USA: Hollywoodzki aktor handlował handlował lewymi lekami na koronawirusa

Keith Middlebrook wielkiej kariery w Hollywood nie zrobił, grał epizody, ale cały czas marzył o fortunie. Zdecydował się zdobyć ją dzięki oszustwu. Mamił potencjalnych inwestorów cudownym lekiem na koronawirusa, aż trafił na agenta FBI. Middlebrook wystąpił m.in. w filmach „Moneyball”, „Iron Man 3” czy „Transformers 3”. Lepiej wiodło mu się w mediach społecznościowych, tylko na Instagramie miał przed zawieszeniem konta przeszło 2,5 mln obserwujących.

Za pomocą mediów społecznościowych aktor chciał dotrzeć do inwestorów, których mamił wizją niebotycznych zysków ze sprzedaży swojego wynalazku – leku na koronawirusa. Twierdził, że za każdy zainwestowany milion dolarów można liczyć nawet na 300 mln zysku. Kłamał, że jedną z osób, które go wsparły, jest legendarny koszykarz Earvin „Magic” Johnson.

Sprawą zainteresowali się agenci FBI. Skontaktowali się z Middlebrookiem, który twierdził, że lek na Covid-19 jest na etapie patentowania, ale już teraz może pokazać jego działanie. Twierdził, że pacjent ze szpitala w Los Angeles wyzdrowiał 51 godzin po zażyciu cudownego specyfiku.

Jeden z agentów umówił się na spotkanie z aktorem, ten przyniósł tabletki, ale do transakcji nie doszło. Middlebrook został aresztowany. Za oszustwo grozi mu 20 lat więzienia. Służby nie ujawniły, co zawierał rzekomy lek na Covid-19.

Co najmniej 246 osób zakażonych koronawirusem zmarło w czwartek w USA – podała telewizja CNN. Tym samym od początku epidemii Covid-19 w tym kraju zmarło prawie 1,2 tys. osób. Od czwartku to w USA jest najwięcej wykrytych przypadków Covid-19 na świecie – ponad 83 tys.
Źródło info i foto: TVP.info

Zarzuty dla księdza. Duchowny miał być „skrzynką kontaktową” dla dilerów

Zarzuty posiadania i wewnętrznego obrotu środkami odurzającymi usłyszał ksiądz Tomasz Ś. z parafii w Jedlnie Pierwszym. Archidiecezja częstochowska poinformowała o zawieszeniu duchownego w czynnościach i pozbawieniu go funkcji proboszcza.

Policjanci, prowadząc narkotykowe śledztwo, dotarli do 41-letniego księdza Tomasza Ś. z parafii w Jedlnie Pierwszym (województwo łódzkie). Jak ustalili śledczy, do proboszcza zza granicy docierały przesyłki pocztowe z zawartością narkotyków. Duchowny usłyszał zarzut posiadania i wewnętrznego obrotu środkami odurzającymi – donosi lokalny portal pulsradomska.pl.

Za pierwszy z czynów grożą trzy lata wiezienia, za drugi – pięć. „Wszystko wskazuje, że duchowny był dla dilerów ‚skrzynką kontaktową’, odbierając przesyłki z narkotykami, które słano z zagranicy” pisze „Gazeta Wyborcza”.

Wcześniej w sprawie zatrzymany cztery osoby (20-, 22-, 25- i 28-latka). Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Ksiądz przyznał się do zarzucanych czynów i złożył wyjaśnienia. Został zwolniony do domu, jest objęty nadzorem policyjnym, ma też zakaz opuszczania kraju. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono majątek księdza szacowany na 5 tys. zł.

Archidiecezja częstochowska opublikowała komunikat o zawieszeniu duchownego w czynnościach i pozbawieniu go funkcji proboszcza. „Współpracujemy z organami śledczymi w celu przeprowadzenia niezbędnych czynności, oczekując na wyniki ich działań, które będą podstawą do ewentualnego podjęcia dalszych konsekwencji kanonicznych” – czytamy.

Nie brakuje obrońców księdza Na Facebooku powstała grupa „Wspieramy księdza Tomasza. Parafia Jedlno”.
Źródło info i foto: wp.pl

39-letnia kobieta planowała sprzedawać „domowe testy na koronawirusa”

39-letnia mieszkanka Trzebini (Małopolskie) planowała handel „domowymi testami na koronawirusa”. Sprawę wykrył policjant podczas przeglądania stron internetowych. Za usiłowanie oszustwa kobiecie może grozić do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Sprawa jest przekazana do prokuratury – powiedziała w czwartek Iwona Szelichiewicz, rzeczniczka prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Chrzanowie.

Zgodnie z przekazanymi przez nią informacjami, na ofertę sprzedaży testu na COVID-19 natknął się policjant, który przeglądał strony internetowe. Zgodnie z ogłoszeniem, jakie 39-letnia mieszkanka Trzebini zamieściła na Facebooku, test można było przeprowadzić samodzielnie w domu, miał być dostępny od poniedziałku w cenie od 35 do 50 zł. Kobieta oferowała wysyłkę pocztową, w związku z czym prosiła o kontakt za pośrednictwem podanego przez nią numeru telefonu.

Policja ustaliła, że 39-latka nie miała możliwości dysponowania takimi testami. Jeśli usłyszy zarzut usiłowania oszustwa, to grozić jej będzie do ośmiu lat pozbawienia wolności.

W czasie walki z koronawirusem policja apeluje o rozwagę i zdrowy rozsądek przy zakupie asortymentu mającego chronić przed chorobą. „Mogą pojawić się osoby, które żerując na ludzkiej obawie przed chorobą, próbują czerpać z korzyści z obecnej sytuacji” – czytamy w komunikacie policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Trzej obywatele Indii aresztowani za handel nielegalnymi farmaceutykami

Kilkanaście tysięcy opakowań wyrobów farmaceutycznych, niedopuszczonych do obrotu, zabezpieczyli policjanci z Otwocka, zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej oraz korupcji wspólnie z policjantami z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Stołecznej Policji. W sprawie zatrzymano trzech obywateli Indii w wieku 24, 26 i 30 lat. Wszyscy usłyszeli już zarzut współudziału w nielegalnym obrocie hurtowych ilości produktów leczniczych bez wymaganego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu. Podejrzanym grożą kary do 2 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z otwockiego referatu zajmującego się zwalczaniem przestępczości gospodarczej wspólnie z policjantami ze stołecznego Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową, pracowali przy sprawie dotyczącej wprowadzania do obrotu leków bez tzw. wymaganego dopuszczenia i zezwolenia.

W wyniku pracy operacyjnej policjanci ustalili, że nielegalnym procedrem trudnią się obywatele Indii, a wprowadzane do obrotu farmaceutyki są przechowywane w mieszkaniach i magazynach na terenie Warszawy.

Kiedy policjanci namierzyli miejsca, w których znajdują się leki, przeprowadzono wspólną realizację. Dokładnie zaplanowana i przeprowadzona akcja całkowicie zaskoczyła trudniących się tym „biznesem” obywateli Indii.

Policjanci przeszukali namierzone wcześniej pomieszczenia, odnajdując w nich farmaceutyki, głównie leki na potencję, psychotropowe oraz odchudzające. Zabezpieczono kilkanaście tysięcy opakowań o średniej rynkowej wartości ponad 1 miliona złotych.

Zatrzymano trzech obywateli Indii w wieku 24, 26 i 30 lat. Wszyscy trafili do policyjnego aresztu. Do sprawy włączył się prokurator oraz dochodzeniowcy, na co dzień zajmujący się prowadzeniem spraw gospodarczych.

Realizując kolejne czynności, policjanci ustalili w Mazowieckim Inspektoracie Farmaceutycznym, że zabezpieczone przez nich lekarstwa, nie były dopuszczone do obrotu.

Zebrany przez śledczych materiał dowodowy, pozwolił na przedstawienie wszystkim podejrzanym zarzutów współudziału w hurtowym obrocie produktami leczniczymi bez wymaganego pozwolenia na dopuszczenie do obrotu. Dodatkowo 24-latek usłyszał zarzut posiadania marihuany.

Podejrzanym grożą teraz kary do 2 lat pozbawienia wolności za nielegalny „biznes”.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zarzuty dla grupy handlującej dopalaczami. Nie żyją 4 osoby

Są zarzuty dla członków grupy handlującej dopalaczami, po zażyciu których w Zawierciu i okolicach zmarły cztery osoby. Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej zakończył śledztwo przeciwko grupie. Jak ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, dwie młode kobiety i dwaj młodzi mężczyźni są podejrzani – poza sprzedażą znacznej ilości dopalaczy – także o nieumyślne spowodowanie śmierci, sprowadzenie niebezpieczeństwa utraty zdrowia i życia przez wiele osób, a także o narażenie na śmierć lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Mogą trafić za to do więzienia na 10 lat.

W czasie śledztwa ustalono, że użycie dopalaczy rozprowadzanych przez tę grupę nie tylko doprowadziło do śmierci 4 osób, ale kolejnych osiem trafiło po ich zażyciu do szpitali.
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBŚP i KAS powstrzymali wyłudzenie ponad 28 mln złotych z VAT-u

Ponad 28 milionów złotych nienależnego podatku VAT próbował wyłudzić gang „vatsterów”, zajmujący się handlem artykułami elektronicznymi w ramach tzw. karuzeli podatkowej. Dzięki wspólnej akcji Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu oraz CBŚP i KAS, udało się zatrzymać czterech członków gangu i zabezpieczyć majątek spółki oszustów, o wartości blisko 30 milionów złotych.

Od kilku miesięcy Prokuratura Regionalna we Wrocławiu wraz z miejscowym zarządem CBŚP i Wielkopolskim Urzędem Celno-Skarbowym rozpracowywały gang zajmujący się przestępstwami skarbowymi i wyłudzeniami VAT. Grupa ta kontrolowała spółkę z Wielkopolski, zajmującą się handlem artykułami elektronicznymi. W rzeczywistości, wspomniana firma była legalnym ogniwem w tzw. karuzeli vatowskiej, do której trafiały zyski przestępców.

Według prokuratury, mechanizm działania oszustów polegał na kupnie lub tworzeniu spółek, które oficjalnie miały między sobą handlować elektroniką, a w rzeczywistości wystawiać kolejne faktury. Pierwszy podmiot w łańcuchu, tzw. podatnik znikający, kupował towar w ramach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, nie odprowadzając należnego podatku VAT. Kolejne firmy w łańcuchu, tzw. „bufory”, wystawiały faktury innym „buforom” lub końcowym odbiorcom. Towar był natomiast najczęściej transportowany pomiędzy magazynami w kraju i zagranicą. Przestępcy zarabiali na niezapłaconym podatku, ponieważ mogli sprzedawać swój towar po niższej cenie. Znaczne zyski osiągali także na zwrocie VAT.

Z ustaleń prokuratury wynika, że spółka „vatsterów” zarobiła 27 mln zł. Jednocześnie gang próbował wyłudzić 28 mln zł nienależnego zwrotu podatku VAT.

Do zatrzymań członków tej grupy doszło w styczniu, jednak śledczy nie ujawniali tej informacji. Funkcjonariusze CBŚP i KAS ujęli cztery osoby, które usłyszały zarzuty „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, popełnienia przestępstw skarbowych i poświadczania w tym celu nieprawdy w dokumentach”. Cała czwórka trafiła do aresztu.

Prokuratura zabezpieczyła prawie 30 mln zł z majątku, spółki kontrolowanej przez oszustów. Śledczy zapowiadają kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: TVP.info

Poznańscy policjanci zatrzymani a udział w grupie przestępczej

Pięciu funkcjonariuszy z Poznania zatrzymanych za udział w grupie przestępczej – informuje Radio ZET. Dwóch z nich zostało już aresztowanych na trzy miesiące. Chodzi o handel danymi poszkodowanych w wypadkach. Policjanci przekazywali te informacje firmom walczącym o odszkodowania. Według ustaleń Radia ZET cały proceder wymyślił emerytowany dziś funkcjonariusz. Po odejściu ze służby dogadał się z kolegami, by ci dostarczali mu dane ofiar z wypadków.

Agenci, którzy oferowali poszkodowanym w wypadkach szybkie odszkodowanie, dostawali prowizję. Tymczasowy areszt został zastosowany wobec dwóch emerytowanych policjantów.

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak potwierdził PAP, że olsztyńska prokuratura zawiadomiła szefa wielkopolskiej policji o tym, że w ramach prowadzonego postępowania zostali zatrzymani trzej policjanci i dwaj byli funkcjonariusze garnizonu wielkopolskiego. Byli funkcjonariusze zostali tymczasowo aresztowani, policjanci w czynnej służbie zostali, decyzją komendanta odsunięci od wykonywanych obowiązków i zawieszeni w czynnościach – podał.

Borowiak nie informował, w których jednostkach służą zawieszeni policjanci.

Według informatora Radia Zet niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci KSP rozbili gang „Millenialsów Pruszkowa”. Handlowali narkotykami i dopalaczami

Policjanci stołecznego wydziału antynarkotykowego rozbili gang handlujący środkami odurzającymi na terenie Pruszkowa, Brwinowa oraz innych podwarszawskich miejscowości. Zatrzymano dziesięciu członków grupy, którą funkcjonariusze nazywają „młodym Pruszkowem”, choć lepsza byłaby nazwa „millenialsi Pruszkowa”. To głównie 20- i 30-latkowie, którzy mieli wprowadzić do obrotu kilkadziesiąt kilogramów różnych zakazanych substancji.

Zatrzymaniem członków narkogangu zajęli się operatorzy ze stołecznego poddziału kontrterrorystycznego oraz Biura Operacji Antyterrorystycznych Komendy Głównej Policji. Punktualnie o godz. 6 funkcjonariusze weszli siłowo do kilkunastu domów i mieszkań na terenie powiatu pruszkowskiego. Zatrzymano 10 mężczyzn, którzy zdaniem policjantów wydziału antynarkotykowego KSP, zajmowali się handlem narkotykami oraz dopalaczami.

Podczas przeszukań mieszkań, piwnic, garaży i samochodów podejrzanych znaleziono pewne ilości amfetaminy, marihuany oraz haszyszu. Przejęto także odczynniki chemiczne i 2 kg tajemniczego proszku, którym zajmą się eksperci z laboratorium kryminalistycznego. Mogły one służyć do „chrzczenia” substancji odurzających, tak np. by zwiększyć ich wagę.

Po przesłuchaniach w wydziale do walki z przestępczością narkotykową zdecydowano, że do prokuratury zostanie wysłanych dziewięciu mężczyzn. Jednego z zatrzymanych zwolniono do domu.

Wspomniana dziewiątka usłyszała w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie w sumie 18 zarzutów, m.in.: wprowadzania do obrotu narkotyków i uczynienie z tego procederu stałego źródła dochodu, udzielania środków odurzających oraz produkcji amfetaminy. Czterech mężczyzn trafiło do aresztu, pozostali zostali objęci dozorem policyjnym. Podejrzanym grozi do 12 lat więzienia.

Policjanci z wydziału antynarkotykowego mówią o zatrzymanych mężczyznach „młody Pruszków”, gdyż mają od dwudziestukilku do trzydziestukilku lat. To nowe pokolenie, które tzw. starych pruszkowskich mafiosów zna głównie z książek i gangsterskich filmów dokumentalnych.

Z ustaleń stołecznych policjantów wynika, że rozbita grupa działała od kilkunastu miesięcy i nie zdążyła jeszcze rozwinąć skrzydeł. Operowała na terenie Pruszkowa, Brwinowa i okolicznych podwarszawskich miejscowości. Młodzi gangsterzy sprzedawali przede wszystkim amfetaminę, marihuanę, mefedron, tabletki ekstazy i co bardziej popularne dopalacze. Śledczy zapowiadają kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto:TVP.info

Handlowali dopalaczami w sieci. Towar przesyłali przez paczkomaty

Handlowali dopalaczami przez internet, a towar dostarczali do paczkomatów. Od 2017 roku sprzedali substancje za ponad 2,5 mln zł. Wpadli w ręce policji.

Policja w Szczecinie zatrzymała cztery osoby w śledztwie dotyczącym sprzedaży „dopalaczy” przez internet. Po doprowadzaniu do prokuratury zatrzymani usłyszeli zarzuty. Na wniosek prokuratora wobec czterech osób zastosowano tymczasowe aresztowanie.

W toku postępowania prokurator ustalił, że zorganizowana grupa przestępcza działała od początku 2017 roku. Jak informuje na swojej stronie Prokuratura Krajowa, członkowie grupy zajmowali się prowadzeniem strony pasjonat.ee, za pośrednictwem której użytkownicy mogli nabywać tzw. dopalacze. Do dystrybucji wykorzystywali paczkomaty, w których dopalacze miały być odbierane.

Ponadto grupa zajmowała się wykorzystywaniem rachunków bankowych założonych na tzw. słupy oraz rachunków w serwisach służących wymianie kryptowalut, celem legalizacji uzyskiwanych korzyści majątkowych, a następnie wypłacaniem ich. Działania te miały utrudniać stwierdzenie przestępczego pochodzenia tych środków.

Prokurator ustalił, że grupa sprzedała dopalacze o wartości ponad 2,5 miliona złotych. Środki te stwarzały zagrożenie dla życia lub zdrowia wielu osób.

Prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie.

Usłyszeli zarzuty

Na polecenie prokuratora funkcjonariusze policji dokonali przeszukań w 13 miejscach zamieszkania jak i prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby zajmujące się obrotem dopalaczami. Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób kwalifikowane z art. 165 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego, tzw. prania brudnych pieniędzy kwalifikowane z art. 299 par. 1 i 5 kk oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej kwalifikowane z art. 258 par. 1 kk.

Czyny zarzucane podejrzanym zagrożone są karą nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: Handlował lekami na potencję. W aucie miał ponad 600 tabletek

Policja w Warszawie zatrzymała 33-latka, który nielegalnie handlował w internecie lekami na potencję – podaje PAP. Służby zabezpieczyły ponad 600 tabletek. Policja z warszawskiego śródmieścia przekazała, że 33-latek prowadził sprzedaż wysyłkową, ale także dowoził towar pod wskazany adres.

„Właśnie w jednym z takich miejsc policjanci zatrzymali mężczyznę. Na tylnej kanapie jego forda fokusa w plecaku i reklamówce policjanci znaleźli oferowane do sprzedaży leki i gotówkę” – NADKOM. ROBERT SZUMIATA, KOMENDA REJONOWA POLICJI WARSZAWA ŚRÓDMIEŚCIE

Wszystko zaczęło się natomiast od namierzenia nielegalnego handlarza w mediach społecznościowych. Policjanci podjechali po jedno z miejsc, w których umówił się na dostawę. Został przyłapany na gorącym uczynku.

Za obrót lekami bez wymaganego zezwolenia grozi do 2 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl