Janusz T., ps. „Krakowiak” po ponad 20 latach aresztu wychodzi na wolność

Janusz T., ps. Krakowiak jeszcze we wtorek wyjdzie na wolność, po ponad 20 latach spędzonych w areszcie – wynika z informacji PAP. Zwolnienie było możliwe po posiedzeniu sądu, który połączył wszystkie dotychczasowe wyroki skazujące T. w jeden – 15 lat więzienia.

Rzecznicy sądów, z którymi rozmawiała PAP, wskazywali, że okres odbywania kary przez T. upływał w październiku 2021 r. Jednak we wtorek katowicki sąd na wniosek skazanego połączył mu wszystkie 14 wyroków skazujących w jeden i wymierzył łączną karę 15 lat pozbawienia wolności. Sąd wydał zarazem nakaz natychmiastowego zwolnienia T. Według informacji z dwóch niezależnych źródeł Janusz T. jeszcze we wtorek opuści areszt w Tarnowskich Górach. Po południu trwały jeszcze związane z tym procedury.

Janusz T. został aresztowany w styczniu 1999 r., wraz z kilkudziesięcioma członkami jego gangu. Ostatni wyrok skazujący prawomocnie „Krakowiaka” na 15 lat więzienia zapadł w kwietniu br. przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach, w głównym procesie jego grupy. Część stawianych mu i 9 innym oskarżonym poważnych zarzutów będzie musiał jednak rozpoznać ponownie sąd I instancji. Sąd Apelacyjny rozpoznawał odwołania od orzeczenia sądu okręgowego z 2016 r., który wymierzył „Krakowiakowi” karę 25 lat więzienia. Sąd zarazem uchylił Januszowi T. areszt, w którym był od stycznia 1999 r.

Sąd Apelacyjny nie miał wątpliwości, że grupa dowodzona przez „Krakowiaka” istniała i ma na koncie wiele przestępstw. W głównym procesie oskarżeni odpowiadali za kilkadziesiąt czynów, m.in. zabójstwa, rozboje, handel bronią i narkotykami. Pierwszy proces w tej sprawie ruszył w 2001 r. Wówczas na ławie oskarżonych zasiadało 36 osób, większość z nich została już wcześniej prawomocnie osądzona. Część poprzedniego wyroku, z 2008 r., dotyczącą najpoważniejszych czynów, już raz uchylił sąd apelacyjny, nakazując sądowi okręgowemu powtórzenie procesu.

Zdaniem prokuratury kierowany przez „Krakowiaka” związek przestępczy należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie na południu kraju. Według śledczych i sądu gang miał ustaloną strukturę i hierarchię z niekwestionowanym przywódcą oraz z „organami” wyznaczonymi do poszczególnych zadań. Grupę udało się rozbić m.in. dzięki zeznaniom świadków koronnych. Ich wiarygodność podczas całego procesu kwestionowała obrona i sami oskarżeni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W Niemczech policyjna obława na iracki gang motocyklowy

Od rana trwa obława na iracki gang motocyklowy w 12 miejscowościach Zagłębia Ruhry i okolic Kolonii. Grupa przestępcza Al-Salam-313 zajmuje się m.in. przemytem ludzi, handlem narkotykami i bronią.

W akcji przeciwko irackiemu gangowi bierze udział ponad pół tysiąca policjantów, w tym jednostki antyterrorystyczne. Od rana przeszukują 43 obiekty użytkowane przez członków przestępczej grupy, m.in. w Essen, Duisburgu, Bonn, Dortmundzie i Kolonii.

„Prokuratura i policja Essen prowadzą śledztwo przeciwko większej grupie osób. Zarzuca się im popełnienie różnych przestępstw. Celem przeszukań jest znalezienie kolejnych dowodów. Oprócz funkcjonariuszy śledczych w akcji biorą też udział jednostki specjalne” – czytamy w oświadczeniu policji.

Członkowie bandy motocyklowej są irackimi szyitami i rozpoczęli działalność w 2016 r. Sami siebie nazywają „wojownikami Mahometa” – liczba 313 w nazwie nawiązuje do 313 żołnierzy, którzy walczyli w 624 r. o boku Mahometa w bitwie pod Badrem. Był to punkt zwrotny w kampanii założyciela islamu przeciwko rywalom z Mekki.

Według informacji tabloidu „Bild” członkowie Al-Salam-313, która ma w Niemczech około 50 członków, wspierają datkami szyickie formacje zbrojne w Iraku i mają kontakt z otoczeniem wpływowego duchownego szyickiego Muktady as-Sadra. Oprócz tego inwigilują i mobilizują do działań na rzecz as-Sadra swoich współwyznawców w Niemczech.

Jak wynika z najnowszego raportu Urzędu Kryminalnego (LKA) Nadrenii Północnej–Westfalii na temat przestępczości zorganizowanej, po kryzysie migracyjnym bardzo szybko rozpoczęła się walka o strefy wpływów między zasiedziałymi w RFN organizacjami przestępczymi, mającymi korzenie w Turcji i Libanie, a nowymi graczami z Syrii i Iraku, którzy niejednokrotnie są byłymi żołnierzami i mają doświadczenie wojenne.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci rozbili gang, który wyłudzał pieniądze od bogatych Polaków

Policja z Olsztyna rozbili grupę, której członkowie są podejrzani m.in. o pranie pieniędzy, posługiwanie się podrobionymi dokumentami i rozporządzanie mieniem wielkiej wartości innych osób. Według śledczych podejrzani wyłudzili 100 tys. zł z kont zamożnych osób oraz usiłowali wyłudzić kolejne 12 mln zł od kilku pokrzywdzonych. Łącznie w sprawie występuje 19 podejrzanych, w tym także pracownicy banków.

Zatrzymania są wynikiem śledztwa prowadzonego przez policję z Olsztyna od ponad dwóch lat. rupa działała od 2016 do 2017 roku. W tym czasie w sposób nielegalny przelano z kont pokrzywdzonych 100 tys. złotych oraz usiłowano wyłudzić 9,5 mln zł. Dzięki działaniom policjantów nie doszło do kolejnych przelewów, tym razem na kwotę 2,5 mln zł. Z ustaleń śledczych wynika, że grupa planowała następne przestępstwa.

Według śledczych członkowie grupy współpracując z pracownikami banków, przy użyciu podrobionych dokumentów tożsamości likwidowali lokaty lub przelewali pieniądze z kont bankowych pokrzywdzonych na inne założone specjalnie w tym celu konta. Policjanci ustalili, że w grupie występował określony podział ról. Znajdowały się w niej osoby odpowiedzialne za organizację fałszywych dowodów osobistych, wyszukiwanie kontaktów wśród pracowników banków czy znajdowanie tzw. „słupów”, na dane których zakładano konta bankowe, gdzie przelewano skradzione pieniądze.

Pod koniec minionego roku w Gdańsku i w Olsztynie policjanci CBŚP przeprowadzili realizację, podczas której zatrzymano 3 osoby podejrzane o udział w oszustwach. Wśród zatrzymanych byli także pracownicy banków.

W ostatnim czasie na terenie Warszawy zatrzymano kolejnego mężczyznę, któremu przedstawiono zarzut niekorzystnego rozporządzenia mieniem innej osoby w wysokości 100 tys. oraz usiłowanie wyłudzenia około 3 mln zł.

W sprawie występuje łącznie 19 podejrzanych w wieku od 28 do 59 lat, którym przedstawiono zarzuty popełnienia i usiłowania popełnienia przestępstw, w tym niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości, prania pieniędzy, a także posługiwania się podrobionymi dokumentami. Są to mieszkańcy województw warmińsko-mazurskiego, pomorskiego i mazowieckiego. Większość zatrzymanych była wcześniej notowana przez Policję za przestępstwa przeciwko mieniu.

Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Sąd Rejonowy w Olsztynie wobec 14 podejrzanych zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

Śledztwo jest nadal w toku z uwagi na wielowątkowość i rozwojowy charakter.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Policjanci CBŚP rozbili gang „Braciaków”

Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło gang „Braciaków” trudniący się m.in. sutenerstwem i handlem narkotykami. Zatrzymano 14 osób, w tym szefów grupy – braci Aleksandra i Leszka B. Są oni podejrzani m.in. o zlecenie podpalenia konkurencyjnej agencji towarzyskiej w Danii. W pożarze zginęła Polka. Nadal poszukiwany jest na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania trzeci z braci 39-letni Paweł.

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku toczy się już inny proces braci B. Są oskarżeni o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, posiadanie znacznej ilości narkotyków, zmuszanie kobiet do nierządu i czerpanie z tego korzyści oraz paserstwa luksusowych pojazdów.

Podczas jednej z rozpraw w 2015 r. sąd podjął jednak decyzję o zmianie środka zapobiegawczego wobec oskarżonych z tymczasowego aresztowania na środki wolnościowe, stosując wobec nich poręczenie majątkowe oraz zakaz opuszczania kraju.

Bracia, jak twierdzą śledczy, przenieśli wówczas nielegalną działalność za granicę.

Podpalenie „salonu masażu”

Rzecznik prasowy CBŚP komisarz Iwona Jurkiewicz poinformowała, że grupa działała na terenie kilku europejskich państw. Wyjaśniła, że większość członków grupy stanowili Polacy, głównie z Pomorza. Zdaniem funkcjonariuszy gang ma na koncie zabójstwo i usiłowanie zabójstwa, do których doszło na terenie Danii.

Zdaniem śledczych, doszło do tego na tle porachunkówj między gangami zajmującymi się sutenerstwem i handlem narkotykami.

– Członkowie gangu weszli w konflikt z inną grupą przestępczą w Danii i zlecili zabójstwo osoby, która kierowała „salonem masażu”. Na tym tle w styczniu 2017 r. doszło do podpalenia tego budynku, w wyniku czego śmierć poniosła obywatelka Polski, jak również jeden z bezpośrednich wykonawców tego zamachu – powiedział Polsat News Remigiusz Signerski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Jak dodał, dwa miesiące później CBŚP zatrzymało 6 sprawców tego przestępstwa. – Kilka miesięcy później na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania sprowadzono kolejnego sprawcę – dodał.

220 kilogramów haszyszu

Po tym zdarzeniu liderzy gangu „Braciaków” – Aleksander i Leszek B. – mieli uciec do Hiszpanii i zająć się tam handlem narkotykami. O ich zatrzymaniu poinformowano w środę. W ręce policji trafił również ostatni z domniemanych bezpośrednich wykonawców zabójstwa – Mateusz W.

– W jednym z domów na terenie Hiszpanii znaleziono też plantację konopi indyjskich, na której rosło niemal 2,5 tys. krzewów. Z takiej ilości roślin można by uzyskać co najmniej 750 kg marihuany. Tam także znaleziono i zabezpieczono 220 kilogramów haszyszu. Z ustaleń policjantów wynika, że narkotyki miały trafić na rynek europejski – poinformowała rzecznik CBŚP.

Zatrzymani wkrótce zostaną przekazani do Polski. Prokurator ma przedstawić braciom B. zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, zlecenia zabójstwa, czerpania korzyści z cudzego nierządu oraz posiadania znacznych ilości środków odurzających. Mateusz W. z kolei usłyszy zarzut zabójstwa i działania w zorganizowanej grupie przestępczej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Członkini gangu Charlesa Mansona może zostać zwolniona z więzienia

Komisja ds. zwolnień warunkowych w Kalifornii zgodziła się na wyjście z więzienia Leslie Van Houten, byłej członkini bandy Charlesa Mansona, odsiadującej wyrok dożywocia za udział w brutalnym zabójstwie – poinformowały w środę amerykańskie media. Komisja już po raz trzeci od 2016 roku zgodziła się na zwolnienie warunkowe 69-letniej obecnie Van Houten.

Poprzednie decyzje komisji zablokował jednak ówczesny gubernator stanu Kalifornia Jerry Brown, argumentując, że kobieta powinna pozostać w więzieniu, gdyż popełniła wyjątkowo ciężką zbrodnię i nadal stanowi zagrożenie dla społeczeństwa.

Trzeci wniosek komisji rozpatrzy następca Browna, Gavin Newsom.

Prawnicy Leslie Van Houten podkreślają jej wzorowe zachowanie w więzieniu. Przypominają, że przyznała się do winy i wielokrotnie wyrażała skruchę. Ona sama zapewnia też, że zmieniła się i chce prowadzić normalne życie. Van Houten została skazana początkowo na karę śmierci, którą zamieniono po apelacji w 1978 r. na dożywotnie więzienie za udział w drastycznym zabójstwie w sierpniu 1969 r. bogatego małżeństwa w Los Angeles, Leno i Rosemary LaBianca.

Charles Manson zyskał sobie miano jednego z najbardziej brutalnych morderców XX wieku. Latem 1969 r. polecił pozostającym pod jego wpływem członkom jego bandy (w większości złożonej z młodych kobiet) zamordowanie siedmiu osób. Według prokuratorów chciał w ten sposób podżegać do wybuchu wojny na tle rasowym między białymi i czarnymi.

Wśród ofiar bandy Mansona znalazła się aktorka Sharon Tate, żona reżysera filmowego Romana Polańskiego, która była wówczas w zaawansowanej ciąży. Zadano jej 16 ciosów nożem rankiem 9 sierpnia 1969 r. Poza Tate, członkowie bandy zamordowali jeszcze wówczas 4 osoby. 19-letnia wówczas Van Houten nie brała udziału w tych zabójstwach.

Charles Manson w pierwszej instancji został skazany na śmierć. Jednak w 1972 r. Sąd Najwyższy USA zamienił jego karę na dożywotnie więzienie. Po kilkakrotnych próbach zaprzestał ubiegania się o warunkowe zwolnienie. Zmarł w listopadzie 2017 roku w wieku 83 lat.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejna udana akcja CBŚP. Rozbito gang, który zapewniał wódkę, papierosy, a nawet świeżą dziczyznę

Kilkadziesiąt milionów złotych zarobił gang z terenu województwa łódzkiego, który zajmował się produkcją papierosów i podrabianej wódki, ale także kłusownictwem i sprzedażą dziczyzny. Do grupy należało także dwóch policjantów z Wielunia, pomagających przestępcom w sprzedaży towarów oraz dokonujących sprawdzeń w policyjnych bazach danych. Z ustaleń funkcjonariuszy CBŚP i dolnośląskich „pezetów” wynika, że na czele bandy stał pięcioosobowy „zarząd”, który odpowiadał za organizację krajalni tytoniu, fabryk papierosów i rozlewni alkoholu.

W poniedziałkowy poranek funkcjonariusze wrocławskiego CBŚP, pod nadzorem śledczych z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, rozpoczęli obławę na gang z terenu woj. łódzkiego, który na niemal przemysłową skalę uruchomił produkcję podrabianych papierosów i alkoholu. Grupa miała swoje krajalnie tytoniu i fabryki papierosów i dobrze zakamuflowane rozlewnie spirytusu. Na swoich nielegalnych interesach zarobiła nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

Do środy funkcjonariusze zatrzymali 27 osób – kobiety i mężczyzn od 22 do 50 lat – oraz dwóch policjantów z Wielunia. Aż 19 osób trafiło do aresztów. A jak twierdzą śledczy, to nie koniec zatrzymań. Podczas przeszukań natrafiono na krajalnie tytoniu, rozlewnie spirytusu. Przechwycono setki kilogramów krajanki suszu tytoniowego, tysiące sztuk papierosów, kilkanaście sztuk jednostek broni oraz kilka tysięcy sztuk amunicji.

Bogate menu

Gang, działający na terenie województwa łódzkiego, dolnośląskiego, wielkopolskiego i opolskiego, skupiał się na nielegalnej produkcji papierosów. Podrabiali wyroby znanych koncernów tytoniowych, ale jak twierdzą śledczy, wypuszczali na rynek mniej popularne marki, a także własne wyroby. Podobnie było z rozlewniami spirytusu, gdzie powstawały przede wszystkim wódki. Fabryczki te były bardzo dobrze zakonspirowane, a dostęp do nich miało wyłącznie wąskie grono osób odpowiedzialnych za produkcję, obsługę maszyn, transport surowców i gotowych produktów do magazynów. Chodziło o to, by w razie wpadki jak najmniej osób wiedziało o miejscu działania manufaktury. Kolejnym źródłem dochodu gangu był przemyt papierosów z Azji.

Bogaty katalog przestępstw obciążających rozbitą grupę uzupełnia także handel bronią, amunicją oraz… kłusownictwo i sprzedaż tak pozyskanej dziczyzny.

Większość gotowych produktów sprzedawano hurtowo na terenie Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Śledczy ustalili, że zyski były później dzielone między członkami gangu, w zależności od hierarchii w grupie. Na czele przestępczej organizacji stało pięciu szefów tzw. zarządu. To oni byli odpowiedzialni za redystrybucję dóbr. Przestępcy legalizowali zyski z nielegalnej produkcji w kontrolowanych przez siebie firmach. Inwestowali także w nieruchomości oraz kosztowności i luksusowe samochody. Prokurator dokonał zajęcia ich mienia oraz nieruchomości na łączną kwotę co najmniej 13 milionów złotych.
Źródło info i foto: TVP.info

Marek Cz. ps. „Rympałek” skazany na 25 lat więzienia za zlecenie zabójstwa i kierowanie gangiem

Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy wyrok 25 lat więzienia dla Marka Cz., „Rympałka”, m.in. za kierowanie gangiem i zlecenie zabójstwa. Prawomocnie skazał także 15 innych oskarżonych. Tym samym odrzucił apelacje obrońców i prokuratora, który uznał zasądzone kary za zbyt łagodne. Wyrok dla „Rympałka” i członków jego grupy uprawomocnił się wczoraj po południu.

Apelacje złożone przez obrońców oskarżonych, a także prokuratora, nie zasługiwały na uwzględnienie – powiedziała sędzia Anna Zdziarska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Przypomniała, że adwokaci podsądnych nazywali proces „poszlakowym”, podważali wiarygodność „dowodu z pomówienia”, czyli zeznań tzw. małych świadków koronnych. W większości obrona podważała w ogóle istnienie zorganizowanej grupy przestępczej, do której mieliby należeć oskarżeni.

– Sąd odwoławczy nie podzielił wątpliwości obrońców co do tych źródeł dowodowych. Chociaż mieliśmy do czynienia z dowodem z tak zwanego pomówienia, to jednak dowód ten zasługiwał na uwzględnienie. Nie był to przecież dowód jedyny, ale cały ich szereg. W toku postępowania zostały one zweryfikowane. Drobne nieścisłości były efektem upływu czasu, a także skali popełnionych przestępstw – tłumaczyła sędzia Zdziarska.

Sędzia dodała, że „mali świadkowie koronni” byli członkami grupy „Rympałka”, a opisując przestępstwa, nie umniejszali swojej roli w tych zdarzeniach. Zaznaczyła, że ustalenia Sądu Okręgowego w Warszawie, który w pierwszej instancji skazał oskarżonych, są „niesporne”, a „zgromadzone dowody pozwalają na przypisanie sprawstwa i winy” w zakresie przynależności do grupy przestępczej, handlu narkotykami, papierosami czy bronią.

Sąd stwierdził na podstawie zgromadzonych dowodów, że Marek Cz. był „niekwestionowanym przywódcą” grupy i decydował o najważniejszych kwestiach, nawet będąc pozbawionym wolności. Sędzia Zdziarska podkreśliła, że nie ma wątpliwości także w zakresie najcięższego zarzutu, jaki ciąży na „Rympałku”.

Marek Cz. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności za zlecenie zabójstwa nielojalnego członka gangu – Witolda K., ps.”Witek”. Zbrodni mieli dokonać oskarżeni Marek R. i Jerzy B., także skazani na dwudziestopięcioletnie odsiadki. Pozostałym podsądnym sąd wymierzył kary pozbawienia wolności od kilku do kilkunastu lat. Takie kary sędzia Zdziarska określiła jako „adekwatne do zawinienia i społecznej szkodliwości czynu”.

Wczorajszy wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest prawomocny

Proces odwoławczy „Rympałków” toczył się od października. Oskarżeni domagali się uniewinnienia bądź skierowania sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd okręgowy.

Prokurator chciał, aby sąd apelacyjny skazał oskarżonych za wszystkie czyny, poza zabójstwem. Żądał, by proces w sprawie zbrodni został przeprowadzony jeszcze raz tak, by mógł walczyć o skazanie Marka Cz., Jerzego B. i Marka R. na dożywotnie pozbawienie wolności, bo „25 lat za zabójstwo z premedytacją, w ramach zorganizowanej grup przestępczej, to kara rażąco niewspółmierna i nie daje gwarancji zabezpieczenia społeczeństwa przed zdemoralizowanymi oskarżonymi” – mówił prokurator. „Rympałka” nazwał jednostką aspołeczną, która jest „zdolna poświęcić ludzkie życie w imię własnych interesów”.

Grupa „Rympałka” powstała w 1994 r. po aresztowaniu Andrzeja Kolikowskiego, „Pershinga” – zastrzelonego kilka lat później w Zakopanem szefa gangu pruszkowskiego. „Rympałek” miał być szefem jego „żołnierzy”.

Najgłośniejszym przestępstwem grupy był tzw. napad stulecia na konwój na warszawskim Ursynowie w 1995 r., kiedy zrabowano ponad 1,2 mln zł.

56-letni dziś „Rympałek” został w 1998 r. skazany przez sąd pod przewodnictwem Barbary Piwnik na 10 lat więzienia za przywództwo zorganizowanej grupie przestępczej. Po odbyciu wyroku zniknął. Według policji, ukrywając się, odbudowywał struktury swej grupy. Został ponownie zatrzymany i aresztowany w 2010 r.
Źródło info i foto: onet.pl

Marek Cz. „Rympałek” skazany na 25 lat więzienia

Marek Cz. „Rympałek” został skazany na 25 lat więzienia, m.in. za zabójstwo i kierowanie gangiem. W środę w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie prokurator stwierdził, że taka kara jest rażąco niska, bo oskarżony jest jednostką aspołeczną i do końca życia powinien być izolowany.

Mowa odwoławcza prokuratora Marcina Wielgomasa z Prokuratury Krajowej była ostatnią, której Sąd Apelacyjny w Warszawie musiał w tej sprawie wysłuchać. Proces rozpoczął się w październiku. 16 członków grupy „Rympałka”, w tym także Marek Cz., odwołało się od wyroku sądu pierwszej instancji, skazującego ich za wiele przestępstw.

Od wyroku odwołał się także prok. Wielgomas. W pisemnej apelacji domagał się zaostrzenia wyroku sądu I instancji wobec „Rympałka”, Marka R. i Jerzego B. z 25 lat na dożywocie z możliwością wcześniejszego zwolnienia po 40 latach. Wniósł o to, mimo że sąd odwoławczy nie może zwiększać kar na dożywocie (art. 454 kpk). Prokurator chciał także zwiększenia kary zasądzonej Robertowi L. z 8 na 12 lat pozbawienia wolności.

– Podtrzymuję kierunek apelacji oraz zarzuty dotyczące rażącej niewspółmierności kary. Jednak z uwagi na błędne sformułowanie wniosków, będę wnosił o ich zmianę – powiedział prokurator przed Sądem Apelacyjny. Wielgomas domaga się, by sąd apelacyjny uznał „Rympałka” i Jerzego B. za winnych kierowania i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, handlu narkotykami, bronią i amunicją oraz sutenerstwa, skazując ich na 15 lat więzienia. Marek R. miałby za podobne czyny spędzić w więzieniu 8 lat.

Wielgomas wnosił z kolei skierowanie do ponownego rozpoznania sprawy zabójstwa nielojalnego członka gangu – Witolda K. Według prokuratury, a także sądu pierwszej instancji, jego egzekucję zlecił „Rympałek”, a wykonali ją Marek R. i Jerzy B.

– 25 lat za zabójstwo z premedytacją w ramach zorganizowanej grupy przestępczej to kara rażąco niewspółmierna i nie daje gwarancji zabezpieczenia społeczeństwa przed zdemoralizowanymi oskarżonymi – powiedział prokurator.

„Rympałka” nazwał jednostką aspołeczną, która jest „zdolna poświęcić ludzkie życie w imię własnych interesów”. Prokurator przypomniał, że sąd pierwszej instancji, wydając niższy wyrok, argumentował go wiekiem oskarżonych.

– Prognozowanie przyszłego zachowania w oparciu o statystyczna długość życia, jest błędem. Gdy oskarżeni wyjdą z zakładu karnego, nie będą widzieć przed sobą innej drogi jak powrót do działalności przestępczej – stwierdził prokurator.

Na poprzednich rozprawach głos zabrali oskarżeni i ich obrońcy. Wszyscy wnosili o uniewinnienie lub ponowny proces. We wszystkich apelacjach podważano m.in. istnienie zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, do której mieliby należeć oskarżeni.

Skład gangu „Rympałka” prokuratura (a później sąd) ustaliła na podstawie wyjaśnień skruszonych gangsterów, czyli „sześćdziesiątek” (od art. 60 kk). Adwokaci kwestionowali wiarygodność tych świadków, a cały proces określili jako „poszlakowy”.

Sprawę „rympałków” sądzi dwoje sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie Anna Zdziarska i Zbigniew Karpiński oraz delegowana z Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Dorota Radlińska. Z uwagi na „zawiłość sprawy” sędzia Zdziarska odroczyła wydanie wyroku do 23 stycznia.

Grupa „Rympałka” powstała w 1994 r. po aresztowaniu Andrzeja Kolikowskiego „Pershinga” – zastrzelonego kilka lat później w Zakopanem szefa gangu pruszkowskiego. „Rympałek” miał być szefem jego „żołnierzy”. Najgłośniejszym przestępstwem grupy był tzw. napad stulecia na konwój na warszawskim Ursynowie w 1995 r., kiedy zrabowano ponad 1,2 mln zł.

55-letniego dziś „Rympałka” sąd pod przewodnictwem Barbary Piwnik w 1998 r. skazał na 10 lat więzienia za przywództwo zorganizowanej grupie przestępczej. Po odbyciu wyroku zniknął. Według policji, ukrywając się, odbudowywał struktury swej grupy. Został ponownie zatrzymany i aresztowany w 2010 r.
Źródło info i foto: TVP.info

Syn barona narkotykowego „El Chapo” złożył zeznania.

Na zeznanie Vicente Zambady Niebla oczekiwano od dawna. Były kluczowy członek meksykańskiego kartelu Sinaola i syn bliskiego partnera lidera gangu, znanego jako „El Chapo”, pojawił się przed sądem federalnym w Nowym Jorku. To, co powiedział ławie przysięgłych, nie tylko pogrążyło jego ojca, gangstera o pseudonimie „El Mayo”, ale także cały kartel.

Prawdopodobnie nikt, poza jego liderami, nie wie o kartelu Sinaola tyle, co on. 43-letni dziś Vicente Zambada Niebla, syn Ismaela Zambady Garcii, jednego z szefów gangu, od najmłodszych lat szykował się do przejęcia kierownictwa nad przestępczą organizacją. Jego historia potoczyła się jednak inaczej. W czwartek Vicente zdradził nie tylko ojca, ale także cały kartel, na którego czele miał stanąć.

„Zaskakująca zdrada”

Do federalnego sądu okręgowego na Brooklynie na kolejną rozprawę w procesie „El Chapo”, Vicente Zambada Niebla wszedł tuż przed godziną 10 rano. Miał na sobie ciemnoniebieski, więzienny kombinezon. Gmach sądu, w którym odbywa się proces „El Chapo”, jest porównywany do fortecy. Uzbrojonym funkcjonariuszom federalnym towarzyszą policjanci z psami szkolonymi do wykrywania ładunków wybuchowych. Jak pisze „New York Times”, po pojawieniu się na sali sądowej, Vicente spojrzał się w stronę narkotykowego barona z uśmieszkiem.

Stojąc przed ławą przysięgłych, były gangster przez pięć godzin wyjawiał tajemnice narkotykowego imperium. Szlaki przemytu, metody prania pieniędzy, krwawe wojny, osobiste porachunki, wielomilionowe łapówki. Okazało się, że Vicente wiedział o „rodzinnym” przedsiębiorstwie zaskakująco wiele. Ujawnił jednak nie tylko sposób funkcjonowania kartelu. Padały także nazwiska – dostawców, dystrybutorów ochroniarzy, zabójców, kuzynów, braci, synów…

Jak pisze „NYT”, to „zaskakująca zdrada”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policjanci CBŚP rozbili gang narkotykowy działający na terenie kilku województw

Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło gang narkotykowy działający w kilku województwach. Gang sprzedający narkotyki w kilku województwach rozbili policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP). Przestępcy mogli zarobić na tym procederze nawet 12 mln zł – poinformowała w piątek rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz.

Śledztwo prowadzą policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Kielc i Wrocławia wspólnie z prokuratorami Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Według ich ustaleń, grupa działała od czerwca 2015 r. do września 2018 r. Narkotyki rozprowadzała głównie we Wrocławiu, ale trafiały one także na teren woj. dolnośląskiego, śląskiego oraz mazowieckiego. Członkowie grupy handlowali kokainą, amfetaminą, mefedronem, ecstasy, marihuaną oraz metamfetaminą. Śledczy szacują, że mogli w ten sposób zarobić prawie 12 mln zł. Wyprodukowali też amfetaminę wartą 1 mln zł.

Pierwsze zatrzymania odbyły się jeszcze na początku minionego tygodnia. Policjanci CBŚP z Kielc i z Wrocławia wcześnie rano zatrzymali wówczas 12 osób. W trakcie przeszukań u czterech z nich znaleźli i zabezpieczyli narkotyki, m.in.: mefedron, amfetaminę oraz marihuanę.

Następne uderzenie nastąpiło kilka dni później. Wtedy policjanci zatrzymali kolejnego podejrzanego i zabezpieczyli kilka kilogramów marihuany. Narkotyki były ukryte w jego samochodzie oraz w mieszkaniu wynajmowanym przez członka jego rodziny.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. wprowadzania do obrotu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej znacznej ilości środków odurzających oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Jeden z zatrzymanych usłyszał zarzut wewnątrzwspólnotowego nabycia znacznej ilości substancji psychotropowej w postaci amfetaminy w Holandii, a następnie przewiezienia jej do Polski. Dodatkowo niektórzy z zatrzymanych usłyszeli zarzuty wytwarzania znacznej ilości środków odurzających.

Decyzją sądu, dziewięć osób tymczasowo aresztowano. Cztery zostały objęte dozorem policyjnym oraz poręczeniami majątkowymi.
Źródło info i foto: interia.pl