Ojciec zostawił 3-letnią córkę w oknie życia. Mężczyzna jest poszukiwany przez policję

Trwają poszukiwania 26-latka z Katowic. Mężczyzna wyszedł na spacer z trzyletnią córką, po czym zostawił ją w oknie życie. Matka dziewczynki o niczym nie wiedziała. Matka trzylatki była w pracy, kiedy ojciec zabrał dziewczynkę na spacer, po czym zostawił dziecko w oknie życia w katowickiej dzielnicy Bogucice w Domu Prowincjalnym Sióstr św. Jadwigi. Mężczyzna jest poszukiwany.

Jak podaje portal wyborcza.pl, do zdarzenia doszło w czwartek. Dziecko zostało przewiezione do szpitala na badania. Na szczęście jego zdrowiu nic nie zagrażało.

Dziewczynka powiedziała policji, jak się nazywa. Funkcjonariusze skontaktowali się z matką trzylatki. Ojciec nie mieszkał z dziewczynką i jej matką, ale miał pełnię praw rodzicielskich i regularnie zabierał córkę na spacery. 26-latek nie ma stałego miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: wp.pl

Kamil Durczok zabrał głos w swojej sprawie

W środę Sąd Okręgowy w Katowicach ma ostatecznie zdecydować czy Kamil Durczok trafi do aresztu. Dziennikarz jest podejrzany o sfałszowanie bankowych weksli. Do tej pory Durczok nie komentował sprawy, teraz jednak postanowił przerwać milczenie. „Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż jej medialny przekaz. Przede wszystkim pokazuje, jak bardzo zawieść może bank, instytucja, w której pokłada się zaufanie” – czytamy we wpisie na Facebooku.

We wpisie opublikowanym na Facebooku były dziennikarz przypomniał, że w środę Sąd Okręgowy w Katowicach zdecyduje w sprawie aresztu, o który wnioskowała prokuratura. Zaznaczył, że jest to przełomowy moment w jego życiu.

„Przede mną jeden z przełomowych momentów w moim życiu. W środę Sąd Okręgowy w Katowicach zdecyduje, czy pozostanę na wolności, czy też będę musiał bronić swojego dobrego imienia zza murów aresztu.” – pisze Kamil Durczok.

W dalszej części obszernego wpisu były dziennikarz podkreśla, że „chciałby napisać, co o tym wszystkim myśli i jaka jest prawda, ale nie może”.

„To, co wiem, z czym mogłem się zapoznać po zatrzymaniu przez CBŚP i przesłuchaniach w Prokuraturze, objęte jest tajemnicą śledztwa. Gospodarzem postępowania jest prokuratura i tylko ona może decydować, które spośród wszystkich dokumentów są przedstawiane opinii publicznej. Szanuję to i nie zrobię niczego, co mogłoby tę zasadę złamać.” – czytamy we wpisie Kamila Durczoka.

W kolejnym akapicie były dziennikarz oznajmia, że „sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż jej medialny przekaz”. Winą za zaistniałą sytuację obarcza bank i jego pracowników.

„Przede wszystkim pokazuje, jak bardzo zawieść może bank, instytucja, w której pokłada się zaufanie, jak zawodzą procedury oraz ludzie, którzy w nim pracują. Wierzę, że na całą prawdę przyjdzie w końcu czas. Podobnie jak na pociągnięcie do odpowiedzialności banku i pracujących w nim ludzi, którzy powinny wiedzieć, do czego doprowadziła ich chciwość, zachłanność i nieetyczne działania.” – pisze Kamil Durczok.

W swoim wpisie były dziennikarz odnosi się też do wniosku o areszt i podkreśla, że nie zamierzał mataczyć, co – według niego – sugerowała prokuratura.

„Wyjaśniam więc, że wiedziałem o sprawie od czterech miesięcy, bo wtedy napisały o niej po raz pierwszy media. Gdybym zamierzał mataczyć, uciekać, czy w jakikolwiek sposób utrudniać postępowanie, uczyniłbym to w ciągu tych czterech miesięcy” – tłumaczy Durczok. „Spokojnie czekałem na szansę złożenia wyjaśnień. Szkoda, że musiało je poprzedzić zatrzymanie na ulicy i doprowadzenie w kajdankach. Zaręczam, że stawiłbym się sam, bez zwłoki i na każde wezwanie” – dodaje.

Na koniec Kamil Durczok podkreślił, że sytuacja, w której się znalazł uświadomiła mu jak ważne jest pojęcie „wolnych sądów”.

„Po tym, jak Sąd I instancji nie zastosował wobec mnie aresztu, Prokuratura określiła to jako przyznanie mi „immunitetu celebryty”. Nie brak było głosów, że ów „immunitet celebryty”, to próba podważenia decyzji niezawisłego Sądu, który nie spełnił oczekiwań Prokuratury i nie wsadził mnie za kraty. Czy to uprawniona opinia? Wam pozostawiam odpowiedź na to pytanie – napisał.

Dziennikarz podziękował też wszystkim tym, którzy są z nim w trudnych chwilach i nie stracili w niego wiary.

„Na razie mogę i chcę zrobić jedno: podziękować. Wszystkim moim przyjaciołom. Tym prawdziwym, będącym ze mną od lat. Dziękuję Wam za wsparcie. Nigdy dotąd nie sądziłem, że słowa „jestem z Tobą”, czy „nie poddawaj się”, mogą mieć aż takie znaczenie. Dziękuję znajomym i nieznajomym, którzy nie stracili wiary we mnie. Dajecie mi mnóstwo siły.”

Kłopoty Kamila Durczoka

Przypomnijmy. W sierpniu 2019 roku bank wezwał byłą żonę Kamila Durczoka Mariannę Dufek do wykupu weksla z powodu nieuiszczenia należności przez kredytobiorcę. Dziennikarka zaprzeczyła temu, by podpisała weksel i zakwestionowała jego autentyczność. Oświadczyła, że nie było jej przy sporządzeniu dokumentu i nigdy go nie widziała. Wówczas to obie strony – dziennikarka i Getin Bank złożyły zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

Prokuratura poinformowała, że postawione Durczokowi zarzuty dotyczą podrobienia weksla i dokumentów towarzyszących zabezpieczeniu kredytu hipotecznego na blisko 3 mln zł, który został zawarty w sierpniu 2008 r. Prokuratura zaznaczyła, że w ostatnich dniach wpłynęła kluczowa w tej sprawie opinia biegłego z zakresu pisma ręcznego.

Pierwszy weksel został podpisany w 2008 r. W 2011 roku podpisano drugi, który weryfikował konieczność poddania się egzekucji. Dokument ten był wymagany przez bank dla zabezpieczenia kredytu.

Postawiony Durczokowi zarzut dotyczy lat 2008-2011. – Tam faktycznie jest jeszcze jeden weksel, natomiast na chwilę obecną otrzymana w ostatnich dniach opinia z zakresu pisma ręcznego pozwoliła nam na przedstawienie zarzutu dotyczącego weksla na kwotę 3 mln zł – wyjaśniała prokurator.

Prokuratura chciała, by dziennikarz trafił do aresztu, ale sąd rejonowy Katowice-Wschód nie przychylił się do wniosku. – Wnosiliśmy o areszt, bo to jest przestępstwo zagrożone wysoką karą i dotyczy fałszowania środka płatniczego. Oskarżony przyznał się do podrobienia podpisu, składał wyjaśnienia, które trzeba teraz zweryfikować i skonfrontować je z innymi osobami – mówiła Agnieszka Wichary, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Kolizja pod Piotrkowem Trybunalskim

Pod koniec lipca Kamil Durczok uczestniczył w kolizji na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Jak się okazało miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Po tym zdarzeniu Kamil Durczok trafił do policyjnej izby zatrzymań.

Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Przestępstwa te są zagrożone karą do 12 lat więzienia. Dziennikarz przyznał się wtedy jedynie do jazdy pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest wniosek o areszt dla Kamila Durczoka

Katowicka prokuratura zamierza wystąpić z wnioskiem o areszt dla Kamila Durczoka. Znany dziennikarz radiowy i telewizyjny jest podejrzany o oszustwo i podrobienie weksla. Pismo w tej sprawie jeszcze we wtorek ma trafić do sądu. Durczokowi może grozić nawet 25 lat więzienia.

– Z uwagi na treść wyjaśnień, które zdaniem prokuratora wymagają zweryfikowania, a również z uwagi na grożącą surową karę za czyn zarzucany podejrzanemu, który stanowi samoistną przesłankę do stosowania środków zapobiegawczych, prokurator zdecydował się skierować wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania – powiedziała dziennikarzom rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Katowicach Agnieszka Wichary po przesłuchaniu podejrzanego.

Jak dodała, wniosek o aresztowanie Durczoka na trzy miesiące ma trafić do katowickiego sądu jeszcze we wtorek.

Kamil Durczok został w poniedziałek zatrzymany w śledztwie dotyczącym fałszerstwa weksli i doprowadzony wieczorem do prokuratury celem postawienia zarzutów. Byłego dziennikarza zatrzymali w Katowicach funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Wieczorem został on doprowadzony do Prokuratury Regionalnej.

Przypomnijmy. Weksle, o których spekulują media, pochodzą sprzed lat. W 2009 r. Dziennikarz miał złożyć w banku poręczenia odpowiednio na kwotę ok. 2 mln franków szwajcarskich i ok. 300 tys. zł. Dokumenty zawierały podpis Durczoka i jego ówczesnej żony. Sprawa wyszła na jaw, gdy bank zwrócił się do Marianny Durczok z wezwaniem do wykupu weksla, który nie został opłacony przez kredytobiorcę. W lipcu 2019 roku, adwokaci byłej żony Durczoka mieli złożyć zawiadomienie, iż to nie jej podpis znajduje się na dokumencie.

Urodzony w 1968 roku Kamil Durczok to były wieloletni dziennikarz TVP i TVN. Od 1 maja 2006 do 10 marca 2015 był redaktorem naczelnym i prowadzącym Faktów w TVN. 10 marca 2015 roku, po publikacjach tygodnika „Wprost”, które stawiały Durczoka w bardzo złym świetle, TVN rozstał się z nim za porozumieniem stron. W latach 2016-2019 D. był redaktorem naczelnym portalu Silesion.pl.

W lipcu 2019 roku Kamil D. został zatrzymany przez policję po spowodowaniu kolizji na A1 pod Piotrkowem, gdy prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Miał 2,6 promila.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Korupcja w Parku Śląskim. Są zatrzymani

Policjanci z Wydział do Walki z Korupcją KWP w Katowicach zatrzymali byłego prezesa Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie w związku z przyjęciem 100 tys. złotych korzyści majątkowej. Decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu. Wcześniej stróże prawa zatrzymali jednego z managerów WPKiW S.A. Obu podejrzanym grozi 8 lat więzienia.

Zatrzymanie podejrzanych o korupcję to efekt wspólnych działań policjantów z Wydział do Walki z Korupcją KWP w Katowicach oraz Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Stróże prawa prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej, w związku z pełnieniem funkcji publicznej w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie.

W maju br. policjanci zajmujący się zwalczaniem korupcji zatrzymali na gorącym uczynku jednego z managerów Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie kiedy przyjmował korzyść majątkową w kwocie 100 tys. złotych. Mężczyźnie zarzucono wówczas powoływanie się na wpływy w zarządzie spółki, w celu zawarcia korzystnej umowy dla jednego z przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą na terenie Parku Śląskiego.

Gromadzony następnie sukcesywnie materiał dowodowy, doprowadził do zatrzymania 17 października ówczesnego prezesa WPKiW S.A., któremu przedstawiono zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 100 tys. złotych, tj. przestępstwa z art. 228 § 1 kk. Tożsamy zarzut przedstawiono ostatecznie również zatrzymanemu w maju 2019 r. managerowi. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyźni działali wspólnie i w porozumieniu.

Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Katowicach, Sąd Rejonowy w Katowice-Wschód w Katowicach zastosował wobec byłego prezesa WPKiW S.A. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres 2 miesięcy. Obu podejrzanym grozi kara 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymani za czerpanie korzyści z prostytucji

Policjanci z wydziału kryminalnego katowickiej komendy wojewódzkiej zatrzymali kolejne osoby biorące udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Trzej mieszkańcy województwa śląskiego pracowali jako kierowcy w klubie nocnym, czerpiąc korzyści z nierządu – jeden z nich był taksówkarzem. Sprawa nadal traktowana jest jako rozwojowa.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, w tym śledczy z zespołu zajmującego się zwalczaniem handlu ludźmi, pracowali nad sprawą od ponad roku. Kompletowali i weryfikowali kolejne informacje oraz dowody na przestępcze działanie grupy, której członkowie czerpali korzyści majątkowe z prostytucji.

W kwietniu tego roku opisywaliśmy zatrzymanie pierwszych podejrzanych w tej sprawie – m.in. pary, która prowadziła klub nocny, gdzie pracowały kobiety zajmujące się prostytucją. Czwórka zatrzymanych wówczas osób nadal przebywa w areszcie tymczasowym.

W wyniku dalszych ustaleń i analizy zebranego materiału dowodowego śledczy zatrzymali teraz kolejnych członków tej grupy – 38-letniego taksówkarza oraz dwóch kierowców w wieku 37 i 52 lat zatrudnionych w klubie. Najmłodszy z nich przebywa aktualnie w zakładzie karnym, gdzie odsiaduje wyrok za inne przestępstwo. Oprócz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przestawiono im również zarzut czerpania korzyści majątkowej z cudzego nierządu, za co grozi kara do 5 lat więzienia. Wobec 38 i 52-latka prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i poręczenia majątkowego.

W całej sprawie na poczet przyszłych kar i grzywien śledczy zabezpieczyli drogie zegarki, gotówkę oraz nieruchomości za ponad 1 mln zł, które mogły pochodzić z przestępczego procederu.

Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach nadal uważane jest jako rozwojowe.
Źródło info i foto: Policja.pl

Pseudokibice pobili nastolatków w tramwaju. Zostali zatrzymani

Policja zatrzymała dwóch pseudokibiców z Katowic, podejrzanych o pobicie dwóch nastolatków. Do napaści doszło pod koniec lipca w jednym z tramwajów. Nastolatkowie zostali zaatakowani, bo napastnicy przypuszczali, że kibicują innej drużynie piłkarskiej. Jak podała w poniedziałek śląska policja, zatrzymani mają 21 i 24 lata. Ujęli ich policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości wśród pseudokibiców z katowickiej komendy.

Do pobicia nastolatków doszło 31 lipca. Powodem ataku było przypuszczenie, że kibicują oni innej drużynie piłkarskiej, niż sprawcy – podał zespół prasowy śląskiej policji.

Katowiccy kryminalni zwalczający przestępczość w środowisku pseudokibiców szybko ustalili tożsamość sprawców. Pod koniec ubiegłego tygodnia uzyskali informację, gdzie mogą oni przebywać.

Sprawcy byli kompletnie zaskoczeni wizytą stróżów prawa. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty pobicia. Ich wybryk został określony, jako chuligański, wobec czego poniosą oni surowszą karę. O ich dalszym losie zdecyduje sąd – podała policja.

Według Kodeksu karnego czyn o charakterze chuligańskim to taki występek, który polega na umyślnym zamachu m.in. na zdrowie, na wolność lub nietykalność cielesną albo na porządek publiczny, jeżeli sprawca działa publicznie i bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego.

Skazując za czyn o charakterze chuligańskim sąd wymierza sprawcy karę w wysokości nie niższej od dolnej granicy zagrożenia zwiększonego o połowę. Ponadto w takiej sytuacji warunkowe zawieszenie wykonania kary może nastąpić jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sąd zaostrzył karę za zabójstwo Anny G. Były policjant Marek G. spędzi za kratkami 25 lat

Na 25 lat więzienia został skazany przez Sąd Apelacyjny w Katowicach były policjant Marek G., uznany za winnego zabójstwa swojej żony Anny. Ciała kobiety nigdy nie odnaleziono. Zdaniem śledczych, mężczyzna miał zabić żonę, a następnie włożyć zwłoki do walizki i zakopać z wykorzystaniem zaprawy murarskiej.

Sąd Apelacyjny w Katowicach zaostrzył karę wobec byłego policjanta Marka G. Sąd pierwszej instancji skazał mężczyznę na 15 lat więzienia, teraz decyzją sądu były policjant spędzi za kratkami łącznie 25 lat – podaje TVN24.

Marek G. wnosił o uniewinnienie. Przekonywał, że jego żona mogła paść ofiarą przestępstwa ze strony innych osób. Obrona sugerowała także, że Anna G. mogła rozpocząć nowe życie, a potem np. stracić pamięć.

Morderstwo Anny G.

Żona Marka G. – Anna – zaginęła w 7 lipca 2012 roku. Marek G. przekonywał, że żona uciekła do Niemiec. By uwiarygodnić tę historię, wysłał jej telefon do Monachium. Chciał, by policjanci podczas poszukiwań trafili na sygnał z telefonu kobiety w Niemczech. Marek G. pomylił jednak adres hotelu, więc telefon wrócił do Polski. Następnie przeleżał na poczcie 13 miesięcy, aż w końcu trafił w ręce policji.

Badania aparatu wykazały, że po trzech godzinach od rzekomego zaginięcia kobiety logował się on w okolicach domu Anny G., następnie blisko dworca katowickiego PKP, skąd policjant nadał przesyłkę. Na telefonie znaleziono odciski palców Marka G.

„Marek G. miał widzę jak zabić”

Zdaniem prokuratury, w związku z tym, że Marek G. był czynnym funkcjonariuszem policji, posiadał wiedzę z zakresu informatyki, wiedział również, jak zabić i pozbyć się ciała.

– Czekał tylko na odpowiedni moment. Zakupił zaprawę murarską i worki foliowe do wyrównania podjazdu do garażu, ale nikt nie widział, żeby podjazd został zrobiony. Kupił linkę rzekomo do nauki jazdy na rowerze, podczas gdy córka umiała już jeździć – mówił prokurator przed sądem w 2018 r.

Ciała Anny G. nie odnaleziono do dzisiaj. Zdaniem prokuratury, Marek G. wywiózł je w walizce, ukrył w dole i zalał zaprawą murarską.

W toku śledztwa prokuratorzy sugerowali, że Marek G. mógł inspirować się zbrodnią, której dopuściła się Katarzyna Waśniewska. W styczniu 2012 roku kobieta zabiła swoją 6-miesięczną córkę, Madzię. Marek G. od samego początku pracował przy sprawie matki dziewczynki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Katowice: Policjanci zabezpieczyli nielegalne automaty do gier i blisko 400 tys. złotych

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach prowadzą śledztwo pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej. Sprawcy zajmowali się m.in. przestępczością skarbową, taką jak organizowanie nielegalnych gier hazardowych oraz pranie brudnych pieniędzy. 12 czerwca, na polecenie Prokuratury, policjanci z komend wojewódzkiej i bielskiej wraz z funkcjonariuszami Krajowej Administracji Skarbowej ze Śląskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Katowicach, weszli do siedzib kilkudziesięciu podmiotów gospodarczych będących uczestnikami tej grupy. Stróże prawa zabezpieczyli dokumentację, gotówkę oraz nielegalne automaty do gier hazardowych.

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji Katowicach prowadzą śledztwo w sprawie założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Członkowie grupy popełniali przestępstwa, w tym przestępstw skarbowe. Polegały one na urządzaniu gier losowych na automatach wbrew przepisom oraz na uzyskiwaniu z tego tytułu znacznych środków pieniężnych. Organizowane gry były nielegalne, a środki uzyskiwane z hazardu nie były zgłaszane właściwym urzędom skarbowym. W ten sposób przestępcy uzyskiwali niejawne źródła dochodu. Śledztwo dotyczy również prania brudnych pieniędzy, uzyskiwanych w wyniku nielegalnego hazardu.

12 czerwca 2019 roku policjanci z katowickiej komendy wojewódzkiej zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej wspólnie ze swoimi kolegami z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej oraz z funkcjonariuszami Krajowej Administracji Skarbowej, na terenie województwa śląskiego oraz w innych częściach kraju dokonali realizacji postanowień o przeszukaniu i zatrzymaniu rzeczy wydanych przez Prokuratora Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. Mundurowi zrealizowali przeszukania w siedzibie kilkudziesięciu podmiotów gospodarczych będących uczestnikami grupy przestępczej. W trakcie przeszukań stróże prawa ujawnili miejsca, gdzie znajdowały się pieniądze, gotówka w walucie polskiej oraz zagranicznej, pochodzące z przestępczego procederu. Odnaleziono także dokumentację księgowo-rachunkową, dokumentację ewidencjonującą dochód z punktów, gdzie były zainstalowane nielegalne automaty do gier hazardowych oraz elektroniczne nośniki danych.

Łącznie zabezpieczono gotówkę w wysokości blisko 400 tysięcy złotych, dokumentację w setkach segregatorów oraz sprzęt elektroniczny. Funkcjonariusze KAS zabezpieczyli nielegalne automaty do gier hazardowych do postępowania karnego-skarbowego. Uzyskany w wyniku przeszukań materiał dowodowy w postaci dokumentacji oraz danych z elektronicznych nośników poddany zostanie dalszym czynnościom dowodowym. Sprawa ma charakter rozwojowy, planowane są kolejne realizacje.
Źródło info i foto: Policja.pl

Policja poszukuje sprawców wysadzenia bankomatu w Katowicach

Policja szuka sprawców wysadzenia bankomatu przy ulicy Wojciecha. Informację o tym zdarzeniu dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Bankomat znajdował się w pobliżu sklepu. Policjanci na razie nie informują, ile pieniędzy zniknęło.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Trener „Młodej Gieksy” podejrzany o pedofilię

27-letni trener akademii Młoda GieKSa w Katowicach został zatrzymany w związku z podejrzeniami o pedofilię. Fundacja prowadząca akademię zawiesiła go już w obowiązkach i zapewniła, że o podejrzeniach wiedzą już wszyscy rodzice chłopców, z którymi trener miał kontakt.

Z informacji do których dotarła katowicka „Gazeta Wyborcza” wynika, że śledztwo w tej sprawie trwa od niedzieli. Wówczas na komendę policji w Będzinie zgłosili się rodzice jednego z podopiecznych 27-latka.

Do molestowania miało dojść w sobotę wieczorem podczas podróży samochodem na mecz rozgrywanych w Polsce piłkarskich mistrzostw świata do lat 20. „Według naszych informacji chłopiec skutecznie się obronił, powiadomił rodziców, a ci z kolei policję” – podały sportowefakty.wp.pl. Trener miał prosić chłopca o milczenie, przeprosić jego oraz rodziców, a następnie zniknąć. Policjanci szybko go jednak namierzyli. Został zatrzymany w poniedziałek w Lubelskiem.

Do sprawy odniósł się we wtorek zarząd fundacji „Sportowe Katowice”, która prowadzi Wielosekcyjną Akademię „Młoda GieKSa”. „Fundacja przywiązuje wielką wagę do prawidłowego i bezpiecznego rozwoju wszystkich swoich podopiecznych. Dlatego informacja dotycząca podejrzenia niedopuszczalnego zachowania jednego z pracowników sprawiła, że podjęte zostały natychmiastowe i zdecydowane działania. Fakt ten został niezwłocznie zgłoszony na policję. Decyzją zarządu Fundacji pracownik został od razu zawieszony w obowiązkach” – napisał zarząd w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl