Sprawa Jarosława Zientary. „Ryba” miał udawać policjanta i porwać dziennikarza

Mirosław R. ps. Ryba, który wraz z Dariuszem L. ps. Lala jest oskarżony m.in. o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary, złożył w piątek obszerne wyjaśnienia w sprawie. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i podważał zeznania kluczowych świadków.

Proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu od stycznia 2019 roku. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

W trakcie piątkowej rozprawy oskarżony Mirosław R. złożył dodatkowe, obszerne wyjaśnienia w sprawie. Podkreślił w nich, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jestem niewinny, nigdy nie widziałem pana Jarosława Ziętary, nie znalem go. Jestem byłem policjantem i nigdy nie popełniłem żadnego przestępstwa, a nawet wykroczenia – zaznaczył. Dodał, że w dniu i w czasie, w którym Ziętara został porwany sprzed domu – był na drugim końcu Poznania odprowadzając syna na uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego.

Oskarżony w bardzo szczegółowy sposób odniósł się w swoich wyjaśnieniach do zeznań dwóch kluczowych świadków w tej sprawie – Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Ziętary, oraz zeznań Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, odsiadującego obecnie wyrok dożywocia, według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Pragnę podkreślić, że oni obaj kłamią przed sądem i wprowadzą wysoki sąd w błąd – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. przez kilka godzin odnosił się do zeznań tych świadków wskazując na liczne – jak podkreślał – nieścisłości i kłamstwa. Oskarżony wskazał, że „Jerzy U. w swoich zeznaniach twierdzi, że był związany z firmą Elektromis i ma pełną wiedzę na ten temat. Jest to nieprawda, pokazują to jego zeznania, w których opowiadał o wydarzeniach, jakie nie miały miejsca i na które nie ma żadnych dowodów”.

Oskarżony wskazywał też m.in., że wersja momentu porwania dziennikarza, jaką podawał Jerzy U. również „zmieniała się”. Jerzy U. mówił, że raz Ziętara wsiadł do samochodu dobrowolnie, bo został zaproszony. W kolejnych, że został wciągnięty. Potem, że został wrzucony do samochodu. W ostatnich zeznaniach ponownie mówił, że wsiadł dobrowolnie – wskazał.

Dodał również, że Jerzy U. sam zeznawał, że porywaczy „widział przez chwilę, z pewnej odległości – a miał rozpoznać ich potem, po kilku latach, w tym nawet tego nieżyjącego (…) U. powiedział, że rozpoznał nas po łysych głowach. Ja w tamtym czasie nie miałem łysej głowy, nosiłem czuprynę i wąsy. U. nie znał nas i nie wiedział jak wyglądaliśmy w tamtym czasie, gdyż poznał mnie dużo później” – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. powiedział także, że Jerzy U. nie mógł widzieć momentu porwania dziennikarza, bo – jak wskazał – w tamtym czasie nie prowadził już „obserwacji Ziętary”.

U. to kolejny świadek, który składa fałszywe zeznania za przysługę, którą prokuratura obiecuje mu spełnić – mówił. W opinii oskarżonego, świadek Jerzy U. to „mściwy, zdeprawowany oszust bez skrupułów”. Dodał, że jest przekonany, że Jerzy U. mści się na nim za to, że pod koniec lat 90. dowiedział się o oszustwach, jakich miał się dopuszczać U.

Każdy, kto wczyta się w akta tej sprawy zauważy, że sprawa jest mocno naciągana; bez żadnych dowodów oskarża się niewinne osoby. Główni świadkowie oskarżenia Jerzy U. i Maciej B. to kryminaliści, którzy dla własnych korzyści zaczęli zeznawać przed prokuratorem wymyślając swoje wersje – powiedział.

Wersje te nie pokrywały się, wiec wycofywano się z zeznań, później je zmieniano, albo modyfikowano tak, by były spójne – ale spójności między tymi zeznaniami nie ma w dalszym ciągu, ponieważ nowe wersje różnią się od siebie znacznie – dodał.

Oskarżony odnosząc się do zeznań Macieja B., wskazał, że „zaczął współpracę z prokuraturą, bo chciał poprawić swoje warunki w zakładzie karnym”, liczył na pomoc prokuratury. Dodał, że „Maciej B. sam twierdzi, że za akt łaski będzie zeznawał to, co chcą”.

Mirosław R. wskazał, że Maciej B. wycofywał się z zeznań, później znów zmienił zdanie. Jak mówił, B. zmieniał też podawane przez siebie wersje zdarzeń, w tym szczegóły dotyczące spotkania, podczas którego miało dojść – jak wynika z ustaleń prokuratury – do podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Mowy końcowe we wrześniu
Oskarżony będzie kontynuował składanie wyjaśnień na kolejnej rozprawie, którą zaplanowano we wrześniu. Wtedy też strony mają wygłosić mowy końcowe.

24 lutego przed poznańskim sądem okręgowym zakończył się drugi z procesów dotyczących sprawy Ziętary. Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku.

W akcie oskarżenia Gawronikowi zarzucono, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”. Były senator nie przyznawał się do winy.

24 lutego Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa Ziętary. Sędzia Joanna Rucińska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „prokurator nie wykazał, aby oskarżony był sprawcą zarzucanego mu czynu, czego skutkiem musiało być wydanie wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika”. Wyrok nie jest prawomocny.

Jarosław Ziętara – życie

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Aleksander Gawronik uniewinniony

Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił w czwartek byłego senatora Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku. W akcie oskarżenia Gawronikowi zarzucono, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”.

Były senator nie przyznaje się do winy. Za zarzucane mu czyny grozi kara wieloletniego więzienia, lub dożywocie.

W czwartek poznański sąd po przesłuchaniu ostatniego świadka zamknął przewód sądowy.

Mowa końcowa

Prokurator Piotr Kosmaty podkreślał w mowie końcowej, że dowody zebrane w sprawie są spójne i wskazują, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu. Prokurator wniósł o uznanie oskarżonego winnym i wymierzenie mu kary 25 lat pozbawienia wolności. Oskarżyciel posiłkowy w sprawie, brat dziennikarza Jacek Ziętara, zwrócił się do sądu o sprawiedliwy wyrok. Obrońca byłego senatora adw. Paweł Szwarc w mowie końcowej podkreślał, że Gawronik nie miał żadnego motywu, by podżegać do zabójstwa Ziętary. Zaznaczył też, że Gawronik w tamtym czasie nie prowadził żadnych interesów z Elektromisem. Obrona w mowie końcowej podważała także zeznania kluczowych świadków w tej sprawie.

Obrońca wniósł o uniewinnienie. Oskarżony podkreślił w ostatnim słowie, że jest niewinny i nie ma ze sprawą nic wspólnego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawa Jarosława Ziętary. „Służby specjalne pomogły przez lata unikać odpowiedzialności zabójcom”

Sprawa śmierci Jarosława Ziętary to porażka polskiego państwa. Służby specjalne pomogły przez lata unikać odpowiedzialności zabójcom dziennikarza – ocenił w rozmowie z PAP Krzysztof M. Kaźmierczak z Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary. Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 roku. Jako dziennikarz pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i „Gazetą Poznańską”. Ziętara zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy. Według prokuratury 1 września 1992 r. został uprowadzony sprzed swojego domu w Poznaniu, a później zabity.

W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Od 2016 r. w Sądzie Okręgowym w Poznaniu trwa proces przeciwko b. senatorowi Aleksandrowi Gawronikowi (godzi się na publikację pełnego nazwiska – PAP), o podżeganie do zabójstwa Ziętary. W 2019 r. rozpoczął się odrębny proces dwóch byłych ochroniarzy firmy Elektromis, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary.

Dalszy ciąg na Dzienik.pl
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy świadek ws. zabójstwa Ziętary opowiedział o zbrodni po 28 latach milczenia

– Jarosław Ziętara, który zniknął 1 września 1992 r., interesował się przekrętami Elektromisu. Sądziłem, że firma go przekupi, ale sprawy wymknęły się spod kontroli. Został zabity, a ciało wrzucono do kwasu – zeznał w czwartek w sądzie nowy świadek, Zdzisław K. ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza śledczego. Mężczyzna milczał przez 28 lat.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Proces ws. podżegania o zabójstwo Ziętary. „To miał być taki przekręt ”

Aleksander G., poznański biznesmen, jest oskarżany o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Prokuratura utrzymuje, że mężczyzna miał zlecić zabójstwo dziennikarza w trakcie jednej z narad w firmie Elektromis w 1992 roku. Zdzisław K., nowy świadek w sprawie, był kolegą Mariusza Ś. (twórcy Elektromisu) z domu dziecka, a następnie z więzienia, obaj panowie później współpracowali ze sobą.

– W 1991 r., wspólnie z moim kolegą Mariuszem Ś., przejęliśmy poznańską spółkę Strefa Wolnocłowa. Zostałem jej prezesem. Wiedziałem od Mariusza, że dostaje informacje od Aleksandra G., mającego wtedy dobre kontakty i wiedzę o zmieniających się przepisach, że mamy szybko sprowadzić do Polski papierosy. To miał być taki przekręt „w białych kołnierzykach” – zeznał w czwartek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, rozprawę relacjonował Łukasz Cieśla z Onetu.

Papierosy sprzedawano wprost do Elektromisu bez odprowadzania podatku. Sprawą zainteresowała się prokuratura, jednak finalnie śledztwo zostało umorzone. Jarosław Ziętara nadal interesował się jednak tym procederem i prawdopodobnie posiadał już wiele informacji. Jak twierdził Zdzisław K., szef Elektromisu miał mówić, że „trzeba będzie uciszyć dziennikarza”. Mężczyzna miał odebrać to jednak jako zapowiedź przekupienia Ziętary. O samym zaginięciu miał dowiedzieć się dopiero kilka miesięcy po fakcie.

Świadek tłumaczył, że dwóch znajomych z firmy Mariusza Ś. opowiedziało mu o szczegółach zbrodni. Obaj mieli być zatrudnieni tam do „brudnej roboty”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Byli ochroniarze z Elektromisu oskarżeni o porwanie i pomoc w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

Dwaj byli ochroniarze Elektromisu właśnie zostali oskarżeni o porwanie i pomocnictwo do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Chodzi o Mirosława R., ps. Ryba i Dariusza L., ps. Lala. Obaj kiedyś byli policyjnymi antyterrorystami w Poznaniu, potem zaczęli pracować w ochronie Elektomisu Mariusza Świtalskiego. 1 września 1992 roku mieli porwać Jarosława Ziętarę, bo ten miałby opisać aferalną działalność firmy Elektromis.

Mirosław R., ps. Ryba o Dariusz L., ps. Lala 1 września 1992 roku mieli porwać Jarosława Ziętarę spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej. Zdaniem prokuratury, podeszli do młodego dziennikarza idącego do redakcji „Gazety Poznańskiej”, przedstawili się jako policjanci. Byli ubrani po cywilnemu. „Zaprosili” Ziętarę do samochodu przypominającego radiowóz.

Rzekomo wcześniej inne osoby pobiły Ziętarę, straszyły go, proponowały pieniądze, byle odpuścił pewne aferalne tematy.

– Następnie oskarżeni przekazali go osobom, które dokonały zabójstwa Jarosława Ziętary, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą – informuje biuro prasowe Prokuratury Krajowej.

Zakończone właśnie śledztwo przeciwko „Rybie” i „Lali” prowadził prokurator Tomasz Dorosz z krakowskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Kim była trzecia, nieżyjąca już osoba, która miała współdziałać z „Rybą” i „Lalą” przy porwaniu Ziętary metodą „na policjanta”?

Z naszych ustaleń wynika, że chodzi o Romana K., ps. Kapela. To kolejnego były judoka z niegdyś milicyjnego klubu Olimpia Poznań. Potem „Kapela” trafił do policji, a następnie do ochrony Elektromisu. Firma przyciągała zresztą innych funkcjonariuszy publicznych: byłych esbeków, prokuratorów, eksmilicjantów. „Kapela” miał również porwać Ziętarę wraz z dwoma innymi byłymi policjantami. Dziennikarz miał tego samego dnia zostać przewieziony do siedziby Elektromisu przy ul. Wołczyńskiej w Poznaniu. Tam poddano go podobno torturom. Kto zabił? Co stało się z ciałem? Krażą różne wersje. Te wątki nadal są wyjaśniane przez prokuraturą w trzecim krakowskim śledztwie związanym ze zniknięciem Ziętary.

Podobno po zniknięciu i zabójstwie Ziętary, Roman K., ps. „Kapela” miał wyrzuty sumienia, sięgał po alkohol. Według krążacych wersji został zamordowany przez znajomych mających związek ze zbrodnią na Ziętarze. Oficjalnie uznano jednak, że „Kapela” popełnił samobójstwo. Zmarł jesienią 1993 roku. Przez dwa dni po postrzale walczył o życie w poznańskim szpitalu.
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Piotr Najsztub na procesie ws. śmierci Jarosława Ziętary

To były takie czasy, że w kanonie mieściło się grożenie dziennikarzowi – mówił w sądzie dziennikarz Piotr Najsztub. W środę sąd kontynuował proces b. senatora Aleksandra Gawronika, oskarżonego o nakłanianie do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary.

Według prokuratury Gawronik miał nakłaniać ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary.

Najsztub, na początku lat 90. wraz z Maciejem Gorzelińskim opublikował w „Gazecie Wyborczej” dwa artykuły, w tym „Państwo Elektromis”, opisujący m.in. mające zachodzić w firmie prowadzonej przez biznesmena Mariusza Świtalskiego nadużycia podatkowe i celne.

Dziennikarz zaznaczył, że nie ma wiedzy o samym zaginięciu Ziętary, ale był przesłuchiwany w sprawie Elektromisu i gróźb kierowanych pod jego adresem. Jak mówił, w trakcie pracy nad tekstem, jeden z informatorów powiedział im, żeby się więcej Elektromisem nie zajmowali, i że ktoś „ma na nich zlecenie”. Po tym spotkaniu dziennikarze zwrócili się o ochronę. Najsztub dodał jednak, że po publikacji artykułu „Państwo Elektromis” nie było już żadnych problemów; nie było też kolejnych kontaktów między nim a Świtalskim.

Dziennikarz mówił, że nie natknął się w swojej pracy nad artykułami na powiązania Gawronika z Elektromisem. – Ogólny krajobraz ówczesnego poznańskiego biznesu polegał jednak na tym, że ci najbogatsi, najbardziej prężni – wszyscy się tutaj znali – powiedział.

Dodał, że Mariusz Świtalski odradzał zajmowanie się swoimi przedsięwzięciami, tłumacząc, że jeżeli artykuł będzie krytyczny, to w konsekwencji wielu jego pracowników może stracić pracę. Pytany, jak odbierał słowa Świtalskiego, Najsztub podkreślił, że „jako groźbę przekazywaną z łagodnym uśmiechem”.

Może gdyby to wszystko działo się w dzisiejszej rzeczywistości, w 2017 roku, to musiałbym na to inaczej spojrzeć, pewnie musiałbym się tego bardziej obawiać. Natomiast na początku lat 90. zabójstw, podłożeń bomb, walki gangów, czy całych mafii ze sobą było bardzo dużo. I się jakoś mieściło w poetyce tamtych lat – zlecenie na zabójstwo. Choć dziennikarze nie ginęli masowo – to prawda. W tym kontekście jednak ja się tego nie bałem, bo uważałem to za jakiś oczywisty element rzeczywistości – mówił Najsztub.

Prokurator poprosił, aby Najsztub ustosunkował się do zeznań Macieja Gorzelińskiego, gdzie mówił m.in. o spotkaniu Najsztuba ze Świtalskim w lesie, gdzie także miały padać groźby. Najsztub odpowiedział, że „widocznie Maciej ma lepszą pamięć ode mnie”. Dopytywany przez prokuraturę potwierdził, że „groźbę od Mariusza Świtalskiego” usłyszał kilkukrotnie.

Przed sądem zeznawał także były szef delegatury UOP w Poznaniu Maciej Urbański. Mówił, że po zaginięciu dziennikarza zadzwonił do niego jego licealny kolega Jerzy Nowakowski, ówczesny zastępca redaktora naczelnego „Gazety Poznańskiej”. – Nowakowski zadzwonił z informacją, że w redakcji „Gazety Poznańskiej” będzie przebywał ojciec Jarosława Ziętary wraz z bratem dziennikarza (…) Z wcześniejszych rozmów, jakie Nowakowski odbył z rodziną Jarosława Ziętary wynikało, że dziennikarz mógł mieć jakieś kontakty z UOP – powiedział.

W trakcie rozmowy w redakcji dowiedziałem się, że miał miejsce prawdopodobnie kontakt telefoniczny funkcjonariusza UOP z Jarosławem Ziętarą. Nic wcześniej o tym nie wiedziałem. Po zakończonym spotkaniu rozpytałem podległych mi funkcjonariuszy w delegaturze, czy Jarosław jest lub był w zainteresowaniu UOP lub w zainteresowaniu kadrowym. Na obydwa pytania otrzymałem odpowiedź negatywną. I przestałem się ta sprawą zajmować, tym bardziej, że wiedziałem, że sprawą może zajmować się już policja – zeznał.

Dodał, że nie pamięta, czy o sprawie rozmawiał wówczas zarządem UOP, w tym z Gromosławem Czempińskim. Potwierdził też, że w tamtym czasie UOP interesował się firmami oskarżonego.

Kazimierz K., który w czasie, kiedy zaginął Ziętara był komendantem wojewódzkim policji w Poznaniu, w sądzie opowiadał o poszukiwaniach dziennikarza. Jak mówił, jedna z pierwszych wersji mówiła o tym, że wyjechał on za granicę. W jednym z wywiadów, krótko po zaginięciu Ziętary, b. funkcjonariusz miał powiedzieć, że „Ziętara żyje, pracuje dla UOP i wyjechał za granicę”. W zeznaniach tłumaczył jednak, że były to tylko jego hipotezy, ponieważ „policja do czasu, kiedy nie znajdzie ciała zawsze zakłada, że poszukiwana osoba żyje”. Jak mówił, w tamtym czasie policja poszukiwała kilkuset osób, ale „w tej sprawie przewijała się informacja, że Ziętara wzywany był do UOP-u” – podkreślił w przytaczanych zeznaniach b. policjant.

Mówiło się, że Ziętara mógł być przeszkodą dla osób chcących robić wtedy biznes (…) Nie mogli go też raczej porwać kryminaliści, o czym może świadczyć też fakt, że tak długo nie odnaleziono ciało. To byli profesjonaliści, niewykluczone, że wcześniej związani ze służbami specjalnymi (…) Ziętara mógł posiadać wiedzę niebezpieczną dla tych nowobogackich – tłumaczył.

Podkreślił, że w tamtym czasie policja i UOP prowadziła kilka spraw dotyczących działalności twórcy Świtalskiego. Świadek mówił też, „Poznań był w tamtych czasach zalewany nielegalnym alkoholem”, a także, że wielu byłych funkcjonariuszy milicji i policji było zatrudnianych w prywatnych firmach. – Na pewnym etapie ktoś musiał poczuć się zagrożony wiedzą, którą posiadał Ziętara, i dlatego zginął – zaznaczył. W jego ocenie „w tej sprawie policjanci zrobili to, co mogli”.

W środę zeznawał także m.in. Andrzej L. który studiował razem z Ziętarą, wraz z nim mieszkał w pokoju w akademiku, i który miesiąc po zaginięciu dziennikarza podjął pracę w UOP. Sąd przesłuchał również b. policjanta Edwarda K., który mówił, że znał Ziętarę, bo wiele razy udzielał mu informacji na temat różnych spraw gospodarczych. B. policjant mówił też, że Ziętara bywał w siedzibie UOP i że nie ukrywał tego faktu. „Nie mogę wykluczyć, że chodził tam po informacje, tak jak do nas” – zaznaczył.

Przed sądem zeznawali również poznańscy gangsterzy – Zbyszko B. ps. Makowiec, oraz Mariusz M., który odbywa aktualnie karę za handel ludźmi, bronią i napady. Świadek poznał w celi Przemysława C., który miał mieć udział w zabójstwie dziennikarza. Jak mówił, z Przemysławem C. rozmawiali w celi na temat różnych przestępstw. Pytany przez sąd, czy Przemysław C. miał wyrzuty sumienia w związku z jakąś sprawą, odpowiedział, że „była to ta sprawa z zabójstwem dziennikarza. (…) Przemysław C. został wykluczony z przestępczości zorganizowanej, bo ujawnił szczegóły dotyczące tego przestępstwa”.

Dodał jednak, że nigdy w jego rozmowach na temat Ziętary nie pojawiło się nazwisko Gawronika. We wcześniejszych zeznaniach świadek mówił, że „aspirował wówczas do grupy przestępczej Mariusza Świtalskiego”. Jak tłumaczył, ta „grupa była wtedy najmocniejsza w mieście”. Dodał, że Przemysław C. ostrzegał go przed ludźmi Świtalskiego. Przemysław C. zginął w wypadku motocyklowym – „w środowisku przestępczym mówi się, że nie umarł przez przypadek” – zaznaczył w sądzie Mariusz M.

Przesłuchiwany był również b. funkcjonariusz CBŚ w Katowicach Mariusz P. Jak mówił, zgłosił się prokuratury w 2015 roku, po tym jak w mediach został upubliczniony portret pamięciowy mężczyzny, który miał być zamieszany w zabójstwo Ziętary. Mówił, że pracując w CBŚ zajmował się m.in. sprawami, w których oskarżony był także Gawronik.

Powiedział, że przy jednej ze spraw, którą się zajmował w 2003 roku, zapamiętał, że w aktach znajdowało się zdjęcie, które mogło odpowiadać temu rysopisowi. – Okazało się, że był to Białorusin, który dostał zarzuty do sprawy Gawronika. (…) po opuszczeniu aresztu uciekł. Funkcjonariusze mówili też, że ten mężczyzna prowadzał się w latach 90. z Gawronikiem – mówił. Dodał, że mężczyzna ten został zatrzymamy i przebywa w areszcie, a śledztwo w jego sprawie, które zostało wtedy zawieszone, podjęto na nowo.

Gawronik odparł jednak w sądzie, że osoba, na którą może wskazywać świadek, to „łysiejący, niski grubasek”. Sąd zapytał prokuratora, czy ta osoba rzeczywiście została ustalona, ten zaś odpowiedział, że „ten wątek został wyjaśniony” i „widocznie wykluczono jego udział w tej sprawie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Masa” składa zeznania w sprawie Zientary

Gawronik chwalił się, że jest specjalistą od uciszania prasy – powiedział w czwartek w sądzie świadek koronny Jarosław Sokołowski ps. „Masa”. Były członek mafii pruszkowskiej zeznawał w procesie Aleksandra Gawronika oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza.

„Masa” składał zeznania przy szczególnych środkach bezpieczeństwa, w kominiarce, w pomieszczeniu za pancerną szybą. Rozprawa rozpoczęła się w poznańskim sądzie okręgowym po oficjalnych godzinach jego urzędowania. Dziennikarze wchodzący na salę zostali poddani podwójnej kontroli bezpieczeństwa; przy wejściu do budynku sądu i bezpośrednio przed salą. Funkcjonariusze policji obecni byli na sali także w trakcie rozprawy.

„Masa” złożył wniosek o utajnienie jego zeznań, sąd jednak nie uwzględnił jego prośby, tłumacząc, że Sokołowski nie posiada statusu świadka koronnego w tej konkretnej sprawie. „Masa” kilkanaście lat temu rozpoczął współpracę z prokuraturą. Dzięki jego zeznaniom zatrzymano członków zarządu gangu Pruszkowa, a sąd nadał mu status świadka koronnego.

Czempiński i Petelicki mieli ochraniać firmę Gawronika

W czwartek „Masa” zeznał, że w 1998 roku Gawronik zaproponował gangsterom wspólny interes. – Generalnie chodziło o pozyskiwanie podatku ze sprzedaży papierosów. To był nasz pierwszy kontakt” – powiedział. Jak zeznał, na tym spotkaniu Gawronik przedstawił mu biznesplan, który miał być napisany przez prof. Modzelewskiego (Witold, b. wiceminister finansów – red) (…) firmę miał ochraniać pan Czempiński (Gromosław – red ) i Petelicki (Sławomir). Spodobało mi się to i poszedłem z tym projektem Gawronika do „Pershinga” (szef gangu pruszkowskiego – red). Mu też się spodobał ten projekt i dał mi pozwolenie na to przedsięwzięcie. Potem spotkaliśmy się cyklicznie, co tydzień; Gawronik przyjeżdżał do mnie do domu i zdawał mi relacje – powiedział „Masa”.

Jak mówił, wtedy był „jednym z czołowych polskich gangsterów”, co Gawronikowi imponowało i ich relacje po pewnym czasie stały się „koleżeńskie”. Podczas jednego ze spotkań Gawronik powiedział mu, że jest „specjalistą od uciszania prasy”. Jak zeznał „Masa”, Gawronik zapewne też chciał mu zaimponować, „stąd prawdopodobnie wynikło takie chwalenie się, że uciszył dziennikarza” – powiedział.

„Nie skojarzyłem z żadnym konkretnym dziennikarzem”

– Wtedy tę opowieść zbagatelizowałem, a w czasie rozmowy z Gawronikiem nie skojarzyłem jego opowieści z żadnym konkretnym dziennikarzem. Nie dopytywałem go też o to, bo mnie to nie interesowało – dodał.

– Nie pamiętam już dokładnie tego spotkania, na którym Gawronik powiedział, że uciszył dziennikarza. Ale pamiętam, że to było lato w 1999 roku, siedzieliśmy w ogrodzie i żona była niezadowolona, bo Gawronik stłukł cukiernicę – powiedział.

Podkreślił, że o tym zdarzeniu powiedział dopiero, gdy został o to zapytany przez prokuratora. – Prokurator pytał, czy coś wiem na temat zabójstwa przez pana Gawronika jakiegoś dziennikarza. Wtedy mi się to skojarzyło – dodał. W trakcie składania zeznań „Masa” zaznaczył jednak, że w jego ocenie Gawronik jest „mitomanem”.

„Gawronik zajmował się szarą strefą i przemytem alkoholu”

W poprzednich zeznaniach „Masy”, przytoczonych w czwartek przez sąd, Sokołowski podkreślił, że w latach 90. wśród osób z otoczenia Gawronika były także osoby rosyjskojęzyczne, choć jak stwierdził „była to wiedza tzw. grupowa”. Według prokuratury, to właśnie osoba posługująca się językiem rosyjskim miała dokonać zabójstwa Ziętary. „Masa” dodał też, że Gawronik zajmował się w latach 90. szarą strefą i przemytem alkoholu na bardzo dużą skalę. Jak mówił, kontakt z mafią pruszkowską pozwalał Gawronikowi na „swobodne robienie interesów”.

Obrońca Gawronika adw. Patrycja Leśkiewicz powiedziała dziennikarzom po rozprawie, że jej zdaniem zeznania „Masy” nie wniosły do sprawy nic przełomowego. – Dowiedzieliśmy się o jakimś nowym dowodzie nieznanym w procedurze karnej w postaci „wiedzy grupowej”. Jeżeli ktoś kogoś pomawia, nie potrafi nawet wskazać, od kogo pośrednio pochodzi ta wiedza, to w mojej ocenie jest całkowicie niewiarygodny – mówiła.

– Okoliczności, o jakich świadek zeznaje dotyczące kontaktów, które miały mieć miejsce między Pruszkowem a oskarżonym powinny się znaleźć w jego protokołach z przesłuchań z okresu, kiedy ubiegał się o status świadka koronnego. Przypominanie sobie pewnych okoliczności po 15 latach jest w mojej ocenie dość dziwne – powiedziała, dodając, że oskarżony odniesie się szczegółowo do zeznań Sokołowskiego na kolejnym terminie rozprawy.

Gawronik: nie było żadnej firmy

– Żeby była jasność – nie było żadnej firmy Aleksandra Gawronika i Jarosława Sokołowskiego. Koniec na ten temat – powiedział w mediom Aleksander Gawronik. Pytany, co pamięta ze spotkania z „Masą” odparł, że „sporo”.

Proces Aleksandra Gawronika (zgadza się na podawanie nazwiska) rozpoczął się w styczniu ub. roku. B. senator oskarżony jest o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary. Gawronik odpowiada z wolnej stopy. Nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara wieloletniego więzienia lub dożywocie. Dotychczas przed poznańskim sądem zeznawali m.in. założyciel spółki Elektromis, biznesmen Mariusz Świtalski oraz osoby związane z jego firmą. Wszyscy zaprzeczyli, by mieli cokolwiek wspólnego ze sprawą dziennikarza. Zeznania w sprawie złożyli także poznańscy dziennikarze, współpracujący z Ziętarą w „Gazecie Poznańskiej”, oraz b. gangster Maciej B. ps. Baryła, odsiadujący wyrok dożywocia.

Jarosław Ziętara współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Wprost” i „Gazetą Poznańską”, gdzie zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy. 1 września 1992 r. wyszedł ze swojego mieszkania i tam widziany był po raz ostatni. W 1999 roku został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces Aleksandra Gawronika

W Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces Aleksandra Gawronika. Były senator, który oskarżany jest o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary, nie przyznaje się do winy. Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”. Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy. Do tej pory nie odnaleziono jego ciała.

Prokurator Piotr Kosmaty odczytał akt oskarżenia, według którego Gawronik „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”.

Były senator przed sądem nie przyznał się do winy, odmówił odpowiedzi na pytania. Wygłosił jedynie krótkie oświadczenie oraz odniósł się do zebranego przez prokuraturę materiału dowodowego.

– Nie mam nic wspólnego z zaginięciem Jarosława Ziętary. W żaden inny sposób nie mogę odnosić się do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia. One nigdy nie miały miejsca. To, że w dniu dzisiejszym znajduję się na ławie oskarżonych w związku ze sprawą podżegania do zabójstwa jest kompletnym absurdem – powiedział Gawronik przed sądem. Po rozprawie zapowiedział, że będzie „po kolei rozbijał akt oskarżenia”.

Reprezentujący b. senatora adwokat Krzysztof Urbańczak podkreślił po rozprawie, że Aleksander Gawronik nie miał motywu, by podżegać do zabicia dziennikarza. Podkreślił, że w zebranych przez prokuraturę dowodach „nie ma żadnego materiału wskazującego na to, że Jarosław Ziętara wpadł na trop jakiejś afery, w którą zamieszany byłby Aleksander Gawronik”.

Brat Jarosława Ziętary: czuję satysfakcję, że proces wreszcie się rozpoczął

– Nie ma tam ani jednego takiego zdania i nie wiem, na jakiej podstawie ten akt oskarżenia został złożony do sądu. (…) Podstawą ustalenia motywu mojego klienta były analizy dotyczące powiązań gospodarczych, oraz materiałów prasowych, które zostały wytworzone rzekomo przez Jarosława Ziętarę. Główny artykuł, na który powołuje się prowadzący śledztwo, ukazał się grubo ponad pół roku po jego zaginięciu; nie jest autorstwa Jarosława Ziętary – powiedział.

– Z analizy materiałów, które przedstawił dziś oskarżony wynika jednoznacznie, że spółki, które są przedmiotem rzekomych powiązań Aleksandra Gawronika z innymi osobami, wiązanymi z tym zdarzeniem, nie łączą żadne relacje biznesowe, lub są to spółki, które powstały np. kilka lat po zaginięciu Jarosława Ziętary – dodał.

Prokurator Piotr Kosmaty, komentując wystąpienie Gawronika przed sądem, powiedział po rozprawie, że „akt oskarżenia należy czytać ze zrozumieniem, a nie wybierać i naginać korzystnych dla siebie stwierdzeń”.

Obecny w sądzie brat Jarosława Ziętary Jacek Ziętara powiedział, że czuje satysfakcję, że proces wreszcie się rozpoczął.

Sąd będzie chciał przesłuchać pierwszych świadków. Wśród nich ma być m.in. twórca Elektromisu, przedsiębiorca Mariusz Świtalski. Zdaniem prokuratury, Elektromis był główną firmą, którą interesował się Ziętara, w jej siedzibie miało też odbyć się spotkanie, w trakcie którego Gawronik miał podżegać do zabójstwa dziennikarza. – Świadkowie zeznają, że miało to nastąpić w obecności Mariusza Świtalskiego – powiedział prokurator Kosmaty.

Proces miał ruszyć w grudniu ub. roku, ale sąd otrzymał informację od obrońców oskarżonego o wypowiedzeniu pełnomocnictwa. Gawronik powiedział, że problemem dla niego były za wysokie koszty utrzymania obrony i poprosił o obrońcę z urzędu.

Akt oskarżenia przeciw byłemu senatorowi liczy 100 stron, natomiast akta – 51 tomów. W ramach śledztwa prowadzonego przez krakowską prokuraturę apelacyjną przesłuchanych zostało 200 świadków, w tym osoby ze służb specjalnych, ponieważ śledztwem objęty był także wątek próby zatrudnienia Ziętary w służbach. Sporządzono ponadto szereg opinii z zakresu m.in. daktyloskopii, genetyki i balistyki.

Były senator został zatrzymany na początku listopada 2014 r. i usłyszał zarzut podżegania do zabójstwa Ziętary. Gawronik nie przyznał się do stawianego mu zarzutu. Został aresztowany na trzy miesiące. W rozmowie z dziennikarzami wyraził zgodę na podawanie jego pełnego nazwiska.

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że dziennikarz został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała.

Śledztwo zostało przekazane do Krakowa. W toku śledztwa, krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo.Na początku roku prokuratura umorzyła śledztwo ws. uprowadzenia i zabójstwa dziennikarza, w wątku dotyczącym dwóch podejrzanych o pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie prok. Piotr Kosmaty podał, że zdecydowała o tym zmiana zeznań przez świadków, podstawą umorzenia jest niewykrycie sprawcy.
Żródło info i foto: wp.pl

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa Jarosława Ziętary

Ze względu na odwołanie zeznań przez kluczowych świadków krakowska prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko byłym ochroniarzom firmy Elektromis, którym w 2014 roku postawiono zarzuty udziału w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary. Zarzuty pomocnictwa w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary prokuratura postawiła Mirosławowi L. ps. „Lala” i Dariuszowi R. ps. „Ryba”. Obciążały ich zeznania dwóch świadków incognito. Obaj wycofali się po publikacjach prasowych ujawniających kulisy śledztwa.

– Umorzenie nie oznacza, że do zbrodni nie doszło. Zebrany materiał dowodowych nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, że Jarosław Ziętara został porwany, był przetrzymywany a potem go zamordowano – tłumaczy prowadzący śledztwo prokurator Piotr Kosmaty. Prokuratura zapewnia, że umorzenie nie będzie mieć wpływu na proces Aleksandra G, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza.
Żródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Proces o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary ruszy w październiku

Za trzy tygodnie rozpocznie się proces Aleksandra Gawronika w sprawie podżegania do zabójstwa dziennikarza śledczego Jarosława Ziętary – dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa. Poznański sąd wyznaczył termin pierwszej rozprawy na 6 października. Początek procesu opóźniał się, ponieważ sąd odesłał do Krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej akt oskarżenia przeciwko Gawronikowi, byłemu senatorowi i biznesmenowi. – To był tylko tak zwany zwrot formalny, aby uzupełnić adresy zamieszkania niektórych świadków – wyjaśnił prokurator Piotr Kosmaty. – Zrobiliśmy to jeszcze tego samego dnia, gdy otrzymaliśmy pismo i odesłaliśmy do Poznania – dodał.

Prokurator podkreśla, że Aleksander Gawronik miał nakłaniać do zabójstwa Jarosława Ziętary w czerwcu 1992 roku.

Jarosław Ziętara jako dziennikarz śledczy interesował się różnego rodzaju działalnością gospodarczą, między innymi poznańskiej szarej strefy, i to było bezpośrednim powodem, dla którego oskarżony podżegał do zabójstwa – powiedział prokurator Kosmaty. – Pomimo, że do dzisiaj nie znaleźliśmy ciała Jarosława Ziętary, na podstawie zebranego materiału dowodowego uważamy, że do zabójstwa doszło – dodał prokurator.

W czasie pierwszej rozprawy prawdopodobnie nie uda się odczytać aktu oskarżenia przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi. Zgodnie z nowym kodeksem postępowania karnego, posiedzenie będzie miało charakter organizacyjny. Aleksander Gawronik będzie odpowiadał przed sądem z wolnej stopy. W styczniu opuścił areszt śledczy po wpłaceniu 50 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Odebrano mu paszport i otrzymał zakaz opuszczania kraju. Były senator twierdzi, że jest niewinny i nie miał nic wspólnego z zaginięciem dziennikarza śledczego. Grozi mu nawet dożywocie.

Jarosław Ziętara pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 roku. Zdaniem prokuratorów został zamordowany. Zarzut pomocy w uprowadzeniu i zabójstwie dziennikarza usłyszało dwóch mężczyzn: Mirosław R. i Dariusz L.
Żródło info i foto: Dziennik.pl