List żelazny chroni podejrzanego o zabójstwo z 2013 roku przy użyciu maczety

Do zabójstwa doszło w czerwcu 2013 przy ul. Żywieckiej w Krakowie. Zaatakowany 23-letni kibic Wisły Kraków Łukasz D. zginął wskutek odniesionych ran. Sprawca niemal odciął mu rękę maczetą. Ścigany w tej sprawie Wojciech L., „Wojtas” ukrywał się przez kilka lat w Wielkiej Brytanii, po czym sam zgłosił się do śledczych. Dostał list żelazny, dzięki któremu może być na wolności do prawomocnego wyroku. 27-latek skutecznie unikał wymiaru sprawiedliwości. Przez kilka lat ukrywał się w Wielkiej Brytanii.

Media krytykowały wówczas działania prokuratury, ponieważ podejrzanego o zabójstwo udało się ustalić niemal od razu. Szczegółowych informacji udzielili śledczym internauci, którzy publikowali dane Wojciecha L., jego pseudonim oraz informacje na temat auta, który się porusza.

Zanim jednak prokuratura zweryfikowała te doniesienia, mężczyzna wyjechał z kraju. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

„Można go spotkać w klubie”

Jak informuje „Gazeta Krakowska „, w Polsce pojawił się w 2017 r. i zgłosił się do prokuratury ze swoim obrońcą. O tym, że doszło do porozumienia ze śledczymi informowali czytelnicy krakowskiego dziennika.

„Wojciech L. jest już od ponad dwóch miesięcy w Krakowie i porusza się jak pełnoprawny obywatel trzymając w kieszeni „List żelazny”. Można go spotkać w klubie na ulicy Zakopiańskiej – jak w godzinach między 12-14 przychodzi sobie potrenować” – powiadomiła „Gazetę Krakowską” mieszkanka miasta.

Przyznał się do udziału w zajściu

18 września 2017 r. krakowski sąd uchylił decyzję o umieszczeniu podejrzanego w tymczasowym areszcie i zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 80 tys. zł. Wojciech L. sumę tę wpłacił.

27-latek złożył wyjaśnienia i przyznał do udziału w zajściu. Prokuratura nie zdradza jednak szczegółów. Podejrzany zadeklarował również, że będzie się stawiał na każde wezwanie.

Odpowiadał za zniszczenie mienia

Według gazety, to nie pierwszy raz kiedy Wojciech L. chodził po mieście z maczetą. Miesiąc przed tym jak doszło do ataku na Łukasza D., policja zatrzymała go podczas malowania graffiti. Okazało się, że ma przy sobie maczetę. Wówczas odpowiadał przed sądem za zniszczenie mienia. Podczas rozprawy zadeklarował naprawienia wyrządzonych szkód i poprosił o warunkowe umorzenie sprawy.

Prokuratura deklaruje, że akt oskarżenia ws. zabójstwa ma trafić do sądu jeszcze w tym półroczu. Za czyny zarzucane Wojciechowi L. grozi mu dożywocie.

Zasady przyznawania listu żelaznego

Zasady dotyczące przyznawania listu żelaznego i obowiązków z niego wynikających reguluje rozdział 30, art. 281-284 Kodeksu postępowania cywilnego.

List żelazny to sądowa gwarancja, że oskarżony do czasu prawomocnego zakończenia postępowania będzie odpowiadał z wolnej stopy, jeśli będzie przestrzegał kilku warunków, m.in. tego, że terminowo będzie się stawiał na wezwanie sądu i prokuratora, nie opuści kraju bez pozwolenia sądu, nie będzie nakłaniał do złożenia fałszywych zeznań lub wyjaśnień.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Julian Assange boi się ekstradycji

Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie zgodziło się na zapewnienie bezpiecznego przejazdu do szpitala ukrywającemu się w Londynie założycielowi WikiLeaks, Julianowi Assange’owi. Ekwador, w którego ambasadzie Assange przebywa od trzech lat jako azylant, wyraził oburzenie postawą brytyjskiego rządu. Brytyjczycy nie zabraniają Assange’owi wizyty w szpitalu, a jedynie odmawiają gwarancji, że nie zostanie zatrzymany i odstawiony do Szwecji, która żąda jego ekstradycji.

Założyciel demaskatorskiego portalu WikiLeaks skarży się od czerwca na niesprecyzowane, silne bóle, których nie udało się zdiagnozować lekarzowi domowemu. Zalecił on badanie USG, które można przeprowadzić tylko w szpitalu.

Trzy lata w ekwadorskiej ambasadzie

Według dziennikarzy, którzy widzieli Juliana Assange’a w tym roku, nie wyglądał on zdrowo po trzech latach zamknięcia w niewielkim mieszkaniu na parterze, gdzie mieści się ekwadorska ambasada. Assange nie ma odwagi opuścić ambasady, bo – jak twierdzi – ekstradycja do Szwecji na przesłuchania w sprawie o rzekome występki seksualne może się dla niego skończyć kolejną ekstradycją – do Stanów Zjednoczonych. A tam grozi mu poważniejszy proces o szpiegostwo.

Pochodzący z Australii Assange jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych aktywistów. Stworzony przez niego serwis WikiLeaks publikuje uzyskane w nielegalny sposób dyplomatyczne depesze i inne niejawne dokumenty. Assange wielokrotnie spotykał się z oskarżeniami o ujawnianie tajemnic państwowych.
Żródło info i foto: TVP.info

Policja miała prawie 13 tys. niepewnych pistoletów

Prawie jedna trzecia, bo aż 11497 wciąż objętych gwarancją policyjnych pistoletów Walther P-99, wymagała wymiany części, która raniła przy wystrzale jednego z funkcjonariuszy. Na początku kwietnia zakończy się przegląd pozostałych 32 tysięcy pistoletów, które nie są objęte gwarancją. Już stwierdzono konieczność wymiany części w 1300 z nich. Policyjni rusznikarze zakończyli kontrolę 37 tysięcy zakupionych w 2008 roku pistoletów Walther P-99. W aż 11 497 z nich stwierdzono konieczność wymiany tzw. zaślepki zamka. Właśnie ta część w ubiegłym roku odpadła podczas wystrzału podczas zajęć na strzelnicy w szkole policyjnej w Legionowie. Żródło info i foto: RMF24.pl

Salvatore Z. przed sądem

O „professore Salvatore”, jak kazał się nazywać, pierwszy raz w Krakowie zrobiło się głośno w 2004 roku. To wtedy lotem błyskawicy pod Wawelem rozniosła się wieść, że pojawił się niezwykły stomatolog. Obiecywał, że przez tydzień całkowicie wyleczy u pacjenta paradontozę, która przez lekarzy uważana jest za nieuleczalną. Cudotwórca? Przed krakowskim sądem właśnie rozpoczął się jego proces. Salvatore Z. dawał gwarancje na swoje usługi do końca życia, a w gazetach zaczęły pojawić się reklamy nowoczesnej kliniki Italian Dent, w której przyjmował. Włoch miał stosować ultranowoczesne materiały stomatologiczne i technologie XXI wieku, o których w Polsce nikt wcześniej nie słyszał. Żródło info i foto: Fakt.pl

Rosjanie proponowali, by 10 kwietnia prezydenckiTupolew wylądował na innym lotnisku

Rosjanie ostrzegali podczas przygotowań do wizyty, o słabym wyposażeniu technicznym lotniska w Smoleńsku i proponowali oddalony o 250 km port w Briańsku – ujawnia „Gazeta Wyborcza”. Strona polska uznała to za celowe utrudnianie wizyty i wymusiła lądowanie w Smoleńsku. Jak powiedział „Gazecie” urzędnik biorący udział w polsko-rosyjskich rozmowach organizacyjnych przed obchodami rocznicowymi, Rosjanie ostrzegali, że nie mogą dać pełnej gwarancji bezpieczeństwa ciężkim maszynom lądującym w wyposażonym w prymitywny system naprowadzania samolotów na pas startowy porcie lotniczym Siewiernyj w Smoleńsku. Żródło info i foto: RMF24.pl