W przyszłą środę będzie gotowy raport z pracy komisji ds. Amber Gold

W przyszłą środę na posiedzeniu komisji zostanie posłom udostępniony raport końcowy – poinformowała w czwartek PAP przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS). W raporcie tylko dwie instytucje państwowe oceniono pozytywnie – KNF i Ministerstwo Gospodarki – dodała.

Podczas posiedzenia komisji raport zostanie udostępniony, a potem posłowie dostaną czas na zapoznanie się z nim – powiedziała Wassermann.

Raport na ten moment, a cały czas jeszcze coś dopisujemy, ma 633 strony, więc dam członkom komisji około miesiąca na zapoznanie się, sformułowanie uwag, potem będzie dyskusja, głosowanie, no i kończymy pracę – dodała szefowa komisji.

Pytana o główną tezę raportu Wassermann zwróciła uwagę, że „obowiązkiem komisji było badanie instytucji państwowych, które podlegały kontroli Sejmu”. Podkreśliła, że komisja nie miała za zadanie np. ustalać, gdzie jest przechowywane złoto Amber Gold albo gdzie zostały przekazane pieniądze.

Komisja tylko i wyłącznie miała za zadanie analizę postępowania tych funkcjonariuszy publicznych, którzy podlegają kontroli Sejmu – zaznaczyła Wassermann.

Przyznała też, że z powodów prawnych zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa komisja przekazywała na bieżąco, a nie zostawiała sobie na koniec prac.

Gdy zobaczyłam w roku 2016 dokumenty, zorientowałam się, że w przypadku dużej części przestępstw jesteśmy na granicy przedawnienia, nie możemy więc czekać, tylko musimy te zawiadomienia przesyłać na bieżąco – wyjaśniła.

Jak dodała, zawiadomienia zostały więc przekazane i „postępowania się toczą, nawet z efektami”. – Pokażę wyniki pracy prokuratury, na tyle ile mogę, żeby nie utrudnić postępowania – zapowiedziała. We wnioskach końcowych, związanych z raportem, wniosków do prokuratury już jednak nie będzie – przyznała.

Szefowa komisji dodała, że ocena instytucji państwowych, zawarta w raporcie „jest w największej części krytyczna”. – Są tylko dwie instytucje, które możemy ocenić pozytywnie lub pozytywnie z pewnymi uwagami, natomiast większość z tych ocen jest bardzo zła – powiedziała.

Te dwie instytucje ocenione pozytywnie to Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Pozostałe, jak dodała, działały „w sposób zły albo nawet krytyczny”. Do instytucji najgorzej ocenionych należy np. prokuratura – poinformowała szefowa komisji.

Zgodnie z ustawą o sejmowej komisji śledczej, jej przewodniczący przygotowuje i przedstawia komisji projekt stanowiska w badanej przez komisję sprawie. Do tego stanowiska członkowie komisji mogą zgłaszać poprawki. Ostatecznie swój końcowy raport komisja przyjmuje w drodze uchwały.

Celem powołanej w lipcu 2016 r. komisji śledczej było zbadanie i ocena prawidłowości i legalności działań podejmowanych wobec Amber Gold przez rząd, w szczególności ministrów: finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych. Od początku funkcjonowania komisja przesłuchała 150 świadków, zapoznała się też z dokumentami.

Do zadań komisji należało też zbadanie działań, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes UOKiK, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie ABW i CBA oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni. Komisja śledcza miała także zbadać działania podejmowane ws. Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Ostatnim przesłuchiwanym świadkiem, w listopadzie 2018 roku, był były premier Donald Tusk. Poza nim w 2018 roku zeznania przed komisją złożyli m.in. b. szef resortu finansów Jan Vincent-Rostowski, b. wiceszef MF Andrzej Parafianowicz, oraz b. szefowie: KPRM Tomasz Arabski, MSW – Jacek Cichocki, CBA – Paweł Wojtunik, ABW – Krzysztof Bondaryk, BOR – gen. Marian Janicki, a także syndyk masy upadłości Amber Gold Józef Dębiński.

We wrześniu ub. roku komisja zdecydowała, że m.in. wobec Parafianowicza złoży zawiadomienie do prokuratury „za szereg elementów składających się na niedopełnienie obowiązków po jego stronie” w związku ze sprawą Amber Gold.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Prawie tysiąc ataków na muzułmanów i ich instytucje w 2017

Czy islam należy do Niemiec, czy też Niemcy się islamizują, jak twierdzi niemiecka skrajna prawica? W ubiegłym roku naliczono w RFN prawie tysiąc ataków na muzułmanów i ich instytucje.

Do czynów karalnych wymierzonych w muzułmanów zamieszkałych w Niemczech, ujętych już w policyjnych statystykach, należą najrozmaitsze zachowania. Od fali hejtu w Internecie i mediach społecznościowych i listów z pogróżkami począwszy, przez próby zdzierania chust z głów muzułmanek na ulicy, na czysto fizycznych napaściach na muzułmanów w miejscach publicznych kończąc. Jak wynika z danych policyjnych, wskutek nich obrażenia odniosły 33 osoby.

Odrębną kategorię stanowią ataki na muzułmańskie instytucje religijne i kulturalne. Przybierają one różną formę. Na przykład malowanie swastyk na ścianach meczetów, często przy użyciu świńskiej krwi zamiast farby. To samo można zobaczyć na ścianach muzułmańskich towarzystw kulturalnych i innych obiektów. Jak wynika z odpowiedzi ministerstwa spraw wewnętrznych na zapytanie klubu poselskiego partii Lewica w Bundestagu, takich ataków w roku ubiegłym było ok. 60.

W niemal wszystkich przypadkach sprawcami byli przedstawiciele niemieckiej skrajnej prawicy. Ponieważ ataki na muzułmanów i ich instytucje zaczęto rejestrować dopiero od początku ubiegłego roku, nie można jeszcze powiedzieć nic pewnego o antyislamskim trendzie w Niemczech. Czy przybrał on na sile w porównaniu z sytuacją w roku 2016, czy też – przeciwnie – osłabł.

PEGIDA poza statystykami
Niezależnie od wymienionych wyżej ataków na muzułmanów i ich instytucje, w roku ubiegłym w Niemczech zorganizowano blisko 90 demonstracji i wieców protestacyjnych z udziałem różnej liczby osób. Ich uczestnicy protestowali przeciwko, jak twierdzą organizatorzy tych imprez, „postępującej islamizacji Niemiec”. W tej liczbie nie mieszczą się marsze protestacyjne organizowane w Saksonii, ale nie tylko, przez ruch pod nazwą Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu (PEGIDA).

Przewodniczący Centralnej Rady Muzułmanów w Niemczech(ZMD) Aiman Mazyek jest przekonany, że podane wyżej liczby nie odzwierciedlają prawdziwego natężenia antymuzułmańskich nastrojów w RFN i nie odpowiadają prawdzie. Jego zdaniem takich ataków było dużo więcej.
Źródło info i foto: interia.pl

W Niemczech brakuje policjantów

W niemieckiej policji i innych instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju brakuje 15 tys. etatów – powiedział w sobotę niemiecki minister sprawiedliwości Heiko Maas. Jego zdaniem, ta sytuacja grozi utratą zaufania do państwa prawa.

Kolejne 2 tys. etatów trzeba stworzyć w wymiarze sprawiedliwości – zaznaczył Maas w wywiadzie dla gazet wydawanych przez grupę medialną Funke.

Jak podkreślił, obywatele mogą stracić zaufanie do państwa prawa, jeżeli będą mieli wrażenie, że z powodu braków kadrowych nie są w stanie wyegzekwować swoich praw. Polityk SPD zaapelował do przyszłego rządu o zainwestowanie w policję i wymiar sprawiedliwości. – Lepsze ustawy nic nie pomogą, jeżeli prawo nie jest egzekwowane – zastrzegł.

Związek Zawodowy Policji (GdP) poinformował w piątek, że niemieccy policjanci wypracowali w zeszłym roku 22 mln nadgodzin. Głównym powodem dodatkowej pracy są ponadplanowe obowiązki, w tym akcje specjalne w rodzaju ochrony szczytu G20 w Hamburgu, czy ochrona granic państwa i ośrodków dla uchodźców, a także walka z terroryzmem.

GdP domaga się stworzenia w policji dodatkowych 20 tys. etatów. – Policja nie dysponuje żadnymi rezerwami kadrowymi – ostrzegł szef związku Rainer Wendt.
Źródło info i foto: TVP.info

Ogromny atak hakerski na firmy oraz instytucje w Europie i w USA

Zmasowany cyberatak na firmy i instytucje w całej Europie. Najbardziej odczuwalny jest na Ukrainie i w Rosji. Ofiarą ataków hakerskich padł również m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations oraz terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie. Fala ataków hakerskich dotarła też do USA, gdzie pierwszym celem stał się koncern farmaceutyczny Merck.

Największe skutki uboczne ataku odczuwa Ukraina. To największy cyberatak w naszej historii – twierdzą tamtejsze władze.

Kłopoty mają tam klienci co najmniej pięciu banków prywatnych, ale także państwowych – przede wszystkich przy dokonywaniu płatności kartą i dokonywaniu przelewów. Problemy dotykają też pasażerów zaatakowanego kijowskiego metra. Na głównym lotnisku w ukraińskiej stolicy poinformowano o możliwych opóźnieniach w kursowaniu samolotów. Działalność innych firm – kolei, poczty, czy koncernów energetycznych i paliwowych też jest utrudniona, bo zablokowane są ich komputery. Jak mówią ukraińscy eksperci, uporanie się ze skutkami cyberataku może potrwać kilka dni.

Ukraiński wicepremier Pawło Rozenko przyznaje, że hakerzy unieruchomili również komputery rządowe. Zamieścił na portalu społecznościowym zdjęcie obrazujące atak, opatrzone komentarzem: (…) Nasza sieć też padła. Taki obrazek pokazują wszystkie komputery w KMU (siedzibie rządu).
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBA sprawdza stołeczną straż miejską

Stołeczna straż miejska pod lupą Centralnego Biuro Antykorupcyjnego. Chodzi o nieprawidłowości przy udzielaniu niektórych zamówień publicznych. Agenci zabezpieczają dokumentację i korespondencję internetową, związaną z organizacją przetargów, ich wykonaniem i rozliczeniem.

– Potwierdzam, że rzeczywiście pracownicy CBA znajdują się w siedzibie straży miejskiej. Ze swojej strony zapewniamy wszelką możliwą współpracę. Tę współpracę zapewnialiśmy też innym instytucjom. Straż miejska jest właściwie stale kontrolowana przez różne organy i instytucje – powiedziała Fakt24.pl Monika Niżniak, rzecznik stołecznej straży miejskiej.

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do siedziby straży miejskiej w Warszawie przed południem. Zabezpieczyli dokumentację dotyczącą niektórych przetargów. Ustalają czy przy udzielaniu zamówień publicznych doszło do nieprawidłowości. Funkcjonariusze działali w ramach śledztwa prowadzonego przez delegaturę CBA w Lublinie, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Na Twitterze CBA poinformowało, że trwa też śledztwo w sprawie reprywatyzacji kamienicy przy ulicy Nowogrodzkiej 18. Badana jest również sprawa działki przy Pałacu Kultury i Nauki. Wcześniej agenci pojawili się w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy. – To może być związane z dzisiejszym absolutorium dla Pani prezydent. Nie mamy nic do ukrycia. Zawsze chętnie współpracujemy. Nie mamy wątpliwości, że wynik tej kontroli będzie dla nas pozytywny – powiedział nam Bartosz Milczarczyk, rzecznik Ratusza.

W środę funkcjonariusze weszli do siedziby PZU i PZU Życie. Zabezpieczyli dokumentację, dotyczącą przetargów informatycznych, które mogły narazić firmę i skarb państwa na olbrzymie straty. Jak poinformowało nas CBA w czwartek rozpoczęły się również kontrole wydatkowania środków unijnych. Agenci będą wchodzić do 16 urzędów marszałkowskich w kraju: Podlaskiego, Warmińsko-Mazurskiego, Kujawsko-Pomorskiego, Pomorskiego, Śląskiego, Świętokrzyskiego, Małopolskiego, Lubelskiego, Łódzkiego, Lubuskiego, Wielkopolskiego, Podkarpackiego, Zachodniopomorskiego, Dolnośląskiego, Opolskiego i Mazowieckiego.

– Szczególnemu badaniu CBA będą podlegać programy, w których beneficjentami są same urzędy marszałkowskie. Konkretnie CBA chodzi o te wielkie pieniądze z programów unijnych, które urząd marszałkowski przyznawał sam sobie, sam je realizował i później sam rozliczał. Kontrole CBA obejmują m.in. przestrzeganie prawa zamówień publicznych, zasad konkurencyjności, dotrzymywanie harmonogramu realizacji projektu, weryfikację zmian w projekcie, poprawność dokonywania płatności, osiąganie wskaźników (czyli rezultatu i produktu) zadeklarowanych we wniosku o dofinansowanie czy weryfikację przedstawianych do refundacji kosztów kwalifikujących się do objęcia wsparciem unijnym – poinformował Wydział Komunikacji Społecznej CBA.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Zatrzymanie rolników

„Działań prokuratury jako instytucji apolitycznej nie należy łączyć z kampanią wyborczą” – powiedziała podczas konferencji prasowej Małgorzata Wojciechowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. W ten sposób skomentowała zarzut, że aresztowanie rolników z Pyrzyc ma charakter polityczny.

– Prokuratura nie kieruje się kalendarzem wyborczym. Prokurator ma określoną taktykę postępowania, według niej postępuje i planuje czynności procesowe – mówiła rzeczniczka.

Zdaniem śledczych, rolnicy działali w grupie przestępczej mającej utrudniać przetargi na sprzedaż i dzierżawę ziemi. Jak podkreśliła Małgorzata Wojciechowicz, śledztwo w tej sprawie prowadzone było od stycznia tego roku.

– Podstawą wszczęcia postępowania oprócz zawiadomienia złożonego przez dyrektora Agencji Nieruchomości Rolnych, były również ustalenia poczynione również w wyniku działań operacyjnych policji, konkretnie chodzi tu o podsłuchy. Były również zawiadomienia osób pokrzywdzonych przez działania tej grupy – dodała.

Pięciu rolników zostało zatrzymanych w areszcie na dwa miesiące ze względu na możliwość mataczenia. Wobec trzech mężczyzn Sąd Rejonowy w Szczecinie zastosował areszt warunkowy. Cztery inne osoby zostały objęte dozorem policji i poręczeniem majątkowym. Spośród aresztowanych mężczyzn żaden nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Dwie osoby, spośród objętych dozorem policji, przyznały się do winy.

Wśród oskarżonych czterem osobom przedstawiono zarzut organizacji grupą przestępczą za co grozi kara 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałym członkom grupy grozi do 5 lat więzienia. Dziś w Szczecinie odbywa się protest rolników pod siedzibą Agencja Nieruchomości Rolnych, będący wyrazem solidarności z aresztowanymi.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Podszywał się pod funkcjonariusza urzędu celnego

Policjanci zatrzymali 61-latka, który wyłudzał pieniądze od różnych instytucji. Oszukując, podawał się za funkcjonariusza urzędu celnego. Wpadł w ręce kryminalnych podczas próby dokonania kolejnego przestępstwa. Za popełnione czyny grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Policjanci z koszalińskiej komendy od maja przyjmowali zgłoszenia o oszustwach, do których dochodziło na terenie miasta. Wstępnie ustalili, że 61-latek oszukał łącznie trzy placówki z województwa zachodniopomorskiego i pomorskiego na ponad 7 tysięcy złotych. Nie wykluczone, że będzie ich więcej.

Proceder za każdym razem wyglądał bardzo podobnie. Do kierowników placówek, instytucji, ośrodków wczasowych czy hoteli zgłaszał się mężczyzna, podając się za funkcjonariusza urzędu celnego. Oferował pościel, ręczniki, koce, kołdry, sprzęt RTV i AGD, a także rowery za dużo niższą cenę niż w sklepach. Informował, że asortyment jest nowy, pełnowartościowy i pochodzi z konfiskaty. Czasami również mówił o likwidowaniu urzędowych magazynów. Po zebraniu oferty umawiał się na odbiór pieniędzy i towaru w wyznaczonym miejscu na terenie miasta. Oszust przychodził schludnie ubrany i zachowywał się profesjonalnie, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Po otrzymaniu pieniędzy od kierowników placówki informował, że idzie do zaparkowanego w pobliżu samochodu, w którym ma zamówiony towar wraz z wystawioną fakturą VAT. Oczywiście była to zmyślona historia, a oszust znikał z pieniędzmi bez śladu.

Mężczyzna kolejnego oszustwa chciał dokonać dwa dni temu w Mielnie. Zaoferował pościel za około 4,5 tys. złotych. Przeczucia kierownika hotelu o tym, że to może być sfingowana transakcja w zupełności potwierdziły się, gdy o swoich podejrzeniach powiadomił policję. Mundurowi, znając rysopis sprawcy, czekali na niego w umówionym miejscu, gdzie miał odebrać gotówkę. Oszust nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Kiedy zorientował się, że jego niecny plan wyszedł na jaw, podjął próbę ucieczki. Policjanci zatrzymali go kilkaset metrów dalej, gdy chciał wtopić się w tłum spędzających urlop wczasowiczów. Zatrzymany 61-latek dwie kolejne noce spędził w areszcie. Kryminalni ustalili, że w przeszłości wielokrotnie był karany za podobne oszustwa i odbywał karę pozbawienia wolności, a ostatnich wyłudzeń dopuścił się w warunkach recydywy. Dziś akta sprawy wraz z policyjnym wnioskiem o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztu trafią do koszalińskiej prokuratury.
Żródło info i foto: Policja.pl

Alarmy bombowe w całym kraju

Co najmniej kilkadziesiąt instytucji i urzędów państwowych otrzymało e-mail z informacją o podłożeniu bomby. Część administratorów budynków zarządziła ewakuację. – „Mail najprawdopodobniej został wysłany z jednego adresu. Aktualnie próbujemy namierzyć nadawcę” – mówi w rozmowie z Gazeta.pl Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Z informacji spływających z miast w całej Polsce wynika, że nadawca e-maila z informacją o bombie szczególnie upodobał sobie urzędy skarbowe. To w nich dzisiaj służby przeprowadzają najwięcej przeszukań. Poza tym wiadomość trafiła także m.in. do prokuratur, urzędów marszałkowskich, muzeów czy centrów handlowych. Od samego rana policja w całym kraju ma w związku z tym pełne ręce roboty.

Sparaliżowany ruch w mieście, ewakuacje…

W Częstochowie informacje o podłożonych ładunkach wybuchowych dotyczą m.in. urzędów skarbowych, Wojskowej Komendy Uzupełnień, sądów i prokuratur. Alarmy częściowo sparaliżowały ruch w mieście – na niektórych ulicach ruch jest utrudniony, a autobusy jeżdżą objazdami.

W Katowicach od rana do straży pożarnej dotarło ponad 40 zgłoszeń o ładunkach podłożonych m.in. w urzędach skarbowych, prokuraturach i Wojskowych Komendach Uzupełnień. W woj. świętokrzyskim e-maila z informacją o bombie dostały zaś wszystkie urzędy skarbowe oraz kilka innych instytucji.

Na Pomorzu wiadomość o bombie również trafiła głównie do siedzib skarbówki. Z urzędów m.in. w Sopocie, Gdyni, Człuchowie i Słupsku ewakuowano pracowników i petentów.

Policja nie zaleca ewakuacji

Mimo że sytuacja wygląda poważnie, policja uspokaja. To nie pierwszy raz, kiedy ktoś masowo śle e-mail z informacją o bombie do urzędów w całej Polsce. Podobnie jak w przeszłości, wszystko wskazuje na to, że jest to głupi żart. – E-mail najprawdopodobniej został wysłany z jednego adresu. Aktualnie próbujemy namierzyć nadawcę – mówi nam Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP.

Sokołowski przyznaje, że alarmów bombowych do tej pory było co najmniej kilkadziesiąt w całym kraju. Policja, podejrzewając głupi żart, nie zaleca administratorom budynków zarządzania ewakuacji. Żródło info i foto: plotek.pl

18-latek z Kalisza podejrzany o wywołanie 90 fałszywych alarmów bombowych

Osiemnastoletni mieszkaniec Kalisza jest podejrzany o wywołanie prawie 90 fałszywych alarmów bombowych w różnych instytucjach. Mężczyzna przesłał wiadomość do prokuratur, komend policji i innych instytucji, m.in. do ministerstwa. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim. Zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wlkp. Janusz Walczak poinformował, że 18-latek wywołał fałszywe alarmy 16 listopada. – „Działając przy użyciu anonimizującej sieci internetowej, przesłał do 87 instytucji użyteczności publicznej fałszywe powiadomienia o podłożeniu w nich ładunków wybuchowych” – poinformował Walczak. Powiadomienie zostało przesłane do wielu prokuratur, komend policji, instytucji, w tym centralnych, m.in. do jednego z ministerstw. 18-latek został zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego. Przesłuchany w charakterze podejrzanego, przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Grozi mu do 8 lat więzienia. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Umorzono jedno ze śledztw w sprawie dzieciobójczyni z Hipolitowa

Prokuratura w Łomży umorzyła śledztwo, w którym badano ewentualne zaniedbania instytucji opiekuńczych wobec dzieciobójczyni z Hipolitowa i jej rodziny. Kobieta w latach 1998-2012 urodziła ośmioro dzieci. Pięcioro z nich zabiła tuż po urodzeniu. Łomżyńska prokuratura okręgowa umorzyła śledztwo dotyczące działań służb i instytucji opiekuńczych wobec rodziny z Hipolitowa. Mieszkanka tej wsi jest podejrzana o zabójstwo pięciorga swoich nowo narodzonych dzieci. „W działaniach służb i instytucji brak było znamion czynu zabronionego” – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Łomży Maria Kudyba. Decyzja o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocna. Żródło info i foto: RMF24.pl