Nowy Jork: Była policjantka była wielokrotnie gwałcona i bita przez innych funkcjonariuszy. Jest dochodzenie

Maria Mendez, była nowojorskiej policjantka z komisariatu w Harlemie, była wielokrotnie gwałcona i bita przez innych funkcjonariuszy. Policja wszczęła dochodzenie po wniesieniu pozwu do sądu federalnego przez Mendez, w którym zarzuciła przełożonym, że zignorowali jej skargi.

Maria Mendez napisała w pozwie, że była wielokrotnie gwałcona, upokarzana i bita przez policjantów, z którymi pracowała w 32. komisariacie w Harlemie. Mendez zarzuciła współpracownikom, że działo się to od czerwca 2014 roku.

Marrero często uciekał się do przemocy fizycznej i szantażu. Podczas jednej z imprez bożonarodzeniowych nowojorskiej policji, wymusił stosunek seksualny wkładając Mendez pistolet do ust. Zaciągnął ją na tylną kanapę samochodu i zgwałcił oralnie, analnie i waginalnie. Policjantka stawiała opór, ale Marrero „kazał jej się zamknąć”. Szantażował ją nagimi zdjęciami, do których zrobienia ją zmusił. Mówił, że jeśli nie przestanie się opierać, pokaże zdjęcia jej mężowi. Potem zawołał drugiego policjanta, żeby „mógł też się trochę zabawić z dominikańską dziwką, którą jest Mendez”.

Była policjantka stwierdziła, że Marrero wielokrotnie gwałcił ją w miejscach publicznych w Harlemie, w pobliżu głównego komisariatu nowojorskiej policji, a także sądu na Manhattanie, kiedy byli tam na przesłuchaniach. Mendez dodała, że gwałty miały miejsce w hotelach, samochodach służbowych, poczekalni dla policjantów, kobiecej łazience i szatni oraz podczas jednej z interwencji, gdy Marrero rzekomo zmusił ją do wejścia na krawędź dachu i groził, że ją zrzuci.

Marrero wielokrotnie brutalnie bił i dusił Mendez. Wepchnął jej pięść do jej odbytu i pochwy, powodując szereg obrażeń, w tym takie wymagające pomocy medycznej. Znęcał się też nad policyjnym psem, bijąc go na oczach Mendez, by ją zastraszyć. Często też opowiadał o tym, jak lubi uprawiać seks z nieprzytomnymi kobietami, ponieważ nie walczą, i pokazywał jej nagie zdjęcia nastoletnich dziewcząt, z którymi rzekomo uprawiał seks.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa

Mendez zdecydowała się złożyć zawiadomienie do prokuratury, w którym opisała gwałty i inne nadużycia. Oprócz policjantów miał ją zgwałcić także strażak, od którego Mendez była zmuszana przez policjantów z jej komisariatu kupować silne leki przeciwbólowe, które kradł z mieszkań zmarłych ludzi. Przedstawiła też dowody – nagrania, zapisy ze służbowych protokołów, a także bieliznę ze śladami DNA. Śledczy odmówili jednak wniesienia aktu oskarżenia, tłumacząc, że „prokuratura nie jest w stanie udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że doszło do przestępstwa”.

Wobec tego Mendez zdecydowała się wnieść pozew do sądu federalnego. Była policjantka napisała w nim, że w wyniku niezliczonej liczby gwałtów doznała „deformacji pochwy i odbytu wymagających zabiegów chirurgicznych”. Wieloletnie cierpienia odbiły się poważnie na jej psychice. Miała myśli samobójcze, stany lękowe, depresję i zespół stresu pourazowego.

Była policjantka stwierdziła, że nadużycia zaczęły się wiele lat wcześniej, w 2006 roku. Była nękana wyzwiskami o charakterze seksualnym, a także padała ofiarą licznych napaści fizycznych i molestowania ze strony współpracowników i przełożonych. Upokarzali ją, robiąc zdjęcia, gdy odciągała z piersi pokarm. Opisywali też w wulgarny sposób czynności seksualne, które zamierzają z nią odbyć.

Przełożeni obwiniali policjantkę

Mendez zgłaszała to przełożonym. Zwierzyła się policjantce Filastin Srour i opowiedziała jej o ciągłych gwałtach i nadużyciach, których doświadczała. Srour rzekomo nie podjęła niezbędnych działań, do których była zobowiązana jako przełożona. Zamiast tego nazwała Mendez „szmatą” i zagroziła, że jeśli „nie przestanie wysuwać fałszywych oskarżeń przeciwko dobrym funkcjonariuszom, będzie zmuszona do podjęcia działań przeciwko niej”.

Mendez złożyła ostatnią skargę w styczniu 2019 roku, która również została zignorowana, po czym zrezygnowała z pracy w policji po 14 latach służby. Była policjantka domaga się teraz 90 milionów dolarów odszkodowania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Aktor i prezenter telewizyjny Bartłomiej M. zatrzymany. Miał zgwałcić trzy nastolatki

Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie zatrzymano w środę aktora Bartłomieja M., byłego prezentera stacji Poland IN. Mężczyzna podejrzany jest o dokonanie gwałtów na trzech nieletnich kobietach – ustalił portal wPolityce.pl.

„Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie został dziś (1 czerwca 2021 roku) zatrzymany aktor i fotograf Bartłomiej M. Usłyszał zarzut gwałtu na trzech nastolatkach – w wieku od 15 do 17 lat, a także nawiązywania kontaktów z małoletnimi w celu dokonywania na nich przestępstw seksualnych oraz posiadania pornografii z udziałem osób poniżej 15 roku życia. Prokuratura wystąpiła do sądu o jego tymczasowe aresztowanie” – poinformowała warszawska prokuratura, cytowana przez portal. Według wPolityce.pl śledczy ustalili, że Bartłomiej M. nawiązywał kontakty z nastolatkami pod pretekstem wykonywania sesji zdjęciowych, zwabiał je do siebie, a następnie wykorzystywał seksualnie.

– W ten sposób ofiarą gwałtu padły co najmniej trzy dziewczyny w wieku od 15 do 17 lat. Ofiar może być więcej, ponieważ do prokuratury zgłaszają się kolejne pokrzywdzone. Trwa intensywne śledztwo w tej sprawie i prokuratura nie wyklucza rozszerzenia zarzutów – podała prokuratura. Portal wPolityce.pl wskazuje, że Bartłomiej M. już rok temu usłyszał zarzut doprowadzenia podstępem 14-latki do obcowania płciowego.

„Zawiadomienie złożyła pokrzywdzona, a śledztwo pozwoliło na ustalenie kolejnych ofiar i postawienie dziś Bartłomiejowi M. nowych zarzutów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był już oskarżony o podobny czyn. W listopadzie 2017 roku sąd nieprawomocnie orzekł wobec niego 2 lata i 11 miesięcy pozbawienia wolności za gwałt. Sprawa jest na etapie rozpoznawania apelacji” – czytamy.

Jak wyjaśnia portal, Bartłomiej M. „zaczynał swoją karierę polityczną w Platformie Obywatelskiej, ale epizodyczne role w filmach sensacyjnych, serialach i reklamach zmieniał tak często jak barwy polityczne”. „Na początku maja media informowały o szokujących upodobaniach Bartłomieja M., który miał upijać nastoletnie dziewczynki i robić im nagie zdjęcia. Swoje ofiary miał wyszukiwać w popularnym wśród młodych i młodocianych modelek serwisie” – podaje wPolityce.pl.

M. w filmach, serialach i Poland IN

W ostatnich latach M. zagrał epizodyczne role m.in. w serialach „Ślad”, „Ojciec Mateusz”, „Na dobre i na złe”, „Świat według Kiepskich ”i „Barwy szczęścia”, przez kilka lat grał w „Pielęgniarkach”, wystąpił też m.in. w filmach „Jak zostałem gangsterem” i dwóch częściach „Kobiet mafii”. Był też związany jako prezenter z Poland In, uruchomionym w listopadzie 2018 roku anglojęzycznym kanale Telewizji Polskiej. W 2015 roku bez powodzenia startował z listy PiS w wyborach do Sejmu.
Źródło info i foto: wirtualnemedia.pl

Szwecja: Imigranci unikają wydalenia z kraju

W Szwecji imigranci unikają wydalenia z kraju odmawiając wykonania testu na Covid-19, czego wymagają linie lotnicze i państwa, którym mają zostać przekazani – pisze w czwartek dziennik „Expressen”.

Według policji, która pełni rolę straży granicznej, problem dotyczy 90 proc. osób z decyzją o wydaleniu z kraju po odbyciu w Szwecji kary więzienia za poważne przestępstwa np. gwałty lub handel narkotykami albo z uwagi na nielegalny pobyt.

Mamy pod opieką około 80 osób oczekujących na deportację w areszcie oraz 30 innych z nakazem dozoru. W większości przypadków nie możemy pobierać próbek na Covid-19 – stwierdził szef oddziału policji granicznej w zachodniej Szwecji Mikael Holmgren.

Podobne kłopoty mają również funkcjonariusze w pozostałych regionach. Eksperci prawni doradzający policji przyznają w rozmowie z gazetą, że imigranci „korzystają z luki prawnej od pierwszej sekundy”. Jak tylko pojawił się wymóg testowania, pojawił się problem. Oni (oczekujący wydalenia) dobrze znają przepisy, doradzają im osoby prywatne oraz organizacje – podkreślają prawnicy.

Szwecja ma problem

„Expressen” podkreśla, że niemożność wykonania deportacji wpływa na przepełnienie aresztów, a to z kolei wstrzymuje zatrzymania osób, które z powodu popełnionych przestępstw lub nielegalnego pobytu powinny do nich trafić.

Ujawniony przez media problem stał się elementem debaty politycznej. Minister sprawiedliwości Szwecji Morgan Johansson stwierdził, że kwestię wymogu testów na Covid-19 próbuje rozwiązać z państwami przyjmującymi deportowanych. Przedstawicielka opozycyjnej centroprawicowej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Maria Malmer Stenergard zaproponowała zmianę przepisów umożliwiającą przymusowe wykonywanie badań na osobach ich odmawiających.

Według Stenergard w 2018 roku szacowano, że w Szwecji nielegalnie przebywa 50 tys. osób, ale obecnie ta liczba może być wyższa.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze: Zbrodniarz z Darfuru oskarżony

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (MTK) postawił 31 zarzutów związanych z popełnieniem zbrodni przeciwko ludzkości jednemu z przywódców milicji urządzających naloty na wsie i miasta w Darfurze, zachodniej części Sudanu. Jest to przygotowanie do pierwszego w historii MTK procesu związanego z przemocą w konflikcie w Darfurze.

Ali Muhammad Ali Abd-Ar-Rahman, znany jako Ali Kuszajb został oskarżony między innymi o morderstwa, stosowanie tortur i gwałty.

Prokuratorzy MTK wskazali go jako „budzącego postrach oraz czczonego” przywódcę milicji dżandżawidzkiej, zbrojnej muzułmańskiej bojówki działającej w Darfurze oraz we wschodniej części Czadu, popełniającego zbrodnie w latach 2003-2004, czyli w momencie największego nasilenia konfliktu.

Zbrodnie przeciw ludzkości

Agencja Associated Press podała, że oskarżony nie odniósł się do zarzutów, ale zespół jego obrońców argumentował, że Abd-Ar-Rahman to nie Ali Kuszajb. Fatou Bansouda, wiceprokurator MTK, powiedziała, że wykaże, że Abd-Ar-Rahman przeprowadził ataki na miasta i wsie i był odpowiedzialny za ponad 300 morderstw oraz grabieże, które zmusiły 40 tys. cywilów do opuszczenia swoich domów.
Źródło info i foto: TVP.info

W końcu zatrzymano „bestię z Feliksówki”

Po ponad 30 latach policjanci lubelskiego Archiwum X i Prokuratura Okręgowa w Zamościu są pewni, że dopadli „bestię z Feliksówki”. Sprawcą brutalnego zabójstwa i gwałtu na 67-letniej Mariannie J. jest według nich Waldemar Ch., który w chwili zbrodni miał 35 lat. Mężczyzna był karany za przestępstwa seksualne, w tym gwałty.

Nawet doświadczeni milicjanci byli w szoku, zabezpieczając 17 stycznia 1989 r. miejsce zabójstwa 67-letniej Marianny J. z Feliksówki na Zamojszczyźnie. Kobieta, mieszkająca samotnie w parterowym domku na skraju lasu, była zmasakrowana. Część uderzeń w głowę i tułów zadano prawdopodobnie siekierą.

W dodatku kobieta została zgwałcona. Zdaniem biegłych doszło do tego, gdy była już w agonii. Właśnie ze względu na tak okrutne potraktowanie Marianny J. sprawca jej zabójstwa został nazwany „bestią”.

Śledczy ustalili, że sprawca dostał się do domu kobiety w nocy z 16 na 17 stycznia 1989 r., wyłamując drzwi wejściowe. Najprawdopodobniej od samego początku planował zabójstwo, ponieważ przyniósł siekierę. Gdy dostał się do pokoju, zaatakował gospodynię. Uderzał ją pięścią, kopał i zadawał ciosy siekierą po całym ciele. Po zbrodni zniknął.

W mieszkaniu ofiary panował bałagan, mający wskazywać na rabunkowe tło zbrodni. Jednak w jednej z szuflad znaleziono dwie portmonetki z niewielką kwotą. Poza tym Mariana J. nie była zamożna. Nie było wątpliwości, że było to zabójstwo na tle seksualnym, o podłożu sadystycznym.

Początkowo śledztwo prowadziła Prokuratura Wojewódzka w Zamościu, ale 27 grudnia 1989 r. umorzono je z uwagi na niewykrycie sprawcy zbrodni. 10 lat temu do sprawy wrócili policjanci Archiwum X wydziału kryminalnego lubelskiej komendy wojewódzkiej.

W sprawie przesłuchano kilkudziesięciu świadków oraz zlecono szereg ekspertyz z zakresu medycyny sądowej, daktyloskopii, mechanoskopii czy traseologii. Przeszukano także miejscu zamieszkania kilkunastu osób wytypowanych w wyniku działań operacyjnych milicji obywatelskiej. Bez skutku.

Seksualny predator

Przełom w sprawie nastąpił, gdy ponownie zbadano materiał biologiczny zabezpieczony podczas sekcji zwłok ofiary. Udało się wyizolować profil DNA prawdopodobnego sprawcy. Porównano go z policyjną bazą DNA. I wtedy okazało się, że pasuje do sprawcy gwałtu z 2020 r. – Waldemara Ch.

Ten 67-letni mężczyzna był w przeszłości karany za gwałty, usiłowanie zgwałceń i znęcanie się nad rodziną. Wtedy przebywał w areszcie podejrzany o kolejny gwałt.

W miniony piątek w Prokuraturze Okręgowej w Zamościu Waldemarowi Ch. przedstawiono zarzuty zabójstwa i zgwałcenia Marianny J. Mężczyzna nie przyznał się popełnienia tych czynów. Stwierdził, że nie pamięta co się działo ponad 30 lat temu.

Sąd aresztował go na trzy miesiące. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi nawet dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: TVP.info

Indie: 31-letni dyrektor szkoły skazany na dożywocie za gwałt na 11-latce

Sędzia wydający wyrok ws. 31-letniego dyrektora szkoły oświadczył, że „nie był w stanie” orzec kary łagodniejszej niż kara śmierci. Mężczyzna odpowiadał za wielokrotny gwałt na 11-letniej uczennicy. Dyrektor prywatnej szkoły w mieście Patna, stolicy indyjskiego stan Bihar, został skazany na śmierć za zgwałcenie uczennicy. 31-letni dyrektor zgwałcił 11-letnią uczennicę. Dziewczynka zaszła w ciąże – podaje timesofindia.com.

Sąd skazał także jednego z nauczycieli za współudział w przestępstwie. 29-latek został skazany na dożywocie. Wobec obu sprawców zarządzono także kary finansowe. Sędzia oświadczył, że biorąc pod uwagę okoliczności sprawy „nie jest w stanie” wydać wyroku łagodniejszego niż kara śmierci

Piekło kobiet w Indiach

Do gwałtów doszło latem 2018 roku. Rodzice 11-latki dowiedzieli się dopiero, gdy dziewczynka zaczęła wymiotować i okazało się, że jest w ciąży. Ustalono, że w ciągu dwóch miesięcy dyrektor szkoły gwałcił dziecko co najmniej sześć razy. Za zgodą sądu ofiara przeszła aborcję.

Gwałt to jedno z najczęściej popełnianych przestępstw przeciwko kobietom w Indiach. W 2019 roku tylko zgłoszonych przypadków było 32 tysiące, co znaczy, że każdego dnia zgłaszano 88 gwałtów. W 94 proc. przypadków sprawcą był mężczyzna znany ofierze. 15 proc. ofiar miała mniej niż 18 lat (w 2018 roku ten odsetek był dużo wyższy – prawie 28 proc.).
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szykuje się protest pod kurią w Szczecinie. Sprawa księdza Andrzeja Dymera

„Zdemaskować gwałcicieli” – pod takim hasłem odbędzie się protest pod siedzibą kurii szczecińsko-kamieńskiej. To pokłosie kontrowersyjnego dokumentu „Najdłuższy proces Kościoła” wyemitowanego w poniedziałek na antenie TVN24. Reportaż opowiada o działalności księdza Andrzeja Dymera, znalazły się w nim również wstrząsające relacje osób, które w przeszłości miały paść ofiarą molestowania seksualnego ze strony szczecińskiego duchownego. Dokument porusza także niespotykaną na światową skalę opieszałość w procedurach kościelnych, mających na celu osądzenie księdza.

„Spójrzmy w oczy diabła i wykrzyczmy że ich osądzimy, tu na ziemi! Nie ma zgody na wykorzystywanie seksualne dzieci oraz dorosłych chłopców pochodzących ze środowisk wymagających wsparcia. Stop pedofili w kościele! Łapy precz od naszych dzieci zboczeńcy kościelni! Rozliczymy Was zboczeńcy!” – zapowiadają organizatorzy protestu.

Przypomnijmy, o księdzu Andrzeju Dymerze jest głośno od wielu lat. Chodzi o wykorzystywanie seksualne nieletnich wychowanków, którzy trafili pod opiekę szczecińskiego duchownego. Biskupi mieli wiedzieć o tym już w 1995 roku. Mimo, iż w kwietniu 2008 roku, po nagłośnieniu sprawy przez „Gazetę Wyborczą”, sąd kościelny skazał ks. Dymera, ten złożył apelację, a ostateczny wyrok nie zapadł do dnia dzisiejszego. Jest to sytuacja niespotykana na skalę światową, że przez ponad 25 lat sprawa nie została ostatecznie rozwiązana. W tym czasie w diecezji zmieniło się trzech biskupów, a w całym Kościele Katolickim zdążyło zmienić się aż trzech papieży.

Sprawa była wielokrotnie nagłaśniana w mediach, m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, „Więzi” i „OKO.press”. Teraz poczynaniami księdza Dymera zainteresowali się dziennikarze TVN24. Wstrząsający reportaż „Najdłuższy proces Kościoła” został wyemitowany 15 lutego.
Źródło info i foto: se.pl

BBC o zbiorowych gwałtach na Ujgurkach. Pekin stanowczo zaprzecza

Kobiety przetrzymane w obozach reedukacji dla Ujgurów w Sinciangu na zachodzie Chin były systematycznie gwałcone, dręczone seksualnie i torturowane – podała brytyjska stacja BBC, cytując byłe więźniarki tych ośrodków. Chińskie władze stanowczo zaprzeczają tym zarzutom.

Eksperci ONZ zwracali w ostatnich latach uwagę na wiarygodne doniesienia o nawet ponad milionie Ujgurów i innych muzułmanów przetrzymywanych w Sinciangu w pozaprawnych obozach internowania. Chińskie władze określają je jako „ośrodki kształcenia zawodowego” i element walki z islamskim ekstremizmem oraz kampanii łagodzenia ubóstwa.

„Relacje z pierwszej ręki z obozów internowania są rzadkie, ale kilku byłych więźniów oraz jeden strażnik powiedzieli BBC, że doświadczyli lub widzieli dowody na zorganizowany system masowych gwałtów, maltretowania seksualnego i tortur” – podała brytyjska stacja.

BBC cytuje m.in. Ujgurkę Tursunay Ziawudun, przedstawioną jako byłą więźniarkę, która po wypuszczeniu na wolność w grudniu 2018 roku zbiegła do Kazachstanu, a stamtąd do USA. Kobieta twierdzi, że była w obozie bita, torturowana i została trzykrotnie zgwałcona, za każdym razem przez dwóch lub trzech mężczyzn.

Kłamstwo stulecia?

W Pekinie rzecznik chińskiego MSZ Wang Wenbin określił materiał BBC jako „całkowicie pozbawiony oparcia w faktach”. Jego zdaniem cytowane przez stację osoby to „aktorzy rozpowszechniający fałszywe informacje”, a w Sinciangu nie ma obozów reedukacji. Wcześniej chińscy urzędnicy określali zarzuty o łamanie praw człowieka w Sinciangu jako „największe kłamstwa stulecia”.

W materiale BBC Ziawudun opisuje wpływ prowadzonej przez władze kampanii na społeczność ujgurską w Sinciangu. Jej zdaniem wiele osób po doświadczeniach z obozów popada w alkoholizm. „Mówią, że ludzie są wypuszczani, ale moim zdaniem każdy, kto wychodzi z obozu, jest skończony (…) Ich (tj. władz – PAP) celem jest zniszczyć wszystkich” – ocenia.

Najnowsze doniesienia BBC zbiegają się w czasie z ostrymi komentarzami chińskich władz pod adresem tej stacji. Chińskie MSZ zarzuciło jej niedawno szerzenie fake newsów, m.in. na temat odpowiedzi na pandemię Covid-19 w Chinach i zagroziło podjęciem przeciwko niej działań.

BBC przyznaje, że nie była w stanie w pełni zweryfikować relacji Ziawudun z powodu ograniczeń pracy dziennikarzy w Chinach. Stacja twierdzi również, że przedstawione przez kobietę opisy obozów pasują do przeanalizowanych przez BBC zdjęć satelitarnych, a jej opisy życia codziennego w tych ośrodkach i metod dręczenia są spójne z relacjami innych byłych więźniów.

Ludobójstwo czy… emancypacja?

W styczniu administracja ówczesnego prezydenta USA Donalda Trumpa formalnie uznała działania władz ChRL w Sinciangu za ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości. Grupa niezależnych brytyjskich prawników wydała niedawno opinię prawną, w której oceniła, że istnieją silne argumenty za taką kategoryzacją tych działań – podała w osobnym materiale BBC.

Wśród cytowanych argumentów są doniesienia o przymusowej sterylizacji, przymusowych aborcjach i innych stosowanych rzekomo metodach ograniczania liczby dzieci rodzonych przez muzułmanki. Takie zarzuty pojawiły się w ubiegłorocznych raportach niemieckiego etnologa Adriana Zenza, który przekonywał, że ograniczanie urodzin w określonej grupie etnicznej wypełnia definicję ludobójstwa z konwencji ONZ.

Chińskie władze zaprzeczają, że w Sinciangu dochodzi do prześladowań, w tym do przymusowych sterylizacji i aborcji oraz wykorzystywania pracy przymusowej. Przekonują, że dzięki kampanii edukacyjnej i deradykalizacji Ujgurki zostały wyemancypowane i nie chcą już być „maszynami do robienia dzieci”. Twierdzą również, że od uruchomienia kampanii w Sinciangu w 2017 roku nie odnotowano ani jednego ataku terrorystycznego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwedzki działacz LGBT podejrzany o gwałty na imigrantach

Działacz największej szwedzkiej organizacji LGBT podejrzany jest o gwałty na imigrantach, którym miał pomagać w otrzymaniu azylu w związku z ich orientacją seksualną – pisze w sobotę dziennik „Svenska Dagbladet”. Według gazety pracujący od lat 90. w stowarzyszeniu RFSL, działającym na rzecz praw osób homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych, znany był wśród imigrantów „jako ten, do którego należy się udać, aby przyspieszyć proces azylowy”. W rzeczywistości – jak ujawniają dziennikarze – działacz wykorzystywał przychodzących do niego młodych mężczyzn.

– Istnieją cztery zgłoszone przypadki gwałtu oraz dwa przypadki wykorzystywania seksualnego. Osobiście nie spotkałam się wcześniej z podobną sprawą. Policja wykonała świetną pracę, przekonując świadków do złożenia zeznań – stwierdziła prokurator Paulina Pilkati, która wkrótce wniesie akt oskarżenia do sądu. Podejrzany mężczyzna przebywa w areszcie.

Według zeznań jednego z poszkodowanych, 25-letniego Samuela, działacz zamknął drzwi na klucz oraz zasłonił okna, następnie zmusił go do seksu bez zabezpieczenia. Gazeta podkreśla, że rolą mężczyzny w organizacji było informowanie o bezpiecznym seksie oraz profilaktyka chorób przenoszonych drogą płciową, a także pomoc imigrantom w kontaktach ze szwedzkimi urzędami.

Świadkami w sprawie są wolontariusze stowarzyszenia RFSL, którzy potwierdzili, że działacz przyjmował interesantów po godzinach pracy.

Okazało się, że do władz dochodziły informacje o tym, że imigranci nie chcą się z nim spotykać w pojedynkę, ale nic z tym nie zrobiono. Nad pracą mężczyzny nie było także kontroli. Miał on własny rejestr osób, które przyjmował. Według oficjalnych danych w 2019 roku było ich 319.

Stowarzyszenie RFSL działa na rzecz praw osób homoseksualnych w Szwecji od 70 lat, posiada 34 lokalne oddziały i jest finansowane ze środków publicznych oraz prywatnych. Jego działacze prowadzą kursy w szkołach, przychodniach oraz firmach na temat praw osób LGBT. W sprawach dotyczących osób homoseksualnych organizacja doradza rządowi.
Źródło info i foto: interia.pl

Harvey Weinstein został pozbawiony Orderu Imperium Brytyjskiego. Nakaz królowej

Harvey Weinstein, były amerykański producent filmowy, który obecnie odsiaduje wyrok 23 lat więzienia za gwałt i napaść seksualną, został pozbawiony przyznanego mu w 2004 r. przez królową Elżbietę II Orderu Imperium Brytyjskiego.

„Królowa nakazała anulowanie i unieważnienie nominacji Harveya Weinsteina na Honorowego Komandora Wielce Wspaniałego Orderu Imperium Brytyjskiego kategorii cywilnej z dnia 29 stycznia 2004 r. oraz wykreślenie jego nazwiska z rejestru wspomnianego Orderu” – napisano w „The London Gazette”, biuletynie, w którym publikowane są ogłoszenia królewskie i rządowe.

Decyzja została podjęta po posiedzeniu niezależnego od rządu komitetu ds. utraty tytułów, który rekomenduje Elżbiecie II odebranie przyznanych tytułów bądź odznaczeń, jeśli uznaje, że zachowanie danej osoby jest ich niegodne. Weinstein otrzymał honorowy Order Imperium Brytyjskiego w 2004 r. za zasługi dla brytyjskiego przemysłu filmowego. Był to jednak order honorowy, bo Weinstein nie jest obywatelem Wielkiej Brytanii ani żadnego z krajów Wspólnoty Narodów.

Lata nadużyć seksualnych

W marcu tego roku 68-letni Weinstein został skazany na 23 lata więzienia za wymuszenie w 2006 r. aktu seksualnego na asystentce Mimi Haleyi i gwałt w 2013 r. na początkującej wówczas aktorce Jessice Mann. Ponad 100 kobiet, w tym słynne aktorki, takie jak Gwyneth Paltrow, Salma Hayek i Uma Thurman, oskarżyło Weinsteina o to, że od wielu lat dopuszczał się nadużyć seksualnych.

Po pojawieniu się zarzutów wobec Weinsteina i po jego skazaniu został on już pozbawiony szeregu innych nagród i tytułów, które otrzymał w przeszłości, m.in. francuskiej Legii Honorowej, a także członkostwa w Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej oraz w Brytyjskim Instytucie Filmowym.

Wyprodukowane przez niego bądź przez należące do niego studio filmy otrzymały 341 nominacji do Oscarów, z czego 81 razy zdobyły to trofeum.
Źródło info i foto: polsatnews.pl