Zatrzymano podejrzanego o napaść na 81-letnią kobietę

Po policyjnym pościgu zatrzymany został 34- letni mężczyzna, podejrzany o napaść na 81-letnią kobietę. Sprawca uderzył kobietę i zabrał jej torebkę. Grozi mu kara 12 lat więzienia. 34-latek napadł na starszą kobietę czekającą na autobus na przystanku na terenie wsi Nowy Dwór Parcela, uderzając ją w głowę oraz kopiąc po ciele. Następnie zabrał jej torebkę, w której było 340 zł, telefon komórkowy i dokumenty. Z miejsca rozboju uciekł na rowerze.

Dzięki dokładnemu rysopisowi, sprawcę napadu policjanci zatrzymali na terenie Skierniewic. 34- latek i jego młodszy kompan podjęli próbę ucieczki, ale po krótkim pościgu wpadli w ręce policji.

„Pracując nad sprawą policjanci ustalili, że 34-latek zaraz po napaści przejrzał skradzioną torebkę, zabrał pieniądze i wyrzucił ją w zarośla w drodze do Skierniewic. Towarzyszący mu 27-latek nie brał udziału w rozboju, ale też trafił do policyjnej celi, a następnie więzienia, ponieważ był poszukiwany do odbycia kary pozbawiania wolności” – poinformowała rzeczniczka prasowa skierniewickiej policji mł. asp. Justyna Florczak-Mikin.

Policji udało się odzyskać część skradzionych pieniędzy. 34-latek usłyszał zarzut rozboju, za co grozi mu kara do 12 lat więzienia. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Skierniewicach aresztował go na trzy miesiące. Sprawca był wcześniej notowany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sąd zaostrzył karę za zabójstwo Anny G. Były policjant Marek G. spędzi za kratkami 25 lat

Na 25 lat więzienia został skazany przez Sąd Apelacyjny w Katowicach były policjant Marek G., uznany za winnego zabójstwa swojej żony Anny. Ciała kobiety nigdy nie odnaleziono. Zdaniem śledczych, mężczyzna miał zabić żonę, a następnie włożyć zwłoki do walizki i zakopać z wykorzystaniem zaprawy murarskiej.

Sąd Apelacyjny w Katowicach zaostrzył karę wobec byłego policjanta Marka G. Sąd pierwszej instancji skazał mężczyznę na 15 lat więzienia, teraz decyzją sądu były policjant spędzi za kratkami łącznie 25 lat – podaje TVN24.

Marek G. wnosił o uniewinnienie. Przekonywał, że jego żona mogła paść ofiarą przestępstwa ze strony innych osób. Obrona sugerowała także, że Anna G. mogła rozpocząć nowe życie, a potem np. stracić pamięć.

Morderstwo Anny G.

Żona Marka G. – Anna – zaginęła w 7 lipca 2012 roku. Marek G. przekonywał, że żona uciekła do Niemiec. By uwiarygodnić tę historię, wysłał jej telefon do Monachium. Chciał, by policjanci podczas poszukiwań trafili na sygnał z telefonu kobiety w Niemczech. Marek G. pomylił jednak adres hotelu, więc telefon wrócił do Polski. Następnie przeleżał na poczcie 13 miesięcy, aż w końcu trafił w ręce policji.

Badania aparatu wykazały, że po trzech godzinach od rzekomego zaginięcia kobiety logował się on w okolicach domu Anny G., następnie blisko dworca katowickiego PKP, skąd policjant nadał przesyłkę. Na telefonie znaleziono odciski palców Marka G.

„Marek G. miał widzę jak zabić”

Zdaniem prokuratury, w związku z tym, że Marek G. był czynnym funkcjonariuszem policji, posiadał wiedzę z zakresu informatyki, wiedział również, jak zabić i pozbyć się ciała.

– Czekał tylko na odpowiedni moment. Zakupił zaprawę murarską i worki foliowe do wyrównania podjazdu do garażu, ale nikt nie widział, żeby podjazd został zrobiony. Kupił linkę rzekomo do nauki jazdy na rowerze, podczas gdy córka umiała już jeździć – mówił prokurator przed sądem w 2018 r.

Ciała Anny G. nie odnaleziono do dzisiaj. Zdaniem prokuratury, Marek G. wywiózł je w walizce, ukrył w dole i zalał zaprawą murarską.

W toku śledztwa prokuratorzy sugerowali, że Marek G. mógł inspirować się zbrodnią, której dopuściła się Katarzyna Waśniewska. W styczniu 2012 roku kobieta zabiła swoją 6-miesięczną córkę, Madzię. Marek G. od samego początku pracował przy sprawie matki dziewczynki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Suwałki: 14-latka urodziła dziecko. Są wyniki sekcji zwłok noworodka

Tą sprawą żyły całe Suwałki. W kwietniu 14-letnia Zuzanna zgłosiła się do miejscowego szpitala, narzekając na ból brzucha. Badający ją lekarze stwierdzili, że dziewczynka jest… po porodzie. O sprawie zawiadomiono policję. Niedługo potem odnaleziono martwego noworodka. Śledczy, którzy badają tę sprawę, ujawnili, co było przyczyną śmierci dziecka.

Cała sprawa zaczęła się od zawiadomienia lekarza szpitala w Suwałkach, gdzie 23 kwietnia zgłosiła się 14-letnia Zuzanna K. Dziewczynka skarżyła się na ból brzucha, a badanie wskazywało na to, że niedawno rodziła.

Szpital poinformował o sprawie policję, która następnego dnia znalazła zakopanego noworodka. Sekcja zwłok wykazała, że ważące około 2,5 kg dziecko płci męskiej urodziło się żywe. Rodzina i znajomi dziewczynki mieli nie wiedzieć o ciąży.

14-latka udusiła dziecko?

Nastolatce postawiono zarzut dzieciobójstwa. Jak ustalili śledczy, dziecko urodziło się zdrowe i zdolne do życia. Dziewczyna najprawdopodobniej je udusiła, a zwłoki ukryła na jednej z pobliskich posesji. Lekarze potwierdzili tę wersję. Zdaniem medyków, bezpośrednią przyczyną śmierci był brak dostępu powietrza do organizmu. Na początku sierpnia wpłynęła do prokuratury opinia biegłego w tej sprawie.

16-latek znieważył zwłoki

Ojcem dziecka jest prawdopodobnie 16-letni chłopak Zuzanny. Suwalska prokuratura oskarżyła go o znieważenie zwłok – miał brać udział w ukryciu ciała noworodka. Grożą mu dwa lata więzienia. Dziewczynkę wychowywała babcia, która jest jej prawnym opiekunem. 14-latka poznała chłopaka, z którym zaszła w ciążę w szkole podstawowej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kubańska Rada Państwa ogłosiła amnestię dla ponad 2,6 tys. więźniów

Kubańska Rada Państwa ogłosiła amnestię dla 2604 osób odbywających kary więzienia, przede wszystkim kobiet, osób młodych i więźniów w podeszłym wieku – ogłosił w piątek rząd kubański.

Kryteriami branymi pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o zmniejszeniu kary są zachowanie więźniów w trakcie odbywania kary, czas pobytu w więzieniu oraz stopień szkodliwości czynów, za które zostali skazani, wyjaśnia wydany w tej sprawie komunikat kubańskiej Rady Państwa. Wzięto pod uwagę również wiek penitencjariuszy i stan ich zdrowia.

Przypadki, w których nie zmniejszono kary

Zmniejszenia kary nie zastosowano w przypadku osób skazanych za morderstwa, gwałty, korumpowanie nieletnich oraz nadużycia seksualne wobec nieletnich, a także wielokrotnych recydywistów. Rada Państwa nie zastosowała skrócenia kary również wobec osób skazanych za nielegalny ubój bydła, kradzież paliw i handel narkotykami. Są to rodzaje przestępstw ścigane na Kubie z wyjątkową surowością.

Druga duża amnestia

To już kolejna duża amnestia na Kubie w ostatnich latach. Poprzednio, w 2015 roku, z okazji wizyty papieża Franciszka na Kubie skrócono kary pozbawienia wolności 3522 osobom. Z okazji wizyty papieża Jana Pawła II na Kubie w 1998 roku ze skrócenia wyroków skorzystało na wyspie 200 skazanych, a w marcu 2012 roku, kiedy odwiedził wyspę papież Benedykt XVI – 2900 skazanych.

Kościół katolicki nawiązał w 2010 roku bezprecedensowy dialog z administracją ówczesnego prezydenta Kuby, Raula Castro, aby mediować w kwestii uwolnienia 126 więźniów politycznych. Rozmowy w tej sprawie zakończyły się w 2011 roku zwolnieniem ostatnich 52 osób z „Grupy 75” – dysydentów uwięzionych w 2003 roku.

W niedawno ogłoszonym raporcie złożona z opozycjonistów Kubańska Komisja Praw Człowieka i Pojednania Narodowego, jedyna organizacja opozycyjna systematycznie analizująca represje na wyspie, wskazuje, że aktualnie z powodów politycznych represjonowanych jest ponad stu więźniów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Są szczegóły zeznań matki zaginionego Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął ponad tydzień temu. Pojawiają się szczegóły zeznań jego matki. Po wymianie wiadomości z mężem nie przypuszczała, że Dawidowi coś grozi. Miała sądzić, że są to kolejne złośliwości jej męża.

Dawid Żukowski zaginął w środę tydzień temu. Paweł Ż. zabrał syna z domu w Grodzisku Mazowieckim ok. godz. 17. Paweł Ż. miał go zawieźć do Warszawy do matki. Podróżował z chłopcem szarą skodą fabią o nr. rejestracyjnym WGM 01K9. Przed godz. 21 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec Dawida został śmiertelnie potrącony przez pociąg relacji Skierniewice-Warszawa. Miał popełnić samobójstwo. Maszynista pojazdu powiedział, że mężczyzna oczekiwał na przejazd pociągu i rzucił się pod niego. O północy matka Dawida zgłosiła zaginięcie syna.

Pojawiły się pytania, dlaczego matka tak późno powiadomiła służby.

Jak donosi TVP Info, powołując się na informacje ze śledztwa, kobieta nie przypuszczała, że chłopcu może grozić coś złego. Matka Dawida Żukowskiego po otrzymaniu wiadomości, że już więcej nie zobaczy syna, była przekonana, że może to być złośliwe działanie jej męża, a nie realne zagrożenie dla dziecka – czytamy.

Według portalu kobieta zeznała, że w ostatnim czasie ojciec Dawida kilkakrotnie miał nie odwieźć go do niej na czas. Miało się to nasilić po tym, jak wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego.

Dlatego w poprzednią środę, gdy mąż napisał jej dramatyczną wiadomość, pomyślała, że sytuacja się powtarza. Pojechała zatem do jego domu do Grodziska Mazowieckiego. Zaczęła się martwić, gdy się okazało, że nikogo nie ma w domu, a mąż wyłączył telefon. Zadzwoniła na numer 112, ale dowiedziała się, że zaginięcie musi zgłosić osobiście. Na policji była o 23. 20.

Dawid Żukowski zaginął. Co wiemy o ojcu? „Chodził na terapię”

W tle przewija się cały czas konflikt rodzinny. Kobieta bowiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z synem z domu i zamieszkała w Warszawie. Pod koniec czerwca zgłosiła, że mąż znęca się nad nią psychicznie.

Spory między nim a żoną miały mieć związek z jego problemami z hazardem. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, mężczyzna w związku z tym chodził na terapię. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, i Paweł Ż. i jego żona odbierali synka z przedszkola. W ocenie placówki wyglądało na to, że opiekowali się nim zgodnie.

Dawid Żukowski. Co wiadomo o jego rodzinie?

32-letnia matka 5-letniego Dawida jest Rosjanką. Z Pawłem Ż. poznali się w 2012 roku, dwa lata później wzięli ślub. Mieszkali z synkiem w Grodzisku Mazowieckim. Ona pracuje w Rosyjskim Ośrodku Nauki i Kultury przy Ambasadzie Federacji Rosyjskiej – wynika z nieoficjalnych informacji „GW”. On pracował w dużym przedsiębiorstwie produkującym sprzęt ogrodniczy.

Paweł Ż. ma córkę z pierwszego małżeństwa. Jego poprzednia żona jest Ukrainką. Mężczyzna miał regularnie płącić alimenty.

Dawid Żukowski poszukiwany. „Najczarniejsze scenariusze”

Policja i prokuratura cały czas prowadzą czynności, które mają doprowadzić do odnalezienia chłopca i rozwiązania sprawy. Jednak już oficjalnie zaczyna się mówić o najczarniejszych scenariuszach.
Źródło info i foto: wp.pl

Noworodek zginął we wsi Osiny. Matce i córce grozi dożywocie

Noworodek zginął we wsi Osiny (między Kielcami a Radomiem). Dwóm kobietom z województwa świętokrzyskiego grozi dożywocie. Stanęły w środę przed Sądem Okręgowym w Kielcach, gdzie rozpoczął się proces. Podejrzane o zabójstwo to matka i babcia zamordowanego chłopca.

Po rozpoczęciu rozprawy sąd w Kielcach częściowo wyłączył jej jawność. Jak podaje „Wyborcza Kielce”, prosili o to obrońcy kobiet. Argumentowali to m.in. innymi „interesem prywatnym”.

Prokuratura oskarżyła 38-letnią Katarzynę K. o zabójstwo noworodka w wyniku motywacji „zasługującej na szczególne potępienie”. Matce kobiety, 59-letniej Małgorzacie B., przedstawiono zarzut współudziału w zbrodni w Osinach w województwie świętokrzyskim. W trakcie śledztwa kobiety nie przyznały się do popełnienia zarzucanego im czynu.

Do zdarzenia doszło w nocy z 15 na 16 stycznia w Osinach. Z ustaleń śledczych wynika, że 38-letnia Katarzyna K. urodziła w domu dziecko. Tuż po porodzie, przy pomocy swojej matki, zabiła noworodka.

„Bezpośrednio po porodzie umieściły go w wiadrze z nieczystościami, zanurzając w nim jego głowę, a następnie umieściły [niemowlę – red.] w worku foliowym” – powiedziała Agnieszka Ptak z Prokuratury Rejonowej w Starachowicach cytowana przez „Wyborczą Kielce”.
Źródło info i foto: o2.pl

Rafał R. skazany za śmiertelne potrącenie trzyosobowej rodziny. 11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów

11 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów – to kara, którą sąd w Nowym Sączu wymierzył Rafałowi R. Mężczyzna potrącił ze skutkiem śmiertelnym trzyosobową rodzinę, a następnie odjechał. Ofiary i sprawca znali się – tego samego wieczoru 10-letni Oskar i jego rodzice bawili się na imprezie, urządzanej przez R.

Sąd uznał R. za winnego spowodowania wypadku i nieudzielenia pomocy ofiarom. Wyrok w środę usłyszał też brat Rafała R., który pomagał mu zacierać ślady wypadku. Został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Na ten czas mężczyźnie zostanie wyznaczony kurator. Uzasadnienie wyroku jest niejawne. Obrona już zapowiedziała, że złoży apelację. – Najprawdopodobniej będziemy składać wniosek o uzasadnienie wyroku, skutkiem czego będzie złożenie apelacji. Mimo okoliczności zdarzenia uważamy, że wyrok jest zbyt surowy – mówi Sławomir Lewicki, obrońca Rafał R. Adwokat zaznaczył, że „ostateczną decyzję podejmie po konsultacji z klientem”.

Tragedia na drodze

Do tragedii doszło pod koniec stycznia zeszłego roku w małopolskim Świdniku. 10-letni Oskar i jego rodzice, Daniel i Roksana, opuścili dom 21-letniego wówczas Rafała R. Szli na autobus, który miał ich zawieźć do domu w Tęgoborzu. W tym czasie, jak ustaliła prokuratura, nietrzeźwy 21-latek wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku stacji benzynowej. – To był jakiś jego impuls, żeby tam pojechać – relacjonował krótko po rozpoczęciu śledztwa Leszek Karp, rzecznik prasowy nowosądeckiej prokuratury okręgowej. W drodze powrotnej ze stacji R. uderzył w idącą chodnikiem rodzinę.

– W miejscu, gdzie zaczyna się łuk na wzniesieniu, po prostu nie skręcił, wjechał prosto na chodnik – opisywał Karp.

Ciała za płotem

Cała trójka zginęła. Rafał R. pojechał dalej. Ofiary wypadku zauważył dopiero kilkanaście minut później inny kierowca. Mężczyzna spostrzegł wystającą ze śniegu na poboczu nogę 10-letniego Oskara.

– Prawdopodobnie to właśnie kierowca, który wypatrzył chłopca, pierwszy wezwał służby – mówiła krótko po zdarzeniu Anna Zbroja z zespołu prasowego policji. Pewności nie ma, bo zgłoszeń było znacznie więcej. W miejscu wypadku zatrzymywali się kolejni kierowcy, pojawili się okoliczni mieszkańcy. Ktoś wypatrzył kolejne ciała.

– Leżały za płotem, bo siła uderzenia była tak duża, że ich za płot przerzuciło – opowiadał jeden ze świadków. Niestety, ratownicy nie mieli już komu pomagać.

Oskarżeni bracia

Rafała R. zatrzymano kilkanaście godzin po zdarzeniu. Przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu i powiedział, że „był zbyt pijany, by pamiętać wypadek” – podała wówczas prokuratura. R. odpowiadał przed sądem za spowodowanie pod wpływem alkoholu wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz za nieudzielenie pomocy poszkodowanym. Za wypadek groziło mu do ośmiu lat więzienia, za nieudzielenie pomocy – do trzech lat.

Na ławie oskarżonych Rafałowi R. towarzyszył jego młodszy brat, oskarżony o utrudnianie śledztwa. Jak czytamy w oficjalnym komunikacie prokuratury, opublikowanym krótko po zatrzymaniu obu podejrzanych, „mężczyzna w trakcie przesłuchania w charakterze świadka zataił informacje dotyczące pojazdów użytkowanych przez sprawcę wypadku oraz dotyczące okoliczności powstania uszkodzeń na samochodzie osobowym marki Skoda, którym spowodowano wypadek”. Rzecznik poinformował także, że podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Młodszy z braci R. może trafić za kraty na pięć lat. Prokuratura nie ujawnia, jak wysokiej kary żądała dla oskarżonych.

– Ze względu na wyłączoną jawność procesu nie możemy udzielać żadnych informacji na temat przebiegu rozpraw ani wyjaśnień oskarżonych – tłumaczył przed w poniedziałek Paweł Mrozowski, zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zbiorowy gwałt dokonany w Muelheim na młodej kobiecie. Niemcy dyskutują o obniżeniu granicy wieku odpowiedzialności karnej

Zbiorowy gwałt dokonany w Muelheim na młodej kobiecie przez grupę dzieci i młodzieży rozpętał w Niemczech dyskusję o obniżeniu granicy wieku odpowiedzialności karnej.

Pięcioro dzieci i nastolatków w wieku od 12 do 14 lat miało dokonać w Mülheim an der Ruhr zbiorowego gwałtu na młodej kobiecie. Szef związku zawodowego policji Rainer Wendt domaga się po tym obniżenia granicy wieku, z jaką prawo wiąże zdolność ponoszenia odpowiedzialności karnej. W Niemczech jest to obecnie 14 lat, Wendt chce, by było to 12 lat.

Federalna minister sprawiedliwości Christine Lambrecht (SPD) jest temu przeciwna. Przypadek ten ją zszokował, ale „oburzenie nie jest dobrym doradcą” – powiedziała dziennikowi „Augsburger Allgemeine”. Minister argumentuje, że odpowiedzialność karna wymaga pewnego stopnia rozwoju psychicznego, którego nie osiąga jeszcze każde dziecko poniżej 14 roku życia.

Surowsze prawo nie oznacza mniej przestępczości

Żądaniu Rainera Wendta sprzeciwia się także Niemieckie Stowarzyszenie Sędziów. Jak stwierdził jego przewodniczący Jens Gnisa, oczekiwanie, że zaostrzenie przepisów położy tamę przestępczości wśród dzieci i młodzieży, jest złudne. Jego zdaniem dotychczasowe regulacje dla nieletnich sprawdziły się. Zawarta w nich „misja wychowawcza” doprowadziła do znacznego zmniejszenia przestępczości nieletnich. Dlatego nie ma powodu, by obniżyć granicę odpowiedzialności karnej z 14 do 12 lat, argumentuje szef Niemieckiego Stowarzyszenia Sędziów.

Zdecydowanie przeciwny zmianom jest również niemiecki Związek Ochrony Dzieci (Kinderschutzbund). Jest to raczej wyzwaniem dla Urzędów ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt), które muszą natychmiast zareagować i przyjrzeć się przyczynom takiego a nie innego zachowania dziecka, stwierdziła wiceszefowa Kinderschutzbund Martina Huxoll-von Ahn.

Lambrecht: „Państwo ma w ręku wystarczające środki”

Minister ds. rodziny Lambrecht wskazała w wywiadzie prasowym na możliwości, jakimi dysponują konfrontowane z dziecięcą przemocą Jugendamty i sądy rodzinne. „Państwo ma w ręku wystarczające środki, by w konsekwentny i stosowny sposób reagować także na przestępstwa dokonywane przez dzieci” – powiedziała. Ostatecznymi środkami są przy tym pozbawienie władzy rodzicielskiej lub skierowanie dziecka do ośrodka wychowawczego lub rodziny zastępczej.

Na trzech czternastolatkach i dwóch dwunastolatkach ciąży podejrzenie, że w piątek wieczorem (5.07.2019) w lesie w Mülheim an der Ruhr zgwałcili młodą kobietę. Zgodnie z niemieckim prawem 12-latkowie nie posiadają zdolności do odpowiedzialności karnej. Jeden z 14-latków przebywa w areszcie śledczym ze względu na ryzyko ponownego popełnienia przestępstwa.

Tymczasem pojawiły się informacje, że w Mülheim w niedzielę (7.07.2019) doszło do kolejnej napaści na tle seksualnym z prawdopodobnym udziałem dziecka. Jak poinformowała rzeczniczka prokuratury w Duisburgu, pięciu podejrzanych miało otoczyć nastolatkę. Dwóch z nich ją obmacywało. Według doniesienia tabloidu „Bild” jednym z pięciu podejrzanych jest jedenastolatek, inni są w wieku od 15 do 17 lat. Dziewczyna ma 15 lat.
Źródło info i foto: interia.pl

27-letni haker ukradł właścicielowi hotelu w Zakopanem 800 tys. złotych

800 tys. zł wyprowadził z konta właściciela jednego z hoteli pod Tatrami 27-letni haker. Policjanci zatrzymali mężczyznę w jego warszawskim mieszkaniu. Grozi mu nawet do 10 lat więzienia – poinformował rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń.

W minioną środę zakopiańscy policjanci otrzymali zgłoszenie, że nieznany wówczas sprawca przełamał zabezpieczenia bankowości elektronicznej na koncie właściciela jednego z hoteli pod Tatarami i wyprowadził z niego 800 tys. złotych na założony specjalnie w tym celu rachunek w innym banku.

Funkcjonariusze ustalili, że sprawcą przestępstwa może być 27-letni mieszkaniec Warszawy. Przy doskonałej współpracy z kolegami ze stolicy po kilku dniach intensywnych czynności zatrzymali hakera. Był kompletnie zaskoczony wizytą policjantów oraz tym, że został zidentyfikowany. Niemal cała skradziona suma została odzyskana – poinformował Gleń.

Okazało się że zatrzymany mężczyzna ma na koncie jeszcze inne przestępstwa i był poszukiwany m.in. dwoma listami gończymi.

27-latek usłyszał zarzuty, a sąd zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
Źródło info i foto: RMF24.pl

68-letnia kobieta rozpyliła gaz pieprzowy w piaskownicy. Kobiecie grozi kara do 3 lat więzienia

Kara do trzech lat więzienia grozi mieszkance Jastrzębia-Zdroju (woj. śląskie). Kobieta na placu zabaw rozpyliła gaz pieprzowy. Policjantom miała powiedzieć, że… dzieci jej dokuczały. Policję zawiadomili zaniepokojeni rodzice. Z ich relacji wynikało, że na jednym z placów zabaw starsza kobieta rozpyliła gaz pieprzowy. Ośmioro dzieci miało m.in. widoczne na twarzy zaczerwienienie. Czworo z nich trzeba było zostawić w szpitalu na obserwacji.

Policjanci szybko ustalili adres kobiety. W jej mieszkaniu znaleziono gaz, którego użyła. 68-latka tłumaczyła, że zrobiła to, ponieważ dzieci jej dokuczały i były wobec niej złośliwe. Trwa policyjne postępowanie w tej sprawie, które dotyczy ewentualnego narażenia dzieci na niebezpieczeństwo.

68-latce grozi za to kara do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl