Magdalena K. aresztowana na 3 miesiące

Podejrzana o kierowanie bojówką kiboli Cracovii Magdalena K. została w czwartek aresztowana na trzy miesiące przez krakowski sąd. 32-latce, która tydzień wcześniej została sprowadzona ze Słowacji na podstawie listu gończego grozi łącznie aż 15 lat pozbawienia wolności.

W czwartek po południu Dział Prasowy Prokuratury Krajowej poinformował o przychyleniu się przez krakowski sąd do wniosku prokuratora Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Wnioskował on o trzymiesięczny areszt dla Magdaleny K., zaś w argumentacji wyrażono obawę o ucieczkę i ukrywanie się 32-latki.

W środę, tuż po sprowadzeniu ze Słowacji, Magdalena K. została przesłuchana. Postawiono jej zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przemytu i handlu narkotykami, utrudniania postępowania karnego w innym śledztwie oraz składania fałszywych zeznań i nakłaniania do takiego czynu innych osób.

Dział Prasowy PK poinformował, że zarzucane podejrzanej czyny grożą karą do 15 lat pozbawienia wolności. Magdalena K. nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.

Magdalena K. miała kierować gangiem po śmierci partnera

Śledczy ustalili, że 32-latka kierowała gangiem, w skład którego wchodziło kilkudziesięciu członków bojówek Cracovii. Grupa miała się zajmować nielegalnym obrotem środkami odurzającymi, a także dopuszczać się czynów przeciwko życiu i zdrowiu, nierzadko z użyciem noży czy maczet.

Co więcej, na etapie śledztwa wykazano, że grupa przestępcza sprowadziła z Hiszpanii do Polski co najmniej 5,5 tony marihuany o czarnorynkowej wartości 88 mln złotych, a także 120 kg kokainy z Holandii o wartości około 4,3 mln euro.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kolejna udana akcja CBŚP. Fabryka nielegalnych papierosów zlikwidowana

Centralne Biuro Śledcze Policji ogłasza sukces – formacja rozbiła gang działający w woj. łódzkim, która zajmowała się nielegalną produkcją papierosów. 7 osób zostało zatrzymanych, śledczy postawili im zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.

Sprawą nielegalnej fabryki papierosów od dłuższego czasu zajmowali się funkcjonariusze z CBŚP z Gdańska i Łodzi. Dzięki zebranym w toku pracy informacjom udało się dotrzeć do woj. łódzkiego, gdzie na terenie wynajmowanej prywatnej posesji znajdowała się nielegalna fabryka papierosów.

– Podczas akcji policjanci zatrzymali 7 osób, w tym 2 obywateli Polski i 5 obywateli Białorusi. W wyniku przeszukania pomieszczenia gospodarczego i innych obiektów na posesji funkcjonariusze znaleźli i przejęli maszyny do produkcji papierosów, ponad 1,8 miliona sztuk papierosów, krajankę tytoniową oraz niezbędne do produkcji komponenty. – przekazuje rzecznik prasowa CBŚP.

Z ustaleń formacji wynika, że miesięcznie w takiej nielegalnej fabryce można było wyprodukować co najmniej 10 mln papierosów. CBŚP szacuje, że zabezpieczone materiały w toku przeszukania naraziły Skarb Państwa na 2 mln straty.

– Zatrzymani mężczyźni, w wieku od 32 do 60 lat zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, gdzie przedstawiono im zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz popełnienia przestępstw karno-skarbowych – dodaje nadkom. Iwona Jurkiewicz.

Wszyscy podejrzani zostali aresztowani na 3 miesiące. CBŚP nie wyklucza kolejnych zatrzymań w trakcie toczącej się sprawy.
Źródło info i foto: wp.pl

„Misiek” z aktem oskarżenia

Po pięciu i pół roku śledztwa oraz ponad dwóch latach od zatrzymania Pawła M. ps. Misiek, Prokuratura Krajowa w końcu stworzyła akt oskarżenia w sprawie przywódcy kiboli Wisły Kraków. W dziwnym procesie „Misiek”, który dowodził grupą kilkuset bandytów, zasiądzie na ławie oskarżonych tylko ze swoim zastępcą w gangu Grzegorzem Z. ps. Zielak. Według informacji tvn24.pl prokuratura chce przerzucić w ten sposób na sąd odpowiedzialność za ewentualne wypuszczenie „Miśka” i „Zielaka” na wolność.

4 marca 2014 w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie prokurator Bartłomiej Szućko wszczął śledztwo w sprawie gangu Sharksów, bojówki powiązanej z klubem Wisła Kraków. Dowodzona przez Pawła M. ps. Misiek grupa była jedną z najpotężniejszych bojówek kibolskich w Polsce. W Krakowie i na południu kraju kontrolowali znaczną część handlu narkotykami, zajmowali się też napadami i ściąganiem haraczy. W wojnie toczonej na ulicach Krakowa bezwzględnie walczyli z kibolami Cracovii. W tych potyczkach zostało zamordowanych co najmniej kilka osób – ofiary w biały dzień były masakrowane na ulicach miasta nożami i maczetami.

Przez lata śledztwo w sprawie Sharksów było pasmem porażek. Zatrzymywano jedynie pojedyncze płotki z przestępczej hierarchii, co chwilę dochodziło do przecieków, po których kibole uciekali z kraju przed działaniami policji, kolejni świadkowie byli zastraszani lub sami rezygnowali, gdy widzieli, jak osobom współpracującym z wymiarem sprawiedliwości płonęły mieszkania i samochody.

W międzyczasie sprawa trafiła do wydziału małopolskiego Prokuratury Krajowej. Po konflikcie z jego szefem Piotrem Krupińskim odsunięty od śledztwa i przesunięty do prokuratury niższego szczebla został Bartłomiej Szućko. A Sharksi pod nosem krakowskich śledczych rośli niebywale w siłę. Szczytem ich potęgi było przejęcie władzy w ekstraklasowej Wiśle Kraków. Wiceprezesem klubu został jeden z Sharksów Damian D., a prezesem znajoma „Miśka” Marzena S.

Katowice przyspieszyły Kraków

Sprawa nabrała impetu dopiero, gdy w odległych o kilkadziesiąt kilometrów Katowicach za rozpracowywanie pseudokibiców Ruchu Chorzów zabrał się śląski wydział Prokuratury Krajowej oraz funkcjonariusze tamtejszego Centralnego Biura Śledczego Policji. W 2016 r. kibole Ruchu i Wisły połączyli siły, więc gang można było traktować jako jedną grupę. I to, co w Krakowie nie udawało się przez lata, w Katowicach zrobili po pół roku śledztwa: na maj 2018 roku zaplanowano ogromną realizację i zatrzymanie całego dowództwa bojówek Ruchu i Wisły. Wtedy nagle obudził się prokurator Piotr Krupiński. Wymógł poprzez wpływy u ministra Zbigniewa Ziobro dołączenie krakowskich śledczych do realizacji przeciwko kibolom i przekazanie do jego dyspozycji zatrzymania m.in. „Miśka”. Skończyło się ucieczką Pawła M. do Włoch trzy dni przed zaplanowanym zatrzymaniem. Policjanci z Krakowa tylko przyglądali się, jak gangster wsiada do samolotu na lotnisku w Pyrzowicach.

Ale w największej realizacji w dziejach CBŚP udało się zatrzymać kilkudziesięciu kiboli z Ruchu i Wisły. W tym Grzegorza Z. ps. Zielak. Chociaż niewiele brakowało, żeby w jego przypadku też doszło do kompromitacji policji. Antyterroryści pomylili mieszkania i do „Zielaka” weszli dopiero za drugim podejściem. Po kilku miesiącach udało się też w końcu zatrzymać Pawła M. ps. Misiek. Przywódca Sharksów wpadł na autostradzie pod Rzymem. 28 września 2018 r. przewieziono go do Polski.

Mężczyzna niemal natychmiast zaczął współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W zamian za obietnicę szybkiego wyjścia na wolność i odpuszczenia większości zarzutów „Misiek” złożył wyjaśnienia obejmujące kilkaset stron. Obciąża w nich ponad sto osób o czyny z ostatnich dwudziestu lat – narkotyki, porwania, bójki, haracze, oszustwa i wiele innych. W zamian prokurator obiecał mu, że wkrótce wyjdzie z aresztu. Ale według informacji tvn24.pl kilka razy decyzję o zaprzestaniu kierowania wniosków o przedłużenie aresztu „Miśkowi” blokowało kierownictwo Prokuratury Krajowej. – To jest niepoważne. Umawiamy się na coś z bandytami, a potem ktoś w Warszawie wszystko wywraca do góry nogami. My tracimy wiarygodność, a przestępcy ochotę na współpracę z wymiarem sprawiedliwości – mówili w rozmowach z tvn24.pl rozgoryczeni śledczy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

PK rozpoczęła śledztwo ws. wycieku 348 stron wyjaśnień ws. Paweł M. ps. „Misiek”

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo, które ma ustalić odpowiedzialnego za wrzucenie do internetu 348 stron wyjaśnień byłego szefa gangu kiboli Wisły Kraków. Wiedza Pawła M. ps. Misiek, który poszedł na współpracę i opowiedział śledczym o przestępstwach popełnianych przez swoich kolegów, od kilku tygodni jest dostępna do ściągnięcia z internetu. – Zaufanie, którym mój klient obdarzył wymiar sprawiedliwości, zostało nadwątlone – mówi tvn24.pl Andrzej Mucha, obrońca Pawła M.

Paweł M. ps. Misiek jest dla kiboli postacią legendarną. Legenda zaczęła się 20 października 1998 r. na stadionie Wisły Kraków. 19-letni wówczas kibol rzucił z trybuny w kierunku boiska nóż. Pech chciał, że trafił i ranił włoskiego piłkarza Parmy Dino Baggio. Dla Wisły skandal skończył się wyrzuceniem z europejskich pucharów, dla „Miśka” – ośmioma latami więzienia.

Pobyt w zakładach karnych Paweł M. wykorzystał na zbudowanie swojej pozycji w środowisku kiboli. Gdy wyszedł na wolność w 2006 r. został przywódcą grupy Wisła Sharks, która z czasem stała się najpotężniejszym gangiem działającym w Krakowie i jedną z najgroźniejszych bojówek w Polsce. Szczytem możliwości gangsterów zarządzanych przez M. było przejęcie w 2016 r. ekstraklasowej drużyny Wisły Kraków. Oprócz tego „Misiek” i spółka zajmowali się handlem narkotykami, rozbojami, kradzieżami, oszustwami.

„Misiek” ucieka do Włoch, ale wraca

Początkiem końca grupy była akcja policji z maja 2018 r. Wtedy za kratki trafiło kilkudziesięciu kiboli, ale sam Paweł M. tuż przed zatrzymaniem wyleciał do Włoch. Polski wymiar sprawiedliwości ściągnął go stamtąd w październiku 2018 r. „Misiek” niemal natychmiast podjął współpracę z policjantami Centralnego Biura Śledczego Policji. Każdego dnia, przez kilka miesięcy, był zabierany z aresztu przez funkcjonariuszy i w lokalu operacyjnym służb godzinami opowiadał o przestępstwach popełnianych przez siebie, członków gangu Sharksów oraz innych kiboli z całej Polski. Wszystko za obietnicę łagodnej kary. Taką możliwość daje artykuł 60 Kodeksu karnego, który przewiduje znaczne obniżenie wyroku dla przestępców, którzy pójdą na współpracę. Osoby, które korzystają z dobrodziejstw tego artykułu nazywa się potocznie „małymi świadkami koronnymi”.

Na podstawie składanych przez „Miśka” wyjaśnień zatrzymano już kilkadziesiąt osób – kiboli Wisły, Cracovii, Lechii Gdańsk, Ruchu Chorzów, Legii Warszawa i wielu innych. Ale do dziś prokuratura nie wywiązała się ze składanych obietnic. Paweł M. nadal siedzi w areszcie (kilka dni temu minęły dwa lata, od kiedy tam trafił), mimo że inne osoby, które też poszły na współpracę, a nawet duża część kiboli zatrzymanych dzięki jego wyjaśnieniom, wyszła już z aresztów. Tymczasem w przypadku „Miśka” nie powstał nawet akt oskarżenia, więc do procesu i ewentualnego złagodzenia wyroku pozostaje długa droga.

Akta do ściągnięcia dla każdego

Na razie prokuratura kieruje do sądu wątki poboczne ze sprawy gangu Sharksów. I właśnie do akt jednej z takich spraw dołączono obszerną część wyjaśnień składanych przez Pawła M. Dokładnie 348 stron opisu kibolskiej drogi „Miśka” na szczyt, wielu przestępstw popełnianych przez Sharksów oraz roli pełnionej w gangu przez poszczególnych kiboli. Zawiera też mnóstwo danych osobowych, adresów i innych danych wrażliwych. Kilka tygodni temu wśród kiboli zaczął krążyć link z gotowym do pobrania plikiem zawierającym wyjaśnienia „Miśka”. Link szybko trafił na portale społecznościowe, a pod koniec września ich treść zaczęli opisywać dziennikarze. Publikacje zawierające akta Pawła M. opublikowało kilkanaście redakcji.

Materiały ze sprawy VI K 207/19 zostały umieszczone w sieci bez zgody Sądu Okręgowego w Krakowie, w którego dyspozycji się teraz znajdują. W trwającym od 2019 r. procesie, w którym oskarżonych zostało pięciu kiboli (Piotr M., Łukasz S., Patryk P., Mateusz P. i Roman Z.), nie ujawniono jeszcze materiału z wyjaśnień Pawła M. i nie przesłuchano większości świadków. Według śledczych i adwokatów upublicznienie części akt może wpłynąć na ich zeznania.

Dlatego zarówno śledczy jak i adwokaci oraz sędziowie z krakowskiego sądu nie kryją oburzenia.

Jak przekazał właśnie tvn24.pl dział prasowy Prokuratury Krajowej wszczęto śledztwo w sprawie wycieku. „Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie wszczął śledztwo w sprawie ujawniania bez zezwolenia protokołów przesłuchania podejrzanego Pawła M. zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, co mogło doprowadzić do naruszenia prawnie chronionego interesu kwalifikowane z art. 241 § 1 kk w zb. z art. 266 § 2 kk” – informuje Prokuratura Krajowa.

– Jestem zadowolony, że takie śledztwo zostało wszczęte. Niezwłocznie po tym, jak dostaliśmy informację o wycieku, zażądałem wszczęcia śledztwa w tej sprawie, bo taka okoliczność zagraża bezpieczeństwu mojego klienta i jego rodziny, a także bezpieczeństwu całego postępowania. Zaufanie, którym mój klient obdarzył wymiar sprawiedliwości, zostało nadwątlone – mówi tvn24.pl Andrzej Mucha, obrońca Pawła M.

Dostęp do akt, które znajdują się w sieci, mieli prokuratorzy, sędziowie oraz pracownicy sądu, a także adwokaci oskarżonych. Postępowanie śledczych w sprawie wycieku znacząco ułatwiła osoba, która wrzuciła do sieci wyjaśnienia „Miśka”. Z metadanych pliku można odczytać, że stworzono go 15 stycznia 2020 o godz. 18:17. Użyto do tego konkretnej wersji jednej z aplikacji do obróbki plików PDF. Na części skanów widać też palce osoby, która kopiowała akta.

Za ujawnienie materiałów z postępowania bez zgody kodeks karny przewiduje karę do dwóch lat, a w przypadku funkcjonariuszy publicznych do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Dolny Śląsk: Policjanci rozbili gang piorący pieniądze

Policjanci z Dolnego Śląska zlikwidowali grupę przestępczą, która zajmowała się praniem pieniędzy i wyłudzeniami podatku VAT przy obrocie cynkiem, niklem, ołowiem oraz katodami miedzianymi na rynku międzynarodowym na terenie Polski i innych krajów UE. Straty Skarbu Państwa to co najmniej 209 mln zł. W tej sprawie zatrzymano sześć osób, a cztery z nich zostały już tymczasowo aresztowane. Podejrzanym może grozić kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.

Policjanci Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą, Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP we Wrocławiu oraz Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą i Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KMP we Wrocławiu, a także policjanci Oddziału Prewencji Policji we Wrocławiu, w wyniku częściowej realizacji sprawy operacyjnej, na terenie różnych miejscowości województwa dolnośląskiego zatrzymali dwie kobiety w wieku 54 i 75 lat, oraz czterech mężczyzn w wieku od 36 do 62 lat. Bezpośredni nadzór nad czynnościami w ramach prowadzonego śledztwa objęła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu.

Osoby te są podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej w okresie od 2011 r. do 2015 r. przestępstw w zakresie prania pieniędzy oraz wyłudzenia podatku VAT przy obrocie cynkiem, niklem, ołowiem oraz katodami miedzianymi na rynku międzynarodowym na terenie Polski i innych krajów UE.

Wartość strat wynosi nie mniej niż 209 mln zł na szkodę Skarbu Państwa. W toku sprawdzenia mieszkań zatrzymanych policjanci zabezpieczyli dokumentację i nośniki danych informatycznych. Ponadto na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie znacznej wartości, w tym nieruchomość z zabudową parkowo – pałacową wartości nie mniej niż 40 mln zł. Sprawa jest rozwojowa.

Na podstawie zebranych materiałów i dowodów, sąd zastosował już wobec czterech z podejrzanych osób tymczasowe areszty od 2 do 3 miesięcy. Może im grozić kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Katowice: 3 kg amfetaminy ukryte w skrytce bankowej

Przez lata mieli produkować narkotyki, przemycać je i nimi handlować. Pieniądze, w sumie 12 milionów złotych, inwestowali w nieruchomości. Jeden z nich w bankowej skrytce trzymał trzy kilogramy kokainy. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia.

Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach skierował akt oskarżenia w tej sprawie do katowickiego sądu okręgowego. Osiem osób zostało objętych w sumie 81 zarzutami dotyczącymi czynów opisanych w kodeksie karnym oraz ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.

– Grupa zajmowała się obrotem, przewozem i dostawą substancjami psychotropowymi i narkotykami oraz praniem pieniędzy uzyskanych z narkotyków – przekazał w poniedziałek Dział Prasowy PK.

Na terenie Śląska i poza granicami Polski

Z ustaleń katowickiej prokuratury wynika, że grupa kierowana przez Krzysztofa N. działała od 2011 do 2018 roku nie tylko na terenie Katowic, ale także Krakowa, Kielc. Mężczyzna miał stworzyć „doskonałą siatkę dilerską” i współpracować z grupami przestępczymi z województwa świętokrzyskiego. Ustalono, że grupa działała także za granicą, głównie w Czechach i Holandii, ale narkotyki wysyłane były również do Chin i Australii. Przewozili m.in. amfetaminę, metamfetaminę, kokainę i marihuanę.

– W toku śledztwa prokurator ustalił, że Krzysztof N. organizował na terenie województwa śląskiego proceder wytwarzania różnych prekursorów narkotykowych w tym BMK, oleju safrolowego i APPAN-u. Do przestępczej działalności zwerbował i zaangażował kilkanaście osób – podała prokuratura. Według oskarżyciela publicznego, dla N. pracować mieli bliscy znajomi oraz „osoby będące w trudnej sytuacji życiowej”, którym proponował dobry zarobek.

Inwestowali w nieruchomości

Prokuratura ustaliła, że zarobione na narkotykach pieniądze oskarżeni lokowali w nieruchomości. – Ich własność wielokrotnie przenosili między sobą, co miało utrudnić stwierdzenie przestępczego pochodzenia pieniędzy. W ten sposób oskarżeni wyprali co najmniej 12 milionów złotych – podała PK. Dodatkowo Krzysztof N. ulokował w skrytce bankowej trzy kilogramy kokainy o czarnorynkowej wartości co najmniej kilkuset tysięcy złotych. Śledczy dokonali zabezpieczenia majątkowego na mieniu oskarżonych o wartości przekraczającej 12 milionów złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Król dopalaczy” Jan S. niebawem przed sądem. Akt oskarżenia jest już gotowy

„Król dopalaczy” Jan S. wkrótce zasiądzie na ławie oskarżonych. Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ oskarżyła go o kierowanie gangiem handlującym dopalaczami, narażanie życia i zdrowia ponad 16 tys. osób, z czego pięć osób zmarło. Jego sklep przez ponad rok wygenerował 17 mln zł zysku.

Jak poinformował w piątek (18 września) Dział Prasowy Prokuratury Krajowej, akt oskarżenia przeciwko Janowi S. został skierowany do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w środę (16 września). Śledztwo dotyczyło nie tylko „króla dopalaczy”, ale również jego ojca, partnerki i człowieka, który prał dla gangu pieniądze za granicą.

Prokurator zarzucił Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie przez internet.

„Jan S. odpowie za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tys. osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kg dopalaczy” – podał Dział Prasowy PK. „Królowi dopalaczy” zarzuca się także pranie brudnych pieniędzy, werbowanie ludzi do obrotu dopalaczami, a także zmuszanie do posługiwania się fałszywymi dokumentami tożsamości.

Bliscy zaangażowani

Według Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ życiowa partnerka Jana S. przez cztery lata brała udział w procederze handlu dopalaczami i praniu pieniędzy. 28-latka była w stałym kontakcie z partnerem, nawet gdy ukrywał się przed organami ścigania.

W legalizowanie zysków ze sprzedaży dopalaczy miał być zaangażowany także ojciec „króla dopalaczy”, z zawodu adwokat. Ostatnim z oskarżonych jest mężczyzna, który udostępniał gangowi swoje rachunki bankowe. „Oskarżony utworzył także w Słowacji spółkę handlową, której operacje finansowe miały ukryć stwierdzenie przestępczego pochodzenia środków pieniężnych” – wyjaśnia prokuratura.

Przesłuchiwany w prokuraturze Jan S., podobnie jak pozostali oskarżeni, nie przyznał się do popełnienia żadnego z zarzucanych mu czynów i przedstawiał wersje zdarzeń odbiegającą od zgromadzonych w śledztwie dowodów. Z ustaleń śledztwa wynika, że dopalacze były importowane zagranicy.

„Tylko przez 14 miesięcy sklep ten wygenerował przychód w wysokości blisko 17 mln zł” – podała prokuratura. Do marca 2018 roku dopalaczowy gang sprowadził z Holandii ponad 800 kg niebezpiecznych substancji, a z Chin każdego miesiąca zamawiano 100 kg prekursorów do tworzenia dopalaczy.
Źródło info i foto: interia.pl

Katowice: Uderzenie CBŚP w gang pseudokibiców. Zabezpieczono maczety, race i narkotyki

Policjanci CBŚP w Katowicach zatrzymali kolejne osoby ze środowiska pseudokibiców, podejrzewane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Podczas przeszukań zabezpieczono m.in. maczety, race oraz narkotyki. Mężczyźni są również podejrzani o udział w tzw. „ustawce”, do której doszło w 2010 roku.

Śledztwo dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej działającej na terenie kraju co najmniej od października 2014 roku. W tym czasie jej członkowie popełniali przestępstwa kryminalne, zajmowali się produkcją i wprowadzaniem do obrotu znacznych ilości narkotyków oraz wymuszeniami rozbójniczymi. Członkowie tej grupy są powiązani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z lokalnych klubów sportowych.

Na podstawie zebranych informacji, policjanci CBŚP z zarządu w Katowicach, wsparci przez Samodzielny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji z Katowic przeprowadzili w minionym tygodniu działania na terenie województwa: w Chorzowie, Rudzie Śląskiej oraz Świętochłowicach. Zatrzymano 5 osób w wieku od 23 do 30 lat. Ponadto 2 mężczyzn w wieku 33 i 40 lat, doprowadzono do prokuratury z Aresztu Śledczego.

W trakcie akcji policjanci zabezpieczyli maczety, race, marihuanę, kominiarki z emblematami lokalnego klubu sportowego oraz ochraniacze na zęby. Dokładnemu sprawdzeniu poddawane są zabezpieczone u podejrzanych komputery, nośniki danych oraz telefony komórkowe. W działaniach uczestniczył przewodnik z psem do wykrywania narkotyków z katowickiej komendy.

Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz m.in. wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i psychotropowych. Grozi im również odpowiedzialność za udział w tzw. „ustawce” w 2010 r. z użyciem niebezpiecznych narzędzi takich jak młotki, maczety itp.

Na wniosek prokuratora sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania wobec 6 osób na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zwłoki 39 osób w ciężarówce. Sąd w Wietnamie skazał oskarżonych

Sąd w Wietnamie w poniedziałek (14 września) skazał czterech Wietnamczyków na kary od 2,5 do 7,5 roku pozbawienia wolności w związku ze śmiercią 39 migrantów, których ciała znaleziono w ciężarówce niedaleko Londynu w październiku zeszłego roku.

Oskarżeni w wieku od 24 do 36 lat zostali uznani za winnych „zorganizowania nielegalnej emigracji i pośredniczenia w niej” po trwającym dzień procesie w prowincji Ha Tinh – powiedział agencji Reutera ojciec jednej z ofiar. Policja poinformowała w wydanym wcześniej w poniedziałek oświadczeniu, że oskarżeni za 22 tys. dolarów zorganizowali transport 26-letniej Pham Thi Tra My do Francji, a później do Wielkiej Brytanii. 26-latka mniej więcej w chwili, gdy ciężarówka była w drodze z Belgii do Wielkiej Brytanii, wysłała SMS do swojej matki, w którym napisała, że nie może oddychać.

– Szczerze mówiąc, nie chcę, aby oskarżeni otrzymali długie kary więzienia, ponieważ wiem, że to był tylko wypadek – powiedział Thin, ojciec Tra My, który był obecny na rozprawie. – Skazanie ich na długie kary nie pomoże mi odzyskać córki – dodał.

39 ciał w ciężarówce

W nocy z 22 na 23 października ub.r. na terenie parku przemysłowego w Grays na wschód od Londynu w kontenerze-chłodni znajdującym się na naczepie ciężarówki odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców.

Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia bądź połączenia tych czynników.

Ofiary pochodziły głównie z Ha Tinh i sąsiedniej prowincji Nghe An.

Proces członków gangu w październiku

W sierpniu właściciel ciężarówki, w której znaleziono ciała, 40-letni Ronan Hughes, przyznał się do nieumyślnego zabójstwa 39 Wietnamczyków, a także do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji do Wielkiej Brytanii w okresie między 1 maja 2018 r. a 24 października 2019 r.

Przed sądem stanął także 23-letni Eamonn Harrison, który, jak się podejrzewa, dowiózł kontener z imigrantami do Zeebrugge. Nie przyznał się ani do nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji. Za pośrednictwem łącza wideo zeznanie złożył także 42-letni Gazmir Nuzi, który przyznał się jedynie do pomocy w nielegalnej imigracji.

W kwietniu do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa przyznał się Maurice Robinson, który kierował ciężarówką w momencie, gdy znaleziono w niej ciała, a wcześniej także do pomocy w nielegalnej imigracji. W tej sprawie oskarżonych jest jeszcze czterech innych domniemanych członków gangu – Irlandczyk Christopher Kennedy oraz trzech mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów – Gheorge Nica, Valentin Calota i Alexandru-Ovidiu Hanga. Spośród tej czwórki tylko ostatni przyznał się do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji.

5 października ma się rozpocząć właściwy proces Harrisona, Kennedy’ego, Nicy i Caloty. Może on potrwać do pięciu tygodni.
Źródło info i foto: interia.pl

Przemycili 160 tysięcy paczek papierosów pontonami

Co najmniej 160 tysięcy paczek papierosów przemyciła z Ukrainy do Polski grupa kierowana przez Grzegorza K. z Chełma. Kontrabandę przewożono pontonami przez Bug, ładowano do samochodów terenowych i wywożono w głąb kraju. Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej skierowały właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko bossowi i czterem jego współpracownikom.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko przemytnikom papierosów ze Wschodu jest pokłosiem innego dużego śledztwa w sprawie gangów zajmujących się tego typu działalnością. Tym razem postępowanie dotyczyło kilku miesięcy z roku 2014, gdy od czerwca do października grupa kierowana przez Grzegorza K. miała brać udział w przerzuceniu do Polski z Ukrainy co najmniej 160 tys. paczek papierosów. Ustalono, że w proceder są zamieszani mieszkańcy powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego.

Kontrabandę przemycano do naszego kraju przez Bug na pontonach. Na polskim brzegu na pakunki z kartonami papierosów czekali członkowie grupy. Pakowali je do samochodów terenowych i wywozili w głąb kraju. Najczęściej od razu do klientów czekających na dostawę. Auta miały mieć podrasowane silniki, a ich członkowie grupy często korzystali z noktowizorów, żeby uniknąć wpadki.

Według prokuratury, na działalności gangu Skarb Państwa stracił ponad trzy miliony złotych.

Skorumpowany pogranicznik

Śledczy z lubelskich „pezetów” i CBŚP ustalili, że grupa opłacała minimum jednego funkcjonariusza Straży Granicznej. Co najmniej czterokrotnie przyjął on łapówki w wysokości od 6 do 12 tysięcy złotych. Miał za te pieniądze przekazywać przemytnikom informacje o rozmieszczeniu patroli pograniczników.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. i czterem innym osobom. Podejrzanym zarzucono między innymi kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, udzielanie korzyści majątkowych oraz popełnienie przestępstw skarbowych. Przemytnikom grozi do 10 lat więzienia.

W czasie śledztwa udało się zabezpieczyć mienie oskarżonych o łącznej wartości blisko 2,5 miliona złotych. To głównie nieruchomości zakupione między innymi z zysków z przemytu papierosów.
Źródło info i foto: TVP.info