Ugrupowanie Nowa IRA podłożyła bombę w mieszkaniu. Policję obrzucono koktajlami Mołotowa

W trakcie akcji policyjnej śledczy odnaleźli bombę, która została podłożona przez paramilitarne ugrupowanie Nowa IRA w jednym z mieszkań w Londonderry (Derry). Podczas rozbrajania ładunku funkcjonariusze zostali zaatakowani. W Irlandii Północnej rośnie napięcie. Jedną z przyczyn niestabilnej sytuacji wewnątrz kraju jest brexit.

Rzecznik policji w Londonderry [nazwa stosowana naprzemiennie z Derry, używanym przez katolicką część miasta – red.] poinformował, że podłożenie ładunku wybuchowego przez dysydenckie ugrupowanie Nowa IRA było bezpośrednio wymierzone w funkcjonariuszy policji .

Do zdarzenia doszło, gdy śledczy prowadzili dochodzenie w sprawie śmierci Lyry McKee – zastrzelonej przed kilkoma miesiącami dziennikarki. Policjanci przeszukiwali jeden z samochodów przy ulicy Creggan Heights, gdy odnaleziono bombę. Kilka chwil po zarządzeniu ewakuacji okolicznych domów, w kierunku funkcjonariuszy poleciały płonące butelki z benzyną.

„Ładunek wybuchowy szczęśliwie udało się rozbroić. W operacji brało udział 80 funkcjonariuszy. W starciach z policją ucierpiało dwóch bojówkarzy. Żaden funkcjonariusz nie odniósł obrażeń” – podaje BBC,

„W trakcie prowadzenia czynności policyjnych nieopodal zgromadziła się grupa licząca od 60 do 100 osób, która zaatakowała funkcjonariuszy. W kierunku policji poleciało około 40 podpalonych butelek z benzyną ” – czytamy w oświadczeniu rzecznika Policji Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„IRA” bierze odpowiedzialność za zamach bombowy w Londonderry

Ugrupowanie, które przedstawiło się jako „IRA”, przesłało we wtorek gazecie „Derry Journal” oświadczenie, w którym wzięło na siebie odpowiedzialność za zdetonowanie ładunku wybuchowego w Londonderry 19 stycznia.

Według północnoirlandzkiej policji śledztwo w sprawie tego incydentu, w którym nie było ofiar, koncentruje się głownie na Nowej IRA (zwanej też Prawdziwą IRA) – jednym z niewielu odłamów Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), sprzeciwiających się wielkopiątkowemu porozumieniu pokojowemu z 1998 roku. Zakończyło ono trzy dekady przemocy w Irlandii Północnej.

– Ostrzegamy tych, którzy kolaborują z Brytyjczykami, że mają tego natychmiast zaprzestać, bo nie będzie więcej ostrzeżeń – napisano w oświadczeniu „IRA”.

Jedną z głównych obaw związanych z możliwym odrzuceniem porozumienia o warunkach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest to, że może dojść do wznowienia niepokojów w Irlandii Płn. W tej brytyjskiej prowincji od końca lat 60. XX wieku do 1998 roku trwał konflikt między protestancką większością, chcącą pozostania pod zwierzchnictwem Londynu, a katolicką mniejszością, walczącą o zjednoczenie Irlandii. Londonderry – nazywane przez katolików Derry – to jedno z miejsc, które było najmocniej dotknięte konfliktem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano dwóch podejrzanych ws. eksplozji w Londonderry. „To Nowa IRA”

Po eksplozji samochodu pułapki, do której doszło w sobotę w północnoirlandzkim Londonderry, policja poinformowała w niedzielę o zatrzymaniu dwóch młodych mężczyzn. O spowodowanie eksplozji podejrzana jest Nowa IRA, która nie uznaje porozumienia wielkopiątkowego z 1998 r.

Policja ujawniła, że przed sobotnią eksplozją otrzymała ostrzeżenie o bombie podłożonej koło gmachu sądu na Bishop Street w Londonderry. Natychmiast przystąpiono do ewakuacji ludzi z okolicznych budynków, w tym setek gości hotelowych, a także wielu dzieci z kościelnego klubu młodzieżowego.

Samochód dostawcy pizzy

Wybuch nie spowodował ofiar ani większych strat materialnych. Incydent spotkał się z potępieniem polityków brytyjskich i irlandzkich. Użyty do zamachu samochód dostawcy pizzy, skradziony dwie godziny wcześniej przez dwóch uzbrojonych mężczyzn, został całkowicie zniszczony.

Reuters zwrócił uwagę, że incydent w Londonderry wydarzył się w czasie, kiedy trwają przygotowania do opuszczenia Unii Europejskiej przez Zjednoczone Królestwo. Brak porozumienia ws. ram prawnych wyjścia Wielkiej Brytanii z UE zwiększa prawdopodobieństwo przywrócenia regularnej granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną, która wchodzi w skład Zjednoczonego Królestwa. „Granica, na której przywrócono by kontrolę paszportową i celną, stałaby się wymarzonym celem ataków grup militarnych” – podkreślił Reuters.

Odrębne porozumienie z rządem Irlandii

Rządy W. Brytanii i Irlandii były gwarantami porozumienia pokojowego z Wielkiego Piątku (10 kwietnia 1998 r.), które położyło kres trwającemu ponad trzy dekady krwawemu konfliktowi w Irlandii Północnej. Konflikt ten pochłonął ok. 3,6 tys. ofiar śmiertelnych.

W sobotę wieczorem weekendowy „The Sunday Times” opublikował artykuł, z którego wynika, że brytyjska premier Theresa May rozważa podpisanie odrębnego porozumienia z rządem Irlandii, które uregulowałoby problemy ruchu granicznego na granicy lądowej między Irlandią i Zjednoczonym Królestwem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były agent IRA zatrzymany. Jest podejrzewany o dokonanie wielu morderstw

Fred „Stakeknife” Scappaticci został aresztowany. Były brytyjski agent służb wewnętrznych, odpowiedzialny za inflirtowanie IRA, jest powiązywany z dziesiątkami morderstw. Oficjalnie aresztowany go za zarzuty morderstwa, porwania i tortur – informuje „The Daily Telegraph”.

„Stakeknife” prawdopodobnie działał w jednostce bezpieczeństwa wewnętrznego Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), odpowiedzialnej za brutalne przesłuchiwania i mordowanie ludzi podejrzewanych o szpiegostwo. Wszystko to miało się dziać w trakcie niespokojnych czasów działalności IRA – podaje brytyjski dziennik.

Śledztwo z 2003 roku, prowadzone przez dziennikarzy, zdemaskowało Scappaticciego, jednakże ten zaprzeczył wszelkim zarzutom. W 2016 roku policja uruchomiła operację „Kenova”, w sprawie działalności „Stakeknife”. Aresztowano 72-letniego Scappaticciego. Prawie 50 detektywów pracuje nad śledztwem. Badają 50 morderstw, a także liczne poszlaki usiłowania zabójstw czy bezprawnego więzienia ludzi – informuje „The Daily Telegraph”.

Mimo zarzutów wobec Scappaticciego wiadomo, że był on cenionym agentem wojskowym. Operacja „Kenova” analizuje również czy istnieją dowody popełnienia przestępstwa przez członków brytyjskiej armii i brytyjskich służb bezpieczeństwa – podał dziennik.
Źródło info i foto: onet.pl

IRA czy ETA uderzały w konkretne cele. Islamiści atakują wszędzie

Postanowiliśmy sprawdzić, czy faktycznie w minionych dekadach terroryzm był większym problemem niż obecnie.

Po ostatnich zamachach terrorystycznych w Europie – masakrze w Nicei, zabójstwie księdza katolickiego we Francji i kilku atakach w Niemczech – pojawiły się głosy, że powołujący się na islam terroryzm wciąż jest w Europie zjawiskiem stosunkowo rzadkim, szczególnie jeśli się go porówna do aktów terroru, które miały miejsce na naszym kontynencie w latach 70. czy 80. XX w. Taką opinię w Polsce wyraził np. szef Komitetu Obrony Demokracji Mateusz Kijowski, który stwierdził nawet, że na tle liczby ofiar „terroryzmu chrześcijańskiego” ten inspirowany islamem wcale nie jest zagrożeniem. Postanowiliśmy przyjrzeć się statystykom i sprawdzić, czy tak jest istotnie.

Na początek parę uwag metodologicznych. Do badania użyliśmy Global Terrorism Database, czyli potężnej bazy danych, prowadzonej przez znajdujące się na Uniwersytecie Maryland Narodowe Konsorcjum na rzecz Studiów nad Terroryzmem i Odpowiedzi na Terroryzm. W bazie są udokumentowane wszystkie zamachy terrorystyczne na świecie przeprowadzone po 1970 r. Na dane GTD powołuje się większość instytucji zajmujących się terroryzmem, często są one także przywoływane w mediach. Mimo że jest ona zapewne największą tego typu bazą na świecie, też nie jest idealna i można się w niej natknąć na błędy czy nieścisłości.

Przykładem jest chociażby zamach na samolot linii PanAm nad szkocką miejscowością Lockerbie w 1988 r., przy którym widnieje uwaga „sprawcy nieznani”, choć po latach Libia przyznała się do odpowiedzialności, a dwóch jej obywateli zostało nawet osądzonych i skazanych przed międzynarodowym sądem. Albo dwukrotne policzenie zamachu w Aldershot w Wielkiej Brytanii w 1972 r., który trafił na konto dwóch odłamów Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Dyskusyjne jest też rozdzielanie takich zamachów, jak ten w Madrycie w 2004 r., na cztery oddzielne, jako że wybuchły cztery ładunki, czy uznawanie za akt terrorystyczny pożaru budynku Denmark Place w Londynie w 1980 r., który został podpalony przez jednego z pijanych klientów po awanturze w barze.

Niemniej, mimo zastrzeżeń, staraliśmy się nie zmieniać danych GTD. Do porównania wzięliśmy pod uwagę wszystkie zamachy od 1970 r. do końca ubiegłego roku, które miały miejsce na terenie Europy Zachodniej. Wyróżniliśmy te, które zostały przeprowadzone przez organizacje wywodzące się z krajów muzułmańskich – niezależnie od tego, czy odwoływały się do ideologii islamskiej, nacjonalistycznej, socjalistycznej, czy jakiejkolwiek innej. Natomiast grupy, które wywodziły się z innego kręgu kulturowego niż islamski – np. dość aktywna na przełomie lat 70. i 80. organizacja ormiańska – są wliczone do pozostałych, czyli razem z „rdzennie europejskimi” terrorystami.

Według Global Terror Database od początku 1970 do końca 2015 r. (z wyjątkiem 1993 r., za który nie ma danych) w Europie Zachodniej miało miejsce 15 830 incydentów terrorystycznych, z czego w 3720 przypadkach zginęła co najmniej jedna osoba. Łącznie śmierć poniosło 6348 osób (GTD wlicza do tej liczby także zamachowców). Ci, którzy twierdzą, że kiedyś ataków terrorystycznych było znacznie więcej niż obecnie, mają rację – ubiegły rok, będący najgorszym od początku XXI w., w latach 70. czy 80. byłby uznany za wyjątkowo spokojny. W rekordowym 1979 r. liczba incydentów terrorystycznych była ponad trzy razy większa niż dziś. Jeszcze bardziej ta różnica jest widoczna w przypadku ataków z ofiarami śmiertelnymi.

Jednak wyciąganie z tego wniosku, że współczesny terroryzm islamski jest stosunkowo mniej groźny, jest zupełnie błędne. Po pierwsze trzeba zauważyć, że ponad połowa wszystkich incydentów terrorystycznych miała miejsce w zaledwie dwóch państwach – w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, a zdecydowana większość z nich tylko w dwóch ich regionach – Irlandii Północnej i Kraju Basków. Jeśli wziąć pod uwagę tylko okres do końca lat 90., gdy zawarto porozumienie pokojowe w Irlandii Północnej, zaś baskijska ETA dwukrotnie ogłaszała zawieszenie broni, i tylko zamachy z ofiarami śmiertelnymi, to na tych dwóch niewielkich terytoriach miało miejsce około 90 proc. wszystkich aktów terroru w Europie Zachodniej.

W pozostałych państwach zamachy terrorystyczne też się zdarzały – czasem nawet bardzo krwawe – ale absolutnie nie na co dzień. Dla przykładu – w Niemczech Zachodnich, w których przecież aktywnie działały zarówno lewackie organizacje – choćby Frakcja Armii Czerwonej czy Grupa Baader-Meinhof – jak i skrajnie prawicowe, od 1970 r. do zjednoczenia w 1990 r. miało miejsce 46 zamachów z ofiarami śmiertelnymi, a zginęło w nich 97 osób. Czyli mniej niż w ciągu jednego dnia w Paryżu w zeszłym roku.

Po drugie, organizacje odpowiedzialne za największą liczbę ofiar, czyli Irlandzka Armia Republikańska, jej odłamy, walczące z nią Ulster Volunteers Force (UVF), Ulster Freedom Fighters (UFF) i pomniejsze lojalistyczne bojówki, a także baskijska ETA, przeważnie atakowały konkretne cele. Ugrupowania północnoirlandzkie – siebie nawzajem, a IRA dodatkowo także brytyjskich żołnierzy i policjantów, zaś ETA – głównie funkcjonariuszy hiszpańskiego państwa – żołnierzy, policjantów, polityków, sędziów. I w jednym, i w drugim konflikcie zdarzały się zamachy, w których ginęli przypadkowi, postronni ludzie, ale były one wyraźną mniejszością.

Z danych wynika, że GTD IRA przeprowadziła nieco ponad 1300 zamachów, w których były ofiary śmiertelne, z czego w prawie tysiącu przypadków ginęła jedna osoba. W najkrwawszym przeprowadzonym przez nią zamachu zginęło 18 osób. Miał on miejsce w Warrenpoint, a jego celem były koszary wojskowe. Skala działania i cele były więc zupełnie inne niż później w przypadku dżihadystów z Al-Kaidy czy Państwa Islamskiego. W najtragiczniejszym w skutkach ataku UVF zginęło 26 osób – i w tym przypadku byli to akurat cywile – ale był to raczej wyjątek niż reguła. ETA przeprowadziła w całej swojej historii tylko trzy zamachy, w których liczba ofiar była dwucyfrowa.

Powyższe przykłady nie są próbą usprawiedliwiania terroru, ale trudno nie dostrzec różnicy w stosowanych środkach między tamtymi organizacjami a współczesnymi. Z drugiej strony nie można też zapominać o takich zamachach, jak ten przeprowadzony przez neofaszystowską organizację Nuclei Armati Rivoluzionari w sierpniu 1980 r. na stacji kolejowej w Bolonii, gdzie zginęło 85 zupełnie przypadkowych osób.

Zupełnie błędne jest wreszcie twierdzenie, jakoby cały terroryzm z okresu zimnej wojny był rdzennie europejski (a już mówienie o jego chrześcijańskim charakterze jest tak absurdalne, że nie zasługuje nawet na odrębny wątek). Wspomniana właśnie Bolonia była jedynym tej skali zamachem terrorystycznym w okresie lat 70. i 80., którego korzenie nie tkwiły w krajach Bliskiego Wschodu bądź Afryki Północnej. Najtragiczniejszy w skutkach był już wymieniony zamach nad Lockerbie, przeprowadzony przez Libijczyków, gdy zginęło 270 osób.

Drugi pod tym względem był inny zamach na samolot – linii Trans World Airlines w 1974 r. Odpowiedzialna jest za to organizacja Abu Nidala, a zginęło 88 osób. Trzeci, jeśli chodzi o liczbę ofiar, był zamach w Bolonii, a na czwartym i piątym miejscu kolejne ataki na samoloty – dokonany znów przez grupę Abu Nidala w 1985 r. (60 osób) i przez Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny w 1970 r. (47 osób). Co trzeba podkreślić, we wszystkich największych atakach, które zostały przeprowadzone przez arabskie organizacje terrorystyczne, ginęli przypadkowi ludzie.

W XXI w. lista najtragiczniejszych ataków terrorystycznych mocno się zmieniła, głównie za sprawą ugrupowań dżihadystycznych. W zamachach w Madrycie w 2004 r. – licząc je łącznie – zginęło 191 osób. W serii zamachów w Paryżu w listopadzie zeszłego roku – 131, ale nawet jeśliby je liczyć oddzielnie, to i tak byłyby w czołówce. Jedynym masowym aktem terroru w bieżącym stuleciu, który nie odwoływał się do islamu, była masakra dokonana przez Norwega Andersa Breivika w Oslo i na wyspie Utoya w 2011 r.

Ze statystyk wyraźnie wynika, że samych zamachów terrorystycznych faktycznie jest mniej niż było przed laty, ale są one znacznie bardziej tragiczne, jeśli chodzi o liczbę ofiar, a po drugie częściej niż kiedykolwiek wcześniej giną w nich przypadkowi ludzie. Zaprzeczanie temu, że tego typu terroryzm rozpowszechniły w Europie ugrupowania bliskowschodnie – które wcale nie odwoływały się do islamu, bo ani Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, ani organizacja Abu Nidala nie były w najmniejszym stopniu religijno-fundamentalistyczne – jest bezcelowe. A na dodatek szkodliwe, bo wygląda na to, że z takim typem terroryzmu Europa będzie się musiała mierzyć coraz częściej. Problem nie zniknie od udawania, że nie istnieje. Ubiegły rok w latach 70. czy 80. byłby uznany za spokojny

Pół tego roku prawie jak cały ubiegły

Choć dopiero niedawno minęła połowa roku, już wiadomo, że 2016 r. będzie jednym z najgorszych w Europie Zachodniej pod względem liczby zabitych przez terrorystów. Od stycznia miały miejsce trzy poważne ataki z dwucyfrową liczbą ofiar śmiertelnych. Zaczęło się 22 marca w Brukseli, gdzie zaatakowane zostało tamtejsze międzynarodowe lotnisko Zaventem, a następnie metro. Łącznie zginęły 32 osoby plus trzech zamachowców powiązanych z Państwem Islamskim.

14 lipca, w dniu francuskiego święta narodowego, mieszkający w tym kraju Tunezyjczyk wjechał rozpędzoną ciężarówką w tłum oglądający wieczorem pokaz fajerwerków. Zginęło 85 osób plus zamachowiec, który również działał zainspirowany wezwaniami samozwańczego kalifatu z syryjsko-irackiego pogranicza.

Zaledwie kilka dni później w centrum handlowym w Monachium nastolatek irańskiego pochodzenia otworzył ogień do przypadkowych ludzi. Zginęło 10 osób, w tym sprawca, który popełnił samobójstwo. W tym przypadku wstępne wyniki śledztwa wskazują raczej na problemy psychiczne niż motywację religijną czy polityczną, niemniej Global Terrorism Database uwzględnia również takie przypadki.

Tylko te trzy zdarzenia dają w sumie 131 zabitych, czyli niewiele mniej niż w całym 2015 r. A to jeszcze nie wszystkie wydarzenia o charakterze terrorystycznym, które miały miejsce w tym roku.

Kilkanaście dni temu we Francji zamordowano katolickiego księdza, a wcześniej – dwójkę policjantów, kilka incydentów miało miejsce w ciągu ostatniego miesiąca w Niemczech, w Wielkiej Brytanii na kilka dni przed referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej zamordowano laburzystowską deputowaną Jo Cox. Prawdopodobieństwo, że bieżący rok zakończy się jeszcze gorszym bilansem niż poprzedni, jest zatem spore.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Konflikt wewnątrz struktur dżihadystycznych

Ośmiu członków tzw. Państwa Islamskiego, którzy przybyli do Syrii i Iraku w ostatnich latach, zostało straconych po tym, jak szefostwo organizacji uznało, że przygotowywali bunt i byli gotowi do ucieczki – pisze brytyjski „Guardian”, powołując się na grupę dziennikarzy działających w podziemiu w stolicy dżihadystów – Rakce. „Guardian” cytuje wiadomość przekazaną na Twitterze przez organizację Raqqa is Being Slaughtered Silently (RBSS). Syryjscy dziennikarze przebywający w mieście poinformowali o napięciach w łonie IS na linii holenderscy dżihadyści-wywiad IS w Iraku.

Oskarżeni o bunt.

Zemsta i wyroki Napięcie miało osiągnąć punkt kulminacyjny w lutym. Grupa terrorystów z Holandii licząca około 75 osób, w większości pochodzenia marokańskiego, została oskarżona o próbę ucieczki przy jednoczesnym podnoszeniu buntu w szeregach IS w Iraku. Najpierw kontrwywiad IS przeprowadził dochodzenie i nakazał aresztowanie trzech osób, a potem oskarżył je o przygotowywanie ucieczki. Jeden mężczyzna miał zginąć jeszcze w czasie przesłuchań. Wtedy z obozu Holendrów podobno wyszły sygnały o potrzebie buntu. Ze stolicy dżihadystów – Rakki – wysłano więc do nich rozjemcę mającego pogodzić obie strony. W akcie zemsty został jednak zabity.

W związku z tym szefostwo IS nakazało aresztowanie wszystkich bez wyjątku islamistów przybyłych z Holandii. Przewieziono ich do Tabaki i Maadan w Syrii. Z grupy ponad 70, ośmiu skazano na śmierć. Wyroki wykonano. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka nie potrafiło potwierdzić tych informacji, przekazało jednak, że w ostatnich tygodniach na obszarze przygranicznym Syrii i Iraku zginęło trzech dżihadystów z jednego z europejskich krajów. Holenderskie służby specjalne uważają, że z ich kraju na Bliski Wschód w 2014 i 2015 r. wyruszyło w sumie około 200 osób, z których wiele stanowiły kobiety i dzieci.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Szykowali zamach na księcia Karola

Irlandzka policja aresztowała sześć osób podejrzanych o planowanie zamachu na następcę brytyjskiego tronu, księcia Karola. W przyszłym tygodniu – wraz małżonką Camillą – ma on odwiedzić Zieloną Wyspę. W pobliżu jednego z miejsc na trasie podróży książęcej pary znaleziono broń i materiały wybuchowe. Jak informują media, aresztowani mają powiązania z radykalnymi odłamami Irlandzkiej Armii Republikańskiej, które nie uznają procesu pokojowego i podpisanego przed laty wielkopiątkowego porozumienia.

Zatrzymani mężczyźni są obecnie przesłuchiwani. Zarzuca się im planowanie aktów terrorystycznych, przynależność do nielegalnych organizacji i posiadanie materiałów wybuchowych. Podczas czterodniowej wizyty w Ulsterze i Republice Irlandii książę Karol ma oddać hołd swemu wujowi, lordowi Mountbatten, który w 1979 roku zginął w zamachu bombowym przeprowadzonym przez IRA.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Gerard „Jock” Davison zastrzelony w Belfaście

Gerard „Jock” Davison, jeden z najważniejszych byłych członków dowództwa Tymczasowej Irlandzkiej Armii Republikańskiej, został zastrzelony w biały dzień na jednej z ulic w południowym Belfaście. Davison był jednym z dowódców paramilitarnej organizacji po jej rozłamie w 1969 roku. Część członków Irlandzkiej Armii Republikańskiej utworzyła wtedy organizację PIRA (ang. Provisional IRA), później uznając siebie za kontynuatora IRA i wracając do dawnej nazwy.

Działacz IRA i Sinn Fein

Jak pisze brytyjski „Guardian”, Irlandczyk zginął we wtorkowy poranek na ulicy w Belfaście, na oczach dzieci idących do szkoły. Nie wiadomo na razie, kto jest mordercą, policja poinformowała jednak, że Davison został postrzelony „kilka razy”, w tym raz w tył głowy.

„Guardian” pisze, że świadkiem morderstwa byłego dowódcy IRA mógł być jego syn, bo według zeznań innych ludzi jedno z dzieci będących w okolicy, po tym jak padły strzały, miało zacząć krzyczeć „Tato, tato!”. Gerard Davison od czasu podpisania zawieszenia broni przez IRA i brytyjski rząd w 1997 r. był jednym z najważniejszych działaczy propagujących wdrożenie i kontynuowanie procesu pokojowego w Irlandii Północnej.

Cieszył się wielkim poważaniem w lokalnej społeczności jak i w całym Belfaście. W latach 80., zaczął też działać w organizacji Sinn Fein walczącej o niepodległość Irlandii na drodze politycznej. Sinn Fein – najważniejsza obecnie i wciąż nastawiona niepodległościowo partia polityczna w Irlandii Północnej – nazwała zabójstwo Davisona „działaniem czynników kryminalnych”. „Guardian” pisze, że śmierć Davisona to najpoważniejsze morderstwo polityczne lidera IRA i Sinn Fein od 1997 roku.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Gerry Adams aresztowany w związku z zabójstwem z 1972 roku

Gerry Adams został zatrzymany przez policję w związku z zamordowaniem w 1972 r. przez IRA 37-letniej wdowy Jean McConville, matki 10 dzieci. Przywódca północnoirlandzkiej partii Sinn Fein zaprzecza jakoby miał jakikolwiek związek z tym morderstwem. Adams zgłosił się sam na posterunek policji i został zatrzymany po przesłuchaniu. McConville, mieszkanka jednej z zachodnich dzielnic Belfastu, została – według ustaleń policji – uprowadzona i zastrzelona przez Irlandzką Armię Republikańską (IRA), która podejrzewała ją, że jest informatorką armii brytyjskiej. Jej zwłoki znaleziono po ponad 30 latach, w sierpniu 2003 r. na plaży w hrabstwie Louth (Republika Irlandzka). Żródło info i foto: TVP.info

Bomba IRA w pobliżu szczytu G-8

Policja w Irlandii Północnej przyznała, że potężna bomba znaleziona w piątek nad granicą z Republiką Irlandii znajdowała się niedaleko ośrodka, gdzie w czerwcu spotkają się przywódcy grupy G-8. Bomba sporządzona przez radykalnych republikanów przeznaczona była jednak przypuszczalnie do zamachu na inny cel. Policja znalazła 60 kilogramów materiału wybuchowego domowej produkcji upakowane w baryłkę po piwie i ukryte w samochodzie. Volkswagen Bora, zaparkowany Pod Enniskillen w hrabstwie Fermanagh, wydał się mieszkańcom podejrzany i zawiadomili policję. Jak się uważa, celem zamachu miał być silnie ufortyfikowany posterunek północnoirlandzkiej policji w Lisnaskea. W tym roku udaremniono już dwie inne próby zamachów na komisariaty policji – w Belfaście i Londonderry, gdzie terroryści planowali odpalić pociski z domowej roboty moździerzy. Żródło info i foto: Dziennik.pl