Gangster Jakub K. ps. „Kuba” oskarżony o usiłowanie zabójstwa policjanta i gangstera

Usiłowanie zabójstwa znanego koszalińskiego zapaśnika, dwukrotne strzelanie do policjantów, napady metodą „na policjanta” i porwanie znanego trójmiejskiego adwokata – to najpoważniejsze z 17 zarzutów ciążących na Jakubie K. ps. Kuba. Gangster i 13 jego kompanów zostali oskarżeni o ponad 60 przestępstw. – „Kuba” jest najgroźniejszy z nich wszystkich. Powiedział kiedyś kompanom, że woli zginąć niż wrócić ponownie do więzienia – mówi oficer CBŚP, który zajmował się „Kubą” i jego towarzyszami.

Luty 2017 r. W bloku przy ul. Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu, policjanci, wezwani do awantury, chcą wylegitymować mężczyznę, który prawdopodobnie wyszedł z działającej w budynku, agencji towarzyskiej. Ten wyrywa się, zbiega po schodach i wybiega z budynku sięgając jednocześnie po broń. Strzela co najmniej ośmiokrotnie do policjanta, który go goni. Jedna z kul o włos minęła głowę funkcjonariusza. Policjanci też otwierają ogień do napastnika, ale temu udaje się uciec. Media obiega informacja o strzelaninie, jednak śledczy nie ujawniają czy wiedzą coś o strzelcu. Według oficjalnej wersji ustalają tożsamość napastnika.

Tymczasem policjanci i prokuratorzy „pezetów” wiedzą, że strzelał 40-letni (wówczas) Jakub K. ps. Kuba. Dekadę wcześniej mężczyzna był jedną z ważniejszych postaci w gangu Rafała S. ps. Szkatuła. Z ustaleń warszawskich śledczych wynika, że był odpowiedzialny m.in. za broń grupy. Uczestniczył także w kluczowych „rozkminkach”, czyli spotkaniach zwaśnionych grup przestępczych. W pierwszej dekadzie XXI wieku, „Kuba” miał także być odpowiedzialny za zbieranie pieniędzy od nadzorców przydrożnych prostytutek na trasach: Marki – Wyszków, Kołbiel – Góra Kalwaria i trasie na Łódź.

„Kuba” jest poszukiwany listem gończym wydanym przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej m.in. za przestępstwa narkotykowe. Ale gangstera szukają także śledczy z „pezetów” z Gdańska. Chodzi o głośną sprawę uprowadzenia znanego trójmiejskiego adwokata w 2015 r.

Palec mecenasa

29 czerwca 2015 r., mec. Krzysztof K. jechał audi a8 do swojej kancelarii. Nagle drogę zajechała mu skoda superb z policyjnym „kogutem” na dachu i wyświetlaczem „policja”. Z samochodu wyszło dwóch mężczyzn w mundurach i kamizelkach z napisem CBŚP. Adwokat mówił, że był przekonany, że to rutynowa kontrola drogowa. Szybko okazało się, że bardzo się mylił.

Jeden z „funkcjonariuszy” uderzył specjalnym młotem w szybę od strony kierowcy audi. Następnie grożąc bronią, napastnicy błyskawicznie wyciągnęli mecenasa i wrzucili do skody. Wcześniej zdążyli zabrać mu portfel i wszystkie wartościowe przedmioty, jakie miał przy sobie. W sumie ich łupem padło ok. 10 tys. zł.

Porywacze jeździli z zakładnikiem po Polsce, odwiedzając m.in. Ciechanów, Ostródę, Cedry Wielkie. Co jakiś czas zmieniali samochody. Policja wiedziała już o porwaniu, ale dzięki czujności przestępców, nie mogła trafić na ich ślad. W końcu, w nocy z 29 na 30 czerwca, napastnicy zdecydowali się uwolnić Krzysztofa K. Zanim go jednak wypuścili, grozili mu obcięciem palca, a nawet śmiercią, jeżeli w ciągu tygodnia nie przekaże im miliona złotych. Nie wiadomo czy ich żądanie zostało spełnione.

Po porwaniu mecenasa K. powołano specjalną grupę śledczą, która miała złapać porywaczy. Wiadomo było, że adwokata porwało sześciu fałszywych policjantów. Jednym z nich był Jakub K. ps. Kuba. Poszukiwaniami gangsterów zajęli się funkcjonariusze CBŚP. Śledztwem zajął się Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Bez litości

Gdy śledczy szukali sprawców uprowadzenia adwokata, w sierpniu 2015 r. w Koszalinie doszło do zamachu na 54-letniego Andrzeja R., byłego reprezentanta Polski w zapasach. Mężczyzna został kilkakrotnie postrzelony. Sprawcy mieli otworzyć ogień z samochodu terenowego stojącego w pobliżu posesji byłego sportowca. R. został postrzelony w nogi i dłonie i w ciężkim stanie trafił do szpitala.

Wówczas wiązano sprawę z wojną o prymat na lokalnym rynku handlu narkotykami. Andrzej R. miał bowiem po zakończeniu kariery sportowej wziąć się za gangsterkę. Razem z innym byłym sportowcem, mieli stworzyć „gang zapaśników” odpowiedzialny za wymuszanie haraczy, rozboje i handel narkotykami w Koszalinie. Andrzej R. miał zostać skazany na 5,5 roku więzienia

Z najnowszych ustaleń śledczych z gdańska wynika, że sprawcami zamachu mieli być Jakub K. i Maciej B. – Mężczyźni pojechali do Koszalina i tam kilkakrotnie postrzelili Andrzeja R., przed jego domem. Pokrzywdzony doznał licznych rozległych obrażeń bezpośrednio zagrażających życiu. Przeżył, tylko i wyłącznie dzięki szybkiej interwencji lekarskiej, jednak doznał ciężkiego, trwałego kalectwa – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Bitwa

Między rokiem 2015 a 2017, Jakub K. miał zajmować się m.in. handlem narkotykami. Po próbie zatrzymania go w lutym 2017 r. w Warszawie, zniknął. Był bardzo ostrożny. Na spotkania umawiał się w miejscu publicznym. Tak by policjanci bali się doprowadzić do konfrontacji. Jego byli kompani powiedzieli śledczym, że „Kuba” to „prawdziwy desperados”. – Powiedział, że woli zginąć niż wrócić do więzienia. Że w razie próby zatrzymania woli zginąć, nie da się wziąć żywcem. „Kuba” miał zawsze nosić przy sobie odbezpieczoną broń – opowiada jeden z policjantów.

Polowaniem na „Kubę” zajęli się „Łowcy cieni”, funkcjonariusze specjalnej grupy pościgowej CBŚP. Gangster był ostatnim przebywającym na wolności, uczestnikiem porwania adwokata z 2015 r. Policjanci ustalili, że 26 września 2017 r., spotka się ze swoim znajomym w Inowrocławiu. Podczas próby zatrzymania Jakuba K. doszło do gwałtownej strzelaniny. Gangster widząc policjantów pierwszy otworzył ogień. Miał przy sobie dwa pistolety. „Łowcy” odpowiedzieli ogniem. „Kuba” biegł w kierunku swojego samochodu, w którym jak się później okazało, trzymał karabinek automatyczny i zapas amunicji. Nie dotarł do auta, ponieważ staranował go jeden z funkcjonariuszy. Uciekinier zdołał jednak ranić jednego z policjantów, nim sam padł ranny.

Policja zabezpieczyła KIA ceed należącą do gangstera. – Samochód był wyposażony w używane przez policję sygnały świetlne, modulator sygnałów dźwiękowych oraz w radiostację umożliwiającą prowadzenie nasłuchu na policyjnej częstotliwości. W bagażniku auta znaleziono m.in. ponad 800 sztuk amunicji, karabinek automatyczny wz. 58 V, maczetę, 18 różnych tablic rejestracyjnych, policyjną lampę sygnałową koloru niebieskiego, podrobioną odznakę policyjną, granat dymny, paralizator i fałszywe dokumenty z podobizną K. – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Jakubowi K. grozi nawet dożywocie. Jego kompanom, biorącym udział w rozbojach do 15 lat więzienia. Akt oskarżenia przeciwko bandzie trafił do Sądu Okręgowego w Olsztynie.
Źródło info i foto: TVP.info

To on zabił Jakuba K. na szkolnym korytarzu

Na korytarzu jednej z warszawskich szkół 15-letni Emil B. zaatakował nożem 16-letniego Jakuba K. Ofiara nie przeżyła ataku. Nastoletni nożownik został zatrzymany przez policję, a sąd podjął decyzję o przekazaniu sprawy prokuraturze. Fakt24 dysponuje zdjęciami z doprowadzenia 15-latka do sądu. Czy tak wygląda zimnokrwisty zabójca?

10 maja, podczas przerwy między lekcjami, 15-letni Emil B. zaatakował nożem rok starszego Jakuba K. Zaatakowany nastolatek nie przeżył. Jak nieoficjalnie ustalił Fakt, motywem napaści miały być nieuregulowane długi Jakuba. Emil B. został doprowadzony do sądu, a ten zadecydował o przekazaniu sprawy prokuraturze. Oznacza to, iż na tę chwilę Emilowi B. może grozić nawet 25 lat więzienia – tak, jak dorosłemu sprawcy!

– Prokuratura będzie podejmowała dalsze czynności w sprawie. Najprawdopodobniej zostanie dopuszczony dowód z opinii biegłych psychiatrów na okoliczność poczytalności sprawcy, a także zostanie zbadany stopień rozwoju sprawcy podejrzanego o ten czyn. Jeżeli prokurator dojdzie do wniosku, że zostały spełnione przesłanki przewidziane w art. 10 par. 2, wówczas podejrzany będzie sądzony na podstawie przepisów kodeksu karnego – powiedział w rozmowie z Fakt24 sędzia Marcin Kołakowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Oczywiście istnieje cień szansy, że przesłanki z tego przepisu nie zostały spełnione. W takim wypadku sprawą zajmie się sąd rodzinny. Na razie wiele wskazuje na to, iż Emil B. będzie sądzony jak dorosły. 15-latek trafi do schroniska dla nieletnich, gdzie będzie czekał na decyzję śledczych w swojej sprawie.

Według nieoficjalnych ustaleń dziennikarzy portalu Onet sprawca był prawdopodobnie pod wpływem narkotyków, a konkretnie amfetaminy. Policja do tej pory nie potwierdziła jednak tej informacji.

Udało nam się zdobyć zdjęcia z doprowadzenia nastolatka do sądu. Nie wiemy, co myślał, zakładając bluzę, która z tyłu miała anglojęzyczny napis „Fearless”, czyli nieustraszony. Czy to ma być forma jakiegoś manifestu? Jeśli rzeczywiście nie jest to przypadek, to raczej nie wygląda na to, by ten nastoletni degenerat miał jakiekolwiek wyrzuty sumienia…

Przypomnijmy, że do tragedii doszło w szkole im. Króla Maciusia I w warszawskim Wawrze. Napastnik i ofiara uczęszczali do tej samej szkoły, lecz do innych klas. Śmiertelne ciosy zadano podczas przerwy, na korytarzu. Zaatakowanego Jakuba nie udało się uratować.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Warszawa: Uczniowie o zabójcy 15-letniego Jakuba K. „Ćpał, pił, palił, był agresywny”

Tragedia w szkole podstawowej w Warszawie. Ósmoklasista, 15-letni Emil B. w czasie przerwy śmiertelnie zaatakował nożem rówieśnika – Jakuba K. Powodem ataku miał być dług. Wedle jednej z wersji, Jakub K. miał jakiś czas temu pożyczyć pieniądze od Emila B. na komputer. Większość uczniów twierdzi, że z Emilem B. od 3 lat były poważne problemy wychowawcze. Reportaż „Interwencji”.

– Najpierw go pobił, a potem go tam jeszcze dźgał w przeponę i w plecy, więc to była powolna śmierć, bardzo bolesna – powiedział reporterowi „Interwencji” uczeń 7. klasy Szkoły Podstawowej nr 195 w Warszawie.

„W brzuch, obok płuca, w plecy”

W piątek 10.05. w szkole podstawowej nr 195 w Warszawie doszło do makabrycznych wydarzeń. Ósmoklasista – 15-letni Emil B., w czasie przerwy zaatakował nożem swojego rówieśnika – Jakuba K.

– W brzuch, obok płuca i w plecy. To było na przerwie, oni poszli przed salę od fizyki, gdzie normalnie nikt nie siedzi na przerwach, każdy siedzi w głównym miejscu, w korytarzu. Zaczęli się kłócić, bić i Kuba nie miał szans, jest o wiele od niego mniejszy, chudszy. Poszło o pieniądze, około 2 tys. zł – powiedział reporterowi „Interwencji” uczeń 8. klasy.

– Pieniądze potrzebował na jakiś laptop, bo grali w CS (Counter-Strike – red.), a Kuba miał słaby – opowiada uczeń 6. klasy.

Uczniowie w rozmowie z reporterami „Interwencji” przekazali, że Kuba nie miał z czego oddać długu. Pytani, skąd Emil B. miał taką kwotę, mówią, że sprzedał telefon i słuchawki.

Przychodził w bluzie z marihuaną

– Wiem, że Emil jak sprzedawał te rzeczy, to pewnie potrzebował na dragi, bo on ćpał dużo. Nawet na lekcje przychodził w bluzie z marihuaną wyrysowaną – mówi uczeń 8. klasy.

– Ćpał, pił, palił, był agresywny do wszystkich, bez żadnych wyjątków. On tak z byle czego mógł zrobić jakąś wielką aferę, były sytuacje pobicia z jego strony – dodają inni uczniowie.

– Kilka miesięcy wcześniej na przerwie pobił się z jakimś chłopcem, a kolega, który próbował ich rozdzielić, dostał rykoszetem tak bardzo, że bark mu wywalił ten sprawca. A nauczycielkę, która tam dyżurowała, to tak nią cisnął o ścianę, że aż się osunęła. Policja kilka miesięcy temu ze szkoły go wyprowadziła – opowiada matka jednego z uczniów.

– A szkoła dawała mu kolejną szansę i kolejną szansę, kuratorów miał i nic to nie dawało. Miesiąc było dobrze i później znowu to samo. No i tak to się skończyło. Powinni od razu go wywalić do jakiegoś ośrodka – ocenił uczeń szkoły nr 195.

– Zobacz na tę szkołę: narkotyki, handel… skarżyłem tyle razy na policję. My nie odpuścimy tego tematu, naprawdę – zapowiedział ojciec Jakuba K. w rozmowie z „Interwencją”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci odzyskali 6 skradzionych aut i motocykl

Policjanci z południowopraskiego wydziału do walki z przestępczością samochodową w przeciągu dwóch dni zatrzymali 2 osoby i zabezpieczyli 6 skradzionych samochodów i motocykl. Funkcjonariusze najpierw działali na terenie województwa lubuskiego, gdzie w dziupli odnaleźli nissana, mitsubishi i fiata skradzione na terenie Niemiec. Zatrzymany 41-letni Jakub K. usłyszał 3 zarzuty. Dzień później, kontynuując prace do tej samej sprawy, już na terenie naszego garnizonu w 2 dziuplach odzyskali kolejne 3 auta i motocykl oraz zatrzymali 34-letniego Bartłomieja K., który usłyszał zarzut paserstwa.

Policjanci zajmujący się przestępczością samochodową na bieżąco pozyskują informacje na temat dokonywanych przestępstw, osób trudniących się kradzieżami z włamaniem pojazdów oraz miejsc, gdzie kradzione auta trafiają.

Dzięki tak dobremu rozpoznaniu środowiska oraz szybkiej reakcji i profesjonalnie przeprowadzonym działaniom w ręce funkcjonariuszy wpadły kolejne osoby podejrzane i 6 skradzionych samochodów i motocykl zostało odzyskanych.

Najpierw policjanci pojechali do województwa lubuskiego, gdzie na jednej z posesji odnaleźli skradzione 3 auta, nissana wartego 85 tysięcy, mitsubishi za 83 tysiące i fiata o wartości 190 tysięcy złotych. Wszystkie samochody pochodziły z Niemiec i posiadały niemieckie tablice rejestracyjne.

Policjanci zatrzymali małżeństwo. Po przeprowadzeniu czynności procesowych 41-letni Jakub K. usłyszał 3 zarzuty, dwa kradzieży z włamaniem pojazdów i jeden paserstwa. Jego żona została przesłuchana w charakterze świadka.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła, jej kontynuacja miała już miejsce na terenie garnizonu stołecznego. Tu w dwóch dziuplach policjanci zabezpieczyli w sumie 4 pojazdy, kolejnego mitsubishi o wartości około 87 tysięcy, audi warte 135 tysięcy złotych, nissana za 72 tysiące i motocykl bmw o wartości 60 tysięcy, a także moduł sterujący z pojazdu bmw skradziony z terenu Warszawy. Pojazdy pochodziły z kradzieży z włamaniem dokonanych na terenie Niemiec i Belgii.

Funkcjonariusze zatrzymali dwóch mężczyzn. W efekcie przeprowadzonych ustaleń i w wyniku zgromadzonych dowodów śledczy przedstawili zarzuty paserstwa 34-letniemu Bartłomiejowi K.

Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Szkocja: Nie żyje Polak ugodzony nożem

Nie żyje 34-letni Polak mieszkający w szkockim Perth. Mężczyzna pochodzący z Bydgoszczy został śmiertelnie ugodzony nożem. Dramat w jednym z mieszkań w Perth rozegrał się 23 grudnia. Policjanci tuż przed północą odebrali zgłoszenie o zakłóceniu porządku. Przybyli na miejsce funkcjonariusze zastali poważnie rannego Rafała R. Polak został przetransportowany karetką pogotowia do szpitala, ale medycy nie byli w stanie mu pomóc.

Policja rozpoczęła śledztwo. W związku z zabójstwem zatrzymano i postawiono zarzuty śmiertelnego ugodzenia nożem 19-letniemu obywatelowi Polski – Jakubowi K. Nastolatek odmówił składania zeznań.

W mediach społecznościowych pojawiło się wiele wpisów znajomych zmarłego Polaka, którzy nie kryją emocji w związku z tragedią.

”Okropny ból i cierpienie, że nie ma już Ciebie …… Spoczywaj w pokoju” – napisano w jednym z postów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zwłoki 36-letniej kobiety w torbie znalezione w garażu

Podczas kłótni młody mężczyzna udusił 36-letnią mieszkankę Konstancina Jeziornej. Po zbrodni zapakował jej ciało do dużej torby, którą ukrył w garażu. Jakub K. był przekonany, że jest bezpieczny i pojechał do Szwecji kupić rybki akwariowe, którymi na co dzień handlował. W świnoujskim porcie czekali już na niego policjanci. Mężczyzna przyznał się do zbrodni, ale nie wiadomo do końca, dlaczego jej dokonał. Tamara N. (inicjały zmienione) zaginęła na początku listopada. 36-letnia kobieta zniknęła bez śladu ze swojego mieszkania w Konstancinie. Jej bliscy zawiadomili policję. Gdy przed kilkoma dniami funkcjonariusze weszli do mieszkania Tamary, okazało się, że w lokalu był tylko pies. Ktoś wyłączył bezpieczniki. Na wieszaku wisiała kurtka gospodyni. Z domu nic zginęło.

Tajemniczy nieznajomy

Policjanci przesłuchali sąsiadów Tamary i ochronę budynku. Okazało się, że stróż zapamiętał mężczyznę, który późno w nocy wychodził z budynku z dużą walizką i próbował odjechać samochodem kobiety. Nagranie z monitoringu potwierdziły jego słowa. Kamera zarejestrowała, jak z domu wychodzi młody mężczyzna z dużą torbą. Nieznajomy miał kluczyki do samochodu Tamary i próbował odjechać autem, ale wówczas interweniował ochroniarz, pytając zapewne, skąd ma kluczyki do nieswojego auta. Widać później, jak mężczyzna oddala się z torbą.

Dziwne zachowanie nieznajomego i fakt, że niósł dużą torbę zaalarmowały policjantów. Sprawą zajęli się funkcjonariusze elitarnego Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP. Już w miniony czwartek policjanci ustalili tożsamość mężczyzny, który był widziany tej nocy w miejscu zamieszkania 36-latki. Z ich ustaleń wynikało, że to 26-letni Jakub, zajmujący się akwarystyką, w tym handlem rybkami i czyszczeniem akwariów. Okazało się, że mężczyzna wyjechał do Szwecji w dniu, w którym bliscy zgłosili zaginięcie Tamary.

Z informacji policjantów wynikało, że Jakub K. będzie wracał do kraju w sobotę rano. Gdy tylko zszedł na ląd z promu w Świnoujściu, został zatrzymany.

Udusił w czasie kłótni?

Po zatrzymaniu mężczyzna został przekonwojowany do stolicy. Tam podczas przesłuchania przez policjantów z „terroru” niemal od razu przyznał się do zamordowania Tamary N. Mówił, że przyjechał do domu N. w Konstancinie, aby wyczyścić jej akwarium. W pewnym momencie doszło do kłótni z gospodynią. Jakub K. twierdził, że powalił kobietę na ziemię i ją udusił. Potem schował ciało do dużej torby, którą ukrył następnie w garażu na posesji w okolicach Grójca.

Jakub K. usłyszał w stołecznej prokuraturze okręgowej zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, ujawniając miejsce ukrycia zwłok. Sekcja zwłok kobiety wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

Śledczy starają się teraz zweryfikować motyw działania sprawcy. Wykluczyli rabunek, ale sprawdzają m.in. kontekst seksualny, choć nic nie wskazuje, aby sprawca obcował płciowo z ofiarą. Tamara N. miała się przewijać w policyjnych kartotekach jako kobieta do towarzystwa.
Żródło info i foto: TVP.info

13-letni Polak brutalnie pobity w szkole w Wielkiej Brytanii

Jakub K. został napadnięty i brutalnie pobity przez jednego z kolegów z klasy w czasie lekcji. Chłopiec trafił do szpitala. Policja prowadzi śledztwo w tej sprawie – informują brytyjskie media. Chłopiec został napadnięty w czasie lekcji języka angielskiego w St. Aidan’s School w mieście Darlington. Jak relacjonuje „The Norther Echo”, Jakub trafił do szpitala, po tym jak pobił go kolega z klasy. Miał liczne obrażenia i siniaki zarówno na twarzy, jak i na całym ciele. Jak relacjonowali świadkowie kolega pobił go tak dotkliwie, że chłopiec stracił przytomność, a gdy ją odzyskał, wymiotował z bólu.

Jakuba zatrzymano w szpitalu na ośmiogodzinną obserwację. Jego rodzice już obawiają się, że sytuacja może się powtórzyć. Jak twierdzą, chłopiec, który napadł Kubę, groził mu wcześniej, że przyniesie na lekcje broń i go zastrzeli. 13-latek nie wie dlaczego został pobity. Wśród nauczycieli ma opinię zdolnego ucznia i miłego chłopca. Policja bada incydent jako przestępstwo napaści ze spowodowaniem rzeczywistych uszkodzeń ciała. Śledztwo może potrwać kilka tygodni – pisze „The Norther Echo”.
Żródło info i foto: interia.pl

Podejrzani o uprawę konopi indyjskich i produkcję marihuany w rękach policji

Trzech mężczyzn podejrzanych o uprawę konopi i produkcję marihuany zatrzymali w okolicy Poznania policjanci z Centralnego Biura Śledczego. Zabezpieczono 7 kg narkotyku o szacunkowej wartości 175 tys. zł. Zatrzymanym grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa miała swój początek dwa lata temu, gdy policjanci CBŚ zatrzymali podczas transakcji handlowej Grzegorza C. Znaleźli wówczas przy nim 1 kg marihuany. Mężczyzna został skazany przez sąd i trafił do więzienia. W tym czasie zapadł wyrok w innej sprawie przeciwko zatrzymanemu mężczyźnie. W ostatnim czasie skazaniec miał przerwę w odbywaniu kary. Policjanci, którzy go znali podejrzewali, że Grzegorz C. może zechcieć wrócić do narkotykowego interesu. Jak się okazało, nie mylili się. Jak ustalili funkcjonariusze, Grzegorz C. wspólnie z dwoma innymi mężczyznami: Marcinem S. i Jakubem K., w okolicach Pobiedzisk, na rzadko uczęszczanych przez ludzi nieużytkach, zorganizowali plantację konopi. Kiedy rośliny dojrzały zebrali dorodne kwiatostany. Po wysuszeniu uzyskali ponad 7 kg suszu marihuany. Podział zyskami jednak nie doszedł do skutku z powodu akcji, którą przeprowadzili policjanci CBŚ. Akcja zatrzymania była przeprowadzona w Swarzędzu i w Poznaniu. Żródło info i foto: Policja.pl

Zabójcy architekta skazani na dożywocie

Na kary dożywotniego więzienia skazał dzisiaj poznański Sąd Okręgowy dwóch mężczyzn oskarżonych o zabójstwo w czerwcu 2008 roku jednego z poznańskich architektów. Trzeci z oskarżonych, ponieważ współpracował z wymiarem sprawiedliwości, skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary – sąd skazał go na siedem lat i 11 miesięcy wiezienia.
– „Było to wyjątkowo bestialskie zabójstwo na tle rabunkowym. Ofiara była dręczona przez napastników, krępowana kablem, upijana i na koniec uduszona” – powiedział rzecznik sądu sędzia Jarema Sawiński. Żródło info i foto: POLICYJNI.pl