Holandia: Sąd ogłosił, że tymczasowo wstrzymuje wysyłanie do Polski podejrzanych lub skazanych

Sąd Okręgowy w Amsterdamie ogłosił, że tymczasowo wstrzymuje wysyłanie do Polski podejrzanych lub skazanych w Holandii obywateli RP. Swoją decyzję sąd motywuje obawami o niezawisłość polskiego wymiaru sprawiedliwości. Komunikat wydała Międzynarodowa Izba Pomocy Prawnej (IRK) Sądu Okręgowego w Amsterdamie. W lipcu sąd zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z pytaniem, czy może wysłać do Polski jednego podejrzanego.

Unia Europejska. Podobna sprawa miała już miejsce

Choć sprawa dotyczyła narkotyków, holenderski sąd uznał, że polskie sądy mogą nie być w pełni niezależne od rządu i zadecydował o zatrzymaniu mężczyzny. To nie pierwsza taka sytuacja. Z podobną sprawą mieliśmy do czynienia w 2018 roku. Wówczas, to sąd irlandzki, z tych samych przyczyn, nie zdecydował się przekazać Polsce podejrzanego.

Ostatecznie TSUE wydało orzeczenie, z którego wynikało, że wstrzymanie ekstradycji może odbywać się tylko w wyjątkowych przypadkach. A sprawy kryminalne do takich się nie zaliczają. Pod wpływem orzeczenia irlandzki sąd zmienił decyzję i postanowił przekazać mężczyznę polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.
Źródło info i foto: wp.pl

Rodzice chorego na autyzm 7-latka, którzy uciekli z Holandii do Polski poszukiwani ENA

Adwokat Bartosz Lewandowski powiedział w rozmowie z PAP, że obecnie polska policja aktywnie poszukuje rodziców i domaga się od pełnomocników informacji o miejscu ich pobytu.

– Za rodzicami chorego na autyzm 7-letniego Martina Holandia wystawiła już europejski nakaz aresztowania. Rodzice deklarują, że dobrowolnie stawią się w prokuraturze – poinformował Lewandowski.

O sprawie 7-letniego cierpiącego na autyzm Martina świat usłyszał w lutym 2018 r., kiedy w środku nocy chłopiec został odebrany rodzicom przez holenderską opiekę społeczną.

– Powodem były zarzuty rzekomych zaniedbań ze strony rodziców formułowane przez sąsiadów – przekazywał wcześniej PAP mec. Bartosz Lewandowski, jeden z pełnomocników rodziny.

Chłopiec przyszedł na świat w australijsko-rosyjskiej rodzinie, która od kilkunastu lat mieszkała w Holandii. Ojciec Martina – Conrad jest informatykiem, a mama chłopca – Katya z wykształcenia prawniczką.

Martin dorastał w Holandii, gdzie wskutek starań rodziców, zdiagnozowano u niego ciężką postać autyzmu.

– Władze holenderskie, które zainteresowały się rodziną z uwagi na sygnały od sąsiadów, zlekceważyły rozpoznane u Martina zaburzenie rozwojowe polegające m.in. na braku komunikacji z rówieśnikami adekwatnego do wieku czy niekontrolowane wybuchy złości, przypisując ich przyczynę zaniedbaniom rodzicielskim i rzekomej przemocy ze strony rodziców – wyjaśniał mec. Bartosz Lewandowski.

Przez pierwsze 13 miesięcy po odebraniu chłopca rodzicom Conrad i Katya mieli ograniczone możliwości widzeń z synkiem.

– Wskutek walki o dziecko umożliwiono rodzicom widzenia z Martinem kilka godzin w tygodniu. Podczas spotkań z mamą i tatą, chłopiec wykazywał ogromną radość oraz nawiązywał z nimi kontakt, co nie miało miejsca w odniesieniu do innych osób. U Martina z uwagi na rozłąkę nastąpił znaczny regres rozwojowy. Chłopiec w trakcie spotkań zakomunikował rodzicom chęć ucieczki – powiedział mec. Lewandowski.

Wówczas Conrad i Katya podjęli decyzję o zostawieniu całego majątku w Holandii, zabraniu synka bez powiadamiania władz i ucieczki do Polski w celu zapewnienia mu rehabilitacji i terapii, która nie była zapewniana ze strony holenderskich organów.

– Jest to kolejna sprawa, w której polskie organy są proszone o udzielenie ochrony niesłusznie i bezprawnie rozbitym rodzinom, pochodzącym z wysoko rozwiniętych krajów – powiedział mec. Lewandowski.

W zeszły czwartek mec. Lewandowski poinformował też, że został złożony formalny wniosek o azyl dla rodziny den Hertog na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Dodał, że liczy na wsparcie Ministerstwa Sprawiedliwości, ponieważ ta sprawa „powinna być bezwzględnie rozstrzygnięta na korzyść rodziców”.
Źródło info i foto: onet.pl

Holandia: Środek do czyszczenia rur zamiast płynu do dezynfekcji. Poparzeni klienci jednego ze sklepów

Klienci i pracownik IKEI z poparzeniami pierwszego stopnia – to efekt pomyłki jednej ze sprzątaczek w holenderskim Haarlem, która wypełniła butelkę po płynie dezynfekującym… środkiem do czyszczenia kanalizacji. Przedstawiciele sklepu wydali oświadczenie. Do zdarzenia doszło w sobotę, jednak lokalne media poinformowały o incydencie w ostatnią środę. Na stronie internetowej publicznego nadawcy NOS opublikowano zdjęcia rąk poparzonych ludzi.

Dozownik z niebezpiecznym środkiem został postawiony przed wejściem do sklepu. Na „dezynfekcję” zdecydowało się co najmniej kilka osób. Gdy zorientowano się, że doszło do pomyłki, na miejsce wezwano policję i zespół pogotowia ratunkowego. Trzy osoby – pracownik i dwoje klientów – wymagały pomocy ratowników.

„Pomyliła etykiety”

Jak ustaliła policja osobą, która wypełniła butelkę była jedna z pracownic sprzątających, „niemówiąca dobrze po niderlandzku”. Kobieta tłumaczyła, że pomyliła etykiety płynów. Przedstawiciele sklepu proszą o kontakt poszkodowane osoby. Według wstępnych informacji kontakt z płynem mogło mieć co najmniej 10 klientów.

„Najmocniej przepraszamy, za to co się wydarzyło. Zawsze zapewniamy bezpieczeństwo przy robieniu zakupów, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca” – poinformowano w oświadczeniu. Niewykluczone, że poszkodowani będą domagali się odszkodowania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

25-latek będąc na kwarantannie zorganizował rodzinną imprezę

25-latek z Wąbrzeźna, odbywający kwarantannę domową po powrocie z Holandii, zorganizował w swoim mieszkaniu imprezę. Jej wynik jest taki, że cztery kolejne osoby objęto zakazem opuszczania domu przez 14 dni, a sprawa znajdzie finał w sądzie.

Oficer prasowy KPP w Wąbrzeźnie mł. asp. Krzysztof Świerczyński poinformował w poniedziałek, że funkcjonariusze otrzymali w sobotni wieczór informację o imprezie odbywającej się w mieszkaniu 25-latka, który wrócił kilka dni temu z Holandii. Na miejsce natychmiast pojechał specjalnie wyposażony i zabezpieczony patrol policji.

Funkcjonariusze niestety potwierdzili treść zgłoszenia. Jak ustalili, 25-latek dzień wcześniej przekroczył granicę naszego kraju, gdzie przez Straż Graniczną poinformowany został o konieczności powrotu do miejsca zamieszkania w ciągu najbliższych 24 godzin. W mieszkaniu miał odbyć dwutygodniową kwarantannę” – poinformował oficer prasowy KPP w Wąbrzeźnie.

Mężczyzna postanowił jednak nic sobie nie robić z zakazu opuszczania domu przez dwa tygodnie i już na drugi dzień zorganizował rodzinne spotkanie. W efekcie tego kolejne cztery osoby zostały objęte kwarantanną. Ponadto wszyscy muszą liczyć się z odpowiedzialnością za popełnione wykroczenie. Grozi im wysoka grzywna. O jej wymiarze zadecyduje sąd”– wskazał mł. asp. Świerczyński. Jak ustaliła PAP, obowiązkową kwarantanną objęci zostali krewni narzeczonej 25-latka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kolejny list z bombą w Holandii

W biurze banku ING w Amsterdamie doszło w czwartek do „niewielkiej eksplozji” listu z materiałami wybuchowymi. Nikt nie odniósł obrażeń – poinformowała rzeczniczka placówki. Policja oświadczyła, że w ramach środków ostrożności do budynku banku wysłano karetkę pogotowia, gdyż jedna osoba miała kontakt z dymem z płonącej przesyłki.

W ostatnich dniach do różnych miast w Holandii trafiły listy z materiałami wybuchowymi. W czwartek policja poinformowała o rozbrojeniu ładunku, który trafił do jednej z firm technologicznych w miejscowości Leusden niedaleko Utrechtu. Z kolei w środę doszło do dwóch niewielkich eksplozji w pomieszczeniach do sortowania poczty w firmach w Amsterdamie i w położonym na południowym wschodzie kraju Kerkrade.

Funkcjonariusze sił bezpieczeństwa podejrzewają, że wszystkie incydenty z przesyłkami są ze sobą powiązane. Poinformowali, że nadawca listów to szantażysta, który domaga się zapłaty w bitcoinach. Policja prowadzi śledztwo w sprawie listów z materiałami wybuchowymi od 3 stycznia. Przechwycono wówczas przesyłki, które zostały nadane do kilku firm, m.in. hotelu, stacji paliw i warsztatu samochodowego.
Źródło info i foto: interia.pl

Dwa wybuchy w Holandii. Policja ustaliła motyw

Motywem wysłania dwóch listów, które eksplodowały w środę rano w dwóch przedsiębiorstwach w Holandii, było wymuszenie – poinformowała holenderska policja, nie podając więcej szczegółów. W wybuchach nikt nie odniósł obrażeń.

Do eksplozji doszło w pomieszczeniach do sortowania poczty w firmach w Amsterdamie i w położonym na południowym wschodzie kraju Kerkrade. Nie jest jasne, czy oba zdarzenia były ze sobą powiązane. W ubiegłym miesiącu listy z materiałami wybuchowymi zostały wysłane do kilku firm w Holandii. Nie doszło wówczas do eksplozji, nikt też nie został w związku ze sprawą aresztowany. Policja nie ujawniła żadnych informacji dotyczących tych przesyłek i możliwych motywów. Nie podała także, czy dwie eksplozje, do których doszło w środę, są powiązane z listami wysłanymi w styczniu.

Nie mamy informacji, czy te dwa ataki jakkolwiek się ze sobą łączą – powiedziała niderlandzka policja.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Holandia: Dwie eksplozje w placówkach pocztowych. Materiały wybuchowe ukryte w listach

W dwóch przedsiębiorstwach w Holandii eksplodowały w środę rano listy zawierające prawdopodobnie materiał wybuchowy, ale nikt nie został przy tym ranny – poinformowała na Twitterze holenderska policja. Wybuchy miały miejsce w firmowych placówkach pocztowych w Amsterdamie i w położonym na południowym wschodzie kraju Kerkrade.

Policja nie jest na razie w stanie powiedzieć, czy między obu tymi wydarzeniami istnieje związek. Nie jest także jasne, jak duże są powstałe szkody. W ubiegłych tygodniach w kilku holenderskich przedsiębiorstwach i instytucjach wykryto listy zawierające materiał wybuchowy, ale nie doszło tam do żadnej eksplozji. Policja nie dysponuje na razie jakimikolwiek wskazaniami na temat sprawców i ich motywów.
Źródło info i foto: interia.pl

Holandia: Zaginęła 14-letnia Julia Walicka. Apel policji

Nastolatka zaginęła we wtorek po południu. Ostatnio była widziana w miejscowości Drachten, gdzie mieszka. Julia Walicka poruszała się na niebieskim rowerze. Do tej pory nie skontaktowała się z rodziną. Julia Walicka ostatnio była widziana w holenderskim mieście Drachten, gdzie mieszka. Zaginęła we wtorek po godzinie 14. Od tego momentu nie zawiązała kontaktu z rodziną. Prawdopodobnie zabrała ze sobą dodatkowe ubrania.

14-latka poruszała się na niebieskim rowerze Batavus. Jak podaje profil na Facebooku „Zaginieni przed laty” dwukołowiec został odnaleziony. Istnieje zagrożenie dla życia i zdrowia nastolatki. Julia jest szczupłej budowy ciała, ma brązowe oczy i włosy w kolorze ciemny blond. W dniu zaginięcia nastolatka była ubrana w czarny kombinezon z pionowym paskiem wzdłuż nogi, białe sportowe buty i kremowy płaszcz typu „body”.

Jeśli ktokolwiek posiada informacje na temat nastolatki proszony jest o niezwłoczny kontakt z holenderską policją pod numerem 0900-8844 lub 0800-6070. Należy podać numer referencyjny 2020020377. Osoby spoza Holandii proszone są o wybranie numeru +31793459876.
Źródło info i foto: wp.pl

CBŚP zatrzymało członków gangu przemycającego narkotyki

Policjanci warszawskiego CBŚP rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie są podejrzani o produkcję, przemyt oraz wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków – przekazała w piątek rzeczniczka CBŚP, komisarz Iwona Jurkiewicz. Do sprawy zatrzymano już łącznie 22 osoby, w tym szefa grupy – Krzysztofa B., pseudonim „Trapez”.

Według śledczych, grupa „Trapeza” mogła działać na terenie Warszawy i jej okolic od maja 2016 r. „W tym czasie wprowadzili na rynek ogromne ilości środków odurzających i substancji psychotropowych” – przekazała komisarz.

Przemycali narkotyki z Holandii

„Z zebranego materiału dowodowego wynika, że z Holandii przemycano za pośrednictwem zaufanych kurierów marihuanę i płynną amfetaminę, którą na miejscu wytrącano i w sproszkowanej formie wprowadzano do obrotu” – tłumaczyła policjantka.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński, do pierwszych zatrzymań doszło w czerwcu 2019 r. „Zatrzymano wtedy dziewięć osób zaangażowanych w przestępczy proceder, w tym kierującego grupą 34-letniego Krzysztofa B., pseudonim ‚Trapez'” – podkreślił Łapczyński.

Prokurator dodał, że podczas czerwcowych zatrzymań zlikwidowano magazyn narkotyków, w którym podejrzani przechowywali środki odurzające. Łącznie zabezpieczono wówczas ponad 30 kg różnego rodzaju narkotyków.

Kolejne zatrzymania czterech osób, podejrzanych o udział w grupie Krzysztofa B., miały miejsce w listopadzie na przejściu granicznym w Świecku podczas przemytu środków odurzających z Holandii. Według śledczych, przemycane narkotyki miały trafić do Warszawy.

„To również nie spowodowało zaprzestania przestępczej działalności, więc z początkiem grudnia zadano kolejny cios, rozbijając zorganizowaną grupę przestępczą” – podkreśliła komisarz Jurkiewicz.

22 osoby ze statusem podejrzanych
W trakcie grudniowej akcji funkcjonariusze zatrzymali 10 podejrzanych oraz jedną osobę współpracującą z grupą.

„Zatrzymani po doprowadzeniu do Prokuratury Okręgowej w Warszawie usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, produkcji narkotyków oraz wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych, z czego uczynili sobie stałe źródło dochodów” – wyliczył prokurator Łapczyński.

Dodał, że na poczet grożących im kar zabezpieczono mienie o wartości ponad 400 tys. zł.

Wskazał także, że w tej sprawie status podejrzanych posiadają 22 osoby. Dwunastu z nich zostało tymczasowo aresztowanych, natomiast wobec pozostałych podejrzanych zastosowano dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.

Za zarzucane im czyny może grozić nawet do 12 lat więzienia.

Z kolei rzeczniczka CBŚP podkreśliła, że sprawa ma charakter rozwojowy i śledczy nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl

34-letni Polak pobity i dźgnięty nożem w holenderskim Roosendaal

W holenderskiej miejscowości Roosendaal doszło do bójki między dwoma mężczyznami, poszło o pokój. Jeden z nich z ranami kłutymi trafił do szpitala. Policjant podczas patrolu ulicami Roosendall na południu Holandii został zaalarmowany przez ludzi, że w jednym z domów doszło do awantury. Funkcjonariusz po chwili napotkał na ulicy mężczyznę, który utrzymywał, że został pobity przez kilka osób, a co więcej – został dźgnięty nożem.

Na miejsce wezwano ambulans, ranny trafił do szpitala. Jeszcze w trakcie udzielania mu pomocy, 34-latek wyjawił, kto, jego zdaniem, mógł zadać mu ciosy nożem. Policjanci we wskazanym mieszkaniu zobaczyli m.in. ślady krwi na ścianach i zatrzymali tam 20-latka, wskazanego przez rannego.

Awantura o pokój w Holandii. 34-letni Polak ranny

Holenderska policja opisuje, jak według poszkodowanego, doszło do całej awantury. 34-latek na kilka dni wyjechał do Polski w związku z pogrzebem, a gdy wrócił do mieszkania w Roosendaal, w swoim pokoju zastał „nowego” lokatora. Doszło do kłótni między nim, a innymi mieszkańcami. Wtedy zaczęto go bić, a jeden z mężczyzn w lokum wyciągnął nóż i dźgnął go kilka razy.

Policja obecnie ustala wszystkie szczegóły zajścia. Holenderskie służby nie wskazały narodowości pozostałych uczestników zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl