Małopolska: Pijany 21-latek ukradł samochód straży pożarnej

Pijany 21-latek z Małopolski ukradł pojazd pożarniczy z terenu jednej z krakowskich jednostek straży pożarnej. Policja zatrzymała go dopiero pod Krakowem.

Do zdarzenia doszło w środę wieczorem – informuje RMF FM. Mężczyzna wdarł się na teren straży pożarnej, kiedy wszystkie jednostki zostały wysłane w teren do gaszenia ognia. 21-latek wsiadł do wozu strażackiego, staranował bramę, wyłamując przy tym szlaban i wyjechał poza teren komendy.

Na terenie jednostki był dyspozytor, który zamknął zarówno bramę, jak i szlaban. – To nie przeszkodziło sprawcy, żeby przez zamkniętą bramę i szlaban wyjechać z terenu jednostki – powiedział RMF FM kapitan Bartłomiej Rosiek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie.

Policja zatrzymała go dopiero pod Krakowem. Jak się okazało, spowodował kolizję w miejscowości Słomniki. Był nietrzeźwy.
Źródło info i foto: wp.pl

Donald Trump skomentował zamach w Londynie

Terroryści muszą być traktowani z „nieustępliwością i siłą” – napisał we wtorek na Twitterze prezydent USA Donald Trump po incydencie w Londynie, gdzie mężczyzna wjechał w barierę przed parlamentem. Policja potwierdziła, że traktuje zajście jako akt terroru.

„Kolejny atak terrorystyczny w Londynie… Te zwierzęta są szalone i muszą być traktowane z nieustępliwością i siłą!” – czytamy na Twitterze prezydenta Donalda Trumpa.

Ok. godz. 7.30 rano czasu lokalnego (8.30 w Polsce) rozpędzony samochód wjechał w barierę bezpieczeństwa postawioną przed budynkiem brytyjskiego parlamentu w dzielnicy Westminster, w pobliżu wejścia dla gości, potrącając pieszych i rowerzystów.

Dwie osoby trafiły do szpitala z lekkimi obrażeniami. Przedstawiciel Scotland Yardu zaznaczył, że ze względu na to, że zajście wygląda na „świadome działanie”, śledztwo prowadzi jednostka ds. zwalczania terroryzmu, a incydent jest traktowany jako możliwy atak terrorystyczny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Paryż: Mężczyzna, który wziął zakładników chce kontaktu z ambasadą Iranu

Mężczyzna wziął we wtorek dwóch zakładników w firmie w centrum Paryża i domaga się, by umożliwiono mu kontakt z ambasadą Iranu. Miejsce otoczyły specjalne jednostki policji. Napastnik ma atrapę broni – poinformowała policja. Jednej osobie udało się uciec napastnikowi, który podobno oblał pozostałych dwóch zakładników benzyną. Na miejscu są jednostki straży pożarnej.

– Władze będą próbowały podjąć negocjacje z tym mężczyzną – powiedział przedstawiciel związku zawodowego policjantów Yves Lefebvre w rozmowie z telewizją BFM TV, która podała też, że zdarzenie nie wydaje się zamachem terrorystycznym.

Napastnik chce nawiązać kontakt z irańską ambasadą, aby przekazała wiadomość francuskiemu rządowi – podaje Reuters, powołując się na źródła policyjne. Na razie nie podano żadnych informacji na temat tożsamości napastnika.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Władze wyjaśnią działania fińskich ochotników w jednostce Waffen- SS

Kancelaria prezydenta Sauli Niinisto podała, że fińskie władze zajmą się kwestią rzekomych zbrodni wojennych na ludności żydowskiej dokonanych przez Finów służących w jednostce Waffen-SS w czasie II wojny światowej na Ukrainie – informują w czwartek media.

W styczniu prezydent Niinisto otrzymał list z Centrum Szymona Wiesenthala, w którym organizacja ta zwróciła się z prośbą o oficjalne wyjaśnienie, czy fiński batalion SS operując na Ukrainie uczestniczył w zbrodniach na ludności żydowskiej.

W związku z wątpliwościami, które pojawiły się ostatnio, fiński rząd zleci niezależne badanie dotyczące działań ochotniczego batalionu Waffen-SS i sprawdzi w szczególności jego akcje na Ukrainie – napisał Hiski Haukkala, szef kancelarii fińskiego prezydenta w liście do Efraima Zuroffa, dyrektora biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie. Dodał, że ujawnienie jakiejkolwiek działalności przestępczej prowadzić będzie do odpowiednich procesów sądowych.

Fińska Agencja Informacyjna STT, powołując się na wyjaśnienia kancelarii prezydenta, doprecyzowała, że sprawą ze strony władz Finlandii zajmie się Archiwum Narodowe (Kansallisarkisto), działając we współpracy z kancelarią rządu.

Sprawa rzekomych zbrodni na ludności żydowskiej związana jest z opublikowanymi w zeszłym roku badaniami historyka Andre Swanstroema kierującego Fińskim Towarzystwem Historii Kościoła (SKHS). Historyk znalazł dowody (list fińskiego żołnierza), że co najmniej kilku fińskich żołnierzy z oddziału SS uczestniczyło w egzekucji Żydów na Ukrainie.

Dotychczas w Finlandii przyjmowano pogląd, że żaden z Finów służących w latach 1941-1943 w jednostce SS nie uczestniczył w zbrodni ludobójstwa ludności żydowskiej ani nie popełnił innych zbrodni wojennych. Ponadto według wcześniejszych badań z lat 60 XX w. jedynie co piąty Fin będący w jednostce SS popierał faszyzm, natomiast według Swanstroema w rzeczywistości takich osób było więcej – prawie połowa jednostki.

Na podstawie wcześniejszych badań historycznych do fińskiego batalionu, będącego częścią operującej na wschodniej flance dywizji pancernej SS-Wiking, w latach 1941-1943 zwerbowano z Finlandii ok. 1400 osób. Już w 1941 r. fiński batalion został przesunięty do działań na tereny Ukrainy. W okresie jego funkcjonowania ok. 250 osób poniosło śmierć, blisko 700 zostało rannych, a kilkanaście zaginęło. Oprócz Finów w skład międzynarodowej dywizji Wiking wchodzili także ochotnicy z innych krajów nordyckich.

W latach 1941-1944 Finlandia, korzystając z pomocy III Rzeszy i użyczając jej części swojego terytorium, prowadziła tzw. wojnę kontynuacyjną z ZSRR (1941-1944) w celu odzyskania ziem utraconych wcześniej w wyniku radziecko-fińskiej wojny zimowej (1939-1940). Później, w latach 1944-1945 Finlandia w ramach wojny lapońskiej dążyła do wyparcia wojsk niemieckich z północy kraju.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemieccy policjanci zamiast chronić oddali się zabawie. „Taniec na stole, seks i publiczne oddawanie moczu”

Dziesiątki berlińskich policjantów wysłanych do Hamburga w ramach ochrony i organizacji szczytu G20 zostały odesłane do domu. Według doniesień medialnych policjanci zamiast skupić się na pracy oddali się zabawie. Niektórzy z nich mieli między innymi publicznie oddawać mocz i wymachiwać bronią pod wpływem alkoholu. Rzecznik policji w Hamburgu potwierdził, że około 300 funkcjonariuszy z trzech jednostek berlińskiej policji zostało odesłanych do domu i nie będzie brało udziału w ochronie szczytu.

Niemiecka gazeta „Bild” opublikowała zdjęcia ubranych po cywilnemu ludzi, którzy trzymają butelki z alkoholem i palą fajkę wodną. Zdjęcie zrobiono w obozie, w którym zatrzymali się policjanci. Według gazety imprezowicze z fotografii to berlińscy funkcjonariusze. W nocy urządzili oni imprezę z głośną muzyką, zabawa trwała do godz. 6.30 następnego dnia. Jak twierdzi „Bild”, berlińscy funkcjonariusze pobili się na koniec z kolegami z Wuppertalu stacjonującymi w sąsiedztwie. Jedna z policjantek miała również tańczyć na stole. Kobieta swój taniec wykonała w samym szlafroku, a na ramieniu miała zawieszoną broń.

Media: seks podczas imprezy, taniec na stole pod wpływem alkoholu

Inne niemieckie źródło donosi natomiast o policjancie i policjantce uprawiających seks podczas imprezy. Niektórzy funkcjonariusze mieli też oddawać mocz na ogrodzenie osiedla używanego do umieszczania w nim osób ubiegających się o azyl.

– Mogę potwierdzić, że kierownictwo policji w Hamburgu zdecydowało o odesłaniu berlińskich policjantów. Powodem było ich nieodpowiednie zachowanie – powiedział reporterom Reutersa rzecznik.

Władze wyjaśniają, czy ekscesy miały miejsce w czasie wolnym, czy w czasie, gdy policjanci powinni być w gotowości. Funkcjonariusze tłumaczyli się, że dowództwo nie przedstawiło im żadnych propozycji kulturalnego spędzenia czasu. W miejscu zakwaterowania nie było nawet telewizorów. G20 to grupa 19 państw oraz Unia Europejska, a celem organizacji jest dyskusja nad wspólną polityka finansową. Około 20 tys. policjantów będzie 7-8 lipca zabezpieczać szczyt grupy, który odbędzie się w Hamburgu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Odnaleziono ukraińskiego dowódcę odpowiedzialnego za zbrodnie podczas II wojny

Polska zażąda od USA wydania 98-letniego ukraińskiego oficera Michaela K., który podczas II wojny światowej miał być odpowiedzialny za Ukraiński Legion Samoobrony. Jednostka w 1944 r. zamordowała 44 osoby ze wsi na Lubelszczyźnie. Prokuratura Krajowa chce zastosować wobec mężczyzny tymczasowy areszt.

Prokuratura Krajowa poinformowała, że w związku ze śledztwem dotyczącym zabicia mieszkańców wsi Chłaniów, Kolonii Chłaniów i Kolonii Władysławin na Lubelszczyźnie oraz spalenia tych wiosek zażąda tymczasowego aresztu dla Michaela K. oraz wystąpi do USA o wydanie mężczyzny.

– Ze zgromadzonych dowodów wynika, że żyjący obecnie w USA Michael K. to dowódca Ukraińskiego Legionu Samoobrony, który przeprowadził pacyfikację wsi na Lubelszczyźnie – powiedział w rozmowie z AP prokurator Robert Janicki z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Mieli zabić i spalić

Michael K. miał wydać 23 lipca 1944 r. podległym sobie żołnierzom Ukraińskiego Legionu Samoobrony rozkaz zabicia mieszkańców wsi Chłaniów, Kolonii Chłaniów i Kolonii Władysławin oraz spalenia tych wiosek. W trakcie pacyfikacji zginęły 44 osoby.

Rodzina K. konsekwentnie zaprzecza, by mężczyzna mógł dopuścić się zbrodni wojennej. – W dokumentach historycznych nie znalazła się jakakolwiek informacja wskazująca na to, że mój ojciec odegrał jakąś rolę w popełnieniu zbrodni wojennej – stwierdził Andrij Karkoc w rozmowie z AP.

Jego rodzina twierdzi również, że mężczyzna jest chory na alzheimera. Zdaniem Efraima Zuroffa, który zajmuje się ściganiem nazistowskich zbrodniarzy z ramienia amerykańskiego Centrum Szymona Wiesenthala, zasłanianie się słabym zdrowiem jest częstą praktyką w tego typu przypadkach.

Ekstradycja? USA chętne

Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że Stany Zjednoczone przychylą się do tego wniosku ze względu na zatajenie przez Michaela K. w 1949 r. służby w SS podczas starań o wyjazd do USA oraz o obywatelstwo tego kraju.

Podejrzany został odnaleziony w 2013 r. przez dziennikarza AP, który ustalił, że mężczyzna żyje w Minneapolis. Pomógł mu w tym brytyjski farmaceuta Stephen Ankier zajmujący się amatorsko tropieniem nazistów. Od tego momentu IPN pracował nad ustaleniem jego tożsamości.
Źródło info i foto: wp.pl

Weterani hitlerowscy wciąż pozostają na wolności w Wielkiej Brytanii. Informuje „The Sun”

Weterani hitlerowscy, którzy służyli w jednostce wojskowej Waffen-SS i zostali oskarżeni o zbrodnie nazistowskie, wciąż pozostają na wolności w Wielkiej Brytanii. O sprawie informuje „The Sun”.

„The Sun” wytropił co najmniej 25 byłych nazistów, którzy walczyli w dywizji SS Galizien podczas II wojny światowej. Mężczyźni to ostatni z żyjących członków jednostki Wafen-SS, która została uznana za organizację nazistowską podczas procesów norymberskich.

Weterani przyznają się do tłumienia rebelii, wspieranych przez siły alianckie podczas krwawych buntów. Jak donosi „The Sun” służyli także w brutalnych siłach paramilitarnych SS, a dwóch z nich zostało wpisanych przez Rosję Sowiecką jako domniemani zbrodniarze wojenni.

Dywizja SS Galizien została uformowana w 1943 roku z ukraińskich ochotników, którzy dołączyli do elitarnych jednostek wojskowych Hitlera, przysięgając mu wierność. Około 50 tysięcy mężczyzn z galicyjskiej części Ukrainy dostało pozwolenie, by dołączyć do armii SS, ponieważ z powodu bladej cery przypominali członków rasy aryjskiej. Walczyli na froncie wschodnim brutalnie tłumiąc powstania na Słowacji, Jugosławii i Serbii.

„The Sun” informuje, że jednostka została oskarżona o masakry w tych krajach, a także o zbrodnię na Polakach przebywających wtedy na Ukrainie. Jej członkowie to między innymi byli strażnicy obozów koncentracyjnych. Jednostkę prowadzili oficerowie SS, którzy znani byli z popełniania morderstw na wielką skalę.

Jak donosi „The Sun”, najbardziej kontrowersyjny wydaje się fakt, że rząd brytyjski pozwolił ponad 8 tysiącom byłych nazistów osiąść na wyspach po II wojnie światowej. Rząd przeprowadził kontrolę na kilku więźniach, oświadczając, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy byli oni zbrodniarzami wojennymi.

„The Sun” rozmawiał z kilkoma byłymi żołnierzami, którzy przyznali się do przyłączenia się do jednostki SS. Twierdzą jednak, że nic nie wiedzieli o zbrodniach wojennych. Kilku z nich potwierdziło za to branie czynnego udziału w anty-rebelianckich kampaniach.

Dwaj weterani, których wytropił „The Sun”, zostało wpisach na listę zbrodniarzy wojennych przez Rosję. Są to litwińscy ochotnicy Myron Tabora i Ostap Kykawec, którzy zgłosili się do SS. Według „The Sun” lista została zignorowana przez brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych, dlatego naziści pozostali bezkarni, znajdując tam azyl.

Myron Tabora, który pracował w Wielkiej Brytanii jako inżynier, twierdzi, że nie wiedział, że został wpisany na listę zbrodniarzy wojennych.

– Byłem na froncie austriackim, ale nie znam żadnych mężczyzn popełniających przestępstwa – twierdzi Tabora i pyta – czymże jest zbrodnia wojenna przy tym, co dzisiaj robi Rosja?

Byli naziści znaleźli schronienie nie tylko w Wielkiej Brytanii. Wielu z nich uciekło do Ameryki Południowej, większość osiedliła się w Argentynie. Naziści korzystali z konsulatów w Szwajcarii, Danii, Włoszech i Hiszpanii – te kraje wystawiały im wizy, dzięki którym mogli wyjechać do Ameryki. W pomoc udzielania schronienia migrantom wojennym zaangażowany był także Watykan, zlecając Międzynarodowemu Czerwonemu Krzyżowi wystawianie fałszywych paszportów. Nie tylko Argentyna była celem nazistów – schronienia szukali także w Chile, Urugwaju i Paragwaju. Jedną z dróg ucieczki była również Norwegia, którą ominęła druga wojna światowa.

Najwięcej byłych zbrodniarzy wojennych przebywa jednak w Argentynie. Dużym ułatwieniem w ucieczce do amerykańskiego kraju był sprawujący władzę od 1946 roku prezydent Juan Peron. W czasie wojny był on wojskowym attache we Włoszech. Jego fascynacja Mussolinim tłumaczy, dlaczego bez problemów przyjął do swojego kraju byłych nazistów. Chociaż jego prezydentura daleka była od faszystowskiej, to pozwolił on osiedlić się oficerom SS w Argentynie, licząc na to, że podzielą się z nim swoją wiedzą wojskową. Nie bez znaczenia był fakt, że funkcjonariusze SS przywozili ze sobą fortuny, np. w formie biżuterii.

Kilku z byłych oficerów znalazło schronienie w samym Watykanie, jednym z najbardziej znanych był Otto Wacher. Zaopiekował się nim we Włoszech austriacki biskup Alois Hudal, co uchroniło go od osądzenia na zbrodnie wojenne podczas procesów w Norymberdze.

Większość z ocalałych nazistów już nie żyje, ale tylko nielicznych dosięgnęła sprawiedliwość i zostali osądzeni i skazani w procesach za popełnione zbrodnie wojenne.
Żródło info i foto: onet.pl

Kulisy akcji komandosów na Jihadi Johna

Brytyjski dziennik dotarł do raportu na temat okoliczności zabójstwa w listopadzie Jihadi Johna – jednego z najbardziej poszukiwanych terrorystów. W akcji brały udział drony, ale też jednostka komandosów. Przygotowania do zgładzenia brytyjskiego dżihadysty trwały rok – pisze „Daily Mail”. Wcześniej mówiło się o tym, że przeprowadzono ją głównie za pomocą dronów. Raport wykazuje jednak, że w operacji brały udział też wojska lądowe. W nocy 11 listopada dwa amerykańskie śmigłowce Chinook przewiozły żołnierzy brytyjskich jednostek specjalnych na syryjską pustynię, 35 kilometrów od kontrolowanej przez samozwańcze Państwo Islamskie Rakki. Stamtąd przejechali samochodami i ustawili się w odległości kilometra od miasta.

Z tej lokalizacji wysłali zdalnie sterowane miniaturowe helikoptery, które namierzały dżihadystów wchodzących do jednego z budynków. Obrazy z kamer przesyłano do dowództwa brytyjskich wojsk specjalnych i amerykańskiego dowództwa w Katarze. Gdy na ekranach pojawił się Jihadi John, natychmiast wydano rozkaz ataku. Dokonano go z udziałem drona Reaper.

Muhammad Emwazi zwany Jihadi Johnem był Brytyjczykiem kuwejckiego pochodzenia. Od sierpnia pojawiał się na wielu filmach z egzekucji, dokonywanych przez członków tak zwanego Państwa Islamskiego. To on był najczęściej egzekutorem. Pseudonim nadano mu ze względu na brytyjski akcent.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Trzech syryjskich marynarzy uciekło ze statku

Trzech syryjskich marynarzy próbowało uciec z Polski do Niemiec. Zatrzymała ich Straż Graniczna. Dwóch z mężczyzn wróci do Turcji, gdzie aktualnie mieszkają. Trzeci odmówił powrotu do swego kraju. Trzech marynarzy z Syrii samowolnie opuściło statek w Gdańsku – takie zgłoszenie otrzymała Straż Graniczna, która od razu zaczęła poszukiwania cudzoziemców. Mężczyźni przypłynęli do Polski na jednostce pod banderą Belize.

Ruszyli do Lęborka i Poznania

Marynarze nie cieszyli się długo wolnością. Dwóch z nich zatrzymano jeszcze tego samego dnia wieczorem w Lęborku. – Jechali samochodem, który prowadził Polak. Jeszcze tej samej nocy ostatni z marynarzy został zatrzymany w Poznaniu przez funkcjonariuszy miejscowej Straży Granicznej. On akurat podróżował pociągiem relacji Gdańsk – Berlin – poinformował por. Andrzej Juźwiak z gdańskiej Straży Granicznej.

Co dalej?

Syryjczycy, których zatrzymano w Lęborku zdecydowali, że wrócą do Turcji, bo tam akurat teraz mieszkają. Funkcjonariusze wystawili im „decyzję o zobowiązaniu do powrotu” i przetransportowali ich z powrotem na statek.

Mężczyzna, którego zatrzymano w Poznaniu przyznał, że jego jedynym celem podróży były Niemcy. Powiedział też, że ze względu na trudną sytuację w Syrii nie chce wracać do swojego kraju. – W związku z tym zastosowano wobec niego inną procedurę. Musi dwa razy w miesiącu zgłaszać się do naszej placówki. Mężczyzna nie przebywa teraz w żadnym ośrodku – mówi mjr SG Irena Skulimiec z poznańskiej Straży Granicznej.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Iława: 27-letni mężczyzna podpalił drzwi komendy policji

Policjanci zatrzymali już mężczyznę, który oblał i podpalił drzwi do Komendy Powiatowej Policji w Iławie. Konieczna była ewakuacja. Z budynku wyprowadzono 40 osób. – Pracujemy nad tym, aby jak najszybciej przywrócić jednostkę do normalnej pracy – wyjaśniła w TVP Info Anna Fic, rzeczniczka KWP w Olsztynie. Podpalaczem okazał się 27-letni mężczyzna. Najpierw próbował uciec kradzionym rowerem, potem chciał odebrać kluczyki do samochodu taksówkarzowi. W końcu przesiadł się na hulajnogę. Szybko jednak wpadł w ręce funkcjonariuszy.

– Z wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna był już notowany – wyjaśniła w TVP Info Anna Fic, rzeczniczka KWP w Olsztynie.

Ewakuacja komendy

Podpalenie całkowicie zdezorganizowało funkcjonowanie komendy. Zarządzono ewakuację. 40 osób musiało opuścić budynek. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Mimo trudności patrole policyjne pracują normalnie.

Na miejsce pożaru przyjechał komendant wojewódzki policji. Wysłał do pomocy funkcjonariuszy z oddziału prewencji oraz specjalistów od remontów i łączności. – Jesteśmy w kontakcie prokuraturą i nadzorem budowlanym. Pracują także policyjni psychologowie – wyjaśniła Fic. Trwa szacowanie strat, a policjanci robią wszystko, by przywrócić normalną pracę komendy.
Żródło info i foto: TVP.info