Nowy Jork: Trwa proces producenta Harveya Weinsteina. „Traktował kobiety niczym sprzęt jednorazowego użytku”

W procesie w sądzie w Nowym Jorku prokuratura przedstawiła w piątek stojącego pod zarzutem gwałtów producenta filmowego Harveya Weinsteina jako człowieka traktującego kobiety niczym sprzęt jednorazowego użytku. Dzień wcześniej obrona Weinsteina obwiniła jego oskarżycielki o manipulacje i gotowość poświęcenia wszystkiego dla kariery.

Weinstein, laureat Oscara, jest oskarżony o zgwałcenie Jessiki Mann w pokoju hotelowym na Manhattanie w 2013 roku oraz zmuszanie trzy lata później Miriam Haley do uprawiania seksu oralnego. Z zeznań innych świadków wynikało, że na przestrzeni lat molestował seksualnie także wiele innych kobiet.

Weinstein: „wszystko odbywało się za zgodą kobiet”

67-letni Weinstein nie przyznaje się do winy. Jak twierdzi, wszystko odbywało się za zgodą kobiet.

W końcowym przemówieniu prokurator Joan Illuzzi-Orbon wskazała, że sprawa filmowca nie sprowadza się jedynie do „władzy, manipulacji i nadużyć”. Ilustruje także „brak ludzkiej empatii”. Jest przykładem postępowania, w którym ludzie, którzy nie są bogaci i potężni, się nie liczą.

Illuzzi portretowała Weinsteina jako pana własnego wszechświata, a jego ofiary jako mrówki, które mógł deptać, nie ponosząc za to konsekwencji. Jej zdaniem starał się trzymać kobiety blisko siebie, aby upewnić się, że „nie wyjdą z cienia i nie nazwą go dokładnie tym, kim był: gwałcicielem”.

Zdaniem prokurator producent uważał się za tak potężnego, że może uciec od oskarżeń aktorek, które traktował je jako „sprzęt jednorazowego użytku”.

„Wszechświat jest zarządzany przeze mnie i nie narzekają, kiedy są deptane, opluwane, demoralizowane i – tak – gwałcone i wykorzystywane przeze mnie, króla” – parafrazowała Weinsteina Illuzzi.

Prokuratorzy pokazywali sędziom przysięgłym zdjęcia m.in. zeznającej w procesie aktorki Annabelli Sciorry, znanej m.in. z serialu telewizyjnego „Rodzina Soprano”. Obwiniała ona producenta o gwałt w połowie lat 90.

Według innej kobiety magnat filmowy ignorował słowa: „nie, nie, nie”. Jeszcze inna przytaczała w zeznaniu stwierdzenie producenta, kiedy odpierała jego zaloty: „Nigdy nie osiągniesz sukcesu w tym biznesie, tak działa ta branża”.

W czwartkowym przemówieniu końcowym obrony prawniczka Weinsteina Donna Rotunno zarzucała jego oskarżycielkom oportunizm i uprawianie seksu dla budowania kariery. Podkreślała, że nie zrywały z nim kontaktów przez miesiące lub nawet lata po tym, kiedy doszło do domniemanych gwałtów.

Zwracając się do sędziów przysięgłych Rotunno przekonywała, że prokuratura nie mając dowodów wcieliła się w rolę filmowców i chciała wyczarować świat „w którym kobiety nie miały wolnej woli”. Apelowała, aby nie dali się nabrać na tę „złowrogą opowieść”.

Obrończyni Weinsteina: „nie są to słowa, które kieruje się do gwałciciela”

– W alternatywnym wszechświecie, który stworzyli dla was prokuratorzy, Harvey Weinstein jest potworem – argumentowała. W jej ocenie Weinstein jest niewinnym mężczyzną, którego losy zależą od decyzji sędziów przysięgłych. Wzywała, by opierali się oni na faktach.

Na poparcie swych argumentów Rotunno przytaczała korespondencję mailową kobiet uznających się za ofiary przemocy seksualnej ze strony producenta na długo po tym, kiedy doszło do incydentów.

Jedna z informacji brzmiała: „Czuję się tak wspaniale i pięknie, dziękuję za wszystko”. Inna głosiła: „tęsknię za tobą, wielki facecie”.

W wiadomości przesłanej rok po rzekomym gwałcie Haleyi zwróciła się do Weinsteina z pytaniem, jak się miewa. Kończyła frazą zapewniającą o „dużej miłości’.

– Nie są to słowa, które kieruje się do gwałciciela – akcentowała obrończyni.

Wzywając sędziów przysięgłych o uznanie Weinsteina za niewinnego, Rotunno przyznała, że prosi ich o podjęcie „niepopularnej decyzji”.

– Nie musicie lubić pana Weinsteina. (…) To nie jest konkurs popularności. Nie jesteśmy tu po to, by moralność traktować w kategorii przestępstwa – wskazała.

Podkreśliła, że kobiety były „dorosłe”, a prokuratorzy starali się je przedstawić tak, jakby pozbawione były odpowiedzialności za podejmowanie własnych decyzji i wyborów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kanada: Peter Nygard oskarżony o gwałty na nieletnich

Peter Nygard, jeden z najbogatszych Kanadyjczyków, właściciel sieci sklepów z odzieżą, został oskarżony o gwałt przez grupę dziesięciu kobiet, wykorzystywanych przez niego w latach 2008-2015, gdy trzy ze skarżących miały 14 lat, kolejne trzy – 15 lat.

Pozew wniesiono w Nowym Jorku, w Stanach Zjednoczonych.

Według opisywanego w piątek pozwu, wydarzenia miały miejsce w posiadłości Nygarda na Bahamach. Obecnie pokrzywdzone kobiety są w wieku od 18 do 36 lat. Nie domagają się one procesu karnego, ale wysokich odszkodowań. Firma Nygarda ma siedzibę w Winnipeg w Kanadzie, a liczba sklepów jego sieci w Ameryce Północnej wynosi 170.

Po gwałtach wręczał koperty z pieniędzmi

Kanadyjskie media cytują fragment pozwu, w którym prawnicy napisali, że Nygard „rekrutował i wabił młode kobiety oraz dzieci, na których łatwo było wywierać wrażenie, często niezamożne, perspektywą pieniędzy i fałszywymi obietnicami kariery modelki”. Skarżące zarzucają Nygardowi także podawanie im alkoholu, napojów zawierających środki usypiające, stosowanie przemocy. Po gwałtach milioner miał rzekomo wręczać kobietom koperty z tysiącami dolarów.

Jak informowały kanadyjskie media, pracownicy Nygarda mieli wyszukiwać dziewczynki i młode kobiety na cotygodniowe przyjęcia, a kiedy – zaproszone – pojawiały się na party, informacja o nich oraz zdjęcia trafiały do Nygarda, który wybierał w ten sposób swoje przyszłe ofiary. Baza danych miała zawierać opisy 7,5 tys. kobiet. Opisywane w pozwie przyjęcia miały być opłacane przez Nygard Companies.

Pozew zarzuca też Nygardowi, że przekupił policję i polityków na Bahamach, by mieć ochronę. Miało chodzić o „regularne wypłaty dziesiątków tysięcy dolarów policji, urzędnikom, parlamentarzystom i nawet jednemu z byłych ministrów, który następnie został premierem”. Kobiety, które zostały zgwałcone przez Nygarda, były potem zastraszane – zarzuca pozew.

Szukają innych pokrzywdzonych

Prawnicy zwrócili się w komunikacie prasowym do innych kobiet zgwałconych przez Nygarda, by dołączyły do pozwu. Kanadyjskie media poinformowały też, że na początku br. inne dwa pozwy zostały złożone w Los Angeles.

Media cytowały komentarz prawnika Nygarda, który nazwał pozew „całkowicie sfałszowanym”. Prawnik, Jay Prober, stwierdził też, że Nygard oczekuje wyjaśnienia tego „oszustwa”. Zdaniem prawników pozwu można było się spodziewać i jest on jakoby częścią działań byłego sąsiada na Bahamach, amerykańskiego miliardera Louisa Bacona, niezadowolonego z sąsiedztwa hałaśliwego Kanadyjczyka. Kolejne pozwy i kontrpozwy między Baconem a Nygardem trwają od ponad 10 lat, Bacon miał rzekomo wynająć grupę detektywów, którzy starają się znaleźć materiały kompromitujące Nygarda.

Liczący 77 lat Nygard zaczął swój odzieżowy biznes w 1967 r. Według portalu Celebritynetworth.com. obecnie wartość majątku urodzonego w Finlandii Nygarda to 900 mln USD. Portal Therichest.com ocenia go na 877 mln USD.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wenezuela: 56-letni mężczyzna przez 31 lat miał więzić, głodzić i wykorzystywać seksualnie kobietę

Sąd w Wenezueli zadecydował o aresztowaniu mężczyzny, który przez 31 lat miał przetrzymywać w swoim mieszkaniu kobietę, która była „jego miłością z dzieciństwa”. Matias Salazar został oskarżony o stosowanie przemocy fizycznej i psychicznej oraz o niewolnictwo seksualne.

Sprawa „wenezuelskiego Fritzla” zbulwersowała media w Ameryce Południowej. W środę 12 lutego biuro Prokuratora Generalnego oświadczyło, że sąd w stanie Aragua wydał nakaz aresztowania 56-letniego mężczyzny. Matias Salazar został oskarżony o uwięzienie i wykorzystywanie seksualne swojej dziewczyny, którą poznał gdy była nastolatką. Mężczyzna przetrzymywał kobietę przez 31 lat.

Wenezuela – przez 31 lat była więziona i wykorzystywana seksualnie przez chłopaka. Był jej „miłością z czasów szkolnych”

Jak podają „Diario Libre” i „The New York Times”, historia wyszła na jaw po tym, jak mająca dziś 49-lat kobieta zdołała uciec z mieszkania, w którym była więziona przez kilkadziesiąt lat. Morella zjawiła się w schronisku dla kobiet w miejscowości Maracay w północno-centralnej Wenezueli, gdzie opowiedziała o swoim oprawcy.

Morella w wieku 17 lat związała się z 23-letnim wówczas Salazarem. Młoda kobieta ledwo skończyła szkołę średnią, a jej rodzina przestała akceptować chłopaka córki, który już wtedy przejawiał agresywne zachowania. Rok później mężczyzna zaproponował dziewczynie opuszczenie Wenezueli i „walkę o swoją miłość”. Zniknęli w 1988 roku na dwa dni przed Bożym Narodzeniem.

Para ukrywała się w hotelach i dwóch domach, zanim finalnie zamieszkała w jednym z apartamentowców w mieście Maracay. To tam, w ciasnej klitce bez dostępu do światła, kobieta miała być przetrzymywana przez kilkadziesiąt lat. Mężczyzna bił ją, głodził i wykorzystywał seksualnie. Uwięzioną kobietę miał karmić jedynie ryżem, soczewicą i jajkami.

Przez lata Morella próbowała dwukrotnie uciec z mieszkania, jednak udało jej się to dopiero 24 stycznia 2020 roku. Wtedy Salazar przez nieuwagę zostawił klucze w mieszkaniu. Dotarła do ośrodka pomocy dla kobiet, ponieważ pewnego dnia usłyszała w radiu program, w którym podano nazwę tej instytucji. Sam Matias Salazar nie mieszkał ze swoją „miłością z czasów szkolnych”. Mężczyzna miał drugie mieszkanie w bloku znajdującym się po drugiej stronie ulicy. Tam żył z inną kobietą i dzieckiem.

Matias Salazar został oskarżony o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad ofiarą, uwięzienie jej oraz stosowanie wobec niej przemocy i niewolnictwa seksualnego. Przebywa obecnie w areszcie policyjnym. Obrońca oskarżonego powiedział, że mężczyzna nie przyznaje się do winy oraz czuje się „prześladowany” przez media. Po tym jak sprawa Morelli trafiła do mediów, pojawiły się informację, że Salazar mógł w ten sposób przetrzymywać też co najmniej trzy inne kobiety.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Indie: Przez pięć lat torturowali i gwałcili dziewczynki z domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur. Sąd skazał ich na dożywocie

Sąd skazał na karę dożywocia 12 osób, które przez pięć lat miały odurzać, torturować i gwałcić 42 dziewczynki z domu dziecka. Jak podaje indyjski miesięcznik, 11 z nich zaginęło lub zostało zamordowanych. Przez pięć lat 42 dziewczynki w domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur na północy Indii były odurzane, a potem torturowane, molestowane i gwałcone. Ich krzyki słyszeli ludzie mieszkający w sąsiedztwie, jednak nie reagowali z obawy o własne bezpieczeństwo.

„The Caravan”: Co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych
20 stycznia 19 osób zostało uznanych winnymi zarzucanych im przestępstw. Wśród nich jest Brajesh Thakur, właściciel ośrodka, w którym przebywały dziewczynki i szef siatki pedofilów.

Zgodnie z indyjskim prawem wymiar kary ogłoszono na oddzielnej rozprawie. We wtorek sąd w Delhi skazał 12 osób na dożywocie. Adwokat skazanych zapowiedział apelację do sądu wyższej instancji.

W domu dziecka, w którym rozegrał się dramat, stanowi i miejscy urzędnicy wielokrotnie przeprowadzali kontrole. Kilku z nich usłyszało zarzuty.

Jak podaje miesięcznik „The Caravan”, co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Katowice: 34-latek podejrzany o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki

Katowicka policja zatrzymała 34-letniego mężczyznę, podejrzanego o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki. Sąd zdecydował już o jego aresztowaniu. O podejrzeniu seksualnego wykorzystywania dziewczynek policję zawiadomiła matka – była partnerka podejrzanego. Kobieta nabrała podejrzeń po tym, jak przeczytała esemesy, jakie mężczyzna wysyłał do jednej z jej córek.

Z ustaleń policjantów wynika, że 34-letni mężczyzna przez cztery lata miał się dopuszczać wielokrotnie aktów pedofilii wobec córek swojej ówczesnej partnerki. Został zatrzymany w swoim domu. Był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy.

Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu narkotyki.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić mu łącznie pięć zarzutów: dwa dotyczą zgwałcenia osoby małoletniej poniżej lat 15 w czynie ciągłym z jednoczesnym znęcaniem się nad ofiarą, kolejne dwa – prezentowania treści pornograficznych osobie małoletniej w czynie ciągłym oraz ostatni – posiadania znacznej ilości narkotyków.

34-latek został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szajka pedofilów nagrywała gwałty na dzieciach. Zostali aresztowani

Takich ludzi można nazwać wyłącznie jednym słowem – zwyrodnialcy. Taką szajkę zboczeńców zatrzymała ostatnio radomska policja. Działali w Warszawie, na Mazowszu a nawet za granicą.

Akcja zaczęła się od zatrzymania 37-latka. Polak przebywał akurat w Bukareszcie, gdzie dorwali go śledczy przy pomocy rumuńskiej policji. Mężczyzna przez kilka lat wykorzystywał seksualnie swoją córkę i wrzucał nagrania do internetu. – Śledczy ustalili, że w internecie pojawiły się materiały o treści pedofilskiej, gdzie pokrzywdzoną jest dziewczynka z Polski. Poczynione w sprawie działania doprowadziły do zidentyfikowania tożsamości i ustalenia miejsca zamieszkania pedofila – poinformowała radomska policja. Dalej zatrzymania potoczyły się już niczym śniegowa kula. Ostatnio w kajdankach wyprowadzony został mężczyzna z Mazowsza, który utrzymywał kontakt z pedofilami. Sam miał w swojej bazie komputerowej aż 40 tys. plików pornograficznych!

Wielu zatrzymanych

W sumie zatrzymanych zostało 67 mężczyzn w wieku od 18 do 65 lat. Wśród nich są bezrobotni lekarze i funkcjonariusze publiczni a nawet doktor nauk technicznych. Niestety, w tym niechlubnym gronie zboczeńców, którzy zarabiali na drastycznych pedofilskich filmach wpuszczanych do sieci i czerpali radość z wykorzystywania dzieci znaleźli się też tzw. łowcy pedofilów. – To nie są policjanci ani śledczy ale osoby prywatne – mówi Rafał Jeżak z Komendy Wojewódzkiej Policji.

300 tysięcy złotych

Od osób związanych ze śledztwem słyszymy też, że łowcy to często informatycy, pomagający w wykrywaniu treści pedofilskich w internecie a jednocześnie uczestniczący w tym procederze. W ten perfidny sposób chcieli odwrócić od siebie uwagę.

Policjanci zabezpieczyli komputery, dyski i inne nośniki warte łącznie 300 tys. zł. Jak zapewniają, sprawa jest rozwojowa i dojdzie do kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: se.pl

Ksiądz podejrzany o wielokrotne gwałty na kobiecie został aresztowany

Wikary jednej ze śląskich parafii został zatrzymany na polecenie prokuratury w Częstochowie. Andrzej Z. miał wielokrotnie zgwałcić kobietę niebędącą w pełni władz umysłowych. Na duchownego doniosła gliwicka kuria. Ksiądz spędzi najbliższe 3 miesiące w areszcie. Andrzej Z. jest podejrzany m.in. o gwałt na 32-letniej obecnie kobiecie. Do nadużyć z jego strony miało dochodzić wielokrotnie między 2013 a 2019 rokiem.

Poszkodowana została przesłuchana w obecności psychologa, a prokurator uznał jej zeznania za wiarygodne. Wśród zarzutów, jakie usłyszał wikary, znajdują się te wynikające z doprowadzenia ofiary do obcowania płciowego przy wykorzystaniu jej bezradności wynikającej ze stanu psychicznego.

Ksiądz aresztowany. Ma zarzuty seksualne

„To kobieta, która wiele w swoim życiu już wcześniej przeszła, co odcisnęło piętno na jej psychice. Ma to wpływ na to, jak postrzega świat, jak podchodzi do różnych spraw, zostało to wykorzystane” – przekazał PAP Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Zawiadomienie o popełnieniu przez wikarego przestępstwa złożyła między innymi gliwicka kuria, która wszczęła też wewnętrzne postępowanie.
Źródło info i foto: wp.pl

Indie: Molestowanie w domu dziecka. Sąd skazał 19 osób. Lekarz jednym ze skazanych

Nastoletnie ofiary z domu dziecka Balika Grih w Indiach były torturowane, odurzane i gwałcone przez pięć lat istnienia placówki. Wśród oskarżonych znalazł się szef organizacji pozarządowej, która prowadziła dom dziecka oraz urzędnicy kontrolujący ten ośrodek. Wymiary kar zostaną ogłoszone pod koniec stycznia.

Skandal wybuchł pod koniec maja 2018 r., gdy badacze Instytutu Nauk Społecznych TATA z Bombaju, wysłali do władz stanu Bihar raport z audytu domów dziecka i ochronek. Raport ujawnił molestowanie 34 dziewczynek w ośrodku Balika Grih. Policyjni śledczy wykryli później, że w sumie 42 dziewczynki padły ofiarą przemocy.

Dziewczynki zeznały, że były bite, więzione, odurzane narkotykami, a następnie gwałcone przez osoby z ośrodka oraz z zewnątrz. W siatce pedofilskiej działało 12 mężczyzn i 8 kobiet. Jedna osoba wciąż się ukrywa. Wszystkim kierował właściciel domu dziecka Brajesh Thakur. W procederze brał udział lekarz, który odurzał dziewczynki i brał udział w gwałtach. Wśród winnych są również urzędnicy komórek stanowych mających czuwać nad dziećmi w regionie.

Panowała zmowa milczenia

Przez lata wokół ośrodka Balika Grih panowała zmowa milczenia.

– Mam rodzinę. Nie jestem supermenem. Wiadomo jak potężny jest system – powiedział dziennikowi „Hindustan Times” Divesh Sharma, asystent dyrektora departamentu spraw socjalnych w Muzaffarpur.

– Każdy był tam z inspekcją: komisja kobiet, UNICEF, sądowy komitet monitorowania nieletnich, stanowy i okręgowy komitet ochrony dzieci – bronił się Sharma. Przez 5 lat funkcjonowania ośrodka było tam ponad 60 inspekcji.

Brajesh Thakur posiada legitymację dziennikarską, jest działaczem jednej z lokalnych partii oraz prowadzi miejscowy hotel. Oprócz tego kierował przynajmniej 10 organizacjami pozarządowymi. Kilka z nich było fikcyjnych, lecz regularnie otrzymywało pomoc prywatną i rządową. W sumie od stanu Bihar wyłudził ponad 350 tys. dol. Dom dziecka Balika Grih na swoją działalność dostała od miejscowych władz ponad 56 tys. dol.

Sąsiedzi słyszeli krzyki

– Słyszeliśmy krzyki dziewczynek w nocy. Tak jakby były torturowane – powiedział „Hindustani Times” jeden z sąsiadów ośrodka, który tłumaczył, że nikt nie ośmielił się spytać co się tam działo.

– Ten człowiek jest wpływowy. Wszystkim wydawało się, że cokolwiek działo się w Balika Grih, było pod ochroną władzy – twierdził Anand Patel, miejscowy działacz społeczny zajmujący się edukacją. Przez kilka pierwszych dni po rajdzie policyjnym na ośrodek, miejscowe gazety nie informowały o aresztowaniu Thakura.

Świadkowie rozpoznali m.in. obecnego posła

Podczas śledztwa świadkowie zeznali, że widzieli osoby spoza personelu odwiedzające ośrodek. Kilku świadków rozpoznało m.in. obecnego posła izby wyższej indyjskiego parlamentu oraz byłego członka rządu stanu Bihar. Te zeznania zostały jednak pominięte przez śledczych Centralnego Biura Śledczego (CBI), które przejęło śledztwo od lokalnej policji.

Ofiary z Balika Ghir mówiły również o znikających dzieciach, sugerując 11 morderstw. Sąd Najwyższy na wniosek miejscowej dziennikarki Nivedity Jhy, nakazał zbadanie tych wątków oraz powiazań Thakura z miejscowymi politykami.

Zdaniem reporterów opiniotwórczego miesięcznika The Caravan, którzy dotarli do utajnionych akt śledztwa, śledczy CBI nie zastosowali się do poleceń Sadu Najwyższego. W efekcie akt oskarżenia dotyczył tylko Thakura, jego pracowników oraz urzędników niskiego szczebla.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Izrael: Obława na siedzibę sekty. Guru więził i wykorzystywał seksualnie ok. 50 kobiet i dzieci

Izraelska policja przeprowadziła w poniedziałek obławę na siedzibę sekty religijnej w Jerozolimie, w której dziesiątki kobiet i dzieci było przetrzymywanych w „niewolniczych” warunkach. Aresztowano mężczyznę podejrzanego o znęcanie się nad nimi.

Policja twierdzi, że 60-letni mężczyzna został aresztowany pod zarzutem kierowania grupą i „popełniania ciężkich przestępstw” wobec osób pozostających pod jego wpływem. Wraz z ośmioma wspólniczkami podejrzewany jest o izolowanie około 50 kobiet wraz z dziećmi oraz uniemożliwianie im kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.

Poinformowano, że grupa działała przez lata w ultraortodoksyjnej dzielnicy Bucharim, w centrum miasta, podszywając się pod żeńskie seminarium. Około 50 kobiet żyło tam w bardzo złych warunkach sanitarnych, przeludnieniu i niedostatku. Wiele miało dzieci w wieku od roku do pięciu lat, których dokładnej liczby nie podano. Dochodzenie wykazało, że dzieci do piątego roku życia przebywały w odosobnieniu przez cały dzień.

Policjanci prowadzący tajne śledztwo czerpali informacje od kobiet, którym udało się uciec ze grupy. Policyjna obława została przeprowadzona w porozumieniu z Izraelskim Centrum ds. Poszkodowanych przez Sekty.

Kobiety przekonywały, że przebywają w budynku z własnej woli

Na głównym podejrzanym ciążą również zarzuty kradzieży pieniędzy i wymierzania różnych kar. Był on już aresztowany w 2015 roku w tej samej sprawie, ale został zwolniony, gdyż członkinie sekty zeznały na jego korzyść.

Według dziennika „Haarec” skargi na wspólnotę sięgają 2011 roku, kiedy krewni mieszkających tam kobiet skarżyli się policji. Jednak jak podaje gazeta władze nie były w stanie interweniować, ponieważ kobiety były pełnoletnie i utrzymywały, że przebywają w budynku z własnej woli.

Hagit Peer, szefowa organizacji kobiecej Naamat, nazwała tę sprawę „przerażającą”. „To niepojęte jak taka koszmarna wspólnota mogła istnieć w Izraelu, pod okiem władz, wykorzystując potwornie dziesiątki kobiet i dzieci” – skomentowała. Wezwała również do dokładnego zbadania „potencjalnych błędów systemu, które umożliwiły tę trwającą zbrodnię”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Były ksiądz przez 10 lat molestował seksualnie ministranta. Teraz Krzysztof G. znalazł pracę w kurii poznańskiej

Krzysztof G. w latach 2001 – 2013 co najmniej kilkadziesiąt razy wykorzystał seksualnie i zgwałcił Szymona Bączkowskiego z Chodzieży. Sprawą pedofila od dłuższego czasu zajmuje się prokuratura. Okazuje się, że były już duchowny pracuje w kurii poznańskiej!

O bulwersującej sprawie poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Krzysztof G. kilka tygodni temu usłyszał prokuratorskie zarzuty. Mowa jest m.in. o wywożeniu do lasu, biciu po twarzy i gwałceniu. Więc jak to możliwe, że teraz pracuje w kurii?

Sprawa ma swój początek w 2001 roku. To właśnie wtedy Krzysztof G. zaczął krzywdzić Szymona, który był wówczas w gimnazjum. – Ksiądz obmacywał mnie, chciał, żebym go masturbował – relacjonował. Ksiądz znał słabości chłopaka i je perfidnie wykorzystywał. Był on najpierw ministrantem, a następnie wpadł w kłopoty finansowe i uzależnienie od alkoholu.

Horror Szymona trwał do 2013 roku. Był już dorosłym mężczyzną i dopiero po jakimś czasie zdecydował się o wszystkim powiedzieć. Z kolei Krzysztof G. został usunięty ze stanu duchownego w październiku 2018 roku. Kuria poinformowała wtedy, że to przykład wzorcowej reakcji i samooczyszczanie się Kościoła. Okazuje się, że to wszystko było na pokaz. Dziennikarze „Wyborczej” ustalili, że ksiądz dwa miesiące później dostał pracę w poznańskiej kurii. Metropolita abp Stanisław Gądecki zatrudnił go jako magazyniera w diecezjalnym archiwum akt dawnych.

Science fiction
Kuria na każdym kroku podkreśla, że to tylko tymczasowa pomoc dla byłego księdza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale Krzysztof G. pracuje tam już od ponad roku. – Tego rodzaju praca w miejscu bez kontaktu z dziećmi czy młodzieżą nie niesie za sobą zagrożeń i jest też formą społecznej prewencji – napisał rzecznik ks Maciej Szczepaniak, który jest zdziwiony, że były ksiądz pracuje w kościelnej insytytucji – To dla mnie science fiction – dodaje.
Źródło info i foto: se.pl