Skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi opuścił areszt

Wrocławski sąd rozpatrzył zażalenia na areszt tymczasowy zastosowany wobec mężczyzn nieprawomocnie skazanych na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i gwałt 15-letniej Małgosi. Jeden z mężczyzn wyszedł na wolność, drugi – decyzją Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu – ma w nim pozostać.

25 września Sąd Okręgowy we Wrocławiu, który zajmował się sprawą „zbrodni miłoszyckiej”, skazał Norberta Basiurę (mężczyzna zgodził się na publikację swoich danych i wizerunku) i Ireneusza M. na 25 lat pozbawienia wolności. Orzekł też, że obaj przez kolejne 10 lat pozbawieni będą praw publicznych. – Z przekonaniem wydaliśmy ten wyrok, uznając, że wina i okoliczności nie budzą wątpliwości – mówił w uzasadnieniu Marek Poteralski, sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Wyrok nie jest prawomocny.

Po jego ogłoszeniu sąd przekazał, że wobec Basiury zostanie zastosowany środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztowania. Mężczyznę, który przed sądem odpowiadał z wolnej stopy, zakuto w kajdanki na sali rozpraw. To nie spodobało się jego obrońcy. – Sam fakt aresztowania go, niestety, ale przed kamerami, jest dla mnie wysoce bulwersujący. Pamiętajmy, że to jest osoba, która ma żonę i dzieci – mówiła mecenas Renata Kopczyk, obrończyni Basiury. I zapowiedziała złożenie zażalenia na zastosowanie wobec swojego klienta tymczasowego aresztowania.

Na dalszy ciąg procesu jeden poczeka w areszcie, drugi na wolności

W poniedziałek zażalenia na decyzję o areszcie rozpatrywał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Zdecydował, że Basiura nie będzie czekał na prawomocne rozstrzygnięcie sprawy „zbrodni miłoszyckiej” za kratami. Sąd uchylił zastosowany wobec niego, tuż po ogłoszeniu wyroku, areszt tymczasowy.

Mężczyzna opuścił areszt w poniedziałek po południu. W krótkiej rozmowie z dziennikarzami przedstawił się i powiedział, że „wierzy w sprawiedliwe sądy”. Dodał, by prośby o komentarze kierować do jego adwokat.

Tego samego dnia sąd odrzucił zażalenie na areszt dla Ireneusza M., drugiego oskarżonego w tej sprawie.

Z taką decyzją sądu nie zgadza się prokuratura. Jak mówił jej przedstawiciel, sąd pierwszej instancji wymierzył obu mężczyznom taką samą karę, są oskarżeni o to samo przestępstwo i wobec obu powinien być zastosowany ten sam środek zapobiegawczy.

Na tę decyzję wrocławskiego Sądu Apelacyjnego stronom przysługuje zażalenie.

„Według sądu nie ma obawy ani matactwa, ani ukrywania się”

Do decyzji sądu o zwolnieniu Basiury z aresztu tymczasowego odniosła się w rozmowie z TVN24 jego adwokat, mecenas Renata Kopczyk. – Sąd Apelacyjny uwzględnił zażalenie obrony w całości, czyli uznał, że nie ma ani przesłanek ogólnych, ani szczególnych w zakresie stosowania środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania względem Norberta Basiury – wskazywała.

Wyjaśniała, że „według sądu nie ma obawy ani matactwa, ani ukrywania się”. – Mój klient do tej pory odpowiadał z wolnej stopy. Nigdy w życiu nie utrudniał tego postępowania. Wręcz przeciwnie, stawiał się na każde wezwanie, był na każdej rozprawie. Zatem tutaj postanowienie sądu okręgowego w tym zakresie było niepełne i wręcz bardzo wątpliwie – oceniła Kopczyk.

Adwokat poinformowała, że dalsze kroki są „jasne”. – Mamy nieprawomocny wyrok sądu pierwszej instancji. Złożyliśmy wniosek o uzasadnienie, czekamy na to uzasadnienie pisemne. Bo uzasadnienie ustne zostało nam przedstawione zaraz po ogłoszeniu wyroku. I tak, jak deklarowaliśmy 25 września, będziemy składać apelację – oświadczyła.

Kopczyk mówiła, że nie ma „linii obrony”. – Walczymy tak naprawdę z kwestią tych wątpliwości, które od samego początku przedstawiamy – dodała. Oceniła również, że „jak jest duży medialny proces, to część społeczeństwa już skazuje, osądza, część społeczeństwa uważa, że to jest kolejny niewinny”. – Ja już staram się na to nie zwracać uwagi – powiedziała. Jej zdaniem „opinia społeczna oczywiście jest ważna, niemniej jednak nie ona decyduje”. – Decydują fakty i decydują dowody, których w tej sprawie po prostu nie ma – powiedziała.

Jeden z oskarżonych odpowiadał z wolnej stopy

Basiura po tym jak, w 2018 roku, usłyszał zarzuty w sprawie gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi został tymczasowo aresztowany. Jednak po kilku miesiącach, w styczniu 2019 roku, Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił zastosowany wobec niego środek zapobiegawczy. Od tego czasu mężczyzna przebywał na wolności.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu zdecydował też o przedłużeniu, do 29 stycznia 2021 roku, aresztu wobec Ireneusza M. Drugi z oskarżonych za kratami siedzi od kilku lat. Gdy usłyszał zarzuty w sprawie zabójstwa nastolatki, odsiadywał bowiem wyrok za gwałty i groźby karalne. Kara zakończyła się we wrześniu tego roku. I gdyby nie areszt tymczasowy w sprawie „zbrodni miłoszyckiej” M. mógłby wyjść na wolność.

Zbrodnia sprzed lat

Nagie, porzucone na jednej z posesji w Miłoszycach, ciało Małgosi znaleziono zaledwie kilkadziesiąt kroków od miejsca, w którym dziewczyna spędzała ostatni dzień 1996 roku. Sylwestra świętowała pierwszy raz poza domem. Miała tam wrócić o piątej rano pociągiem. Gdy się nie pojawiła, rodzice rozpoczęli poszukiwania. O sprawie powiadomiono policję. Kilka godzin później znaleziono ciało nastolatki. Dziewczyna zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Zdaniem śledczych zabójców nastolatki było trzech. Śledztwo prokuratury w tej sprawie wciąż trwa.

Niesłusznie skazany walczy o sprawiedliwość

W 2004 roku za gwałt i zabójstwo Małgosi na 25 lat prawomocnie skazano Tomasza Komendę. Po 18 latach spędzonych za kratami, gdy specjalny zespół śledczych ponownie zaczął analizować sprawę tego, co wydarzyło się w Miłoszycach, okazało się, że mężczyzna został niesłusznie skazany. W maju 2018 roku – po wznowieniu postępowania – Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę.

W prokuraturze w Łodzi trwa postępowanie wyjaśniające nieprawidłowości, jakich dopuszczono się w śledztwie przeciwko Tomaszowi Komendzie. On sam, przed Sądem Okręgowym w Opolu, walczy o zadośćuczynienie i odszkodowanie za lata spędzone w zakładach karnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest wyrok ws. zgwałcenia i zabicia 15-latki z Miłoszyc. Ireneusz M. oraz Norbert B. skazani

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie głośnej zbrodni w Miłoszycach. Oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-latki Ireneusz M. oraz Norbert B. zostali skazani na 25 lat więzienia i pozbawieni praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. W sprawie wcześniej niesłusznie skazano Tomasza Komendę, który w więzieniu spędził 18 lat. Mężczyzna został uniewinniony.

Prokuratura za brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny żądała dla Ireneusza M. kary dożywocia. Drugiemu z oskarżonych mężczyzn – Norbertowi B. groził natomiast wyrok w wysokości 25 lat pozbawienia wolości.

Sąd okręgowy we Wrocławiu skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia, a także pozbawił ich praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Wrocławski sąd uznał, że obaj oskarżeni są winni gwałtu ze szczególnym okrucieństwem, w wyniku którego 15-letnia Małgosia zamarła.

„Wina i okoliczności popełnienia czynu przez oskarżonych nie budzą wątpliwości” – powiedział przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Marek Poteralski.

Sędzia uznał ze za skazaniem, oprócz zeznań świadków, bezwzględnie przemawia materiał DNA znaleziony na ubraniu i ciele zgwałconej dziewczyny. Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości podkreślił, że w tej sprawie udział brały także inne niezidentyfikowane do tej pory osoby.

Podczas odczytywania wyroku, rodzice Małgosi stali z wyciągniętymi rękami. Zaciśnięte pięści kierowali na skazanych. Zaraz po wyroku na sali sądowej od razu zatrzymany został Norbert B., który do tej pory odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się także brat Tomasza Komendy.

Do zbrodni doszło w 1996 roku, podczas sylwestrowej zabawy w wiejskiej świetlicy w Miłoszycach koło Wrocławia w województwie dolnośląskim. Według opinii śledczych mężczyźni mieli podać 15-latce środki odurzające, upić ją, a później zgwałcić. Po dokonanej zbrodni sprawcy zostawili dziewczynę na mrozie. Nastolatka zmarła na skutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Tomasz Komenda niewinny

W sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę na 25 lat więzienia. Mężczyzna odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W 2018 roku został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kar. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach.

Prokuratura, na podstawie nowych materiałów dowodowych w sprawie, uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. Ostatecznie Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, uchylając wcześniejszy prawomocny wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki.

Sędzia wskazał, że w krótkim czasie po popełnieniu zbrodni, pojawiły się wskazówki dotyczące potencjalnego sprawcy zbrodni, ale „czynności podjęte wówczas nie doprowadziły do postawienia mu zarzutów”.

Po latach okazało się, że ta wskazana już na początku stycznia 1997 r. osoba, wedle wniosku o wznowienie postępowania, jest w tej chwili osobą podejrzana w tej sprawie – zaznaczył sędzia Andrzej Tomczyk.

Już wówczas było duże prawdopodobieństwo oskarżenia o tę zbrodnię osoby, która niedawno stała się podejrzana. Tak jednak się w tej sprawie nie stało – dodał przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Wskazał ponadto, że ekspertyzy śladów z miejsca zbrodni, a także badania DNA włosów znalezionych w pozostawionej na miejscu przestępstwa czapce, wykluczyły Tomasza Komendę.

Decyzję Sądu Najwyższego skomentował w 2018 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

„Choć tych utraconych lat życia panu Komendzie nikt nie zwróci, to przynajmniej to orzeczenie przywraca mu poczucie godności jako człowiekowi niewinnemu, człowiekowi niesłusznie skazanemu za okrutną zbrodnię – zabójstwo, gwałt na dziewczynce – którą popełnił inny sprawca” – przyznał Zbigniew Ziobro

Komenda walczy o odszkodowanie

Tomasz Komenda razem ze swoim pełnomocnikiem prof. Zbigniewem Ćwiąkalskim w 2019 roku złożyli do wrocławskiego sądu pozew o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ponad 18 mln zł za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia.

„Nie da się porównać krzywdy Tomasza Komendy z tymi sprawami, w których do tej pory przyznawane było zadośćuczynienie. Ktoś, kto jest skazany za zabójstwo dziecka, w więzieniach jest traktowany drastycznie” – przyznał mecenas Ćwiąkalski. Sprawa nadal jest w toku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dobiega końca proces ws. gwałtu i brutalnego zabójstwa 15-letniej Małgosi z Miłoszyc

Rodzice 15-letniej Małgosi, brutalnie zgwałconej i zamordowanej 23 lata temu w Miłoszycach (Dolny Śląsk) w końcu będą mogli spokojnie przeżyć żałobę. Kończy się bolesne rozdrapywanie ran w czasie kolejnych rozpraw mających ukarać winnych śmierci ich córeczki. Po trwającym ponad rok, drugim już procesie, zamknięto przewód sądowy i udzielono głosu stronom. Jako pierwszy, ponad 2-godzinną, niepozbawioną drastycznych szczegółów przemowę wygłosił prokurator, który zażądał dla Ireneusza M. (45 l.) dożywocia, a Norberta B (42 l.) 25 lat więzienia. Potem głos zabrali rodzice Małgosi, którzy nie kryli, że to zbyt niskie kary. Matka mówiła o karze śmierci, a ojciec odczytał zapisywane latami listy i przemyślenia, które przepełnione są niewyobrażalnym bólem.

1 września sędzia zaplanował zamknięcie przewodu, szykując się tym samym na wydanie wyroku. Oskarżeni złożyli jednak liczne wnioski, które przy pozytywnym rozpatrzeniu, mogłyby wydłużyć proces nawet o kolejne miesiące. Chcieli m.in. dodatkowych badań DNA, twierdząc, że opinia biegłego Krzysztofa Kolocha, która najbardziej ich pogrąża, była niekonsekwentna i pełna sprzeczności. Nie potrafią zrozumieć m.in. dlaczego jedne badane próbki z materiałem genetycznym uległy degradacji po latach, a ostały się akurat te, na których opierają się ich zarzuty. Obrońcy Ireneusza M. i Norberta B. przypomnieli dodatkowo, że na opinię biegłego czekali 10 miesięcy, a na zapoznanie się z nią mieli tylko kilka dni. Zażądali więc własnych badań DNA oraz dodatkowej opinii psychologa.

Prokurator odpowiedział, że oskarżeni zawsze poddają w wątpliwość niekorzystne opinie i jeśli sąd uwzględniałby każdy ich wniosek, trzeba by wzywać i przesłuchiwać biegłych bez końca. – DNA się niszczy i można je zbadać tylko raz, ale biegły wykonał wystarczająco dużo próbek – podkreśla oskarżyciel Dariusz Sobieski i zwrócił się do sądu o oddalenie wniosku. Tego samego chciał ojciec Małgosi. – Dowód DNA jest pewny i niech obrona już nie robi zamieszania. To wywołuje we mnie zwątpienie, że wymiar sprawiedliwości miałby słuchać w nieskończoność biegłych. Ja ufam opinii biegłego, koniec i kropka – mówił mężczyzna.

Dodał tez, że rozprawa „zaczyna być smutna, bo dowody latami leżały w sejfie”. Jako przykład nieudolności śledczych wymienił majtki, które włączono do materiału dowodowego, a które nie należały do jego córki. – Nic dziwnego, że nie znaleziono na nich DNA oskarżonych. Bo to nie były majtki Małgosi! – zdenerwował się. Jeszcze bardziej stanowcza w swoich osądach jest matka zamordowanej nastolatki. – Chcę, by ten proces się skończył. Mam dość patrzenia na tych zwyrodnialców i suk***nów – podkreślała przed sądem. Gdy Ireneusz M. zaczął mówić o swojej niewinności, nie wytrzymała i wyszła z sali.

„Ponowne badania nie przyniosą przełomu”

Po krótkiej przerwie sąd oddalił wnioski obydwu oskarżonych o ponowne badanie DNA oraz wszystkie pozostałe. Wyjaśnił, że pobranych w przeszłości próbek ponownie zbadać się nie da, ponieważ zostały już zniszczone, jak dzieje się przy każdej podobnej procedurze. Nie ma też sensu szukać kolejnych śladów na ubraniach ofiary, bo może ich tam zwyczajnie nie być. – Nowi biegli zostaliby powołani, gdyby dotychczasowa opinia była niepełna. A zdaniem sądu nie jest. Dodatkowo wniosek o ponowne badanie DNA uznano za bezzasadny, ponieważ nie da się już zrobić takiej analizy śladów, jakie było możliwe wcześniej – wyjaśnił sędzia Marek Poteralski.

Ireneusz M. za wszelką cenę chciał przeciągać proces, i tak jak na poprzednich, składał kolejne wnioski. Gdy sędzia skrupulatnie je odrzucał, oskarżony myślał, że wyjął asa z rękawa i zażądał zmiany całego składu sędziowskiego. To tylko opóźniło to, co w końcu i tak miało nadejść, czyli głosy stron. Absurdalne żądanie odrzucono, argumentując, że zarówno ławnicy, jak i sędzia pracowali prawidłowo, a fakt, że oskarżonemu nie podobają się ich decyzje, to wyłącznie jego subiektywne odczucia.

Prokurator: Będę mówił o dziecku, które nie miało szans stać się Małgorzatą

Prokurator w swojej mowie końcowej podkreślił, jak bardzo cieszy się z tego, że sprawa dobiega końca, ponieważ rodzice ofiary po raz kolejny musieli wrócić do najbardziej bolesnych wspomnień. – Będę mówił o Małgosi. O dziecku, które nigdy nie stało się Małgorzatą. Dlaczego tak się stało? Po tym okrutnym czynie nie dostała szansy, aby przeżyć – mówił Dariusz Sobieski. – Nikt nie powiedział, że tam umiera ta dziewczyna. Moim zdaniem było to zamierzone, żeby uniknąć odpowiedzialności. Nie dowiemy się, czemu inna młodzież nie zareagowała – podkreślał.

Zaznaczył, że pomijając już emocje, fakty i materiał dowodowy przeczą niewinności sprawców. Małgosia dwa miesiące wcześniej skończyła 15 lat. To miał być jej pierwszy „dorosły” Sylwester. I choć jej rodzice mieli całą masę wątpliwości, w końcu zgodzili się, by córka bawiła się tej wyjątkowej nocy z koleżankami. Niestety, w pierwszy dzień nowego, 1997 roku, zamiast posłuchać relacji nastolatki z imprezy, bliscy zobaczyli jej zmasakrowane i odarte z godności zwłoki.

Serce pęka na samą myśl o tym, co przeżywała bezbronna dziewczyna. Była gwałcona tak długo i brutalnie, że doznała krwotoku narządów płciowych. Biegli uznali to za jedną z dwóch, obok zamarznięcia, przyczynę zgonu. Odurzona, cała w krwi i bezsilna nastolatka leżała w ciemności na śniegu pod stodołą, a niewyobrażalny mróz przeszywał jej obolałe ciało. – Wyszła na zabawę o godz. 19.30 i już wtedy było minus 13 stopni. Gdy porzucili ją bez szansy na ratunek, temperatura na zewnątrz spadła jeszcze bardziej. Takich zim nie mam od lat – przypomniał prokurator.

Na podstawie akt, opowiedział też jak nastolatka poznała swoich przyszłych oprawców. Norbert B., który tego dnia był ochroniarzem w klubie, sprzedał jej bilet wstępu, a potem nawet momentami bawił się z nią i jej koleżanką. Z czasem pojawił się też Ireneusz M., rozwścieczony po niedawnej domowej awanturze z żoną. Zbił szybę, więc był cały zakrwawiony.

To właśnie ta rana miała mu się otworzyć, gdy Małgosia broniła się przed gwałtem. – Dlatego też łatwo zostawił ślady. Krwawy podpis na miejscu zbrodni – podkreślał prokurator. Swój materiał biologiczny miał zostawić też m.in. na staromodnej koronkowej chustce (być może dostał ją od babci, gdy się zranił o szkło) i czapce znalezionych potem w okolicach ciała ofiary. Oskarżyciel dodał, że trudno ustalić kiedy dokładnie po północy 15-latka wyszła z klubu po raz ostatni. – Wtedy młodzież nie miała komórek, jak dziś. Niektórzy pili po raz pierwszy, mało kto dbał o godzinę – wyjaśnił prokurator.

Ireneusza M. pogrążyło też to, że podobnie jak Małgosię, skrzywdził też inną dziewczynę. Biegli wykonujący sekcję zwłok nastolatki wskazali, jak bardzo wynaturzony był to gwałt i jakich praktyk dopuścił się zboczeniec. – To samo przeszła inna ofiara Ireneusza M. i to ona staje się teraz głosem Małgosi – dodał prokurator porównując atak na 15-latkę do głośnego ostatnio gwałtu w Izraelu. – Była okazja: odurzona dziewczyna którą można było okrutnie wykorzystać – powiedział.

W trakcie mowy oskarżyciela rodzice Małgosi nie mogli powstrzymać łez. Później już tylko siedzieli patrząc w pustkę. Stracili sens życia i mówią wprost, że nic nie uleczy ich ran, czym również zechcieli podzielić się w mowach końcowych. Mama dziewczyny zwróciła się wprost do sędziego, żądając kary śmierci dla dwóch oskarżonych. – Kara powinna być dwa razy gorsza od tego co zrobili mojej Małgosi. Miała prawo żyć, miała prawo żyć jak chce. Ten bandyta zwyrodniały powinien wtedy siedzieć w domu z żoną, wiadomo po co przyjechał na dyskotekę. A Norberta B. nadal się wszyscy boją, a mnie wytykają palcami. Żądam kary śmierci – apelowała pełnym żalu, bezsilności i wściekłości głosem zraniona kobieta.

Potem głos zabrał tata Małgosi, który odczytał gromadzone przez lata listy i refleksje wspominające tragedię oraz opisujące wielki ból i żal, który dotyka ich każdego dnia. Trudno było bez uronienia łzy wysłuchać poetyckich, przedstawionych w 3 osobie opisów dramatu rodziców. Wspominał umierającą na śniegu córeczką w tych słowach: „Oby nie przyszli tylko oni, robi się ciepło, chyba mama i tata zabrali mnie do domu” oraz obojętnych mieszkańców Miłoszyc:” Na drugi dzień Miłoszyce śpią, a Małgosia leży pod stodołą, 20 metrów od domu”. Mówił też o tym, że w 10 rocznicę dramatu jego córki piorun spalił stodołę, przy której skonała nastolatka. – Czy tak planował Bóg? A może niczego nie planował? – pytał w sądzie zrezygnowany mężczyzna.

Ireneusz M. i Norbert B. mogliby nigdy nie stanąć przed sądem…

Po niechlujnie przeprowadzonym śledztwie i na podstawie wątpliwych dowodów, winnym śmierci 15-latki wrocławski sąd uznał Tomasza Komendę (44 l.) i skazał go na 25 lat więzienia. Wypuszczono go dopiero po 18 latach, gdy okazało się, że z gwałtem i morderstwem nie ma nic wspólnego, bo śledczy wytypowali innych podejrzanych.

W czerwcu 2017 r. zarzuty usłyszał Ireneusz M. (45 l.), który feralnej nocy bawił się z Małgosią na tej samej dyskotece, widziano go na posesji, gdzie odkryto jej ciało, a także wielokrotnie dopuszczał się gwałtów. Nawet teraz odsiaduje wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Choć to szokujące, kilka dni po zbrodni został przesłuchany i zdradził szczegóły, które mogły być znane tylko zabójcy, ale nikt nie połączył faktów. Dopiero analiza jego zeznań po 20 latach uzmysłowiła śledczym, że Ireneusz M. mówił, że pamięta z imprezy białe skarpetki Małgosi. Tymczasem na zabawie dziewczyna miała je ukryte pod rajtuzami i kozakami. To wszystko zdjęli dopiero oprawcy dziewczyny, pozostawiając ją na mrozie w samych skarpetkach na pewną śmierć.

W 2018 r. aresztowano Norberta B. (42 l.), który był ochroniarzem w dyskotece, gdzie swoje ostatnie chwile spędziła nastolatka. Podobnie jak Ireneusz M., wielokrotnie plątał się w zeznaniach, a świadkowie mówili o tym, że między nim a Małgosią w czasie zabawy doszło do zbliżenia. Nie znaleziono jednak na tyle mocnych dowodów, by na kolejne procesy czekał w areszcie i od tego roku B. odpowiada z wolnej stopy. O taką możliwość walczył też drugi oskarżony i prawie mu się udało. Ireneusz M. miał wyjść zza krat lada dzień, ale Sąd Apelacyjny ostatecznie zmienił zdanie.

W maju ubiegłego roku ruszył nowy proces w tej bulwersującej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiedli właśnie Ireneusz M. i Norbert B. Śledczy od początku nie mieli wątpliwości, że w zbrodnię zamieszanych jest więcej osób. Na kolejnych rozprawach biegli dowiedli, że na pewno jest to wytypowana dwójka. Na rzeczach Małgosi były ich ślady DNA. Ireneusza pogrążył dodatkowo ślad odcisku szczęki, pozostawiony na ciele dziewczyny. Czy był tam ktoś jeszcze?

Opóźnianie procesu

Główny oskarżony, Ireneusz M. od początku starał się opóźnić wydanie wyroku. Nie przyznaje się do winy, a wręcz twierdzi, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. W związku z tym zasypuje sąd wnioskami dowodowymi, które składa na niemal każdej rozprawie. Żądał m.in. ponownego słuchania świadków (odtwarzanie nagrań z ich zeznań go nie zadowala), powołania nowych biegłych i ekspertów, a także tego, by ustalić i przesłuchać wszystkich policjantów, którzy pracowali przy tej sprawie. Nie podobało mu się nawet działanie własnego adwokata, którego zdążył już zmienić.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd zmienił decyzję ws. Ireneusza M. Podejrzany o zbrodnię w Miłoszycach zostaje w areszcie

Ireneusz M. podejrzany o zbrodnię w Miłoszycach zostaje w areszcie – podała reporterka Radia ZET Grażyna Wiatr. Tym samym Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił swoją wcześniejszą decyzję. Jeszcze przed kilkoma dniami uznał bowiem, że Ireneusz M. może areszt opuścić. Decyzja Sądu Apelacyjnego oznacza, że Ireneusz M. pozostanie w areszcie co najmniej do 31 października.

Ireneusz M. w 2015 r. został skazany za gwałt, odsiadywanie wyroku ma zakończyć we wrześniu tego roku. W 2017 r. trafił do aresztu w związku ze sprawą morderstwa 15-letniej Małgorzaty w Miłoszycach.

Mężczyzna kilkukrotnie domagał się zwolnienia z aresztu i powrotu do więzienia, gdzie obowiązuje mniejszy rygor. 11 sierpnia do wniosku mężczyzny przychylił się Sąd Apelacyjny. To oznaczało, że we wrześniu Ireneusz M. miał odpowiadać już z wolnej stopy (podobnie jak drugi z oskarżonych Norbert Basiura, który opuścił areszt już wcześniej). Proces w sprawie morderstwa trwa od maja ubiegłego roku.

– Sąd apelacyjny, inaczej niż okręgowy, stwierdził, że nie zachodzi obawa bezprawnego wpływania przez niego na przebieg postępowania, a z racji odbywania przez niego kary w innej sprawie, również jego ucieczki z kraju – mówiła wówczas w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” o decyzji ws. Ireneusza M. Małgorzata Lamparska, rzeczniczka prasowa Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Ostatecznie jednak w czwartek 20 sierpnia areszt dla Ireneusza M. został przedłużony.

Do morderstwa w Miłoszycach doszło w noc sylwestrową 1 stycznia 1997. W dyskotece zorganizowana została zabawa, w której udział brała m.in. 15-letnia Małgorzata z Jelcza-Laskowic. Wypiła szampana, po którym źle się poczuła i nie była w stanie swobodnie się poruszać i mówić.

„Jeden z jej nowo poznanych kolegów – Krzysztof K., podjął decyzję o odprowadzeniu jej do domu. Przed budynkiem dyskoteki podszedł do nich mężczyzna, który przedstawił się jako ‚Irek’ i powiedział, że jest bratem Małgorzaty K. i pomoże odprowadzić ją do domu. Z uwagi na swój stan Małgorzata K. nie reagowała na to, co wokół niej się działo. Obaj mężczyźni, podtrzymując pokrzywdzoną, ruszyli w kierunku ulicy Kościelnej w Miłoszycach. W pewnym momencie mężczyzna, który przedstawił się jako ‚Irek’, nakazał Krzysztofowi K. powrót na dyskotekę, informując go, że skoro jest bratem pokrzywdzonej, to sam odwiezie ją do domu. Do mężczyzny podtrzymującego Małgorzatę K. podszedł drugi młody chłopak i obydwaj poprowadzili ją na teren posesji Józefa R.” – informowała Prokuratura Krajowa. Małgorzata została zgwałcona i pozostawiona przez sprawców z poważnymi obrażeniami na mrozie. Nastolatka zmarła.

„Identyfikacja Ireneusza M. oraz Norberta B. została przeprowadzona na podstawie badań biologicznych ich DNA z próbkami śladów zabezpieczonych na miejscu ujawnienia zwłok, w tym na odzieży pokrzywdzonej. Materiał biologiczny oskarżonych znajdował się w śladach krwi, jak i w nasieniu ujawnionym na miejscu zdarzenia” – podawała Prokuratura Krajowa w lutym ubiegłego roku.

W 2003 roku za gwałt i zabójstwo 15-latki niesłusznie skazany na 25 lat więzienia został Tomasz Komenda. Po latach policjanci wrócili do sprawy, dzięki czemu w 2018 roku mężczyzna został oczyszczony z wszelkich zarzutów. Komenda domaga się prawie 19 milionów złotych odszkodowania i zadośćuczynienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd wypuści z aresztu Ireneusza M.? Jest jednym z oskarżonych o zabójstwo 15-latki z Miłoszyc

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu chce wypuścić z aresztu Ireneusza M. (45 l.), jednego z dwóch oskarżonych o zabójstwo 15-letniej Małgosi z Miłoszyc (Dolny Śląsk). Za tę zbrodnię 18 lat odsiedział niewinny Tomasz Komenda (44 l.). Oskarżony o zabójstwo i gwałt nastolatki, odsiaduje obecnie wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Miałby przywitać się z wolnością 6 września.

Tzw. proces miłoszycki rozpoczął się w maju ubiegłego roku. Na ławie oskarżonych zasiadają Ireneusza M. (45 l.) i Norberta Basiura (42 l.). Ten drugi od początku odpowiada z wolnej stopy i wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie w przypadku jego kompana w zbrodni. Po trwającym ponad 3 lata areszcie, Sąd Apelacyjny zdecydował, że wypuści Ireneusza M. na wolność. I to właśnie teraz, gdy biegli udowodnili, że to jego ślady DNA znajdowały się na ubraniu zamordowanej i zgwałconej w Sylwestra 1996 roku Małgosi. Pogrąża go też odcisk szczęki, który miał zostawić na ciele nastolatki.

– Sąd Apelacyjny nie uwzględnił wniosku Sądu Okręgowego o przedłużeniu Ireneuszowi M. aresztu do 5 grudnia. Przesłanki, jakie podniesiono sąd uznał za lakoniczne – wyjaśnia rzecznik wrocławskiej apelacji Małgorzata Lamparska. Rzeczniczka dodała też, że Ireneusz N. jest w areszcie ponad 3 lata i w takich warunkach również odbywa karę. Udało nam się ustali, że chodzi o gwałt.

– Oskarżony odbywa karę w areszcie, a więc jest to surowszy środek zabezpieczający, z poważniejszym reżimem – dodaje sędzia Lamparska. A to oznacza, że Ireneusz N. nie mógł np. ubiegać się o czasowe zwolnienie czy przerwę w odbywaniu kary. – Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka czy Konstytucji areszt nie może zastępować odbywania kary. Sąd Apelacyjny nie doszukał się szczególnych okoliczności, – podkreśla rzecznik. Dodała też, że sąd nie podziela argumentu, iż oskarżony miałby wpływać na postępowanie.

Tą szokującą dla wielu decyzję może jeszcze zaskarżyć prokuratura i wówczas o przedłużeniu aresztu zdecyduje już 3-osobowy skład, a nie, jak teraz, 1-osobowy. Wtedy okaże się czy Ireneusz M. poczeka na wyrok w sprawie zbrodni miłoszyckiej na wolności, czy w areszcie. Od początku nie przyznaje się do winy.

Zbrodnia miłoszycka i sprawa Tomasza Komendy

Tzw. proces miłoszycki dotyczy jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat, w której aresztowano i skazano Tomasza Komendę. W sylwestrową noc z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku, w małej miejscowości Miłoszyce (nieopodal Wrocławia) została zgwałcona i zamordowana 15-letnia Małgorzata K. Ciało nastolatki odnaleziono już 1 stycznia 1997 roku, pomiędzy zabudowaniami gospodarskimi. Nastolatka miała na sobie tylko skarpetki, a wokół ciała było pełno krwi. Szybko stało się jasne, że zgwałcona dziewczyna długo konała na śniegu.

Śledczy długo nie potrafili ustalić podejrzanych w tej sprawie, choć już na początku wśród przesłuchiwanych osób był Ireneusz M. Podczas jednego z przesłuchań miał on m.in. wyjawiać szczegóły, które mógł znać tylko sprawca. Sprawa zdawała się tkwić w martwym punkcie aż do 2000 roku, gdy po telewizyjnym programie, w którym pokazano wizerunek mężczyzny, z którym feralnej nocy miała bawić się Małgorzata K. To właśnie po programie na policję zadzwoniła kobieta twierdząca, że osoba na rysunku przypomina Tomasza Komendę. Tak rozpoczął się trwający wiele lat koszmar niewinnego mężczyzny, który został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, choć cały czas twierdził, że jest niewinny.

Dopiero po kilkunastu latach sprawa ponownie trafiła pod lupę prokuratury. W 2017 roku wyszło na jaw, iż związek ze sprawą może mieć nie kto inny, a Ireneusz M., który był karany za gwałty. W 2018 roku Tomasz Komenda wyszedł na wolność, a śledczy dalej badali sprawę zbrodni miłoszyckiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śledczy coraz bliżej rozwiązania sprawy brutalnego morderstwa 15-letniej Małgosi. Wcześniej w sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę

Śledczy są coraz bliżej rozwiązania zagadki morderstwa, do którego doszło ponad dwadzieścia lat temu w podwrocławskich Miłoszycach. Za gwałt i morderstwo 15-letniej Małgosi skazano Tomasza Komendę (44 l.). Teraz jest już pewne ponad wszelką wątpliwość, że to nie jego DNA, ale Norberta Basiury (42 l.) i Ireneusza M. (45 l.) znajduje się na ubraniach zamordowanej dziewczyny!

– To ekstremalnie mocny dowód – ocenia biegły Krzysztof Koloch. Szef Laboratorium Kryminalistycznego we Wrocławiu i jego współpracownicy raz jeszcze przebadali znalezione na miejscu zbrodni dowody. Głównie spermę, włosy i krew.

– Uzyskaliśmy mieszaninę DNA, która jest zgodna z profilami oskarżonych Ireneusza M. i Norberta Basiury – wyjaśniał biegły podczas ostatniej rozprawy. Dodatkowo Ireneusza M. pogrążają ślady krwi na czapce, która leżała obok zwłok Małgosi.

Tym bardziej szokuje, że w tę straszną zbrodnię uwikłano niewinnego człowieka. Sprawa Małgosi (†15 l.) z podwrocławskich Miłoszyc ciągnie się od 1997 roku. W sylwestrową noc nastolatka została zwabiona na podwórko, brutalnie zgwałcona i zostawiona na mrozie na powolną śmierć. Za morderstwo skazany został niewinny człowiek. Tomasz Komenda (44 l.) za nic spędził w więzieniu 18 lat.

– Pan Komenda konsekwentnie uważa się za człowieka niewinnego i nowe ustalenia tylko to potwierdzają – mówi pełnomocnik Tomasza Komendy, prof. Zbigniew Ćwiąkalski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Będzie zwrot w sprawie zabójstwa Małgorzaty K. sprzed 22 lat? Świadek z Miami wskaże zabójcę?

Prawie 22 lata po zamordowaniu Małgosi K. (†15 l.) prokuratorzy są o krok od rozwiązania zbrodni, za którą niewinnie przesiedział 18 najlepszych lat swojego życia Tomasz Komenda (42 l.). Fakt ustalił, że śledczy odnaleźli człowieka, który feralnej nocy pracował na dyskotece w Miłoszycach i ma kluczową wiedzę dla tego śledztwa!

Przypomnijmy, że w areszcie przebywa już dwóch podejrzanych o zabójstwo mylnie przypisywane Komendzie. To Ireneusz M. (43 l.) i Norbert B. (40 l.). Są oni wskazywani przez prokuraturę jako sprawcy brutalnego gwałtu i zabójstwa, do którego doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 r. Oprócz ich śladów śledczy znaleźli ślady trzeciej – niezidentyfikowanej jeszcze osoby.

Aresztowani to Ireneusz M. to uczestnik dyskoteki, który został aresztowany w czerwcu 2017 roku. B., który podczas zabawy był ochroniarzem, wpadł w ręce policji kilka tygodni temu. To właśnie do kolegi ochroniarza dotarli śledczy badający tę sprawę.

– Z pewnością się znali, bo osoba, którą udało się odnaleźć pracowała w klubie Alcatraz podczas tego tragicznego sylwestra. Nie można jednoznacznie wskazać, czym dokładnie się zajmowała – mówi Faktowi osoba znająca kulisy tej sprawy.

Ustaliliśmy, że śledczy od kilku miesięcy szukali kontaktu do tego mężczyzny. – Wiele lat temu wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Jednak dzięki portalom społecznościowym udało się ustalić, że mieszka w Miami – dodaje nasze źródło.

Wiadomo, że mężczyzna jest już po rozmowie telefonicznej z prokuratorami – przekazał im, że ma wiedzę na temat tej zbrodni i chętnie się nią podzieli. Obecnie ustalany jest termin przesłuchania sensacyjnego świadka. Czy pozwoli to na odnalezienie trzeciego mordercy Małgosi? A może zeznania świadka zza Oceanu pozwolą ujawnić nieznane dotąd motywy zbrodni? Okaże się za kilka miesięcy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Za jego zbrodnię Tomasz Komenda spędził 18 lat w więzieniu. Norbert B. w areszcie

Swoje prawdziwe oblicze ukrywał 21 lat. Zdaniem prokuratury Norbert B. (40 l.) jest jednym z trzech sprawców gwałtu i śmierci Małgosi K. (†15 l.). Ten mężczyzna wyprowadził w pole policjantów i prokuratorów. Dopiero teraz trafił za kraty. Małgosia K. bawiła się w sylwestra 1996 roku w dyskotece Alcatraz w Miłoszycach (woj. dolnośląskie). Tego dnia pracował tam 19-letni wtedy ochroniarz – Norbert B.

Według prokuratury to on wspólnie z Ireneuszem M. (43 l.), który już siedzi, i trzecim nieznanym jeszcze sprawcą dokonali gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Pozostawili Małgosię na mrozie, aż wykrwawiła się na śmierć. Oprawcy zostawili na miejscu zbrodni ślady DNA. Ale wówczas nie było możliwe wykorzystanie ich jako dowodów w sprawie.

Norbert B. był przesłuchiwany na początku 1997 r. Okłamał policjantów, że Małgosi nigdy nie widział. Dwa lata później śpiewał już inaczej.

– Znałem ją z widzenia. Widziałem na dyskotece. Bawiła się jak wszyscy – zeznał w prokuraturze.

Dodał, że widział, jak jakiś mężczyzna wyprowadzał Małgosię z dyskoteki, ale nie potrafił go opisać. Był przesłuchiwany kilka razy, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że Norbert B. zmienia zeznania, by ukryć swój udział w zbrodni.

Prokuratorom mówił, że boi się ojca zamordowanej, który ponoć sporządził swoją listę podejrzanych. Miał stwierdzić, że sam wymierzy im sprawiedliwość. Tym tłumaczył pomawianie niewinnych osób. Jedną wskazał nawet z nazwiska, ale nie miała związku ze sprawą.

Wkrótce Norbert B. sam zgłosił się do odbycia obowiązkowej wówczas służby wojskowej. Skarżył się śledczym, że w domu i w jednostce wojskowej dostawał telefony z pogróżkami. Miało ich być kilkadziesiąt.

– Mówili, że jak będę współpracował z policją, to źle się to skończy dla mnie – mówił śledczym.

Tymczasem na podstawie sfabrykowanych dowodów sąd skazał niewinnego Tomasza Komendę (42 l.). Gdy ten przez 18 lat siedział za kratami, Norbert B. był szanowanym zawodowym strażakiem. We wtorek sąd posłał go na 3 miesiące do aresztu pod zarzutem dokonania gwałtu ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa Małgosi (†15 l.). Pogrążyło go badanie DNA.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje dotyczące przełomu w sprawie, w której niesłusznie skazano Tomasza Komendę

Jest wniosek o tymczasowy areszt dla Norberta B. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach w 1996 roku. Właśnie za tę zbrodnię niesłusznie spędził w więzieniu 18 lat Tomasz Komenda. O tym, że wniosek wypłynął do sądu, poinformowało biuro prasowe Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Sąd rozpatrzy wniosek w środę o godzinie 8.30.

40-letni Norbert B. został zatrzymany w poniedziałek. Usłyszał zarzut zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa. Śledczy podejrzewają, że brutalnie zgwałcił dziewczynę razem z Ireneuszem M.

Norbert B. to ochroniarz klubu, w którym bawiła się Małgosia przed śmiercią. Mieszkał w pobliżu miejsca, w którym doszło do zabójstwa. W chwili morderstwa nastolatki miał 19 lat. Dla policji był wartościowym świadkiem, bo jako ochroniarz widział, kto był na miejscu, nie znalazł się jednak wcześniej w kręgu osób podejrzanych. Dziś jest zawodowym strażakiem, ogniomistrzem, starszym operatorem sprzętu specjalnego.

Śledztwo ws. zbrodni z 31 grudnia 1996 r. zostało wznowione w 2017 roku. Właśnie wtedy prokuratura poinformowała o zatrzymaniu Ireneusza M. Przedstawiono mu zarzuty. Od tamtej pory przebywa w areszcie.

Na poniedziałkowej konferencji prasowej minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że w sprawie morderstwa poszukiwany jest trzeci podejrzany

Tomasz Komenda został uniewinniony od zarzutu zabójstwa i zgwałcenia 15-latki w maju 2018 r.
Źródło info i foto: wp.pl

PK: Norbert B. usłyszał zarzuty zabójstwa i gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Został zatrzymany ws. zbrodni, za którą siedział Tomasz Komenda

Norbert B. usłyszał zarzuty zabójstwa i gwałtu ze szczególnym okrucieństwem – podała Prokuratura Krajowa. Mężczyzna został zatrzymany rano ws. zbrodni w Miłoszycach. W poniedziałek rano został zatrzymany kolejny podejrzany o dokonanie zbrodni w Miłoszycach w noc sylwestrową 1996 r., za którą pierwotnie został niesłusznie skazany Tomasz Komenda – poinformował prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

– Trwają w tej chwili czynności w prokuraturze, zostały postawione zarzuty wytypowanemu podejrzanemu – powiedział Ziobro. Przypomniał też, że wcześniej zatrzymano już pierwszego podejrzanego w tej sprawie. Zatrzymany w poniedziałek podejrzany Norbert B. – jak poinformowano – ma obecnie 40 lat, w chwili zbrodni miał 19 lat.

Ziobro zaznaczył, że podejrzanego mężczyznę wytypowano dzięki „benedyktyńskiej” pracy policji, prokuratorów, którzy zdecydowali się najpierw na przesłuchanie mężczyzn, mieszkających w Miłoszycach w czasie, gdy popełniono zbrodnię i mieli ponad 15 lat. Później – poinformował Ziobro. Pobrano od nich próbki do badań genetycznych – dodał prokurator generalny. Jak zaznaczył, połączenie tych działań oraz postęp w dziedzinie badań nad DNA „doprowadziły do przełomu”.

W maju Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, skazanego prawomocnie w 2004 r. na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki. Mężczyzna spędził w więzieniu – łącznie z okresem aresztu – 18 lat.

Komendę skazano prawomocnie za zabójstwo, do którego doszło 31 grudnia 1996 r. Małgorzata K. bawiła się z koleżankami w dyskotece w Miłoszycach pod Wrocławiem. W trakcie zabawy wyszła przed budynek. Kilkanaście godzin później została znaleziona martwa na prywatnej posesji naprzeciwko dyskoteki. Zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

W sprawie zbrodni zatrzymano w zeszłym roku Ireneusza M. Prokurator przedstawił mu zarzut popełnienia przestępstwa zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa piętnastoletniej Małgorzaty K. Od tej pory M. przebywa w areszcie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl