Jest akt oskarżenia przeciwko członkom gangu z Wołomina

Trzech wołomińskich gangsterów, w tym domniemany herszt bandy Robert R. ps., Rudnik, zostało oskarżanych za przestępstwa jakich mieli się dopuścić robiąc interesy z Rafałem B., ps. Bukaciak, późniejszym bossem z Konstancina-Jeziorny. „Rudy” odpowie za sprzedaż dwóch pistoletów glauberyt, zaś jego podwładni „Chaba” i „Gała” za handel narkotykami.

Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej od 2013 r. prowadzi śledztwo w sprawie gangu, na czele którego stał Rafał B., ps. Bukaciak. Po jego zatrzymaniu na współpracę ze śledczymi zdecydowało się większość jego podwładnych. Zresztą on sam po usłyszeniu zarzutu zabójstwa dwóch osób przerwał zmowę milczenia.

„Bukaciak” ma o czym opowiadać, gdyż przez dwie dekady współpracował z trzema najsilniejszymi grupami przestępczymi ostatnich lat. Najpierw z gangiem wołomińskim, a później, niemal jednocześnie, z grupą „Szkatuły” i gangiem mokotowskim. Obie grupy wydały na niego wyrok śmierci, ale zbyt wielu ich członków jest za kratami, aby mogli spełnić groźby. Tym bardziej, że sam Rafał B. odsiaduje karę 25 lat więzienia za wspomniane zbrodnie i jest szczególnie chroniony w więzieniu.

Zarzuty dla ponad 200 osób

Sprawa interesów „Bukaciaka” z wołomińskimi gangsterami to tzw. ogon głównej sprawy. Śledczy kończą drobniejsze wątki postępowania, w którym zarzuty usłyszało już ponad 200 osób, zarówno członków stołecznych gangów jak i ich kooperantów z innych części Polski.

Po wyjściu z więzienia w grudniu 2001 r. Rafał B. zorientował się, że na jego terenie – Konstancinie-Jeziornie – bardzo aktywni są członkowie gangu Mutantów. Jako że był zbyt słaby, aby stawić im odpór, skontaktował się z Jackiem K., ps. Klepak, bossem gangu wołomińskiego. Ten zaś dał mu namiar na „Wojtasa” osławionego gangstera z grupy ursynowskiej, wchodzącej w skład gangu mokotowskiego. Współpraca z „Mokotowem” nie przeszkadzała „Bukaciakowi” w robieniu „na boku” interesów z „Wołominem”.

Przede wszystkim Rafał B. zaczął kupować od gangsterów z Wołomina narkotyki, które później rozprowadzali jego podwładni. Zdaniem prokuratury jego dostawcą miał być Norbert Ch., ps. Chaba. Z ustaleń śledczych wynika, że w latach 2002 i 2003, „Bukaciak” kupił od „Chaby” 10 kg marihuany i 31 kg amfetaminy. Interesy Rafała B. z Norbertem Ch. nie ograniczały się tylko do handlu narkotykami. Gangster z Konstancina wyjaśniał, że wraz ze swoim wspólnikiem Łukaszem A., ps. Łuki oraz „Wołominikami” mieli brać udział w „dojechaniu” jednego z dilerów, który po tym wydarzeniu musiał handlować narkotykami dla swoich oprawców. „Chaba” sprzedał „Bukaciakowi” także pistolet maszynowy skorpion. Broń jednak szybko wróciła do sprzedawcy, ponieważ się zacinała.

Prawdopodobnie dlatego po zakup następnej broni Rafał B. zwrócił się do jednego z wiceszefów gangu wołomińskiego – Roberta R., ps. Rudy. Prokuratura oskarżyła go o sprzedać B. dwóch pistoletów maszynowych glauberyt. Broń tę znaleźli później funkcjonariusze przeszukujący jeden z garaży w Konstancinie. W budynku znaleziono w sumie 26 sztuk broni. To był wspólny arsenał Rafała B. i grupy „Szkatuły”, której był namiestnikiem po zatrzymaniu jej bossów. Obecnie Robert R. odbywa karę dożywotniego więzienia za zabójstwo.
Źródło info i foto: TVP.info

„Łowcy głów” schwytali lidera pseudokibiców i członka gangu

„Łowcy głów” z katowickiej komendy wojewódzkiej namierzyli dwóch mężczyzn ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości. W Będzinie „wpadł” 33-letni były lider pseudokibiców jednego z sosnowieckich klubów piłkarskich, poszukiwany za handel narkotykami. Z kolei 45-latek poszukiwany za liczne kradzieże samochodowe został zatrzymany w Niemczech przez miejscowych stróżów prawa, którzy otrzymali informacje o miejscu jego pobytu od „łowców głów”.

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych Sekcji do Walki z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu Wydziału Kryminalnego KWP w Katowicach namierzyli dwóch mężczyzn, którzy ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości. Jeden z poszukiwanych został zatrzymany przez „łowców głów”. Drugi z przestępców ukrywał się w Niemczech. I on jest już w rękach stróżów prawa.

„Łowcy głów” ustalili kryjówkę 33-letniego byłego lidera pseudokibiców jednego z klubów piłkarskich z Sosnowca. Mężczyzna był poszukiwany listem gończym wydanym przez Sąd Okręgowy w Przemyślu celem odbycia kary 5 lat pozbawienia wolności za handel narkotykami oraz nakazem doprowadzenia do Aresztu Śledczego wydanym przez Sąd Rejonowy w Katowicach. Poszukiwany ukrywał się w Będzinie w wynajętym domu na jednym z osiedli. Były zawodnik MMA, gdy zorientował się, że policja znajduje się wewnątrz budynku, próbował wyskoczyć przez balkon. Jednak gdy zobaczył otoczony budynek, zrezygnował z ucieczki i został zatrzymany. 33-latek trafił już do aresztu śledczego.

Drugi z zatrzymanych przestępców ukrywał się w Niemczech. 45-letni były członek grupy przestępczej w latach 2004-2007 trudnił się kradzieżami pojazdów w Siemianowicach Śląskich, Tarnowskich Górach, Katowicach, Dąbrowie Górniczej, Tychach, Sosnowcu, Mysłowicach i innych miastach na terenie całego kraju. Sądy w Katowicach, Łodzi, Bielsku-Białej i Będzinie wydały za nim listy gończe. Ponadto mężczyzna był poszukiwany na podstawie Europejskich Nakazów Aresztowania wydanych przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej oraz w Piotrkowie Trybunalskim. 45-latek był również poszukiwany za handel znacznymi ilościami środków odurzających oraz uprawę marihuany. Śląscy „łowcy głów” w trakcie prowadzonej sprawy ustalili, że mężczyzna od kilku lat nie zamieszkuje w kraju i może przebywać na terenie Niemiec, gdzie posługuje się danymi osobowymi innej osoby oraz nadal może zajmować się przestępstwami. Informacje o miejscu jego ukrywania się niezwłocznie przekazano stronie niemieckiej, która przeprowadziła skuteczne zatrzymanie. Wobec mężczyzny zastosowano areszt ekstradycyjny, a sprawę wydania poszukiwanego prowadzi Prokuratora Generalna w Düsseldorfie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Rabka Zdrój: 17-latka po zażyciu dopalaczy trafiła do szpitala. Zatrzymano 2 osoby

17-letnia dziewczyna po zażyciu dopalaczy trafiła do szpitala. Jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn za posiadanie i handel narkotykami. Jeden z nich odpowie również za udzielenie narkotyku małoletniej, narażając ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W ubiegłym tygodniu policjanci zostali wezwani na interwencję do jednego z mieszkań w Rabce-Zdroju. Na miejscu zastali pobudzoną z zaburzeniami psychicznymi i urojeniami 17-latkę. Dziewczyna została przewieziona do szpitala, a sprawą zajęli się funkcjonariusze rabczańskiego komisariatu i nowotarskiej komendy. Okazało się, że nastolatka zażyła najprawdopodobniej dopalacze. Jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymali w Rabce dwóch mężczyzn w wieku 41 i 45 lat mogących mieć z tym związek. Podczas przeszukania zajmowanych przez nich pomieszczeń policjanci znaleźli między innymi ponad 280 gramów haszyszu zapakowane w woreczki strunowe, blisko 10 gramów marihuany i substancje psychotropowe. Policjanci ustalili, że mężczyźni sprzedawali narkotyki, a dziewczyna narkotyk otrzymała od jednego z nich. Prowadzone w tej sprawie śledztwo przez nowotarską prokuraturę wyjaśni wszelkie okoliczności sprawy.

Obaj zatrzymani usłyszeli zarzuty sprzedawania i posiadania znacznych ilości środków odurzających, za co grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Ponadto 41-latek odpowie za udzielenie substancji psychotropowej małoletniej, narażając ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi kara nawet do 3 lat pozbawienia wolności.

Zażywanie substancji niewiadomego pochodzenia i składu tzw. dopalaczy to prawdziwe niebezpieczeństwo. Dopalacze mogą spowodować nieodwracalne zmiany w mózgu, a nawet śmierć. Policjanci systematycznie prowadzą działania profilaktyczne skierowane do młodzieży, pedagogów i rodziców dotyczące stosowania środków odurzających. Jednak nikt nie zastąpi rodziców w kontaktach z dzieckiem. To oni powinni poświęcać najwięcej czasu na rozmowę z nim, przestrzegać przed złymi decyzjami i uczyć właściwych zachowań.
Źródło info i foto: Policja.pl

W Niemczech policyjna obława na iracki gang motocyklowy

Od rana trwa obława na iracki gang motocyklowy w 12 miejscowościach Zagłębia Ruhry i okolic Kolonii. Grupa przestępcza Al-Salam-313 zajmuje się m.in. przemytem ludzi, handlem narkotykami i bronią.

W akcji przeciwko irackiemu gangowi bierze udział ponad pół tysiąca policjantów, w tym jednostki antyterrorystyczne. Od rana przeszukują 43 obiekty użytkowane przez członków przestępczej grupy, m.in. w Essen, Duisburgu, Bonn, Dortmundzie i Kolonii.

„Prokuratura i policja Essen prowadzą śledztwo przeciwko większej grupie osób. Zarzuca się im popełnienie różnych przestępstw. Celem przeszukań jest znalezienie kolejnych dowodów. Oprócz funkcjonariuszy śledczych w akcji biorą też udział jednostki specjalne” – czytamy w oświadczeniu policji.

Członkowie bandy motocyklowej są irackimi szyitami i rozpoczęli działalność w 2016 r. Sami siebie nazywają „wojownikami Mahometa” – liczba 313 w nazwie nawiązuje do 313 żołnierzy, którzy walczyli w 624 r. o boku Mahometa w bitwie pod Badrem. Był to punkt zwrotny w kampanii założyciela islamu przeciwko rywalom z Mekki.

Według informacji tabloidu „Bild” członkowie Al-Salam-313, która ma w Niemczech około 50 członków, wspierają datkami szyickie formacje zbrojne w Iraku i mają kontakt z otoczeniem wpływowego duchownego szyickiego Muktady as-Sadra. Oprócz tego inwigilują i mobilizują do działań na rzecz as-Sadra swoich współwyznawców w Niemczech.

Jak wynika z najnowszego raportu Urzędu Kryminalnego (LKA) Nadrenii Północnej–Westfalii na temat przestępczości zorganizowanej, po kryzysie migracyjnym bardzo szybko rozpoczęła się walka o strefy wpływów między zasiedziałymi w RFN organizacjami przestępczymi, mającymi korzenie w Turcji i Libanie, a nowymi graczami z Syrii i Iraku, którzy niejednokrotnie są byłymi żołnierzami i mają doświadczenie wojenne.
Źródło info i foto: TVP.info

Raper Bonus RPK skazany prawomocnym wyrokiem

Warszawski sąd podtrzymał wyrok dla Oliwiera Roszczyka szerzej znanego jako Bonus RPK. Raper odpowiadał za handel narkotykami. – Na ten moment przegrałem, ale będę odwoływał się do Sądu Najwyższego – tak muzyk komentuje wyrok.

Warszawski raper Bonus RPK został skazany w lipcu przez Sąd Rejonowy Warszawa-Wola na 5,5 roku więzienia. Chodzi o handel 25 kg marihuany. Sąd zdecydował również, że Oliwier Roszczyk musi oddać prawie pół miliona złotych z tej sprzedaży. Proces był jednym z wątków działalności rozpracowanej przez policję grupy przestępczej Marka Cz. ps. „Rympałek”.

Według artysty, wyrok zapadł wyłącznie na podstawie zeznań tzw. małego świadka koronnego. Raper dodaje, że padł ofiarą pomówienia, a śledczy nie zgromadzili dowodów, które potwierdzałyby zarzuty.

W rozmowie z Wirtualną Polską Bonus RPK zapowiadał apelację. – Surowy wyrok miał nagłośnić sukces wymiaru sprawiedliwości. W sprawie nie ma żadnych twardych dowodów. Nie ma nagranych rozmów, obciążających bilingów, nagrań z monitoringu, gotówki pochodzącej z handlu czy nielegalnych substancji psychoaktywnych. Policjanci przeszukiwali moje mieszkanie, w którym nic nie znaleźli. Zarabiam na działalności artystycznej oraz firmie odzieżowej, którą prowadzę – mówił wówczas Oliwier Roszczyk.

Teraz stołeczny sąd podtrzymał wyrok ws. rapera. – Na ten moment przegrałem, ale będę odwoływał się do Sądu Najwyższego – tak Oliwier Roszczyk skomentował decyzję w jego sprawie.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

WB: Zatrzymano Polaka poszukiwanego 4 listami gończymi

CBŚP zatrzymało poszukiwanego od trzech lat Europejskim Nakazem Aresztowania i czterema krajowymi listami gończymi mężczyznę podejrzanego o handel narkotykami. Do zatrzymania doszło w Wielkiej Brytanii.

Zatrzymany mężczyzna był poszukiwany przez polski wymiar sprawiedliwości od prawie trzech lat w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstw o charakterze narkotykowym. Zostały wystawione za nim cztery listy gończe, a także Europejski Nakaz Aresztowania ze względu na informacje, że może przebywać poza granicami kraju.

W wyniku przeprowadzonej akcji polskiej i brytyjskiej policji mężczyzna został zatrzymany w Peterborough w środkowej Anglii. – W miejscu zatrzymania poszukiwanego odkryto także plantację konopi oraz gotową marihuanę – poinformowało CBŚP. Znaleziona marihuana była poporcjowana i gotowa do wprowadzenia na rynek.

CBŚP udało się zatrzymać dilera dzięki współpracy z oficerem łącznikowym polskiej policji w Wielkiej Brytanii, miejscową policją, a także dzięki informacjom pozyskanym w ramach Systemu Informacyjnego Schengen – tzw. SIS.

Zatrzymany diler został sprowadzony do Polski i zostanie postawiony przed polskim wymiarem sprawiedliwości.
Źródło info i foto: onet.pl

Sparaliżowany gangster Arkadiusz K. oskarżony o kolejne przestępstwa

Sparaliżowany warszawski gangster od kilkunastu lat „wymyka się” śledczym, którzy w tym czasie przedstawili mu kilkadziesiąt zarzutów. Chodzi o Arkadiusza K. ps. „Chory”, który zdaniem prokuratury, nawet unieruchomiony w łóżku, nadzorował handel narkotykami w gangu „Szkatuły”. Do sądu trafił kolejny akt oskarżenia przeciwko K., tym razem m.in. za udział w obrocie blisko 5 kg kokainy i 6 kg heroiny.

Arkadiusz K. to największa zmora warszawskich prokuratorów i policjantów. Na przełomie wieków miał należeć do najbardziej zaufanych kompanów Rafała S. ps. „Szkatuła”. W późniejszych latach mówiono, że jest „kapitanem u Szkatuły”. Zdaniem śledczych w tym okresie miał być bardzo aktywny i popełniać szereg przestępstw.

W listopadzie 2003 r. K. umówił się z członkami konkurencyjnego gangu na spotkanie, tzw. rozkminkę, w pobliżu Multikina na warszawskim Ursynowie. Na miejsce przyjechał z dziewczyną, licząc, że gdyby była to pułapka, potencjalni zamachowcy zrezygnowaliby z ataku. To jednak rzeczywiście była zasadzka, a zamaskowani napastnicy otworzyli ogień do K. Jedna z kul trafiła mężczyznę w kręgosłup.

Zamach mieli zorganizować członkowie gangu mokotowskiego. Początkowo wydawało się, że Arkadiusz K. będzie całkowicie sparaliżowany. Mężczyzna wykazał się jednak dużą wolą walki. Po wielomiesięcznych zabiegach mógł poruszać rękoma i jeździć na wózku.

Dwie godziny dziennie, dwa razy w tygodniu

Według śledczych inwalidztwo nie przerwało kariery K., który jakiś czas po postrzeleniu zyskał pseudonim „Chory”. Sparaliżowany gangster miał być jednym z największych handlarzy narkotyków w stolicy. Od 13 lat regularnie stawiane są mu kolejne zarzuty dotyczące jego działalności w stołecznym półświatku.

Procesy Chorego ciągną się latami, ponieważ biegli z Zakładu Medycyny Sądowej uznali, że jest on „trwale niepełnosprawny i może brać udział w czynnościach procesowych w pozycji leżącej, maksymalnie przez dwie godziny dziennie i nie częściej niż dwa razy w tygodniu”. To praktycznie wyklucza przeprowadzenie procesu przeciwko niemu.
Śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji nie składają jednak broni i oskarżyli Chorego o popełnienie kolejnych przestępstw. W 2002 r., gdy był jeszcze w pełni sprawny, Arkadiusz K. miał m.in. razem ze swoimi szefami Rafałem S. ps. „Szkatuła” i Marcinem K. ps. „Belmondziak” brać udział w próbie porwania znanego stołecznego złodzieja samochodów Ireneusza T. Według skruszonych gangsterów to Szkatuła miał w 2002 r. wpaść na pomysł, aby „zrobić Irka”, czyli porwać go dla okupu.

Panowie znali się z czasów, gdy Rafał S. zajmował się kradzieżami samochodów. Stąd miał wiedzieć, że T. zgromadził znaczne oszczędności. Podczas zebrania bandy ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował, a wolność odzyska, gdy zapłaci 100 tys. dolarów.

Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „cel” za bardzo się pilnował. Podczas drugiej napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. Do porwania nie doszło, bo w pewnym momencie zrejterować miał Belmondziak i reszta kompanii musiała odpuścić. Gdy po latach przesłuchano Ireneusza T., ten zaprzeczył, aby kiedykolwiek próbowano go porwać czy napaść.

Heroina od Bukaciaka

Kolejne zarzuty dotyczą okresu, gdy K. był już przykuty do łóżka. Według śledczych w latach 2011-12 wziął udział w obrocie około 5 kg kokainy i 6 kg heroiny. Narkotyki miał dostarczyć Rafał B. ps. „Bukaciak”. Jeden z „gadaczy” (tak często śledczy określają skruszonych przestępców) opowiadał, że kiedy był w domu u Chorego, ten w najlepsze dyrygował narkotykowymi transakcjami.

– Na tej heroinie od „Bukaciaka” zarobiliśmy tyle, że będzie na pomoce dla chłopaków – miał powiedzieć K. swoim gościom.

Arkadiusz K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że jest niewinny.

W 2013 r. Arkadiusz K. został oskarżony o to, że w latach 2007-11 miał mieć związek z przemytem i sprzedażą: 806 kg marihuany, 190 kg amfetaminy, około 45 kg kokainy i 42 kg heroiny. Wartość takiej ilości środków odurzających na czarnym rynku przekracza nawet 50 mln zł. Łącznie gangster usłyszał 40 zarzutów, w tym także napadów i uprowadzeń z czasów, gdy był jeszcze pełnosprawny.

W maju 2012 r. K. trafił nawet do aresztu. Warszawscy śledczy próbowali to zrobić od 2006 r., ale opinie biegłych wskazywały, że podejrzany nie może przebywać za kratami. Prokuratorom pomogły filmy z imprez gangu Szkatuły, na których uwieczniono K. Brał on udział w przyjęciach, siedząc na wózku inwalidzkim. Wcześniej zapewniał, że niemal cały czas spędza leżąc w łóżku.

Skruszeni opowiadali, że Chory załatwiał sprawy przez dziesiątki telefonów komórkowych lub odwiedzających go kurierów. W latach 2008-11 miał zajmować się także zbieraniem haraczy od stołecznych prostytutek. Przez blisko dwa lata, od maja 2006 r. do połowy lutego 2008 r., ściągał zdaniem śledczych haracz od trzech praskich dilerów narkotyków, pobierając od każdego z nich 200 zł miesięcznie. „Pokemony”, jak gangsterzy nazywają dilerów, musieli regularnie uiszczać „koncesję”, gdyż w innym wypadku groziło im pobicie i zakaz prowadzenia interesów.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest wyrok ws. zamachu w Tuluzie we Francji

Specjalny sąd apelacyjny ds. terroryzmu i handlu narkotykami po rozpatrzeniu apelacji Abdelkadera Meraha – brata Mohameda Meraha, autora zamachu w Tuluzie w 2012 r., uznał go winnym współuczestnictwa w tej zbrodni i zwiększył mu karę z 20 do 30 lat więzienia.

36-letni Abdelkader Merah to starszy brat radykalnego islamisty, zabójcy siedmiu osób – trzech żołnierzy, trojga dzieci i nauczyciela szkoły żydowskiej – w Tuluzie w marcu w 2012 roku. Sąd pierwszej instancji skazał go w 2017 roku na 20 lat więzienia, uznając winnym powiązań z terroryzmem, lecz uwalniając od zarzutu współudziału w zamachach przeprowadzonych przez brata, za co groziła mu kara dożywotniego więzienia.

Winny współuczestnictwa

Specjalny sąd apelacyjny – działający w ramach trybunału odwoławczego w Paryżu – był przed 1986 r. sądem ds. bezpieczeństwa państwowego. Przymiotnik „specjalny” w jego nazwie odnosi się do wyjątkowego w warunkach francuskich składu – o winie bądź niewinności oskarżonego decyduje ława przysięgłych, która prowadzi specjalne postępowanie wyjaśniające.

W ciągu trwającej ponad 12 godz. rozprawy przed specjalnym sądem apelacyjnym w czwartek sąd ustalił, że wbrew „wirtuozowskiej strategii stwarzania pozorów, w jakiej wyspecjalizował się Abdelkader Merah”, był on winnym współuczestnictwa w przeprowadzeniu zamachu. Podważył tym samym wyrok sądu pierwszej instancji, który takiego współdziałania się nie dopatrzył.

Sąd uznał, że mężczyzna jest winny kradzieży skutera użytego przez jego brata do przeprowadzenia zamachu, a także postawił mu zarzut współuczestnictwa w zbrodni, przychylając się tym samym do wniosku prokuratury, która domagała się dożywocia. W ocenie jej przedstawicieli Abdelkadera Meraha łączyły z młodszym bratem „wspólne ideały, cele i metoda działania”.

Obrona spodziewała się kasacji

Jednocześnie specjalny sąd apelcyjny zmniejszył karę 14 lat więzienia do 10 lat w wypadku 36-letniego Fettaha Malkiego, przyjaciela Mohameda Meraha. Sąd podtrzymał zarzut dostarczenia broni, amunicji i kamizelki kuloodpornej Mohamedowi Merahowi, zmienił jednak kwalifikację czynu, uznając, że postępowanie Malkiego nie było związane z działalnością terrorystyczną.

Sala przyjęła odczytanie wyroku w całkowitym milczeniu. „Dał się tylko słyszeć szloch bliskich ofiar zamachu, które od lat szukały sprawiedliwości” – pisze agencja AFP.

– Samemu oskarżonemu nawet nie drgnęła powieka – dodaje agencja.

Z wyroku nie jest zadowolona obrona, która spodziewała się raczej kasacji. Adwokat Eric Dupond-Moretti w swej wypowiedzi dla prasy zapytał retorycznie: „cóż to za współuczestnictwo i w jak straszliwej zbrodni, że zasługuje aż na 30 lat więzienia?”

Zabójstwa, które ma na swym koncie Mohamed Merah, Francuz pochodzenia algierskiego, były pierwszymi zamachami dżihadystycznymi popełnionymi we Francji od czasów zbrodni algierskiej Islamskiej Grupy Zbrojnej (GIA) w 1995 roku. Zamachowiec zginął z rąk policji kilka dni po zabiciu w Tuluzie i Montauban żołnierzy pochodzących z Maghrebu i zastrzeleniu nauczyciela ze szkoły żydowskiej w Tuluzie, jego dwóch synów i córki dyrektora szkoły.

23-letni zamachowiec twierdził wtedy, że jest mudżahedinem, ma związki z Al-Kaidą i chce pomścić krzywdy doznawane przez palestyńskie dzieci.

Proces jego brata, Abdelkadera Meraha, był z wielką uwaga śledzony przez francuskie media. Zainteresowanie było tym większe, że zamach w Tuluzie był jednym z pierwszych w serii ataków islamistów, jakich sceną stała się Francja w latach następnych, a także dlatego, że na niektórych przedmieściach wielkich miast francuskich, gdzie zamieszkuje duża liczba muzułmanów, Mohamed Merah jest uważany za bohatera.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBŚP zatrzymało byłego wiceprezesa Wisły Kraków

Kilkanaście osób – wśród nich były wiceprezes Wisły Kraków – zatrzymanych nad ranem przez Centralne Biuro Śledcze Policji. Śledztwo dotyczy handlu narkotykami – informuje RMF FM. Jak ustalili reporterzy RMF FM, śledztwo dotyczy handlu narkotykami na olbrzymią skalę, przede wszystkim na południu Polski. Narkotyki rozprowadzane były także podczas meczów.

Wśród zatrzymanych przez CBŚP są powiązani z krakowską Wisłą pseudokibice, a także były wiceprezes klubu Damian D., który ma usłyszeć zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Według ustaleń dziennikarzy RMF FM, w ręce policji wpadli również, co ciekawe, kibole Cracovii i Lechii Gdańsk.

Sprawę prowadzi Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: interia.pl

Śmierć podczas akcji antyterrorystów w Lublińcu

Do zdarzenia doszło w Lublińcu, podczas interwencji ws. podejrzenia o handel narkotykami. Mężczyzna miał zasłabnąć podczas przeszukania. Wszczęto śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci.

Sytuacja miała miejsce 15 stycznia w Lublińcu (woj. śląskie). Policja przeprowadzała akcję w stosunku do mężczyzny, który był podejrzewany o handel narkotykami. Towarzyszyli im antyterroryści, bo 35-latek był w przeszłości karany za przestępstwa przeciwko mieniu i napaść na funkcjonariusza – podaje dziennikzachodni.pl. Podczas przeszukania u mężczyzny znaleziono amfetaminę i marihuanę.

W trakcie akcji 35-latek zasłabł. Próba reanimacji nie przyniosła skutku. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce akcji, stwierdzili zgon 35-latka. Według prokuratora do śmierci podejrzanego nie przyczyniły się osoby trzecie. Dokładne przyczyny zgonu wyjaśni sekcja zwłok. Wszczęto postępowanie ws. niemyślnego spowodowania śmierci. Sprawę bada Biuro Spraw Wewnętrznych KGP.
Źródło info i foto: wp.pl