Janusz T., ps. „Krakowiak” po ponad 20 latach aresztu wychodzi na wolność

Janusz T., ps. Krakowiak jeszcze we wtorek wyjdzie na wolność, po ponad 20 latach spędzonych w areszcie – wynika z informacji PAP. Zwolnienie było możliwe po posiedzeniu sądu, który połączył wszystkie dotychczasowe wyroki skazujące T. w jeden – 15 lat więzienia.

Rzecznicy sądów, z którymi rozmawiała PAP, wskazywali, że okres odbywania kary przez T. upływał w październiku 2021 r. Jednak we wtorek katowicki sąd na wniosek skazanego połączył mu wszystkie 14 wyroków skazujących w jeden i wymierzył łączną karę 15 lat pozbawienia wolności. Sąd wydał zarazem nakaz natychmiastowego zwolnienia T. Według informacji z dwóch niezależnych źródeł Janusz T. jeszcze we wtorek opuści areszt w Tarnowskich Górach. Po południu trwały jeszcze związane z tym procedury.

Janusz T. został aresztowany w styczniu 1999 r., wraz z kilkudziesięcioma członkami jego gangu. Ostatni wyrok skazujący prawomocnie „Krakowiaka” na 15 lat więzienia zapadł w kwietniu br. przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach, w głównym procesie jego grupy. Część stawianych mu i 9 innym oskarżonym poważnych zarzutów będzie musiał jednak rozpoznać ponownie sąd I instancji. Sąd Apelacyjny rozpoznawał odwołania od orzeczenia sądu okręgowego z 2016 r., który wymierzył „Krakowiakowi” karę 25 lat więzienia. Sąd zarazem uchylił Januszowi T. areszt, w którym był od stycznia 1999 r.

Sąd Apelacyjny nie miał wątpliwości, że grupa dowodzona przez „Krakowiaka” istniała i ma na koncie wiele przestępstw. W głównym procesie oskarżeni odpowiadali za kilkadziesiąt czynów, m.in. zabójstwa, rozboje, handel bronią i narkotykami. Pierwszy proces w tej sprawie ruszył w 2001 r. Wówczas na ławie oskarżonych zasiadało 36 osób, większość z nich została już wcześniej prawomocnie osądzona. Część poprzedniego wyroku, z 2008 r., dotyczącą najpoważniejszych czynów, już raz uchylił sąd apelacyjny, nakazując sądowi okręgowemu powtórzenie procesu.

Zdaniem prokuratury kierowany przez „Krakowiaka” związek przestępczy należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie na południu kraju. Według śledczych i sądu gang miał ustaloną strukturę i hierarchię z niekwestionowanym przywódcą oraz z „organami” wyznaczonymi do poszczególnych zadań. Grupę udało się rozbić m.in. dzięki zeznaniom świadków koronnych. Ich wiarygodność podczas całego procesu kwestionowała obrona i sami oskarżeni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

30-latka kierowała gangiem sutenerów

Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło grupę sutenerów, którzy mieli czerpać korzyści z prostytucji świadczonej przez kobiety w Polsce i podczas zagranicznych wyjazdów. Gangiem kierować miała 30-letnia „Judith”. O zatrzymaniu pięciu osób związanych z grupą Judyty D. „Judith” poinformowała PAP w poniedziałek rzecznik CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz.

„Na początku minionego tygodnia przeprowadziliśmy skoordynowane działania w Warszawie, Radomiu, Nowym Sączu, a także na terenie województwa śląskiego. W ramach akcji funkcjonariusze zatrzymali cztery kobiety i jednego mężczyznę. Jedna z podejrzanych została zatrzymana na warszawskim lotnisku, gdy wracała do kraju z jednego z państw w Europie Zachodniej” – podała rzecznik CBŚP.

Policjantów z biura śledczego wspierali funkcjonariusze z komend wojewódzkich w Radomiu, Krakowie, Katowicach i z Komisariatu Portu Lotniczego Warszawa-Okęcie.

Ustalenia prokuratury

Śledztwo w sprawie „działalności zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się m.in. czerpaniem korzyści majątkowych ze świadczonych przez kobiety na terenie kraju i za granicą usług seksualnych” nadzoruje Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu.

Prokuratura ustaliła, że grupa, na której czele miała stać „Judith”, działała w latach 2015-2018 w Warszawie, Szczecinie, Sopocie, Poznaniu i Krakowie. Przestępcy mieli działać także za granicą, organizując wyjazdy kobietom świadczącym usługi seksualne, m.in. na Teneryfę, do Londynu, Mediolanu i do Belgradu.

„Członkowie grupy dopuścili się przestępstw polegających na nakłanianiu kobiet do uprawiania prostytucji, ułatwianiu kobietom uprawiania prostytucji, a następnie na czerpaniu korzyści majątkowych ze świadczonych przez kobiety usług seksualnych” – przekazał PAP Dział Prasowy PK.

Czym zajmowała się „Judith”?

Jurkiewicz podała, że Judyta D. miała zajmować się pozyskiwaniem klientów i ustalać stawki za usługi seksualne. Jej prawa ręka Grażyna N. pełniła funkcję księgowej, zajmowała się rozliczeniami z klientami i wypłatami pieniędzy dla prostytutek.

„Klientami byli między innymi zagraniczni biznesmeni, którzy za towarzystwo młodych kobiet byli gotowi zapłacić nawet równowartość kilku tysięcy złotych” – poinformowała rzecznik CBŚP. Według śledczych „Judith” werbowała Polki, Ukrainki i Białorusinki.

Judyta D. usłyszała zarzut kierowania gangiem sutenerów i zarzut udzielania narkotyków. Grozi jej do 10 lat więzienia. Pozostałe cztery osoby mają odpowiedzieć za czerpanie korzyści z nierządu, w tym trzy w ramach zorganizowanej grupy przestępczej.

Dwie osoby zostały tymczasowo aresztowane przez sąd, a pozostałe trzy prokurator objął poręczeniami majątkowymi i dozorami policji. Jedna osoba ma także zakaz opuszczania kraju i zbliżania się do określonych osób.

Postępowanie ma charakter rozwojowy, prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejna udana akcja CBŚP. Rozbito gang, który zapewniał wódkę, papierosy, a nawet świeżą dziczyznę

Kilkadziesiąt milionów złotych zarobił gang z terenu województwa łódzkiego, który zajmował się produkcją papierosów i podrabianej wódki, ale także kłusownictwem i sprzedażą dziczyzny. Do grupy należało także dwóch policjantów z Wielunia, pomagających przestępcom w sprzedaży towarów oraz dokonujących sprawdzeń w policyjnych bazach danych. Z ustaleń funkcjonariuszy CBŚP i dolnośląskich „pezetów” wynika, że na czele bandy stał pięcioosobowy „zarząd”, który odpowiadał za organizację krajalni tytoniu, fabryk papierosów i rozlewni alkoholu.

W poniedziałkowy poranek funkcjonariusze wrocławskiego CBŚP, pod nadzorem śledczych z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, rozpoczęli obławę na gang z terenu woj. łódzkiego, który na niemal przemysłową skalę uruchomił produkcję podrabianych papierosów i alkoholu. Grupa miała swoje krajalnie tytoniu i fabryki papierosów i dobrze zakamuflowane rozlewnie spirytusu. Na swoich nielegalnych interesach zarobiła nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

Do środy funkcjonariusze zatrzymali 27 osób – kobiety i mężczyzn od 22 do 50 lat – oraz dwóch policjantów z Wielunia. Aż 19 osób trafiło do aresztów. A jak twierdzą śledczy, to nie koniec zatrzymań. Podczas przeszukań natrafiono na krajalnie tytoniu, rozlewnie spirytusu. Przechwycono setki kilogramów krajanki suszu tytoniowego, tysiące sztuk papierosów, kilkanaście sztuk jednostek broni oraz kilka tysięcy sztuk amunicji.

Bogate menu

Gang, działający na terenie województwa łódzkiego, dolnośląskiego, wielkopolskiego i opolskiego, skupiał się na nielegalnej produkcji papierosów. Podrabiali wyroby znanych koncernów tytoniowych, ale jak twierdzą śledczy, wypuszczali na rynek mniej popularne marki, a także własne wyroby. Podobnie było z rozlewniami spirytusu, gdzie powstawały przede wszystkim wódki. Fabryczki te były bardzo dobrze zakonspirowane, a dostęp do nich miało wyłącznie wąskie grono osób odpowiedzialnych za produkcję, obsługę maszyn, transport surowców i gotowych produktów do magazynów. Chodziło o to, by w razie wpadki jak najmniej osób wiedziało o miejscu działania manufaktury. Kolejnym źródłem dochodu gangu był przemyt papierosów z Azji.

Bogaty katalog przestępstw obciążających rozbitą grupę uzupełnia także handel bronią, amunicją oraz… kłusownictwo i sprzedaż tak pozyskanej dziczyzny.

Większość gotowych produktów sprzedawano hurtowo na terenie Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Śledczy ustalili, że zyski były później dzielone między członkami gangu, w zależności od hierarchii w grupie. Na czele przestępczej organizacji stało pięciu szefów tzw. zarządu. To oni byli odpowiedzialni za redystrybucję dóbr. Przestępcy legalizowali zyski z nielegalnej produkcji w kontrolowanych przez siebie firmach. Inwestowali także w nieruchomości oraz kosztowności i luksusowe samochody. Prokurator dokonał zajęcia ich mienia oraz nieruchomości na łączną kwotę co najmniej 13 milionów złotych.
Źródło info i foto: TVP.info

Marek Cz. ps. „Rympałek” skazany na 25 lat więzienia za zlecenie zabójstwa i kierowanie gangiem

Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy wyrok 25 lat więzienia dla Marka Cz., „Rympałka”, m.in. za kierowanie gangiem i zlecenie zabójstwa. Prawomocnie skazał także 15 innych oskarżonych. Tym samym odrzucił apelacje obrońców i prokuratora, który uznał zasądzone kary za zbyt łagodne. Wyrok dla „Rympałka” i członków jego grupy uprawomocnił się wczoraj po południu.

Apelacje złożone przez obrońców oskarżonych, a także prokuratora, nie zasługiwały na uwzględnienie – powiedziała sędzia Anna Zdziarska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Przypomniała, że adwokaci podsądnych nazywali proces „poszlakowym”, podważali wiarygodność „dowodu z pomówienia”, czyli zeznań tzw. małych świadków koronnych. W większości obrona podważała w ogóle istnienie zorganizowanej grupy przestępczej, do której mieliby należeć oskarżeni.

– Sąd odwoławczy nie podzielił wątpliwości obrońców co do tych źródeł dowodowych. Chociaż mieliśmy do czynienia z dowodem z tak zwanego pomówienia, to jednak dowód ten zasługiwał na uwzględnienie. Nie był to przecież dowód jedyny, ale cały ich szereg. W toku postępowania zostały one zweryfikowane. Drobne nieścisłości były efektem upływu czasu, a także skali popełnionych przestępstw – tłumaczyła sędzia Zdziarska.

Sędzia dodała, że „mali świadkowie koronni” byli członkami grupy „Rympałka”, a opisując przestępstwa, nie umniejszali swojej roli w tych zdarzeniach. Zaznaczyła, że ustalenia Sądu Okręgowego w Warszawie, który w pierwszej instancji skazał oskarżonych, są „niesporne”, a „zgromadzone dowody pozwalają na przypisanie sprawstwa i winy” w zakresie przynależności do grupy przestępczej, handlu narkotykami, papierosami czy bronią.

Sąd stwierdził na podstawie zgromadzonych dowodów, że Marek Cz. był „niekwestionowanym przywódcą” grupy i decydował o najważniejszych kwestiach, nawet będąc pozbawionym wolności. Sędzia Zdziarska podkreśliła, że nie ma wątpliwości także w zakresie najcięższego zarzutu, jaki ciąży na „Rympałku”.

Marek Cz. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności za zlecenie zabójstwa nielojalnego członka gangu – Witolda K., ps.”Witek”. Zbrodni mieli dokonać oskarżeni Marek R. i Jerzy B., także skazani na dwudziestopięcioletnie odsiadki. Pozostałym podsądnym sąd wymierzył kary pozbawienia wolności od kilku do kilkunastu lat. Takie kary sędzia Zdziarska określiła jako „adekwatne do zawinienia i społecznej szkodliwości czynu”.

Wczorajszy wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest prawomocny

Proces odwoławczy „Rympałków” toczył się od października. Oskarżeni domagali się uniewinnienia bądź skierowania sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd okręgowy.

Prokurator chciał, aby sąd apelacyjny skazał oskarżonych za wszystkie czyny, poza zabójstwem. Żądał, by proces w sprawie zbrodni został przeprowadzony jeszcze raz tak, by mógł walczyć o skazanie Marka Cz., Jerzego B. i Marka R. na dożywotnie pozbawienie wolności, bo „25 lat za zabójstwo z premedytacją, w ramach zorganizowanej grup przestępczej, to kara rażąco niewspółmierna i nie daje gwarancji zabezpieczenia społeczeństwa przed zdemoralizowanymi oskarżonymi” – mówił prokurator. „Rympałka” nazwał jednostką aspołeczną, która jest „zdolna poświęcić ludzkie życie w imię własnych interesów”.

Grupa „Rympałka” powstała w 1994 r. po aresztowaniu Andrzeja Kolikowskiego, „Pershinga” – zastrzelonego kilka lat później w Zakopanem szefa gangu pruszkowskiego. „Rympałek” miał być szefem jego „żołnierzy”.

Najgłośniejszym przestępstwem grupy był tzw. napad stulecia na konwój na warszawskim Ursynowie w 1995 r., kiedy zrabowano ponad 1,2 mln zł.

56-letni dziś „Rympałek” został w 1998 r. skazany przez sąd pod przewodnictwem Barbary Piwnik na 10 lat więzienia za przywództwo zorganizowanej grupie przestępczej. Po odbyciu wyroku zniknął. Według policji, ukrywając się, odbudowywał struktury swej grupy. Został ponownie zatrzymany i aresztowany w 2010 r.
Źródło info i foto: onet.pl

Marek Cz. „Rympałek” skazany na 25 lat więzienia

Marek Cz. „Rympałek” został skazany na 25 lat więzienia, m.in. za zabójstwo i kierowanie gangiem. W środę w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie prokurator stwierdził, że taka kara jest rażąco niska, bo oskarżony jest jednostką aspołeczną i do końca życia powinien być izolowany.

Mowa odwoławcza prokuratora Marcina Wielgomasa z Prokuratury Krajowej była ostatnią, której Sąd Apelacyjny w Warszawie musiał w tej sprawie wysłuchać. Proces rozpoczął się w październiku. 16 członków grupy „Rympałka”, w tym także Marek Cz., odwołało się od wyroku sądu pierwszej instancji, skazującego ich za wiele przestępstw.

Od wyroku odwołał się także prok. Wielgomas. W pisemnej apelacji domagał się zaostrzenia wyroku sądu I instancji wobec „Rympałka”, Marka R. i Jerzego B. z 25 lat na dożywocie z możliwością wcześniejszego zwolnienia po 40 latach. Wniósł o to, mimo że sąd odwoławczy nie może zwiększać kar na dożywocie (art. 454 kpk). Prokurator chciał także zwiększenia kary zasądzonej Robertowi L. z 8 na 12 lat pozbawienia wolności.

– Podtrzymuję kierunek apelacji oraz zarzuty dotyczące rażącej niewspółmierności kary. Jednak z uwagi na błędne sformułowanie wniosków, będę wnosił o ich zmianę – powiedział prokurator przed Sądem Apelacyjny. Wielgomas domaga się, by sąd apelacyjny uznał „Rympałka” i Jerzego B. za winnych kierowania i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, handlu narkotykami, bronią i amunicją oraz sutenerstwa, skazując ich na 15 lat więzienia. Marek R. miałby za podobne czyny spędzić w więzieniu 8 lat.

Wielgomas wnosił z kolei skierowanie do ponownego rozpoznania sprawy zabójstwa nielojalnego członka gangu – Witolda K. Według prokuratury, a także sądu pierwszej instancji, jego egzekucję zlecił „Rympałek”, a wykonali ją Marek R. i Jerzy B.

– 25 lat za zabójstwo z premedytacją w ramach zorganizowanej grupy przestępczej to kara rażąco niewspółmierna i nie daje gwarancji zabezpieczenia społeczeństwa przed zdemoralizowanymi oskarżonymi – powiedział prokurator.

„Rympałka” nazwał jednostką aspołeczną, która jest „zdolna poświęcić ludzkie życie w imię własnych interesów”. Prokurator przypomniał, że sąd pierwszej instancji, wydając niższy wyrok, argumentował go wiekiem oskarżonych.

– Prognozowanie przyszłego zachowania w oparciu o statystyczna długość życia, jest błędem. Gdy oskarżeni wyjdą z zakładu karnego, nie będą widzieć przed sobą innej drogi jak powrót do działalności przestępczej – stwierdził prokurator.

Na poprzednich rozprawach głos zabrali oskarżeni i ich obrońcy. Wszyscy wnosili o uniewinnienie lub ponowny proces. We wszystkich apelacjach podważano m.in. istnienie zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, do której mieliby należeć oskarżeni.

Skład gangu „Rympałka” prokuratura (a później sąd) ustaliła na podstawie wyjaśnień skruszonych gangsterów, czyli „sześćdziesiątek” (od art. 60 kk). Adwokaci kwestionowali wiarygodność tych świadków, a cały proces określili jako „poszlakowy”.

Sprawę „rympałków” sądzi dwoje sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie Anna Zdziarska i Zbigniew Karpiński oraz delegowana z Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Dorota Radlińska. Z uwagi na „zawiłość sprawy” sędzia Zdziarska odroczyła wydanie wyroku do 23 stycznia.

Grupa „Rympałka” powstała w 1994 r. po aresztowaniu Andrzeja Kolikowskiego „Pershinga” – zastrzelonego kilka lat później w Zakopanem szefa gangu pruszkowskiego. „Rympałek” miał być szefem jego „żołnierzy”. Najgłośniejszym przestępstwem grupy był tzw. napad stulecia na konwój na warszawskim Ursynowie w 1995 r., kiedy zrabowano ponad 1,2 mln zł.

55-letniego dziś „Rympałka” sąd pod przewodnictwem Barbary Piwnik w 1998 r. skazał na 10 lat więzienia za przywództwo zorganizowanej grupie przestępczej. Po odbyciu wyroku zniknął. Według policji, ukrywając się, odbudowywał struktury swej grupy. Został ponownie zatrzymany i aresztowany w 2010 r.
Źródło info i foto: TVP.info

Gang pseudokibiców handlował narkotykami na gigantyczną skalę

CBŚP rozbiło grupę przestępczą krakowskich pseudokibiców, która na gigantyczną skalę handlowała narkotykami. W ostatnich dniach w ręce policjantów wpadło kilkunastu członków gangu, który wprowadził na rynek środki odurzające warte co najmniej 100 milionów złotych – w tym 5,6 tony marihuany i 122 kg kokainy.

Większość osób usłyszała zarzuty przemytu narkotyków z Holandii i Hiszpanii, a także handlu nimi w Polsce na dużą skalę.

Akcję policjanci prowadzili w Krakowie i Myślenicach. Podczas przeszukań natrafili nie tylko na narkotyki, ale także broń palną i maczety. U podejrzanych zabezpieczono luksusowe samochody i sztabki złota.

W jednym z wynajętych domów na terenie powiatu myślenickiego policjanci znaleźli i zlikwidowali profesjonalną oraz zautomatyzowaną uprawę konopi. Plantacja liczyła łącznie 1260 krzaków. Z takiej ilości zabezpieczonego towaru można by uzyskać 89 kg marihuany, o przybliżonej wartości rynkowej 1,2 mln zł. Ponadto zabezpieczono także 9 kg gotowego już suszu roślinnego.

Kolejni zatrzymani to dwie osoby, które potężne zyski gangu inwestowały w nieruchomości.

Przestępcy obracali rzeczywiście wielkimi kwotami. Działali od trzech lat, w tym czasie wprowadzili na rynek ponad 5 i pół tony marihuany oraz 120 kilogramów kokainy. Do tej pory w ramach prowadzonego śledztwa zatrzymano 39 osób, z czego 26 usłyszało zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Zabezpieczono mienie o łącznej wartości 5,5 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gang wyłudził dane od tysięcy osób. Brali na ich konto pożyczki

Od marca 2014 r. do października 2016 r. małżeństwo z Kołobrzegu popełniło, według prowadzącej postępowanie Prokuratury Regionalnej w Katowicach, 4005 przestępstw związanych z nielegalnym pozyskiwaniem danych osobowych, wystawianiem fikcyjnych ogłoszeń o pracę oraz wyłudzaniem pożyczek. Akt oskarżenia trafił już do Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Mechanizm procederu był prosty: zdobyć dane niezbędne do założenia rachunku bankowego, otworzyć taki i pobrać na konto nieświadomej osoby pożyczkę. Żeby pozyskać dane małżeństwo zamieszczało w necie atrakcyjnie wyglądające oferty pracy. Zainteresowani zobligowani byli do przekazania danych, adresu zamieszkania, numerów telefonów, PESEL i temu podobnych szczegółów… wymaganych przez banki. Czerwone światełko nie zapaliło się odpowiadającym na ogłoszenia nawet wtedy, gdy wyczytali, że do podania o pracę dołączyć trzeba także… skan dowodu osobistego. Aż trudno uwierzyć, że małżeństwo wyłudziło w takiej sytuacji w sumie pożyczek „tylko” na nieco ponad 480 tys. zł.

„Oboje podejrzani przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw i złożyli wyjaśnienia korespondujące z ustaleniami śledztwa. W toku postępowania dokonano zabezpieczenia majątkowego na ich mieniu na kwotę 240 tys. zł poprzez ustanowienie hipoteki na nieruchomości. W stosunku do jednego z podejrzanych, na wcześniejszym etapie śledztwa, sąd zastosował tymczasowe aresztowanie. Aktualnie prokurator zdecydował się wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji, poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. złotych oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.” – poinformował w czwartek (8 listopada) Waldemar Łubniewski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Małżeństwu grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Prokuratura o zatrzymanym liderze bojówkarzy Wisły Kraków Pawle M. ps. „Misiek”

Paweł M. ps. Misiek, lider bojówkarzy Wisły Kraków, odpowie za kierowanie gangiem chuliganów z Krakowa i Chorzowa, który wprowadził do obrotu kilkaset kilogramów narkotyków. Osławiony kibol miał brać udział także w dwóch brutalnych atakach na kiboli GKS Katowice i Górnika Zabrze, w trakcie których napastnicy używali maczet. „Misiek” jest podejrzany także o udział w szturmie na magazyn na stadionie Gieksy, w czasie którego kibice katowickiego klubu stracili 44 flagi.

Paweł M. ps. Misiek jest podejrzewany przede wszystkim o kierowanie w latach 2016-2017 zorganizowaną grupą przestępczą, w skład której wchodzili chuligani bojówek: „Sharks” (Wisła Kraków) i „Psycho Fans” (Ruch Chorzów). Według śledczych banda miała działać przede wszystkim na terenie Małopolski i Śląska. – Paweł M. brał także udział w dwóch krwawych napadach na kibiców konkurencyjnych drużyn. W grudniu 2016 r. razem z innymi osobami brutalnie zaatakował w Bytomiu jednego z kiboli Górnika Zabrze. Mężczyzna został raniony maczetami. Cudem nie zginął. Drugi atak, bardzo podobny, miał miejsce we wrześniu 2017 r. w Katowicach. Tym razem maczetami poraniono bardzo poważnie szalikowca GKS Katowice. Weryfikujemy teraz informacje wskazujące na udział M. w jeszcze innych podobnych przestępstwach – opowiada tvp.info jeden ze śledczych.

Bossa krakowskich chuliganów obciąża jeszcze atak z maja 2017 r. na ultrasów GKS Katowice. Z ustaleń śledczych wynika, że „Misiek” był wtedy w grupie 20 zamaskowanych szalikowców, którzy dostali się na stadion GKS Katowice, obezwładnili parę ochroniarzy i pobili kilku lokalnych ultrasów przygotowujących oprawę na najbliższy mecz swojej drużyny. Napastnicy złupili wówczas magazyn kibiców Gieksy, zabierając 44 flagi, których wartość wyceniono na 200 tys. zł.

Szalikowcy groźniejsi od klasycznych gangów

Śledztwa przeciwko Pawłowi M. prowadzą dwie jednostki: Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji.
– Dzięki złamaniu solidarności kiboli i przerwaniu zmowy milczenia udało się zebrać materiał dowodowy pozwalający na wyjaśnienie wielu zdarzeń z ostatnich lat, wiązanych z działalnością chuliganów. Sam „Misiek” może się spodziewać kolejnych zarzutów, liczonych raczej w dziesiątkach – mówi śledczy z Prokuratury Krajowej.

„Misiek” został zatrzymany we Włoszech, do których wyjechał w maju 2018 r. na mecz jednej z tamtejszych drużyn. Dzięki temu udało mu się uniknąć zatrzymania w wielkiej obławie, jaką policjanci CBŚP urządzili na Śląsku i w Małopolsce na kiboli Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. – To było uderzenie w bandę stworzoną przez członków bojówki „Sharks” oraz „Psycho Fans”. Udało im się zorganizować gang zajmujący się handlem narkotykami, wymuszaniem haraczy oraz pobiciami. W ciągu dwóch lat członkowie gangu wprowadzili do obrotu setki kilogramów narkotyków, głównie marihuany, amfetaminy. Lidem tej bandy był, naszym zdaniem, Paweł M. ps. Misiek, a pomagał mu współpracujący z nim Łukasz L. ps. Lucky – dodaje śledczy z PK.

O „Miśku” zrobiło się głośno, gdy w 1998 r. podczas meczu Pucharu UEFA Wisły z Parmą rzucił z trybun rozkładanym nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio. Za ten czyn został skazany na 6,5 roku, krakowski klub został zaś wyrzucony z europejskich rozgrywek. Później Paweł M. odsiadywał wyroki z pobicie kibica oraz policjanta. W 2013 r. został zatrzymany za kradzież maczety w podkrakowskiej Modliniczce. Co ciekawe, pod market kibol podjechał porsche panamera, należącym do jednego ze sponsorów Wisły Kraków. We wrześniu Jarosław Jabrzyk z TVN ujawnił powiązania „Miśka” i chuliganów Wisły z władzami tego klubu.
Źródło info i foto: TVP.info

Cancun: W strzelaninie z gangiem zginął szef lokalnej policji

Co najmniej pięć osób zginęło, a dwie zostały ranne w strzelaninie między policją a członkami gangu w meksykańskim kurorcie Cancun – poinformowały w piątek wieczorem czasu lokalnego miejscowe władze. Jak dodano, podczas wymiany ognia nie ucierpiał żaden turysta. Według mediów wśród zabitych jest szef miejscowej policji. Do strzelaniny doszło w dzielnicy Puerto Juarez, w pobliżu popularnej plaży. Jeszcze do niedawna w Cancun, kurorcie popularnym wśród amerykańskich i europejskich turystów, było – w porównaniu do innych rejonów Meksyku – względnie spokojnie. Ostatnio jednak coraz częściej dochodzi tam do starć między policją a gangami narkotykowymi.

Fala przemocy

Od wielu lat przez Meksyk przetacza się fala przemocy. Według oficjalnych danych w 2017 roku odnotowano w tym kraju ponad 29 tysięcy zabójstw – najwięcej od dwóch dekad. Wojna władz Meksyku z kartelami narkotykowymi i schwytanie ważnych bossów doprowadziło do tego, że gangi podzieliły się na mniejsze i bardziej brutalne komórki. Prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto jest coraz mocniej krytykowany za nieskuteczne działania podejmowane w obliczu rosnącej przestępczości.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Meksyk: Strzelanina między policją i gangiem

​Co najmniej pięć osób zginęło, a dwie zostały ranne w strzelaninie między policją a członkami gangu w meksykańskim kurorcie Cancun – poinformowały miejscowe władze, dodając, że podczas wymiany ognia nie ucierpiał żaden turysta. Według mediów wśród zabitych jest szef miejscowej policji. Do strzelaniny doszło w dzielnicy Puerto Juarez, w pobliżu popularnej plaży.

Jeszcze do niedawna w Cancun, kurorcie popularnym wśród amerykańskich i europejskich turystów było – w porównaniu do innych rejonów Meksyku – względnie spokojnie. Ostatnio jednak coraz częściej dochodzi tam do starć między policją a gangami narkotykowymi.

Od wielu lat przez Meksyk przetacza się fala przemocy. Według oficjalnych danych w 2017 roku odnotowano w tym kraju ponad 29 tysięcy zabójstw – najwięcej od dwóch dekad.

Wojna władz Meksyku z kartelami narkotykowymi i schwytanie ważnych bossów doprowadziło do tego, że gangi podzieliły się na mniejsze i bardziej brutalne komórki. Prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto jest coraz mocniej krytykowany za nieskuteczne działania podejmowane w obliczu rosnącej przestępczości.
Źródło info i foto: RMF24.pl