Policjanci rozbili gang sutenerów

Gang sutenerów pobierał cotygodniową „opłatę” w wysokości nie mniejszej niż 250 zł od kobiet oferujących usługi seksualne na terenie Opola. Kwota ta ulegała zmianie w zależności od pory roku – przekazała Prokuratura Okręgowa w Opolu. Płacić musiały zarówno kobiety świadczące swe usługi w mieszkaniach, jak i te stojące przy drogach wylotowych z miasta.

Zarzut czerpania korzyści z cudzego nierządu usłyszało dziewięć osób w wieku od 29 do 62 lat. Wśród podejrzanych jest obywatel Bułgarii i jedna kobieta – poinformował Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Siedem z zatrzymanych osób usłyszało także zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Na jej czele miał stać 42-letni mieszkaniec Opola – Rafał L.

Za udział w zorganizowanej grupie przestępczej grozi podejrzanym do 5 lat więzienia, za kierowanie nią do 10 lat. Natomiast za czerpanie korzyści z prostytucji do 5 lat pozbawienia wolności.

„Jednakże w niniejszej sprawie, z uwagi na popełnienie tego przestępstwa w ramach grupy przestępczej, jak również z uwagi na fakt, że podejrzani uczynili sobie z przestępstwa stałe źródło dochodu, możliwym jest wymierzenie kary do 7 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności” – przekazała prokuratura.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura o zatrzymanym liderze bojówkarzy Wisły Kraków Pawle M. ps. „Misiek”

Paweł M. ps. Misiek, lider bojówkarzy Wisły Kraków, odpowie za kierowanie gangiem chuliganów z Krakowa i Chorzowa, który wprowadził do obrotu kilkaset kilogramów narkotyków. Osławiony kibol miał brać udział także w dwóch brutalnych atakach na kiboli GKS Katowice i Górnika Zabrze, w trakcie których napastnicy używali maczet. „Misiek” jest podejrzany także o udział w szturmie na magazyn na stadionie Gieksy, w czasie którego kibice katowickiego klubu stracili 44 flagi.

Paweł M. ps. Misiek jest podejrzewany przede wszystkim o kierowanie w latach 2016-2017 zorganizowaną grupą przestępczą, w skład której wchodzili chuligani bojówek: „Sharks” (Wisła Kraków) i „Psycho Fans” (Ruch Chorzów). Według śledczych banda miała działać przede wszystkim na terenie Małopolski i Śląska. – Paweł M. brał także udział w dwóch krwawych napadach na kibiców konkurencyjnych drużyn. W grudniu 2016 r. razem z innymi osobami brutalnie zaatakował w Bytomiu jednego z kiboli Górnika Zabrze. Mężczyzna został raniony maczetami. Cudem nie zginął. Drugi atak, bardzo podobny, miał miejsce we wrześniu 2017 r. w Katowicach. Tym razem maczetami poraniono bardzo poważnie szalikowca GKS Katowice. Weryfikujemy teraz informacje wskazujące na udział M. w jeszcze innych podobnych przestępstwach – opowiada tvp.info jeden ze śledczych.

Bossa krakowskich chuliganów obciąża jeszcze atak z maja 2017 r. na ultrasów GKS Katowice. Z ustaleń śledczych wynika, że „Misiek” był wtedy w grupie 20 zamaskowanych szalikowców, którzy dostali się na stadion GKS Katowice, obezwładnili parę ochroniarzy i pobili kilku lokalnych ultrasów przygotowujących oprawę na najbliższy mecz swojej drużyny. Napastnicy złupili wówczas magazyn kibiców Gieksy, zabierając 44 flagi, których wartość wyceniono na 200 tys. zł.

Szalikowcy groźniejsi od klasycznych gangów

Śledztwa przeciwko Pawłowi M. prowadzą dwie jednostki: Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji.
– Dzięki złamaniu solidarności kiboli i przerwaniu zmowy milczenia udało się zebrać materiał dowodowy pozwalający na wyjaśnienie wielu zdarzeń z ostatnich lat, wiązanych z działalnością chuliganów. Sam „Misiek” może się spodziewać kolejnych zarzutów, liczonych raczej w dziesiątkach – mówi śledczy z Prokuratury Krajowej.

„Misiek” został zatrzymany we Włoszech, do których wyjechał w maju 2018 r. na mecz jednej z tamtejszych drużyn. Dzięki temu udało mu się uniknąć zatrzymania w wielkiej obławie, jaką policjanci CBŚP urządzili na Śląsku i w Małopolsce na kiboli Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. – To było uderzenie w bandę stworzoną przez członków bojówki „Sharks” oraz „Psycho Fans”. Udało im się zorganizować gang zajmujący się handlem narkotykami, wymuszaniem haraczy oraz pobiciami. W ciągu dwóch lat członkowie gangu wprowadzili do obrotu setki kilogramów narkotyków, głównie marihuany, amfetaminy. Lidem tej bandy był, naszym zdaniem, Paweł M. ps. Misiek, a pomagał mu współpracujący z nim Łukasz L. ps. Lucky – dodaje śledczy z PK.

O „Miśku” zrobiło się głośno, gdy w 1998 r. podczas meczu Pucharu UEFA Wisły z Parmą rzucił z trybun rozkładanym nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio. Za ten czyn został skazany na 6,5 roku, krakowski klub został zaś wyrzucony z europejskich rozgrywek. Później Paweł M. odsiadywał wyroki z pobicie kibica oraz policjanta. W 2013 r. został zatrzymany za kradzież maczety w podkrakowskiej Modliniczce. Co ciekawe, pod market kibol podjechał porsche panamera, należącym do jednego ze sponsorów Wisły Kraków. We wrześniu Jarosław Jabrzyk z TVN ujawnił powiązania „Miśka” i chuliganów Wisły z władzami tego klubu.
Źródło info i foto: TVP.info

1/7 radiowozów nie nadaje się do jazdy. Są w opłakanym stanie

Raport NIK o policyjnych samochodach służbowych jest miażdżący. Samochodów jest za mało, a te, które są, są mocno wysłużone: stare i wyeksploatowane. Jedna czwarta ma na licznikach ponad 200 tys. km, a co siódmy nie nadaje się do dalszej jazdy i powinien zostać wycofany z użytkowania – informuje w opublikowanym we wtorek raporcie Najwyższa Izba Kontroli.

Problemem jest też brak przeszkolenia policjantów z technik doskonalenia jazdy, a także brak uprawnień do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi. Ponadto, w latach 2015-2016 co trzeci policyjny pojazd uległ uszkodzeniu. W połowie przypadków – z winy funkcjonariuszy.

Miażdżący raport NIK dotyczący policji

Policja posiada prawie 22 tys. pojazdów. Jak podaje NIK, ostatnie duże zakupy miały miejsce w latach 2008-2009. Następny wzrost wydatków na flotę transportową miał miejsce dopiero w 2014 roku. Dla porównania, w latach 2015-2016 za 286 mln zł zakupiono ponad 3,5 tys. pojazdów, czyli o 180 proc. więcej niż w latach 2012-2013.

Dane NIK są alarmujące. Prawie wszystkie jednostki – 23 z 25 – nie posiadały sprzętu transportowego zgodnie z obowiązującymi normami, które w 2015 roku zostały obniżone co do liczby niezbędnych pojazdów o ponad 2500 sztuk. Łącznie na koniec 2016 roku brakowało 636 pojazdów, głównie furgonów, samochodów terenowych i pojazdów specjalistycznych.

Policyjne samochody są też mocno wyeksploatowane – średnio te osobowe służą po 7 lat, terenowe – o rok dłużej, zaś furgony – ponad 8,5 roku.

Co czwarty samochód służący w policji ma ponad 200 tys. km na liczniku. Przypomnijmy, że w 2015 roku zmieniono normy mówiące o tym, że samochód jest już wysłużony. W wyniku zmian zdecydowanie obniżono liczbę samochodów, które powinny zostać wycofane ze służby z 40 proc. w styczniu 2015 roku do 13 proc. w lipcu tego samego roku. Mimo to, na koniec 2016 roku liczba ta wynosiła 14 proc.

Prawie połowa z ankietowanych przez NIK policjantów przyznała, że z powodu braku pojazdów lub ich złego stanu technicznego trzeba przekładać realizację zadań na później.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Hafiz Said na wolności. Jest podejrzany o kierowanie zamachami terrorystycznymi w Bombaju

Pakistańskie władze, działające na podstawie orzeczenia sądu, zwolniły w piątek z aresztu domowego Hafiza Saida, poszukiwanego w Stanach Zjednoczonych i podejrzanego o kierowanie zamachami terrorystycznymi w Bombaju na zachodzie Indii w 2008 roku. Zginęło w nich 166 osób. Informacje w sprawie zwolnienia potwierdził rzecznik Hafiza Saida, Jahja Mudżahid.

Said stał na czele ruchu islamistycznego, prowadzącego działalność charytatywną Dżawaad ad-Dama (JuD). Uważa się, że ruch jest publiczną reprezentacją zdelegalizowanej w 2002 roku islamistycznej organizacji terrorystycznej pakistańskich talibów Laszkar-i-Toiba (LeT). Jest ona oskarżona o przeprowadzenie zamachów w Bombaju. JuD jest też powiązana z pakistańskimi talibami z Tehrik-i-Taliban Pakistan (TTP).

Nagroda za schwytanie Saeeda

Władze w Waszyngtonie wyznaczyły 10 mln dolarów nagrody za schwytanie Saida, który od lat powtarza, że nie ma nic wspólnego z zamachami w Bombaju. Amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości uznało go za terrorystę. Pakistańskie władze osadziły Saida i czterech jego współtowarzyszy w areszcie domowym w mieście Lahaur we wschodnim Pakistanie w styczniu po latach presji między innymi ze strony USA i Indii. Wcześniej Said żył swobodnie w kraju. Zwolnienie nastąpiło po odrzuceniu przez sąd rządowego wniosku o kontynuowanie aresztu domowego. Decyzja o zwolnieniu zapadła w środę. Współpracownicy Saida zostali zwolnieni wcześniej. Rzeczniczka departamentu Stanu USA Heather Nauert przekazała w piątkowym komunikacie, że Waszyngton jest „głęboko zaniepokojony” zwolnieniem Saida.

Podczas trwającego trzy dni ataku w listopadzie 2008 roku 10-osobowa grupa zamachowców uzbrojonych w karabiny zaatakowała hotele, restauracje, dworzec kolejowy i centrum kultury żydowskiej w finansowej stolicy Indii, zabijając 166 osób i raniąc 300.

Trzy dni ataku

Jedyny bezpośredni uczestnik zamachu, który ocalał, Pakistańczyk Mohammed Ajmal Amir Kasab, został skazany w maju 2010 roku na karę śmierci. Ruch JuD, tak jak palestyński Hamas czy libański Hezbollah, stworzył w Pakistanie szeroką sieć placówek charytatywnych: szpitale, kilkaset bezpłatnych przychodni lekarskich i ambulatoriów oraz szkół. JuD nigdy nie uderzył w Pakistanie i cieszy się tam wielką popularnością.

Tolerowanie przez pakistańskie władze działalności JuD, a także LeT jest zakorzenione w trwającym kilkadziesiąt lat konflikcie z Indiami. Analitycy uważają, że Islamabad wciąż postrzega to ugrupowanie jako użyteczne w naciskach na Indie, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie spornego Kaszmiru.
Źródło info i foto: tvn24.pl

CBŚP zatrzymało biznesmena Pawła K.

Biznesmen Paweł K. usłyszał zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a także wyłudzenia podatku akcyzowego i VAT. Sąd zdecydował o aresztowaniu mężczyzny na trzy miesiące – powiedział rzecznik prokuratury okręgowej we Włocławku Wojciech Fabisiak.

Prokuratura potwierdziła, że biznesmen usłyszał trzy zarzuty. Za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą grozi mu do 10 lat więzienia, za „pranie brudnych pieniędzy” do 8 lat więzienia, a za przestępstwa karno-skarbowe – 5 lat pozbawienia wolności. K. miał wyłudzić 5 mln zł akcyzy i 7 mln zł podatku VAT.

Biznesmen usłyszał zarzuty w sobotę, a sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu w niedzielę 29 października. Zarzuty dotyczą obrotu paliwami. Z informacji PAP wynika, że Paweł K. został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze Policji.

– Postępowanie jest w toku. Zostało przedłużone do stycznia 2018 roku – powiedział prokurator Fabisiak. – W tej sprawie zarzuty mają już postawione inne osoby, bo śledztwo prowadzone było od początku 2016 roku. Zasięg procederu był bardzo szeroki. Dotyczył firm i spółek zarejestrowanych w Polsce, Niemczech, na Cyprze, Słowacji, w Czechach, na Litwie, a nawet w Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Paweł K. został niedawno aresztowany przez CBŚP i do nas doprowadzony – dodał.
Źródło info i foto: Money.pl

47-letni Tadeusz K. wjechał w kolumnę pielgrzymów. Jest akt oskarżenia

Akt oskarżenia przeciwko 47-letniemu Tadeuszowi K., który w zeszłym roku wjechał w kolumnę pielgrzymów, skierowała do Sądu Rejonowego w Częstochowie tamtejsza prokuratura. K., który był kierownikiem tej pielgrzymki, jest oskarżony o sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym. W sierpniu ub. r. kierowca wjechał w kolumnę pielgrzymów zmierzających na Jasną Górę. 15 z nich odniosło obrażenia, 9 trafiło do szpitala. Mężczyźnie grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Jak podała w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, Tadeusz K. pełnił obowiązki kierownika pielgrzymki Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej. 12 sierpnia ub.r. pielgrzymka ta zmierzała do Częstochowy drogą krajową Działoszyn-Częstochowa przez miejscowość Zawady. Tadeusz K. jechał samochodem marki dacia za kolumną pieszych pielgrzymów.

W pewnym momencie oskarżony z niewyjaśnionych przyczyn nie zastosował się do sygnału podawanego przez osobę odpowiedzialną za kierowanie ruchem pielgrzymki i uderzył w krawężnik po lewej stronie jezdni. Następnie z prędkością około 50 km/h wjechał w tył kolumny pieszych. 15 pielgrzymów odniosło obrażenia w postaci złamań i stłuczeń różnych części ciała. Stan zdrowia 9 osób był na tyle poważny, że przewieziono ich do szpitali.

Przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa

Badania potwierdziły, że Tadeusz K. był trzeźwy, nie był też pod wpływem środków odurzających. Z opinii biegłego ds. ruchu drogowego wynika, że bezpośrednią przyczyną zaistnienia katastrofy było jego zachowanie, polegające na niezastosowaniu się do sygnału podawanego przez osobę odpowiedzialną za kierowanie ruchem pielgrzymki oraz niezachowanie szczególnej ostrożności podczas manewru wyprzedzania. Według biegłego stan techniczny pojazdu nie mógł mieć wpływu na przebieg zdarzenia.

W śledztwie prokurator przedstawił Tadeuszowi K. zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób oraz spowodowania wypadku drogowego. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Tadeusz K. przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa i złożył wyjaśnienia, które są zgodne z ustaleniami śledztwa. Mężczyzna nie był w przeszłości karany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Boss polskiego gangu zatrzymany na Florydzie

Na Florydzie zatrzymano szefa jednej z najgroźniejszych grup przestępczych działających na początku zeszłej dekady w południowo-wschodniej Polsce. 46-letni Marek K., pseudonim „Mistrzu”, został już przewieziony do Polski – dowiedział się reporter RMF FM.

Mężczyzna jest podejrzany o kierowanie zbrojną grupą przestępczą, a także napady z bronią – między innymi na bank.

Zatrzymanie sprawcy było możliwe po przekazaniu przez CBŚP z Tarnobrzega informacji do USA, gdzie podejrzany przebywał od ponad 10 lat. Policjanci biura ustalili, że kierowana przez „Mistrza” grupa na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i w Świętokrzyskiem napadała z bronią nie tylko na banki, ale także właścicieli kantorów i konwoje z pieniędzmi.
Żródło info i foto: interia.pl

Wyłudzili prawie 40 mln złotych z VAT na paliwie

Portal tvp.info dotarł do zeznań bossa jednej z grup przestępczych zajmujących się wyłudzeniami VAT na paliwie. Wynika z nich, że grupę stworzył Rosjanin z dyplomatycznym paszportem. Grupa powstała w 2012 roku. Istniała tylko dwa lata, w tym czasie udało jej się wyłudzić od Skarbu Państwa 40 mln zł. Zarabiała na sprowadzanym z krajów bałtyckich paliwie. W szczycie działalności chciała wejść na rynek handlu bronią. Niedawno olsztyński sąd skazał żołnierzy pracujących dla organizacji. Przypisał im nawet kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.

Zeznania świadków czy podejrzanych pokazują jednak, że byli oni pionkami w grze. Instrukcje od szefa grupy dostawali mailami. Nikt nigdy go nie widział, nikt nigdy z nim nie rozmawiał. Wiadomo tylko, że ma na imię Arbin. Jest Rosjaninem i posiada paszport dyplomatyczny. W Polsce reprezentowali go jego najbliżsi współpracownicy – obywatele Łotwy. Kim byli dokładnie? Też nie wiadomo. Nie wiadomo nawet, czy nazywali się tak, jak przedstawiali się swoim polskim współpracownikom.

Karol był mózgiem grupy w Polsce. Miał kryminalną przeszłość. Nim CBŚ zatrzymał go za udział w mafii paliwowej, wpadł na oszustwach i wyłudzeniach. W areszcie poszedł na współpracę z prokuratorem, ale kiedy tylko wyszedł na wolność, przepadł. Dziś CBŚ szuka go listem gończym.

Łotysz, prokurator i lewe paliwo

Karola do paliwowej branży wprowadził Łotysz Agnis. On namówił go przez polskiego pośrednika z Olsztyna do kupna firmy paliwowej z Poznania. Spółka miała koncesję na obrót paliwami. Agnis do polski przyjeżdżał w obstawie kompanów: Paszy, Andrija, Ugri i Kamilasa. To oni zorganizowali grupę zajmującą się wyłudzeniami podatku VAT na sprowadzanym do polski oleju napędowym.

Pasza obstawiał kontakty na Litwie, Łotwie i Estonii. Stamtąd transportował do polski paliwo. Karol organizował spółki, które zajmowały się wyłudzaniem VAT. Wszystkie były pod kontrolą Łotyszy, którzy mieli dostęp do kont firmowych. – Pieniądze wpływały na konto spółki, ale zaraz Łotysze przelewali je do swoich dostawców, a nas informowali ile mamy sobie wypłacić. To było 200 lub 300 euro za cysternę – zeznał w prokuraturze Karol.

Rosjanin z dyplomatycznym paszportem

Dostawcą paliwa i osobą, która zorganizowała cały mechanizm był Arbin. – Rosjanin, posiadał paszport dyplomatyczny – zeznaje Karol. Nikt nigdy go nie widział. W jego imieniu interesów w Polsce doglądali „Pasza” i dwóch jego kompanów z Łotwy. Dziennie do Polski jechało od 5 do 6 cystern. Od firmy Karola paliwo kupowały kolejne podmioty.

Organizacją karuzeli wyłudzającej VAT zajmował się Marcin, były prokurator z Poznania, który miał kontakty w świecie politycznym. Często organizował rauty, na które ich zapraszał. – Byli na nich politycy? Jacy? Nie wiem. Marcin mówił, że to ważni politycy – zeznaje przestępca. Przez Marcina Karol poznał jednego z byłych wiceministrów Zdrowia.

– Marcin ściśle współpracował z Łotyszami. Miał także kontakty z dostawcami paliwa ze wschodu – zeznał Karol. Olej napędowy do Polski transportowany był prze skład celny w Suwałkach, którym zarządzał Łotysz – zaufany Paszy. Oficjalnie jednak firma zarejestrowana była na Polaka.

Stamtąd paliwo trafiało do spółki Karola, później do kolejnych zakładanych na słupy, które dostawały za to 1 tys. zł. Część spółek, które zostały wprowadzone do łańcuszka wyłudzającego VAT, przestępcy kupowali. Szukali jednak tylko takich podmiotów, które posiadały koncesję. – W tym celu jeździliśmy do Krakowa, tam załatwialiśmy sprawy księgowe, czy akty notarialne kupna spółek – zeznał Karol. Spółki często zmieniały adresy.

Wytyczne od Łotyszy były takie, by co 3 miesiące przenosić firmę do innego województwa. Dzięki temu Urzędy Skarbowe nie widziały, że spółka nie płaci VAT, nie blokowały kont. Do tych ostatnich kontakt mieli Łotysze. Polacy zakładali konta w bankach, ale tokeny czy inne narzędzia potrzebne do wykonywania przelewów czy karty przekazywali Łotyszom. Oficjalnie jednak konto było własnością spółki. Łotyszy tam nigdy nie było.

Kiedy firma była spalona, znikała. Grupie zostawała jednak gotówka. Dużo gotówki. Jak ustaliła prokuratura, w ciągu kilku miesięcy przestępcy uszczuplili budżet państwa na 40 mln zł. Ale do dane szacunkowe. Prokuraturze nie udało się rozpracować całej siatki. – Nie płaciliśmy należytych podatków, wprowadzaliśmy na rynek tanie paliwo. Nikt nie mógł z nami konkurować. Nawet Orlen – chwalił się Karol.

Łapówki, sąd, ministerstwo

Za pieniądze grupa kupowała drogie samochody, ciuchy, nieruchomości w Turcji. Część gotówki wydawano na zagraniczne podróże. Kolejną część wpłacano na fundusz powierniczy, gdyby nastąpiła wpadka. Gotówka szła też na łapówki.

50 tys. zł dostał biznesmen z Warmii i Mazur, który według Karola „był poukładany” w olsztyńskim sądzie. Biznesmen miał załatwić zdjęcie blokady konta jednej ze spółek, którą zainteresowała się prokuratura.

Tej samej interwencji w 2012 roku podjęła się Anna, była działaczka Samoobrony. Kobieta twierdziła, że ma kontakty w Ministerstwie Sprawiedliwości. – Mówiła, że zna tam bardzo wpływową osobę – zeznał Karol. Za załatwienie sprawy chciała 20 proc. całej zablokowanej sumy. – Mówiła, że do pana prokuratora prowadzącego śledztwo będzie telefon z ministerstwa – zeznawał Karol. Telefon był. Prokurator jednak konta nie odblokował. Nie zainteresował się też tym, czy Anna faktycznie podjęła próbę załatwienia sprawy w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Na tym nie koniec. Grupa miała też człowieka w Urzędzie Skarbowym w Olsztynie, który przekazywał im informacje o planowanych kontrolach. Karol nie mówi jednak, czy urzędnik dostawał za to pieniądze, czy robił to tylko dlatego, że zna jednego z członków gangu.

140 tys. zł lekką ręką Karol dał Marcinowi z Izabelina. Mężczyzna miał mu pomóc odnaleźć Piotra, byłego wspólnika w interesach. Karol pojechał do Izabelina, gdzie spotkał się z Marcinem, który poznał go z miejscowymi policjantami. Jeden z nich radiowozem woził go po okolicy i pomagał zebrać informacje. Karol twierdzi, że nie wie, czy Marcin przekazał policjantom otrzymane pieniądze.
Mafia paliwowa: polowanie na znanych świadków

CBA wiedziało i milczało

Po tym wypadzie do Karola zadzwonił człowiek, który podawał się za agenta CBA. Twierdził że ma informacje o dawnym wspólniku. Z agentami CBA Karol spotkał się w Łomiankach. – Nie chcieli kasy – zeznał. To nie koniec wątku służb. Karol twierdzi, że grupa miała też swojego człowieka w ABW. Z grupą współpracował też były płk Wojska Polskiego. Grupa chciała wejść na rynek handlu bronią, ale interesy pokrzyżowała akcja CBŚ i zatrzymanie Karola.

Arbina, dyplomaty z rosyjskim paszportem i Łotyszy oficjalnie nic z grupą Karola nie łączy. Dowodów na to, że wykonywali przelewy, zarządzali grupą, organizowali spółki, nie ma. Sąd w Olsztynie oddał nawet zatrzymane przez CBŚ samochody, które były własnością łotewskich spółek, a którymi po Polsce podróżowali członkowie grupy Karola. On sam, kiedy tylko wyszedł z aresztu, zapadł się pod ziemię. Udało nam się spotkać z człowiekiem działającym w grupie Karola.

Kim jest Arbin?
– Biznesmen, przyjaciel samego prezydenta Rosji. Na rautach u niego bywali oficerowie KGB, FSB. Jest dobrze postawiony. Nie robi nic nielegalnego – twierdzi.
A paliwa, wyłudzania VAT?
– Tego nie robił Arbin. Tym zajmował się Karol – mówi nasz rozmówca.
A ty kim byłeś w grupie?
– Nie byłem w grupie. Pracowałem dla Arbina. Byłem inkasentem, odzyskiwałem dla niego pieniądze – kończy.
Żródło info i foto: TVP.info

Hiszpański biznesmen trafi do aresztu?

Hiszpański biznesmen Josep D.H. jest podejrzany o założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz o wyłudzenie prawie 220 mln zł podatku VAT. Rzeszowska prokuratura regionalna w piątek skierowała do sądu wniosek o jego aresztowanie na trzy miesiące. Hiszpan, który był poszukiwany listem gończym i ENA, został zatrzymany pod koniec lipca w Hiszpanii, a następnie przewieziony do Polski. Grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności. W piątek rzeszowska prokuratura skierowała wniosek o jego aresztowanie.

Posiedzenie sądu w tej sprawie wyznaczono na wtorek. Jak wyjaśnił prokurator prowadzący śledztwo Jerzy Bułaś, nie ma pośpiechu w kwestii posiedzenia aresztowanego, bowiem ciągle przebywa on w areszcie na mocy wcześniejszej decyzji sądu. Zastosowanie aresztu było wtedy konieczne, aby można było wydać za D.H. list gończy i ENA.

Międzynarodowa grupa przestępcza

Śledztwo dotyczące działalności międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej, zajmującej się wyłudzaniem podatku VAT w związku z wewnątrzunijnym handlem złomem miedzi oraz katodami miedzi i innych metali kolorowych nadzoruje Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Według dotychczasowych ustaleń w wyniku działalności grupy przestępczej polski Skarb Państwa stracił prawie 220 mln złotych. Grupa przestępcza, której członkami byli obywatele Polski, Hiszpanii, Chile i Kolumbii działała na terenie Polski, Hiszpanii, Niemiec, Słowacji, Bułgarii i Czech.

Z zebranych dowodów wynika, iż w latach 2006-2010 członkowie grupy, chcąc uniknąć płacenia podatku VAT i utrudnić wykrycie tego procederu przez Urzędy Skarbowe, utworzyli sieć spółek. Część z nich wystawiała nierzetelne faktury potwierdzające nabycie złomu miedzi i niklu za granicą, a później jego sprzedaż w kraju. Inne spółki natomiast wystawiały fikcyjne faktury dotyczące obrotu złomem na terenie kraju oraz jego zbycia za granicę.

Europejski Nakaz Aresztowania

Ponadto przestępcy mieli też prać brudne pieniądze pochodzące z tej działalności. Łącznie w sprawie podejrzanych jest 12 osób z Polski, Hiszpanii, Chile i Kolumbii. Wobec dwóch obywateli Kolumbii Sąd Okręgowy w Rzeszowie zastosował Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Ponadto poszukiwani są oni listem gończym. Po ich zatrzymaniu zostaną im postawione zarzuty prania brudnych pieniędzy, przestępstw podatkowych i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Natomiast siedmiu podejrzanych zostało zatrzymanych w 2010 roku pod zarzutem udziału w grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy i oszustw podatkowych. Na początku przebywali oni w aresztach, które później zamieniono na zakazy opuszczania kraju, dozory policji i poręczenia majątkowe.

Zabezpieczono 60 milionów

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w czerwcu 2009 roku przez Prokuraturę Okręgową w Rzeszowie, ale jego prowadzenie powierzono rzeszowskiej delegaturze ABW. Później sprawę przejęła Prokuratura Rejonowa. Na poczet przyszłych kar na rachunkach bankowych szefa grupy i spółek zamieszanych w proceder zabezpieczono łącznie ponad 60 mln zł w gotówce i nieruchomościach. Z tych środków ponad 20 mln zł zostało już przekazane na roszczenia Skarbu Państwa.
Żródło info i foto: tvn24.pl

„Łowcy cieni” zatrzymali poszukiwanego za legalizację kradzionych TIR-ów

Policjanci CBŚP z Warszawy i Łodzi zatrzymali poszukiwanego listem gończym 47-letniego Mariusza Ch. Mężczyzna podejrzany jest m.in. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się legalizacją kradzionych zestawów ciągników siodłowych. Ukrywał się w Kwiliczu (Wielkopolska), posługując się fałszywymi danymi. Najbliższe trzy miesiące spędzi w tymczasowym areszcie.

Dzięki doskonałej współpracy łódzkich i warszawskich funkcjonariuszy CBŚP w miejscowości Kwilcz, (pow. międzychodzki) został zatrzymany członek zorganizowanej grupy przestępczej, podejrzewany o paserstwo mienia znacznej wartości. Mężczyzna od kilkunastu miesięcy ukrywał się przed organami ścigania, posługując się w tym czasie sfingowanymi danymi. W trakcie zatrzymania Mariusz Ch. miał przy sobie fałszywe dokumenty.

Policjanci CBŚP ustalili, że poszukiwany kierował zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się legalizacją kradzionych na terenie Niemiec ciągników siodłowych z naczepami. Skradzione zestawy pojazdów przemycano do Polski, gdzie przebijano numery VIN pojazdów. Grupa ingerowała w pola numerowe przerabiając w ten sposób cechy identyfikacyjne. Następnie te same pojazdy trafiały do Niemiec, stamtąd do Afryki i Polski, a także za wschodnią granicę.

Mariusz Ch. po zarzutach został przewieziony do aresztu, gdzie będzie oczekiwał na dalszy tok sprawy. Funkcjonariusze ustalili, że w niespełna rok przestępczej działalności grupa brała udział w kradzieży i legalizacji ok. 50 – 60 ciągników siodłowych wraz z naczepami. Policjanci odzyskali mienie wartości ponad 5 mln zł.

Dotychczas, w tej sprawie zatrzymano łącznie 11 osób, którym przedstawiono 22 zarzuty, w tym 4 zarzuty o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i jeden zarzut kierowania grupą. 2 osoby zostały tymczasowo aresztowane. Sprawę nadzoruje Łódzki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi.

To nie koniec zatrzymań – zapowiadają policjanci i prokuratorzy.