Pedofil ze Szczekocin przez 5 lat gwałcił córkę i jej koleżankę. Opieka społeczna „nic nie zauważyła”

Ohydny zwyrodnialec wykorzystywał swoją córeczkę ponad pięć lat! Potrafił nawet zgwałcić koleżankę dziewczynki. Teraz dosięgła go sprawiedliwość i odpowie za swoje czyny. Po latach horroru 11-letnia dziewczynka opowiedziała o swoim dramacie pedagogowi szkolnemu.

– Zrobiłem to – wypowiedział beznamiętnie na przesłuchaniu zwyrodniały mieszkaniec Szczekocin. Przesłuchujący, którzy niejedno widzieli przecież w życiu, byli zdziwieni absolutnym brakiem skruchy czy żalu za to, co Mariusz M. zrobił własnej córce. – Dziewczynka i jej koleżanka natychmiast zostały przesłuchane, ich zeznania były wiarygodne – potwierdza Faktowi prok. Dariusz Bereza z myszkowskiej prokuratury.

O tym, że w rodzinie źle się dzieje, wiadomo było od mniej więcej trzech lat. Ze względu na nieustające libacje alkoholowe w ich domu przydzielono im kuratora. Jak to możliwe, że ani on, ani opieka społeczna, która regularnie – od 2017 roku – odwiedzała rodzinę, nie dostrzegła rozgrywającego się dramatu? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kilka lat temu rodzinie została założona niebieska karta, ale – nie wiadomo czemu – została ona wycofana! – Będziemy szczegółowo sprawdzać, czemu tak się stało – dodaje prok. Bereza.

Zdaniem sąsiadów 41-letni Mariusz M. nie tylko krzywdził swoją córkę, ale też znęcał się nad całą rodziną. – Oni wszyscy mieszkali w jednym pokoju, matka nie wiedziała co jej mąż robi dziecku? Kochanki do domu sprowadzał, on spał ze zdzirami na wersalce, a żona na podłodze. Wieczne imprezy tam były! – rzucają oskarżenia inni sąsiedzi.

Z wstępnych ustaleń śledczych wiadomo tyle, że do gwałtów miało dochodzić podczas nieobecności reszty domowników. Chociaż prokurator przyznaje, że to również będzie podlegało dokładnemu sprawdzeniu. Teraz, gdy koszmar dzieci wyszedł na jaw wielu sąsiadów z ul. Żeromskiego, gdzie pedofil mieszkał twierdzi, że już nie raz zawiadamiali różne instytucje. – Kazali nam dowody gromadzić, by nie doszło do pomówień. Czy to my jesteśmy od tego, by śledczych wyręczać! – pytają sąsiedzi zwyrodnialca.

Udało nam się dotrzeć do byłych znajomych Mariusza M. Nie mają o nim dobrego zdania. – Ten człowiek kiedyś pracował z moim mężem, razem w jednej firmie jeździli na tirach. Pamiętam, jak parę lat temu próbował się do mnie dostawiać, wyrzuciliśmy go z domu – mówi Małgorzata Czapczyńska-Bartosz (48 l.). – To był agresor, wszyscy się go bali. Bił żonę, raz nam pokazywał pogrzebacz, który na niej wygiął. Myślę, że powinna przynajmniej się domyślać, że jej mąż może krzywdzić własne dziecko – dodaje.

Mariuszowi M. grozi od 3 do 15 lat więzienia. Śledczy badają również wątek matki, czy wiedziała, co dzieje się w domu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gwałcił syna razem z kolegami. Sąd w Poznaniu podtrzymał wyroki w głośnej sprawie

Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyroki skazujące dla ojca gwałconego chłopca i mężczyzny, który uczestniczył w procederze. W przypadku trzeciego z oskarżony uchylono wyrok sądu pierwszej instancji, a jego przypadek zostanie rozpatrzony raz jeszcze.

Apelację wnosili zarówno obrońcy oskarżonych, jak i prokuratura. Oskarżyciele domagali się wyższego wymiaru kary. Ich zdaniem po łącznym potraktowaniu gwałtu i pozostałych przestępstw można było skazać ojca nawet na 20 lat więzienia. Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał jednak kary wobec dwóch mężczyzn, a sprawę trzeciego odesłał do ponownego rozpatrzenia. W jego przypadku cofnął także decyzję o tymczasowym areszcie.

W trakcie procesu żaden z oskarżonych nie przyznawał się do zarzucanych im czynów. Ojciec chłopca razem ze znajomym oskarżani byli o wielokrotne zgwałcenie, wymuszanie czynności seksualnej, prezentowanie małoletniemu treści pornograficznych w celu własnego zaspokojenia, a przy tym działanie w porozumieniu i ze szczególnym okrucieństwem. Ojciec był też oskarżany o prezentowanie wykonywania czynności seksualnej innym dwóm małoletnim oraz naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji.

Dramat chłopca z Wielkopolski

O tej sprawie pisaliśmy już w 2018, a później także 2019 roku. Tragedia dziecka rozgrywała się w Zborowie pod Dopiewem w powiecie poznańskim. Pierwsze niepokojące sygnały docierały do pracowników socjalnych już w 2013 roku, kiedy u 6-letniego chłopca zaobserwowali napady agresji i niekontrolowane moczenie. Mimo że ojciec chłopca krótko po tym wyprowadził się z domu, to wciąż zabierał dziecko na weekendy. Prokuratura zainteresowała się pokrzywdzonym dopiero wówczas, gdy w 2015 roku, mając 8 lat, symulował stosunek z innym uczniem.

Po tamtej interwencji i wprawieniu w ruch machiny państwowej, dziecko zostało odebrane pijącej matce i w 2016 roku trafiło do emerytowanego policjanta, prowadzącego z żoną pogotowie rodzinne. To tam z czasem zaczęło opowiadać o traumatycznych doświadczeniach z lat poprzednich. Krzysztof Matusiak podkreślał, że nie zetknął się wcześniej z podobnym przypadkiem, choć dziećmi wykorzystywanymi seksualnie opiekował się od lat.

U chłopca rozpoznano zespół stresu pourazowego. Dzięki nagraniom wykonanym przez Matusiaka, historią chłopca znów zainteresowała się prokuratura. Biologicznego ojca dziecka oskarżono o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Stwierdzono, że w procederze tym uczestniczyli także jego znajomi: 38-letni Marcin W. i 35-letni Karol K. W tym czasie ich ofiara miała 7-8 lat.

Jak pisała w 2019 roku „Wyborcza”, sąd pierwszej instancji potwierdził winę wszystkich oskarżonych. Ojciec Wojciech K. skazany został na 15 lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na 10 lat. Otrzymał zakaz kontaktowania się z synem i zbliżania się do niego przez 15 lat. Miał również zapłacić mu 100 tys. zł nawiązki.

Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, 15 lat pozbawienia praw publicznych i 100 tys. zł nawiązki. Karola K. skazano na sześć lat więzienia, 10 lat pozbawienia praw publicznych i 50 tys. zł nawiązki. O chłopcu „Wyborcza” pisała, że od dwóch lat przebywał w specjalnym ośrodku terapeutycznym. Miał indywidualny tok nauczania. Jego opiekun Krzysztof Matusiak stwierdzał niestety, iż szanse na normalne funkcjonowanie ma „nikłe”.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Izrael: Obława na siedzibę sekty. Guru więził i wykorzystywał seksualnie ok. 50 kobiet i dzieci

Izraelska policja przeprowadziła w poniedziałek obławę na siedzibę sekty religijnej w Jerozolimie, w której dziesiątki kobiet i dzieci było przetrzymywanych w „niewolniczych” warunkach. Aresztowano mężczyznę podejrzanego o znęcanie się nad nimi.

Policja twierdzi, że 60-letni mężczyzna został aresztowany pod zarzutem kierowania grupą i „popełniania ciężkich przestępstw” wobec osób pozostających pod jego wpływem. Wraz z ośmioma wspólniczkami podejrzewany jest o izolowanie około 50 kobiet wraz z dziećmi oraz uniemożliwianie im kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.

Poinformowano, że grupa działała przez lata w ultraortodoksyjnej dzielnicy Bucharim, w centrum miasta, podszywając się pod żeńskie seminarium. Około 50 kobiet żyło tam w bardzo złych warunkach sanitarnych, przeludnieniu i niedostatku. Wiele miało dzieci w wieku od roku do pięciu lat, których dokładnej liczby nie podano. Dochodzenie wykazało, że dzieci do piątego roku życia przebywały w odosobnieniu przez cały dzień.

Policjanci prowadzący tajne śledztwo czerpali informacje od kobiet, którym udało się uciec ze grupy. Policyjna obława została przeprowadzona w porozumieniu z Izraelskim Centrum ds. Poszkodowanych przez Sekty.

Kobiety przekonywały, że przebywają w budynku z własnej woli

Na głównym podejrzanym ciążą również zarzuty kradzieży pieniędzy i wymierzania różnych kar. Był on już aresztowany w 2015 roku w tej samej sprawie, ale został zwolniony, gdyż członkinie sekty zeznały na jego korzyść.

Według dziennika „Haarec” skargi na wspólnotę sięgają 2011 roku, kiedy krewni mieszkających tam kobiet skarżyli się policji. Jednak jak podaje gazeta władze nie były w stanie interweniować, ponieważ kobiety były pełnoletnie i utrzymywały, że przebywają w budynku z własnej woli.

Hagit Peer, szefowa organizacji kobiecej Naamat, nazwała tę sprawę „przerażającą”. „To niepojęte jak taka koszmarna wspólnota mogła istnieć w Izraelu, pod okiem władz, wykorzystując potwornie dziesiątki kobiet i dzieci” – skomentowała. Wezwała również do dokładnego zbadania „potencjalnych błędów systemu, które umożliwiły tę trwającą zbrodnię”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brazylia: 13-latka urodziła dziecko i zmarła. Gwałcił ją własny ojciec

13-latka została przewieziona do szpitala w Brazylii z powodu silnych bólów brzucha. Po badaniach okazało się, że dziewczynka jest w siódmym miesiącu ciąży. 13-latka urodziła zdrowe dziecko i zmarła w wyniku komplikacji.

Lekarze w Coari w Brazylii byli w szoku, gdy odkryli, że 13-latka przyjęta do szpitala z bólem brzucha, jest w siódmym miesiącu ciąży. U dziewczynki zdiagnozowano również ostrą niedokrwistość. Lekarze zdecydowali o natychmiastowym rozwiązaniu ciąży. 13-latka urodziła zdrowego chłopca.

Zdrowie Luany Ketlen pogorszyło się po porodzie. Specjalistyczne testy wykazały wiele powikłań, w tym niskie ciśnienie krwi, marskość wątroby i wodę w płucach. 13-latka miała zostać przetransportowana samolotem do specjalistycznego szpitala w oddalonym o blisko 400 km Manaus. 13-latka zmarła w trakcie lotu. 

Po śmierci dziewczynki, policja rozpoczęła poszukiwania ojca 13-latki. Mężczyzna został aresztowany  w Coari. 36-latek jest oskarżony o molestowanie córki i nieumyślne spowodowanie śmierci.

13-latka mieszkała z rodzicami na wsi poza miastem. Jak relacjonują brazylijskie media, Luana była gwałcona przez ojca podczas wyjazdów ”na ryby”. Mężczyzna zagroził, że zabije córkę, jeśli ona lub inni członkowie rodziny spróbują zgłosić przestępstwo policji. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Były ksiądz Krzysztof G. jest podejrzany o dokonanie kilkudziesięciu gwałtów na ministrancie

Były ksiądz Krzysztof G. usłyszał zarzuty dokonania co najmniej kilkudziesięciu gwałtów na ministrancie z Chodzieży – poinformował w sobotę lokalny dziennik „Głos Wielkopolski”. Do przestępstw seksualnych miało dochodzić przez ponad 10 lat. Krzysztof G. zarzucane mu przestępstwa miał popełniać w latach 2001-2013, będąc jeszcze księdzem. Dopiero niedawno mężczyzna został wydalony ze stanu kapłańskiego.

Lokalny dziennik „Głos Wielkopolski” podał w sobotę, że Prokuratura Rejonowa w Chodzieży (woj. wielkopolskie) przedstawiła Krzysztofowi G. zarzuty m.in. dokonania co najmniej kilkudziesięciu gwałtów na Szymonie, byłym ministrancie z Chodzieży.

Do gwałtów miało dochodzić w latach 2002-2013. Jak wskazuje „Głos Wielkopolski”, „ksiądz przemocą lub podstępem miał doprowadzać do stosunków z Szymonem. To niejedyne zarzuty. Jest również podejrzany o inne przestępstwa seksualne związane również z molestowaniem. Niektóre z nich miał popełniać już od sierpnia 2001 roku, gdy Szymon nie miał jeszcze ukończonych 15 lat”.

Rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej prok. Michał Smętkowski podkreślił cytowany w publikacji, że „oprócz co najmniej kilkudziesięciu gwałtów, byłemu księdzu zarzucono również to, że co najmniej kilkadziesiąt razy nadużył stosunku zależności między nim, a ministrantem. Wykorzystał również jego trudną sytuację życiową oraz późniejsze uzależnienie od alkoholu i doprowadzał do obcowania płciowego”.

Krzysztof G. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Zastosowano wobec niego dozór policji i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego.

„Głos Wielkopolski” przypomniał, że prokuratura śledztwo w tej sprawie prowadzi od trzech lat. O pomoc zwracała się wcześniej m.in. do poznańskiej kurii i abpa Stanisława Gądeckiego. Księża zasłaniali się jednak tajemnicą zawodową oraz sekretem papieskim i – jak wskazano w publikacji – „nie pomogli prokuraturze w zgromadzeniu dowodów w sprawie księdza Krzysztofa i pedofilii w Kościele”.
Źródło info i foto: interia.pl

Instruktor w Młodzieżowym Domu Kultury molestował seksualnie 6-letnią córkę?

W Słupsku zatrzymany został 43-letni Daniel K. podejrzewany o doprowadzenie dziecka do „innych czynności seksualnych”. Chodzi o jego 6-letnią córkę. 43-letni Daniel K. ze Słupska został aresztowany na dwa miesiące po tym, jak prokuratura postawiła mu zarzut doprowadzenie jego 6-letniej córki do „innych czynności seksualnych”.

Zdaniem śledczych do przestępstwa dochodziło wielokrotnie w okresie od stycznia 2018 roku do lipca tego roku. Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania zeznań.

Kontrowersje w tej sprawie wzbudza tez fakt, że Daniel K. jest instruktorem w Młodzieżowym Domu Kultury w Słupsku. Prokurator rejonowy Piotr Nierebiński przekazał jednak, że nic nie wskazuje na to, żeby podejrzany przejawiał zarzucane mu zachowania w miejscu pracy.

Z uwagi na charakter sprawy prokuratura nie informuje, kto złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Nie ujawnia też szczegółów dotyczących postępowania, w tym wykonywanych i zaplanowanych czynności. Danielowi K. grozi od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Agent ICE odpowie za gwałty i grożenie deportacją

Imigranci cierpią nie tylko na granicy. Żyjąca w Connecticut nieudokumentowana imigrantka z Hondurasu złożyła pozew przeciwko agentowi ICE. Jak donosi Fox News, stwierdza w nim, że funkcjonariusz federalnej agencji imigracyjnej gwałcił ją przez lata i groził jej deportacją, jeżeli komuś o tym powie.

Imigrantka domaga się odszkodowania w wysokości $10 mln. Pozew został wniesiony w sądzie w Connecticut. Powódka widnieje w nim jako Jane Doe. Oskarżony to Wilfredo Rodriguez, agent U.S. Immigration and Customs Enforcement (ICE), który został już zwolniony z pracy. Z dokumentów sądowych wynika, że molestowanie zaczęło się w 2006 roku, kiedy agent aresztował brata kobiety za nielegalne wkroczenie na teren USA. Potem odkrył, że kobieta też przebywa w Stanach nielegalnie. I postanowił to wykorzystać. Imigrantka najpierw miała być informatorką, a następnie była przez niego wykorzystywana seksualnie. Wszystko to odbywało się pod groźbą: jeżeli coś powiesz, zostaniesz deportowana albo zginiesz.
Źródło info i foto: se.pl

Ojciec z kolegami brutalnie gwałcił 7-letniego syna. Jest wyrok

Dziecko przez długi czas było usypiane tabletkami i brutalnie gwałcone przez swojego ojca i jego kolegów. Zwyrodnialcy stanęli przed sądem, bo były policjant, pod którego skrzydła trafił chłopiec, nagrał jego wstrząsającą relację. Sąd nie miał litości dla bezwzględnych oprawców.

Pierwsze sygnały, że w życiu chłopca ze Zborowa dzieje się coś złego, pojawiły się w 2013 roku, gdy ten miał sześć lat. Wówczas, jak podaje „Gazeta Wyborcza”, pracownicy socjalni zaniepokoili się wybuchami agresji dziecka oraz niekontrolowaniem przez niego potrzeb fizjologicznych.

Mniej więcej w tym czasie ojciec chłopca wyprowadził się z domu, jednak co jakiś czas mężczyzna zabierał syna do siebie na weekendy. Gdy chłopiec miał 8 lat, w 2015 roku, przyłapano go w szkole na alarmującym zachowaniu – dziecko symulowało akt seksualny na uczniu. Szkoła powiadomiła wówczas policję. Śledczy sprawdzali, czy dziecko nie jest wykorzystywane seksualnie, jednak nie znaleźli dowodów.

Pod koniec 2016 roku sąd rodzinny postanowił odebrać chłopca matce, która nadużywała alkoholu i nie interesowała się dzieckiem. Kilkulatek trafił do pogotowia rodzinnego w Mosinie prowadzonego przez byłego policjanta Krzysztofa Matusiaka.

– To była najbardziej dramatyczna historia, z jaką się zetknęliśmy, a trafiały już do nas i wciąż trafiają dzieci wykorzystywane seksualnie. Żadne nie miało jednak takiej traumy – powiedział Matusiak w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Gdy chłopiec trafił do pogotowia rodzinnego, rozpoznano u niego syndrom stresu pourazowego. Dziecko moczyło się, wyszukiwało w internecie treści pornograficzne, bawiło się genitaliami. Jednak dopiero po pewnym czasie Matusiak poznał dokładne przyczyny tego zachowania. Gdy chłopiec zaufał nowym opiekunom, opowiedział im o traumie, jakiej doświadczył. Były policjant wszystko nagrał, zdobywając tym samym dla sądu materiał dowodowy.

Prokuratura oskarżyła ojca chłopca, 50-letniego Krzysztofa K., o wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem. Zarzuty gwałtów na chłopcu postawiono także znajomym mężczyzny – 38-letniemu Marcinowi W. oraz 35-letniemu Karolowi K. Chłopcu pokazywano także treści pornograficzne.

Sąd nie miał litości

Proces mężczyzn był niejawny. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, wszyscy oskarżeni zostali uznani winnymi. Krzysztof K. za wielokrotne zgwałcenie syna ze szczególnym okrucieństwem otrzymał maksymalny wymiar kary przewidziany za to przestępstwo w polskim prawie, czyli 15 lat więzienia. Marcin W. został skazany na 12 lat więzienia, a Karol K. na sześć lat. Oprócz tego mężczyźni zostali pozbawieni praw publicznych odpowiednio na 10, 15 oraz 10 lat. Mężczyźni mają także wypłacić poszkodowanemu chłopcu nawiązkę w łącznej kwocie 250 tys. zł. Zwyrodnialcy nie mogą się także kontaktować z pokrzywdzonym.

„Wyborcza” podaje, że gwałcony chłopiec przebywał w pogotowiu rodzinnym przez rok. Stamtąd trafił do specjalistycznego ośrodka wychowawczego, gdzie przebywa już od dwóch lat. Jego były opiekun Krzysztof Matusiak twierdzi, że trauma, jakiej doznało dziecko, jest tak ogromna, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie ono w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Chojnów: 32-letni Sebastian R. gwałcił 18-miesięcznego Szymka. Matka o tym wiedziała?

Koszmar chłopczyka zaczął się w maju tego roku, gdy w jego krótkim życiu pojawił się 32-letni Sebastian R. Mama Szymka i jego starszego brata poznała mężczyznę przez internet. Niedługo później wprowadził się do jej mieszkania. Mimo krótkiej znajomości, Justyna Z. pozwalała partnerowi opiekować się dziećmi. Nie widziała też nic złego w tym, że brał młodszego chłopca ze sobą do łóżka!

Koszmar rozegrał się w niewielkim Chojnowie na Dolnym Śląsku. 32-letni zwyrodnialec w zaciszu mieszkania gwałcił bezbronnego, 18-miesięcznego chłopca. Matka dziecka poznała Sebastiana R. przez internet. Niedługo później, w maju zamieszkał z nią i jej dziećmi: małym Szymkiem i jego 5-letnim bratem.

Choć 28-letnia Justyna Z. znała mężczyznę bardzo krótko, od razu mu zaufała. Zostawiała synów pod jego opieką, a z 18-miesięcznym Szymkiem pozwalała mu nawet spać. Krzywdę dziecka zauważył dopiero lekarz rodzinny. Skierował dziecko do szpitala. Tamtejsi specjaliści nie mieli wątpliwości – chłopczyk został brutalnie zgwałcony!

Sebastian R. usłyszał zarzut wielokrotnego zgwałcenia małoletniego poniżej 15 lat ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu za to kara więzienia na czas nie krótszy niż 5 lat. Był już wcześniej karany za przestępstwa narkotykowe oraz przeciwko zdrowiu i życiu. Matka dziecka, Justyna Z. jest oskarżona o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (również wielokrotnego). Może trafić do więzienia na 5 lat. Obaj chłopcy znajdują się pod opieką ciotki.

W czwartek, 25 lipca odbyła się pierwsza rozprawa. Oboje oskarżeni szli do sądowej sali ze spuszczonymi głowami. Słychać było tylko szczęk łańcuchów, którymi skuto ręce i nogi Sebastiana R. Na pytanie Fakt24, czy żałuje tego, co zrobił, odburknął: „Nic nie zrobiłem”. Sąd, na wniosek obrońcy, utajnił proces. Jak podkreślał, zrobił to nie tylko ze względu na to, że wyjaśnienia oskarżonego mogłyby naruszać dobre obyczaje, ale też ze względu na dobro skrzywdzonego dziecka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: 31-latek gwałcił swoją roczną córeczkę. Nagrywał to i umieszczał w sieci. Jest wyrok

31-letni James Lockhart z Florydy, który pracował jako ratownik medyczny, został właśnie skazany przez tamtejszy sąd na 70 lat pozbawienia wolności? Za co? Otóż mężczyzna posiadał, produkował i dystrybuował pornografię dziecięcą. Co więcej, wykorzystywał on seksualnie swoją roczną córeczkę, po czym nagrania to pokazujące umieszczał na forach w dark webie (czyli ukrytych zasobach internetu).

Mężczyzna, który był pracownikiem medycznym, a prywatnie ojcem dwójki dzieci, został zatrzymany w październiku 2018 r. W jego domu zabezpieczono wówczas kolekcję 43 filmów i 4 tys. zdjęć z dziecięcą pornografią. Amerykański „Newsweek” dotarł do mrożącej krew w żyłach informacji, że gdy śledczy wezwali jego żonę, aby zaprezentować ohydną „twórczość” jej męża, ta z szokiem przyznała, że wykorzystywane na nagraniu małe dziecko to… ich córka!

W swoim komunikacie Departament Sprawiedliwości USA poinformował: – Z dokumentacji zgromadzonej przez sąd wynika, że, między marcem 2016 a lutym 2018 Lockhart wyprodukował cztery materiały wideo, na których widać, jak gwałci małe dziecko. Nagrane filmy następnie zamieszczał na forach w dark webie. Dodatkowo zboczeniec miał też chwalić się w internecie wykorzystywaniem innego rocznego dziecka.

Po zatrzymaniu Lockhart przyznał się do stawianych mu zarzutów. Sędzia nie miał więc żadnych skrupułów, aby skazać mężczyznę na 70 lat więzienia, co było maksymalnym wymiarem kary.

Michael B. Cochran, zastępca agenta specjalnego z wydziału ds. bezpieczeństwa wewnętrznego w Tampie stwierdził: – Ten dewiant popełnił najstaranniejsze okrucieństwa, jakie można sobie wyobrazić wobec rocznego dziecka. Krajowe i międzynarodowe służby ds. bezpieczeństwa dopilnują, by nigdy już nikogo nie skrzywdził!
Źródło info i foto: se.pl