Aktor Gerard Depardieu oskarżony o gwałt i napaść seksualną

Aktor Gerard Depardieu został w grudniu ubiegłego roku oskarżony o gwałt i napaść seksualną – poinformowała prokuratura w Paryżu. Do przestępstw miało dojść w 2018 roku. Wstępne zarzuty przedstawiono aktorowi 16 grudnia; Depardieu nie został wówczas zatrzymany – poinformowała prokuratura.

Prokuratura w Paryżu odniosła się do zarzutów po tym, jak sprawa została ujawniona we francuskich mediach. Podały one, że zarzuty dotyczą zawiadomienia, które złożyła w sierpniu 2018 roku 22-letnia wówczas aktorka i tancerka. Zeznała, że „została dwukrotnie wykorzystana seksualnie przez aktora w trakcie nieformalnej próby do przygotowywanego przedstawienia teatralnego”. Miało do tego dojść w paryskiej rezydencji Depardieu w VI dzielnicy Paryża 7 i 13 sierpnia 2018 roku.

Prokuratura w Aix-en-Provence wszczęła śledztwo po otrzymaniu zawiadomienia, lecz przekazała ją prokuraturze w Paryżu.

W czerwcu 2019 roku wstępne dochodzenie zostało umorzone. Według prokuratury działania śledcze prowadzone w ramach tego postępowania nie pozwoliły na sformułowanie zarzutów wynikających z oskarżeń kierowanych pod adresem Depardieu. Śledztwo wznowiono w październiku ub.r.

Depardieu zaprzecza

Prawnik Depardieu, Herve Temime, mówił, że aktor „zdecydowanie zaprzecza”, jakoby doszło do gwałtu lub napaści seksualnej. Depardieu wystąpił w prawie 200 filmach i jest jednym z nielicznych francuskich aktorów, którzy zasłynęli w Hollywood. Zdobył Złoty Glob za rolę w „Zielonej karcie”, anglojęzycznej komedii romantycznej z 1990 roku, w której zagrał u boku Andie MacDowell. Za tytułową rolę w „Cyrano de Bergerac” otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego aktora.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

26-latek przyznał się do gwałtu na biegaczce

Skoki (województwo wielkopolskie). To w tej miejscowości doszło do dramatu biegaczki, która została zaatakowana w piątkowy wieczór. W sprawie w sobotę zatrzymano 26-latka. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Podejrzany o gwałt na biegaczce 26-latek usłyszał w poniedziałek zarzuty. Do przestępstwa doszło w piątek wieczorem. Tego samego dnia mężczyzna usiłował również zgwałcić 16-latkę.

Prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, przekazał, że mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Dodał także, że prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt dla 26-latka.

– Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: usiłowania zgwałcenia 16-latki oraz zgwałcenia 33-latki, to w związku z tym drugim czynem wszczęto poszukiwania – przekazał rzecznik.

26-latek złożył wyjaśnienia i opisał przebieg wydarzeń przed policją oraz prokuraturą, a także podczas eksperymentu procesowego. Rzecznik prokuratury poinformował, że 26-latek zaatakował nastolatkę także w piątek 19 lutego w Skokach. Śledczy ustalili okoliczności tego ataku na podstawie nagrań z monitoringu. Mundurowym udało się również dotrzeć do świadka tego zdarzenia.

W związku z charakterem zarzutów prokuratura nie udziela aktualnie więcej informacji dotyczących tej sprawy.
Źródło info i foto: wp.pl

Zatrzymany przyznał się do gwałtu na biegaczce w wielkopolskich Skokach

Młoda kobieta, która wyszła pobiegać, została napadnięta przy cmentarzu! Zwyrodnialec to Patryk K. Brutalnie wykorzystał kobietę i uciekł. Obława za nim trwała 24 godziny. Policjanci odnaleźli go na ulicach miasta. Prokuratura zapowiada, że jeszcze dzisiaj postawi zboczeńcowi zarzuty!

W piątek wieczorem młoda mieszkanka Skoków wyszła pobiegać. Miała swoją wyznaczoną trasę niedaleko cmentarza. To właśnie tam dopadł ją 26-letni Patryk. Było ciemno, a na samym końcu parkingu przy cmentarzu jest dużo krzaków. Niestety, nikt nie słyszał, że kobieta potrzebuje pomocy. Biegaczka została okrutnie wykorzystana, ale gdy gwałciciel uciekł – ona na szczęście była w stanie wstać i iść w stronę miasteczka. Spotkała przypadkową osobę i wstrząśnięta, załamana i zapłakana, poprosiła o pomoc w zatelefonowaniu do męża. To ta przypadkowa osoba zadzwoniła po pomoc.

Wągrowiecka policja od razu została postawiona na równe nogi. Ruszyła obława za gwałcicielem. Mundurowi ostrzegali mieszkańców, że w okolicy może grasować ktoś niebezpieczny. Ofiara na szczęście była w stanie podać cechy charakterystyczne mężczyzny, między innymi to, jak był ubrany, jak wyglądał. To bardzo pomogło policjantom. Po 24 h udało się go złapać. W obławie na niego go brały udział między innymi psy policyjne. Mężczyzna został zatrzymany w Skokach na ulicy.

To młody, wysportowany, postawny mężczyzna. Patryk K. – który niedawno przeprowadził się do Skoków z pobliskiej wsi. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że ma partnerkę, z którą mieszka. – Nie był wcześniej karany za przestępstwa o podobnym charakterze – mówi Dominik Zieliński z wągrowieckiej policji. Dlaczego więc rzucił się na biegaczkę? Ustalają to teraz śledczy. Mężczyzna jeszcze dzisiaj ma usłyszeć prokuratorskiej zarzuty. Za to, co zrobił młodej biegaczce grozi 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

62-latek zgwałcił wnuczkę i nagrał to telefonem. Zapadł wyrok

Na osiem lat pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Opolu 62-letniego Ewalda G., oskarżonego o zgwałcenie swojej małoletniej wnuczki. Wyrok jest nieprawomocny.

Jak ustaliła prokuratura, do czynów objętych aktem oskarżenia doszło pod koniec 2018 roku w jednej z miejscowości powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego. Oskarżony miał dopuścić się dwóch zachowań o charakterze seksualnym wobec swojej wnuczki. Jedno ze zdarzeń nagrał na swoim telefonie komórkowym.

Jest wyrok sądu

Mężczyźnie przedstawiono zarzut gwałtu na osobie małoletniej oraz przechowania treści zabronionych na nośniku cyfrowym, co według polskiego prawa jest zagrożone karą do 15 lat pozbawienia wolności. Oskarżony nie przyznał się do winy. Za zarzucane czyny sąd wymierzył Ewaldowi G. karę 8 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sheffield: 26-letni Polak winny gwałtu i morderstwa 21-letniej studentki

Paweł R. winny! Sąd w Sheffield uznał 26-letniego Polaka mieszkającego w Wielkiej Brytanii, za winnego zgwałcenia i zamordowania 21-letniej studentki Libby Squire. Ciało kobiety wrzucił do rzeki. Wymiar kary, jaka go czeka, zostanie podany w piątek.

Do przerażającej zbrodni doszło w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 2019 r. w Hull we wschodniej Anglii. Jak wykazali prokuratorzy, Paweł R. (mający już na koncie wyroki za przestępstwa seksualne!) jeździł wieczorem po okolicy w poszukiwaniu kobiety, którą mógłby zaatakować. Jego ofiarą okazała się studentka filozofii z miejscowego uniwersytetu, którą „przechwycił” spod klubu nocnego, gdzie nie została wpuszczona, gdyż była pijana.

Według przedstawionej przez prokuraturę wersji 26-latek pojechał z nią do miejscowego parku, gdzie ją zaatakował, a następnie wrzucił do rzeki. Ciało dziewczyny odnaleziono dopiero niemal dwa miesiące później przy ujściu rzeki Humber do morza! Patolodzy nie byli w stanie ustalić, co było bezpośrednią przyczyną zgonu, ani czy jeszcze żyła, kiedy trafiła do wody.

Świadkowie zeznali, że słyszeli krzyki dochodzące z parku. Jednym z kluczowych dowodów były też nagrania z miejskich kamer, na których widać sprawcę i ofiarę. Paweł R. przyznał się zresztą do tego, że jeździł po mieście, szukając kobiety, z którą mógłby uprawiać seks, a także, że uprawiał seks z Libby Squire. Twierdził jednak, że było to za obopólną zgodą. Prokuratura wykazała, że jego zeznania były niespójne i wiele razy składał fałszywe zeznania. Jak wyjaśniał 26-latek, który jest żonaty i ma dwójkę dzieci, skłamał, bo nie chciał, by żona dowiedziała się, że ją zdradzał.

Co ważne, Polak już odsiaduje karę 5 lat i 8 miesięcy więzienia, na którą został skazany w 2019 r. w innym procesie, gdzie został uznany za winnego czterech przestępstw wojeryzmu, dwóch o naruszenia przyzwoitości publicznej i trzech włamań połączonych z kradzieżą m.in. akcesoriów erotycznych i kobiecej bielizny!
Źródło info i foto: se.pl

Dziś wyrok ws. odszkodowania dla niesłusznie skazanego Tomasza Komendy

W poniedziałek 8 lutego przed Sądem Okręgowym w Opolu prawdopodobnie rozstrzygnie się, czy niesłusznie skazany za gwałt i morderstwo Tomasz Komenda dostanie odszkodowanie. Chodzi o niemal 19 mln zł za 18 lat niezasłużenie spędzonych w więzieniu. Jeśli sąd zgodzi się na taką kwotę, będzie to najwyższe zadośćuczynienie w historii Polski. Przypomnijmy, że Tomasz Komenda został skazany za tzw. zbrodnię miłoszycką. Zbrodnia ta rozegrała się w sylwestra 1996/1997. 15-letnia Małgosia bawiła się ze znajomymi na dyskotece w Miłoszycach. Kiedy jednak następnego dnia nie wróciła do domu, przerażeni rodzice zaczęli szukać córki.

Ciało Małgosi znaleziono na posesji niedaleko dyskoteki. Z ustaleń śledczych wynika, że nastolatce podano środek o działaniu przypominającym tzw. tabletkę gwałtu. Przyczyną śmierci Małgosi było wyziębienie organizmu i rany odniesione podczas brutalnego gwałtu. Policja wskazywała także, ze prawdopodobnie w morderstwie uczestniczyło więcej niż jedna osoba.

Oskarżonym i skazanym w tej sprawie został Tomasz Komenda, na jakiego miał wskazywać szereg dowodów. Powoływano się m.in. na odcisk szczęki na ciele ofiary, czy portret pamięciowy mający przypominać Komendę. Po 18 latach spędzonych w więzieniu, Tomasz Komenda został jednak oczyszczony ze wszystkich zarzutów.

Tomasz Komenda domaga się odszkodowania

Tomasz Komenda w ramach zadośćuczynienia domaga się niemal 19 mln zł – po milionie za każdy rok niesłusznie spędzony w więzieniu oraz 811 tys. 500 zł odszkodowania. Jeśli sąd przychyli się do wniosku, będzie to najwyższe odszkodowanie w historii Polski.

Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Opolu. Na poniedziałek 8 lutego zaplanowano mowy końcowe. Po nich spodziewany jest ostateczny wyrok.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zbigniew Ziobro domaga się wyższej kary za zgwałcenie i śmiertelne pobicie trzyletniego chłopca

Kara 15 lat więzienia i 100 tys. zł zadośćuczynienia za zgwałcenie i śmiertelne pobicie trzyletniego chłopca jest rażąca łagodna – uznał prokurator generalny w skardze kasacyjnej. „Nie ma mojej zgody na tak niski wyrok za bestialską zbrodnię na bezbronnym i niewinnym dziecku” – napisał na Twitterze Zbigniew Ziobro.

Chodzi o sprawę doprowadzenia w 2017 roku do śmierci trzylatka z Wieruszowa (woj. łódzkie). Prokuratura oskarżyła w tej sprawie Steva V., posiadającego portugalskie i kanadyjskie obywatelstwo. Według prokuratury mężczyzna przez ponad tydzień znęcał się nad chłopcem, którym miał opiekować się pod nieobecność matki. Dopuścił się także gwałtu. Dziecko zmarło w szpitalu.

Mężczyzna został oskarżony o fizyczne znęcanie się, zgwałcenie i zabójstwo chłopca. „Swoim zachowaniem oskarżony spowodował liczne obrażenia u dziecka, w tym rozległe obrażenia czaszkowo-mózgowe skutkujące ostrym masywnym krwiakiem oraz złamaniem w obrębie kości pokrywy czaszki, które doprowadziły do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego i śmierci chłopca. Sprawca dopuścił się tego czynu pod wpływem środków odurzających” – wskazała prokuratura.

W lutym 2019 roku Sąd Okręgowy w Sieradzu skazał Steve’a V. na 25 lat więzienia. Od tego wyroku apelację złożyły obie strony. Prokuratura domagała się wówczas kary dożywotniego pozbawienia wolności. W lutym 2020 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił wyrok pierwszej instancji i złagodził karę do 15 lat więzienia oraz zobowiązał Steve’a V. do zapłaty 100 tys. zł zadośćuczynienia dla matki dziecka.

Jak poinformowała we Prokuratora Krajowa, od tego wyroku kasację do Sądu Najwyższego skierował Prokurator Generalny. Wniesiono w niej uchylenie części orzeczenia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Symptomy osobowości psychopatycznej

W kasacji wskazano, że sąd apelacyjny nie dokonał oceny zachowania oskarżonego z perspektywy wszystkich dyrektyw sądowego wymiaru kary, nadając przy tym nadmiernie znaczenia jego zachowaniu po popełnionej zbrodni. „Sąd uznał bowiem za okoliczność łagodzącą to, że po popełnionej zbrodni sprawca telefonicznie powiadomił matkę dziecka o złym stanie zdrowia chłopca, a także towarzyszył jej w szpitalu, do którego przewiezione zostało dziecko będące w stanie krytycznym. Tym samym sąd umniejszył w sposób nieuzasadniony znaczenie przesłanek związanych z czynem i osobą samego sprawcy, które wskazywały na celowość wymierzenia mu kary 25 lat pozbawienia wolności” – podkreśliła prokuratura.

Jak zaznaczono w kasacji, mężczyzna działał z wyjątkowo niskich pobudek i z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, mającej na celu wyłącznie zaspokojenie własnego popędu płciowego, poszukiwanie nowych bodźców i zwiększenie doznań, przy braku zaburzeń preferencji seksualnych.

Według prokuratury sąd pominął też wynikające z opinii biegłych wnioski wskazujące na stwierdzone u sprawcy symptomy osobowości psychopatycznej, egocentryzmu, egoizmu, problemy z kontrolowaniem zachowań agresywnych, powierzchowne relacje z innymi ludźmi, tendencję do instrumentalnego traktowania kobiet – także w aspekcie zaspokajania swoich potrzeb seksualnych.

Wysokie ryzyko ponowienia czynu

Prokuratura zwróciła też uwagę, że „zdaniem biegłych psychopatyczne cechy osobowości, w połączeniu z nadmiernym popędem płciowym i upodobaniami w zakresie preferencji seksualnych oraz skłonnością do ich realizacji, stwarzają bardzo wysokie ryzyko ponowienia czynu, popełnionego z elementami sadyzmu” – zaznaczyła prokuratura.

W kasacji wskazano też, że sąd nie nadał właściwego znaczenia zachowaniu oskarżonego przed popełnieniem zbrodni, w tym kierowanej wobec dziecka agresji fizycznej skutkującej powstaniem obrażeń ciała, noszącej znamiona znęcania się nad nim w okresie poprzedzającym samą zbrodnię.

„Należyte uwzględnienie tych okoliczności, przy braku szczególnych okoliczności łagodzących, winno prowadzić do uznania, że kara 15 lat pozbawienia wolności jest karą rażąco niewspółmiernie łagodną, nie spełnia wymogów prewencji indywidualnej, jak też przeczy względom na społeczne oddziaływanie kary i nie czyni zadość potrzebom w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa” – zaznaczył w kasacji prokurator generalny.

„Tego rodzaju wyrok jest szokujący”

Do wyroku sądu apelacyjnego krytycznie odnosili się czołowi politycy. „Najwyższe prawo bywa najwyższym bezprawiem. Państwo wskutek takich wyroków przestaje być państwem prawa, a staje się oazą przestępców” – komentował po wyroku premier Mateusz Morawiecki.

„Tego rodzaju wyrok jest szokujący” – ocenił z kolei minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jak podkreślił, nawet gdyby w sprawie chodziło o sam gwałt, „mężczyzna nie powinien nigdy wyjść na wolność”.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe informacje wokół afery związanej z Jarosławem Jakimowiczem

Są nowe fakty o aferze wokół tego, co miało się wydarzyć na zgrupowaniu konkursu Miss Generation 2020. Jedna z uczestniczek anonimowo udzieliła wywiadu, w którym potwierdziła, że był tam obecny Jarosław Jakimowicz. Ujawniła też kilka innych faktów.

W poniedziałek 18 stycznia dziennikarz śledczy Piotr Krysiak opublikował na Facebooku post, w którym opisał sprawę gwałtu na uczestniczce konkursu piękności, którego miał dokonać „gwiazdor TVP”. Onet.pl ustalił, że ma chodzić o Jarosława Jakimowicza. Portal skontaktował się w tej sprawie z aktorem, a ten stanowczo zaprzeczył oskarżeniom.

Tymczasem jedna z uczestniczek konkursu Miss Generation 2020 w rozmowie z portalem WP Kobieta opowiedziała o tym, co miało wydarzyć się na zgrupowaniu w hotelu pod Łukowem.

– Była wśród nas jedna dziewczyna, która zaczęła dziwnie się zachowywać już pierwszego dnia pobytu w hotelu – powiedziała uczestniczka, która chciała zachować anonimowość.

Nawiązała też do jednej z kolacji w hotelu, na której był obecny także Jarosław Jakimowicz. – Byłyśmy zaskoczone jego obecnością. Nikt nam nie wyjaśnił, dlaczego siedzi z nami, ale wydaje mi się, że po prostu uznali, że to będzie dla nas takie wyróżnienie. Znany aktor zasiadł z nami do kolacji – opowiadała.

Rozmówczyni WP Kobieta ujawniła, jak aktor zachowywał się w obecności kobiet. – Był bardzo otwarty, wygadany i sympatyczny. Trochę flirtował z nami, jednej nawet pozwolił karmić się widelcem – wspominała.

Z relacji kobiety wynika, że Jakimowicz włączył się do załagodzenia sytuacji ze wspomnianą już uczestniczką, która miała się dziwnie zachowywać. – Gdy między nią a organizatorką wywiązała się nieprzyjemna rozmowa, to on wstał, powiedział: „Dajcie mi z nią porozmawiać. Ja do niej pójdę i z nią porozmawiam”, a następnie poszedł za nią – dodała.

– Jakimowicza widziałyśmy na śniadaniu przed wyjazdem i powiedziałyśmy mu „do widzenia”. Tamtą dziewczynę też rano widziałyśmy. Najpierw zobaczyły ją dwie inne uczestniczki. Stała przed hotelem. Była jakby w amoku. Roztrzęsiona, zapłakana – zauważyła.

Jak podkreśliła uczestniczka, nie wie, czy dziewczyna, której zachowanie opisała, to ta sama osoba, o której napisał Piotr Krysiak.
Źródło info i foto: natemat.pl

Jest wyrok ws. brutalnego gwałtu na 13-miesięcznej dziewczynce

Na 14 lat więzienia został skazany Łukasz K. Mężczyzna został uznany za winnego gwałtu na 13-miesięcznej córce sąsiadów w Szczecinku. Dodatkowo mężczyzna ma zakaz zbliżania się do ofiary, wykonywania zawodów z dziećmi, a także musi zapłacić 50 tys. złotych nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Wyrok Sądu Okręgowego w Koszalinie jest nieprawomocny. Wyrok wydał sędzia Jacek Matejko. Z uwagi na drastyczność sprawy uzasadnienie jest niejawne.

K. został uznany za winnego doprowadzenia 13-miesięcznej dziewczynki do obcowania płciowego, działając przy tym ze szczególnym okrucieństwem, stosując przemoc i doprowadzając do ciężkich obrażeń ciała u dziecka.

50 tys. złotych nawiązki

Sędzia Jacek Matejko uznał Łukasza K. za winnego zarzucanych mu czynów i skazał go na karę 14 lat pozbawienia wolności, przy czym okres pobytu w areszcie postanowił zaliczyć na poczet wymierzonej kary.

Orzekł wobec oskarżonego zakaz zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów, działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi na okres 10 lat. Przez 10 lat nie wolno mu również kontaktować się żadnymi sposobami z pokrzywdzoną oraz zbliżać się do niej na odległość mniejszą niż 100 m.

Oskarżony ma także zapłacić na rzecz pokrzywdzonej nawiązkę w kwocie 50 tys. zł. Sąd zwolnił go natomiast od uiszczenia kosztów sądowych.

„Pod wpływem impulsu”

– W dniu 11 września (2019 r. – red.) we wczesnych godzinach popołudniowych do SOR szpitala w Szczecinku zgłosili się rodzice z 13-miesięczną dziewczynką, u której to dziewczynki stwierdzili obecność świeżej krwi na ubraniu. Przyjechali do naszego oddziału ratunkowego, gdzie lekarz dyżurny po badaniu dziecka stwierdził, że wystąpiły obrażenia krocza, a w ocenie lekarza-ginekologa konsultującego, rana mogła być wynikiem czynu zabronionego. Została powiadomiona policja, która wdrożyła odpowiednie postępowanie – mówił „Interwencji” Marek Ogrodziński, dyrektor medyczny szpitala w Szczecinku.

Rodzice dziewczynki wcześniej, tego samego dnia zostawili ją pod opieką sąsiadów – Łukasza i Kingi K. Kiedy kobieta na chwilę wyszła z domu, jej mąż brutalnie zgwałcił dziewczynkę.

– Łukasz K. przyznał się do popełnienia zarzucanego przestępstwa i złożył wyjaśnienia, że wykorzystał dziecko seksualnie. Przekazał, że nie wie, co nim powodowało, co go do takiego działania popchnęło. Uczynił to pod wpływem nagłego impulsu – dodawał Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Zawodowy żołnierz, dobra opinia

33-letni Łukasz K. był żołnierzem zawodowym w 104. batalionie logistycznym w Wałczu. Mężczyzna cieszył się bardzo dobrą opinią wśród sąsiadów i znajomych. Wcześniej nie miał problemów z prawem. W śledztwie prokuratura sprawdzała też, czy K. mógł dopuścić się przestępstw wobec dwojga swoich dzieci. Prok. Gąsiorowski 15 września 2020 r. poinformował, że ta teza się nie potwierdziła.

–  On dzieci woził, byli sobie na urlopie, dzieci zadowolone – opowiadała „Interwencji” sąsiadka Łukasza K. Również pracownice przedszkola nie zauważyły niczego niepokojącego w zachowaniu syna mężczyzny.

– Wszystkie dzieci w naszej rodzinie, które miały z nim kontakt, były badane i dzieciom nic nie jest. Nigdy żadnemu dziecku nie zrobił krzywdy. Byliśmy u ginekologa z dziećmi jego. Wszystko jest w porządku – zapewniali członkowie rodziny Łukasza K.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi opuścił areszt

Wrocławski sąd rozpatrzył zażalenia na areszt tymczasowy zastosowany wobec mężczyzn nieprawomocnie skazanych na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i gwałt 15-letniej Małgosi. Jeden z mężczyzn wyszedł na wolność, drugi – decyzją Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu – ma w nim pozostać.

25 września Sąd Okręgowy we Wrocławiu, który zajmował się sprawą „zbrodni miłoszyckiej”, skazał Norberta Basiurę (mężczyzna zgodził się na publikację swoich danych i wizerunku) i Ireneusza M. na 25 lat pozbawienia wolności. Orzekł też, że obaj przez kolejne 10 lat pozbawieni będą praw publicznych. – Z przekonaniem wydaliśmy ten wyrok, uznając, że wina i okoliczności nie budzą wątpliwości – mówił w uzasadnieniu Marek Poteralski, sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Wyrok nie jest prawomocny.

Po jego ogłoszeniu sąd przekazał, że wobec Basiury zostanie zastosowany środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztowania. Mężczyznę, który przed sądem odpowiadał z wolnej stopy, zakuto w kajdanki na sali rozpraw. To nie spodobało się jego obrońcy. – Sam fakt aresztowania go, niestety, ale przed kamerami, jest dla mnie wysoce bulwersujący. Pamiętajmy, że to jest osoba, która ma żonę i dzieci – mówiła mecenas Renata Kopczyk, obrończyni Basiury. I zapowiedziała złożenie zażalenia na zastosowanie wobec swojego klienta tymczasowego aresztowania.

Na dalszy ciąg procesu jeden poczeka w areszcie, drugi na wolności

W poniedziałek zażalenia na decyzję o areszcie rozpatrywał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Zdecydował, że Basiura nie będzie czekał na prawomocne rozstrzygnięcie sprawy „zbrodni miłoszyckiej” za kratami. Sąd uchylił zastosowany wobec niego, tuż po ogłoszeniu wyroku, areszt tymczasowy.

Mężczyzna opuścił areszt w poniedziałek po południu. W krótkiej rozmowie z dziennikarzami przedstawił się i powiedział, że „wierzy w sprawiedliwe sądy”. Dodał, by prośby o komentarze kierować do jego adwokat.

Tego samego dnia sąd odrzucił zażalenie na areszt dla Ireneusza M., drugiego oskarżonego w tej sprawie.

Z taką decyzją sądu nie zgadza się prokuratura. Jak mówił jej przedstawiciel, sąd pierwszej instancji wymierzył obu mężczyznom taką samą karę, są oskarżeni o to samo przestępstwo i wobec obu powinien być zastosowany ten sam środek zapobiegawczy.

Na tę decyzję wrocławskiego Sądu Apelacyjnego stronom przysługuje zażalenie.

„Według sądu nie ma obawy ani matactwa, ani ukrywania się”

Do decyzji sądu o zwolnieniu Basiury z aresztu tymczasowego odniosła się w rozmowie z TVN24 jego adwokat, mecenas Renata Kopczyk. – Sąd Apelacyjny uwzględnił zażalenie obrony w całości, czyli uznał, że nie ma ani przesłanek ogólnych, ani szczególnych w zakresie stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania względem Norberta Basiury – wskazywała.

Wyjaśniała, że „według sądu nie ma obawy ani matactwa, ani ukrywania się”. – Mój klient do tej pory odpowiadał z wolnej stopy. Nigdy w życiu nie utrudniał tego postępowania. Wręcz przeciwnie, stawiał się na każde wezwanie, był na każdej rozprawie. Zatem tutaj postanowienie sądu okręgowego w tym zakresie było niepełne i wręcz bardzo wątpliwie – oceniła Kopczyk.

Adwokat poinformowała, że dalsze kroki są „jasne”. – Mamy nieprawomocny wyrok sądu pierwszej instancji. Złożyliśmy wniosek o uzasadnienie, czekamy na to uzasadnienie pisemne. Bo uzasadnienie ustne zostało nam przedstawione zaraz po ogłoszeniu wyroku. I tak, jak deklarowaliśmy 25 września, będziemy składać apelację – oświadczyła.

Kopczyk mówiła, że nie ma „linii obrony”. – Walczymy tak naprawdę z kwestią tych wątpliwości, które od samego początku przedstawiamy – dodała. Oceniła również, że „jak jest duży medialny proces, to część społeczeństwa już skazuje, osądza, część społeczeństwa uważa, że to jest kolejny niewinny”. – Ja już staram się na to nie zwracać uwagi – powiedziała. Jej zdaniem „opinia społeczna oczywiście jest ważna, niemniej jednak nie ona decyduje”. – Decydują fakty i decydują dowody, których w tej sprawie po prostu nie ma – powiedziała.

Jeden z oskarżonych odpowiadał z wolnej stopy

Basiura po tym jak, w 2018 roku, usłyszał zarzuty w sprawie gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi został tymczasowo aresztowany. Jednak po kilku miesiącach, w styczniu 2019 roku, Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił zastosowany wobec niego środek zapobiegawczy. Od tego czasu mężczyzna przebywał na wolności.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu zdecydował też o przedłużeniu, do 29 stycznia 2021 roku, aresztu wobec Ireneusza M. Drugi z oskarżonych za kratami siedzi od kilku lat. Gdy usłyszał zarzuty w sprawie zabójstwa nastolatki, odsiadywał bowiem wyrok za gwałty i groźby karalne. Kara zakończyła się we wrześniu tego roku. I gdyby nie areszt tymczasowy w sprawie „zbrodni miłoszyckiej” M. mógłby wyjść na wolność.

Zbrodnia sprzed lat

Nagie, porzucone na jednej z posesji w Miłoszycach, ciało Małgosi znaleziono zaledwie kilkadziesiąt kroków od miejsca, w którym dziewczyna spędzała ostatni dzień 1996 roku. Sylwestra świętowała pierwszy raz poza domem. Miała tam wrócić o piątej rano pociągiem. Gdy się nie pojawiła, rodzice rozpoczęli poszukiwania. O sprawie powiadomiono policję. Kilka godzin później znaleziono ciało nastolatki. Dziewczyna zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Zdaniem śledczych zabójców nastolatki było trzech. Śledztwo prokuratury w tej sprawie wciąż trwa.

Niesłusznie skazany walczy o sprawiedliwość

W 2004 roku za gwałt i zabójstwo Małgosi na 25 lat prawomocnie skazano Tomasza Komendę. Po 18 latach spędzonych za kratami, gdy specjalny zespół śledczych ponownie zaczął analizować sprawę tego, co wydarzyło się w Miłoszycach, okazało się, że mężczyzna został niesłusznie skazany. W maju 2018 roku – po wznowieniu postępowania – Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę.

W prokuraturze w Łodzi trwa postępowanie wyjaśniające nieprawidłowości, jakich dopuszczono się w śledztwie przeciwko Tomaszowi Komendzie. On sam, przed Sądem Okręgowym w Opolu, walczy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za lata spędzone w zakładach karnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl