W Gdańsku wydobyto zwłoki młodej kobiety. To zaginiona 24-latka?

Grupa Specjalna Płetwonurków RP odnalazła i wydobyła ciało młodej kobiety w Gdańsku – poinformował Interię Maciej Rokus. Od wtorku trwały tam poszukiwania 24-letniej Marty. Kobieta w poniedziałek wieczorem wyszła z domu z psem i ślad po niej zaginął.

„Zakończono poszukiwania 24-letniej gdańszczanki. Tuż po godz. 13:00 z kanału portowego zostało wyłowione ciało kobiety. Na miejscu pod nadzorem prokuratora oraz z udziałem biegłego z zakresu medycyny sądowej pracowali policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej. Funkcjonariusze przeprowadzili oględziny, policyjny technik sporządził dokumentację fotograficzną. Policjanci cały czas pracują nad sprawą i szczegółowo sprawdzają okoliczności zdarzenia” – poinformowała w komunikacie KMP w Gdańsku. 

Nie ma oficjalnego potwierdzenia, że odnaleziono ciało zaginionej 24-letniej Marty.

W akcji brała udział też Grupa Specjalna Płetwonurków RP. – Poszukiwania rozpoczęliśmy wczesnym przedpołudniem, ciało zostało znalezione kilka godzin potem w rejonie latarni w Gdańsku Wrzeszczu. Wyłowiliśmy je z morza kilkadziesiąt metrów od brzegu. Kobieta znaleziona była w zimowym ubraniu – powiedział Interii Maciej Rokus z Grupy Specjalnej Płetwonurków RP, która dołączyła do poszukiwań na prośbę rodziny 24-latki.

Wyszła z psem i nie wróciła

24-letnia Marta K. była ostatni raz widziana we wtorek w nocy 29 grudnia, kiedy to pomiędzy godz. 1 a 6 wyszła na spacer z psem i nie wróciła do domu. Była ubrana w granatową kurtkę i czarne buty, nie miała czapki. Nie zabrała ze sobą telefonu. W domu zostawiła wszystkie rzeczy osobiste. We wtorek przed południem rodzina kobiety poinformowała o zaginięciu policję. 

Trójmiejskie media podały, że pies został znaleziony przez spacerującego w mężczyznę na terenie Wolnego Obszaru Celnego. Funkcjonariusze policji sprawdzili monitoring. Kamery w dniu 29 grudnia między godz. 2:00 a 3:00 zarejestrowały postać kobiety. Policja sprawdzała w środę teren w pobliżu falochronu zachodniego w Brzeźnie m.in. z motorówek. Poszukiwania kontynuowane były także w czwartek z udziałem Grupy Specjalnej Płetwonurków RP i straży pożarnej. Nabrzeże przeszukiwało Poszukiwawcze Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginęła 24-letnia Marta Karabela. Wyszła z domu z psem i nie wróciła

Gdańska policja prowadzi poszukiwania 24-letniej Marty Karabeli. Kobieta ostatni raz widziana była w poniedziałek o godz. 23. Jak informuje policja, 24-latka wyszła w nocy z poniedziałku na wtorek z domu z psem i od tamtej chwili nie wróciła. Kamery monitoringu z okolic falochronu na końcu plaży w Brzeźnie zarejestrowały ją między godz. 2 a 3 w nocy.

W ramach poszukiwań 24-latki we wtorek sprawdzono linię brzegową plaży w Brzeźnie. Dziś służby ponownie przeszukają ten teren. Osoby, które rozpoznają 24-latkę lub mają informacje na jej temat, proszone są o kontakt z policjantami z Komisariatu III Policji w Gdańsku przy ul. Białej 1a Tel: 47 741-15-22 .
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zrobił imprezę na 200 osób. Grozi mu do ośmiu lat więzienia

Będzie prokuratorskie śledztwo w sprawie imprezy, którą mimo zakazu i mimo sanitarnych obostrzeń, zorganizowano w jednym z nocnych klubów w centrum Gdańska. Uczestniczyło w niej około dwustu osób. Właściciel lokalu twierdził, że odbywa się w nim trening tańca. Starsza aspirant Karina Kamińska z gdańskiej komendy miejskiej wyjaśnia, że w drugi dzień świąt policja dwukrotnie interweniowała w klubie, a na miejscu interwencji policjanci zastali kilkanaście osób oraz właściciela lokalu.

– Właściciel powiedział policjantom, że w lokalu, który do tej pory był klubem nocnym, prowadzony jest trening tańca, który przygotowuje uczestników do zawodów mających odbyć się w lipcu przyszłego roku. W lokalu, przy stolikach siedziały osoby, które piły różne napoje, w tym alkoholowe, które wbrew obowiązującemu rozporządzeniu kupiły i spożywały w klubie – mówi starsza aspirant Kamińska.

Właściciel lokalu nie przyjął mandatu, więc sprawa trafi do sądu. Gdy po północy policja po raz drugi przyjechała do lokalu, było w nim już około 200 osób. Z informacji zdobytych przez policjantów wynika, że mężczyzna zaprosił w mediach społecznościowych na „wydarzenie taneczne”.

Do 8 lat więzienia i 30 tys. zł kary

Dochodzenie prokuratury będzie dotyczyć sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, powodując szerzenie się choroby zakaźnej. Grozi za to 8 lat więzienia. Sprawą zajmie się także sanepid, który może ukarać właściciela klubu grzywną w wysokości 30 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Będzie apelacja ws. Amber Gold. Wylosowano sędziego

Sąd Apelacyjny w Gdańsku wylosował sędziego referenta do sprawy dotyczącej afery Amber Gold. Początek procesu odwoławczego nie jest jeszcze znany. Możliwe, że w I kwartale 2021 r. dojdzie do losowania pozostałych dwóch sędziów do pełnego składu orzekającego.

Teraz sędzia referent zapoznaje się z aktami sprawami, przede wszystkimi z trzema apelacjami od wyroku sądu pierwszej instancji, złożonymi przez obrońców dwojga oskarżonych Marcina P. i Katarzyny P. oraz prokuratora, a także treścią wyroku i jego uzasadnieniem. Aktom nadana też została sygnatura – poinformowała koordynator ds. kontaktów Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z mediami Joanna Organiak.

Na początku grudnia do Sądu Apelacyjnego przywieziono ok. 1000 tomów akt głównych sprawy Amber Gold. Akta zostały zgromadzone w jednym pomieszczeniu. Aby je ułożyć sąd musiał kupić kilka szaf. Oprócz tego, w Sądzie Okręgowym w Gdańsku nadal jest przechowywanych ok. 15 tys. załączników, zawierających m.in. akta pokrzywdzonych przez spółkę osób.

Losowanie pozostałych dwóch sędziów odbędzie się prawdopodobnie w I kwartale przyszłego roku – dodała Organiak.

Podkreśliła, że z uwagi na olbrzymią liczbę zgromadzonych akt, które będą musieli poznać sędziowie, nie jest dziś możliwe określenie, nawet orientacyjnie, kiedy Sąd Apelacyjny wyznaczy pierwszy termin rozprawy odwoławczej.

15 lat więzienia dla Marcina P.

Proces twórców Amber Gold Marcina P. i Katarzyny P. przed Sądem Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się w marcu 2016 r. i trwał trzy lata i dwa miesiące. Jego finał nastąpił w maju 2019 r., doszło wówczas do mów końcowych. Samo jednak odczytywanie wyroku zajęło sądowi kolejnych pięć miesięcy do połowy października 2019 r. Od tej daty Sąd Okręgowy zaczął sporządzać pisemne uzasadnienie wyroku. Zakończył je pod koniec lipca 2020 r. Pisemne uzasadnienie wyroku liczy ponad 9,3 tys. stron i zajmie ok. 47 tomów akt sprawy.

Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał b. szefa Amber Gold Marcina P. na 15 lat więzienia, a Katarzynę P. na 12,5 roku więzienia. Oprócz kar pozbawienia wolności sąd nałożył na twórcę Amber Gold i jego żonę zakaz prowadzenia działalności gospodarczej o charakterze finansowym na 10 lat. Wymierzył im też kary grzywny: dla Marcina P. 159 tys. zł, a dla Katarzyny P. 135 tys. zł.

Prokuratorzy w mowach końcowych procesu przed Sądem Okręgowym wnieśli o kary po 25 lat więzienia dla każdego z oskarżonych. Obrońcy Marcina P. i Katarzyny P. wnioskowali o ich uniewinnienie.

Sąd orzekł również wobec oskarżonych obowiązek naprawienia szkody wyrządzonej części pokrzywdzonym w aferze Amber Gold. Dotyczy to ponad tysiąca osób, które nie zgłosiły swoich wierzytelności u syndyka masy upadłościowej Amber Gold i nie wystąpiły z pozwami cywilnymi przeciwko władzom spółki. Odszkodowania, które mają zapłacić tym osobom oskarżeni wynoszą co najmniej 32 mln zł.

Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., a Katarzyna P. od kwietnia 2013 r. Marcinowi P. postawiono ogółem cztery, a Katarzynie P. dziesięć zarzutów.

Ponad 18 tysięcy oszukanych

Według łódzkiej prokuratury okręgowej, która prowadziła śledztwo, Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Oskarżenie dotyczy także prowadzenia działalności parabankowej i prania brudnych pieniędzy. Według prokuratury, oboje działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili sobie z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, a tysiącom klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.

Oskarżeni pieniądze pozyskane z lokat wydawali na rozmaite cele m.in. na finansowanie linii lotniczych OLT Express (nieistniejący już przewoźnik, w którym głównym inwestorem była Amber Gold) przeznaczono prawie 300 mln zł. Część dochodów szła też na wynagrodzenia. Ustalono, że z tego tytułu oskarżeni wypłacili sobie 18,8 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci z Gdańska jadą do stolicy. Chodzi o zabezpieczenie manifestacji dot. wyroku TK

Do stolicy zostały wysłane co najmniej dwa autokary mundurowych z oddziałów prewencji z Gdańska – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM Kuba Kaługa. Funkcjonariusze mają pomóc w zabezpieczaniu manifestacji po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. W Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku potwierdzają jedynie, że grupa jedzie do Warszawy, nie informują o tym jakie dokładnie siły zostały wysłane.

Do zabezpieczania ewentualnych zgromadzeń w Trójmieście oddelegowani mają być policjanci z wydziałów kryminalnych czy np. konwojowych, jeśli będzie potrzeba mogą zostać ściągnięte siły z jednostek powiatowych. Z nieoficjalnych rozmów reportera RMF FM Kuby Kaługi z wynika, że nastroje wśród mundurowych są bardzo złe. Po tygodniu zabezpieczania protestów mówią wprost o przemęczeniu, braku czasu na odpoczynek.

Podobne głosy było słychać i przed wybuchem protestów – choćby dlatego, że w dobie pandemii pracy jest więcej, a siatkę dyżurów, przy brakach kadrowych, ułożyć jest bardzo trudno.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok ws. podpalenia kamienicy w Tczewie. W pożarze zginęły dwie osoby

Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał na 25 lat więzienia 55-letniego mężczyznę, oskarżonego o zabójstwo dwóch osób, które zginęły w pożarze kamienicy w 2018 roku w Tczewie. Sąd Apelacyjny utrzymał w całości w mocy wyrok sądu niższej instancji.

W marcu Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Mirosława Sz. na 25 lat więzienia za zabójstwo dwóch osób. Zginęły one w pożarze w nocy 23 maja 2018 roku w Tczewie. Według śledczych, oskarżony wywołując pożar miał prawdopodobnie zamiar zabić mężczyznę, mieszkającego na drugim piętrze budynku, bo chciał kontynuować romans z jego żoną.

W wyniku zadymienia zmarł 79-letni mężczyzna oraz 2-letnia dziewczynka. W pożarze obrażenia odniosło też osiem innych osób. Szkody spowodowane pożarem oszacowano na co najmniej 600 tysięcy złotych.

Sąd Okręgowy orzekł także, że Mirosław Sz. będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie z więzienia po 20 latach odbycia kary. Ponadto na rzecz kilkorga poszkodowanych oskarżony ma zapłacić ponad 500 tys. zł częściowego odszkodowania.

Od wyroku tego odwołała się prokuratura, domagając się dożywotniego więzienia, a obrońca wniósł o uniewinnienie oskarżonego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gdańsk: 34-latek zatrzymany za znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej policjanta

Policjanci zatrzymali 34-latka z Gdańska, który zniszczył drzwi wejściowe do mieszkania zgłaszającego. Dodatkowo mężczyzna odpowie za znieważenie interweniujących policjantów oraz za naruszenie nietykalności cielesnej jednego z nich. Sprawcy grozi teraz 5 lat więzienia.

Na początku tygodnia tuż po godz. 22.00 policjanci z komisariatu w Nowym Porcie odebrali zgłoszenie o pobiciu, do którego doszło w Brzeźnie. Funkcjonariusze pojechali do mieszkania, w którym doszło do zdarzenia. Na miejscu policjanci rozmawiali ze zgłaszającym i ustalili, że nietrzeźwy oraz agresywny mężczyzna, którego zgłaszający znał, uderzył go i zniszczył drzwi wejściowe do mieszkania jego znajomego. Pokrzywdzony nie potrzebował pomocy medycznej. Funkcjonariusze weszli do mieszkania, a tam wyraźnie pobudzony mężczyzna na ich widok stał się jeszcze bardziej agresywny. Policjanci próbowali go uspokoić, jednak ten nie reagował na ich polecenia, nie chciał też podać swoich danych. Podczas interwencji nagle zaatakował jednego z interweniujących mundurowych. W trakcie zatrzymania pijany agresor kopnął funkcjonariusza w klatkę piersiową i cały czas znieważał policjantów, używając przy tym wulgarnych słów. Funkcjonariusze użyli wobec agresywnego mężczyzny służbowego gazu pieprzowego, zastosowali chwyty obezwładniające oraz kajdanki.

Funkcjonariusze zatrzymali go i przewieźli do policyjnego aresztu. 34-letni mieszkaniec Gdańska jeszcze dziś najprawdopodobniej usłyszy zarzuty zniszczenia mienia, naruszenia nietykalności cielesnej policjantów oraz znieważenia ich.

Za zniszczenie mienia grozi 5 lat więzienia. Naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego jest zagrożone karą 3 lat więzienia. Za znieważenie policjanta grozi kara 1 roku więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zakopany 26 lat temu w niemieckim lesie Polak zidentyfikowany. Jest nagroda za pomoc

Po 26 latach niemiecka policja ustaliła, że ofiarą jednej ze zbrodni w lesie w pobliżu Idar-Oberstein był pochodzący z Gdańska Polak. Tamtejsi funkcjonariusze wyznaczyli nagrodę dla osób, które pomogą w ujęciu sprawcy tego morderstwa.

3 marca 1994 roku trzech pracowników leśnych znalazło zwłoki mężczyzny w odległości kilkuset metrów od Georg-Weierbach, na przedmieściach Idar-Oberstein w Nadrenii-Palatynacie. Ciało było zapakowane w niebieskie worki na śmieci i śpiwór – informuje tamtejsza policja.

Dochodzenie śledczych potwierdziło, że mężczyzna został brutalnie zamordowany, czego dowodem miały być liczne obrażenia na ciele. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała, że do zabójstwa miało dojść pomiędzy październikiem 1993 a marcem 1994 roku.

Pomimo prowadzonego na szeroką skalę śledztwa, policja nie była w stanie ustalić tożsamości ofiary. Udało się to dopiero po 26 latach. Okazało się, że zabitym jest 46-letni wówczas Ryszard Gorczyca. Do 1989 roku obywatel Polski mieszkał w Gdańsku, po czym wraz z rodziną przeprowadził się w okolice Idar-Oberstein.

Mężczyzna miał około 168 centymetrów wzrostu, 55 kg wagi, ciemnoblond włosy i niekiedy nosił brodę. Na ciele miał cztery przyciągające uwagę tatuaże: krzyż ze stylizowanymi promieniami (pierś), twarz diabła z przekłutym sztyletem (zewnętrzna strona lewego przedramienia), miecz z owiniętym wokół niego wężem z napisem „Love” (wewnętrzna strona lewego przedramienia) i głowę kobiety (lewe ramię).

Podano szczegóły zbrodni. Policja oferuje nagrodę

W chwili śmierci Polak był ubrany w ciemne sztruksowe spodnie, beżowe podkolanówki, jasną koszulę z długimi rękawami i czarne buty. W pobliżu ciała śledczy odnaleźli również kamizelkę bez rękawów. Nieopodal miejsca odkrycia zwłok odnaleziono również dwie łopaty, które najpewniej posłużyły do zakopania ciała. Jedna z nich wyróżniała się czerwonym czerpakiem i wytłoczonym na plastikowym uchwycie napisem „Lasher”.

Śledczy ustalili, że do zabójstwa Ryszarda Gorczycy nie doszło w miejscu odnalezienia jego ciała. Co więcej, w ukrywaniu zwłok miały uczestniczyć co najmniej dwie osoby.

Policjanci z Trewiru i prokuratury w Bad Kreuznach zaofeorwali nagrodę dla osób, które pomogą w wyjaśnieniu tej sprawy. Za przekazanie wszelkich istotnych informacji kryminalni wyznaczyli nagrodę w wysokości 5 tys. euro. Można je przekazać telefonicznie wydziałowi śledczemu w Trewirze pod numerem 0651/9779-2480 lub pocztą elektroniczną na adres kdtrier.hinweisaufnahme@polizei.rlp.de.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Biegli psychiatrzy wydali opinię dotyczącą Stefana W. Mężczyzna zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku otrzymała opinię biegłych psychiatrów dotyczącą Stefana W. podejrzanego o zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Obszerna dokumentacja zostanie poddana analizie. O tym, że opinia dotarła do prokuratury, poinformowała we wtorek PAP rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

„Opinia biegłych psychiatrów wpłynęła do prokuratury i obecnie będzie poddawana analizie. Nie ujawniamy jej treści” – powiedziała PAP Wawryniuk.

Sporządzona przez biegłych psychiatrów opinia zawiera ocenę stanu zdrowia psychicznego Stefana W., a także jego poczytalności w momencie popełnienia zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W październiku ub.r. prokuratura otrzymała już jedną opinię dotyczącą stanu zdrowia psychicznego Stefana W. Sporządzono ją po kilkutygodniowej obserwacji mężczyzny.

Po zapoznaniu się z analizą prokuratorzy uznali jednak, że jest ona niekompletna i niejasna. Wątpliwości nie rozwiały dodatkowe wyjaśnienia udzielone ustnie przez biegłych. W grudniu ub.r. prokuratura powołała więc drugi zespół biegłych, który przeprowadził kolejną kilkutygodniową obserwację Stefana W. W skład zespołu wchodził m.in. psycholog śledczy, którego zadaniem było zbadanie motywów, jakimi kierował się Stefan W.

Ten ekspert sporządził swoją opinię, a prokuratura dostarczyła ją psychiatrom przygotowującym analizę stanu zdrowia psychicznego Stefana W. i jego poczytalności. To właśnie ta opinia psychiatryczna dotarła do gdańskiej prokuratury.

13 stycznia ub.r. wieczorem 27-letni Stefan W. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wtargnął na scenę i zaatakował nożem prezydenta Adamowicza. Na nagraniach pokazujących zdarzenie widać jak napastnik przebiega przez scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa. „Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz” – krzyczał ze sceny, zanim został obezwładniony – wynika z filmów, na których zarejestrowano zdarzenie.

Jeszcze w nocy ugodzony kilkukrotnie nożem Adamowicz przeszedł w szpitalu pięciogodzinną operację. Następnego dnia zmarł. Sekcja zwłok wykazała na jego ciele m.in. trzy głębokie rany – jedną zadaną w okolicy serca i dwie w brzuch.

Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca. Postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten jest zagrożony karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. W chwili zdarzenia był trzeźwy, nie był także pod wpływem środków odurzających ani leków.

Wcześniej Stefan W. był karany za napady z bronią w ręku na placówki bankowe. W tej sprawie zatrzymano go w czerwcu 2013 r., a rok później sąd skazał go na 5,5 roku więzienia. Odbywanie kary skazany skończył 8 grudnia 2018 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Byli prezesi Spółdzielni Mieszkaniowej „Ujeścisko”, Maciej S. i Grzegorz H. zatrzymani

Dwaj byli prezesi Spółdzielni Mieszkaniowej „Ujeścisko” w Gdańsku – – Maciej S. i Grzegorz H. – zostali zatrzymani na zlecenie Prokuratury Okręgowej – poinformowało Radio Gdańsk. Chodzi o śledztwo w sprawie nieprawidłowości w byłym już zarządzie spółdzielni – sprawą zajmowali się dziennikarze „Interwencji” i „Państwa w Państwie”. Prezesi mają usłyszeć zarzuty w sobotę.

Prok. Mariusz Duszyński przekazał Radiu Gdańsk, że byli prezesi zostali zatrzymani w piątek po południu. Policja przeszukuje mieszkania zatrzymanych. Na razie nie ujawniono jakie zarzuty usłyszą mężczyźni.

Kilkadziesiąt rodzin zapłaciło za mieszkania i domy na terenie spółdzielni mieszkaniowej Ujeścisko w Gdańsku i zostało z niczym. Budowa nieruchomości ciągnie się już kilka lat i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

W czerwcu poszkodowane rodziny, które dotąd nie odebrały mieszkań, zorganizowały pikietę przed budynkiem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Poszkodowani opowiadali, że wpłacili za nieruchomości oszczędności życia – po 200-300 tys. złotych. Zaciągnęli kredyty, które muszą spłacać, a mieszkań wciąż nie ma.

– Spotkaliśmy się, żeby wyrazić swoje oburzenie i niezadowolenie wobec działań prawdopodobnie przestępczych poprzedniego zarządu, który doprowadził do wielomilionowych długów spółdzielni – mówił pan Łukasz.

„Kilkaset oszukanych rodzin”

Sprawą spółdzielni zajmowały się redakcje „Interwencji” i „Państwa w Państwie”, bo konflikt trwa od kilkunastu lat. – Tutaj mamy oszukanych kilkaset rodzin, które twierdzą, że wpłaciły oszczędności życia, zapłaciły za mieszkania i nie mogą tych mieszkań od kilku lat uzyskać, odzyskać – powiedziała Agnieszka Zalewska, reporterka „Państwa w Państwie”.

– Czekamy od listopada 2017 roku, to już trzecia Wigilia, a mój mąż nie wiadomo, czy dożyje. On już mówił, że prezesa będzie straszył, jak umrze. W ogródku miał siedzieć, a tak na czwartym piętrze jest uwięziony – opowiadała „Interwencji” w styczniu jedna z osób czekających na mieszkanie.

– W moim przypadku to jest około 200 tysięcy złotych. Tak naprawdę nie wiem, co się stało z tymi pieniędzmi. Czekam, to już jest na zasadzie ufności mojej – mówiła kolejna osoba.
Źródło info i foto: polsatnews.pl