Zamachowiec z Halle przyznał się do winy. Działał z pobudek antysemickich

Mężczyzna, który w środę 9 października próbował wtargnąć do synagogi w mieście Halle, a następnie zastrzelił dwie osoby, przyznał się do winy. Podczas przesłuchania stwierdził także, że działał z pobudek antysemickich.

O tym, że 27-letni Staphan Balliet przyznał się do zarzucanych mu czynów, poinformowała niemiecka prokuratura generalna. Mężczyzna zeznawał podczas kilkugodzinnego przesłuchania, które w czwartek wieczorem przeprowadził sędzia śledczy Sądu Federalnego. Jak informuje „Die Welt”, Balliet przyznał się, że jego działania były powodowane jego ekstremistycznymi i antysemickimi poglądami. 27-latek znajduje się obecnie w areszcie śledczym. W nakazie aresztowania, który wydano w czwartek wieczorem, oskarża się go o podwójne morderstwo oraz siedmiokrotne usiłowanie zabójstwa.

Niemcy: Zamachowiec z Halle nagrał atak i zamieścił nagranie w internecie

Stephan Balliet został aresztowany w środę po tym, jak na jednej z ulic w mieście Halle zastrzelił 40-letnią kobietę i 20-letniego mężczyznę. Wcześniej próbował wedrzeć się do synagogi, aby zaatakować znajdujących się tam Żydów. W tym czasie w świątyni znajdowało się 51 osób, które obchodziły żydowskie święto Jom Kippur. Podczas ucieczki Balliet strzelił też do 40-letniej kobiety i 41-letniego mężczyzny. Zostali oni przetransportowani do szpitala. Według śledczych Stephan Balliet miał przy sobie materiały wybuchowe oraz cztery rodzaje broni palnej. Jak informuje „Deutsche Welle”, mężczyzna filmował swój czyn kamerą na kasku i zamieścił nagranie w internecie.

Niemcy: Mieszkańcy Halle w żałobie. Niemiecka prasa komentuje antysemicki atak
Mieszkańcy Halle opłakują ofiary antysemickiego ataki. Na rynku w Halle oraz przed synagogą układają kwiaty i znicze. Niemieckie dzienniki analizują zamach, zadając sobie pytanie o to, jakie są nastroje w społeczeństwie.

„Nawet jeśli strzelał tylko Stephan B., to i tak jest on elementem niemieckiej i międzynarodowej sieci prawicowych ekstremistów. Walka przeciwko temu narastającemu zagrożeniu powinna w zasadzie być umieszczona na samym szczycie najważniejszych działań politycznych, ale tak nie jest. Zamachowiec z Halle mógł poczuć się umocniony w swojej postawie i zachęcony do podjęcia działań o jednoznacznie terrorystycznym charakterze nie tylko przez ludzi o faszystowskich poglądach, którzy działają w ukryciu na całym świecie. Mogła go do nich skłonić także nienawiść i wrogość do Żydów i migrantów ze strony tak wielu, nie rzucających się na co dzień w oczy obywateli, którzy dają jej stale wyraz w internecie. Czy akt terroru z Halle przynajmniej dla części z nich okaże się przestrogą i ostrzeżeniem?” – pyta „Sueddeutsche Zeitung” cytowany przez serwis „Deutsche Welle”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: Atak na synagogę w Halle. Sprawca transmitował atak w sieci

Horst Seehofer, szef niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, stwierdził, że – bazując na dotychczasowych informacjach – można założyć antysemickie podłoże ataku w Halle. 27-latek transmitował wszystko w sieci, prawdopodobnie zainspirowany sprawcą zamachu w Christchuch, gdzie zginęło ponad 50 osób.

– Bazując na bieżących informacjach musimy założyć, że to był atak antysemicki. Według biura prokuratury federalnej istnieje wystarczająca ilość wskazówek by uznać, że był to prawdopodobnie prawicowy, ekstremistyczny motyw – stwierdził w oświadczeniu Horst Seehofer. Minister przyznał, że sprawca był świetnie uzbrojony i próbował wedrzeć się do synagogi w Halle. „Der Spiegel” poinformował, że mężczyzna, który otworzył ogień, to 27-letni Stephan B., mieszkaniec kraju związkowego Saksonia-Anhalt. Policjanci mają dysponować nagraniem z kamery napastnika.

Halle. Sprawca transmitował atak przed synagogą

Jak podaje agencja AP, sprawca nagrywał atak i transmitował na żywo w serwisie Twitch – popularnej platformie dla miłośników gier wideo. Władze Twitcha informowały, że „pracują, by jak najszybciej usunąć te treści”. Poinformowały też, że każde konto, którego właściciel powiela transmisję tego „odrażającego czynu” będzie blokowane. Rita Katz, szefowa organizacji Site Intelligence Group, która zajmuje się obserwowaniem ekstremizmów, również informuje o opublikowanym wideo. Na 35-minutowym nagraniu słychać, jak sprawca – jeszcze – przed atakiem mówi:

Uważam, że Holokaust nigdy się nie wydarzył, feminizm jest przyczyną spadku urodzeń na Zachodzie, a ten jest kozłem ofiarnym masowej imigracji. Źródłem wszystkich tych problemów są Żydzi.

Władze Niemiec nie nazywają zdarzenia zamachem terrorystycznym, ale sprawę od lokalnej policji przejęła prokuratura federalna, co zgodnie z procedurami ma miejsce, gdy zachodzą podejrzenia o terroryzm lub polityczny ekstremizm. Wbrew początkowym doniesieniom sprawca prawdopodobnie działał w pojedynkę. Policja odwołała wieczorem stan zagrożenia w Halle.

Strzelanina w Halle

W strzelaninie nieopodal synagogi w Halle zginęły dwie osoby. Do zdarzenia doszło w środę, w dniu Jom Kippur – najważniejszego żydowskiego święta. Sprawca próbował wedrzeć się do domu modlitwy, gdzie przebywało kilkadziesiąt osób. Strzelił trzykrotnie w drzwi synagogi i próbował rzucać w nie materiałami wybuchowymi, jednak bezskutecznie – ludzie w środku zdążyli zabarykadować wejście. Wówczas Stephan B. zastrzelił przypadkową kobietę i odjechał kilka ulic dalej, do baru z kebabem. Tam zabił jeszcze jedną osobę. Mężczyzna po wejściu do baru miał problem z bronią, której prawdopodobnie nie potrafił obsługiwać. Dzięki temu kilka osób zdążyło uciec, choć były zaledwie kilka metrów od niego.

Sprawca został postrzelony przez policję, ale zdołał odjechać wypożyczonym autem. We wsi Landsberg podjechał do zakładu mechanicznego, gdzie zażądał nowego samochodu, postrzelił pracownika zakładu, który próbował go powstrzymać i ukradł taksówkę. W końcu został schwytany, gdy zderzył się z ciężarówką.

Jak informuje „The Telegraph”, w ostatnim czasie służby wywiadowcze informowały o rosnącym prawicowym ekstremizmie w regionie. Halle jest znanym centrum sympatyków skrajnej prawicy, zwłaszcza Identytaryzmu. Ruch był oskarżany o związki z Brentonem Tarrantem, zamachowcem z nowozelandzkiego Christchurch, którym – sądząc po nagraniu – inspirował się sprawca ataku na synagogę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jak chronić dziecko przed pedofilami w sieci?

Dzieci z natury są ufne i ciekawe świata, przez co często nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie mogą je spotkać – także w wirtualnej rzeczywistości. Obniżający się wiek rozpoczęcia korzystania z internetu spowodował wzrost świadomości rodzicielskiej w zakresie pułapek, które mogą spotkać ich pociechę w cyberprzestrzeni. Jakie są rodzicielskie sposoby na ochronę najmłodszych w cyfrowym świecie?

Kontrola podstawą zaufania

Wyniki badań mówią jasno: z każdym rokiem dzieci zaczynają korzystać z internetu coraz wcześniej i coraz częściej. Według raportu EU Kids Online 2018 aż 82,5 proc. dzieci i młodzieży w wieku od 9 do 17 lat łączy się z siecią codziennie. W internecie nie brakuje stron skierowanych do młodych użytkowników, posiadających walory edukacyjne czy zapewniających bezpieczną rozrywkę, jednak jest też druga strona medalu: witryny, na które młody internauta z pewnością nie powinien zawędrować. Odpowiedzialny rodzic powinien upewnić się, że do tego nie dojdzie.

Istnieje wiele programów umożliwiających rodzicom czuwanie nad tym, w jaki sposób dziecko korzysta z sieci. W przypadku młodszych dzieci, które wykorzystują internet głównie do grania w proste gry i oglądania filmów animowanych, przydatne będzie narzędzie dające dostęp tylko do zweryfikowanych witryn. W przypadku dzieci starszych, które oczekują większej swobody w korzystaniu z sieci, specjalne aplikacje umożliwią zablokowanie konkretnych stron internetowych czy wyszukiwania określonych haseł, przykładowo związanych z erotyką. Istnieje możliwość kontrolowania poczty elektronicznej – rodzic określa, do kogo młody internauta może pisać, ograniczając listę kontaktów do znanych mu przyjaciół dziecka i najbliższej rodziny. Warto zainstalować aplikację, która zablokuje możliwość usunięcia historii w przypadku próby włączenia treści nieodpowiednich dla dzieci. Jeżeli już do tego dojdzie, pozwoli ona rodzicom na sprawdzenie, w jaki sposób ich pociecha trafiła na szkodliwe programy. Istnieją również programy monitorujące całą aktywność w cyberprzestrzeni. Aplikacja działająca w tle gromadzi informacje nie tylko o tym, na jakie strony wchodzi użytkownik, ale także ile czasu spędzał na poszczególnych domenach oraz jak często je odwiedza.

Komputer nie jest jednak jedynym narzędziem służącym do łączenia się ze światem wirtualnym. Opublikowany przez NASK raport „Nastolatki 3.0” wskazuje smartfon jako główne urządzenie do przeglądania treści w internecie (prawie 94 proc. badanych). Taka forma wymusza na rodzicach zapoznanie się z narzędziami, które umożliwią zdalne sprawowanie kontroli nad treściami, do których może mieć dostęp dziecko. W przypadku urządzeń mobilnych dozoru wymaga nie tylko przeglądarka internetowa (tutaj mechanizmy podobne są do tych, które sprawdzają się podczas korzystania z komputera), ale także aplikacje służące do korzystania z mediów społecznościowych. Opiekun powinien mieć wgląd w to, jakie dane podopieczny udostępnia innym użytkownikom, możliwość sprawdzenia jakie filmy odtwarza oraz opcję autoryzacji pobieranych programów. Warto mieć świadomość, jak często nasz syn czy córka logują się do portali społecznościowych. Niektóre z narzędzi nadzoru pozwalają na ustawienie limitu czasu korzystania z poszczególnych aplikacji lub z urządzenia w ogóle. Daje to możliwość zablokowania dostępu do smartfona w przypadku, gdy rodzic obawia się, że jego dziecko spędza w sieci zbyt dużo czasu.

Postaw na dokształcanie

Opcje blokowania na niewiele się zdadzą, jeżeli opiekun nie posiada wiedzy na temat zagrożeń, jakie czyhają na dziecko w cyberprzestrzeni. Rzeczywistość online oferuje opiekunom nie tylko dostęp do raportów na temat niebezpiecznych treści, ale także opcję korzystania z webinarów (internetowych seminariów) – wiele z nich jest bezpłatnych. Na kursach poszerzających wiedzę z zakresu ochrony najmłodszych dorośli mają możliwość poznania nie tylko odpowiednich mechanizmów pozwalających na lepszą opiekę nad pociechą, ale także zyskają informacje na temat szkodliwych zjawisk jakie zdarzają się w internecie (m.in. patostreamerzy i patoinfluencerzy, grooming, sextortion).

Rozmawiajcie

Aplikacje o najbardziej rozbudowanych możliwościach kontroli czy wiedza wyniesiona z dodatkowych zajęć nie zastąpią dobrego kontaktu rodzica z dzieckiem. Zyskując wiedzę na temat zagrożeń, dorosły ma możliwość aby w codziennej rozmowie zorientować się czy młody użytkownik internetu nie trafił na szkodliwe zjawiska w sieci.

Ważne jest aby w rozmowach wyjaśniać, że w wirtualnym świecie można spotkać ludzi, którzy chcą zaszkodzić. Ekspert NASK, Martyna Różycka, Kierowniczka Zespołu Dyżurnet.pl uświadamia: – Pedofil atakuje, już nie tylko na podwórku oferując cukierki. Nie zawsze podszywa się pod rówieśnika na komunikatorach czy na portalach społecznościowych – przestrzega.

Kontakty pełne życzliwości i wzajemnego zaufania zwiększają szansę na to, że w przypadku trudnych wydarzeń (np. cyberbullying, próba uwiedzenia przez dorosłego), dziecko zwróci się do rodzica i opowie mu o tym, co go niepokoi. Warto od najmłodszych lat budować w dziecku poczucie, że gdy coś je trapi, może zgłosić się do bliskiego dorosłego.

Reaguj na zło

Każdy z nas może podczas przeglądania sieci trafić w niej na szkodliwe treści. Pamiętajmy, że wszyscy powinniśmy być wyczuleni na krzywdę najmłodszych i wszyscy – nie tylko ci z nas, którzy są rodzicami – możemy podjąć działania prowadzące do usunięcia z internetu takich materiałów. W tym wypadku ochrona polega na reagowaniu i zgłaszaniu do odpowiednich organów. Reakcji zawsze wymagają materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci, twarda pornografia, podejrzenie kontaktu z pedofilem. Informację można przesłać w sposób anonimowy, a z pozostawionych danych kontaktowych korzysta Zespół Dyżurnet.pl, aby poinformować zgłaszającego o podjętych krokach lub poprosić o podanie dodatkowych danych jeśli jest to konieczne.
Źródło info i foto: interia.pl

Norwegia. Polak zatrudniał rodaków. Nic im nie zapłacił. Aresztowano go pod zarzutem handlu ludźmi

Tomasz S. zatrudniał Polaków do pracy przy zbiorach truskawek i malin w Norwegii. W internecie oferował pieniądze i zakwaterowanie. – Pracowaliśmy 7 dni w tygodniu, po 10-13 godzin. Nie dostaliśmy żadnych pieniędzy. Za barak, w którym mieszkaliśmy, musieliśmy sami zapłacić – powiedziała polsatnews.pl 19-letnia Julia ze Szczyrku, która przez miesiąc pracowała u Tomasza S. Polak został aresztowany.

Ofiarą mężczyzny, właściciela firmy w Fresvik (200 km na północ od Bergen) zatrudniającej polskich pracowników sezonowych, mogło paść ponad 40 osób.

Tomasz S. działał w sposób zorganizowany. Zatrudniał ludzi, którzy nie mówili po angielsku, a potrzebowali gotówki lub byli studentami.

– Jest mi winien 21 tys. zł. Nie dostałam nic, a przez cały okres pobytu wydałam 2 tys. zł – powiedziała polsatnews.pl 19-letnia Julia Gałczyńska.

Na prysznic czekało się 2 godziny

Do Fresvik Julia przyjechała ze swoją przyjaciółką 14 lipca. – Ofertę pracy przy zbiorach znalazłyśmy przez internet. W ogłoszeniu nie było wielu szczegółów, więc zadzwoniłam do pana Tomasza S., aby dowiedzieć się więcej. Powiedział m.in., że jest to praca na akord, że zapewnia zakwaterowanie – opowiedziała 19-latka.

Na miejscu okazało się, że za barak trzeba zapłacić. Opłata wynosiła 1500 koron norweskich (ok. 600 zł). Według relacji kobiety w poprzednich latach, aby dostać pracę, trzeba było ponadto przywieźć ze sobą z Polski litr wódki, litr wina, papierosy oraz jednorazowo wpłacić 1200 koron (ok. 500 zł).

W baraku było ciasno. W pokoju o powierzchni 5 m2 mieszkały 3 osoby. – Na piętrowe łóżko wchodziłam przez biurko. Na parterze mieszkało około 30 osób. Były tylko dwie toalety i dwa prysznice. Gdy wracaliśmy z pola, każdy chciał się umyć, ale trzeba było czekać nawet 2 godziny, aby wejść do łazienki – relacjonowała pani Julia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rzeszów: Gang sprzedawał w sieci środki poronne. Grozi im 15 lat więzienia

Zorganizowaną grupę przestępczą handlującą w internecie środkami poronnymi rozbiła rzeszowska policja. Zatrzymanych zostało troje mieszkańców Śląska, którzy mieli sprzedać kilkanaście tysięcy tabletek o działaniu aborcyjnym. Wszyscy trafili do aresztów na trzy miesiące.

Zatrzymani to 30-letni mężczyzna oraz dwie kobiety w wieku 26 i 49 lat. Będą oni odpowiadać za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pomocnictwo w przerywaniu ciąży, obrót fałszywymi lekami i pranie brudnych pieniędzy. Grozi im za to do 15 lat pozbawienia wolności – poinformowała w piątek rzeczniczka podkarpackiej policji nadkom. Marta Tabasz-Rygiel.

Wyjawiła też, że sprawa miała swój początek w 2018 r., gdy do szpitala trafiła pacjentka z silnym krwawieniem.

– Pojawiło się podejrzenie, że mogła przerwać ciążę przy użyciu środków poronnych. Ustalenia śledczych wskazywały, że kobieta kupiła środki za pośrednictwem internetu, dlatego zapadła decyzja o tym, by sprawą zajęli się policjanci z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością KWP w Rzeszowie – wyjaśniła rzeczniczka.

Kilkanaście tysięcy tabletek w obrocie

Rzeszowscy policjanci nawiązali współpracę z CBŚP w Poznaniu i wspólnie ustalili troje mieszkańców województwa śląskiego, którzy w sposób zorganizowany handlowali na terenie Polski środkami poronnymi. Okazało się, że nie mają oni wykształcenia medycznego.

– Ustalono, że środki sprowadzano z zagranicy pod konkretne zamówienia, potem pocztą kurierską były wysyłane do klientów. Były to leki na różne schorzenia, których skutkiem ubocznym było działanie poronne. Były to również podrobione leki lub takie, które nie zostały dopuszczone do obrotu w Polsce, a mające silne działanie poronne. Takie leki, stosowane bez nadzoru lekarza, mogły stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia – podkreśliła nadkom. Tabasz-Rygiel.

Śledztwo wykazało, że podejrzani wprowadzili do obrotu co najmniej kilkanaście tysięcy tabletek.

Szef grupy założył działalność gospodarczą

Ponadto członkowie grupy, żeby ukryć dochody z procederu, wykorzystywali łańcuch powiązanych ze sobą rachunków bankowych zakładanych na różne osoby tzw. słupy.

– Lider grupy, aby zalegalizować środki pochodzące z przestępstwa założył też działalność gospodarczą – dodała rzeczniczka.

Podejrzani zostali zatrzymani w poniedziałek. Podczas przeszukania policja zabezpieczyła ich telefony komórkowe, komputery, twarde dyski i przenośne nośniki danych. Zabezpieczono także dwa luksusowe auta. Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Brzozowie postawiła 30-letniemu mężczyźnie zarzut założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a kobietom zarzuty udziału w tej grupie.

Policja nie wyklucza dalszych zatrzymań

Wszyscy usłyszeli zarzuty udzielania pomocy kobietom ciężarnym w przerywaniu ciąży, czym sprowadzali zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób. Odpowiedzą też za odpłatne dostarczanie znacznych ilości sfałszowanych produktów leczniczych i dokonywanie obrotu lekami bez wymaganego zezwolenia oraz za pranie brudnych pieniędzy.

Na wniosek policji i prokuratora sąd zdecydował o aresztowaniu podejrzanych na trzy miesiące.

– Trwają czynności w tej sprawie, policjanci docierają do osób, które kupowały środki poronne, ustalają jakie skutki wywołało ich przyjęcie. Nie wykluczamy dalszych zatrzymań – zaznaczyła nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim była zapowiedziana w sieci?

Do szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim wszedł dziś uzbrojony 18-latek, Marek N. Postrzelił pracownicę placówki i ranił 11-letnią uczennicę. Kilka godzin później na jaw wychodzą nowe, wstrząsające fakty w sprawie, bo kilka dni przed strzelaniną w sieci miały pojawić się niepokojące wpisy.

Zapowiedź strzelaniny w szkole w Brześciu Kujawskim pojawiła się pod jednym ze zdjęć na profilu 18-letniego napastnika w mediach społecznościowych. Wpis usunięto, ale wcześniej dotarły do niego Polska Agencja Prasowa i Polskie Radio PiK.

O niepokojącym wpisie media poinformowali uczniowie. Jeden z użytkowników portalu społecznościowego napisał po angielsku pod zdjęciem na profilu Marka N.: „To zdjęcie sprawia, że myślę o strzelaninie w szkole i ludobójstwie w Polsce”. Sprawca strzelaniny odpisał mu wówczas: „To dobrze”. Wpisy pojawiły się w sieci trzy dni temu.

Strzelanina w Brześciu Kujawskim

W poniedziałek do szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim wtargnął 18-latek. Oddał kilka strzałów i użył przygotowanych wcześniej przez siebie petard i innych materiałów, które można uznać za wybuchowe. Ranne zostały sprzątaczka i 11-letnia uczennica.

Polska Agencja Prasowa ustaliła, że dziewczynka ranna w ataku nie odniosła obrażeń tylko w wyniku wystrzału petard, jak wcześniej podawano, ale ma także kilka postrzeleń. Zarówno ona, jak i sprzątaczka ze szkoły musiały w szpitalach w Toruniu i Włocławku przejść operacje. Z informacji przekazach przez służby wynika, że życiu obu poszkodowanych nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wysoki rangą niemiecki policjant polował na dzieci w sieci. Chciał się umówić na seks z 13-latką. Jest wyrok

6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata to wyrok jaki usłyszał niemiecki policjant Michael S. (45 l.) oskarżony o próbę umówienia się na seks z 13-letnią dziewczynką. Sprawa to finał prowokacji Krzysztofa Dymkowskiego (50 l.), znanego łowcy pedofilów. – Nie ma wątpliwości co do winy oskarżonego – podsumowała sędzia Izabela Krupa. Komisarz musi zapłacić także 3 tysiące kosztów procesu.

Mike S. nie może zbliżać się także na odległość mniejszą niż 20 metrów do małoletnich. Wyjątkiem są jedynie dzieci, które są jego rodziną. Po ogłoszeniu wyroku, S. wybiegł z sali. Zabrakło mu odwagi, by skomentować orzeczenie.

Zaczęło się od ogłoszenia, które policjant zamieścił w internecie. Chodziło o seks w zamian za pieniądze. Dla stróża prawa zza Odry wiek się nie liczył. Na anons trafił znany w Polsce łowca pedofilów Krzysztof Dymkowski (50 l.) i jego współpracownicy. Przez kilka tygodni obserwowali zboczeńca i wymieniali z nim wiadomości.

Policjantowi, który na co dzień pracował na przejściu granicznym w Zgorzelcu, nie przeszkadzało, że jego potencjalna seks-partnerka ma zaledwie 13 lat. Oferował tysiąc złotych „za numerek”. W marcu 2017 roku miało dojść do spotkania sponsorowanego. Gdy S. przyjechał do Polski, wpadł w zasadzkę łowcy i jego ekipy.

W czasie procesu Fakt ujawnił m.in., że zboczeniec już wcześniej bo w styczniu 2018 roku został skazany za to samo! Dymkowski polował na policjanta od połowy 2017 roku. Wówczas mężczyzna umówił się z 12-latką na seks w Legnicy. W ostatniej chwili jednak wycofał się i uciekł, ale Dymkowski zawiadomił policję przekazując m.in. wydruki z czatów internetowych. Ustaliliśmy, że za to Mike S. został prawomocnie skazany na grzywnę przez sąd w Legnicy.

Obecny na sali przedstawiciel niemieckiej policji nie potrafił odpowiedzieć, czy S. wyleci z formacji. Po tym jak okazało się, że ma postawione zarzuty w Polsce, przeniesiono go jedynie do innej placówki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Studenci namierzyli pedofila na czacie. Podrywał „12-letnią Karolinkę”

Pedofile w sieci wciąż groźni. W Olsztynie dwóch studentów natrafiło na taką osobę – właściwie przez przypadek – w internecie. Wystarczyło, że weszli na jeden z popularnych czatów, podając się za „Karolinkę”. Czatem zainteresowało się kilkunastu rozmówców – jeden nie odpuścił nawet wtedy, gdy okazało się, że rozmówczyni ma dwanaście lat. – Zatrzymanie go to kwestia czasu – mówią policjanci.

Dwaj studenci czatowali jako „Karolinka”. Już po chwili ich wpisem zainteresowało się 15 osób. Gdy rozmówcy orientowali się, że po drugiej stronie komputera jest dwunastolatka, opuszczali czat. Jednak jeden pozostał.

– Był bardzo nachalny, nalegał, pisał o tym, co chce zrobić z tą 12-letnią osobą. Były to teksty jednoznacznie erotyczne. Zgłosiliśmy wszystko na policję – opowiada jeden ze studentów.

Policja apeluje, żeby rodzice uświadamiali dzieciom zagrożenie i kontrolowali to, co one robią w internecie. Można skorzystać ze specjalnych programów – zwanych „cyberniania”. Jak ostrzegają psycholodzy, dzieci są ufne, ciekawe świata, łatwo wpadają w sidła.

Za nawiązywanie kontaktu z osobą małoletnią za pomocą systemu teleinformatycznego w celach pedofilskich grożą dwa lata więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

15-letnia Sandra Polewska pojechała na spotkanie z mężczyzną poznanym w sieci. Zaginęła

Zaginęła 15-letnia Sandra Polewska. Nastolatka pochodząca z miejscowości Głowy koło Budzewa w województwie wielkopolskim pojechała na spotkanie z poznanym przez internet mężczyzną i nie wróciła do domu. Z dziewczyną nie ma kontaktu. 

Sandra Polewska była widziana ostatni raz 12 listopada 2018 w domu rodzinnym. Od tego dnia z 15-latką nie ma kontaktu. 

Zaginęła Sandra Polewska

Według rodziny, nastolatka pojechała Bydgoszczy, gdzie miała spotkać się z poznanym przez internet mężczyzną, który może posługiwać się fałszywym dowodem osobistym. Rodzice Sandy są pełni obaw, że dziewczyna może być w niebezpieczeństwie.

– Zawiadomienie o zaginięciu zostało zgłoszone do policji w Turku. Z tego co wiemy, sprawa miała zostać też przekazana do policji w Bydgoszczy. Czy bydgoskim policjantom udało się już coś ustalić, nie mam takiej wiedzy – mówi w rozmowie z ”Gazetą Pomorską” pan Kamil, brat Sandry.

Sandra Polewska wspominała swej rodzinie, że przez internet poznała około 20-letniego mężczyznę. Człowiek ten prawdopodobnie zapraszał 15-latkę do Bydgoszczy na spotkanie. W dniu zaginięcia dziewczyna pokłóciła się z matką. 15-latka chciała, by poznany mężczyzna mógł u niej pomieszkać. Matka nie wyraziła na to zgody. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Mężczyzna groził prezydent Warszawy, że ją zabije za odwołanie Marszu Niepodległości. Został zatrzymany

Mężczyznę, który w internecie groził śmiercią prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz, zatrzymali stołeczni policjanci – dowiedział się reporter RMF FM. Podejrzany – według funkcjonariuszy – publikował wpisy na jednym z portali społecznościowych, które były reakcją na decyzję władz miasta o zakazie przeprowadzenia Marszu Niepodległości.

Zatrzymany to 62-letni mieszkaniec Skarżyska-Kamiennej. Namierzyli go i zatrzymali w jego mieszkaniu policjanci z komendy stołecznej oraz z Biura do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej. Mężczyzna próbował ukryć sprzęt komputerowy, z którego dokonywał internetowych wpisów. Podczas przeszukania natrafiono na urządzenia, którymi się posługiwał.

Podczas analizy zawartości dysków funkcjonariusze natrafili też na kolejne groźby, które 62-latek miał kierować pod adresem innych osób, organizacji i koncernów medialnych.

Podejrzany usłyszał właśnie zarzuty tak zwanego „nielegalnego wywierania wpływu na czynności urzędowe”. Śledczy twierdzą, że chciał wymóc na prezydent Warszawy zmianę decyzji w sprawie marszu. Grożą mu 3 lata więzienia. Według naszych informacji, po otrzymaniu gróźb Hanna Gronkiewicz-Waltz starała się o ochronę.
Źródło info i foto: RMF24.pl