Jest wyrok za zabójstwo Jacka Hrycia

– Za zabicie psa dostaje się większy wyrok. Mi zabito jedynego syna. Ten wyrok jest godny pożałowania. Na pewno będę apelował – mówi załamany Zenon Hryć (61 l.), ojciec Jacka, którego grupa pięciu mężczyzn zatłukła na śmierć. W Sądzie Okręgowym w Rybniku zapadł dziś wyrok w tej sprawie.

Oskarżonym w wieku od 20 do 35 lat, po kolei odczytywano wyrok. Każdy miał kamienną twarz. Dawid K. za zabójstwo dostał 25 lat więzienia. Jego koledzy: Paweł Sz., Artur L., Przemysław K. po 8 lat, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Łukasz K. skazany został na 8 lat i 2 miesiące, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym i próbę pobicia znajomego denata. Wyrok nie jest prawomocny.

– „Na twarzy ofiary zabójca zostawił podpis: odcisk buta na jednym policzku, a na drugim ślad kostki brukowej” – tak sprawę w mowie końcowej opisywał prokurator. Dziś z wyroku sądu był zadowolony. Dodatkowo oskarżeni mają wpłacić nawiązki na rzecz bliskich skatowanego w wysokości od 10 do 80 tys. zł.

Oprawcy Jacka Hrycia (†28 l.) zaatakowali go 4 czerwca 2017 roku. Dorwali mężczyznę przed jedną z dyskotek w Jastrzębiu-Zdroju. Razem z kolegą byli się pobawić, wypili kilka piw. To tutaj znaleźli się na celowniku zwyrodnialców, którzy szukali zaczepki. Chcieli bez powodu, spuścić komuś łomot. Później zeznał to jeden z oskarżonych – Łukasz K.

Hryć nie miał szans na obronę. Dawid K., kopał go po głowie, skakał po niej, a jego koledzy trzymali go by nie uciekł. Mężczyźni byli pijani, kat i jeden z kolegów byli też pod wpływem narkotyków. Ofiara zmarła w wyniku krwotoku wewnętrznego (krew znalazła się nawet w płucach) z licznymi obrażeniami na całym ciele.

Dziś przy odczytaniu wyroku, na sali rozpraw obecna była żona bestialsko zamordowanego mężczyzny. Nie mogła opanować łez, sprawy nie chciała komentować.

Nerwy puściły panu Zenonowi – ojcu, który stracił syna. – „Życzę by jeszcze dziś w nocy wasze rodziny też takie coś spotkało. Zobaczycie, jak to jest stracić dziecko” – krzyczał w kierunku rodzin oskarżonych, wymachując zdjęciami zakrwawionego Jacka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Licealiści gwałcili młodszych uczniów. Traktowali to jako tradycję

Czterech licealistów ze stanu Maryland (USA) może trafić do więzienia nawet na resztę swojego życia za to, co prokuratorzy nazywają „szokująco okrutnym” atakiem na czterech młodszych chłopców. Jean „JC” Abedi, Kristian „KJ” Lee, Will Smith i Caleb Thorpe, wszyscy w wieku 15 lat to członkowie drużyny piłkarskiej Damascus Junior High School. Zostali oskarżeni o gwałt pierwszego stopnia i próbę gwałtu z użyciem miotły na czterech 14-latkach.

Swoje ofiary dopadli 31 października w męskiej szatni. Jak podaje Washington Post, jeden z 14-latków opowiadał, jak Abedi i Lee śmiali się, gdy po zgaszeniu światła trzymali go w szatni. Później nastolatkowie zgwałcili chłopca miotłą, zanim przeszli do kolejnych ofiar. Bili młodszych kolegów i skakali po nich.

Kiedy jeden z chłopców błagał, by przestali, Smith miał powiedzieć, że atak to już rodzaj „tradycji”. Adwokat obrony Daniel Wright nazwał to z kolei „niebezpiecznym incydentem, który wymknął się spod kontroli”. – To są prawdziwe zbrodnie – podkreślił prokurator John McCarthy na poniedziałkowej konferencji prasowej. – Władze sprawdzają, czy coś takiego zdarzyło się w poprzednich latach – zapewnił.

Newsweek dotarł do dokumentów sądowych, w których Lee, Smith i Thorpe przyznali się do ataku. Wynika z nich, że ojciec jednej z ofiar znalazł syna płaczącego w swoim pokoju. Wszyscy czterej oskarżeni wyszli z aresztu za kaucją w wysokości 20 000 dolarów. Piąty nastolatek, którego danych nie ujawniono, został opisany w dokumentach sądowych zarówno jako ofiara, jak i podejrzany. Jest oskarżony o gwałt drugiego stopnia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dopiewo: Ojciec gwałcił syna ze swoimi kolegami?

Dwa lata trwał koszmar chłopca z Dopiewa pod Poznaniem. Wojciech K. miał wykorzystywać seksualnie swojego syna. Prokuratura ustaliła, że dziecko krzywdził też przyjaciel i sąsiad mężczyzny. Cała trójka nie przyznaje się do winy – podaje Fakt24.pl.

Dramat chłopca z Dopiewa trwał w 2013 i 2014 r. Zaczął się w momencie, kiedy ofiara miała 7 lat. Jak podaje Fakt24.pl, śledczy dostawali sygnały o tym, że chłopiec może być ofiarą przemocy seksualnej, ale sprawy umarzano z braku dowodów. Zwrot nastąpił w 2015 r., kiedy w szkole rzekomo przyłapano chłopca na symulowaniu stosunku seksualnego z kolegą. Miał wtedy tłumaczyć, że czerpał wzorce z tego, co spotkało go ze strony ojca, Wojciecha K. i jego kolegów – Marcina W. i Karola K.

Magdalena Mazur-Prus z poznańskiej prokuratury poinformowała, że akt oskarżenia dotyczy trzech osób. – Zarzuty mówią o wielokrotnym doprowadzeniu przemocą do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej. Oskarżeni są w areszcie i nie przyznają się do winy – wyjaśniła dla Fakt24.pl.

Proces, który właśnie ruszył w poznańskim sądzie utajniono, ale na jaw nieoficjalnie wychodzą przerażające szczegóły znęcania się nad ofiarą. Chłopiec miał być gwałcony, usypiany tabletkami i pokazywano mu pornografię.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Tajemnicza śmierć pracownika zakładu karnego

Patryk Jaki zleca kontrolę w kluczborskim więzieniu po śmierci 32-letniego funkcjonariusza. Mężczyzna zaginął po imprezie z kolegami z pracy. Jego ciało wyłowiono z Odry. Ciało Łukasza M. zostało wyłowione z Młynówki, starego koryta Odry, 22 września. Był kierownikiem działu ewidencji w zakładzie karnym w Kluczborku, mężem, ojcem trójki dzieci.

Mężczyzna dwa dni wcześniej bawił się w jednej z restauracji na rynku w Opolu. Towarzyszyli mu koledzy z pracy, w tym szef i wiceszef kluczborskiego więzienia.
Ślad po nim zaginął

Gdy Łukasz M. wyszedł z lokalu, zadzwonił do rodziny z informacją, że wraca do domu, po czym ślad po nim zaginął. Rodzina zaalarmowała policję i prasę. W ogłoszeniu na jednym z lokalnych portali czytamy: „Był ubrany w ciemne spodnie, ciemną sztruksową marynarkę oraz niebieską koszulę w kratkę. Ma ok. 190 cm wzrostu i okulary z czarną oprawką”. Ciało mężczyzny odnaleziono dwa dni później.

Sprawę bada prokuratura. Do tej pory nie udało się ustalić przyczyny zgonu. – Postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci – powiedział „Super Expressowi” Aleksander Łasocha, szef opolskiej prokuratury rejonowej.
Reakcja ministerstwa

Na polecenie wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego dyrektor Służby Więziennej rozpoczął kontrolę w kluczborskim zakładzie karnym. Dyrektor i jego zastępca zostali zwolnieni i wszczęto wobec nich postępowanie dyscyplinarne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Uczniowie zgwałcili gimnazjalistkę. Sąd przyznał jej 250 tys. zł odszkodowania

250 tys. zł zadośćuczynienia zasądził sąd okręgowy na rzecz nastoletniej ofiary zbiorowego gwałtu dokonanego przez nastolatków – o zapadłym w pierwszych dniach lipca nieprawomocnym wyroku poinformowała we wtorek Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Do zdarzenia doszło w 2008 r., gdy powódka uczyła się w gimnazjum; nie miała jeszcze ukończonych nawet 15 lat; zgwałcili ją koledzy ze szkoły – podała Fundacja, która zajmowała się tą sprawą w ramach Programu Spraw Precedensowych. W poszanowaniu prywatności ofiary Fundacja nie podaje jej danych ani nie określa, który sąd orzekał w tej sprawie.

Jak podkreślono, sprawcy byli zbyt młodzi, by odpowiadać za swój czyn przed sądem karnym – jako pełnoletnim mogłoby im grozić wieloletnie więzienie. Sąd opiekuńczy orzekł o umieszczeniu ich w zakładzie poprawczym, ale kara została wymierzona z zawieszeniem jej wykonania na okres próby.

Sprawą zajmował się Europejski Trybunał Praw Człowieka

W 2012 r. pokrzywdzona i jej matka wniosły w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Postępowanie Trybunału zakończyło się przyznaniem przez polski rząd, że doszło do naruszenia art. 3, 8 i 13 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, mówiących o zakazie poddawania nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu, naruszeniu prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego oraz prawa do skutecznego środka odwoławczego.

„Faktycznie w Polsce mamy kłopot z zapewnieniem praw pokrzywdzonego w procesie przed sądem dla nieletnich. Specyfiką orzeczeń w takich sprawach jest zmierzanie do wychowania sprawcy, kara i prawa pokrzywdzonego nie są na pierwszym planie” – powiedział PAP mec. Adam Kempa reprezentujący pro bono pokrzywdzoną w tej sprawie.

Pozwani powinni zapłacić solidarnie

Kobieta zdecydowała się w 2015 r. na pozwanie sprawców – obecnie tak jak ona pełnoletnich – o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Sąd okręgowy rozpoznał sprawę i zasądził na jej rzecz 250 tys. zł z odsetkami. Kwotę mieliby zapłacić solidarnie wszyscy trzej pozwani.

– Kwota jest pokaźna, ale sąd uznał, że adekwatna i możliwa do wyegzekwowania od sprawców, bo badał ich sytuację majątkową – powiedział PAP mec. Kempa.

Fundacja poinformowała, że w ustnych motywach wyroku sąd podkreślił, że miał na uwadze drastyczne okoliczności zdarzenia oraz fakt, że sprawcy nigdy nie wyrazili skruchy i nie przeprosili pokrzywdzonej, a wręcz przeciwnie: w toku postępowania próbowali podważać jej wiarygodność i sugerowali, że nie doszło do zgwałcenia, lecz stosunku seksualnego za jej zgodą. Wyrok jest nieprawomocny; niewykluczona jest apelacja pozwanych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Katowice: Brutalny atak w centrum miasta

W centrum Katowic doszło do brutalnego ataku. Napastnik rzucił się na dwie kobiety z rozbitą butelką, kiedy te wracały z kolegami z klubu. Do grupy osób w Katowicach podeszło kilku mężczyzn i zaczęło nagabywać jedną z kobiet. Wstawili się za nią koledzy i doszło do szarpaniny.

– Kobiety próbowały rozdzielić bijących się mężczyzn. Wtedy jeden z nich rozbił trzymaną butelkę po piwie i zranił 18-latkę w policzek, natomiast jej 24-letnia koleżanka została zraniona w brodę. Po tym wszystkim sprawca z kolegami uciekli – poinformowała Aneta Orman z katowickiej policji.

Sprawcy zostali nagrani przez miejski monitoring. Policja czeka na zgodę prokuratury, by upublicznić zapis z kamer. – Chcemy, aby świadkowie pomogli nam zidentyfikować sprawców – dodała Aneta Orman.
Źródło info i foto: interia.pl

Funkcjonariusz policji okazał się złodziejem

Przez osiem lat w szeregach mazurskiej policji dzielnie łapał przestępców. Aż w końcu koledzy ze służby jego zakuli w kajdanki. Emil T., policjant z Komendy Powiatowej w Piszu (woj. warmińsko-mazurskie), został złapany na gorącym uczynku, gdy próbował kraść kable telefoniczne. Teraz grozi mu więzienie. Za to, co zrobił, wyrzucony zostanie też z policji

– Dyżurny w Piszu dostał zgłoszenie, że ktoś kradnie kable koło Rucianego Nida – opowiada o tej akcji nasz informator. – Jakie było nasz zdziwienie, gdy się okazało, że to nasz kolega. Zatrzymaliśmy go. Zachowywał się, jakby był pod wpływem środków odurzających, poza tym miał przy sobie broń – relacjonuje przebieg zdarzeń.

Emil T. na przesłuchaniu tłumaczył, że niczego niczego nie chciał ukraść, tylko… „ścigał pod ziemią – akurat tam gdzie leżały kable telefoniczne – przestępców”. Ale prokurator nie uwierzył w takie wyjaśnienia i od razu postawił policjantowi zarzuty. Mężczyzna nie doczeka też mundurowej emerytury – została wszczęta procedura wydalenia go z szeregów policji.

– To kwestia kilku najbliższych dni, kiedy zostanie on usunięty z naszych szeregów. Miejsce sprawców przestępstw jest w więzieniu i mamy nadzieję, że ta sprawa będzie miała taki finał – mówi Anna Fic, rzecznik prasowy KWP w Olsztynie. Za to, co zrobił, Emil T., może iść za kraty nawet na osiem lat, bo swoim działaniem mógł spowodować zagrożenie życia i zdrowia wielu ludzi.
Żródło info i foto: Fakt.pl

„Frog” stara się ocieplić swój wizerunek?

Słynny pirat drogowy „Frog” próbuje ocieplić swój wizerunek. Razem z kolegami z klubu BMW odwiedził dom dziecka w Kozienicach. Na miejscu był witany jak celebryta, a jeszcze tego samego dnia wrzucił do sieci kolejny film ze swoimi popisami za kółkiem: jak pędzi po Warszawie 200 km/h.

Na wizytę u dzieci zgodziła się dyrektor domu dziecka. Jak usłyszał reporter Radia ZET Roman Osica, zgodziła się, bo nie zna Roberta N. Nie śledzi informacji w internecie i nie ogląda telewizji. Pani dyrektor przyznała, że to już drugie odwiedziny „Froga” w jej domu dziecka. – „W naszym domu mieszka około 30 wychowanków. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto chce im umilić czas, nie pytam, kim jest. Po takiej wizycie dzieci zaczynają mieć marzenia i to jest najważniejsze” – mówi radiu ZET dyrektor ośrodka, Zofia Karaś.

„Frog” pójdzie do więzienia?

Pytanie, jakie marzenia mogą mieć jej podopieczni po wizycie osoby notorycznie drwiącej z policji i prawa. Robert N. jest oskarżony o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi do 8 lat więzienia.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa zaginięcia Pawła Krasnego

W 2011 roku zaginął Paweł Krasny. Teraz na prośbę jego rodziny „Bez Śladu” wraca do sprawy sprzed trzech lat. Stowarzyszenie zajmowało się także poszukiwaniem Iwony Wieczorek, która zaginęła w podobnych okolicznościach jak młody informatyk.

Stowarzyszenie „Bez Śladu” jest jedyną tego typu jednostką pozarządową w kraju. Wolontariusze chcą uświadamiać społeczeństwo, że problem zaginięcia bliskiej osoby może dotknąć każdego z nas, wspierają rodziny zaginionych i pomagają w nagłaśnianiu spraw. „Bez Śladu” specjalizuje się w zaginięciach wieloletnich, które są już dawno odłożone na dalszy plan przez policję. Do sprawy zaginięcia młodego informatyka z Krakowa stowarzyszenie wraca na prośbę jego matki.

Zarówno Paweł Krasny, jak i Iwona Wieczorek w niewyjaśnionych okolicznościach, w pewnym momencie po prostu znikają z kamer monitoringu – Iwona w Sopocie, Paweł w Krakowie. Oboje byli ze znajomymi, z którymi rozdzielają się i wtedy ślad za nimi się urywa. Paweł Krasny zaginął w czerwcu 2011 roku, po raz ostatni był widziany na przystanku autobusowym Bagatela. Ten dzień miał być zupełnie inny – chłopak zdał trudny egzamin z oprogramowania informatycznego. Nie planował jednak wielkiego świętowania, bo kolejnego dnia szedł do pracy. O swoim sukcesie poinformował telefonicznie siostrę.

Wieczorem zmienił jednak plany i spotkał się z kolegami na krakowskim Rynku. Imprezę zakończyli ok. godz. 1:00, znajomi wsiedli do autobusu, a Paweł miał iść na postój taksówek. „Sprawdzany był monitoring i rzeczywiście brat widziany był na tym przystanku wspólnie z kolegami, po czym rozdzielili się. Paweł miał im powiedzieć, że do mieszkania pojedzie taksówką. Nie możemy ustalić, czy rzeczywiście pojechał taxi, czy wracał do mieszkania pieszo” – relacjonowała siostra zaginionego na blogu stowarzyszenia.

Okazuje się jednak, że chłopak nie dotarł do postoju taksówek – nie widział go żaden kierowca, nie było go także na nagraniach z miejskiego monitoringu. W poszukiwaniu Pawła brali udział koledzy, rodzina, policja, a nawet psy tropiące i helikopter. Wszystko na nic – po chłopaku nie było żadnego śladu.

Rodzina wciąż czeka na jakikolwiek znak oraz na powrót Pawła do domu. Nawet jeśli jest to niemożliwe i okaże się, że chłopak nie żyje, chcą się dowiedzieć co tak naprawdę się stało – dlatego każda informacja jest dla nich tak cenna. Osoby, które spotkały Pawła od chwili zaginięcia proszone są o kontakt ze Stowarzyszeniem „Bez Śladu” pod nr tel.: 884 648 912 bądź na adres mailowy: kontakt@stowarzyszeniebezsladu.pl. Na zgłoszenia czeka także jednostka policji, która prowadzi poszukiwania: KK KMP Kraków, Wydział Kryminalny, tel. 12 615 5510.
Żródło info i foto: wp.pl

Damian U.wykorzystywał kolegów z internetu

Wyciszony, grzeczny chłopak – tak o Damianie U., 19-latku z Kostrzyna Wielkopolskiego podejrzanym o seksualne wykorzystywanie młodszych kolegów, mówią pracownicy internatu. Podczas policyjnego zatrzymania w jego telefonie znaleziono film, na którym uprawia seks oralny z 14-latkiem. Usłyszał już dwa zarzuty, teraz grozi mu nawet 12 lat więzienia. Damian U. został aresztowany na początku kwietnia. Gdy o 6 rano w internacie w Gorzowie Wielkopolskim pojawiła się policja, wiele osób podejrzewało, że mogło chodzić o nielegalne oprogramowanie. Tym bardziej, że funkcjonariusze skonfiskowali laptopa, płyty i telefon komórkowy chłopaka. Okazało się jednak, że szukali w nim innych materiałów: dziecięcej pornografii. Żródło info i foto: tvn24.pl