Mafia z Czeczenii opanowuje Niemcy

Obok klanów arabskich rośnie w Niemczech zagrożenie ze strony czeczeńskiej mafii – wynika z raportu Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA). Ustalono, że czeczeńscy przestępcy zaczynają panować we wszystkich rodzajach zorganizowanej przestępczości u naszych zachodnich sąsiadów.

W raporcie wskazano, że Czeczeńcy wykazują „ponadprzeciętną skłonność do eskalacji oraz gotowość do przemocy”. Jeżeli chodzi o zabójstwa, policja coraz częściej natrafia na powiązania z tymi środowiskami – informuje Deutsche Welle.

Czeczeńscy przestępcy są także szczególnie aktywni w handlu narkotykami, zorganizowanej kradzieży, szantażach i wymuszaniu.

Nie wiadomo dokładnie, ilu Czeczenów przebywa w Niemczech, gdyż z reguły posiadają oni rosyjskie obywatelstwo. Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców ocenia, że w kraju przebywa do 50 tys. osób z Północnego Kaukazu, z tego 80 proc. stanowią Czeczeni. Większość z nich nie ma związków z przestępczością. W raporcie przyznano, że wydalanie tych, którzy łamią prawo, okazuje się niejednokrotnie bardzo trudne.
Źródło info i foto: TVP.info

Włochy: Rozbito jeden z najpotężniejszych klanów mafijnych

37 osób zatrzymali we wtorek we Włoszech karabinierzy w toku wielkiej operacji przeciwko rzymskiemu klanowi Casamonica, uważanego za organizację o charakterze mafijnym. Zatrzymanym postawiono zarzuty handlu narkotykami, lichwy, przestępstw mafijnych.

Operację przeprowadziło 250 funkcjonariuszy w Wiecznym Mieście i w Kalabrii. Jednym z aresztowanych jest Giuseppe Casamonica, uważany za obecnego bossa rodziny. Wyszedł on niedawno z więzienia, gdzie odbywał karę dziesięciu lat pozbawienia wolności.

Mający długą historię klan to jedna z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych rzymskich rodzin prowadzących działalność przestępczą. Zdaniem śledczych metody jej działania podobne są do tych stosowanych przez najstarsze włoskie mafie.

Casamonica zasłynęli przed trzema laty ze spektakularnego i powszechnie potępionego pogrzebu szefa klanu, którego trumnę wieziono w karecie przy dźwiękach muzyki z filmu „Ojciec chrzestny”, wśród płatków róż zrzucanych z helikoptera. Ceremonia ta wywołała oburzenie w Rzymie, a stołecznym siłom porządkowym zarzucono wtedy bezczynność i zbagatelizowanie zdarzenia, które zostało odebrane jako manifestacja siły i arogancji.
Źródło info i foto: TVP.info

Rafał Sz. ps. „Hrabia” zatrzymany po 4 latach poszukiwań

Poszukiwany od czterech lat Rafał Sz., ps. Hrabia, członek kibolskiej bojówki „Teddy Boys 95”, został zatrzymany na terenie Wielkiej Brytanii i przetransportowany do Polski – dowiedział się portal tvp.info. Mężczyzna usłyszał zarzuty handlu narkotykami i trafił do aresztu. Jego zatrzymanie może być kluczowe dla apelacji w sprawie lidera kibiców Legii Piotra C., uniewinnionego przez sąd od zarzutu kupna amfetaminy.

Poszukiwany od czterech lat Rafał Sz. ps. Hrabia, członek kibolskiej bojówki „Teddy Boys 95”, został zatrzymany na terenie Wielkiej Brytanii i przetransportowany do Polski – dowiedział się portal tvp.info. Mężczyzna usłyszał zarzuty handlu narkotykami i trafił do aresztu. Jego zatrzymanie może być kluczowe dla apelacji w sprawie lidera kibiców Legii Piotra C., uniewinnionego przez sąd od zarzutu kupna amfetaminy.

Rafał Sz. ps. Hrabia uniknął zatrzymania, gdy policja uderzyła w kwietniu 2011 r. w handlarzy narkotyków powiązanych z Legią Warszawa i Olimpią Elbląg. To wtedy został zatrzymany Marek H. ps. Hanior, członek bojówki „Teddy Boys 95” i jednocześnie najsprawniejszy handlarz narkotykami w gangu „Szkatuły”. „Hanior” poszedł na współpracę z prokuraturą i został świadkiem koronnym. Wsypał nie tylko wspólników z półświatka, ale także opowiedział o swojej działalności w grupie TB 95.

Za sprawą zeznań „Haniora” 28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy policja zatrzymała 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy warszawskiej Legii. „Hrabia” uniknął i tego zatrzymania, ponieważ razem z kilkoma innymi „tedkami” ukrywał się już na terenie Wielkiej Brytanii.

Kluczowy świadek

„Hrabia” był poszukiwany przez cztery lata. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Po zatrzymaniu w okolicach Londynu został przetransportowany do Polski. Usłyszał zarzuty handlu narkotykami, głównie amfetamina i marihuaną. Nie przyznał się do zarzutów. Rafał Sz. może być jednak kluczowym świadkiem w sprawie Piotra C. ps. Staruch, lidera kibiców stołecznej Legii. W grudniu 2012 r. stołeczna Prokuratura Apelacyjna oskarżyła C. o kupno kilograma amfetaminy w maju 2010 r. „Staruch” odpowiada także za „przygotowania do wprowadzenia do obrotu” 5 kg amfetaminy. Zarzuty obciążające „Starucha” oparte są tylko na zeznaniach „Haniora”.

Piotr C. trafił do aresztu na osiem miesięcy. Od początku przekonywał o swojej niewinności. Obrona wskazywała, że zeznania „Haniora” są nieweryfikowalne, bo nie przesłuchano właśnie „Hrabiego”. A to Sz. miał wg słów świadka koronnego przekazać „Staruchowi” kilogram amfetaminy. Przed rokiem Piotr C. został uniewinniony od zarzutów. Prokuratura wniosła jednak apelacje. Jej kluczowym elementem może być osobowa Rafała Sz.

Grupa gangsterów i kiboli

Zorganizowana grupa przestępcza, której filarem był Rafał S. „Szkatuła”, została doszczętnie rozbita przez CBŚ w latach 2008-2012. Sam „Szkatuła” wpadł w zasadzkę policjantów w maju 2011 r. W sumie zatrzymano ponad 100 osób związanych z tym gangiem. Duża ich część, w tym i sam boss, została już osądzona i skazana.

Gang zarabiał miliony na handlu narkotykami. Był doskonale zorganizowany. Co dwa tygodnie członkowie grupy zmieniali swoje telefony komórkowe, wyrzucając karty SIM i same aparaty. Za nieprzestrzeganie tych zasad bezpieczeństwa można było zostać nawet pobitym. Normą były jednak wysokie kary pieniężne. Grupa miała także kilka arsenałów. W jednym z nich ukryto np. dwa Kałasznikowy, dwa pistolety Uzi, 10 pistoletów i kilka granatów. Broń była zabezpieczeniem podczas rozkminek, czyli spotkań z konkurencyjnymi bandami.
Żródło info i foto: TVP.info

Katowali człowieka, za narkotykowe długi

Przez niemal całą dobę kilku praskich bandytów katowało 39-letniego mężczyznę, znanego w światku praskich handlarzy narkotyków. Oprawcy byli tak brutalni, że połamali ofierze miednicę, kości nóg i żebra. Ponoć poszło o rozliczenia z handlu narkotykami. Stołeczni policjanci elitarnego wydziału „terroru” zatrzymali właśnie domniemanego organizatora porwania i katorgi. Wcześniej w ręce policji wpadł jego syn, również uczestnik krwawego zajścia.

W połowie września ubiegłego roku na warszawskim Targówku doszło do napadu na 39-letniego Tomasza K. Mężczyzna wyszedł z bloku, w którym mieszka i ruszył na parking. W tym momencie podjechał do niego jakiś samochód,z którego wyskoczyło kilku mężczyzn. Napastnicy błyskawicznie obezwładnili K. kilkoma ciosami, i półprzytomnego wrzucili do bagażnika swojego auta.

Piekło na działce

Napastnicy wywieźli porwanego do domku na terenie jednego z ogródków działkowych. Tam K. przeżył prawdziwy koszmar. – Napastnicy katowali go przez niemal całą dobę, z przerwami na odpoczynek. Skakali po nim, kopali i bili pięściami po całym ciele. W sumie połamali mężczyźnie miednicę, kości nóg i żebra. Do tego doszło kilkanaście mniej poważnych obrażeń. Poszło o rozliczenia, prawdopodobnie z handlu narkotykami – opowiada jeden z funkcjonariuszy wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw KSP.

Gdy oprawcy uznali, że Tomasz K. został przez nich odpowiednio „zmotywowany” do wykonania ich poleceń, wsadzili go ponownie do bagażnika i przywieźli do Warszawy, gdzie porzucili nieprzytomnego na jednej z ulic. Przypadkowa osoba wezwała pogotowie i K. trafił do szpitala.

Najpierw syn, potem ojciec

Skatowany mężczyzna nie chciał współpracować z policją. Funkcjonariusze „terroru” szybko jednak ustalili, kto może stać za porwaniem i pobiciem. W ciągu kilku dni zatrzymali 27-letniego Konrada S. Mężczyzna został aresztowany, ale nie przerwał zmowy milczenia.

Przed kilkoma dniami, policjanci byli już pewni, że Konrad S. brał udział w katowaniu K. razem ze swoim ojcem 52-letnim Zbigniewem S. Po krótkich poszukiwaniach starszy mężczyzna został zatrzymany. Usłyszał zarzut pozbawienia wolności człowieka połączony ze szczególnym udręczeniem, za co grozi co najmniej 3-letni wyrok. Zbigniew S. odpowie także za posiadanie 30 kg tytoniu bez akcyzy, który znaleziono w jego samochodzie.

Rodzina S. jest doskonale znana policjantom. W drugiej połowie lat 90 dwaj bracia Piotr i Leszek S. zorganizowali gang, który działał na Mazowszu w Garwolinie, Radzyminie, Ostrołęce. Do historii przeszła sprawa napadu bandy na dom w Feliksinie. 16 września 1997 r. przestępcy wpadli do rodziny G., która kierowała lokalną ubojnią. Napastnicy zaskoczyli śpiących domowników i od razu zaczęli ich katować, aby dowiedzieć się, gdzie ukryto pieniądze i kosztowności.

Przez kilka godzin napastnicy „oprawiali” siedmioro członków rodziny. Bili ich m.in. prętami. Podtapiali 15-letnią dziewczynę i jej 87-letnią babcię. Najwięcej uwagi bandyci poświęcili dwóm synom państwa G. – jeden miał 22 lata, drugi był o 11 lat starszy. Najpierw skatowali chłopaków, a później, gdy w czasie bicia jednemu z oprawców zsunęła się kominiarka, zastrzelili ich strzałem w głowę.

Bandyci uciekli zabierając w sumie ok. tysiąc zł. Rok później banda z zimną krwią zamordowała dwóch członków grupy podejrzewanych o „zbytnią gadatliwość”. Tragicznym zbiegiem okoliczności, jeden z mężczyzn przyjechał na spotkanie z kompanami ze swoja dziewczyną. Podzieliła ona los kochanka. Piotr S. został skazany na dożywocie, a jego brat Leszek na 25 lat więzienia.
Żródło info i foto: TVP.info

Handlowali narkotykami na dużą skalę

Policjanci z Sochaczewa i radomskiej Komendy Wojewódzkiej, przy wsparciu antyterrorystów, rozbili grupę podejrzaną o handel narkotykami na dużą skalę na terenie Sochaczewa. Funkcjonariusze zabezpieczyli prawie dwa kilogramy amfetaminy oraz ćwierć kilograma marihuany. W stosunku do zatrzymanych zapadły już wnioski o areszty. Mężczyznom grozi do 10 lat więzienia. Miesiące pracy funkcjonariuszy z komend w Sochaczewie i Radomiu przełożyły się na zatrzymanie pod koniec ubiegłego tygodnia osób uwikłanych w narkotykowy proceder. Policjanci z Wydziału Kryminalnego KPP w Sochaczewie wspólnie z funkcjonariuszami Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu, przy wsparciu policyjnych antyterrorystów, weszli do kilku mieszkań na terenie Sochaczewa.

W czasie ich przeszukania mundurowi odnaleźli prawie dwa kilogramy amfetaminy, prawie ćwierć kilograma marihuany oraz ponad 36 gramów haszyszu, a także wagi elektroniczne i inne przedmioty, które mogły być pomocne w handlu narkotykami.
Wobec dwóch zatrzymanych mężczyzn Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie wnioskowała do miejscowego sądu o areszt. Obaj spędzą najbliższe trzy miesiące w areszcie. Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań w sprawie. Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia.
Żródło info i foto: Policja.pl

19 członków gangu ożarowskiego zwolnionych z aresztu

19 członków gangu ożarowskiego zwolnił z aresztu warszawski sąd okręgowy – dowiedział się portal tvp.info. Mężczyźni zostali zatrzymani podczas obławy w marcu. Wśród nich jest jeden z liderów grupy Dariusz P. ps. Bolo z Grodziska. Prokuratorzy rozpracowujący tę bandę, mówią krótko: to zagrożenie dla skruszonych przestępców i całego śledztwa. Tym bardziej, że „Ożarów” jest uważany za jedną z najbardziej niebezpiecznych grup przestępczych w Polsce, która nie raz zastraszała już osoby współpracujące z organami ścigania.

Na początku września stołeczny sąd okręgowy rozpatrywał wniosek śledczych z Prokuratury Apelacyjnej o przedłużenie o kolejne trzy miesiące tymczasowych aresztów dla 19 członków gangu ożarowskiego. Gangsterzy zostali zatrzymani w czasie wielkiej obławy w dniach 6-7 marca 2014 r. Przedstawiono im zarzuty dokonania bardzo poważnych przestępstw, w tym handlu narkotykami oraz bronią i materiałami wybuchowymi.

– „Niektórzy z zatrzymanych są podejrzani o udział w obrocie od 60 do 150 kg amfetaminy i marihuany. Uderzyliśmy w liderów grupy i najważniejsze osoby bandy. Ponadto zarzuty dotyczyły okresu 2010-2014 r. czyli bardzo „świeżych” przestępstw. Spodziewaliśmy się, że na tym etapie śledztwa, przedłużenie aresztu będzie tylko formalnością, bo jest jeszcze wiele osób do przesłuchania i trzeba zrobić wiele konfrontacji. Ale sąd nas zaskoczył” – opowiada jeden z warszawskich śledczych.

Nie ma przesłanek do aresztu?

Sędzia XII wydziału karnego stołecznego sądu okręgowego uznał, że nie ma potrzeby dalszego trzymania gangsterów za kratami. Dlaczego? –Swoje stanowisko sąd okręgowy uzasadnił tym, iż część dowodów zgromadzonych w sprawie to dokumenty, które niezależnie od pozostawania podejrzanych w areszcie czy na wolności mogą być skompletowane. W związku z powyższym stosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanych nie jest możliwe – takie stanowisko sądu przedstawiła tvp.info sędzia Katarzyna Kisiel, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie do spraw cywilnych.

– „Niezależnie od wszystkiego wskazano również, iż uwzględniając, że czyny zarzucane podejrzanym niewątpliwie zagrożone są surową karą pozbawienia wolności, co stwarza domniemanie, że podejrzani mogą podejmować działania mające na celu bądź to uniknięcie odpowiedzialności karnej, bądź jej zminimalizowanie, to jednak wskazano na brak przesłanek do przedłużenia tymczasowego aresztowania” – dodała rzeczniczka. Ciekawe, że sąd w uzasadnieniu swojej decyzji nie odniósł się w ogóle do informacji prokuratury, o tym, że konieczne są jeszcze dziesiątki przesłuchań w sprawie. De facto, wnioski sądu to kilka zdań, bez wdawania się w szczegóły.

Zagrożone życie „skruszonych”

Większość gangsterów, którzy zostali tak łaskawie potraktowani przez sądy, już została wypuszczona na wolność. Ku rozpaczy i bezsilności prokuratorów i policjantów.

– To nie jest kwestia nieporozumień na linii sąd-prokuratura. To sprawa bezpieczeństwa wielu osób. Ludzie, którzy zdecydowali się złamać zmowę milczenia, z pewnością chcieli liczyć na to, że osoby które obciążają swoimi zeznaniami nie będą dla nich zagrożeniem. A tymczasem dostali sygnał, że nie opłaca się być skruszonym, bo ich dawni kompani po zatrzymaniu bardzo szybko odzyskali wolność. Obawiamy się, że niektóre osoby mogą wycofać się ze współpracy z wymiarem sprawiedliwości. I trudno się im dziwić. Dla nas to jest storpedowanie śledztwa – podkreśla warszawski śledczy.

Śledczy nie kryją, że nie spodziewają się, by nawet po rozpatrzeniu ich zażalenia na decyzję sądu, udało się ponownie zatrzymać całą dziewiętnastkę.

Sąd zapomniał o „Bedziu”

Najważniejszymi postaciami „Ożarowa”, które zostały zatrzymane w marcu są dwaj osławieni stołeczni gangsterzy Robert B. ps. Bedzio i Dariusz P. ps. Bolo z Grodziska. Pierwszy miał tak duże szczęście, że sąd rejonowy nie zgodził się na jego aresztowanie. Prokuratura zażaliła tę decyzję i sąd okręgowy nakazał ponowne rozpatrzenie wniosku o areszt. Tyle tylko, że do dzisiaj sąd rejonowy nie wyznaczył terminu posiedzenia w tej sprawie. Nikt nie ma już wątpliwości, że po decyzji z początku września o nieprzedłużeniu aresztów innym członkom „Ożarowa”, „Bedzio” raczej nie trafi za kraty.

Robert B. ps. Bedzio, to były ochroniarz i przyjaciel założyciela gangu – Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing. Kiedy w grudniu 1999 r. w Zakopanem zamordowano „Pershinga”, Robert B. natychmiast przyjechał na miejsce. Był też gotów iść na wojnę z gangiem pruszkowskim, aby pomścić śmierć druha. „Bedzio” nie tylko był zaufanym człowiekiem osławionego bossa, ale nawet związał się z jego córką.

Jednak przed kilku laty gangster zaczął robić interesy m.in. z Adamem D. ps. Młody Wańka (synem jednego z członków zarządu „Pruszkowa”). Trafił do więzienia, a po odsiadce wrócił do „Ożarowa”. W czerwcu 2004 roku do Robert B. zasłynął próbą storpedowania swojego wyroku. Trafił do szpitala przy ul. Wołoskiej w Warszawie. „Bedzio” przekonywał, że cierpi na dyskopatię. Dr Monika B. wykonała u niego prosty zabieg, po którym miał przechodzić trzytygodniową rekonwalescencję w szpitalu. Jednak sąd sprawdził zwolnienia „Bedzia” uznając, że to tylko wybieg, mający chronić gangstera przed odsiadką. Karetka odwiozła przestępcę ze szpitala do więzienia na Rakowiecką w Warszawie.

Szczęściarz „Bolo”

O braku szczęścia do wymiaru sprawiedliwości nie może mówić także Dariusz P. ps. Bolo z Grodziska. To także jeden z osławionych stołecznych gangsterów, którego policja i prokuratura wiązały z dawnym gangiem pruszkowskim. W grudniu 2012 r. stawił się na przesłuchanie w Prokuraturze Apelacyjnej, która podejrzewała go o udział w obrocie heroiną. Prokuratura wnosiła do sądu o jego aresztowanie. Ku zaskoczeniu śledczych wolski sąd rejonowy uznał, że nie ma takiej potrzeby, ponieważ do przestępstwa miało dojść w 2006 r. i „teraz nie zachodzi obawa matactwa, bo gdyby chciał to robić, mógł to zrobić przez ostatnie lata”. Sam Dariusz P. przekonywał sąd, że trzykrotnie był sądzony za handel narkotykami i za każdym razem zapadał wyrok uniewinniający.

W marcu 2014 r. sąd rejonowy aresztował P., ale za sprawą decyzji sądu okręgowego, jest on już ponownie na wolności.

Wyprodukowali ponad tonę narkotyków

Podczas marcowej obławy na gang ożarowski zatrzymano w sumie 28 osób, w tym „kapitanów” grupy. Sąd aresztował wówczas 19 gangsterów. Podczas przeszukań znaleziono kilkadziesiąt tysięcy złotych, 10 kg trotylu, 3 kg plastycznego materiału wybuchowego, 6 granatów i 6 sztuk broni palnej wraz z amunicją. Śledczy przyznawali wówczas nieoficjalnie, że gang mógł wyprodukować i sprzedać ponad tonę amfetaminy i 170 litrów BMK. Obława była kontynuacją uderzeń z sierpnia i grudnia 2013 r. gdy zatrzymano ponad 20 osób związanych z grupą ożarowską. Według skruszonych przestępców gang dysponował kilkoma prężnie działającymi laboratoriami, w których wytwarzano amfetaminę. Rozbicie grupy było zaś możliwe, dzięki przerwaniu zmowy milczenia przez kilku gangsterów.

Matecznik stołecznej mafii

„Ożarów” pojawił się na przestępczej mapie Polski już w latach 80. za sprawą jego charyzmatycznego lidera „Pershinga”. Grupa z podwarszawskiego Ożarowa zaczynała od kradzieży ze sklepów i rozbojów, by w latach 90. zająć się napadami na hurtownie i transporty z przemycanym spirytusem. Gang szybko rósł w siłę i w pierwszej połowie lat 90. połączył się z gangiem pruszkowskim. W ramach jednej grupy, „ożarowscy” cieszyli się dużą autonomią, ale musieli oddawać część zysków do wspólnej kasy „Pruszkowa”. Jednak już pod koniec lat 90. doszło do rozdziału grupy ożarowskiej od silniejszego sojusznika. W nowe stulecie gang wszedł mocno przetrzebiony i ograniczył się do utrzymania wpływów w części Warszawy. Przed kilku laty gang ożarowski przeniósł część swoich interesów do województwa lubelskiego, głównie do stolicy regionu. Bandyci stworzyli sieć handlarzy i przemytników narkotyków, uruchomili nawet kilka własnych laboratoriów amfetaminowych. Jednak w ostatnich lat lubelscy rezydenci „Ożarowa” zostali zatrzymani.
Żródło info i foto: TVP.info

HSBC zapłaci 1,9 mld dolarów rządowi USA za pranie brudnych pieniędzy

Brytyjski bank HSBC zapłaci rekordową karę – co najmniej 1,9 mld dolarów – za udział w skandalu z praniem brudnych pieniędzy – poinformowały agencja Bloomberg i dziennik „New York Times”. Oficjalny komunikat amerykańskie władze mają wydać we wtorek. Rzecznik HSBC nie chciał w poniedziałek wypowiadać się w tej kwestii. Według amerykańskich mediów, podczas negocjacji z USA bank zgodził się na zapłacenie tej kary. Jedna z komisji Senatu USA poinformowała w lipcu, że brak kontroli w HSBC dotyczącej prania brudnych pieniędzy umożliwił kartelom narkotykowym i terrorystom dostęp do amerykańskiego systemu finansowego. Tylko w latach 2007-2008 przez HSBC przepłynęło z Meksyku do USA 7 mld dolarów, z czego znaczna część miała pochodzić z handlu narkotykami. Żródło info i foto: tvn24.pl

Jak kalabryjska mafia prała brudne pieniądze

Kalabryjska mafia prała brudne pieniądze z handlu narkotykami kupując kupony od zwycięzców włoskiej gry liczbowej SuperEnalotto. Ze zwycięskimi kuponami mafiosi zgłaszali się do kas totalizatora po odbiór wygranej. Mafiosi wyprali w ten sposób ogromne ilości pieniędzy pochodzących z przestępczej działalności. Ich wysłannicy zgłaszali się do osoby, która wygrała znaczną sumę w popularnej włoskiej grze i kupowali od niej kupon z trafnie skreślonymi liczbami; do wygranej sumy dodawali kwotę za jego odstąpienie. W rezultacie prawdziwy zwycięzca SuperEnalotto dostawał więcej niż wynosiła rzeczywista wygrana, a mafia prała przestępcze dochody. Następnie z kuponem gangsterzy zgłaszali się do organizatora gry, firmy Sisal, by odebrać rzekomo wygrane pieniądze. Żródło info i foto: Radio ZET.pl