Wrocław: 35-latek zostawił dziecko w rozgrzanym samochodzie. Grozi mu więzienie

26.07.2016 Krakow Swiatowe Dni Mlodziezy Pielgrzymi w Krakowie Msza inauguracyjna na krakowskich bloniach fot Jakub Wlodek/REPORTER

Nawet pięć lat więzienia grozi 35-letniemu mężczyźnie, który na czas upału zostawił w samochodzie 7-letniego syna. Na policję zadzwonili klienci supermarketu, w którym mężczyzna robił zakupy. Upały dają o sobie znać szczególnie w samochodach. Te zatrzymane i zamknięte nagrzewają się do kilkudziesięciu stopni. Służby przestrzegają przed pozostawaniem w nagrzanych autach.

Komunikat zbagatelizował dziś 35-letni mieszkaniec Wrocławia. Mężczyzna wybrał się na zakupy. Zdecydował, że zostawi w aucie swojego 7-letniego syna. Temperatura na zewnątrz przekraczała 30 stopni.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano podpalacza z Ursynowa. To 18-letni Akin A.

Mieszkańcy Ursynowa mogą wreszcie spać spokojnie. Po serii podpaleń w blokach przy Końskim Jarze policjanci dopadli sprawcę pożarów. – Całe szczęście, że to już koniec tej gehenny – cieszą się. A młodemu piromanowi Akinowi A. (18 l.) grozi 8 lat za kratami.

Seria podpaleń na Końskim Jarze zaczęła się w maju. Co noc płonęły rzeczy zostawione na klatkach chodowych. Raz był to rower, innym razem wózek dziecięcy czy szafa. – Obudził mnie przerażający huk. To pękały grube szyby na klatce schodowej. Jak otworzyłam drzwi to na klatce szalał ogień – opowiada jedna z mieszkanek. – Dopiero kończył się remont na naszej klatce. A teraz wszędzie sadza i smród – dodaje sąsiadka.

Policja dopadła podpalacza. To ich sąsiad. 18-letni Akin A. usłyszał zarzuty trzech podpaleń oraz posiadania marihuany. Został już przesłuchany. – Podejrzany przyznał się do posiadania narkotyków, nie przyznał się do pozostałych zarzucanych mu czynów. Złożył też wyjaśnienia – mówi Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej. Prokurator skierował do sądu wniosek o 3-miesięczny areszt. Dzisiaj odbędzie się posiedzenie w tej sprawie. MS,BF,AF
Źródło info i foto: Fakt.pl

Mamed Ch. z zarzutami. Grozi mu do 5 lat więzienia

Mamed Ch. usłyszał 11 zarzutów w sprawie paserstwa luksusowych samochodów. Byłemu zawodnikowi MMA grozi do 5 lat więzienia. Na polecenie prokuratora (11 czerwca 2019 roku) funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali Mameda Ch., który po doprowadzaniu do prokuratury usłyszał zarzuty. Prokurator skieruje do Sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania.

Luksusowe samochody pochodziły z Czech

W toku postępowania prowadzonego przez Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach prokurator ustalił, że zatrzymany dokonywał paserstwa pojazdów. Nabywał on samochody od osób, które weszły w ich posiadanie za pomocą czynu zabronionego takiego jak kradzież czy przywłaszczenie. W toku postępowania ustalono, że samochody pochodziły z zagranicy m.in. z Czech. Wśród samochodów znajdowały się m.in. luksusowe pojazdy takie jak Porsche Panamera, Range Rover Evoque, BMW M6, BMW serii 7.

Zatrzymany usłyszał zarzuty

W toku postępowania prokurator przedstawił Mamedowi Ch. siedem zarzutów paserstwa samochodów kwalifikowane z art. 291 par. 1 kodeksu karnego oraz jeden zarzut usiłowania paserstwa z art. 13 par. 1 kk w zw. z art. 291 par. 1 kk. Podejrzany dopuścił się tych czynów od kwietnia 2016 roku do lutego 2017 roku. Mamed Ch. jest również podejrzany o nakłonienie w kwietniu 2017 roku w Warszawie i Rybniku innych osób i kierowanie wykonaniem przestępstwa polegającego na spaleniu dwóch samochodów kwalifikowane z art. 18 par. 1 i 2 kk w zw. z art. 288 par. 1 kk. Ponadto usłyszał on zarzuty użycia w październiku 2018 roku w Olsztynie przemocy i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji w celu zmuszenia ich do zaniechania zatrzymania i przymusowego doprowadzenia innej osoby kwalifikowane z art. 222 par. 1 kodeksu karnego i art. 224 par. 2 kk oraz znieważenia funkcjonariuszy Policji kwalifikowane z art. 226 par. 1 kk.

Środki zapobiegawcze

Z uwagi na konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, prokurator skieruje do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Skierowanie wniosku uzasadnione jest zarówno rozwojowym charakterem sprawy, jak i uzasadnioną obawą, że podejrzany będzie w bezprawny sposób utrudniał postępowanie karne, tym bardziej, że prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie.

Podejrzanemu grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowy Dwór Mazowiecki: Masakra w pubie. Skazany tylko jeden z zabójców

Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi rozstrzygnął sprawę gangsterskich porachunków w Nowym Dworze Mazowieckim sprzed 19 lat. W dwóch zamach zginęło wówczas sześć osób, z czego cztery nie miały nic wspólnego z półświatkiem. Ku zaskoczeniu prokuratury sąd uznał, że winnym udziału w tych mordach jest Daniel E. ps. „Chulio” vel „Kulio” i skazał go na dożywocie. Uniewinnił zaś domniemanego wspólnika kilera – Marka N. ps. „Marek z Marek”.

– Sąd uniewinnił Marka N. od popełnienia zarzucanych mu czynów. Oskarżonego Daniela E. skazał, uznając za winnego popełnienia czynów z art. 148 paragraf 3 Kodeksu karnego i art. 263 par. 2 Kodeksu karnego łącznie na karę dożywotniego pozbawienia wolności – poinformowało portal tvp.info biuro prasowe Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.

Tym samym sąd uznał tylko połowicznie racje prokuratury, która domagała się skazania na dożywocie obu oskarżonych: Marka N. i Daniela E. Śledczy przekonywali, że podsądni są kilerami gangu wołomińskiego „wypożyczonymi” jednemu z gangów z Nowego Dworu Mazowieckiego. Ich zadaniem było według śledczych wyeliminowanie liderów konkurencyjnej bandy. Prokuratura zapowiada apelację w części dotyczącej „Marka z Marek”. Można być pewnym, że podobnie postąpi „Chulio”, który od początku przekonywał, że jest niewinny.

Może przyjdzie do aresztu

Marka N. i Daniela E. nie było na sali rozpraw w czasie ogłaszania wyroku. Już kilka lat temu, mimo bardzo poważnych zarzutów, uchylono im areszty i odpowiadali z wolnej stopy. Niewykluczone jednak, że za „Chuliem” zostanie wydany list gończy.

„Mając na uwadze fakt, że oskarżonemu wymierzono karę pozbawienia wolności nie niższą niż trzy lata, Sąd uznał, że jedynie dalsze stosowanie wobec Daniela E. tymczasowego aresztowania w sposób należyty zabezpieczy prawidłowy tok postępowania, dlatego też postanowił zastosować wobec oskarżonego Daniela E. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres sześciu miesięcy od dnia jego zatrzymania. Zgodnie z art. 279 par. 1 Kodeksu postępowania karnego, jeżeli oskarżony, w stosunku do którego wydano postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, ukrywa się, sąd lub prokurator może wydać postanowienie o poszukiwaniu go listem gończym” – informuje biuro prasowe Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.

Z informacji portalu tvp.info, wynika jednak, że na razie nikt nie szuka Daniela E. Zarówno on, jak i jego kompan przekonywali ostatnio, że zerwali z przestępczym życiem. Jeden z oskarżonych miał utrzymywać się z jeżdżenia dla jednej z korporacji zajmującej się przewozem ludzi.

Masakra zamiast festynu

Gangsterzy z Nowego Dworu rezydowali w lokalnym pubie EB. Mieli tam swój stolik. Ponoć barman miał żartować nawet, że powiesi kartkę „nie strzelać do barmana”, tylu gangsterów przewijało się przez lokal. Z ustaleń śledczych wynika, że „Gienek” namawiał jednego z podwładnych, aby ten obrzucił granatami stoliki „nowodworskich”. Niedoszły zamachowiec przestraszył się konsekwencji.

Wtedy właśnie miała zapaść decyzja o wykorzystaniu Daniela E. „Chulia” i Marka N. „Marka z Marek”. Obydwaj mieli w półświatku opinię „cyngli do wynajęcia”. Byli związani z gangiem wołomińskim, ale, jak ustaliła prokuratura, „wypożyczono” ich grupie „modlińskiej”.

„Marek z Marek” miał załatwić bombę, którą podłożono pod stolikiem „nowodworzan” w pubie „EB”. Ponad pięciokilogramowy ładunek plastiku ukryto pod kostką brukową. To był bardzo potężny ładunek. Wystarczy dodać, że do zniszczenia samochodu wystarczy 200 gramów tej wybuchowej substancji.

Rankiem 23 czerwca 2000 r. właściciel lokalu i trzech jego pracowników przygotowywali się do festynu. Jeden z nich zauważył naruszoną kostkę brukową i próbował prawdopodobnie ją podnieść. Doszło do potężnej eksplozji. Wybuch rozrzucił szczątki ofiar w promieniu kilkudziesięciu metrów.

Bomba wybuchła jednak za wcześnie. Zginęli niewinni ludzie, natomiast żadnego z gangsterów nie było w tym czasie w pubie. Do wybuchu miało dojść wieczorem, co oznacza, że doszłoby do jeszcze większej masakry.

Kamizelki nie pomogły

Wojna o Nowy Dwór rozgorzała w najlepsze. Gangsterzy z obu zwaśnionych band chodzili w kamizelkach kuloodpornych. Mieli przy sobie broń. W tym czasie samodzielnym szefem „nowodworskich” został Paweł G. ps. „Głębik”.

13 listopada 2000 r. boss i jego kompan Krzysztof K. „Szczurek” bawili się przy automatach w nowodworskim klubie Tartak. Nagle do lokalu wtargnęło dwóch mężczyzn w kominiarkach. Według prokuratury byli to Marek N. i Daniel E.

Napastnicy mieli przy sobie broń maszynową. Bez słowa podeszli do gangsterów przy automatach i zaczęli strzelać. „Głębik” i jego towarzysz dostali po kilkanaście kul. Pociski bez problemów przebiły kamizelki kuloodporne noszone przez ofiary.

– Jeden rozbawił mnie, bo gdy do niego prułem, głośno krzyczał: „Mamo, mamusiu” – tak według jednego ze skruszonych przestępców, miał opowiadać o strzelaninie „Marek z Marek”.

Prokuratura i policja ustaliły, że wykonawcami tej egzekucji byli „Marek z Marek” oraz „Chulio”. Przypisano im także zorganizowanie zamachu w pubie „EB”. W 2013 r. obaj zostali skazani na kary dożywocia. Na wyrok czekali na wolności, ponieważ sąd badający sprawę w latach 2003-11 uznał, że za długo przebywają w aresztach. Jednak w 2014 r. wyrok uchylono i sprawa toczyła się od nowa.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawcy strzelaniny w szkole w Brześciu Kujawskim grozi dożywocie

18-letni sprawca wczorajszego ataku w szkole w Brześciu Kujawskim przyznał się do usiłowania zabójstwa wielu osób. Taki też usłyszał zarzut. Mężczyźnie grozi dożywocie. 18-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób. Mężczyźnie do protokołu zarzuty przedstawili policjanci – informuje Prokuratura Okręgowa we Włocławku.

Sprawca wtargnął do szkoły i przy użyciu starej, czarnoprochowej broni oraz materiałów wybuchowych ranił dwie osoby. Jedną z nich była pani zajmująca się obsługą i ona ma rany postrzałowe. Postrzelona została także 11-letnia uczennica – mówił dziś rzecznik prokuratury Wojciech Fabisiak.

Śledczy ujawnili, że w domu Marka N. znaleziono więcej materiałów wybuchowych, a także urządzenia służące do ich produkcji. Podczas przesłuchania przyznał, że chciał pozabijać osoby przebywające w szkole. Dlatego, jak mówi prokurator Fabisiak, zarzut przedstawiony 18-latkowi do protokołu przez policję – usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych, za który grozi nawet dożywotnie więzienie – zostanie najpewniej rozszerzony.

Fabisiak poinformował także, że prokuratura ma wiedzę o wcześniejszym leczeniu psychiatrycznym mężczyzny i teraz wiele czynności śledczych zależy od decyzji lekarzy. Między innymi to, czy może brać udział w tak zwanych czynnościach procesowych. Wtedy też zapadnie decyzja o ewentualnym wniosku o tymczasowe aresztowanie napastnika.

Sprawcę ataku obezwładnił pracownik szkoły, także woźny. Jak się okazuje, 18-letni dziś Marek N. rok temu pojawił się na boisku tej samej placówki szkolnej z maczetą. Podczas incydentu sprzed roku nikt nie został ranny, a młody mężczyzna został szybko zatrzymany. Od tamtej pory – od lipca do lutego – leczył się w trzech szpitalach psychiatrycznych: w Toruniu, Łodzi oraz Warcie pod Łodzią.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przemyśl: Ruszył proces 36-letniej Brazylijki. Miała zabić nożem siedzącego na jej kolanach synka

36-letnia Brazylijka oskarżona o zabójstwo dwuletniego synka z motywacji zasługującej na szczególne potępienie stanęła przed Sądem Okręgowym w Przemyślu, gdzie w środę rozpoczął się jej proces. Kobiecie grozi nawet dożywocie. Ze względu na dobro rodziny dziecka oraz charakter sprawy sąd wyłączył jawność procesu. Podobny wniosek złożył obrońca oskarżonej, zaś prokurator i oskarżyciel posiłkowy (mąż kobiety i ojciec dziecka – Piotr P.) wraz z pełnomocnikiem nie sprzeciwiali się temu.

Z tych samych powodów także prokuratura nie udziela szczegółowych informacji dotyczących zarzutu.

8 ciosów nożem

Jak wykazało śledztwo Andrea Cristina P., od kilku lat mieszkająca w Polsce, zadała 2-letniemu synkowi Wiktorowi osiem ciosów nożem w klatkę piersiową. Przyczynę śmierci chłopczyka wykazała sekcja zwłok. Na podstawie kształtu ran ustalono, że synek prawdopodobnie siedział na kolanach matki, gdy ta zadawała mu ciosy. Chłopiec zmarł na skutek masywnego krwotoku wewnętrznego.

Początkowo kobiecie prokuratura zarzuciła zabójstwo swojego synka. Później jednak zmieniono zarzut na zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Jak mówiła wówczas zastępca prokuratora okręgowego w Przemyślu prok. Beata Starzecka, na zmianę zarzutu pozwoliła analiza zgromadzonego w śledztwie materiału dowodowego.

Wobec zmiany zarzutu kobiecie grozi wyższa kara. Kodeks karny mówi, że kto zabija człowieka w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12 (wcześniejszy zarzut zagrożony jest karą nie mniejszą niż 8 lat pozbawienia wolności), albo kara 25 lat lub dożywocie.

Zdaniem biegłych kobieta jest poczytalna i może odpowiadać przed sądem za swoje czyny. Zespół biegłych: dwóch psychiatrów i psycholog wydał opinię po trwającej cztery tygodnie obserwacji psychiatrycznej Andrei Cristiny P. przeprowadzonej w warunkach zamkniętych. Zgodę na obserwację wydał sąd.

Do zabójstwa dziecka doszło w lutym 2018 roku. Oboje – matka i dziecko trafili do szpitala po pożarze domu w Śliwnicy w pow. przemyskim. Pożar prawdopodobnie zainicjowała matka chłopczyka. Wiktor miał rany kłute klatki piersiowej. Dziecko zmarło w szpitalu. Rany miała również matka, które – jak ustalono – zadała je sobie sama. Przyczynę śmierci Wiktora wykazała sekcja zwłok.

Policja na miejscu zabezpieczyła kilka noży, wśród nich narzędzie zbrodni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były działacz PiS Dariusz S. z zarzutem zabójstwa żony. Grozi mu dożywocie

Dariusz S., były działacz PiS w Trójmieście i pracownik państwowej spółki, który miał śmiertelnie ugodzić nożem swoją żonę, usłyszał prokuratorskie zarzuty. Grozi mu dożywocie. Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.

Do tragicznego zdarzenia doszło 22 lutego w Gdyni. Według prokuratury, Dariusz S. zadał swojej żonie Marzenie S. dwa ciosy nożem. Jeden z nich okazał się śmiertelny. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci było przecięcie tętnicy płucnej i wykrwawienie się kobiety. Po zdarzeniu mężczyzna wszedł na dach i spadł z niego. Z licznymi obrażeniami trafił do szpitala. Przez długi czas nie było z nim można przeprowadzić żadnych czynności. Do teraz.

– Dariuszowi S. zostały przedstawione zarzuty: zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Są one objęte karą od 8 lat pozbawienia wolności do kary dożywocia. Sąd na wniosek prokuratora zastosował 3-miesięczny tymczasowy areszt. Obecnie Dariusz S. przebywa w Areszcie Śledczym w Gdańsku na oddziale szpitalnym – informuje Wirtualną Polskę Mariusz Duszyński z prokuratury okręgowej w Gdańsku.

Jak ustaliła WP, Dariusz S. próbował również ugodzić nożem 13-letniego syna. Chłopcu udało się obronić.

Dariusz S. w chwili zatrzymania miał mieć 0,17 promila alkoholu we krwi. W trakcie zdarzenia w mieszkaniu znajdowali się synowie w wieku 9 i 13 lat. Obaj zostali wówczas objęci opieką psychologiczną, umieszczeni w placówce opiekuńczej, następnie przekazani rodzinie. Policjantów najprawdopodobniej zaalarmowali sąsiedzi, którzy usłyszeli awanturę w mieszkaniu Dariusza S.
Źródło info i foto: wp.pl

Zarzut usiłowania zabójstwa dla nożownika z Buska-Zdroju. Grozi mu dożywocie

Mężczyzna, który wczoraj zaatakował policjantów w Busku-Zdroju, usłyszał zarzuty. Rzecznik prokuratury okręgowej w Kielcach prokurator Daniel Prokopowicz powiedział, że 32-latkowi postawiono zarzuty między innymi usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji, dokonania czynnej napaści na funkcjonariusza i znieważenia funkcjonariusza.

Policjant został raniony nożem podczas interwencji przed supermarketem w centrum miasta. Wczoraj przed południem dyżurny otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie, który miał grozić nożem klientom sklepu. Na miejsce pojechał policyjny patrol. Przed sklepem funkcjonariusze wylegitymowali 37-letniego mieszkańca Kielc, który odpowiadał opisowi mężczyzny z nożem. W trakcie legitymowania mężczyzny ze sklepu wyszedł drugi.

Busko-Zdrój. Prokuratura postawiła zarzut radnemu, który zaatakował policjantów

„Później okazało się, że to był 32-letni mieszkaniec Buska-Zdroju. Ten drugi mężczyzna zaczął najpierw atakować słownie policjantów, zaczął im ubliżać, a następnie wszczął z nimi awanturę. Policjant zaczął go obezwładniać i został dwukrotnie raniony nożem w plecy. Na szczęście te obrażenia okazały się niezagrażające życiu, policjant był hospitalizowany, a, po udzieleniu pierwszej pomocy, opuścił szpital” – powiedział oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju Tomasz Piwowarski. „Decyzja w przedmiocie środków zapobiegawczych zapadnie w najbliższych godzinach. Łukaszowi Sz. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności” – informuje kielecka prokuratura. 32-latkowi postawiono dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji i czynnej napaści na niego, drugi znieważenia innego funkcjonariusza podczas i w związku z wykonywanymi przez niego czynnościami służbowymi.

Podejrzany nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Drugiemu z podejrzanych 37-letniemu Łukaszowi W., który groził ekspedientce w sklepie, grozi kara trzech lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

73-latek podejrzany o wywołanie alarmów bombowych w rękach policji

Do 8 lat więzienia grozi 73-letniemu mężczyźnie, podejrzanemu o wywołanie alarmów bombowych w ZUS i NFZ w Rzeszowie. Mężczyzna wysłał list o podłożeniu ładunków wybuchowych i podpisał się pod nim. Został zatrzymany przez policję.

Jak poinformował w czwartek nadkom. Adam Szeląg oficer prasowy rzeszowskiej policji podejrzany przesłał list do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w którym poinformował o podłożeniu bomby w tej instytucji oraz w Narodowym Funduszu Zdrowia.

Informacja o potencjalnych ładunkach wybuchowych dotarła do policji kilkadziesiąt minut po godz. 12 w środę.

– Do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Rzeszowie pocztą dostarczono list z informacją o podłożeniu ładunku. W przesyłce była również informacja o bombie podłożonej w Narodowym Funduszu Zdrowia. Informacje te spowodowały ewakuację obu tych instytucji. Łącznie ewakuowano około 700 osób – poinformował Szeląg.

Policyjni pirotechnicy sprawdzili budynki, ale nie znaleźli podejrzanych ładunków.

– Okazało się, że nadawca listu podpisał się pod nim. Jeszcze podczas trwania policyjnych działań funkcjonariusze wydziału kryminalnego zatrzymali podejrzanego o wywołanie alarmu. Okazał się nim 73-letni mieszkaniec Rzeszowa – dodał Szeląg.

Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów wyjaśni okoliczności zdarzenia i motywy działania 73-latka.

Szeląg przypomniał, że za zawiadomienie o podłożeniu ładunków wybuchowych grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Marek Falenta chce uniknąć polskiego więzienia

Obrońca zatrzymanego w Hiszpanii biznesmena Marka Falenty twierdzi, że jego klientowi może grozić niebezpieczeństwo w polskim zakładzie karnym. Zanim Falenta zostanie wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, hiszpański sąd sprawdzi, czy obawy biznesmena są uzasadnione.

Przed tygodniem, po dwóch miesiącach unikania stawienia się w więzieniu, Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii. Polskie władze od razu zapowiedziały, że zwrócą się o przekazanie Marka Falenty do Polski, aby mógł tutaj odbyć karę pozbawienia wolności.

– Nie ufa polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Otrzymaliśmy ewidentne ostrzeżenie, że grozi mu niebezpieczeństwo w zakładzie karnym – powiedział w rozmowie z dziennikiem adwokat Marek Małecki. Hiszpański sąd będzie teraz analizować, czy obawy Falenty są uzasadnione. Jeśli uzna, że tak, może wstrzymać wydanie biznesmena Polsce.

Zatrzymanie Marka Falenty

Marek Falenta został zatrzymany w Walencji 5 kwietnia. Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji mówił, że mężczyzna był zaskoczony pojawieniem się funkcjonariuszy.

– Miejsce jego pobytu wskazali polscy policjanci, którzy są na miejscu. Poprosiliśmy kolegów z policji hiszpańskiej, aby wraz z polskimi funkcjonariuszami dokonali zatrzymania – mówił rzecznik KGP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl