Matka i córka niepoczytalne. Nie odpowiedzą za wysadzenie bloku

Kobiety wielokrotnie groziły, że wysadzą blok. W końcu odkręciły gaz i uciekły. Danuta i Monika P. zostały uznane za niepoczytalne. Trafią do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, gdzie będą leczone. Danuta P. i jej córka Monika miały zastraszać sąsiadów grożąc, że wysadzą blok w powietrze. 3 lipca 2019 r. odkręciły gaz i uciekły z mieszkania. Eksplozja była tak duża, że z okien powypadały szyby i zarwała się winda. Wyrwane zostały dwie zewnętrzne ściany budynku. Cudem nikt nie zginął.

Kobiety zostały namierzone po tym, jak policja opublikowała ich wizerunki. Zostały znalezione w lesie, w prowizorycznym szałasie. Tuż po zatrzymaniu trafiły do szpitala, a po przesłuchaniu do aresztu. Usłyszały zarzut sprowadzenia katastrofy wielkich rozmiarów zagrażających życiu wielu osób.

Monika P. miała myśli samobójcze i trafiła do szpitala psychiatrycznego w Ciborzu. „Fakt” podaje, że matka i córka unikną kary. Kobiety zostały uznane za niepoczytalne i nie staną przed sądem. Trafią do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, o co wnioskował prokurator. Tam będą podane leczeniu.
Źródło info i foto: wp.pl

Kulisy zbrodni w Chełmie. 14-latek zabił macochę i ranił jej syna

– Pora zabijać szmato ty pijacka! – napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych Łukasz W. (14 l.). Niedługo po tym zamordował macochę i ciężko ranił jej 18-letniego syna. Teraz okazuje się, że kilka miesięcy wcześniej groził masakrą w szkole.

– Jeden z uczniów powiedział nam o wpisach Łukasza. Chłopak zapowiadał, że urządzi masakrę szkolną. Natychmiast zawiadomiłam policję. Nie znaliśmy go zbyt dobrze, był nowym uczniem. Cichym, spokojnym, zamkniętym w sobie, ale nie do końca wiadomo do czego zdolnym – tłumaczy Barbara Anchimowicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 4 w Chełmie (woj. lubelskie). Łukasz tłumaczył wówczas, że żartował. Funkcjonariusze przeszukali jego dom. Zabezpieczyli komputer, a materiały trafiły do Sądu Rodzinnego. Chłopakiem zajęli się pedagog i psycholog. Nie zdołali go jednak powstrzymać przed spełnieniem krwawych fantazji.

Łukasz fascynował się zabójcami ze Stanów Zjednoczonych i Polski. Na przedramieniu wyciął sobie żyletką nazwisko Zuzanny M., morderczyni z Rakowisk. W minioną sobotę, gdy jego ojciec, Robert był w pracy, Łukasz zaatakował nożem macochę, Ewelinę (†38 l.). Tak długo dźgał ją w szyję, klatkę piersiową i uda, aż przestała oddychać. Później rzucił się na jej syna i roztrzaskał mu głowę młotkiem. Ciężko ranny Szymon (18 l.) trafił do szpitala.

Zakrwawiony Łukasz pobiegł do domu kultury, gdzie trwało przedstawienie. Jego ojciec sądzi, że chciał dalej mordować. – On to wszystko zaplanował. Porę wybrał specjalnie, bo chciał zabić więcej ludzi – mówi nam pan Robert. Chłopaka spłoszyli ochroniarze. Gdy wyszedł z domu kultury, ruszyli za nim i powiadomili policję. Kilometr dalej funkcjonariusze zatrzymali Łukasza. Chłopak był pokaleczony, więc trafił do szpitala w Lublinie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Żory: 40-latek brutalnie zabił koleżankę z pracy

Policja zatrzymała 40-letniego mieszkańca Rybnika, podejrzanego o zabójstwo 57-letniej koleżanki z pracy. Śledczy od początku podejrzewali, że kobieta została zamordowana. Mężczyzna usłyszał już zarzut zabójstwa, za co grozi mu dożywocie. 

Policja namierzyła na terenie Rybnika mężczyznę, który mógł mieć związek ze śmiercią kobiety. 40-latek został zatrzymany w swoim mieszkaniu. W trakcie przeszukania policjanci znaleźli przedmioty, które mogły mu posłużyć w popełnieniu zbrodni – były to m.in. nóż i taśma klejąca. 

Znali się z pracy, zamordował ją w mieszkaniu

Jak podaje portal zory.naszemiasto.pl, oboje znali się z pracy w jednej z kopalń w Jastrzębiu-Zdroju (mężczyzna jest górnikiem) i od jakiegoś czasu utrzymywali kontakt telefoniczny. W poniedziałek 40-latek pojawił się w mieszkaniu ofiary. W sprawie dla portalu wypowiedział się już szef Prokuratury Rejonowej w Żorach:

„Jak wyjaśnił podejrzany, z do końca nieznanych i niewytłumaczalnych powodów, po skrępowaniu kobiety taśmą, pozbawił ją życia przy użycia noża. Nie był w stanie racjonalnie wytłumaczyć tego zdarzenia” – PROK. LESZEK URBAŃCZYK, SZEF PROKURATURY REJONOWEJ W ŻORACH

Zatrzymany złożył wyjaśnienia z których wynikało m.in., że leczył się psychiatrycznie. Policjanci doprowadzili go do policyjnego aresztu, skąd następnie trafił do prokuratury. W czwartek prokurator przedstawił mieszkańcowi Rybnika zarzut zabójstwa. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strażnik, który groził śmiercią posłance Katarzynie Lubnauer nie zamierza przepraszać

Włodzimierz D. (44 l.) splamił honor straży marszałkowskiej, a teraz, zamiast wyrazić skruchę, głupkowato się śmieje, wspominając swój skandaliczny wybryk sprzed kilku dni. Fakt zapytał go o groźby, które kierował wobec posłanki Katarzyny Lubnauer (50 l.). Włodzimierz D. oświadczył, że nie ma zamiaru przeprosić kobiety, której groził śmiercią!

„Ty kur…, szmato, dziwko, suko trzeba cię zabić, jak tego złodzieja Adamowicza” – napisał w mejlu rozwścieczony D. Wiadomość skierował do telewizji TVN, ale pracownicy stacji natychmiast zaalarmowali policję. Do tragedii nie doszło, bo policjanci zadzwonili do Lubnauer, a ta zabarykadowała się w pokoju sejmowym. Niedoszły napastnik wpadł w ręce policji, a w prokuraturze usłyszał zarzuty. Dlaczego to zrobił?

– Nie chcę rozmawiać o tej sprawie. Nie znałem pani Lubnauer. Napisałem, bo miałem chwilę słabości. Inaczej tego nie potrafię wyjaśnić – powiedział z uśmiechem na ustach.

– A może na naszych łamach chciałby pan przeprosić panią Lubnauer? – dopytujemy.

– Nie chcę i nie będę jej przepraszał – uciął rozmowę.

– Nie oczekuję przeprosin. Współczuję rodzinie tego pana, współczuję mojej rodzinie, bo wiadomo, że w takich sytuacjach rodziny się mocno niepokoją. Nie rozumiem jego motywu i mówiąc delikatnie, już mało mnie to interesuje, co on dalej z tym zrobi – odpowiada mu posłanka Lubnauer.

Za kierowanie gróźb pozbawienia życia i znieważenie strażnikowi grożą dwa lata więzienia. Poniósł już konsekwencje służbowe – po 19 latach służby wyrzucono go ze straży marszałkowskiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, który groził Katarzynie Lubnauer z zarzutami

44-latek usłyszał zarzuty o kierowanie gróźb pozbawienia życia do Katarzyny Lubnauer, a także o znieważenie jej w korespondencji mailowej. Grożą mu nawet dwa lata pozbawienia wolności. Włodzimierz D., funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, groził przewodniczącej partii Nowoczesna Katarzynie Lubnauer śmiercią oraz pisał do niej maile pełne pogróżek. Prokuratura i policja zakończyły już jego przesłuchiwanie, a 44-latek usłyszał w związku ze sprawą dwa zarzuty – donosi Onet.

Są zarzuty dla funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej. Groził Lubnauer

Włodzimierz D. miał w wiadomości do Katarzyny Lubnauer napisać, że „trzeba cię zabić jak tego złodzieja Adamowicza”. Mężczyzna przyznał się do winy, ma również dozór policyjny i zakaz zbliżania się do Katarzyny Lubnauer na odległość mniejszą niż 100 m. Usłyszał od prokuratury dwa zarzuty.

Prok. Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała dziennikarzy Onetu:

Prokurator przedstawił Włodzimierzowi D. zarzuty kierowania gróźb pozbawienia życia pod adresem Katarzyny Lubnauer oraz znieważenia pokrzywdzonej treścią korespondencji mailowej. Włodzimierz D. złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę za swoje zachowanie. Przeprosił przewodniczącą Nowoczesnej i dodatkowo zapewnił, że nie chciał nikogo skrzywdzić. Bardzo żałuje tego, jak postąpił.

Mirosława Chyr dodała, że w ramach nadzoru policyjnego funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej musi się stawiać pięć razy w tygodniu w komisariacie. W ramach środka zapobiegawczego prokuratura zawiesiła go także w wykonywaniu obowiązków zawodowych.

Funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej groził Katarzynie Lubnauer

Jak opisywaliśmy, w niedzielę 22 września – gdy Katarzyna Lubnauer gościła w „Kawie na Ławę”- na maila redakcji TVN 24 wysłano wiadomość o treści: „Lubnauer ty k**** sz**** dz**** s****, trzeba cię zabić jak tego złodzieja Adamowicza”. Stacja TVN zgłosiła sprawę na policję. Zanim mężczyzna został zatrzymany, Lubnauer została powiadomiona przez funkcjonariuszy, by nie opuszczała swojego sejmowego pokoju hotelowego, bo sprawca może znajdować się w pobliżu.

Dziennikarzom Radia Zet udało się ustalić, że za groźbami wobec liderki Nowoczesnej stał funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, który pracował w formacji powołanej do ochrony Sejmu i Senatu 19 lat. Włodzimierz D. został zatrzymany przez policjantów w nocy, w trakcie swojej pracy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest akt oskarżenia ws. ataku na księdza w Szczecinie

Trzej mężczyźni – podejrzani o atak na księdza i dwie inne osoby w szczecińskiej parafii w lipcu br. – zasiądą na ławie oskarżonych. Mężczyźni usłyszeli też zarzuty kradzieży rozbójniczej. Grozi im 10 lat więzienia.

Mężczyźni podejrzani są m.in. o to, że – jak podała Prokuratura Okręgowa w Szczecinie – 28 lipca br. w zakrystii kościoła parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie „użyli przemocy wobec znajdujących się tam trzech osób pokrzywdzonych”: chodzi o uderzenie w ręce i odepchnięcie kobiety oraz uderzenie dwóch mężczyzn, w tym proboszcza parafii, w twarz pięścią, w której był metalowy, ośmiocentymetrowy krzyż od różańca; obaj zaatakowani mieli obrażenia twarzy.

Atak w zakrystii kościoła

– Sprawcy działali z powodu przynależności wyznaniowej (poszkodowanych) do Kościoła Katolickiego, grożąc pokrzywdzonym natychmiastowym pozbawieniem życia i doprowadzając ich do stanu bezbronności – podała prokuratura.

Według ustaleń śledczych dwaj mężczyźni weszli w niedzielne popołudnie do zakrystii kościoła, trzeci stał na czatach. Gdy przebywająca w pomieszczeniu kobieta zapytała ich, po co przyszli, jeden z nich powiedział, że po szaty liturgiczne, na co mają zgodę proboszcza.

– Kiedy jeden ze sprawców próbował chwycić za wiszący na wieszaku ornat, pokrzywdzona, próbując temu zapobiec, została odepchnięta – poinformowała prokuratura.

Drugi sprawca wyjął wtedy z szuflady różaniec. Gdy do zakrystii wszedł proboszcz wraz z drugim mężczyzną, pracownikiem kościelnym, i zażądali, żeby mężczyźni opuścili pomieszczenia, zostali zaatakowani i pobici.

Trzej mężczyźni przebywają w areszcie

Oskarżeni usłyszeli, oprócz zarzutu kradzieży rozbójniczej, także zarzuty usiłowania oszustwa (chodzi o próbę zabrania z kościoła szat liturgicznych) i naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonych. Dwaj sprawcy usłyszeli też zarzut naruszenia miru domowego.

53-latek, 28-latek i 27-latek przebywają w areszcie. Wszyscy trzej byli wcześniej karani sądownie. Jeden z nich kradzieży rozbójniczej dopuścił się w warunkach recydywy. Spośród przestępstw zarzucanych mężczyznom najsurowszą karą zagrożona jest kradzież rozbójnicza – mogą za nią spędzić w więzieniu do 10 lat. Za oszustwo grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

23-latek porwał swojego syna i groził, że go zabije. Antyterroryści wkroczyli do akcji

W gminie Trąbki Wielkie na Pomorzu 23-latek zabrał wczoraj od matki swojego małego syna i groził, że go zabije, a sam popełni samobójstwo. Chłopca uwolnili antyterroryści – informuje Radio Zet.

Wczoraj późnym popołudniem mężczyzna zabrał 5-letniego syna z domu i odjechał z nim samochodem. Niedługo później przysłał matce chłopca a swojej partnerce SMS-a. „Zabiję go i siebie” – napisał według relacji Radia Zet.

Matka poinformowała o sprawie policję, a służby zorganizowały obławę. W okolicy ustawiono blokady drogowe i poddawano kontroli samochody. Poszukiwania były prowadzone również z powietrza.

Ostatecznie ojca z synem znaleziono w samochodzie w lesie niedaleko Trąbek Wielkich. Auto zostało otoczone przez antyterrorystów, a na miejsce przybył policyjny negocjator. 23-latek poddał się po dwóch godzinach i wypuścił chłopca. Sam został obezwładniony i zatrzymany.

Chłopiec nie odniósł obrażeń, jednak został przewieziony do szpitala na badania. W momencie policyjnej akcji w lesie spał.

23-latek ma zostać przesłuchany jeszcze dzisiaj – podaje Radio Gdańsk.
Źródło info i foto: onet.pl

Skazano mężczyznę, który groził zamordowaniem Donalda Tuska

W piątek został skazany mężczyzna, który groził zamordowaniem Donalda Tuska – poinformował na Twitterze mec. Roman Giertych. Jak przekazał Giertych, mężczyzna został skazany na pięć miesięcy pozbawienia wolności, a po odbywaniu kary ma przejść terapię. Ma również zakaz zbliżania się do Donalda Tuska. Chodzi o groźby, które były kierowane pod adresem byłego premiera w styczniu, po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Mężczyzna zadzwonił pod numer alarmowy 112 i powiedział operatorowi: „Zginął Adamowicz, zginie Tusk i dostanie kulkę w łeb”.
Źródło info i foto: interia.pl

Polska: Zatrzymania za groźby pod adresem samorządowców

53-letni mieszkaniec Grudziądza został zatrzymany w środę, niedługo po tym jak zadzwonił pod numer alarmowy i poinformował, że zamierza zabić prezydenta miasta Macieja Glamowskiego. Okazało się, że mężczyzna był pijany. W całej Polsce zatrzymano już kilka osób, który groziły samorządowcom, przedstawicielom rządu, prezydentowi, czy szefowi Rady Europejskiej.

– Mężczyzna zatelefonował do centrum powiadamiania ratunkowego, powiedział, że znajduje się w Grudziądzu i ma zamiar zabić pana prezydenta. Taka informacja trafiła do naszej jednostki – mówi o wydarzeniach ze środy Jacek Jeleniewski, oficer prasowy policji w Grudziądzu. Funkcjonariusze szybko namierzyli skąd wykonane zostało połączenie. Jeszcze tego samego dnia weszli do jednego z mieszkań na terenie miasta i zatrzymali zaskoczonego 53-latka. Był pijany, miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie.

– Po wytrzeźwieniu w celi, następnego dnia usłyszał zarzut kierowania gróźb pozbawienia życia prezydenta Grudziądza. Prokurator zastosował wobec niego dozór policyjny, zakaz wszelakiego kontaktu z pokrzywdzonym, zakaz zbliżania się do niego, a także poręczenie majątkowe w wysokości 5 tysięcy złotych – wymienia Jeleniewski.

53-latkowi grozi do dwóch lat więzienia. Maciej Glamowski – prywatnie szwagier tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – złożył już do prokuratury zawiadomienie w tej sprawie.

Zatrzymania w całej Polsce

W niedzielę wieczorem Pawła Adamowicza zaatakował nożem mężczyzna, który podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku wtargnął na scenę. Prezydent Gdańska trafił do szpitala, jego stan był bardzo poważny, przeszedł kilkugodzinną operację. Obrażenia okazały się jednak zbyt poważne. W poniedziałek zmarł. Po wydarzeniach w Gdańsku policja w całej Polsce została wyczulona na wszelkie groźby kierowane do włodarzy miast i innych polityków. W ciągu ostatnich dni zatrzymano co najmniej kilka osób. Zarzuty m.in. publicznego nawoływania do stosowania przemocy wobec prezydenta Poznania i prezydenta Wrocławia z uwagi na ich przynależność polityczną przedstawiono zatrzymanemu w poniedziałek 41-letniemu mieszkańcowi podpoznańskiej miejscowości. Również w poniedziałek zatrzymano 24-latka, który komentując tekst w internecie na temat ataku na Pawła Adamowicza, groził prezydentowi Olsztyna Piotrowi Grzymowiczowi.

W czwartek zarzuty usłyszało trzech innych mężczyzn. Pierwszy to 48-letni mieszkaniec Gdańska, który telefonicznie groził zamordowaniem przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Drugi, 38-letni mieszkaniec Szczecina, skomentował w internecie tekst „Gazety Wrocławskiej” o groźbach w stosunku do Jacka Sutryka i Jacka Jaśkowiaka. Napisał, że to „dopiero początek”, a prezydenci będą „patroszeni jak świnie”. Trzecią osobą z zarzutem jest 35-latek z Radomia, który wykonał zdjęcie i zamieścił wpis na portalu społecznościowym.

Fotografia przedstawiała drzewo z wbitym w pień nożem i podpisem grożącym śmiercią prezydentowi Radomia Radosławowi Witkowskiemu. Zatrzymania dotyczyły także osób grożącym politykom najwyższego szczebla. W poniedziałek stołeczna policja zatrzymała 72-letniego mieszkańca Warszawy, który zadzwonił do Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie i groził prezydentowi Dudzie. Z kolei w Bydgoszczy policjanci weszli do jednego z mieszkań na Fordonie i zatrzymali 43-latka, który groził śmiercią premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Okazało się, że mężczyzna cierpi na zaburzenia natury umysłowej. Już został zamknięty z zakładzie psychiatrycznym.
Źródło info i foto: tvn24.pl

18-letnia Saudyjka, która uciekła z kraju, gdzie groziła jej śmierć jest już w Kanadzie

18-letnia Saudyjka Rafah Mohammed Alkunun, która zbiegła w tym tygodniu od swej rodziny twierdząc, że groziła jej śmierć, przyjechała do Kanady. Kraj ten udzielił jej azylu.

Alkunun zyskała światowy rozgłos barykadując się w pokoju w hotelu dworca lotniczego w Bangkoku, by uniknąć odesłania do rodziny, która zaprzecza, by ją dręczyła. Odmówiła spotkania z ojcem i bratem, przybyłymi do stolicy Tajlandii w ramach próby przekonania dziewczyny do powrotu do Arabii Saudyjskiej. W piątek rano odleciała z Bangkoku samolotem towarzystwa Korean Air do Seulu, skąd kolejnym lotem dotarła do Toronto.

Informację o udzieleniu przez Kanadę azylu potwierdził premier tego kraju Justin Trudeau. Kanada jest krajem, który rozumie, jak ważna jest ochrona praw człowieka, ochrona praw kobiet na całym świecie, i mogę potwierdzić, że przyjęliśmy wniosek ONZ – powiedział Trudeau, który wyjaśnił, że prośbę o azyl wystosowało do Kanady Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR).

Sprawa Alkunun zaczęła się w sobotę, gdy Saudyjkę zatrzymano na lotnisku w Bangkoku, nie zezwalając jej na wjazd do Tajlandii. Wkrótce potem przebywając w strefie tranzytowej zaczęła umieszczać na Twitterze wpisy zawiadamiające, że „zbiegła z Kuwejtu” i w razie repatriacji do Arabii Saudyjskiej grozi jej śmierć z rąk własnej rodziny, ponieważ uciekła i przyznała się, że nie wierzy w Boga. W ciągu niewielu godzin wokół hasztagu #SaveRahaf rozwinęła się potężna kampania społeczna.

Po dwóch dobach pobytu na lotnisku Alkunun zezwolono na wjazd do Tajlandii i rozpoczęto wobec niej procedurę uznania za uchodźcę, czym zajęło się UNHCR.

Saudyjka zamierzała początkowo udać się do Australii, ale zwróciła się o azyl również do władz Kanady, USA i Wielkiej Brytanii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl