Posts Tagged “Kobieta”

We wrześniu polski zespół oskarżony o gwałt zbiorowy na jednej ze swoich fanek. Kobieta miała być porwana i przetrzymywana przez artystów przez kilka godzin po ich koncercie. Według najnowszych doniesień medialnych, wszyscy czterej członkowie zespołu detahmetalowego Decapitated, 22 listopada zostali zwolnieni z aresztu do czasu procesu.

W ramach warunków zwolnienia sędzia Julie McKay nakazała im pozostać w Waszyngtonie. Kazano im również zwrócić paszporty, a w przypadku powrotu do Polski nakazano podpisać zrzeczenie się ekstradycji.

W poniedziałek adowkaci członków zespołu złożyli wniosek o zwolnienie ich z więzienia. W ramach tej rozprawy załączono list napisany przez Dominika Tarczyńskiego, członka polskiego parlamentu, który według jednego z obrońców, Steve’a Grahama, pomógł w wydaniu pozytywnej decyzji.

“Piszę na poparcie moich rodaków. Chciałbym zachęcić was do rozważenia uwolnienia tych ludzi za kaucją, dopóki ich oskarżenia nie zostaną rozwiązane” – napisał Tarczyński.

Kaucja została ustalona na 100 000 dolarów.

Polityk zagwarantował sędziemu, że muzycy pojawiają się w wyznaczonych terminach na rozprawach i wszyscy podchodzą do sprawy bardzo poważnie. Obrona dołączyła również do zeznania Andy’ego Marsha, członka Thy Art is Murder, innego zespołu, który grał tego samego dnia w Spokane, co Decapitated. Marsh powiedział, że widział kobietę na przedzie sceny, w obszarze powszechnie określanym jako “mosh pit”, gdzie energicznie tańczyła.

“Zgodnie z dokumentami sądowymi uderzała rękami i ciałem o metalową barykadę między publicznością a sceną” – zeznał artysta.

Kobieta powiedziała policji, że doznała siniaków, gdy została zaatakowana. Twierdziła, że obijała się o ścianę i lustro, kiedy doszło do gwałtu.

Zespół ma stanąć przed sądem 16 stycznia 2018 r.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

​Policja z Drawska Pomorskiego w województwie zachodniopomorskim zatrzymała 78-latka podejrzewanego o zamordowanie żony. Mężczyzna, po dokonaniu zabójstwa, miał odkręcić gaz w mieszkaniu, by wysadzić w powietrze cały blok. Zwłoki 73-letniej kobiety znaleziono w mieszkaniu, gdzie w związku z ulatniającym się gazem interweniowali strażacy.

Kobieta zginęła najprawdopodobniej od ciosu w głowę.

Zatrzymany został jej 78-letni mąż. Mężczyzna był pijany i podtruty gazem. Prawdopodobnie dopiero jutro usłyszy zarzuty. Podejrzewany jest o zabójstwo i sprowadzenie niebezpieczeństwa na swoich sąsiadów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

9 osób wpadło w ręce poznańskiej i wrocławskiej policji. Wszystkie oskarża się o udział w grupie przestępczej zajmującej się organizowaniem działalności agencji towarzyskich.

Na czele grupy stała kobieta. W czasie aresztowań w całej Polsce zamknięto m.in. centralę telefoniczną we Wrocławiu, która zajmowała się umieszczaniem ogłoszeń w sieci, zarządzaniem nimi i umawianiem klientów z konkretnymi osobami. W tym miejscu każdego dnia zbierano setki zamówień na seks usługi i spotkania towarzyskie. Centrala zarządzała pracą prostytutek w całej Polsce, wysyłając do nich umówionych mężczyzn.

W jednym czasie policjanci wkroczyli do 50 agencji towarzyskich i obiektów, w których przebywały osoby podejrzane. Zabezpieczono gotówkę, biżuterię, broń palną, narkotyki i setki telefonów komórkowych służących w prowadzeniu seks biznesu – informuje policja.

Także do Wrocławia regularnie trafiał całodzienny utarg. Oprócz 35-letniej kobiety, która stała na czele grupy, w “centrali” zatrzymano 6 kobiet, które zajmowały się telefoniczną obsługą klientów. W ręce policjantów wpadł także 32-latek. To ochroniarz, windykator, opiekun, zawodnik MMA w jednym. W jego mieszkaniu zabezpieczona została broń palna.

Agencja działała na terenie prawie całego kraju. Operacja policji została przeprowadzona na terenie sześciu województw (dolnośląskie, wielkopolskie, lubuskie pomorskie, świętokrzyskie, podkarpackie).
Źródło info i foto: o2.pl

Comments Brak komentarzy »

Lubiana przez wszystkich dyrektorka podstawówki została zamordowana, a potem jej zwłoki zostały wrzucone do rzeki. Przy dnie trzymał je betonowy bloczek. Zdaniem śledczych, mordercą był mąż. Dziś Piotr W. stanął przed sądem. – Mówił, że niedługo wychodzi, bo jest niewinny – opowiadała nam jego bratowa.

Danuta W. – w Radomiu niemal każdy kojarzy jej nazwisko. W zeszłym roku nagle wyparowała bez śladu. Szukały jej setki osób; w mieście roiło się od plakatów. Był grudzień 2016 roku.

W kwietniu, w Pilicy wypłynęło ciało 53-latki. Oderwało się od łańcuchów, którymi przez ostatnie miesiące było przywiązane do betonowego bloczka. Dziś w radomskim sądzie okręgowym rozpoczął się proces jej męża, Piotra W. Kiedy konwojenci prowadzili go na salę rozpraw, zignorował pytanie dziennikarzy o to, czy przyznaje się do winy. W czasie śledztwa konsekwentnie twierdził, że ze śmiercią żony nie ma nic wspólnego. Prokuratorzy ustalili jednak, że to on jest mordercą.

- Zadał jej wielokrotnie uderzenia narzędziem tępym i twardym w lewą część głowy, powodując liczne rany – czytał prokurator w akcie oskarżenia.

Po tym, jak skończył czytać, dziennikarze i publiczność zostali wyproszeni z sali. Przewodnicząca składu sędziowskiego Renata Król wyłączyła w części jawność rozprawy – na czas zeznań oskarżonego i członków rodziny zabitej. Decyzję podjęła po tym, jak zawnioskowali o to synowie Danuty W. oraz prokurator.

Koszmar, który się wydarzył

- Liczę na sprawiedliwy wyrok. To jest najważniejsze. Żeby on trafił za kratki – mówił jeszcze przed rozprawą Maciej, najmłodszy syn zamordowanej.

Opowiadał, że jeszcze zanim znalazło się ciało matki, miał bardzo złe przeczucia.

- Może to głupie, ale wszystko widziałem we śnie. Widziałem w nim, że mama została zabita przez ojca. Mama podjechała pod dom, zaparkowała tam, gdzie zawsze. Wysiadła z samochodu. On był z tyłu, miał łom. Nawet nie wiedziała, że zaatakował. Od razu straciła przytomność. Nic już nie czuła – opowiadał.

To, co mu się przyśniło, potwierdziło potem prokuratorskie śledztwo. Piotr W. w dniu zaginięcia żony został ukarany mandatem za zbyt szybką jazdę pod Radomiem. Kilka dni później przypadkowa osoba znalazła w lesie klucze Danuty W. Leżały niedaleko miejsca, w którym Piotr W. został zatrzymany przez policję.

“Niedługo wyjdę”

- Piotrek się do tego nie przyznaje. Jak z nim rozmawiałam na widzeniu, to powiedział, że niedługo wyjdzie, bo jest niewinny. To nie jest typ człowieka, który mógłby kogoś skrzywdzić – przekonywała bratowa oskarżonego.

Twierdzi, że ktoś chce wrobić jej szwagra.

- Kilka dni przed rozprawą rozwodową? W taki sposób? Jakby on chciał jej zrobić krzywdę, to mógłby ją popchnąć na schodach. Nie byłoby ani świadków, ani dowodów. A tutaj? To wszystko jest szyte grubymi nićmi – podkreślała.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Ciała matki i dwutygodniowego noworodka znaleziono we wtorek w piwnicy jednego z bloków przy ul. Krowoderskich Zuchów w Krakowie. Wcześniej ich zaginięcie zgłosiła najbliższa rodzina – poinformowała we wtorek PAP małopolska policja.

Zaginięcie 35-letniej kobiety i jej dwutygodniowego synka zgłosił we wtorek policji mąż kobiety. W trakcie przeszukiwania pomieszczeń w bloku, w którym mieszkała rodzina, w piwnicach natrafiono na zwłoki matki i dziecka. Na miejscu obecny jest prokurator, funkcjonariusze dokonują oględzin i zabezpieczają ślady.

Przyczyny śmierci wyjaśni sekcja zwłok. Jak podawały lokalne media, na ciele dziecka stwierdzono rany kłute.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

We wtorek, w piwnicy jednego z krakowskich bloków przy ulicy Krowoderskich Zuchów znaleziono zwłoki kobiety i dziecka – podał LoveKraków. Kilkutygodniowe niemowlę ma rany kłute. Według nieoficjalnych informacji dziennikarza RMF FM, po godzinie 6:00 rano 36-letnia kobieta, która dwa tygodnie wcześniej urodziła dziecko, zabrała je do piwnicy i tam zadała mu kilka ciosów nożem w klatkę piersiową. Sama sobie zadała kilkanaście ciosów w brzuch.

Nic nie wskazuje na to, by w sprawę zamieszane były osoby trzecie – donosi reporter RMF FM Marek Wcisło. Z informacji podawanych przez lokalne media wynika, że wcześniej zaginięcie matki i dziecka zostało zgłoszone przez rodzinę.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Pod koniec sierpnia w Polsce i we Włoszech zrobiło się głośno o brutalnej napaści seksualnej, której dopuściło się czterech mężczyzn. Wśród napastników był 20-letni uchodźca z Konga, który dwa lata temu otrzymał we Włoszech azyl. Młode polskie małżeństwo zostało pobite z wyjątkowym okrucieństwem. Gdy mężczyzna nie był już w stanie bronić swojej partnerki, napastnicy zgwałcili ją na jego oczach.

W podobnym ataku również na terenie Włoch, brał udział brazylijski piłkarz Robinho, który pięć lat temu występował w barwach Milanu. Jeszcze będąc zawodnikiem włoskiego klubu, dopuścił się napaści seksualnej. Piłkarz oraz pięciu jego kolegów w styczniu 2013 roku zaatakowali 22-letnią kobietę, która bawiła się wtedy w nocnym klubie.

To był zwykły gwałt! – brzmią nagłówki sportowych gazet.

Piłkarz został skazany na 9 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny. Robinho może się jeszcze odwoływać, co oznacza, że póki co nie trafi za kratki.

Sprawa zgwałcenia młodej Albanki to nie pierwsze oskarżenia, które rzucają cień na osiągnięcia sportowe 33-letniego piłkarza. Robinho został aresztowany pod podobnym zarzutem w 2009 roku, zaraz po transferze do Manchesteru City. Niestety, dostępnych wówczas było zbyt mało dowodów, by udowodnić mu winę.
Źródło info i foto: Pudelek.pl

Comments Brak komentarzy »

Włoskie media opisują horror, jaki w jednym z miast na południu kraju przeżyła obywatelka Rumunii. Kobieta była tam przez 10 lat trzymana w zamknięciu, torturowana i gwałcona. Dramat rozpoczął się w 2007 roku. 19-letnia wówczas obywatelka Rumunii przyjechała wtedy do miejscowości Lamezia Terme. Zatrudniła się tam w charakterze pomocy domowej. Do jej głównych obowiązków należała wtedy opieka nad starszą kobietą – opisuje włoski dziennik “La Repubblica”.

Kłopoty zaczęły się po śmierci staruszki. Od tamtej pory jej syn regularnie nękał młodą dziewczynę, po czym zdecydował, że zamknie ją w odosobnieniu. Przez dziesięć kolejnych lat kobieta była torturowana i gwałcona. W wyniku wymuszonych stosunków seksualnych urodziła mu później córkę oraz syna.

Mężczyzna przetrzymywał ją wraz z dziećmi w piwnicy domu w fatalnych warunkach – bez dostępu do wody i elektryczności. Na filmie udostępnionym przez karabinierów widać, że w pomieszczeniu było pełno śmieci, myszy i insektów, a za posłania służyły sterty kartonów.

Media opisują, że kobieta była regularnie przywiązywana do łóżka. Mężczyzna bił ją i gwałcił także po przyjściu na świat dzieci – na ich oczach.

Odkrycie przez przypadek

Włoska policja dowiedziała się o horrorze kobiety przez przypadek, kiedy funkcjonariusze drogówki zatrzymali do rutynowej kontroli samochód mężczyzny.

Policjanci zwrócili uwagę na towarzyszące mu dziecko – miało na sobie stare, zniszczone i brudne rzeczy. Wyglądało na to, że również sam chłopiec jest w złym stanie. Funkcjonariusze zażądali wtedy rozmowy z matką dziecka.

W ten sposób policja dotarła do uprowadzonej kobiety. Kiedy ją odnaleziono, była w kiepskiej kondycji fizycznej, miała wiele widocznych obrażeń. 29-latka wraz z dziećmi trafiła już do zupełnie nowego domu, podczas gdy 50-latek został aresztowany. Mężczyzna odpowie teraz m.in. za pozbawienie kobiety wolności oraz za stosowaną wobec niej przemoc seksualną.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Sąd skazał Mariusza C., ratownika medycznego, na dwa lata bezwzględnego więzienia za zgwałcenie kobiety podczas szkolenia w Kaliningradzie. C. będzie musiał także zapłacić ofierze 10 tys. zł zadośćuczynienia. Drugi z oskarżonych został uniewinniony. W pierwszym procesie Mariusz C. usłyszał wyrok w zawieszeniu, a Jarosław G. osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

Wyrok zapadł dziś w Sądzie Rejonowym w Elblągu.

- Rzucił mnie na ziemię, zgwałcił mnie, zmuszał do wielu rzeczy. Podczas pierwszego razu miałam atak padaczki i wiedziałam, co się dzieje, ale nie mogłam nic zrobić – opowiadała swoją dramatyczną historię pani Aleksandra. Do tych traumatycznych wydarzeń doszło we wrześniu 2013 roku. To wtedy pani Aleksandra, tłumaczka, pojechała do Kaliningradu na szkolenie ratowników medycznych. Dwóch z nich miało seksualnie wykorzystać kobietę.

Publiczne oburzenie

Po powrocie do Polski pani Aleksandra opowiedziała o wszystkim policji. Sąd pierwszej instancji rozpatrzył sprawę jeszcze w maju 2015 roku. Wówczas skazał Mariusza C. na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat za gwałt i inne czynności seksualne. Jarosław G. został skazany za tzw. inną czynność seksualną na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Oskarżeni nie przyznali się do winy.

Taki wyrok zszokował wówczas nie tylko panią Aleksandrę, ale też opinię publiczną. Kobiety pisały listy poparcia oraz manifestowały swoje oburzenie. – Taki wyrok to jak drugi gwałt. Chcemy wesprzeć panią Aleksandrę, dlatego tu jesteśmy – mówiła jedna z uczestniczek manifestacji. Zarówno ratownicy, jak i prokuratura oraz pokrzywdzona odwołali się od tego wyroku. Podczas apelacji sąd okręgowy uchylił wyrok sądu rejonowego i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia. Pani Aleksandra nie chciała, żeby sprawa znów toczyła się w Elblągu, dlatego wnioskowała o zmianę sądu orzekającego. Sąd Najwyższy odrzucił jej wniosek.

Poniżające insynuacje

Pani Aleksandra była przesłuchiwana przez sąd podczas wideokonferencji, żeby nie musiała widzieć oskarżonych. – Cieszę się, że prezes sądu się na to zgodził. Te warunki były dzisiaj nieporównywalnie lepsze. Wszystkie ofiary tak tragicznych zbrodni powinny mieć taką możliwość – powiedziała kobieta reporterce TVN24.

- Do tej pory miałam wrażenie, że ta sprawa toczy się przeciwko mnie. To ciągle ja jestem odpytywana i muszę coś udowadniać – żaliła się nam pani Aleksandra i dodawała: pytano mnie o szczegóły, przypominano mi je. Nie było to przyjemne, choć nie tak traumatyczne, jak te pierwsze rozprawy. Tamte pytania czy insynuacje były bardzo poniżające. Pytano mnie m.in. o moją przeszłość seksualną.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Wyłudził od 73-latki kilka tysięcy złotych, ale najwyraźniej naiwnie myślał, że namówi ją na więcej. Kobieta jednak zorientowała się, że padła ofiarą oszusta i zawiadomiła policjantów. Dalej wszystko poszło “jak z płatka”. Oszust został zatrzymany w banku, gdy przyszedł po obiecane pieniądze. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia.

Historia ma swój początek w poniedziałek (6.11.17), tego dnia na telefon komórkowy 75-latka z ul. Zagrodowej, z numeru zastrzeżonego, zadzwonił mężczyzna. Przedstawił się jako toruński policjant o nazwisku Paweł Żaba. Opowiadał, że prowadzi akcję mającą na celu zatrzymanie grupy przestępczej i aby mu w tym pomóc potrzebuje 120 tysięcy złotych. Podał nawet, w którym banku na terenie Podgórza pokrzywdzony ma wypłacić pieniądze i czekać na kolejne dyspozycje, wtedy nagle połączenie się przerwało, a rzekomy policjant już się nie skontaktował. Starszy Pan podejrzewając, że ma do czynienia z oszustem zawiadomił policję.

Chwilę później powtórzyła się historia. Na telefon stacjonarny 73-latki z ul. Strzałowej z zastrzeżonego numeru telefonu zadzwonił mężczyzna, który podobnie jak poprzednio przedstawił się jako policjant Żaba, podał swój numer identyfikacyjny i poinformował o prowadzonej akcji przeciwko grupie przestępczej. W trakcie rozmowy ustalił, że kobieta posiada w banku 8 500 tysiąca złotych i nakłonił ją do wypłaty oszczędności. 73-latka zgodnie z poleceniem poszła do banku, będąc cały czas w kontakcie telefonicznym z rzekomym policjantem. Tam, oprócz wypłaty posiadanych oszczędności chciała zaciągnąć kredyt do czego namówił ją rozmówca. Na szczęście nie miała przy sobie wymaganych dokumentów, dlatego przekazała wskazanemu mężczyźnie “tylko” 8 500 tysiąca. Po kilku godzinach kobieta zorientowała, że padła ofiarą przestępstwa i o wszystkim powiadomiła policjantów.

Następnego dnia tj. wczoraj (7.11.17) rzekomy Żaba ponownie skontaktowali się z pokrzywdzoną, chcąc znów namówić ją na wzięcie pożyczki w banku w wysokości 29 tysięcy. Kobieta zachowała jednak czujność i zadzwoniła na policję. W porozumieniu tym razem z prawdziwymi funkcjonariuszami wykonywała polecenia oszustów. Jeden z nich naiwnie myśląc, że 73-latka dała się namówić i weźmie pożyczkę przyszedł do banku po pieniądze. Tam czekali już na niego kryminalni. Zatrzymany to 25-latek z gminy Chełm w województwie lubelskim. Mężczyzna odpowie teraz za dwa przestępstwa: usiłowanie i wyłudzenie pieniędzy. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Kryminalni wiedzą, że mężczyzna nie działał sam i zapowiadają dalszy jej rozwój tej sprawy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »