Jest wyrok ws. zamachu w Tuluzie we Francji

Specjalny sąd apelacyjny ds. terroryzmu i handlu narkotykami po rozpatrzeniu apelacji Abdelkadera Meraha – brata Mohameda Meraha, autora zamachu w Tuluzie w 2012 r., uznał go winnym współuczestnictwa w tej zbrodni i zwiększył mu karę z 20 do 30 lat więzienia.

36-letni Abdelkader Merah to starszy brat radykalnego islamisty, zabójcy siedmiu osób – trzech żołnierzy, trojga dzieci i nauczyciela szkoły żydowskiej – w Tuluzie w marcu w 2012 roku. Sąd pierwszej instancji skazał go w 2017 roku na 20 lat więzienia, uznając winnym powiązań z terroryzmem, lecz uwalniając od zarzutu współudziału w zamachach przeprowadzonych przez brata, za co groziła mu kara dożywotniego więzienia.

Winny współuczestnictwa

Specjalny sąd apelacyjny – działający w ramach trybunału odwoławczego w Paryżu – był przed 1986 r. sądem ds. bezpieczeństwa państwowego. Przymiotnik „specjalny” w jego nazwie odnosi się do wyjątkowego w warunkach francuskich składu – o winie bądź niewinności oskarżonego decyduje ława przysięgłych, która prowadzi specjalne postępowanie wyjaśniające.

W ciągu trwającej ponad 12 godz. rozprawy przed specjalnym sądem apelacyjnym w czwartek sąd ustalił, że wbrew „wirtuozowskiej strategii stwarzania pozorów, w jakiej wyspecjalizował się Abdelkader Merah”, był on winnym współuczestnictwa w przeprowadzeniu zamachu. Podważył tym samym wyrok sądu pierwszej instancji, który takiego współdziałania się nie dopatrzył.

Sąd uznał, że mężczyzna jest winny kradzieży skutera użytego przez jego brata do przeprowadzenia zamachu, a także postawił mu zarzut współuczestnictwa w zbrodni, przychylając się tym samym do wniosku prokuratury, która domagała się dożywocia. W ocenie jej przedstawicieli Abdelkadera Meraha łączyły z młodszym bratem „wspólne ideały, cele i metoda działania”.

Obrona spodziewała się kasacji

Jednocześnie specjalny sąd apelcyjny zmniejszył karę 14 lat więzienia do 10 lat w wypadku 36-letniego Fettaha Malkiego, przyjaciela Mohameda Meraha. Sąd podtrzymał zarzut dostarczenia broni, amunicji i kamizelki kuloodpornej Mohamedowi Merahowi, zmienił jednak kwalifikację czynu, uznając, że postępowanie Malkiego nie było związane z działalnością terrorystyczną.

Sala przyjęła odczytanie wyroku w całkowitym milczeniu. „Dał się tylko słyszeć szloch bliskich ofiar zamachu, które od lat szukały sprawiedliwości” – pisze agencja AFP.

– Samemu oskarżonemu nawet nie drgnęła powieka – dodaje agencja.

Z wyroku nie jest zadowolona obrona, która spodziewała się raczej kasacji. Adwokat Eric Dupond-Moretti w swej wypowiedzi dla prasy zapytał retorycznie: „cóż to za współuczestnictwo i w jak straszliwej zbrodni, że zasługuje aż na 30 lat więzienia?”

Zabójstwa, które ma na swym koncie Mohamed Merah, Francuz pochodzenia algierskiego, były pierwszymi zamachami dżihadystycznymi popełnionymi we Francji od czasów zbrodni algierskiej Islamskiej Grupy Zbrojnej (GIA) w 1995 roku. Zamachowiec zginął z rąk policji kilka dni po zabiciu w Tuluzie i Montauban żołnierzy pochodzących z Maghrebu i zastrzeleniu nauczyciela ze szkoły żydowskiej w Tuluzie, jego dwóch synów i córki dyrektora szkoły.

23-letni zamachowiec twierdził wtedy, że jest mudżahedinem, ma związki z Al-Kaidą i chce pomścić krzywdy doznawane przez palestyńskie dzieci.

Proces jego brata, Abdelkadera Meraha, był z wielką uwaga śledzony przez francuskie media. Zainteresowanie było tym większe, że zamach w Tuluzie był jednym z pierwszych w serii ataków islamistów, jakich sceną stała się Francja w latach następnych, a także dlatego, że na niektórych przedmieściach wielkich miast francuskich, gdzie zamieszkuje duża liczba muzułmanów, Mohamed Merah jest uważany za bohatera.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci rozbili grupę oszustów. Poszkodowanych może być nawet 1800 osób

Dolnośląscy policjanci rozbili grupę przestępczą, której członkowie podejrzani są o oszustwa na dużą skalę. W wyniku przestępczego procederu pokrzywdzonych zostało blisko 1800 osób, które poprzez zawarcie umów z działająca spółką zostały wprowadzone w błąd i doprowadzone do niekorzystnego rozporządzenia mieniem o łącznej wartości blisko 13 mln złotych. Zatrzymanych w tej sprawie zostało już 17 osób, którym za popełnione przestępstwa może grozić kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Funkcjonariusze Wydziałów do walki z Przestępczością Gospodarczą i Dochodzeniowo – Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu prowadząc śledztwo pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze rozbili grupę przestępczą dokonującą oszustw na duża skalę. Policjanci zatrzymali na terenie województwa dolnośląskiego kolejne dwie osoby pełniące funkcje kierownicze w spółce i powiązanych z nią podmiotach. Do chwili obecnej w tej sprawie zatrzymanych zostało już 17 osób.

Jak ustalili prowadzący postępowanie policjanci, członkowie grupy w latach 2016/2017 oferowali swoim klientom świadczenie różnego rodzaju usług. Były to usługi skierowane głównie do osób starszych tj. pomoc w czynnościach dnia codziennego, pośrednictwo w uzyskaniu pomocy medycznej lub usługi remontowe. Pokrzywdzeni w trakcie rozmów byli wprowadzani w błąd co do podpisywanych dokumentów i zawieranych umów. Zaciągnięte zobowiązania dotyczyły okresu kilku lat, a miesięczne kwoty za usługi wynosiły nawet kilkaset złotych. Zebrany w tej sprawie materiał dowodowy przez prowadzących postępowanie wskazuje, że poszkodowanych w wyniku oszustwa może być prawie 1800 osób z całego kraju. Jak ustalili śledczy łączna kwota zaciągniętych zobowiązań szacowana jest na kwotę blisko 13 milionów złotych.

Do chwili obecnej zarzuty popełnienia szeregu oszustw, a także udziału w grupie przestępczej usłyszało już 17 osób. Wśród nich są m. in. właściciele spółki, kurierzy, telemarketerzy i osoby oferujące klientom produkty, które to doprowadziły pokrzywdzonych do podpisanie niekorzystnych dla nich umów. Wobec 3 z zatrzymanych dotychczas osób sąd podjął decyzję o tymczasowym areszcie na okres 3 miesięcy. a za popełnione przestępstwa grozić może im kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Policjanci i prokuratorzy nie wykluczają kolejnych zatrzymań w tej sprawie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Marek Falenta chce uniknąć polskiego więzienia

Obrońca zatrzymanego w Hiszpanii biznesmena Marka Falenty twierdzi, że jego klientowi może grozić niebezpieczeństwo w polskim zakładzie karnym. Zanim Falenta zostanie wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, hiszpański sąd sprawdzi, czy obawy biznesmena są uzasadnione.

Przed tygodniem, po dwóch miesiącach unikania stawienia się w więzieniu, Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii. Polskie władze od razu zapowiedziały, że zwrócą się o przekazanie Marka Falenty do Polski, aby mógł tutaj odbyć karę pozbawienia wolności.

– Nie ufa polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Otrzymaliśmy ewidentne ostrzeżenie, że grozi mu niebezpieczeństwo w zakładzie karnym – powiedział w rozmowie z dziennikiem adwokat Marek Małecki. Hiszpański sąd będzie teraz analizować, czy obawy Falenty są uzasadnione. Jeśli uzna, że tak, może wstrzymać wydanie biznesmena Polsce.

Zatrzymanie Marka Falenty

Marek Falenta został zatrzymany w Walencji 5 kwietnia. Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji mówił, że mężczyzna był zaskoczony pojawieniem się funkcjonariuszy.

– Miejsce jego pobytu wskazali polscy policjanci, którzy są na miejscu. Poprosiliśmy kolegów z policji hiszpańskiej, aby wraz z polskimi funkcjonariuszami dokonali zatrzymania – mówił rzecznik KGP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemka będąca członkinią IS oskarżona o zabójstwo

27-letnia Niemka, która przeszła na islam, stanęła przed sądem w Monachium. Jest oskarżona o to, że jako członkini Państwa Islamskiego (IS) w Iraku dopuściła do tego, że pięcioletnia jezydka, którą trzymała jako niewolnicę, zmarła z pragnienia.

Akt oskarżenia zarzuca Jennifer W. zabójstwo przez zaniechanie udzielenia pomocy, zbrodnię wojenną i członkostwo w organizacji terrorystycznej. Jeśli zostanie uznana za winną, może jej grozić kara dożywotniego więzienia.

Jennifer W. miała biernie przypatrywać się, jak dziecko umierało, przykute łańcuchem przed domem i pozbawione wody. Miała to być kara za zmoczenie pościeli.

Matka ofiary występuje jako oskarżycielka posiłkowa. Jej prawniczką jest Amal Clooney, żona amerykańskiego aktora George’a Clooneya, specjalizująca się w prawie międzynarodowym i w sprawach dotyczących praw człowieka.

Clooney w oświadczeniu wyraziła nadzieję, że sprawa Jennifer W. będzie bodźcem do pociągania do odpowiedzialności kolejnych członków IS powracających do swoich krajów.

Według prokuratury Jennifer W. przedostała się do Iraku w 2014 r., by przyłączyć się do Państwa Islamskiego. W 2015 r. jako członkini „policji moralnościowej” patrolowała parki w Faludży i Mosulu, pilnując, by kobiety przestrzegały rygorystycznych nakazów dotyczących ubioru i zachowania. Latem 2015 r. kupiła wraz z mężem małą jezydkę i jej matkę jako niewolnice.
Źródło info i foto: TVP.info

Gdańsk: Sąd skazał dwóch mężczyzn za zabójstwo przedsiębiorcy z Pomorza

Kary dożywotniego więzienia orzekł poniedziałek Sąd Okręgowy w Gdańsku wobec dwóch mężczyzn oskarżonych o zabójstwo w 2014 r. przedsiębiorcy z Pomorza; mężczyznę pogrzebano żywcem. Motywem mordu była chęć zatuszowania fałszywej umowy, w efekcie której chciano przejąć wart ok. miliona złotych majątek ofiary. – Właśnie za takie czyny i takim osobom należy orzec tego rodzaju kary – argumentowano.

Jak ustaliła prokuratura, motywem mordu była chęć zatuszowania fałszywej umowy, w efekcie której chciano przejąć wart ok. miliona złotych majątek ofiary.

– Sąd orzekł karą najsurowszą, przewidzianą w polskim prawie. Sąd bardzo długo nad tym się zastanawiał. Oczywiście jest to kara, która dożywotnio wyklucza człowieka z normalnego życia. Jednak ogrom zbrodni, której dopuścili się oskarżeni przemawiał za tym. Właśnie za takie czyny i takim osobom należy orzec tego rodzaju kary – mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Radomir Boguszewski.

Podkreślił, że obaj oskarżeni – Michał S. i Krzysztof M. – działając „w sposób zaplanowany, celowy dokonali w sposób bardzo brutalny pobicia i w efekcie zabicia pokrzywdzonego”.

– Zakopali żywcem w dole człowieka, przysypali wapnem, następnie piachem. Jak wynika z wyjaśnień Krzysztofa M., Michał S. miał sobie zdawać sprawę z tego, że pokrzywdzony Zbigniew O. jeszcze żyje, kiedy był wrzucany do dołu i stąd jeszcze Michał S. miał wskoczyć do tego dołu i uderzać jeszcze dodatkowo łopatą Zbigniewa O. Z opinii biegłych lekarzy, wynika, że w tchawicy i płucach były drobiny piachu, co ich zdaniem jednoznacznie wskazuje na to, że w momencie zakopywania Zbigniew O. jeszcze żył. Więc pozostaje pytanie, które zadawała w mowie końcowej prokurator, że „jeśli nie oskarżonym, to komu orzec karę dożywotniego więzienia”. I sąd podzielił tutaj wniosek oskarżyciela publicznego – stwierdził sąd.

Podkreślił, że za wymierzeniem kary dożywotniego więzienia przemawiało też to, że obaj oskarżeni wielokrotnie wchodzili już w konflikt z prawem.

Wyrok nie jest prawomocny.

O zabójstwo 57-letniego Zbigniewa O. – mieszkającego w gminie Trąbki Wielkie (Pomorskie) przedsiębiorcy rolnego i właściciela kilku nieruchomości, oskarżeni byli Michał S. i Krzysztof M.; Michał S. dodatkowo odpowiadał za zorganizowanie oszustwa: podstawiona przez niego osoba podała się u notariusza za Zbigniewa O. i przyjęła pożyczkę pod zastaw należącej do O. nieruchomości (ziemia i dom) wartej ok. 980 tys. zł.

Gdy biznesmen zaginął (jego ciało znaleziono ponad rok po zabójstwie), a pożyczka nie została spłacona, nieruchomość przejął Andrzej K. – biznesmen udzielający tego typu pożyczek. K. prokuratura oskarżyła w związku z bezprawnym przywłaszczeniem cudzych praw majątkowych.

W sierpniu 2014 r. rodzina Zbigniewa O. zgłosiła zaginięcie mężczyzny, ale jego los nie był znany do grudnia 2015 r. Wówczas – zatrzymany w innej sprawie – Michał S. wskazał okolice miejscowości Postołowo (Pomorskie), gdzie miały zostać ukryte zwłoki O., a wyszkolony policyjny pies znalazł dokładną lokalizację. Ciało znajdowało się na głębokości półtora metra pod ziemią. Z ustaleń śledztwa wynika, że ofiara została pobita, a następnie – nieprzytomna – zakopana we wcześniej przygotowanym dole.

Biegli medycyny sądowej w swojej opinii orzekli, że przedsiębiorca zmarł w wyniku uduszenia. W trakcie śledztwa ustalono, że to Michał S. zakopał pokrzywdzonego żywcem, dlatego też oskarżono go o dokonanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Natomiast Krzysztofowi M., który zdaniem śledczych za udział w zabójstwie przyjął zapłatę (nie mniej niż 20 tys. zł), zarzucono „działanie w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tomasz Komenda twarzą w twarz z sędzią, który go skazał

Tomasz Komenda (43 l.) będzie walczył w sądzie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne osadzenie w więzieniu na 18 lat. Czy na jego wysokość będzie miał wpływ ten sam sędzia, który posłał niewinnego za kraty? Niestety, tak może się stać, bo sprawą zajmie się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Dokładnie Wydział III Karny. Przewodniczy mu sędzia Mariusz Wiązek (54 l.). To on niesłusznie skazał Tomasza Komendę w 2003 r. na 15 lat więzienia! Jeśli nie wyłączy się z postępowania, będzie mógł orzekać także w tej sprawie.

– To paradoks, bo przecież ten sędzia był w składzie, który zmienił kwalifikację prawną czynu i skazał Tomasza Komendę na karę wyższą o 3 lata niż wnioskował prokurator! Teraz jego wydział zajmie się zadośćuczynieniem i odszkodowaniem. Musimy jednak tu złożyć wniosek. Taka jest procedura. Mógłbym się odwoływać do Sądu Najwyższego o zmianę miejsca, ale to wydłużyłoby postępowanie o pół roku, a ono i tak długo trwa – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski (69 l.), adwokat i były minister sprawiedliwości, reprezentujący poszkodowanego.

Niezależnie od decyzji sędziego Wiązka sprawa trafi do wydziału, w którym pracują jego podwładni i to też budzi duże wątpliwości. – Tomek jest uczulony na wrocławski sąd. Wcale mu się nie dziwię. Doznał tu wielkiej krzywdy – twierdzi Ćwiąkalski.

– Sędzia Wiązek, jeśli zostanie w losowaniu przydzielony do sprawy, będzie mógł złożyć wniosek o wyłączenie z postępowania. Tak zrobił ostatnio w sprawie Norberta B. i Ireneusza M. oskarżonych o zbrodnie w Miłoszycach, czyli w sprawie, za którą odpowiadał… Tomasz Komenda. Los przewrotnie mu ją przydzielił – uważa sędzia Marek Poteralski (52 l.), rzecznik Sądu Okręgowego.

To nie jedyna sądowa pułapka, która czeka na Tomasza Komendę. W razie zasądzenia zbyt małego zadośćuczynienia, będzie miał prawo się odwołać – trafi jednak z deszczu pod rynnę. Jego sprawą zajmie się bowiem Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który podwyższył wyrok skazujący go z 15 na 25 lat więzienia!

Idzie o ponad 18 milionów złotych

Mecenas Tomasza Komendy będzie żądał od państwa w sumie ponad 18 milionów złotych dla swojego klienta. – Po milionie zadośćuczynienia za każdy rok pobytu w więzieniu i kilkaset tysięcy złotych odszkodowania, które wylicza się na podstawie wynagrodzenia, jakie mógł utracić podczas niesłusznego osadzenia w zakładzie karnym – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski. Dziś Tomasz Komenda dostaje od premiera rentę specjalną w wysokości 4 tysięcy złotych brutto. Ostatnio po apelu Faktu premier przedłużył wydawanie świadczenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Marek Falenta zatrzymany. Groził, że skoczy z balkonu

Marek Falenta został zatrzymany w piątek w mieście Cullera nieopodal Walencji. Hiszpańska policja opublikowała nagranie z momentu aresztowania. Falenta groził samobójstwem.  

Marek Falenta ukrywał się w luksusowym mieszkaniu w hiszpańskiej prowincji Walencja. Jak informują hiszpańskie służby, Falenta w momencie zatrzymania groził, że skoczy z balkonu na 9. piętrze. Na opublikowanym przez policję nagraniu widać, jak jest prowadzony przez czterech funkcjonariuszy. 

Marek Falenta aresztowany  

„Tak jak mówiłem, @PolskaPolicja jak zawsze dała radę. Marek Falenta zatrzymany. Słowa uznania kieruję do funkcjonariuszy zaangażowanych w tę akcję” – napisał w piątek wieczorem na Twitterze Brudziński. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za Falentą Europejski Nakaz Aresztowania.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego. W marcu Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o wydaniu za biznesmenem listu gończego.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia, w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego, czekają także na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, do którego w styczniu ubiegłego roku trafił wniosek o ułaskawienie Falenty.

Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Chodziło o nagrywane od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osoby z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

61-letnia mieszkanka Zabrza pochwaliła atak na prezydenta Gdańska. Nie spodziewała się konsekwencji

Mieszkanka Zabrza godzinę po ataku na Pawła Adamowicza napisała w internecie, że popiera to, co zrobił Stefan W. Nie spodziewała się, że do jej drzwi zapuka policja, a ona odpowie za swój wpis karnie.

Policja z Zabrza poinformowała, że zatrzymała 61-letnią mieszkankę miasta. Postawiono jej zarzut pochwalania zbrodni. Zabrzanka napisała na jednym z portali internetowych, że pochwala brutalną napaść na Pawła Adamowicza. Zrobiła to godzinę po ataku na prezydenta Gdańska.

Jak pisze zabrzańska policja, 61-latka była zaskoczona. „Kobieta nie spodziewała się odpowiedzialności karnej za umieszczenie wpisu” – czytamy. Oskarżona od razu się przyznała i dobrowolnie poddała się karze. Teraz o jej losie zdecyduje sąd.

W ostatnich tygodniach policja ze wzmożoną siłą monitoruje wszystkie przejawy takich zachowań. Pod koniec tygodnia informowaliśmy, że policja zatrzymała już 20 osób, które po śmierci Pawła Adamowicza groziło innym politykom. W Warszawie zatrzymano 72-latka, który zadzwonił na numer alarmowy i groził Andrzejowi Dudzie, a w Gdańsku 48-latka, który groził Donaldowi Tuskowi. Zatrzymano także liczne osoby, które umieszczały w internecie wpisy o takim wydźwięku.

Groźby karalne. Policja ostrzega

Policja w Zabrzu apeluje o rozsądne i odpowiedzialne korzystanie z portali i komunikatorów internetowych. Przypominają, że choć wiele osób nie traktuje poważnie gróźb na portalach internetowych, to policja ma na ten temat inne zdanie.

„Ludzie nie zdają sobie sprawy, że w każdej takiej sytuacji, na wniosek osoby poszkodowanej, mogą im grozić poważne konsekwencje prawne. Osoby takie nie mogą czuć się bezkarnie” – informuje policja.

Funkcjonariusze w całym kraju na bieżąco monitorują sieć i mają możliwości ustalenia i zatrzymania sprawców tego typu przestępstw oraz pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wrocław: Zadał dziewczynie ponad 100 ciosów nożem. Sąd zdecydował o obniżeniu kary

25 lat więzienia zamiast dożywocia. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podzielił argumenty obrońcy Kamila M. i obniżył mu karę. Po 20 latach będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie. Chłopak dwa lata temu w Ząbkowicach Śląskich brutalnie zamordował swoją byłą dziewczynę, zadając jej ponad 100 ciosów nożem.

Kamil i Aleksandra świetnie się znali. Chodzili razem do klasy, kiedyś nawet byli parą. W styczniu 2017 roku, kiedy doszło do tragedii, już parą nie byli. Chłopak przyjechał do swojej koleżanki w odwiedziny. Ona nie poszła do szkoły, źle się czuła, została w domu.

– W pewnym momencie, bez słowa, poszedłem do kuchni. Tam z suszarki wziąłem nóż, wróciłem do pokoju i zadałem jej pierwszy cios w gardło. Następnie zacząłem jej zadawać ciosy w okolice brzucha, klatki piersiowej oraz głowy – zeznawał w trakcie śledztwa oskarżony.

Po tych wszystkich ciosach Kamil wstał i cały we krwi poszedł na policję. Po drodze zadzwonił jeszcze do babci i matki. Złożył zeznania, dokładnie opisał co zrobił, ale nie potrafił tego wytłumaczyć.

Apelacja skuteczna

Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał chłopaka na karę dożywocia, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach więzienia. Od decyzji apelował obrońca oskarżonego, twierdząc, że wyrok jest zbyt surowy. Chciał obniżenia kary. W piątek Sebastian Kujacz podnosił argumenty, że sąd I instancji nie wziął pod uwagę okoliczności łagodzących, w tym wieku oskarżonego (kiedy popełnił zbrodnię miał 19 lat). Według obrońcy sąd zupełnie pominął fakt, że jego klient nie był nigdy wcześniej karany. Nie uwzględnił też celu wychowawczego, jaki powinna spełniać zasądzona kara.

Prokurator Ewelina Kutek przytaczała z kolei ekspertyzę biegłego psychologa, który stwierdził, że chłopak kumuluje złe emocje, czego upust dał brutalnie mordując. Twierdziła, że niekaralność nie może być brana pod uwagę jako okoliczność łagodząca, gdyż tego wymaga się od każdego obywatela.

Sąd wierzy w resocjalizację

Sąd w dużej mierze podzielił argumentację obrony Kamila M. i wymierzył mu karę 25 lat więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 20 latach. Stwierdził, że wyrok sądu I instancji jest „rażąco niewspółmierny, rażąco surowy”. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że przy wymierzaniu kary należy brać pod uwagę wszystkie okoliczności. Jako pierwszą łagodzącą wymienił fakt, że mężczyzna nie był nigdy karany, miał dobrą opinię. Druga okoliczność to jego zachowanie po popełnieniu zbrodni – nie próbował tego ukrywać, mataczyć, zacierać śladów. Od razu zgłosił się na policję i przyznał się do winy. Jednak chyba najważniejszy powód tej decyzji został wymieniony jako trzeci w kolejności.

– Kształtująca się dopiero osobowość oskarżonego może ulec poprawie w pożądanym przez społeczeństwo kierunku. (…) Im więcej będzie ze strony służby więziennej, lekarzy i psychologów oraz wychowawców takich możliwości, że tę osobowość ukształtować można w pożądanym kierunku, to trzeba z takiej możliwości skorzystać – mówił sędzia. Zaznaczył, że sąd I instancji miał wątpliwości co do możliwości powodzenia resocjalizacji Kamila M. A wątpliwości – jak mówił – co wynika z zasad procesowych, należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego. Prokurator Kutek po rozprawie powiedziała, że szanuje wyrok sądu, chociaż argumentacja ją nie przekonała. Po analizie pisemnego uzasadnienia podjęta zostanie decyzja o ewentualnej kasacji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zbigniew Ziobro: dożywocie jest jedyną karą, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić dla Stefana W.

Jeśli Stefan W. był poczytalny, to kara dożywotniego pozbawienia wolności jest jedyną karą, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić za przestępstwo, które popełnił, wobec braku kary śmierci w polskim systemie prawnym – powiedział w czwartek prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Według Ziobry, za tego typu przestępstwa powinny być orzekane kary „najsurowsze z możliwych”.

– Jeżeli zostanie stwierdzone że (Stefan W. – red.) działał w warunkach poczytalności, to kara dożywotniego pozbawienia wolności jest jedyną, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić wobec braku kary śmierci w polskim systemie prawnym” – ocenił Ziobro w radiowej Jedynce, pytany o to, na jaką karę może zostać skazany zabójca Pawła Adamowicza.

27-letni Stefana W. zaatakował nożem Pawła Adamowicza w niedzielę wieczorem w centrum miasta Gdańska podczas finału WOŚP. Samorządowiec trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie w poniedziałek po południu zmarł. Paweł Adamowicz miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat. W samorządzie gdańskim zasiadał od początku jego powstania, tj. od 1990 r.; w latach 1994-98 był przewodniczącym Rady Miasta Gdańska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl