Rząd Izraela ogranicza śledzenie połączeń osób z koronawirusem przez służby bezpieczeństwa

Rząd Izraela ograniczy śledzenie telefonów komórkowych osób z koronawirusem przez służby bezpieczeństwa i kontrwywiadu Szin Bet do „szczególnych przypadków”, w których dochodzenie epidemiologiczne nie wystarcza do wyszukania potencjalnych zakażonych. Władze oceniły, że spadek liczby nowych przypadków koronawirusa pozwala na ograniczenie praktyki śledzenia kontaktów osób zakażonych. Izraelskie służby bezpieczeństwa i kontrwywiadu Szin Bet rozpoczęły śledzenie telefonów komórkowych osób zakażonych koronawirusem oraz potencjalnych zainfekowanych w połowie marca.

Zastępcy prokuratora generalnego zapewnili wtedy, że biuro prokuratora dopilnuje, by informacje na temat obywateli nie były przekazywane policji. Jednak organizacje broniące prawa do zachowania prywatności złożyły skargi w sądzie na tę decyzję.

Wcześniej rząd, pomijając konsultacje w parlamencie, zezwolił służbom na monitorowanie geolokalizacji zakażonych oraz tych, którzy w ciągu 14 dni przed zdiagnozowaniem mieli z nimi kontakt, w celu informowania ich za pośrednictwem wiadomości tekstowych o konieczności przebywania w kwarantannie domowej.

Wysoki urzędnik z ministerstwa sprawiedliwości przekazał wtedy anonimowo dziennikowi „Haarec”, że zezwolenie oznacza, iż służby będą mogły namierzać telefony bez nakazu sądowego, a co za tym idzie bez żadnej kontroli. W Izraelu, który liczy 9 mln mieszkańców, stwierdzono 16 712 przypadków koronawirusa, na Covid-19 zmarło 279 osób.

Komisja nadzoru Knesetu podjęła dyskusje z rządem na temat ustawy, która regulowałaby zaangażowanie Szin Bet w tropienie ognisk zakażenia koronawirusem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Izraelski sąd skazał żydowskiego ekstremistę, który zabił trzy osoby podpalając dom

Izraelski sąd uznał w poniedziałek za winnego morderstwa żydowskiego ekstremistę, który podpalił arabski dom, zabijając znajdujących się w nim rodziców z 18-miesięcznym dzieckiem. Był to atak terrorystyczny, atak na tle rasowym – uznała sędzia, cytowana przez portal Ynet.

Sąd orzekł, że 21-letni wówczas żydowski osadnik Amiram Ben Uliel rzucił koktajl Mołotowa na dom państwa Dawabsze w Dumie na Zachodnim Brzegu w lipcu 2015 r. Pożar, który wybuchł, zabił na miejscu półtorarocznego Alego, jego matka Riham i ojciec Saad zmarli później z powodu odniesionych ran. Czteroletni brat Ahmad przeżył mimo ciężkich obrażeń. Podczas dochodzenia oskarżony przyznał się do przeprowadzenia ataku, dostarczył nieznanych szczegółów, a nawet zrekonstruował to, co wydarzyło się tamtej nocy – powiedziała przewodnicząca składu sędziowskiego Rut Lorch.

Sędzia przyznała, że była to motywowana rasowo zemsta za zamordowanie Izraelczyka Malachiego Rozenfelda miesiąc wcześniej. Sąd orzekł, że był to atak terrorystyczny, w ten sposób wysyłając przesłanie, że terroryzm jest terroryzmem, niezależnie od tożsamości sprawców” – oświadczyła Lorch.

W czasie kiedy doszło do zabójstwa w Dumie, przez Izrael przetaczała się fala podobnych ataków ze strony żydowskich ekstremistów, uważających się za samozwańczych stróży prawa. Tzw. sprawa Dawabsze wywołała jednak prawdziwy wstrząs i z jednej strony, jak zauważa Associated Press, pomogła podsycać miesiące izraelsko-palestyńskiej przemocy, z drugiej jednak zwróciła uwagę szerokiej opinii publicznej na problem żydowskiego terroryzmu.

Atak został potępiony przez całą klasę polityczną w kraju, niezależnie od barw partyjnych. Ówczesny premier Benjamin Netanjahu zobowiązał się do „zerowej tolerancji” w walce o postawienie winnych przed wymiarem sprawiedliwości. Śledczy umieścili kilku podejrzanych w tzw. areszcie administracyjnym, który jest środkiem zwykle zarezerwowanym dla domniemanych palestyńskich bojowników, co pozwala władzom przetrzymywać podejrzanych przez wiele miesięcy bez zarzutów.

Podczas gdy trwało śledztwo w sprawie Dawabsze, co podkreśla AP, Palestyńczycy skarżyli się na podwójne standardy. To przez nie podejrzani bojownicy palestyńscy są ścigani w ramach wojskowego systemu prawnego panującego na Zachodnim Brzegu, podczas gdy żydowscy osadnicy są chronieni przez prawo karne Izraela, mimo że ich przestępstwa są popełniane również na Zachodnim Brzegu. Ben Uliel został uznany za winnego potrójnego morderstwa, usiłowania zabójstwa oraz podpalenia. Wymiar kary zostanie orzeczony 9 czerwca, grozi mu dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jerozolima: Nieznany sprawca wjechał autem w tłum ludzi

W Jerozolimie nieznany sprawca wjechał samochodem w ludzi stojących na przystanku autobusowym. Jak poinformowały nad ranem służby medyczne, co najmniej 14 osób zostało rannych, w tym jedna ciężko. Sprawca odjechał z miejsca zdarzenia i jest poszukiwany przez izraelskie służby bezpieczeństwa.

Izraelskie władze uważają, że był to celowy atak, a nie wypadek. W minionych latach w Izraelu, a zwłaszcza na okupowanym Zachodnim Brzegu, dość często dochodziło do ataków, w których sprawcy wjeżdżali samochodami w grupy izraelskich żołnierzy lub cywilów.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest akt oskarżenia przeciwko premierowi Izraela. Chodzi o korupcję i fałszerstwo

Prokurator generalny Izraela wysłał do sądu formalny akt oskarżenia przeciwko premierowi Benjaminowi Netanjahu. Szefowi rządu postawiono zarzuty korupcji, fałszerstwa i złamania zasad zaufania społecznego. Nie wiadomo na razie, kiedy dojdzie do rozprawy sądowej.

Śledztwo przeciwko izraelskiemu premierowi toczy się od ponad trzech lat. Według policji, Netanjahu miał przyjmować od jednego z biznesmenów drogie prezenty, w tym cygara i szampana. Z kolei właściciel jednej z najpopularniejszych gazet w kraju miał w zamian za pozytywne materiały na temat szefa rządu otrzymać ułatwienia w koncesjach na kasyna.

Izraelski premier zaprzecza zarzutom i uważa je za spisek. Kilka tygodni temu złożył w parlamencie wniosek o ochronę immunitetem przed ewentualną karą, ale potem wycofał się, gdy jasne stało się, że deputowani się na to nie zgodzą. Wówczas to prokurator generalny Izraela, uważany zresztą za sympatyka Netanjahu, przesłał liczący 76 stron formalny akt oskarżenia do sądu.

To pierwszy przypadek w historii kraju, gdy urzędujący premier otrzymuje formalne zarzuty.

Niedawno Netanjahu wygrał kolejne wewnętrzne wybory w prawicowej partii Likud i będzie jednym z faworytów marcowych wyborów parlamentarnych. Według izraelskiego prawa, formalne oskarżenia nie zmuszają go do ustąpienia z funkcji szefa rządu.

Wszystko to dzieje się równocześnie z ujawnieniem przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa tak zwanego planu pokojowego dla Izraela i Palestyny. Plan, który wzmacnia Izrael i osłabia Palestyńczyków, uważany jest także za wsparcie amerykańskiego prezydenta dla premiera Netanjahu w walce o reelekcję.

Benjamin Netanjahu sprawuje funkcję premiera Izraela nieprzerwanie od 12 lat.
Źródło info i foto: TVP.info

Izrael: Obława na siedzibę sekty. Guru więził i wykorzystywał seksualnie ok. 50 kobiet i dzieci

Izraelska policja przeprowadziła w poniedziałek obławę na siedzibę sekty religijnej w Jerozolimie, w której dziesiątki kobiet i dzieci było przetrzymywanych w „niewolniczych” warunkach. Aresztowano mężczyznę podejrzanego o znęcanie się nad nimi.

Policja twierdzi, że 60-letni mężczyzna został aresztowany pod zarzutem kierowania grupą i „popełniania ciężkich przestępstw” wobec osób pozostających pod jego wpływem. Wraz z ośmioma wspólniczkami podejrzewany jest o izolowanie około 50 kobiet wraz z dziećmi oraz uniemożliwianie im kontaktu ze światem zewnętrznym, w tym z rodzinami.

Poinformowano, że grupa działała przez lata w ultraortodoksyjnej dzielnicy Bucharim, w centrum miasta, podszywając się pod żeńskie seminarium. Około 50 kobiet żyło tam w bardzo złych warunkach sanitarnych, przeludnieniu i niedostatku. Wiele miało dzieci w wieku od roku do pięciu lat, których dokładnej liczby nie podano. Dochodzenie wykazało, że dzieci do piątego roku życia przebywały w odosobnieniu przez cały dzień.

Policjanci prowadzący tajne śledztwo czerpali informacje od kobiet, którym udało się uciec ze grupy. Policyjna obława została przeprowadzona w porozumieniu z Izraelskim Centrum ds. Poszkodowanych przez Sekty.

Kobiety przekonywały, że przebywają w budynku z własnej woli

Na głównym podejrzanym ciążą również zarzuty kradzieży pieniędzy i wymierzania różnych kar. Był on już aresztowany w 2015 roku w tej samej sprawie, ale został zwolniony, gdyż członkinie sekty zeznały na jego korzyść.

Według dziennika „Haarec” skargi na wspólnotę sięgają 2011 roku, kiedy krewni mieszkających tam kobiet skarżyli się policji. Jednak jak podaje gazeta władze nie były w stanie interweniować, ponieważ kobiety były pełnoletnie i utrzymywały, że przebywają w budynku z własnej woli.

Hagit Peer, szefowa organizacji kobiecej Naamat, nazwała tę sprawę „przerażającą”. „To niepojęte jak taka koszmarna wspólnota mogła istnieć w Izraelu, pod okiem władz, wykorzystując potwornie dziesiątki kobiet i dzieci” – skomentowała. Wezwała również do dokładnego zbadania „potencjalnych błędów systemu, które umożliwiły tę trwającą zbrodnię”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Izraelczyk Arik Lederman uznany winnym napaści na polskiego ambasadora

65-letni Izraelczyk Arik Lederman został uznany za winnego oplucia polskiego ambasadora w Izraelu Marka Magierowskiego – informuje „The Times of Israel”. Mężczyzna się przyznał. W maju 2019 roku doszło w Tel Awiwie do incydentu z udziałem ambasadora Marka Magierowskiego. 65-letni Izraelczyk Arik Lederman otworzył drzwi samochodu dyplomaty i dwukrotnie go opluł. Mężczyzna utrzymuje, że nie wiedział, kto podróżuje autem. Lederman przyznał się do winy i poszedł na ugodę.

Do zdarzenia doszło w okresie wzmożonego sporu dyplomatycznego pomiędzy Izraelem i Polską. Jak informuje „The Times of Israel”, adwokat Izraelczyka twierdzi, że Arik Lederman udał się do polskiej ambasady, aby zapytać o restytucję mienia pozostałego w Polsce po Holokauście. Mężczyzna utrzymuje, że pracownik ambasady zwrócił się do niego w sposób obelżywy i odmówił mu wstępu. Członek personelu miał wypowiedzieć długie zdanie po polsku, w którym pojawiło się słowo „Żyd”. Jak podkreśla gazeta, nie jest jasne, czy Lederman mówi po polsku. Nagranie z monitoringu ambasady nie potwierdza wersji o tym, że pracownik obrażał 65-latka.

Jak czytamy w the „Jerusalem Post” po tym, jak odmówiono mu wejścia do ambasady, Izraelczyk miał iść po drodze przed siedzibą polskiego przedstawicielstwa. Jak twierdzi, podjechał do niego samochód i zatrąbił, co go przestraszyło. Mężczyzna zatrzymał samochód i zaczął uderzać w jego dach. Myślał, że w środku siedzą pracownicy ambasady. Okazało się jednak, że to sam ambasador.

Marek Magierowski zdecydował się uchylić okno i sfotografować agresywnego mężczyznę. Jak twierdzi, jedyne, co był w stanie zidentyfikować wśród krzyków Ledermana, to „polski, polski”. Izraelczyk otworzył drzwi i dwukrotnie splunął na ambasadora. Później miał się oddalić.

Po tym, jak Magierowski zawiadomił policję, mężczyzna został aresztowany. Jak informowała agencja Reutersa, Lederman usłyszał zarzut napaści i gróźb karalnych. Prezydent Andrzej Duda nazwał to zdarzenie antypolskim aktem, a premier Mateusz Morawiecki ksenofobicznym aktem agresji. Ostatecznie sąd uznał całe wydarzenie za awanturę drogową. W sprawie osiągnięta została ugoda, w ramach której prokuratura w zamian za przyznanie się do winy wycofała zarzut gróźb karalnych. Sąd poinformował, że gdyby nie fakt zaangażowania w zajście polskiego ambasadora, Izraelczyk nie zostałby aresztowany. Arik Lederman przyznał się do winy i przeprosił Magierowskiego. Ostateczna kara dla mężczyzny zostanie ogłoszona w późniejszym terminie.
Źródło info i foto: interia.pl

Izrael wznawia ataki lotnicze na „terrorystyczne cele” w Strefie Gazy

„Lotnictwo izraelskie atakuje z powietrza terrorystyczne cele zlokalizowane w Strefie Gazy” – poinformowało w piątek rano ministerstwo obrony Izraela za pośrednictwem WhatsApp. Ataki są reakcją na wystrzelenie ze Strefy Gazy pięciu pocisków w stronę Izraela.

Ataki izraelskiego lotnictwa zostały przeprowadzone mimo uzgodnionego wcześniej zawieszenia broni, które zaczęło obowiązywać od godz. 5:30 w czwartek rano czasu lokalnego (godz. 4:30 rano w Polsce). Zostało ono wynegocjowane przy aktywnym udziale specjalnego wysłannika ONZ ds. Bliskiego Wschodu Nikołaja Mładenowa i przedstawicieli dyplomacji egipskiej mającej dobre kontakty w Strefie Gazy, w tym – z przywódcami Hamasu.

Krótkotrwałe porozumienie

Porozumienie było przestrzegane w ciągu dnia. Zgodnie z jego postanowieniami palestyńskie organizacje i grupy polityczne zobowiązały się do „utrzymania pokojowego charakteru manifestacji przeciwko izraelskie blokadzie, jakie od wielu miesięcy organizowane są w Strefie Gazy” – powiedział AFP przedstawiciel egipskiego zespołu mediacyjnego.

Palestyńscy manifestanci domagają się jednocześnie umożliwienia powrotu uchodźców na terytoria kontrolowane obecnie przez Izrael. W ramach zawieszenia broni Izrael miał ze swej strony powstrzymać się od reakcji militarnej na marsze na rzecz powrotu mające jawnie antyizraelski charakter. Marsze te, odbywające się od wiosny 2018 r., mają ponownie wystartować w najbliższy piątek. Jak dotąd, często kończyły się one wystrzeleniem pocisków w stronę Izraela czy eksplozjami przy ogrodzeniu oddzielającym Strefę Gazy od Izraela. Ataki były zdecydowanie tłumione przez Izrael; od 2018 r. zginęło ponad 300 Palestyńczyków.

Od poniedziałku bojowcy Islamskiego Dżihadu odpalili łącznie 450 pocisków w stronę Izraela.

Agence France Presse wiąże palestyńskie ataki rakietowe w czwartek ze śmiercią ośmioosobowej rodziny palestyńskiej, która zginęła w nocy ze środy na czwartek w Deir al-Balah. Życie straciło m.in. pięcioro dzieci.

Śmierć Bahu Abu Al-Atty, odpowiedź bojowników i naloty, w których zginęli palestyńscy cywile
Rzecznik izraelskiej armii sprecyzował w czwartek, izraelskie siły zabiły w precyzyjnym ataku lotniczym w Strefie Gazy jednego z czołowych dowódców Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu Bahu Abu Al-Attę, który koordynował ataki rakietowe na Izrael. Spotkało się to z natychmiastową odpowiedzią bojowników, którzy wystrzelili w kierunku Izraela serię rakiet. Izrael przeprowadził w odpowiedzi dziesiątki nalotów, zabijając co najmniej 34 Palestyńczyków; co najmniej 60 osób zostało rannych.

Szef izraelskiego MSZ Israel Katz powiedział w czwartek na antenie rozgłośni izraelskiej armii, że jego kraj będzie kontynuował politykę tzw. selektywnej eliminacji, w tym atakowania bojowników w Strefie Gazy, mimo doniesień o zawieszeniu broni.

– Izrael skrzywdzi każdego, kto spróbuje go skrzywdzić – oświadczył minister spraw zagranicznych i ds. służb specjalnych Izraela.

Ostrzeżenie pojawiło się już po ogłoszeniu zawieszenia broni z Izraelem przez organizację bojową Palestyński Islamski Dżihad w celu zakończenia dwudniowej wymiany ognia na granicy Izraela i Strefy Gazy.
Źródło info i foto: onet.pl

Organizacja bojowa Palestyński Islamski Dżihad ogłasza zawieszenie broni w Strefie Gazy

Organizacja bojowa Palestyński Islamski Dżihad ogłosiła w czwartek rano zawieszenie broni z Izraelem, kończąc dwa dni ostrej wymiany ognia na granicy Izraela i Strefy Gazy, w wyniku której zginęło co najmniej 32 Palestyńczyków. Izrael nie potwierdził tej informacji.

Rzecznik prasowy Islamskiego Dżihadu Musab al-Berim powiedział, że porozumienie o przerwaniu ognia, w zawarciu którego pośredniczył Egipt, weszło w życie w czwartek o godz. 5:30 rano (godz. 4:30 w Polsce).

Al-Berim sprecyzował, że umowa została oparta na liście żądań przedstawionych w środę wieczorem przez jego organizację, w tym wstrzymanie przez Izrael tzw. selektywnej eliminacji liderów ugrupowania i złagodzenie 12-letniej blokady Strefy Gazy.

Izrael nie potwierdza

Izrael nie potwierdził informacji o porozumieniu w sprawie zawieszenia broni. I – jak zwraca uwagę agencja Associated Press – Izrael rzadko uznaje umowy z grupami bojowymi ze Strefy Gazy.

AP podaje jedynie, że przedstawiciele ONZ i Islamskiego Dżihadu kontaktowali się w środę z egipskimi mediatorami, którzy zazwyczaj pośredniczą w umowach dotyczących zakończenia walk w Gazie. Od wtorku liczba ofiar śmiertelnych izraelskich ataków z powietrza na Strefę Gazy wzrosła do 32; co najmniej jedna
trzecia z nich to cywile.

Wystrzelonych blisko 400 rakiet

Celem izraelskich nalotów są pozycje bojowników Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu. Z kolei w stronę Izraela z palestyńskiej enklawy ta organizacja zbrojna wystrzeliła w ostatnich dwóch dniach od 360 do 400 rakiet. Większość z nich została przechwycona i zniszczona przez izraelski system obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła. W wyniku ostrzału w Izraelu rannych zostało co najmniej 60 osób.

Fala przemocy rozgorzała we wtorek, gdy w precyzyjnym ataku lotniczym sił izraelskich zginął jeden z czołowych dowódców Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu Baha Abu Al-Atta. Wywołało to najcięższe walki z bojownikami Gazy od maja br. – podkreśla AP.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Izrael zlikwidował dowódcę ugrupowania Islamski Dżihad

Jeden z czołowych dowódców wspieranego przez Iran radykalnego ugrupowania Islamski Dżihad zginął we wtorek nad ranem w Strefie Gazy w rezultacie precyzyjnego izraelskiego ataku lotniczego – poinformowały miejscowe źródła.

Śmierć 42-letniego Baha Abu Al-Atty, który zginął we własnym domu, potwierdził Islamski Dźihad. Kilka minut później ze Strefy wystrzelono na terytorium Izraela kilkanaście rakiet. Jak głosi komunikat ugrupowania, Al-Atta zginął w mieście Gaza podczas dokonywania „heroicznego czynu”. Nie podano bliższych szczegółów, ale zapowiedziano zemstę. Według ministerstwa zdrowia Strefy Gazy w ataku zginęli mężczyzna i kobieta, dwie inne osoby zostały ranne. Zaatakowany budynek został częściowo zniszczony.

Komunikat izraelskiego dowództwa wojskowego stwierdza, że atak został dokonany na polecenie premiera Benjamina Netanjahu, który obarczał Al-Attę odpowiedzialnością za ataki rakietowe i przy pomocy dronów oraz ostrzał snajperski terytorium Izraela. Al-Atta miał również planować dokonanie w najbliższej przyszłości ataków terrorystycznych. Reuters zauważa, że zabicie Al-Atty może stworzyć nowe problemy dla rządzącego w Gazie palestyńskiego Hamasu, który usiłuje utrzymać kruchy rozejm z Izraelem po wojnie z 2014 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pobicie izraelskich studentów w Warszawie. Policja zatrzymała Holendrów pochodzenia ormiańskiego

Policja i prokuratura ustaliły osoby mające bezpośredni związek z pobiciem studentów z Izraela – poinformowała w środę stołeczna policja. Jest wśród nich osoba pochodzenia palestyńskiego przebywająca w jednym z krajów Beneluksu. Zatrzymano dwóch Holendrów pochodzenia ormiańskiego.

Jak przekazał rzecznik stołecznej policji nadkom. Sylwester Marczak, dalsze działania w tej sprawie będą prowadzone w ramach współpracy międzynarodowej.

Do ataku doszło w sobotę, ok. godz. 5 przed jednym z budynków na ul. Twardej. Według policji do grupy izraelskich studentów podeszło wówczas trzech mężczyzn, z których jeden był bardzo agresywny i miał krzyczeć, że jest Palestyńczykiem. Jak poinformował rzecznik stołecznej policji nadkom. Sylwester Marczak, w wyniku pobicia pokrzywdzone zostały cztery osoby, a dwie z nich trafiły do szpitala. Policja traktuje pobicie jako przestępstwo na tle narodowościowym i nawiązała kontakt z opiekunem studentów. Izraelskie MSZ potwierdziło, że wie o zdarzeniu, a sprawie przygląda się konsul w Warszawie.

O sprawę był pytany w poniedziałek szef MSZ Jacek Czaputowicz na konferencji prasowej po spotkaniu z odwiedzającym tego dnia Warszawę ministrem spraw europejskich i zagranicznych Albanii Gentem Cakajem.

Rzeczywiście mamy informacje o tym godnym ubolewania incydencie, który miał miejsce o godz. 5 nad ranem. Z tego co donoszą służby policyjne, trzy osoby zaatakowały czterech studentów z Izraela. Wstępne ustalenia wskazują, że Polacy nie byli w to zaangażowani, mam na myśli obywatele polscy – mówił szef polskiej dyplomacji.

Jak dodał, według ustaleń policji dwóch studentów odniosło obrażenia, zostało hospitalizowanych i po udzieleniu im pomocy opuścili szpital. Prowadzone jest dochodzenie na podstawie artykułu 114 Kodeksu karnego, czyli użycie przemocy na tle narodowościowym – zaznaczył. Dodał, że informacji w tej sprawie udziela policja.

Jako minister spraw zagranicznych chcę wyrazić ubolewanie. Ten incydent nie powinien mieć miejsca na terytorium Polski. Polskie władze dołożą wszelkich starań, by sprawcy byli ujęci i odpowiednio ukarani – oświadczył Czaputowicz.

Resort spraw zagranicznych odniósł się do sprawy już w niedzielę. MSZ zdecydowanie potępia akty agresji popełniane przez i wobec cudzoziemców w Polsce. Sprawa pobicia obywateli Izraela przez cudzoziemców na terytorium Polski jest wyjaśniana przez policję. Stanowczo sprzeciwiamy się wszelkim formom przemocy! – brzmi opublikowany w niedzielę na Twitterze wpis resortu spraw zagranicznych.

„Ohydny akt barbarzyństwa. Nie ma uzasadnienia dla przemocy. Wierzę, że sprawcy zostaną wkrótce aresztowani. Życzę Yotam i innym szybkiego powrotu do zdrowia” – napisał na Twitterze polski ambasador w Izraelu Marek Magierowski.

„Mocno wstrząśnięta” atakiem jest ambasada Izraela w Polsce. Jesteśmy pewni, że władze RP podejmą wszelkie konieczne kroki. Potępiamy przemoc i wszelkie próby przenoszenia bliskowschodniego konfliktu na teren Polski – brzmi wpis na Twitterze izraelskiej ambasady.
Źródło info i foto: Dziennik.pl