zachodzie Meksyku. Zbrodni dokonała prawdopodobnie grupa związana z kartelem narkotykowym CJNG, który na spalonych samochodach zostawił ostrzeżenia, by policja nie chroniła rywalizujących z nim gangów.

Pięć pojazdów policyjnych przejeżdżało przez Aguilillali w poniedziałkowy poranek, gdy wpadło w zasadzkę zastawioną przez ponad 30 uzbrojonych napastników – wynika z oświadczenia przedstawionego przez prokuratora stanu Michoacan.

Napastnicy w pięciu „prawdopodobnie opancerzonych” autach otworzyli ogień m.in. z broni dużego kalibru – przekazał prokurator stanowy Adiran Lopez Solis. Służby, które pojawiły się na miejscu ataku, zastały martwych i rannych funkcjonariuszy, a także ostrzelane auta. Dwa z nich płonęły. Władze początkowo informowały o 14 zabitych funkcjonariuszach, jednak ostatecznie stanowe ministerstwo bezpieczeństwa sprostowało, że liczba ofiar sięgnęła 13 osób – doniosło CNN. Ministerstwo stanu Michoacan przekazało też, że rannych zostało trzech policjantów, mimo że prokuratura informowała o 20 poszkodowanych.

Atak kartelu, ostrzeżenie dla policji

W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania z miejsca zbrodni, na których można odczytać ostrzeżenia, które przypisuje się CJNG (Cartel Jalisco Nueva Generacion – Kartel Jalisco Nowe Pokolenie), by policja nie wspierała rywalizujących z kartelem gangów. Stan Michoacan jest bastionem CJNG, który w 2015 roku przez sześć tygodni toczył wojnę z siłami bezpieczeństwa. Zginęło kilkudziesięciu policjantów, a gangsterzy zestrzelili śmigłowiec meksykańskiej armii. Meksykańskie ministerstwo bezpieczeństwa i obrony cywilnej poinformowało w poniedziałek na Twitterze, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by ukarać sprawców masakry. Prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador, który objął władzę w grudniu 2018 roku, zapowiadał zdecydowaną walkę z przestępczością zorganizowaną. Jednak w ciągu pierwszych czterech miesięcy jego rządów wskaźnik liczby zabójstw był jeszcze wyższy niż w tym samym okresie rok wcześniej, a masakra w Aguililla jest najbardziej krwawym incydentem, jak zdarzył się za jego prezydentury.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sztokholm: W mieście działa 50 gangów. Przywódcami są również kobiety

W Sztokholmie jest 50 gangów (w 2017 roku było ich 46), w których działa 1,5 tys. osób. Członkami grup przestępczych są coraz młodsi ludzie, a kluczowe role odgrywają w nich także kobiety – alarmuje ujawniony w czwartek raport szwedzkiej policji.

W dokumencie o „zorganizowanych siatkach przestępczych regionu sztokholmskiego” wyodrębniono 50 gangów, z czego za nowe uznano 20 grup. Jak podkreślają autorzy, niektóre powstały w wyniku transformacji poprzednich.

„W większości to lokalne grupy walczące ze sobą za pomocą broni palnej. Strzelaniny coraz bardziej zagrażają jednak osobom postronnym” – stwierdza szef wywiadu kryminalnego sztokholmskiej policji Palle Nilsson.

Według policji spiralę przemocy nakręca 25-30 osób. Najmniejsze grupy przestępcze liczą kilkanaście osób, największe mają nawet setki członków. W gangach aktywnie działają osoby poniżej 16. roku życia, które są rekrutowane ze szkolnych świetlic. „Widzimy także rosnące znaczenie kobiet, prowadzących działalność operacyjną, gdy mężczyźni zostają aresztowani lub zastrzeleni” – podkreśla Nilsson.

Przyczyną konfliktów między gangami jest walka o wpływy z handlu narkotykami. Jak podawały wcześniej media, w Sztokholmie od niedawna działa międzynarodowa grupa przestępcza Black Axe. Przestępcy trudnią się sprowadzaniem imigrantów z Afryki Zachodniej pod pretekstem pracy. W rzeczywistości imigranci są zmuszani do sprzedaży heroiny oraz prostytucji.

Bieżący rok uważany jest w stolicy Szwecji za wyjątkowo krwawy. Do końca sierpnia w Sztokholmie i okolicach miały miejsce 72 strzelaniny. W ich wyniku 15 osób poniosło śmierć, a 23 zostały ranne.

Jak twierdzi policja, sposobem na walkę z gangami powinno być zwiększenie obecności mundurowych w zagrożonych dzielnicach oraz rozszerzenie programu ułatwiającego młodym członkom opuszczenie świata przestępczego. Według mediów to dokonana w 2015 roku reorganizacja policji spowodowała, że w wielu miejscach przestała być ona widoczna, ustępując pola gangom.

Szwedzki rząd pracuje nad pakietem zmian przepisów mających zaostrzyć kary. Wciąż trwa dyskusja, na ile surowiej powinny być traktowane osoby poniżej 21. roku życia. Dziś przysługuje im specjalne złagodzenie wymiaru kary, co powoduje, że najczęściej unikają więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Gdańsk: Areszty dla trzech członków gangów wyprowadzających leki z Polski

Gdański sąd podjął w czwartek decyzję o tymczasowym aresztowaniu trzech osób podejrzanych o wyprowadzanie z Polski leków i sprzedaż ich – po dużo wyższych cenach, za granicą. W piątek sąd rozważy siedem kolejnych wniosków aresztowych.

Prokuratura Regionalna w Gdańsku, policja i funkcjonariusze ABW zatrzymali 16 osób, które należały do dwóch grup przestępczych zajmujących się wyprowadzaniem z Polski leków i ich sprzedażą po dużo wyższych cenach za granicą.

O sukcesie organów ścigania działających przeciw „mafii lekowej” poinformowali w czwartek na konferencji prasowej w Gdańsku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro i szefowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Teresa Rutkowska-Szmydyńska.

Sześciu podejrzanych przyznało się do winy

W czwartek wieczorem Remigiusz Signerski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku powiedział, że tego dnia zakończono rozpoczęte dzień wcześniej stawianie zatrzymanym zarzutów. Były one związane z „kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą lub udziałem w niej, nielegalnym obrotem lekami, praniem pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu, stwarzaniem zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób a także posługiwaniem się podrobionymi lub poświadczającymi nieprawdą dokumentami”.

Signerski poinformował, że sześciu podejrzanych przyznało się do udziału w przestępstwie i opisało, jak wyglądał proceder stosowany przez grupy. Wobec tych osób zastosowano środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju oraz dozorów policji.

Dodał, że 10 kolejnych osób nie przyznało się do popełnienia przestępstw. Część z nich odmówiła złożenia wyjaśnień, a ci, którzy to zrobili zaprzeczali udziałowi w bezprawnym procederze. Signerski wyjaśnił, że w przypadku tych osób prokuratura postanowiła o skierowaniu do sądu wniosków o ich tymczasowe aresztowanie.

Trzy takie wnioski zostały rozpatrzone przez sąd do czwartkowego wieczora: sąd przychylił się do wniosków prokuratury. Pozostałych siedem wniosków dotyczących tymczasowego aresztowania zostanie rozpatrzonych przez gdański sąd w piątek.

Wśród zatrzymanych byli lekarz i prawnicy

Ziobro poinformował, że zatrzymano 16 osób, w tym „osoby, które odgrywały kierownicze role w zorganizowanych grupach przestępczych zajmujących się dystrybucją leków w sposób przestępny poprzez stwarzanie realnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia polskich pacjentów”. Ziobro wyjaśnił, że przestępcy mieli – wykorzystując tzw. odwrócony łańcuch dystrybucji leków, wywozić za granicę leki, często rzadkie, trudno dostępne dla polskich pacjentów.

Rutkowska-Szmydyńska wyjaśniła, że zatrzymania odbyły się w środę, a dokonali ich funkcjonariusze z gdańskiej Komendy Wojewódzkiej Policji, Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, miejscowej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Krajowej Administracji Skarbowej. Dodała, że zatrzymani, to członkowie dwóch zorganizowanych grup przestępczych zajmujący się nielegalną dystrybucją leków. Wyjaśniła, że wśród zatrzymanych są m.in. lekarz, dwóch adwokatów, którzy mieli doradzać przestępcom, oraz farmaceuci.

Prokurator powiedziała, że jednocześnie z zatrzymaniami w kilkudziesięciu miejscach w woj. pomorskim, kujawsko-pomorskim i mazowieckim, odbyły się przeszukania, w których brali udział m.in. inspektorzy farmaceutyczni i pomorski wojewódzki konsultant apteczny. Zaznaczyła, że w prowadzonej w różnych miejscach akcji brało udział ponad 300 funkcjonariuszy.

Zakładali fikcyjne ośrodki zdrowia

Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że jedna z rozbitych grup zakładała fikcyjne niepubliczne ośrodki zdrowia, które nie prowadziły działalności, ale zamawiały leki – rzekomo na własne potrzeby. Potem medykamenty były przekazywane drugiej grupie, która je sprzedawała poza Polską, m.in. w Holandii i Wielkiej Brytanii, za ceny wielokrotnie wyższe niż obowiązujące w naszym kraju.

Dodała, że z ustaleń śledczych wynika, iż przez półtora roku – od stycznia 2018 r. do lipca 2019 r. – grupy wyprowadziły za granicę leki warte co najmniej 15 mln zł. Były to leki stosowane m.in. w terapii onkologicznej, leczeniu kardiologicznym lub poprzeszczepowym. – Skutkiem tego było to, że na polskim rynku tych leków brakowało i z całą pewnością utrudniało to prowadzenie terapii osób z poważnymi schorzeniami zdrowotnymi – powiedziała prokurator.

Może grozić im do 20 lat więzienia

Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że w środę w prokuraturze rozpoczęły się przesłuchania i stawianie zarzutów zatrzymanym i były kontynuowane w czwartek. Podejrzani usłyszeli zarzuty związane z kierowaniem zorganizowaną grupą przestępczą lub udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, nielegalnym obrotem lekami, praniem pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu, stwarzaniem zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób, a także posługiwaniem się podrobionymi lub poświadczającymi nieprawdą dokumentami.

Prokurator wyjaśniła, że osobom, które kierowały grupami, może grozić nawet 20 lat więzienia – takie łączne kary przewiduje kodeks karny za popełnienie zarzuconych im przestępstw.

Dodała, że w przypadku części podejrzanych prokuratura skierowała do sądu wnioski o tymczasowe areszty. Niektóre z tych wniosków mają być rozpatrzone przez w czwartek, a pozostałe w piątek.

Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w lipcu ubiegłego roku. Przeszukano wtedy kilkadziesiąt nieruchomości w Trójmieście i okolicy oraz w Toruniu. Zabezpieczono m.in. dokumentację finansowo-księgową i dużą ilość leków. W czwartek Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że było to około 60 tys. opakowań medykamentów które miały trafić za granicę i tam zostać sprzedane po wyższych niż w Polsce cenach. Dodałą, że leki te były przechowywane w niewłaściwy sposób, m.in. nie trzymano w lodówkach specyfików, które powinny być w nich przechowywane.

„Kary w takich sprawach będą bardzo surowe”

Rutkowska-Szmydyńska poinformowała, że w lipcu ub.r. postawiono zarzuty czterem osobom, w sumie więc w śledztwie podejrzanych jest 20 osób.

– Wnioski co do kar w takich sprawach będą bardzo surowe. Będziemy chcieli, aby one oscylował w granicach górnych zagrożeń – podkreślił minister Ziobro. Dodał, że „społeczna szkodliwość tych przestępstw, które były popełniane, zagrożenie dla tysięcy ludzi i ta nonszalancja przestępców, uzasadnia bardzo wysokie kary”. One muszą też pełnić tą funkcję odstraszającą innych od popełnienia tego rodzaju czynów – podkreślił.

– Musimy dać jasny sygnał przestępcom, że po prostu to się nie opłaca. To musi być taki sam przekaz jak w przypadku przestępstw VAT-owskich – powiedział minister. Jego zdaniem, „wcześniej tego rodzaju sprawy traktowano w sposób niezwykle łagodny, z pewną wyrozumiałością”, „stosowano możliwie najłagodniejsze kwalifikacje prawne”. – My zmieniliśmy to w sposób zasadniczy – dodał.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brazylia: Wojny gangów w więzieniach. Znaleziono ponad 40 ciał więźniów

Co najmniej 42 ciała więźniów znaleziono w czterech zakładach karnych w Manaus, w stanie Amazonas na północy Brazylii. Jak poinformowały władze penitencjarne, wszyscy zostali uduszeni. Dzień wcześniej w jednym z tych więzień 15 osób zginęło w starciach między rywalizującymi ze sobą gangami.

Rząd prezydenta Jaira Bolsonaro podjął decyzję o wysłaniu do Manaus dodatkowych sił bezpieczeństwa. Poinformował o tym gubernator stanu Amazonas Wilson Lima po spotkaniu ministrem sprawiedliwości Sergio Moro.

W brazylijskich więzieniach, zwłaszcza na północy kraju, między gangami często dochodzi do krwawych walk o kontrolę nad przemytem narkotyków. W styczniu 2017 r., w ciągu trzech tygodni, w starciach w więzieniach zginęło blisko 150 osób.

Brazylia ma trzecią największą liczbę osadzonych na świecie. Według danych z 2016 r. w tym kraju było ponad 726 tys. więźniów. Liczba ta jest ponad dwukrotnie większa niż liczba miejsc w więzieniach. Zakłady penitencjarne są opanowane przez rywalizujące ze sobą gangi. Regularnie dochodzi w nich do zamieszek, które szybko rozprzestrzeniają się po innych więzieniach.
Źródło info i foto: TVP.info

Kanada: Co roku „pranych” jest około 130 mld dolarów kanadyjskich

Przestępcy korzystają z ochrony prawa własności gwarantowanej przez kanadyjskie prawo i co roku piorą w Kanadzie od 100 do 130 mld dolarów kanadyjskich. Prawie wszystkim uchodzi to bezkarnie – wskazuje najnowszy raport.

W opublikowanym we wtorek przez konserwatywny instytut badawczy C.D. Howe Institute raporcie podkreślono, że kanadyjskie prawo potrzebuje ostrzejszych przepisów. Autor raportu Kevin Comeau postuluje m.in. utworzenie publicznie dostępnego rejestru faktycznych właścicieli nieruchomości i firm.

Kanadyjskie przepisy dotyczące przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy, szczególnie w odniesieniu do nieruchomości, należą do najsłabszych w krajach liberalnej demokracji, zatem najprawdopodobniej do Kanady trafia znaczna część międzynarodowych brudnych pieniędzy – wskazał autor raportu. Choć nie jest możliwe oszacowanie dokładnej wielkości procederu, realistyczne szacunki skali prania brudnych pieniędzy wskazują, że corocznie jest to kwota od 100 do 130 mld CAD – podkreślił.

Odwołując się do konkluzji Raymonda Bakera z 2005 r na temat prania brudnych pieniędzy w USA, Comeau napisał, że skoro w USA prawo nie dosięga 99,9 proc. przestępców winnych praniu pieniędzy, to nie ma powodu szacować, by w Kanadzie było inaczej. Szacunki tego procederu przedstawione przez ONZ w 2011 r. mówią, że globalnie 99,8 proc. przypadków prania brudnych pieniędzy nie jest wykrywane.

Comeau podkreślił, że anonimowość i niewidoczność tego przestępstwa mogłyby zostać zmniejszone dzięki publicznym rejestrom tzw. beneficial ownership, czyli ukrytych rzeczywistych właścicieli firm, trustów i nieruchomości. Przy czym – jak zastrzegł autor raportu – konieczność ochrony danych osobowych nakazywałaby ograniczenie informacji dostępnej publicznie i np. pełne adresy zamieszkania czy numery paszportów, szczegóły działalności biznesowej, powinny być chronione. Comeau proponuje też wprowadzenie do kodeksu karnego nowej kategorii przestępstwa – udzielania fałszywej informacji o rzeczywistych właścicielach.

W marcu br. dziennik „The Globe and Mail” napisał, że od 2014 r., czyli jeszcze za czasów rządów konserwatystów, FinTRAC, kanadyjska instytucja, której zadaniem jest przeciwdziałanie praniu brudnych pieniędzy, była ostrzegana, że kanadyjska bankowość, nieruchomości i kasyna to sektory, w których ustawicznie dokonywane są operacje legalizacji pieniędzy pochodzących z przestępstw. Analiza napisana przez urzędnika FinTRAC nie została zatwierdzona, ani przekazana potencjalnie zainteresowanym. Dopiero niedawno niezależny analityk i dziennikarz Ken Rubin, po ponad dwuletniej walce o dostęp do informacji, uzyskał raport. Urzędnik FinTRAC napisał w nim m.in., że właśnie „beneficial ownership”, ukryty właściciel, jest prawdopodobnie najważniejszym „narzędziem” używanym przez przestępców.

Jawny raport FinTRAC z 2017 r. wskazywał, że sektor nieruchomości jest jednym z sektorów gospodarki, którymi przestępcy są najbardziej zainteresowani.

Od kilku lat część analityków rynku nieruchomości ostrzegała, że bardzo szybko drożejący rynek nieruchomości w Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej i w aglomeracji Toronto w Ontario stały się miejscami prania brudnych pieniędzy. W lipcu 2016 r. Kolumbia Brytyjska wprowadziła dodatkowy podatek od ceny transakcji dla zagranicznych nabywców, a dwa lata temu podobny podatek zaczęto naliczać w Ontario, w tzw. Greater Golden Horseshoe (teren od Niagary na zachodzie, przez Toronto, do Peterborough na wschód).

Chińczycy obchodzą podatek, kupując nieruchomości przez rejestrowane w Kanadzie firmy oraz dla uczących się w Kanadzie dzieci. Telewizja CBC opisywała też ostatnio działanie kantorów wymiany pieniędzy i pozabankowego przekazywania pieniędzy za granicę. Tzw. money service businesses również zostały wskazane w ub.r. roku w jednym z raportów.

Parlament Kolumbii Brytyjskiej rozpoczął w kwietniu br. prace nad utworzeniem rejestru faktycznych właścicieli nieruchomości. Wszystkie firmy i fundusze, kupujące ziemię w prowincji, będą zobowiązane do przekazywania informacji do publicznego rejestru właścicieli, pod karą do 100 tys. CAD lub 15 proc. wartości nieruchomości, zależy która kwota byłaby większa.

W Kanadzie istnieje prawo – tzw. Magnitsky Law – umożliwiające zamrażanie kanadyjskich aktywów skorumpowanych zagranicznych polityków. W marcu br. przez pierwsze czytanie w Senacie przeszedł projekt ustawy o przejmowaniu i wykorzystywaniu przejętych aktywów. Projekt zmierza do umożliwienia, na podstawie decyzji sądu, przejmowania takich aktywów i przekazywania ich ofiarom przestępczej działalności oraz organizacjom pomocowym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dania: Strzelanina w Horsholm. Nie żyje jedna osoba

Jedna osoba zginęła, cztery zostały ranne we wczorajszej nocnej strzelaninie, która wybuchła w Horsholm, 30 km na północ od Kopenhagi. Czy walczyły lokalne gangi?

Mieszkańcy miasteczka mieli film akcji na żywo, z większymi niż filmowe emocjami, ponieważ świszczały prawdziwe kule. Policję wspierał z powietrza przez śmigłowiec. Dzielnicę szczelnie otoczono, a mieszkańcy dostali zakaz wychodzenia z domów.

20-letni mężczyzna zginął w strzelaninie. Obrażenia odniosło czterech jej uczestników w wieku od 20 do 27 lat. Najprawdopodobniej wszystkie ofiary jatki były związane z miejscowymi gangami. Nie ucierpiał za to żaden przypadkowy przechodzień. Policja zatrzymała 14 osób podejrzewanych o udział w strzelaninie. Z takich incydentów słynie stolica Danii. Tym razem do starcia doszło w niedalekim mieście.
Źródło info i foto: se.pl

Holandia: Napad na nielegalną fabrykę papierosów. Porachunki gangów?

Holenderska policja znalazła w magazynach w Susteren sześciu związanych Polaków. Okazało się, że nielegalnie produkowali tam papierosy. O napadzie na „fabrykę” mundurowi dowiedzieli się po zgłoszeniu od mieszkańców pobliskich domów, których o pomoc prosił zakrwawiony mężczyzna. Uciekł z magazynu taranując bramę samochodem. Policja nie wyklucza, że to porachunki gangów.

Sprawa wyszła na jaw we wtorek w nocy, gdy w Susteren w Limburgii zakrwawiony mężczyzna dotarł do domów w pobliżu magazynu. Okazało się, że wydostał się on z budynku taranując samochodem bramę – poważnie uszkodzone auto ranny porzucił na pobliskiej łące.

Po przyjeździe policji mężczyzna wskazał, gdzie znajdują się związani mężczyźni. Wszyscy spośród sześciu uwięzionych to Polacy. Nie ma informacji o narodowości mężczyzny, który wezwał pomoc. Śledczy ustalają okoliczności napadu. Miało uczestniczyć w nim co najmniej kilka osób. Na razie aresztowano właściciela magazynu, w którym nielegalnie produkowano papierosy.

Jednym z motywów napadu, jaki biorą pod uwagę kryminalni, są porachunki gangów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl