USA: Zatrzymany za odprawienie mszy w czasie epidemii

Pastor z kościoła na Florydzie został zatrzymany za odprawianie mszy w czasie obowiązywania zakazów zgromadzeń z uwagi na koronawirusa. Duchowny Rodney Howard-Browne odpowiada, że przestrzegał zasad bezpieczeństwa i oskarża służby o brak tolerancji religijnej.

Rodney Howard-Browne w poniedziałek sam oddał się w ręce służb. Postawiono mu zarzut zorganizowania nielegalnych zgromadzeń i złamania prawa dotyczącego zdrowia publicznego. Po zapłacie kaucji duchownego wypuszczono.

Biuro lokalnego szeryfa jeszcze przed mszami w niedzielę ostrzegało, że będą one stanowiły nielegalne zgromadzenia. Przed kościołem ustawiono znaki z napominającymi napisami. – Pastor, jego doradcy prawni oraz przywódcy powinni się wstydzić za to, że zmusili nas do pracy – stwierdził szeryf Chad Chronister.

Prawnicy pastora z Tampa Bay twierdzą, że kościół odkażono, przy wejściu dawano środek dezynfekujący do rąk, a podczas mszy wierni utrzymywali od siebie dystans powyżej dwóch metrów. Działania hrabstwa oraz szeryfa uznają za dyskryminację religijną. Howard-Browne uważa, że kościoły nie powinny być zamykane, gdyż niosą ludziom pomoc w trakcie epidemii.

„W czasie kryzysu ludzie są przerażeni i potrzebują pocieszenia i społeczności bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet ludzie, którzy nie uczęszczają regularnie do kościoła, czy nawet w ogóle nie chodzą do kościoła, muszą wiedzieć, że jest dla nich gdzieś miejsce, gdzie mogą się zwrócić o pomoc” – napisano w oświadczeniu na stronie internetowej kościoła.

Media w USA podają, że również w Ohio, Luizjanie oraz Kentucky msze przyciągały w niedzielę tłumy.

W poniedziałek nakaz pozostania w domach wprowadziły kolejne stany – Maryland i Wirginia. Tym samym takie prawo obowiązuje ponad dwie trzecie Amerykanów. Miejsce zamieszkania można opuścić jedynie w wyjątkowych przypadkach, m.in. by pójść do pracy czy na zakupy oraz uprawiać sport.

Blisko cztery tysiące ofiar w USA

Tylko we wtorek w Stanach Zjednoczonych odnotowano ponad 700 zgonów z powodu koronawiursa; to rekordowy dzienny bilans – informują amerykańskie media. Oznacza to – jak zauważa Reuters – że w USA chory na COVID-19 umiera średnio co dwie minuty. Łącznie w USA zmarło ponad 3,7 tysiąca osób z koronawirusem. Blisko połowa z tych zgonów przypada na stan Nowy Jork.

Według danych portalu „New York Times” w USA do wtorku popołudnia czasu EST (Eastern Standard Time) z powodu zakażenia koronawirusem zmarło ponad 3,7 tys. osób; to więcej niż wykazały łączne oficjalne statystyki w Chinach – 3305. Liczba ofiar śmiertelnych plasuje Stany Zjednoczone na czwartym miejscu po Włoszech, Hiszpanii i Francji.

Amerykańskie władze mówią, że najlepsze scenariusze zakładają od 100 tysięcy do nawet 240 tysięcy ofiar śmiertelnych w USA. Szczyt epidemii w Stanach Zjednoczonych ma przypaść w okolicach Świąt Wielkanocnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Policja poszukuje oszusta. Opublikowano portret pamięciowy

To przez niego emerytka z Sokołowa Małopolskiego na Podkarpaciu straciła oszczędności życia! Policja przypuszcza, że oprych podający się za śledczego grasuje po całej Polsce. Poszukiwany drań w perfidny sposób okrada starszych ludzi.

79-latka spod Rzeszowa dała się nabrać złodziejskiej szajce, bo ci umiejętnie zagrali na jej emocjach. Najpierw do seniorki zadzwoniła kobieta podająca się za jej córkę. Żaliła się, że spowodowała śmiertelny wypadek i grozi jej więzienie. Wtedy do rozmowy włączył się męski głos. Przekonywał, że jest policjantem i aby wypuścić sprawczynię wypadku, potrzebuje pieniędzy na kaucję.

Dodał też, że za chwilę po nie przyjedzie. Przejęta starsza pani zupełnie straciła czujność. Kiedy zapukał do jej drzwi brodaty blondyn, wręczyła mu kilkadziesiąt tys. zł. Oprych natychmiast się ulotnił, odjeżdżając srebrnym volkswagenem passatem. Zauważyła go córka okradzionej emerytki. To na podstawie jej zeznań mundurowi przygotowali dokładny portret pamięciowy oszusta.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zbigniew Stonoga nie trafi do aresztu. Ma wpłacić pół mln kaucji

Podejrzany o oszustwa i pranie brudnych pieniędzy Zbigniew Stonoga nie zostanie aresztowany – zdecydował Sąd Rejonowy w Lublinie. Zamiast tego przedsiębiorca wpłacić ma kaucję w wysokości pół miliona złotych. Prokuratura zapowiedziała zażalenie. W poniedziałek Zbigniew Stonoga został zatrzymany przez policję. Lubelska prokuratura postawiła mu siedem zarzutów, m.in. przywłaszczenie 900 tysięcy złotych, pranie brudnych pieniędzy i organizowanie nielegalnej loterii. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Stonoga wraca na wolność

Wszystko wskazywało na to, że wigilię Stonoga spędzi w celi. Jednak w środę Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że biznesmen nie będzie utrudniał postępowania i dlatego może wyjść na wolność. – Sąd zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 500 tysięcy złotych, dozór policji z obowiązkiem stawiennictwa dwa razy w tygodniu oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu – poinformowała rzeczniczka prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie sędzia Barbara Markowska.

Prokuratura Regionalna w Lublinie poinformowała, że nie zgadza się z decyzją sądu. – Prokuratura, uznając orzeczenie za błędne, skieruje zażalenie do Sądu Okręgowego w Lublinie – przekazał rzecznik prasowy prokuratury Piotr Marko. Prokuratura domaga się tymczasowego aresztowania Stonogi na trzy miesiące.

Stonoga twierdzi, że jest niewinny, a „to, co się stało, to polityczna zemsta”. Biznesmen zgodził się na podawanie nazwiska i ujawnianie swojego wizerunku w mediach. W mediach społecznościowych informuje o tym, że jest już na wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bossowie „Pruszkowa” wyjdą na wolność za kaucje od 150 do 400 tys. zł

Bossowie mafii pruszkowskiej: Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. Parasol, oskarżeni m.in. o udział w wyłudzeniach VAT, rozboje czy handel narkotykami mogą opuścić areszty po wpłaceniu poręczeń majątkowych – dowiedział się portal tvp.info. „Słowik” musi zapłacić – 400 tys. zł, „Wańka” – 200 tys. zł, a „Parasol” – 120 tys. zł. Przed stołecznym sądem okręgowym ma się toczyć proces 50 osób oskarżonych w sprawie wyłudzeń VAT na fikcyjnym eksporcie produktów spożywczych, przez co Skarb Państwa stracił blisko 193 mln zł.

Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że na specjalnym posiedzeniu sądu 8 listopada, rozpoznawano wnioski oskarżonych m.in. o uchylenie aresztu. – Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił tymczasowe aresztowanie wobec oskarżonych: Jerzego W., Sławomira F. i Filipa F. Sąd wydał również postanowienia o możliwości zmiany środka zapobiegawczego z tymczasowego aresztowania na poręczenie majątkowe – po uiszczeniu określonej kwoty poręczenia wobec następujących oskarżonych: Janusza P., Andrzeja Z., Leszka D., Krzysztofa O. i Sebastiana W. Do chwili obecnej poręczenia majątkowe nie zostały wpłacone – poinformował we wtorek zespół prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak ustalił portal tvp.info Andrzej Z. ps. Słowik musi wpłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł, a domniemany szef „vatsterów” – Sławomir W. – 400 tys. zł. Można zakładać, że rodziny, a przede wszystkim kompanii gangsterów zrobią wszystko, aby odzyskali oni wolność.

Trzej bossowie zostali zatrzymani razem z 11 znanymi gangsterami „Pruszkowa” pod koniec stycznia 2017 r. przez funkcjonariuszy CBŚP. Okazało się, że po opuszczeniu więzień nie przeszli na emeryturę, ale poszerzyli działalności o wyłudzenia VAT i nie inne oszustwa gospodarcze. „Pruszków” miał chronić także gang Sebastiana W., specjalizujący się w fikcyjnym eksporcie towarów spożywczych. Na działalności tej grupy Skarb Państwa stracił blisko 193 mln zł. Sprawa miała być początkowo osądzona we Szczecinie, później w Świdnicy, ale w końcu trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Pod „pruszkowskim” parasolem

Liczący 2222 strony akt oskarżenia autorstwa śledczego Prokuratury Regionalnej w Szczecinie objął 50 oskarżonych, w tym wspomnianych wcześniej członków tzw. zarządu mafii pruszkowskiej. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników.

Śledczy ze Szczecina uznali, że sprawa dotyczy dwóch grup przestępczych. Pierwsza, kierowana przez Sławomira W. działała od lutego 2012 r. do 30 stycznia 2017 r. Zajmowała się wyłudzaniem podatku VAT na fikcyjnej sprzedaży artykułów spożywczych, w tym kawy, oraz praniem nielegalnie zarobionych pieniędzy. Skarb Państwa stracił na działalności gangu blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu inwestowania środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi. Jak ustalono, w trakcie działalności tej grupy, w zamiarze wyegzekwowania kwoty 1,5 mln zł pochodzących z działalności prowadzonej przez konkurencyjnej grupy przestępczej doszło do wymuszenia rozbójniczego, w wyniku którego przejęto dwa transporty kremu Nutella o wartości ok. 600 tys. zł – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Powrót do przeszłości

Druga grupa przestępcza, rozpracowana przez szczecińskich śledczych, to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W skład grupy kierowanej przez Andrzeja Z. wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. ps. Farba. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i „mokotowskiej”.

Według prokuratury nowy gang „Słowika” działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat. M.in. pryz pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. W 2016 r. grupa ta zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych (w tym Patek Philippe ref. 530 wart 700 tys. zł). Śledczy zarzucają także gangsterom usiłowanie wymuszenia milionowego haraczu i handel kokainą o wartości 190 tys. zł.

Andrzej Z. i jego kompani zajmowali się także rozstrzyganiem sporów między gangami ze Szczecina.

Najsłabsze ogniwo

Na trop pruszkowskich gangsterów, wpadli funkcjonariusze CBŚP i prokuratorzy ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. W lipcu 2016 r. policjanci CBŚP ze Szczecina wraz z lokalnym Urzędem Kontroli Skarbowej zatrzymali 15 osób. Śledczy z zachodniopomorskiej prokuratury regionalnej ustalili, że grupa działała co najmniej od dwóch lat. Jej organizatorzy kontrolowali kilkanaście spółek w Polsce i krajach Unii Europejskiej. Przedsiębiorstwa te uczestniczyły w fikcyjnych transakcjach, w tym dostawach wewnątrz Wspólnoty, które umożliwiały grupie przestępczej przejęcie bądź wyłudzenie zwrotu podatku VAT. Wówczas to straty skarbu państwa szacowano na ok. 20 mln zł.

W trakcie śledztwa okazało się, że na ternie Szczecina i Wrocławia działa konkurencyjna grupa przestępcza do tej rozbitej w lipcu. Na jej czele miał stać Sebastian W., który porozumiał się z gangiem pruszkowskim w sprawie ochrony swoich interesów. Okazało się, że w latach 2013-2017 grupa wyłudziła dziesiątki milionów zł na fikcyjnym eksporcie produktów spożywczych, głównie kawy mielonej.

Według niepotwierdzonych informacji „pruszkowiaków” pogrążył jeden z młodszych gangsterów, zajmujący się m.in., wyłudzeniami pieniędzy z kart kredytowych i oszustwami gospodarczymi. Grupa miała zacząć działać z pełnym rozmachem, w 2013 r., gdy więzienie opuścił Andrzej Z. ps. Słowik. Gangster twierdził wówczas, że chce się skoncentrować na życiu rodzinnym i zerwać z kryminalną przeszłością.

Konsorcjum zbrodni

Gang pruszkowski powstał pod koniec lat 80. i przez dekadę był największą polską zorganizowaną grupą przestępczą. Zarabiał miliony na handlu narkotykami, napadach oraz na zbieraniu haraczy oraz „opłat licencyjnych” od innych grup przestępczych w całej Polsce. W latach 1994-1998 „Pruszków” toczył krwawą wojnę z gangiem ząbkowsko-praskim (zwanym mylnie „Wołominem) o prymat w półświatku. W porachunkach zginęło lub zniknęło bez śladu kilkadziesiąt osób. Przestępcy dokonywali egzekucji w biały dzień, nierzadko sięgali po materiały wybuchowe.

Gang stworzony był na wzór amerykańskiej mafii. Zarządzał nim sześcioosobowy zarząd: Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka, Mirosława D. ps. Malizna, Ryszard Sz. ps. Kajtek, Zygmunt R. ps. Bolo oraz Janusz P. ps. Parasol. Podlegali im kapitanowie, tacy jak Jarosław S. ps. Masa czy Marcin B. ps. Bryndziak, Sławomir F. ps. Fabian. Ci z kolei mając swoje grupy kierowali licznymi podgrupami. W sumie w skład bandy wchodziło kilkaset osób w całej Polsce.

Początkiem końca grupy było zabójstwo, w grudniu 1999 r., Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing, jednego z bossów „Pruszkowa”. W 2000 r., Jarosław Sokołowski ps. Masa został świadkiem koronnym i w wakacje tego roku policja uderzyła w gang, zatrzymując większość kierownictwa grupy. Od tego momentu „Pruszków” nie odbudował już swojej potęgi z lat 90. Większość młodszych, byłych pruszkowskich gangsterów związała się z innymi grupami przestępczymi. Przed warszawskim sądem okręgowym toczy się od 2006 r. (po osądzeniu i apelacji, sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia) proces tzw. małego „Pruszkowa”, w której oskarżonymi się tzw. kapitanowie podwarszawskiej mafii.
Źródło info i foto:TVP.info

Były rzecznik MON może wyjść na wolność po wpłaceniu 100 tys. złotych poręczenia majątkowego

Sąd zgodził się, by były rzecznik MON Bartłomiej M. wyszedł na wolność, pod warunkiem wpłacenia poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. złotych. O przedłużenie aresztu dla Bartłomieja M. wnioskowała prokuratura, która zarzuca mu przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę spółki PGZ. Były rzecznik MON i bliski współpracownik Antoniego Macierewicza przebywa w areszcie od 30 stycznia.

Na wolność po kilku miesiącach?

Bartłomiej M. prawdopodobnie wkrótce wyjdzie na wolność. W styczniu został zatrzymany przez CBA na polecenie Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. Śledczy podejrzewają, że jako funkcjonariusz publiczny przekraczał uprawnienia i działał na szkodę spółki PGZ. Według prokuratury, wraz z byłą pracownicą MON Agnieszką M. doprowadził do wyrządzenia szkody spółce w wysokości blisko pół miliona złotych.

Oprócz tego, Bartłomiej M. wraz z byłym posłem PiS Mariuszem Antonim K. usłyszał zarzuty „powoływania się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł”.

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. nieprawidłowości w PGZ od grudnia 2017 r. Zarzuty usłyszeli także były członek zarządu PGZ Radosław O., b. dyrektor biura marketingu PGZ Robert K. oraz Robertowi Sz.

Kariera u boku Antoniego Macierewicza

Bartłomiej M. był jednym z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza. Do pracy w biurze polityka PiS zgłosił się już jako 17-latek. Członkiem Prawa i Sprawiedliwości został w 2010 r. Także wtedy Macierewicz uczynił go szefem biura zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej.

W 2015 r. startował do Sejmu w okręgu piotrkowskim, ale nie uzyskał mandatu. Gdy Antoni Macierewicz został ministrem obrony narodowej, M. objął szefostwo gabinetu politycznego ministra i rzecznikiem prasowym resortu. Funkcję tę stracił na początku 2017 r. . W MON pracował jeszcze 3 miesiące.
Źródło info i foto: onet.pl

Afera reprywatyzacyjna. Jakub R. zostaje w areszcie

Wrocławski Sąd Administracyjny uwzględnił wniosek prokuratury i wstrzymał wykonanie postanowienia o zastosowaniu tzw. aresztu kaucyjnego wobec byłego wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami stołecznego ratusza Jakuba R. Wcześniej sąd zdecydował, że podejrzany m. in. o przyjęcie 30 mln zł łapówki będzie mógł opuścić areszt po wpłaceniu 2 mln zł kaucji.

W czwartek Sąd Apelacyjny przedłużył Jakubowi R., który jest jeden z głównych podejrzanych w śledztwie dot. warszawskich reprywatyzacji, areszt na trzy miesiące. Zastrzegł jednak, że będzie mógł go opuścić jeśli do 20 maja, wpłaci 2 mln zł kaucji.

Rzeczniczka Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu prok. Katarzyna Bylicka wyjaśniła, że prokurator zaskarżył postanowienie sądu o zastosowanie tzw. aresztu kaucyjnego wobec podejrzanego.

– Złożył też wniosek o wstrzymanie tego postanowienia do momentu rozpatrzenia zażalenia na zastosowanie tzw. aresztu kaucyjnego. Sąd pozytywnie rozpatrzył wniosek o wstrzymanie postanowienia. Oznacza to, że Jakub R. nie opuści aresztu do czasu rozpatrzenia zażalenia na zastosowanie tzw. aresztu kaucyjnego – powiedziała prok. Bylicka.

Jakub R., w latach 2006-13 był wicedyrektorem Biura Gospodarki Nieruchomościami stołecznego ratusza. Był wśród osób zatrzymanych w styczniu 2017 r. przez CBA w śledztwie dot. reprywatyzacji nieruchomości w Warszawie. Jakub R. usłyszał zarzuty m.in. przyjęcia ponad 30 mln zł w związku z nieuczciwą reprywatyzacją działki na Placu Defilad, tuż przy Pałacu Kultury i Nauki.
Źródło info i foto: TVP.info

Irlandia Północna: Nastolatek podejrzewany o zabójstwo Polaka wyszedł z aresztu za kaucją

19-letni mężczyzna, podejrzewany o morderstwo bezdomnego Polaka, w niedzielę opuścił areszt po wpłaceniu kaucji. Ciało 36-letniego Piotra K. pochodzącego z Krosna odnaleziono w jednym z opuszczonych budynków w mieście Magehra w hrabstwie Londonderry. Nastolatek został zatrzymany w piątek wieczorem. Policja cały czas prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

36-letni Piotr K. żył w Magehrze od wielu lat. Jego ciało odnaleziono w byłym budynku plebanii przy ulicy Glen Road we wtorek po południu. Jak podaje policja mężczyzna miał poważne obrażenia na ciele i głowie.

– Chcemy ustalić dokładne okoliczności i uzgodnić sekwencje zdarzeń, które doprowadziły do tej tragicznej śmierci – powiedział starszy inspektor Geoff Boyce. Według niego mężczyzna podczas został zaatakowany, gdy spał i był kompletnie bezbronny. Detektywi wszczęli śledztwo ws. morderstwa po otrzymaniu wyników sekcji zwłok.

Spokojna okolica

– To spokojna, wiejska społeczność. Sąsiedzi byli zszokowani, że mężczyzna został zamordowany tuż przed ich drzwiami – powiedział w rozmowie z BBC irlandzki deputowany Keith Buchanan. Zapewnił, że cała społeczność jest myślami z rodziną ofiary.

– Przesyłam wyrazy współczucia dla rodziny i przyjaciół ofiary – powiedział Ian Milne z partii Sinn Féin.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: 40 mln euro kaucji dla rosyjskiego senatora i miliardera

Aresztowany w Nicei rosyjski miliarder i senator Sulejman Kerimow, przeciwko któremu toczy się we Francji śledztwo w sprawie oszustw podatkowych i prania brudnych pieniędzy, może uniknąć aresztu śledczego, jeśli zapłaci kaucję wysokości 40 milionów euro.

Agencja Reutera informuje o tym, powołując się na źródła w sądzie w Aix-en-Provence na południu Francji. Kerimow został aresztowany 20 listopada. Kreml zapowiedział, że uczyni wszystko, co w jego mocy, by chronić „prawowite interesy” Kerimowa.

Rosyjski senator reprezentuje leżący na Kaukazie Północnym Dagestan w Radzie Federacji od 2008 r. Wcześniej był deputowanym niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej. Według magazynu „Forbes” zajmuje 21. miejsce na liście najbogatszych biznesmenów Rosji, z majątkiem 6,3 mld dolarów. Jest właścicielem m.in. pakietu kontrolnego akcji spółki Nafta Moskwa. Do rodziny Kerimowa należy lotnisko w Machaczkale i ponad 80 proc. udziałów w koncernie Polus (Polyus), który jest największym w Rosji – i jednym z większych na świecie – producentem złota.

Luksusowe wille na Lazurowym Wybrzeżu

Wiosną gazeta „Nice Matin” pisała, że w willi Hier, należącej ponoć do Kerimowa, przeprowadzono rewizję, a policja w Antibes prowadzi śledztwo w sprawie zakupu nieruchomości na Lazurowym Wybrzeżu po zaniżonej cenie, w celu uniknięcia podatków. Współpracownik biznesmena zaprzeczał wtedy, by do Kerimowa należała jakakolwiek nieruchomość za granicą. Według „Nice Matin” wartość majątku Kerimowa we Francji oceniana jest na 500 mln euro.

Agencja Reutera pisze, powołując się na „źródło bliskie śledztwa”, że koncentruje się ono na zakupie kilku luksusowych rezydencji na Lazurowym Wybrzeżu za pośrednictwem fasadowych firm, co miałoby umożliwić Kerimowowi zmniejszenie podatków należnych państwu francuskiemu.

Gdy Kerimow został aresztowany, rosyjska telewizja państwowa Rossija 24 informowała, że nie przyznał się do winy.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo byłego piłkarza GKS-u Katowice. Nowe fakty

Po wczorajszych przesłuchaniach w katowickiej prokuraturze rejonowej cztery osoby usłyszały zarzuty w związku z tragiczną śmiercią byłego piłkarza GKS-u Dominika K. Trzy zatrzymane osoby to kibice GKS-u . Czwarta osoba to Rafał K. (39l.) ojciec Dominika. Usłyszał zarzut udziału w bójce. Wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji 10 tys. zł poręczenia majątkowego. Pozostałe osoby mają zarzuty udziału w bójce, jedna z nich ma zarzut posiadania narkotyków. Nadal na wolności przebywa sprawca który zadał Dominikowi śmiertelne ciosy. Prawdopodobnie uciekł z Polski za granicę. To przywódca pseudokibiców GKS-u

Dominik K. (†19l.) został zadźgany w czasie ulicznej bójki, do której doszło w niedzielny poranek w centrum Katowic. Były piłkarz GKS-u wracał z ojcem z dyskoteki przy ul. 3 Maja w Katowicach. Mijali ze znajomymi katowicki dworzec, gdy naprzeciw nich wyszła grupa kibiców GKS.

Pseudokibice wychodzili z dworca kolejowego, bo wracali z meczu, który katowicka drużyna rozegrała w Olsztynie. Dominik z ojcem weszli w grupę pseudokibiców. Wtedy prawdopodobnie któremuś z bandytów coś nie spodobało się i doszło do potyczek słownych, a następnie do bójki. W trakcie bijatyki Dominik dostał śmiertelne ciosy. Zadał je prawdopodobnie przywódca szalikowców GKS-u. Jest obecnie poszukiwany przez policję.
Żródło info i foto: Fakt.pl

67-letni Wojciech M. wyszedł z bułgarskiego aresztu. Grozi mu od 3 do 15 lat więzienia

Polak, który 19 listopada podczas lotu do Hurghady poinformował o bombie na pokładzie maszyny i spowodował awaryjne lądowanie na lotnisku w Burgas, został wypuszczony z bułgarskiego aresztu po wpłaceniu kaucji. Za fałszywy alarm o bombie grozi mu od 3 do 15 lat więzienia. 67-letni Wojciech M. wyszedł z aresztu w bułgarskim Burgas po wpłaceniu 5000 lewów (ok. 10 tys. zł). 19 listopada podczas lotu z Warszawy do Hurghady w Egipcie 67-latek powiedział stewardesom, że ma przy sobie ładunek wybuchowy. Później przyznał, że to był tylko kiepski żart, przeprosił, ale było już za późno. Teraz grozi mu od 3 do 15 lat więzienia. Władze linii lotniczych Small Planet zapowiedziały, że obciążą go kosztami przymusowego lądowania i podstawienia nowego samolotu – prawdopodobnie mężczyzna będzie musiał zapłacić co najmniej 130 tys. zł.

Mniej niż 0,5 promila

Badania wykazały, że mężczyzna miał we krwi mniej niż 0,5 promila alkoholu. Prokurator Krasimira Katerliewa podkreśliła, że w przypadku Polaka „nie można mówić o silnym zatruciu alkoholowym, w którym człowiek mówi lub działa w sposób niekontrolowany”. Według bułgarskich mediów Polak wielokrotnie przepraszał za swój „błąd i głupi żart” i „bardzo żałuje swojego czynu”.

Alarm bombowy

Airbus A320 ze 161 osobami na pokładzie, należący do polskich czarterowych linii lotniczych Small Planet, lecący z Warszawy do Hurghady, wylądował w Burgas o godz. 5.48 (godz. 4.48 czasu polskiego). Tamtejsze lotnisko natychmiast zamknięto. Alarm bombowy ogłoszono, kiedy samolot znajdował się w bułgarskiej przestrzeni powietrznej. Pasażerowie opuścili maszynę i zostali wprowadzeni do sali tranzytowej lotniska, gdzie sprawdzono ich dokumenty i bagaże. Z Sofii sprowadzono ekipę służby operacyjno-technicznej bułgarskiego MSW, która skontrolowała samolot. Linie lotnicze Small Planet wysłały drugi samolot, który przyleciał do Burgas i przewiózł pasażerów do Hurghady.
Żródło info i foto: tvn24.pl