Włochy: Pomimo zakazu ksiądz odprawiał mszę. Posypały się mandaty

We Włoszech, w Cremonie jeden z księży Lino Viola w niedzielę postanowił odprawić msze z wiernymi w kościele pomimo nałożonego zakazu. Ksiądz nie posłuchał nawet karabinierów, którzy zostali wezwani do kościoła po zgłoszeniu nielegalnego zgromadzenia – informuje ”La Repubblica”.

Kiedy funkcjonariusze dotarli na miejsce, zobaczyli, że w kościele oprócz księdza znajduje się 15 wiernych. Natychmiast zaapelowali o przerwanie mszy, a jeden z nich wykonał telefon do burmistrza. Ksiądz nadal pozostawał nieugięty.

– Proszę powiedzieć, że nie jestem teraz dostępny, bo celebruję. Przepraszam, odprawiam teraz mszę. Nie, nie odpowiem. Odpowiem burmistrzowi po mszy. Módlmy się, bracia i siostry – dodał ksiądz.

Policjanci zmuszeni byli wystawić wszystkim obecnym mandaty w wysokości 270 euro. Kapłan tłumaczył, że wszyscy wierni oprócz niego mają założone maseczki, a hostie podaje przez szczypce.

Diecezja szybko skomentowała sprawę i przeprosiła za zachowanie księdza. – Zachowanie proboszcza stoi w sprzeczności z normami społecznymi i kanonicznymi, jakie od wielu tygodni zmieniają życie liturgiczne i sakramentalne Kościoła we Włoszech i Kościoła w Cremonie – to fragment oświadczenia przesłanego przez przedstawicieli diecezji.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowe informacje ws. Polki więzionej w skrzynce na owoce. Właściciel gospodarstwa oskarżony o porwanie i tortury

„Alto Adigo” dotarło do zeznań Reinholda Thurnera, którego oskarżono o przetrzymywanie w skrzyni do zbierania jabłek 44-letniej Polki. Kobieta przebywała w skrzyni przez dwa tygodnie. Otrzymywała do jedzenia jedynie jabłka i trochę wody. Odnaleziono ją po tym jak jej zaniepokojone dzieci zawiadomiły policję. Wersja zatrzymanego nie pokrywa się z ustaleniami śledczych – podaje „Fakt”.

Właściciel gospodarstwa rolnego Reinhold Thurner jest oskarżony o porwanie i torturowanie swojej byłej partnerki, a zarazem pracownicy. 44-letnia Polka zniknęła 15 sierpnia. Kiedy przestała odbierać telefon, jej zaniepokojone dzieci przyjechały do Werony i zawiadomiły karabinierów. Nie wiadomo dlaczego zaginięcia 44-latki nie zgłosiła jej siostra, która także pracowała dla Thurnera – czytamy w „Fakcie”.

Po dwóch tygodniach kobieta została odnaleziona na polu w miejscowości Sommacampagna. Thurner uwięził ją w specjalnej skrzyni rolniczej, która służy do przechowywania jabłek. Mężczyzna przyznał się do uwięzienia byłej partnerki, ale zarzekał się, że przebywała tam zaledwie jeden dzień. „Nie leży w mojej naturze znęcanie się nad kimkolwiek czy to zwierzętami, czy ludźmi” – napisał w oświadczeniu, które otrzymał sąd.

Twierdzi, że zrobił to ponieważ podczas kłótni kobieta zaczęła grozić mu nożem. „Chciałem dać jej nauczkę” – tłumaczył, dodając, że kobieta „miała zrujnować jego firmę”. Więcej w „Fakcie”.
Źródło info i foto: onet.pl

Rzym: 2 tys. policjantów na ulicach w Wielkim Tygodniu w związku z zagrożeniem terrorystycznym

2 tysiące policjantów i karabinierów czuwać będzie codziennie nad bezpieczeństwem w Rzymie podczas Wielkiego Tygodnia w związku z zagrożeniem terrorystycznym – informuje w poniedziałek dziennik „Corriere della Sera”. Dziennik podkreśla, że tak jak w poprzednich latach oczekuje się przybycia do Rzymu około pół miliona pielgrzymów i turystów.

Stan najwyższej gotowości obowiązywać będzie w Wielki Piątek podczas Drogi Krzyżowej w Koloseum pod przewodnictwem papieża Franciszka i mszy na placu Świętego Piotra w Wielkanoc. We włoskiej stolicy obowiązuje stan alarmu w związku z otrzymanymi przez władze sygnałami o obecności w mieście Tunezyjczyka, który ma być gotów do dokonania zamachu.

Niektórych obiektów pilnuje wojsko

Dziennik przypomina, że w Rzymie jest 4400 obiektów: zabytków, atrakcji turystycznych i gmachów różnych instytucji oraz innych miejsc wymagających ochrony. Wśród nich 400 ma priorytetowe znaczenie. Niektórych z nich pilnuje wojsko rozlokowane w Wiecznym Mieście.

Od początku alertu terrorystycznego po ataku na redakcję „Charlie Hebdo” w Paryżu w styczniu w 2015 roku, w Rzymie specjalną ochroną objęto nie tylko Koloseum i Watykan, ale także stacje kolei i metra, lotniska, placówki dyplomatyczne oraz dzielnice restauracji i życia nocnego, czyli Zatybrze i Testaccio oraz wiele zabytków.

W artykule przytacza się opinię władz, że dalsze podniesienie już i tak wysokiego stopnia czujności oznaczałoby faktycznie „militaryzację” Rzymu.

Rimini: Dwóch zatrzymanych nie przyznało się do gwałtu na Polce

Trzej nieletni sprawcy napaści na Polaków w Rimini – dwaj Marokańczycy i Nigeryjczyk – zostali przewiezieni z prokuratury w tym mieście, gdzie składali zeznania, do zakładu karnego dla nieletnich w Bolonii – podały w niedzielę włoskie media. Dwaj bracia Marokańczycy stawili się sami w sobotę na posterunku karabinierów niedaleko miasta Pesaro. Nieletni Nigeryjczyk został aresztowany kilka godzin później w tej okolicy.

Do aresztu w niedzielę nad ranem trafił zatrzymany w pociągu na stacji w Rimini jedyny pełnoletni członek bandy, 20-letni Kongijczyk. Postępowanie wobec niego prowadzi prokuratura w mieście, w którym doszło do podwójnej napaści – na polskich turystów i transseksualistę z Peru.

Ansa poinformowała, że dwaj z trzech zatrzymanych nieletnich zaprzeczyli, jakoby uczestniczyli w gwałcie. Nie jest jasne, o których nastolatków chodzi. Przyznali się natomiast do udziału w pobiciu młodego Polaka. Włoskie media przytaczają wypowiedź ojca dwóch Marokańczyków: „Powiedziałem im, żeby natychmiast poszli do karabinierów. Może zdarzyć się, że ukradniesz telefon, ale nie można gwałcić kobiety”.

„Jeśli oni to zrobili, muszą zapłacić” – powiedział 51-letni imigrant, z zawodu spawacz mieszkający w miejscowości Vallefoglia koło Pesaro. We Włoszech przebywa od wielu lat.

Wyjaśnił, że rozpoznał swych synów na zdjęciu z kamery monitoringu, opublikowanym w sobotę przez media. Opowiedział, że jeden z synów wyjaśnił mu, że szef bandy, Kongijczyk, kazał im pojechać do Rimini i obiecywał pieniądze, jeśli ukradną telefony komórkowe.

Władze Rimini w oświadczeniu wydanym po zatrzymaniu wszystkich sprawców napadu podkreśliły, że „miasto budzi się z koszmaru, który trwał osiem dni”.

W imieniu całej społeczności wyraziły uznanie i złożyły gratulacje policji i wszystkim uczestniczącym w śledztwie.

„Bardzo młody wiek czterech sprawców tej nagłej i niebywałej nocnej przemocy wywołuje wzburzenie z powodu zdarzenia, które naznaczyło, być może w nieodwracalny sposób, życie trzech niewinnych ofiar i które zadało bardzo bolesną ranę naszemu miastu” – brzmi nota.

Władze miejskie wyraziły przekonanie, że w przypadku tak okrutnego czynu nie istnieją żadne okoliczności łagodzące. Ponadto powtórzyły, że gdy rozpocznie się proces oskarżonych, złożą przeciwko nim cywilne powództwo. Według włoskich mediów w sobotę dwoje polskich turystów po tygodniowym pobycie w szpitalu powróciło do kraju.
Źródło info i foto: interia.pl

Sylwetki gwałcicieli z Rimini. Ogromna brutalność

Pozbawiona litości banda okrutnych nastolatków z 20-letnim przywódcą na czele – tak włoska prasa opisuje w niedzielę gang, którego czterech członków jest w rękach policji w związku z napaścią na Polaków w Rimini. W sobotę na posterunek karabinierów koło miasta Pesaro we Włoszech zgłosili się dwaj bracia, Marokańczycy, w wieku 15 i 16 lat, którzy przyznali się do brutalnej napaści na dwoje młodych polskich turystów na plaży w Rimini oraz na transseksualistę z Peru.

Kilka godzin później policja aresztowała w tym samym rejonie 17-letniego Nigeryjczyka, również podejrzanego o te czyny. Nad ranem w niedzielę aresztowany został 20-letni Kongijczyk, prawdopodobnie szef gangu napadającego na turystów.

„Banda chłopaków dokonywała napaści bez żadnej litości” – podkreśla dziennik „Corriere della Sera”, dodając, że „zdumiewa (młody) wiek” sprawców.

„Zdumienie to wywołuje też brutalność ich przestępczych czynów: pobicia, gwałty, napady na osoby starsze od nich, które błagały o litość” – dodaje gazeta.

„Nie było w nich nic z człowieczeństwa”

Dziennik zauważa, że celem gangu było ograbianie turystów w najciemniejszych rejonach Rimini. Na razie – zastrzega w relacji – przypisuje się im odpowiedzialność za dwa ataki w nocy z 25 na 26 sierpnia. Gazeta ujawnia zarazem, że są zeznania innych osób, które rozpoznały tych napastników jako sprawców innych rozbojów i ataków, zarówno w Rimini, jak i w innych miejscowościach.

W artykule przytacza się relację jednej z napadniętych kobiet: „Nie wydawali się pijani czy pod wpływem narkotyków. Byli bardzo, bardzo bezwzględni. Nie było w nich nic z człowieczeństwa”.

Dziennik „Il Fatto Quotidiano” odnotowuje, że prawdopodobny szef gangu, Kongijczyk, był opisywany jako najbardziej brutalny z całej czwórki. Włoska prasa kładzie nacisk na to, że przełom w poszukiwaniu sprawców nastąpił, gdy w mediach opublikowano pierwsze ich zdjęcie z zapisu kamer monitoringu.

Boloński dziennik „Il Resto del Carlino”, który jako jeden z pierwszych rozpowszechnił wizerunek napastników, ustalił, że cała czwórka mieszkała w gminie Vallefoglia koło Pesaro. Trzech z nich było wcześniej notowanych za handel narkotykami i kradzieże.

Napad na Polaków w Rimini

Do zbiorowego gwałtu na Polce i pobicia do nieprzytomności Polaka doszło w nocy z 26 na 27 sierpnia na plaży w Rimini. Oboje przebywają nadal w szpitalu. Tej samej nocy czterech Marokańczyków pobiło obywatela Peru.

Policja podejrzewała, że za brutalny atak odpowiadają młodzi imigranci z Afryki związani ze środowiskiem handlarzy narkotyków.
Źródło info i foto: wp.pl

Członek camorry ukrywał się w pizzerii

52-letni Luigi B., członek należącego do camorry klanu Gallo-Cavalieri, z miejscowości Torre Annunziata, został zatrzymany przez policjantów CBŚP i włoskich karabinierów w jednej z pizzerii w Nowym Targu. Ukrywający się od blisko czterech lat mężczyzna, w strukturach camorry był uważany za jednego z najważniejszych handlarzy narkotyków w swoim klanie. Policjanci podejrzewają, że w Polsce nie zrezygnował z tej działalności, a dodatkowo może być zamieszany w organizowanie handlu kradzionymi samochodami.

52-letni Luigi B., zwany także „Studente”, został zatrzymany w kuchni pizzerii w Nowym Targu. Jako, że uważany jest za groźnego kamorystę, w operacji ujęcia poszukiwanego od blisko czterech lat mężczyzny wzięli udział antyterroryści. Z ustaleń tvp.info wynika, że Luigi B. został obezwładniony paralizatorem. Kamorysta był totalnie zaskoczony widokiem polskich policjantów i asystujących im Carabinieri z Neapolu.

– Luigi B. był od 2013 r. poszukiwany europejskim nakazem aresztowania. Włoski wymiar sprawiedliwości zarzuca mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przestępstwa narkotykowe, jak również przestępstwa, w których użyto broni. Teraz będzie oczekiwał na ekstradycję do Włoch – mówi portalowi tvp.info kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

Szczęście „Studente”

Pochodzący z miasteczka Torre Annunziata, u podnóża Wezuwiusza, mężczyzna wymknął się w kwietniu 2013 r. z obławy na klan Gallo-Cavalieri, kiedy to zatrzymano 80 osób związanych z Camorrą. Ukrywał się początkowo we Włoszech, ale szybko wyjechał za granicę.

Jakiś czas temu neapolitańscy Carabinieri poinformowali Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji KGP, że „Studente” mógł znaleźć schronienie w Polsce. Poszukiwaniami zajęli się „łowcy cieni” oraz funkcjonariusze krakowskiego CBŚP. I szybko ustalili, że ścigany najprawdopodobniej pojawia się regularnie w pizzerii w Nowym Targu. Wiele wskazuje na to, że mógł tam nawet oficjalnie pracować.

Gdy Luigi B. pojawił się w lokalu doszło do „dynamicznego zatrzymania”. W 2006 roku kamorysta uniknął śmierci podczas zasadzki w Torre Annunziata, zorganizowanej przez konkurencyjny klan Camorry. Do B. podjechało dwóch kilerów na motorze i oddało w jego stronę serię strzałów. „Studente” został postrzelony w brzuch, klatkę piersiową, głowę i jądro. Dwaj towarzysze Luigiego B. wyszli z ataku z lekkimi ranami. Policja nie miała wątpliwości, że to element wojny klanów Camorry o wpływy z narkotyków.

Mafia nad Wisłą

Kamoryści i sycylijscy mafiosi od kilkunastu lat wybierają Polskę, jako miejsce bezpiecznej kryjówki. W 2002 r., w jednej z willi w podwarszawskiej Radości, został ujęty Francesco O., skazany we Włoszech na łączną karę 42 lat więzienia. W ujęciu przestępcy uczestniczyli oprócz polskich policjantów przedstawiciele włoskiej policji z Rzymu i Mediolanu.

W 2004 r. w Krośnie wpadł 51-letni Francesco Schiavone vel Cicciariello (Grubasek) jeden z największych bossów włoskiej mafii. Poszukiwano go tzw. czerwonym listem gończym Interpolu za handel narkotykami, porwania oraz zabójstwa. Według włoskich policjantów „Grubasek” miał masakrować swoim ofiarom twarz i ręce, żeby uniemożliwić identyfikację na podstawie linii papilarnych.
Żródło info i foto: TVP.info

Pielęgniarka zabijała pacjentów śmiertelnymi zastrzykami. Uśmierciła 13 osób

Pielęgniarka pracująca w szpitalu w niewielkiej włoskiej miejscowości Piombino w Toskanii została aresztowana pod zarzutem zabicia 13 pacjentów. Jej przypadek jest opisywany przez włoskie media jako „Zabójca na oddziale”.

Kobieta pracowała w szpitalu w Piombino. Miała zabijać pacjentów w latach 2014-2015 podając im zastrzyki z przeciwzakrzepowej heparyny. Byli to hospitalizowani z różnych przyczyn, na przykład z powodu złamania kości udowej. Żadna z tych osób nie była śmiertelnie chora i każda miała szansę wrócić do zdrowia.

Zastrzyki z nieprzepisanej im heparyny – w dawkach przekraczających nawet 10-krotnie dopuszczalne normy – wywołały u nich natychmiastowe i rozlegle krwotoki, które spowodowały śmierć. Pielęgniarka działała z wyjątkowym okrucieństwem – twierdzą przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

Według włoskiej agencji informacyjnej Ansa, aresztowana kobieta ma 55 lat i mieszka w Toskanii od lat 80. Została aresztowana w środę na lotnisku, kiedy wracała z mężem z urlopu.

Dowództwo specjalnej jednostki karabinierów, która aresztowała kobietę, wyjaśniło, że cierpi ona na depresję i przeszła specjalistyczną terapię. W październiku 2015 roku została przeniesiona do pracy na inny oddział szpitalny. Wtedy na reanimacji odnotowano znaczny spadek liczby zgonów.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Sześciu kibiców Legii skazanych we Włoszech

Sześciu kibiców Legii, którzy brali udział w zamieszkach w Neapolu przed meczem stołecznego klubu z Napoli w Lidze Europejskiej zostało skazanych w trybie pilnym na 3 lata i miesiąc więzienia – takie informacje przekazała PAP ambasada RP w Rzymie. Polacy przebywają we włoskim więzieniu. Pozostali kibice zatrzymani po zamieszkach zostali zwolnieni.

W Neapolu są przedstawiciele konsulatu z Rzymu, którzy zajmują się sprawą pseudokibiców osadzonych w więzieniu Poggioreale. 11 policjantów i karabinierów zostało rannych w nocy ze środy na czwartek w Neapolu, gdzie doszło do starć między kibicami Legii Warszawa i Napoli przed meczem tych drużyn w Lidze Europejskiej. 7 Polaków zostało aresztowanych – podały lokalne media. Wśród rannych jest trzech kibiców z Warszawy. Aresztowano także kibiców Napoli.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejne zamieszki z udziałem kibiców Legii w Neapolu

Do kolejnych zamieszek z udziałem kibiców Legii doszło w czwartek przed stadionem w Neapolu, gdzie warszawski zespół zagra z Napoli w piłkarskiej Lidze Europejskiej. Funkcjonariusze doprowadzili już do uspokojenia sytuacji.

Ansa informuje, że polscy kibice obrzucili policjantów różnymi przedmiotami. Agresywni są też fani gospodarzy. Wcześniej w tym rejonie wybuchały petardy i doszło do napięć. Na Polaków czekało kilkudziesięciu neapolitańczyków. Jak podaje agencja Ansa, pięciu najbardziej agresywnych z nich zatrzymano.

Bez incydentów zakończył się wkrótce potem przyjazd autokarem na stadion San Paolo około 70 polskich kibiców, którzy posłuchali rad, aby przed meczem nie wychodzili ze swych hoteli w celu uniknięcia wybuchu nowych zajść. Potężne siły policji i karabinierów, w tym oddział do tłumienia zamieszek, oczekują w rejonie neapolitańskiego stadionu na przybycie następnych 800 kibiców Legii.

Nocne zamieszki z udziałem Polaków

Minionej nocy w rezultacie starć i zamieszek między pseudokibicami Legii i Napoli rannych zostało 11 funkcjonariuszy, a także trzech sympatyków polskiego zespołu. Polscy kibice zarówno atakowali, jak i byli atakowani przez Włochów.

Do aresztu trafili zarówno kibice Legii, jak i Napoli. Miejscowa policja zaprezentowała „arsenał” skonfiskowany kibicom z Warszawy. Przywieźli oni kije, pałki, petardy, noże i ochraniacze na zęby. Świadczy on, jak się podkreśla, o tym, że polscy kibice przyjechali z wyraźnym zamiarem udziału w zamieszkach.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Mieszkańcy Neapolu stanęli w obronie zatrzymanego mafioso

W Neapolu na południu Włoch mieszkańcy próbowali wyrwać z rąk karabinierów bossa miejscowej mafii, którego funkcjonariusze aresztowali w jego kryjówce – podały media. Boss kamorry Luigi Cuccaro, za którym prokuratura do walki z mafią wydała trzy nakazy aresztowania za zabójstwo i handel narkotykami, ukrywał się od dwóch lat w kolebce swego klanu, neapolitańskiej dzielnicy Barra. Jego kryjówka znajdowała się między ścianami domu. Kiedy opuścił ją w nocy, by udać się na rodzinną uroczystość w domu szwagra, został aresztowany przez karabinierów.

Gdy tylko wieść o tym, co się stało, rozeszła się w dzielnicy, dziesiątki osób wyszły masowo na ulice, by zaprotestować przeciwko zatrzymaniu mafiosa, cieszącego się tam dużym poparciem. Podczas ogromnej szamotaniny wokół radiowozu karabinierów neapolitańczycy bezskutecznie usiłowali wręcz odbić Cuccaro.
Żródło info i foto: onet.pl