Rozkwita handel bonami turystycznymi w sieci. Można za to dostać gigantyczną grzywnę

Bon turystyczny nie podlega wymianie na gotówkę ani inne środki płatnicze – ostrzega Zakład Ubezpieczeń Społecznych razem z Polską Organizacją Turystyczną. Przestrzegają przed oszustami, którzy próbują sprzedawać bon w internecie. Z bonu mogą skorzystać tylko osoby uprawnione. Za jego pomocą można zapłacić za usługi hotelarskie i imprezy turystyczne w Polsce. Bon jest ważny do 31 marca 2022 roku.

Bony turystyczne dostępne są od 1 sierpnia. W internecie można już znaleźć oferty sprzedaży bonów za gotówkę. ZUS przypomina, że bon jest dokumentem elektronicznym. Ma unikalny 16-cyfrowy numer i jest na Platformie Usług Elektronicznych (PUE) ZUS. Z tego dokumentu wynika m.in., kto jest uprawniony do świadczenia, na które dzieci, jaka jest kwota świadczenia na poszczególne dzieci oraz łączna kwota przyznanych świadczeń.

Zgodnie z art. 5 ustawy bon nie podlega wymianie na gotówkę, inne prawne środki płatnicze oraz inne środki wymiany.

Bon nie może być wystawiany na sprzedaż. Jak komentuje Adam Ziębicki, prawnik z kancelarii Chałas i Wspólnicy, za podjęcie takich działań grozi odpowiedzialność karna.

Na portalach ogłoszeniowych można zaobserwować próby sprzedaży Bonu Turystycznego. Bez względu na towarzyszące temu okoliczności, takie działania są niezgodne z prawem. Ustawodawca na etapie prac legislacyjnych rozpoznał taki proceder i przewidział za niego karę grzywny (nawet do jednego miliona złotych), karę ograniczenia wolności albo, w przypadku najzuchwalszych czynów, karę pozbawienia wolności do lat 3. Należy być wyjątkowo czujnym na takie procedery i uważać na oszustów, którzy będą próbowali wyłudzić w ten sposób pieniądze – podkreśla mecenas Adam Ziębicki.

Nie jest to jedyny przypadek związany z funkcjonowaniem bonu, w którym przewidziano karę grzywny, ograniczenia bądź pozbawienia wolności. Ustawa wprost wskazuje, że zabronione są również działania podmiotów, które w działaniach promocyjnych używają hasła „Polski Bon Turystyczny”, nie będąc do niego uprawnionym. Przykładowo, przedsiębiorca nieturystyczny (np. salon urody), nie może ogłaszać możliwości zapłaty za usługi w salonie środkami znajdującymi się na bonie ani w żaden inny sposób odnosić się do jego funkcjonowania. Przypomnijmy, że bonem można płacić np. za hotel czy imprezy turystyczne, czyli aktywności bezpośrednio związane z wyjazdami wakacyjnymi – dodaje Adam Ziębicki.

Bon Turystyczny jest przyznawany w formie imiennych voucherów dostępnych przez konto PUE ZUS. Podczas aktywacji bonu za pomocą SMS-a wysyłany jest specjalny kod, który należy podać podczas płatności za nocleg lub wycieczkę.

Uwaga na oszustów

Polska Organizacja Turystyczna prosi o zgłaszanie nieprawidłowości związanych z bonami.

POT reagując na doniesienia medialne uruchamia maila: nieprawidlowosci@bonturystyczny.gov.pl i prosimy o zgłaszanie wszelkich nieprawidłowości dotyczących bonu turystycznego. Zgłoszenia będą kierowane do organów ścigania. Polska Organizacja Turystyczna przestrzega przed takimi aukcjami. Może to być kolejny pomysł naciągania beneficjentów na bon turystyczny – powiedział rzecznik organizacji Grzegorz Cendrowski.

Przypomniał, że sam 16-znakowy kod nie wystarczy, aby zrealizować transakcję. Podczas jej potwierdzania, trzeba podać czterocyfrowy pin, który otrzymamy na numer telefonu podany podczas aktywacji bonu.

Przy zakupie takiego bonu, nie będziemy mieli też pewności, czy kod nie został już zrealizowany. Prosimy zatem wszystkich beneficjentów o to, żeby byli uważni – dodał Cendrowski.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Włochy: Sąd skazał sprawców wywołania paniki w zatłoczonej dyskotece. Zginęło 6 osób

Na kary od 10 do 12 lat więzienia skazał w czwartek sąd w Ankonie sześciu młodych mężczyzn – Włochów i imigrantów, którzy przed dwoma laty rozpylili gaz pieprzowy w zatłoczonej dyskotece, gdzie w wyniku wybuchu paniki zginęło sześć stratowanych osób.

Ofiary to pięcioro nastolatków i młoda kobieta.

Do tragedii doszło w grudniu 2018 roku w dyskotece w miejscowości Corinaldo w regionie Marche, gdzie gang złodziei w wieku około 20 lat rozpylił wśród uczestników zabawy substancję drażniącą, by okraść ich z biżuterii i innych cennych przedmiotów. Wybuchła panika, w trakcie której podczas ucieczki ludzie tratowali się nawzajem.

Skazani to mieszkańcy okolic miasta Modena. Śledztwo wykazało, że podobnych ataków dokonali wcześniej w innych lokalach, ale nikt nie został poszkodowany. Trzech sprawców przeprosiło w sali sądowej rodziny ofiar. Mąż kobiety, która zginęła, powiedział, że wolałby, aby zapadł wyrok 18 lat więzienia, jakiego domagał się prokurator. Zaznaczył, że za to, co się stało, „nie ma odpowiedniej kary”.
Źródło info i foto: TVP.info

Wieliczka: 20-latek zatrzymany w związku z rasistowskim atakiem na Kongijczyka

20-latek, którego zatrzymano w związku z rasistowskim atakiem na obywatela Konga oraz pobiciem 45-latka, który stanął w jego obronie, usłyszał zarzuty. Grozi mu do dwóch lat więzienia. W czwartek policjanci zatrzymali 20-latka podejrzanego o pobicie nauczyciela, który w stanął w obronie czarnoskórego mężczyzny. Do zdarzenia doszło we wtorek na przystanku autobusowym w Wieliczce.

20-latkowi grozi do dwóch lat więzienia

Jak informuje mł. insp. Sebastian Gleń z małopolskiej policji, w piątek w wielickiej komendzie 20-latkowi postawiono zarzuty publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych – do czego się nie przyznał, a także naruszenia czynności narządu ciała poniżej siedmiu dni oraz gróźb karalnych pozbawienia życia kierowanych pod adresem 45-letniego mieszkańca Wieliczki – do czego się przyznał.

Podejrzany 20-latek został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Grozi mu kara do dwóch lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd złagodził kary za zabójstwo biznesmena. Tomasz J. i Patryk B. spędzą w wiezieniu 25 lat

Dla tych zbirów życie ludzkie nic nie znaczy. Zamordowali i mieli spędzić całe życie w więzieniu, ale sąd apelacyjny okazał się dla nich łaskawy. Złagodził kary do 25 lat więzienia. Tomasz J. (31 l.) i Patryk B. (28 l.) utrzymują, że są niewinni.

Tą zbrodnią żyła cała Polska. W styczniu 2017 r. biznesmen z Białegostoku Dawid G. (†27 l.) zginął z rąk Tomasza J. i Patryka B. Bandyci wywieźli ofiarę za miasto. Bili i podduszali, bo chcieli dostać kluczyki do jego luksusowego bmw. Kiedy im je dał, pojechali po upatrzone auto, przesiedli się do niego i ruszyli z biznesmenem w jego ostatnią podróż. Na leśnym parkingu brutalnie zamordowali Dawida – kilkanaście razy zdzielili go nożem. Potem ukryli ciało i uciekli do Belgii.

Kiedy mordercy stanęli przed sądem, nie wzruszyły ich łzy matki, partnerki i siostry zamordowanego.

– Chciałam spojrzeć zabójcom mojego syna w oczy. Ale w tych oczach nie ma Dawida, oni żyją, a on nie – płakała w sądzie jego matka.

Tomasz J. i Patryk B. nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Przyznali jedynie, że w przeszłości byli już karani za kradzieże i pobicie. Sąd I instancji skazał ich na dożywocie. Ale mordercy odwołali się od wyroku. Sąd apelacyjny był bardziej łaskawy i zmniejszył wyrok do 25 lat za kratami. Sąd uznał, że nie ma bezpośrednich dowodów, że oskarżeni są winni zabójstwa, ale – jak zaznaczył – wskazują na to dowody pośrednie.

Dawid osierocił malutką córeczkę i synka, którego przed śmiercią nie zdążył nawet zobaczyć…
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dziennikarka zostanie skazana na kolonię karną? Protesty pod gmachem FSB w stolicy Rosji

15 osób zatrzymała policja w Moskwie podczas protestu przed gmachem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Około 100 osób prowadziło tam pikiety w obronie niezależnej dziennikarki z Pskowa Swietłany Prokopiewej, której grozi kara pozbawienia wolności.

Informację o 15 zatrzymanych podał dziennik „Kommiersant”. Są wśród nich dziennikarze, m.in.: korespondentka portalu Meduza Kristina Safonowa i komentator niezależnej „Nowej Gaziety” Ilja Azar.

Dziennikarze przyszli pod gmach FSB, by wyrazić solidarność zawodową i wsparcie dla Prokopiewej. Demonstracja miała formę jednoosobowych pikiet, niektórzy protestujący przynieśli plakaty z hasłami w obronie dziennikarki. Jednoosobowe pikiety nie wymagają zezwolenia władz, ale policjanci oświadczyli, że zgromadzenie nie zostało uzgodnione i zagrozili zatrzymaniami. Demonstranci, którzy rozwijali plakaty, byli od razu zabierani do samochodów policyjnych.

Prokopiewa jest oskarżona o usprawiedliwianie terroryzmu. Na procesie toczącym się w Pskowie prokurator zażądał dla niej kary sześciu lat kolonii karnej. Wyrok zapadnie w poniedziałek, 6 lipca.

Powodem oskarżeń wobec Prokopiewej stał się jej komentarz wygłoszony na falach rozgłośni Echo Moskwy w Pskowie 6 listopada 2018 roku. Dziennikarka mówiła o zamachu bombowym w Archangielsku, gdzie 17-latek zdetonował w samobójczym ataku ładunek wybuchowy w gmachu regionalnego oddziału FSB.

W komentarzu Prokopiewa wyraziła ocenę, że czyn zamachowca mógł być sprowokowany represyjnymi działaniami systemu politycznego; zauważyła m.in. iż „okrucieństwo rodzi okrucieństwo”. Niemniej zastrzegła, że akt terroru jest działaniem niedopuszczalnym. Regulator mediów Roskomnadzor ocenił jednak, że materiał zawierał wypowiedzi wyrażające usprawiedliwianie terroryzmu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd złagodził karę wobec kardiochirurga za korupcję

Warszawski sąd okręgowy złagodził karę wymierzoną kardiochirurgowi Mirosławowi G. za korupcję do ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu i 35 tys. zł grzywny.

Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnym wyrokiem w procesie apelacyjnym uniewinnił w środę lekarza od części przypisanych mu czynów korupcyjnych. W odniesieniu do tych czynów wskazał m.in., że zeznania świadków były niespójne, a ich stosunek do lekarza negatywny, gdyż np. jako bliscy zmarłego pacjenta obwiniali G. o tę śmierć. Według sądu w oparciu o te zeznania nie da się dokonać całkowicie pewnych ustaleń.

W czerwcu ub.r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa nieprawomocnie uznał lekarza winnym przyjęcia w latach 2005-2006 od pacjentów i ich rodzin co najmniej 22 tys. zł korzyści finansowych. Mirosław G. został wówczas nieprawomocnie skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, a także na 50 tys. zł grzywny. Apelacje od tamtego wyroku złożyły zarówno obrona lekarza, jak i prokuratura.

Obrońca kardiochirurga w apelacji nie zgodził się z wyrokiem sądu pierwszej instancji i złożył wniosek o uniewinnienie. Obrona zakwestionowała też winę orzeczoną wobec oskarżonego i zarzuciła wyrokowi sądu pierwszej instancji obrazę przepisów postępowania. Z kolei prokurator w apelacji wniósł o uznanie czynu popełnionego przez oskarżonego za przyjęcie łapówki, które jest zagrożone karą do 10 lat więzienia. Zdaniem prokuratury, w wyroku sądu I instancji występuje rażąca niewspółmierność orzeczonej kary.

„Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”

Mirosław G. został zatrzymany przez CBA 12 lutego 2007 roku. Dwa dni później na specjalnej konferencji prasowej ówcześni minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro i Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński poinformowali, że prokurator postawił lekarzowi 20 zarzutów, w tym zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Zbigniew Ziobro stwierdził wówczas, że „już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Wypowiedź ta stała się przyczyną wytoczenia mu przez zatrzymanego procesu cywilnego, który lekarz wygrał w obu instancjach.
Źródło info i foto: interia.pl

Autobus spadł z mostu. Tomasz U. przyznał się do winy

Tomasz U. (27 l.), kierowca warszawskiego autobusu, który spadł z mostu, usiadł za kierownicę pojazdu po narkotykach. Mało tego, w plecaku miał torebkę, w której było ponad pół grama białego proszku. Najpierw nie przyznawał się do winy, a w sobotę zeznał, że „urwał mu się film” i praktycznie nic nie pamięta. Czy to sposób na uniknięcie kary lub obniżenie wyroku?

– Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Przyznał się do tego, że zażył amfetaminę, zanim rozpoczął zmianę, nim wsiadł do autobusu. Będziemy to weryfikować – powiedziała prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Na wniosek prokuratury sąd zastosował trzymiesięczny areszt.

W czwartek autobus komunikacji miejskiej spadł z mostu Grota-Roweckiego na Wisłostradę. Ranne zostały 22 osoby. 70-letnia kobieta zginęła, a cztery osoby w stanie ciężkim nadal przebywają w szpitalach. Za kierownicą siedział naćpany Tomasz U. Jak mówią śledczy, stężenie narkotyku w organizmie szofera było bardzo wysokie.

Mężczyzna nie miał doświadczenia w kierowaniu autobusami. Oprócz tego w ciągu kilku ostatnich lat aż 13 razy złamał prawo drogowe. Stracił nawet za to prawo jazdy.

Roland Szymczykiewicz, obrońca Tomasza U., już zaczął bronić swojego klienta.

– Ta sprawa nie jest jednowymiarowa. Apeluję do wszystkich, którzy o tej sprawie debatują, o powściągliwość, żeby nie wylewała się fala hejtu. To jest tragedia również dla tego człowieka: on też ma rodzinę, przyjaciół, bardzo to przeżywa – mówi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaatakował niedźwiedzia w warszawskim zoo. Dobrowolnie poddał się karze

Dwa lata ograniczenia wolności i 5 tys. złotych nawiązki – takim karom dobrowolnie poddał się mężczyzna, który 21 maja wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Ograniczenie wolności będzie polegało na świadczeniu prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Nawiązka ma być wpłacona na cele związane z ochroną zwierząt. Mężczyzna zobowiązał się też do powstrzymania od picia alkoholu.

W piątek (22 maja) mężczyzna usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami – tak zinterpretowano podtapianie niedźwiedzicy. Drugi przedstawiony mu zarzut dotyczył naruszenia miru domowego. 23-latek nie miał maseczki, więc sanepid zdecyduje o karze finansowej, która może wynieść od 5 do 30 tysięcy złotych.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie.
Źródło info i foto: interia.pl

10 tys. zł kary za happening artystów przed Sejmem. Sanepid odpuści ukaranym?

Rzecznik Praw Obywatelskich interweniuje ws. dwóch uczestników happeningu przed Sejmem ws. wyborów 10 maja, którzy dostali po 10 tys. zł kary. Zdaniem RPO jest ona „rażąco surowa i niesprawiedliwa”. Jak dowiedział się polsatnews.pl, wniosków o ukaranie aktywistów było więcej. Inspektor sanitarna wstrzymała wydanie decyzji w ich sprawie i analizuje decyzje o już nałożonych karach. 6 maja, gdy Sejm zajmował się projektem ustawy ws. wyborów korespondencyjnych, ulicami Warszawy przeszła grupa artystów, która protestowała przeciwko głosowaniu 10 maja.

Ich działanie nawiązywało do akcji „List” Tadeusza Kantora z 1967 roku. Grupa dziesięciorga artystów sprzed gmachu Poczty Głównej przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie przeszła przed Sejm. Siedmioro z nich niosło 14-metrowy transparent wyglądający jak list. Był on opatrzony napisem „Żyć nie, umierać”.

– Starannie przygotowaliśmy się do tej akcji. Zachowywaliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa i dwumetrowe odstępy – powiedziała polsatnews.pl Marta Czyż, jedna z artystek.

„W notatce policyjnej było 2,36 m”

– Nam chciano dać mandaty po 100 zł za nielegalne zgromadzenie. Nie przyjęliśmy ich, bo byliśmy w pracy. Sprawa najpewniej wyląduje w sądzie – dodała.

Druga sprawa, to zachowanie odległości. Jak podkreśliła Czyż, w czasie happeningu policjanci zmierzyli odstępy pomiędzy uczestnikami zgromadzenia. Według jej relacji, w policyjnej notatce zapisano odległość 2,36 m.

Jednak w sobotę dwóch uczestników happeningu zostało ukaranych karą administracyjną w wysokości 10 tys. zł za „nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie”. Decyzję wydał sanepid na wniosek policji.

– W sobotę rano, przed godz. 10 usłyszałem dzwonienie i walenie policjantów do moich drzwi. Było dwóch funkcjonariuszy, przekazali mi pismo i poinformowali, że wszystko jest nagrywane – powiedział polsatnews.pl Paweł Żukowski. Jak dodał, z dokumentu dowiedział się, że został ukarany za nieprzestrzeganie dwumetrowego odstępu.

„Kara może zostać uznana za niezgodną z konstytucją”

Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak zauważył, „z wszystkich relacji wynika, że uczestnicy akcji stosowali się do przepisów sanitarnych (obowiązek zachowania 2 metrów odstępu, obowiązek zasłaniania twarzy)”.

„Widać to też na opublikowanym przez dziennikarzy nagraniu. Tym bardziej sposób potraktowania tych obywateli przez przedstawicieli państwa musi budzić wątpliwości” – dodał.

RPO podkreślił, że „ma świadomość znaczenia wprowadzonego zakazu organizacji zgromadzeń oraz ograniczeń w przemieszczaniu się w związku z obowiązującym stanem epidemii”. Niemniej – zauważył – całkowity zakaz budzi wątpliwości, ponieważ może prowadzić w praktyce do naruszenia istoty konstytucyjnego prawa do zgromadzeń.

„Kara nałożona przez Sanepid wydaje się w opisanej sytuacji rażąco surowa i niesprawiedliwa, a tym samym może zostać uznana za niezgodną z konstytucyjnym standardem określonym w art. 31 ust. 3 Konstytucji w związku z jej nieproporcjonalnością” – podkreślił Rzecznik.

Interwencje zapowiadają także politycy Lewicy. – Złożymy interpelację, pismo do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z prośbą o wyjaśnienie. Z filmów dostępnych w mediach społecznościowych widać, że uczestnicy zgromadzenia zachowywali odstęp – przekazała Magdalena Biejat z Partii Razem.

„Może je uchylić”

Jak dowiedział się polsatnews.pl, policjanci wystąpili o ukaranie nie dwóch, a kilku aktywistów protestujących z 6 maja. Powiatowa inspektor, Jadwiga Mędelewska, wstrzymała jednak decyzje ws. pozostałych wniosków – usłyszeliśmy od rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie Joanny Narożniak.

– Pani inspektor zajęła się osobiście wnioskami ws. ukaranych już osób. Może kary podtrzymać lub je uchylić – dodała Narożniak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sypią się wysokie kary za łamanie obostrzeń

„W sytuacji, kiedy policjanci podejmują interwencję wobec osoby, która uparcie twierdzi, że może robić wszystko w danym miejscu, trudno mówić o pouczeniu. Stosuje się je w wyjątkowych okolicznościach” – ostrzega Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji. Do 19 kwietnia Polaków obowiązują ograniczenia wprowadzone przez rząd w związku z epidemią koronawirusa. Za niestosowanie się do ograniczeń grozi mandat karny.

Rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak w rozmowie z TVN24 podkreśla: „Ograniczenia dotykają nas wszystkich, dlatego potrzebny jest spokój każdej ze stron”.

„My zachęcamy do tego, aby nie patrzeć na te ograniczenia przez pryzmat tego, ‚co mogę zrobić’, ale ‚czy muszę to zrobić” – dodaje.

Marczak pytany o to, dlaczego policjanci nie stosują pouczeń, a od razu biorą się za wypisywanie mandatu, odpowiada: „W sytuacji, kiedy policjanci podejmują interwencję wobec osoby, która uparcie twierdzi, że może robić wszystko w danym miejscu, trudno mówić o pouczeniu. Stosuje się je w wyjątkowych okolicznościach”.

„Czas na pouczenie już minął” – mówi.

Sypią się kary

Za złamanie obostrzeń można dostać nawet 30 tys. zł kary. I tak np. młoda mieszkanka Krakowa zapłaci 10 tys. zł za złamanie zasad kwarantanny domowej i dwukrotne wyjście z domu.

Tymczasem w woj. warmińsko-mazurskim policja za złamanie kwarantanny ukarała 28-latka grzywną w wysokości 25 tys. zł.

10 tys. zł zapłaci proboszcz parafii w Sromowcach Wyżnych w Małopolsce. To kara za przekroczenie dopuszczalnej liczby wiernych podczas mszy świętej. Limit dopuszcza pięć osób – w kościele było ponad 60.

Z kolei ośmiu mieszkańcom Gdańska, którzy złamali zakaz kwarantanny lub gromadzenia się, powiatowy inspektor sanitarny nałożył kary od trzech do pięciu tys. zł. Łączna wysokość nałożonych sankcji wyniosła 34 tys. zł.

Działania KGP

Rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Ciarka informuje, że policja ostatniej dobry sprawdziła 133 tys. osób na kwarantannie, odnotowując 290 uchybień kwalifikujących się do wymierzenia wysokiej grzywny. Od początku epidemii funkcjonariusze dokonali ponad 2,7 mln sprawdzeń.

Rzecznik KGP relacjonuje, że minionej doby w ok. 40 przypadkach do funkcjonariuszy zwrócono się o pomoc w zrobieniu zakupów, wyniesieniu śmieci lub w innych tego typu czynnościach.

Policjanci skontrolowali też prawie 70 tys. pojazdów komunikacji zbiorowej. „Należy pochwalić głównie kierowców autobusów komunikacji miejskiej i motorniczych za skuteczne egzekwowanie przepisów, gdyż bardzo rzadko, wręcz sporadycznie, ujawniane są uchybienia” – zaznacza rzecznik.

„Codziennie angażujemy do działań prewencyjnych, mając na celu egzekwowanie obecnie obowiązujących ograniczeń, aby nie obciążać systemu opieki zdrowotnej, aż ok. 25 tys. funkcjonariuszy – policjantów wspieranych przez funkcjonariuszy straży miejskich oraz żołnierzy, głównie z Żandarmerii Wojskowej. Tym służbom dziękujemy za wsparcie” – podkreśla insp. Ciarka.

„Wspierajmy się”

Policjanci apelują o rozsądek i odpowiedzialność. „Zostańmy w domu dla naszego wspólnego dobra” – dodaje rzecznik KGP.

W imieniu kierownictwa polskiej policji i policjantów rzecznik złożył Polakom wielkanocne życzenia zdrowia, spokoju i cierpliwości, które „w obecnej chwili zyskały jeszcze bardziej na wartości”. „Wspierajmy się, bądźmy dla siebie wzajemnie wyrozumiali, jesteśmy z wszystkimi Polakami” – dodaje insp. Ciarka.
Źródło info i foto: interia.pl