Jest akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Ł. ps. „Masa”

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Ł. ps. Masa, Zbigniewowi G. – byłemu naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji oraz 20 innym osobom – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Jak przekazała prokurator Ewa Bialik, akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Łodzi skierował 22 stycznia prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Korupcja, fałszywe zeznania, paserstwo

– Prokurator oskarżył Jarosława Ł. ps. Masa o popełnienie siedemnastu czynów w tym m.in. oszustwa co do mienia znacznej wartości, czynów o charakterze korupcyjnym, fałszywych zeznań, przywłaszczenia powierzonego mienia, paserstwa oraz udaremniania zaspokajania wierzycieli – wskazała prokurator. Za zarzucane czyny „Masie” może grozić do 10 lat więzienia.

Ewa Bialik dodała, że prokurator w akcie oskarżenia wysłanym do sądu oskarżył Zbigniewa G. byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji o popełnienie dziesięciu czynów w tym o charakterze korupcyjnym oraz ujawnienia informacji niejawnych. Za te czyny także grozi kara do 10 lat więzienia.

Oszustwa kredytowe

– Pozostałe osoby zostały oskarżone o popełnienie szeregu czynów, w tym o charakterze korupcyjnym, oraz oszustw co do mienia znacznej wartości – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Te zarzuty również zagrożone są karą 10 lat więzienia.

Jak tłumaczyła prokurator Bialik, postępowanie dotyczyło oszustw kredytowych. Przestępstwa te, zdaniem prokuratury, polegały na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szeregu banków, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz udzielania korzyści majątkowych jak i wyłudzania usług budowlanych.

– Śledztwo dotyczyło również wielokrotnego udzielania korzyści majątkowych naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji w związku z pełnioną przez niego funkcją publiczną, wyłudzania odszkodowań komunikacyjnych, ujawniania informacji niejawnych, udzielania substancji psychotropowych, udaremniania zaspokajania wierzycieli, składania zawiadomień o przestępstwach niepopełnionych i składania fałszywych zeznań – podkreśliła prokurator.

– Ponadto postępowanie obejmowało przywłaszczenie pieniędzy, nabywanie artykułów higienicznych oraz produktów spożywczych uzyskanych w wyniku czynu zabronionego oraz przyjmowania korzyści majątkowych przez funkcjonariusza policji oraz wielu innych – dodała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brazylia: Torturowali i mordowali kierowców Ubera

Czterech kierowców pracujących dla firm zajmujących się przewozem osób w Salwador (Brazylia) zostało brutalnie zamordowanych. Według lokalnych władz porwania i morderstwa miał zlecić szef jednego z lokalnych gangów. Miał to zrobić po tym, jak kierowca Ubera anulował kurs zamówiony przez jego chorą matkę.

Do porwań i zabójstw czterech mężczyzn w wieku między 23. a 48. rokiem życia doszło w zeszły piątek, 13 grudnia. Dwóch kierowców pracowało dla Ubera, z kolei dwóch innych dla konkurencyjnej firmy 99. Wszystkie kursy były zamawiane na teren faweli Jardim Santo Inacio w północno-wschodnim Salwadorze.

Byli bici i torturowani

Jedynym, któremu udało się uciec z pułapki zastawionej przez gangsterów był kierowca pracujący dla firmy 99. Mężczyzna miał odebrać klienta w piątek nad ranem. Osoba, która wsiadła do auta wycelowała broń w jego stronę, a następnie kazała jechać mu we wskazane miejsce.

Porywacz wraz ze swoją ofiarą zatrzymali się za jedną z chat. W środku pomieszczenia leżało ciało jednego z kierowców, reszta była przywiązana do krzeseł z poważnymi obrażeniami. Kierowca 99 również został skrępowany, a napastnicy zaczęli go bić i torturować.

W pewnym momencie jednej z ofiar udało się złapać za broń, która miał przy sobie porywacz. Wywiązała się szamotanina, z której skorzystał kierowca firmy 99, który wyswobodził się z więzów i uciekł na zewnątrz. Po oddaleniu się na bezpieczna odległość, mężczyzna zadzwonił na policję. Po kilku dniach o swoich przeżyciach powiedział lokalnej stacji telewizyjnej.

Porywacze i zleceniodawca nie żyją

Jeszcze tego samego dnia policja namierzyła dwóch podejrzanych. Podczas konfrontacji doszło do strzelaniny. Domniemani sprawcy zostali zabici przez funkcjonariuszy. Niestety na ratunek dla kierowców było już za późno – policja odnalazła ich ciała owinięte w foliowe worki. Za zleceniem zabójstw miał stać lider jednego z gangów. Jego ciało policja odnalazła w poniedziałek – został zastrzelony.

– Gangster zlecił zabójstwa, po tym jak kierowca Ubera anulował kurs, który zamówiła jego matka – powiedział „The Guardian” Rui Costa, gubernator stanu Bahia.

Choć policja wciąż ustala dokładny motyw, to w czwartek poinformowała, że prawdopodobnie chodziło o „chęć zemsty za odwołany kurs”.

„Uber jest wstrząśnięty tą brutalną i szokującą zbrodnią” – poinformowała firma. Z kolei 99 dodało, że jest „głęboko zasmucona tymi przerażającymi atakami”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gangster „Kadafi” zatrzymany. CBŚP udaremniło porwanie biznesmena

Obserwowali przyszłą ofiarę, kupili już broń, paralizatory, maski i inne akcesoria. Funkcjonariusze CBŚP i prokuratorzy zapobiegli uprowadzeniu biznesmena dla okupu. Do sprawy zatrzymali trzech mężczyzn, w tym Tomasza B., ps. „Kadafi”, słynnego bydgoskiego gangstera, poszukiwanego do odbycia kary 15 lat więzienia za wcześniejsze przestępstwa.

Zaczęło się od tego, że funkcjonariusze CBŚP z Bielska-Białej dotarli do informacji, z której wynikało, że członkowie zorganizowanej grupy przestępczej mogą przygotowywać się do uprowadzenia przedsiębiorcy mieszkającego w Małopolsce. To miało być porwanie dla okupu.

Obserwowali przyszłą ofiarę

– Aby osiągnąć ten cel, na terenie województwa małopolskiego został wynajęty dom. Zdobyto już broń palną, maski, paralizatory czy sprzęt elektroniczny. Przy pomocy środków technicznych stale obserwowano cykl dnia przyszłej ofiary – relacjonuje komisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Z zebranych przez funkcjonariuszy wynikało, że wśród podejrzanych o przygotowywanie porwania miał być Tomasz B., ps. „Kadafi”, poszukiwany listem gończym do odbycia kary 15 lat więzienia. Mężczyzna został skazany za kierowanie największą na terenie województwa kujawsko-pomorskiego zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Jej członkowie zajmowali się wprowadzaniem do obrotu narkotyków, stręczycielstwem i rozbojami.

Według śledczych wspólnikiem „Kadafiego” podczas przygotowania do uprowadzenia miał być Dariusz L. Ten mężczyzna był z kolei poszukiwany listem gończym do odbycia kary 14 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Natomiast za wynajęcie nieruchomości oraz finansowanie przygotowań do porwania miał być odpowiedzialny Artur G.

Posługiwali się fałszywymi dokumentami

Policjanci namierzyli miejsca przebywania podejrzanych i urządzili akcję zatrzymań. W działaniach wzięli udział funkcjonariusze CBŚP z Katowic i z Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA. Na terenie Małopolski w ręce mundurowych wpadł Tomasz B. i Dariusz L. Po przeszukaniu ich mieszkań funkcjonariusze zabezpieczyli kominiarki, maski, rękawiczki, paralizatory, sprzęt elektroniczny, lornetkę, opaski zaciskowe, a także broń palną, noże i siekierę. Jak ustalił nieoficjalnie Onet, znaleziono też fałszywe dokumenty, którymi posługiwali się przestępcy.

– Kolejną akcję przeprowadzono na Podkarpaciu, gdzie zatrzymano trzeciego podejrzanego, Artura G. Z zebranego materiału wynika, że to właśnie on może być pomysłodawcą planowanego uprowadzenia – relacjonuje Iwona Jurkiewicz,

Zatrzymani zostali doprowadzeni do śląskiego oddziału Prokuratury Krajowej w Katowicach. Tam usłyszeli zarzuty m.in. działania w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu uprowadzenie osoby. Decyzją Sądu Rejonowego w Katowicach wszyscy zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.

– Sprawa ma charakter rozwojowy. Funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań – podkreśla rzeczniczka CBŚP.

Kim jest „Kadafi”?

Tomasz B. był przez długi czas uważany za „króla bydgoskiego podziemia”. Gang „Kadafiego” działał w latach 2001-2011, do czasu, aż rozbili go śledczy. Według nich grupa na potężną skalę handlowała narkotykami, czerpała korzyści z usług przydrożnych prostytutek, zajmowała się haraczami i oszustwami. „Kadafi” wyszedł na wolność w 2013 r., po wpłaceniu kaucji 100 tys. zł. Deklarował dobrowolne poddanie się karze.

W lutym 2018 r. sąd skazał go na 15 lat więzienia. Kilka miesięcy później, jak pisaliśmy w Onecie, przepadł jak kamień w wodę. Podobnie jak jego dwóch bliskich współpracowników, Jaromir M.-O., ps. „Jurgen” i Adam P., ps. „Pluto”, którzy także otrzymali wysokie wyroki. Nie czekali na rozstrzygnięcie w drugiej instancji. Śledczy wydali za nimi listy gończe. Kilka miesięcy temu Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmniejszył „Kadafiemu” karę do 14,5 roku więzienia.

Jaromir M.-O. wpadł rok temu. Nie uciekł zbyt daleko. Ukrywał się na działce 20 km za Bydgoszczą. Natomiast Adam P. został ujęty pół roku temu na Wyspach Brytyjskich. „Kadafi” wpadł dopiero teraz.
Źródło info i foto: onet.pl

Nie żyje brazylijski gangster Clauvino da Silva. Wcześniej próbował uciec z więzienia w przebraniu córki

Nie żyje brazylijski gangster Clauvino da Silva, który dzień wcześniej próbował uciec z więzienia w Rio de Janeiro przebrany za swoja córkę, która przyszła do niego na widzenie. Mężczyzna miał na sobie silikonową maskę i perukę, był też przebrany w dziecięce ubrania. Ucieczkę udaremniono mu w ostatniej chwili.

42-letni Clauvino da Silva, były lider jednego z gangów zajmujących się przemytem narkotyków, nie żyje – podaje „The Guardian”. Z informacji przekazanych przez brazylijskie służby wynika, że mężczyzna powiesił się w swojej celi we wtorek 6 sierpnia – zaledwie dzień po tym, jak próbował zbiec z więzienia w Rio de Janeiro w przebraniu swojej córki. Przebywał w celi o podwyższonym rygorze, w sprawie jego śmierci wszczęto postępowanie wyjaśniające.

Brazylijki gangster znaleziony martwy w swojej celi. Dzień wcześniej chciał uciec w przebraniu córki

W poniedziałek 5 sierpnia zdjęcia de Silvy obiegły światowe media. Wszystko ze względu na nietypowy sposób, w jaki mężczyzna próbował wydostać się z więzienia. De Silva przebrał się za swoją 19-letnią córkę i planował opuścić więzienie przez główne wyjście, gdy ta przyszła do niego na widzenie. Przebrał się w obcisłe jeansy, różową koszulkę, a także silikonową maskę i perukę. Plan de Silvy zakładał, że on wyjdzie na wolność, a jego córka zostanie w środku.

Udało mu się opuścić celę, ale swoim zdenerwowaniem zwrócił jednak uwagę strażników, którzy udaremnili mu próbę ucieczki. Służby penitencjarne opublikowały zdjęcia i nagranie wideo, na którym widać, jak mężczyzna zdejmuje strój. Policja ustala, czy córka mężczyzny wiedziała o jego planie ucieczki. Przesłuchiwane są też osoby, które są podejrzane o przemycenie do więzienia stroju, w który przebrał się Silva.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gangster Jakub K. ps. „Kuba” oskarżony o usiłowanie zabójstwa policjanta i gangstera

Usiłowanie zabójstwa znanego koszalińskiego zapaśnika, dwukrotne strzelanie do policjantów, napady metodą „na policjanta” i porwanie znanego trójmiejskiego adwokata – to najpoważniejsze z 17 zarzutów ciążących na Jakubie K. ps. Kuba. Gangster i 13 jego kompanów zostali oskarżeni o ponad 60 przestępstw. – „Kuba” jest najgroźniejszy z nich wszystkich. Powiedział kiedyś kompanom, że woli zginąć niż wrócić ponownie do więzienia – mówi oficer CBŚP, który zajmował się „Kubą” i jego towarzyszami.

Luty 2017 r. W bloku przy ul. Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu, policjanci, wezwani do awantury, chcą wylegitymować mężczyznę, który prawdopodobnie wyszedł z działającej w budynku, agencji towarzyskiej. Ten wyrywa się, zbiega po schodach i wybiega z budynku sięgając jednocześnie po broń. Strzela co najmniej ośmiokrotnie do policjanta, który go goni. Jedna z kul o włos minęła głowę funkcjonariusza. Policjanci też otwierają ogień do napastnika, ale temu udaje się uciec. Media obiega informacja o strzelaninie, jednak śledczy nie ujawniają czy wiedzą coś o strzelcu. Według oficjalnej wersji ustalają tożsamość napastnika.

Tymczasem policjanci i prokuratorzy „pezetów” wiedzą, że strzelał 40-letni (wówczas) Jakub K. ps. Kuba. Dekadę wcześniej mężczyzna był jedną z ważniejszych postaci w gangu Rafała S. ps. Szkatuła. Z ustaleń warszawskich śledczych wynika, że był odpowiedzialny m.in. za broń grupy. Uczestniczył także w kluczowych „rozkminkach”, czyli spotkaniach zwaśnionych grup przestępczych. W pierwszej dekadzie XXI wieku, „Kuba” miał także być odpowiedzialny za zbieranie pieniędzy od nadzorców przydrożnych prostytutek na trasach: Marki – Wyszków, Kołbiel – Góra Kalwaria i trasie na Łódź.

„Kuba” jest poszukiwany listem gończym wydanym przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej m.in. za przestępstwa narkotykowe. Ale gangstera szukają także śledczy z „pezetów” z Gdańska. Chodzi o głośną sprawę uprowadzenia znanego trójmiejskiego adwokata w 2015 r.

Palec mecenasa

29 czerwca 2015 r., mec. Krzysztof K. jechał audi a8 do swojej kancelarii. Nagle drogę zajechała mu skoda superb z policyjnym „kogutem” na dachu i wyświetlaczem „policja”. Z samochodu wyszło dwóch mężczyzn w mundurach i kamizelkach z napisem CBŚP. Adwokat mówił, że był przekonany, że to rutynowa kontrola drogowa. Szybko okazało się, że bardzo się mylił.

Jeden z „funkcjonariuszy” uderzył specjalnym młotem w szybę od strony kierowcy audi. Następnie grożąc bronią, napastnicy błyskawicznie wyciągnęli mecenasa i wrzucili do skody. Wcześniej zdążyli zabrać mu portfel i wszystkie wartościowe przedmioty, jakie miał przy sobie. W sumie ich łupem padło ok. 10 tys. zł.

Porywacze jeździli z zakładnikiem po Polsce, odwiedzając m.in. Ciechanów, Ostródę, Cedry Wielkie. Co jakiś czas zmieniali samochody. Policja wiedziała już o porwaniu, ale dzięki czujności przestępców, nie mogła trafić na ich ślad. W końcu, w nocy z 29 na 30 czerwca, napastnicy zdecydowali się uwolnić Krzysztofa K. Zanim go jednak wypuścili, grozili mu obcięciem palca, a nawet śmiercią, jeżeli w ciągu tygodnia nie przekaże im miliona złotych. Nie wiadomo czy ich żądanie zostało spełnione.

Po porwaniu mecenasa K. powołano specjalną grupę śledczą, która miała złapać porywaczy. Wiadomo było, że adwokata porwało sześciu fałszywych policjantów. Jednym z nich był Jakub K. ps. Kuba. Poszukiwaniami gangsterów zajęli się funkcjonariusze CBŚP. Śledztwem zajął się Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Bez litości

Gdy śledczy szukali sprawców uprowadzenia adwokata, w sierpniu 2015 r. w Koszalinie doszło do zamachu na 54-letniego Andrzeja R., byłego reprezentanta Polski w zapasach. Mężczyzna został kilkakrotnie postrzelony. Sprawcy mieli otworzyć ogień z samochodu terenowego stojącego w pobliżu posesji byłego sportowca. R. został postrzelony w nogi i dłonie i w ciężkim stanie trafił do szpitala.

Wówczas wiązano sprawę z wojną o prymat na lokalnym rynku handlu narkotykami. Andrzej R. miał bowiem po zakończeniu kariery sportowej wziąć się za gangsterkę. Razem z innym byłym sportowcem, mieli stworzyć „gang zapaśników” odpowiedzialny za wymuszanie haraczy, rozboje i handel narkotykami w Koszalinie. Andrzej R. miał zostać skazany na 5,5 roku więzienia

Z najnowszych ustaleń śledczych z gdańska wynika, że sprawcami zamachu mieli być Jakub K. i Maciej B. – Mężczyźni pojechali do Koszalina i tam kilkakrotnie postrzelili Andrzeja R., przed jego domem. Pokrzywdzony doznał licznych rozległych obrażeń bezpośrednio zagrażających życiu. Przeżył, tylko i wyłącznie dzięki szybkiej interwencji lekarskiej, jednak doznał ciężkiego, trwałego kalectwa – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Bitwa

Między rokiem 2015 a 2017, Jakub K. miał zajmować się m.in. handlem narkotykami. Po próbie zatrzymania go w lutym 2017 r. w Warszawie, zniknął. Był bardzo ostrożny. Na spotkania umawiał się w miejscu publicznym. Tak by policjanci bali się doprowadzić do konfrontacji. Jego byli kompani powiedzieli śledczym, że „Kuba” to „prawdziwy desperados”. – Powiedział, że woli zginąć niż wrócić do więzienia. Że w razie próby zatrzymania woli zginąć, nie da się wziąć żywcem. „Kuba” miał zawsze nosić przy sobie odbezpieczoną broń – opowiada jeden z policjantów.

Polowaniem na „Kubę” zajęli się „Łowcy cieni”, funkcjonariusze specjalnej grupy pościgowej CBŚP. Gangster był ostatnim przebywającym na wolności, uczestnikiem porwania adwokata z 2015 r. Policjanci ustalili, że 26 września 2017 r., spotka się ze swoim znajomym w Inowrocławiu. Podczas próby zatrzymania Jakuba K. doszło do gwałtownej strzelaniny. Gangster widząc policjantów pierwszy otworzył ogień. Miał przy sobie dwa pistolety. „Łowcy” odpowiedzieli ogniem. „Kuba” biegł w kierunku swojego samochodu, w którym jak się później okazało, trzymał karabinek automatyczny i zapas amunicji. Nie dotarł do auta, ponieważ staranował go jeden z funkcjonariuszy. Uciekinier zdołał jednak ranić jednego z policjantów, nim sam padł ranny.

Policja zabezpieczyła KIA ceed należącą do gangstera. – Samochód był wyposażony w używane przez policję sygnały świetlne, modulator sygnałów dźwiękowych oraz w radiostację umożliwiającą prowadzenie nasłuchu na policyjnej częstotliwości. W bagażniku auta znaleziono m.in. ponad 800 sztuk amunicji, karabinek automatyczny wz. 58 V, maczetę, 18 różnych tablic rejestracyjnych, policyjną lampę sygnałową koloru niebieskiego, podrobioną odznakę policyjną, granat dymny, paralizator i fałszywe dokumenty z podobizną K. – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Jakubowi K. grozi nawet dożywocie. Jego kompanom, biorącym udział w rozbojach do 15 lat więzienia. Akt oskarżenia przeciwko bandzie trafił do Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Źródło info i foto: TVP.info

Sparaliżowany gangster Arkadiusz K. oskarżony o kolejne przestępstwa

Sparaliżowany warszawski gangster od kilkunastu lat „wymyka się” śledczym, którzy w tym czasie przedstawili mu kilkadziesiąt zarzutów. Chodzi o Arkadiusza K. ps. „Chory”, który zdaniem prokuratury, nawet unieruchomiony w łóżku, nadzorował handel narkotykami w gangu „Szkatuły”. Do sądu trafił kolejny akt oskarżenia przeciwko K., tym razem m.in. za udział w obrocie blisko 5 kg kokainy i 6 kg heroiny.

Arkadiusz K. to największa zmora warszawskich prokuratorów i policjantów. Na przełomie wieków miał należeć do najbardziej zaufanych kompanów Rafała S. ps. „Szkatuła”. W późniejszych latach mówiono, że jest „kapitanem u Szkatuły”. Zdaniem śledczych w tym okresie miał być bardzo aktywny i popełniać szereg przestępstw.

W listopadzie 2003 r. K. umówił się z członkami konkurencyjnego gangu na spotkanie, tzw. rozkminkę, w pobliżu Multikina na warszawskim Ursynowie. Na miejsce przyjechał z dziewczyną, licząc, że gdyby była to pułapka, potencjalni zamachowcy zrezygnowaliby z ataku. To jednak rzeczywiście była zasadzka, a zamaskowani napastnicy otworzyli ogień do K. Jedna z kul trafiła mężczyznę w kręgosłup.

Zamach mieli zorganizować członkowie gangu mokotowskiego. Początkowo wydawało się, że Arkadiusz K. będzie całkowicie sparaliżowany. Mężczyzna wykazał się jednak dużą wolą walki. Po wielomiesięcznych zabiegach mógł poruszać rękoma i jeździć na wózku.

Dwie godziny dziennie, dwa razy w tygodniu

Według śledczych inwalidztwo nie przerwało kariery K., który jakiś czas po postrzeleniu zyskał pseudonim „Chory”. Sparaliżowany gangster miał być jednym z największych handlarzy narkotyków w stolicy. Od 13 lat regularnie stawiane są mu kolejne zarzuty dotyczące jego działalności w stołecznym półświatku.

Procesy Chorego ciągną się latami, ponieważ biegli z Zakładu Medycyny Sądowej uznali, że jest on „trwale niepełnosprawny i może brać udział w czynnościach procesowych w pozycji leżącej, maksymalnie przez dwie godziny dziennie i nie częściej niż dwa razy w tygodniu”. To praktycznie wyklucza przeprowadzenie procesu przeciwko niemu.
Śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji nie składają jednak broni i oskarżyli Chorego o popełnienie kolejnych przestępstw. W 2002 r., gdy był jeszcze w pełni sprawny, Arkadiusz K. miał m.in. razem ze swoimi szefami Rafałem S. ps. „Szkatuła” i Marcinem K. ps. „Belmondziak” brać udział w próbie porwania znanego stołecznego złodzieja samochodów Ireneusza T. Według skruszonych gangsterów to Szkatuła miał w 2002 r. wpaść na pomysł, aby „zrobić Irka”, czyli porwać go dla okupu.

Panowie znali się z czasów, gdy Rafał S. zajmował się kradzieżami samochodów. Stąd miał wiedzieć, że T. zgromadził znaczne oszczędności. Podczas zebrania bandy ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował, a wolność odzyska, gdy zapłaci 100 tys. dolarów.

Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „cel” za bardzo się pilnował. Podczas drugiej napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. Do porwania nie doszło, bo w pewnym momencie zrejterować miał Belmondziak i reszta kompanii musiała odpuścić. Gdy po latach przesłuchano Ireneusza T., ten zaprzeczył, aby kiedykolwiek próbowano go porwać czy napaść.

Heroina od Bukaciaka

Kolejne zarzuty dotyczą okresu, gdy K. był już przykuty do łóżka. Według śledczych w latach 2011-12 wziął udział w obrocie około 5 kg kokainy i 6 kg heroiny. Narkotyki miał dostarczyć Rafał B. ps. „Bukaciak”. Jeden z „gadaczy” (tak często śledczy określają skruszonych przestępców) opowiadał, że kiedy był w domu u Chorego, ten w najlepsze dyrygował narkotykowymi transakcjami.

– Na tej heroinie od „Bukaciaka” zarobiliśmy tyle, że będzie na pomoce dla chłopaków – miał powiedzieć K. swoim gościom.

Arkadiusz K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że jest niewinny.

W 2013 r. Arkadiusz K. został oskarżony o to, że w latach 2007-11 miał mieć związek z przemytem i sprzedażą: 806 kg marihuany, 190 kg amfetaminy, około 45 kg kokainy i 42 kg heroiny. Wartość takiej ilości środków odurzających na czarnym rynku przekracza nawet 50 mln zł. Łącznie gangster usłyszał 40 zarzutów, w tym także napadów i uprowadzeń z czasów, gdy był jeszcze pełnosprawny.

W maju 2012 r. K. trafił nawet do aresztu. Warszawscy śledczy próbowali to zrobić od 2006 r., ale opinie biegłych wskazywały, że podejrzany nie może przebywać za kratami. Prokuratorom pomogły filmy z imprez gangu Szkatuły, na których uwieczniono K. Brał on udział w przyjęciach, siedząc na wózku inwalidzkim. Wcześniej zapewniał, że niemal cały czas spędza leżąc w łóżku.

Skruszeni opowiadali, że Chory załatwiał sprawy przez dziesiątki telefonów komórkowych lub odwiedzających go kurierów. W latach 2008-11 miał zajmować się także zbieraniem haraczy od stołecznych prostytutek. Przez blisko dwa lata, od maja 2006 r. do połowy lutego 2008 r., ściągał zdaniem śledczych haracz od trzech praskich dilerów narkotyków, pobierając od każdego z nich 200 zł miesięcznie. „Pokemony”, jak gangsterzy nazywają dilerów, musieli regularnie uiszczać „koncesję”, gdyż w innym wypadku groziło im pobicie i zakaz prowadzenia interesów.
Źródło info i foto: TVP.info

Gangster Paweł M. ps. „Misiek” poszedł na współpracę z organami ścigania

Wtorkowe zatrzymania członków gangu pseudokibiców Wisły Kraków Sharks to efekt współpracy przywódcy kiboli Wisły, Pawła M. ps. „Misiek” z organami ścigania – twierdzi portal tvn24.pl.

„Twórca i absolutny lider gangu Sharksów od października przebywał w izolatce na oddziale dla niebezpiecznych przestępców jednego z zakładów karnych, na południu Polski. Śledczym udało się go przekonać do zostania tzw. małym świadkiem koronnym” – podaje portal.

Według dziennikarzy tvn24 „w zamian za wyjawienie informacji dotyczących popełnionych przestępstw +Misiek+ będzie mógł liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary. Śledczy przyznają, że na podstawie informacji udzielonych przez +Miśka+ są planowane już następne zatrzymania”.

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało we wtorek 16 osób związanych ze środowiskiem pseudokibiców Wisła Sharks – poinformowała Prokuratura Krajowa. Jak nieoficjalnie podają media, wśród zatrzymanych znalazł się były wiceprezes klubu Wisła Kraków, Damian D., któremu ma zostać postawiony zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą.

Z dotychczasowych ustaleń śledczych – zaprezentowanych w wydanym we wtorek komunikacie Prokuratury Krajowej – wynika, iż członkowie gangu Sharks mogli działać od 2007 do 2018 r., „dzieląc się przy tym korzyściami uzyskanymi z przestępstw według hierarchii ustalonej w gangu”. „W tym czasie prawdopodobnie wytwarzali amfetaminę, a następnie rozprowadzali ją, a także kokainę czy marihuanę na terenie niemal całego kraju. Pomimo hermetyczności grupy policjanci ustalili, że zatrzymani mogli wprowadzić na rynek ogromne ilości różnych narkotyków” – napisano w komunikacie.
aŹródło info i foto: Radio ZET.pl

Lublin: Nowe zatrzymania w śledztwie przeciwko „Masie”

Osiem kolejnych osób zostało zatrzymanych w sprawie przeciwko Jarosławowi Ł. ps. ”Masa” – poinformowała Prokuratura Krajowa. Podejrzani usłyszeli m.in. zarzuty korupcyjne i dotyczące płatnej protekcji.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie. „Masa” oraz 15 innych osób usłyszało zarzuty. Jarosław Ł. został zatrzymany w maju ubiegłego roku. Wśród podejrzanych byli wówczas Zbigniew G., naczelnik wydziału wywiadu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz przedsiębiorca z Łodzi Wojciech Z.

O kolejnych zatrzymaniach poinformował PAP dział prasowy Prokuratury Krajowej. Realizacja odbyła się w połowie ubiegłego tygodnia.

– Po przeprowadzeniu czynności na terenie województw mazowieckiego, łódzkiego, wielkopolskiego i podlaskiego zatrzymano osiem osób, w tym Wojciecha Z. Oraz Zbigniewa G. – podała prokuratura.

– Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. popełnienia czynów o charakterze korupcyjnym, oszustw kredytowych, płatnej protekcji, wyłudzeń odszkodowań komunikacyjnych, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem innych – poinformowała PK. Przedmiotem przestępstw korupcyjnych miały być głównie alkohol, środki anaboliczne, leki, zegarki, pióra i produkty grzewcze.
Źródło info i foto: onet.pl

Prokuratura ściga listem gończym 42-letniego Grzegorza Kaczmarskiego ps. „Małpa”

Prokuratura Warszawa Praga poszukuje listem gończym 42-letniego Grzegorza Kaczmarskiego ps. „Małpa”, uważanego za jednego z liderów gangu wołomińskiego. Półtora roku temu gangster znalazł się już w rękach śledczych, ale sąd uznał, że jest zbyt chory, aby przebywać w areszcie. Teraz jednak sąd zatwierdzając list gończy uznał, że nie ma przeciwwskazań do wsadzenia „Małpy” za kraty.

42-letni Grzegorz Kaczmarski jest ścigany za przestępstwa narkotykowe, czyli przestępstwa, za które już był wielokrotnie zatrzymywany i karany. Obecnie jest ścigany za „udział w obrocie znacznymi ilościami narkotyków”. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że prokuratura zarzuca mu kupno lub sprzedaż 10 kg heroiny, co najmniej 8,5 kg mefedronu oraz trzech litrów płynnej amfetaminy.

Śledczy uznali, że „Małpa” uczynił z handlu narkotykami stałe źródło dochodów. A, że przeszłości odsiedział już wyroki za przestępstwa narkotykowe, to teraz grozi mu co najmniej 15 lat więzienia. Śledztwo, w którym pojawiło się nazwisko gangstera, dotyczy działalności grup przestępczych, które w okresie co najmniej od 2011 r. wprowadziły do obrotu na terenie Warszawy i województwa mazowieckiego nie mniej niż 400 kg środków odurzających i substancji psychotropowych. Nieoficjalnie śledczy przyznają, że gangsterzy mogli sprzedać nawet tonę narkotyków.

Chory

Nie byłoby całego zamieszania z polowaniem na „Małpę”, gdyby nie wydarzenia z czerwca 2017 r. Wtedy to ponad 400 policjantów wkroczyło do 60 miejsc w Warszawie i okolicach, zatrzymując 39 osób w wieku od 24 do 60 lat. Podczas przeszukań znaleziono m.in. broń palną wraz z amunicją, półprodukty służące do produkcji środków odurzających oraz heroinę, kokainę i mefedron.

Grzegorz Kaczmarski znalazł się wśród zatrzymanych w czasie tej największej w historii stołecznej policji operacji przeciwko gangsterom. Usłyszał zarzuty, a śledczy z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga skierowali do sądu wniosek o aresztowanie „Małpy”.

Ten jednak przedstawił zaświadczenia lekarskie, z których wynikało, że jest poważnie chory. Co dokładnie dolegało wówczas Grzegorzowi Kaczmarskiemu, tego śledczy nie chcą zdradzić. Pewne jest, że prokuratura nie dała wiary, że jej klient nie może przebywać za kratami.

Sąd decydując o zastosowaniu aresztu dał wiarę „Małpie” i jego zaświadczeniom. I gangster z „Wołomina” odzyskał wolność. Co dalej robił, nie wiadomo. Nie pokazał się już śledczym na oczy. W końcu w grudniu 2018 r. prokuratura wydała za nim list gończy.

Informatorzy portalu tvp.info twierdzą, że choć „Małpa” zaczął się ukrywać, to wciąż jest bardzo aktywny i utrzymuje kontakty z półświatkiem. – Ma wysoką pozycję i jest jednym z ostatnich liderów grupy wołomińskiej, który przebywa na wolności – mówią.

Buntownik

Grzegorz Kaczmarski uważany jest przez śledczych za gangstera niebezpiecznego i z rozległymi kontaktami. Kiedyś był mocno związany z gangiem Jacka K. ps. „Klepak”, jednak po śmierci bossa w grupie doszło do ostrej wojny o schedę po „Klepaku”. „Małpa” rywalizował z trzema hersztami: „Rudym”, „Citkiem” oraz „Jogim”. Stanął na czele „wołomińskich rebeliantów”. Został nawet oskarżony o podżeganie do zabójstwa Wiesława Ch., związanego z odłamem grupy wspomnianego triumwiratu.

W sierpniu 2004 r. Wiesław Ch. miał zabić Adama Ch., który według śledczych chciał się usamodzielnić od „Wołomina”. Mężczyzna został zastrzelony w swojej kryjówce, a po zbrodni jego ciało wywieziono w okolice Zambrowa i tam spalono.

Z zeznań wykonawców tej zbrodni wynikało, że to „Małpa” wskazał Wiesława Ch. jako winnego śmierci Adama. Gangster został jednak uniewinniony.

Wpadka co kilka lat

W 2004 r. „Małpa” został zatrzymany na polecenie Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Kaczmarski usłyszał wtedy zarzuty m.in. kierowania związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, zajmującym się m.in. handlem narkotykami, wymuszeniami rozbójniczymi, kradzieżami i legalizacją kradzionych samochodów.

Na przełomie marca i kwietnia 2011 r. policja uderzyła w gang „Małpy”. Poza hersztem zatrzymano wówczas pięć osób, ze ścisłego kierownictwa grupy oraz ich zaufanych „żołnierzy”. W czasie zatrzymań zabezpieczono ponad 30 telefonów komórkowych z bogatymi bazami danych członków gangu, ponad 140 tys. zł w gotówce oraz trzy pistolety. Na jednej z posesji natrafiono także na namiot, w którym gangsterzy hodowali marihuanę. Na miejscu znaleziono 8 kg gotowego suszu konopi indyjskich.

Z informacji uzyskanym dzięki zeznaniom skruszonych przestępców wynika, że od 2008 r. grupa handlowała znacznymi ilościami narkotyków. Gang miał bardzo dobrze zorganizowaną siatkę dilerską. Niektórzy członkowie gangu zajmowali się także porwaniami dla okupu. Ich ofiarami padali przede wszystkim dilerzy, którzy nie chcieli się podporządkować bandzie.

Ścigany

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Wołominie poszukują Grzegorza Kaczmarskiego ps. „Małpa”. Rysopis: sylwetka otyła, wzrost: 165-178 cm, oczy jasne – niebieskie, szeroko rozstawione, włosy bardzo krótkie, ciemny blond, uczesanie „na jeża”, nos garbaty, duży, uszy małe, przylegające, podbródek z wyraźną bruzdą, znak szczególny: tatuaż na prawym ramieniu.

Dla funkcjonariuszy ważny jest każdy sygnał dotyczący obecnego miejsca pobytu i miejsca ukrywania się ściganego mężczyzny. Funkcjonariusze dyżurują całodobowo pod numerami telefonów: 22 776 20 21 – dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Wołominie. Można też dzwonić na numery alarmowe Policji – 112 i 997 lub bezpośrednio do Wydziału Kryminalnego KPP Wołomin 22 60 47 283, można także pisać na adres: komendant.wolomin@ksp.policja.gov.pl

Policjanci ostrzegają, że za ukrywanie poszukiwanego lub pomaganie mu w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu (art. 239§1 Kodeksu karnego).
Źródło info i foto: TVP.info

W USA zatrzymano jednego z najbardziej poszukiwanych bossów narkotykowych

Po wieloletnich próbach meksykańskie siły federalne zatrzymały jednego z najniebezpieczniejszych bossów narkotykowych Angela Humberto Chaveza Gasteluma i jego syna. Jego nazwisko jest jednym z pierwszych na liście przestępców poszukiwanych przez policję amerykańską.

W operacji ujęcia Chaveza wzięli udział członkowie meksykańskiej policji federalnej i agenci Prokuratury Generalnej. Otoczyli w nocy znaną restaurację „Mochomo’s” w mieście Queretaro, w której szef gangu przebywał wraz z synem i członkami swej ochrony.

Meksykańskie media opisując operację aresztowania dobrze strzeżonego gangstera podały, że wzięło w niej udział „dwadzieścia jednostek różnych formacji policyjnych i militarnych”. Zamknęły one fragment głównego bulwaru w Queretaro, gdzie znajduje się restauracja. Chavez i jego syn przebywali tam z pięcioma innymi członkami gangu.

Boss narkotykowy zostanie na podstawie listu gończego wydany władzom amerykańskim. W USA jest ścigany jako szef gangu odpowiedzialnego za dystrybucję narkotyków na wielką skalę oraz za co najmniej dwa morderstwa.
Źródło info i foto: interia.pl