Mariusz G. z zarzutami zabójstwa kolejnych kobiet

Mężczyzna, zatrzymany za zabójstwo kobiety na terenie gminy Kołobrzeg, usłyszał kolejne zarzuty. Jak informuje prokurator ze szczecińskiego „Archiwum X”, mężczyzna jest podejrzany o zamordowanie także dwóch innych kobiet. Polsat informuje, że Mariusz G. rozkochiwał w sobie kobiety, a potem przejmował ich majątek. 6 listopada usłyszał zarzut zabójstwa 54-latki. Bogusława R. była poszukiwana od 7 czerwca. Jej ciało znaleziono niedaleko rzeki Parsęty w Kołobrzegu. Miała zmasakrowaną głowę – sprawca prawdopodobnie użył siekiery.

43-letni mężczyzna przywłaszczył sobie też jej mienie. Chciał także znajomemu sprzedać samochód kobiety.

Jak informuje prokuratura, w przeszłości Mariusz G. utrzymywał kontakty z dwiema innymi kobietami, które zaginęły w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach. Polsat podaje, że jedna z nich, 37-letnia Aneta, zaginęła w październiku 2018 roku. Tego samego dnia była widziana właśnie z 43-latkiem. Przed zniknięciem przepisała mu swoje mieszkanie. Druga z kobiet zaginęła wiosną 2016 roku.

Śledczy ze szczecińskiego „Archiwum X” podaje, że ich działania „pozwoliły na ujawnienie dwóch kolejnych ukrytych ciał obu poszukiwanych pokrzywdzonych”.

Mężczyzna pozostaje tymczasowo aresztowany. Śledztwo wciąż trwa. Mariuszowi G. grozić może nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejne aresztowania ws. znalezienia ciał 39 osób w ciężarówce

Brytyjska policja poinformowała w piątek po południu, że aresztowała czwartą osobę w związku ze śmiercią 39 ludzi, których ciała znaleziono w ciężarówce w Anglii. Wcześniej w piątek aresztowano mężczyznę i kobietę, którzy są podejrzani są o przemyt ludzi i zabójstwo. Zastępca komendanta policji w Essex Pippa Mills przekazała, że 48-letni mężczyzna z Irlandii Północnej został zatrzymany na lotnisku Stansted, również pod zarzutem przemytu ludzi i zabójstwa.

Wcześniej aresztowano 25-letniego kierowcę ciężarówki, który też mieszka w Irlandii Północnej. Trwają jego przesłuchania.

W czwartek brytyjska policja poinformowała, że wszystkie 39 osób, których zwłoki znaleziono w nocy z wtorku na środę w naczepie ciężarówki w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii, były obywatelami Chin. Tego samego dnia funkcjonariusze przeszukali dwie nieruchomości w Irlandii Północnej, aby zbadać, czy w sprawę przemytu ludzi były zaangażowane zorganizowane grupy przestępcze.

W piątek ambasada Wietnamu w Londynie potwierdziła, że skontaktowała się z brytyjską policją w związku z podejrzeniem, że jedna z kobiet, których ciała znaleziono w ciężarówce, jest Wietnamką.

11 ciał przewieziono do szpitala w Chelmsford, gdzie ma rozpocząć się sekcja zwłok.

Ofiarami najtragiczniejszego w skutkach zdarzenia tego typu w historii Wielkiej Brytanii byli również Chińczycy. W czerwcu 2000 roku w porcie w Dover w kontenerze ciężarówki znaleziono ciała 58 chińskich nielegalnych imigrantów, którzy się udusili; dwie osoby przeżyły. Rok później holenderski kierowca ciężarówki został skazany na 14 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się przemytem ludzi.
Źródło info i foto: interia.pl

Zwłoki radnego PiS wyłowione z rzeki. „W wodzie znaleziono kolejne ciało”

Warszawska prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci zgierskiego działacza PiS Tomasza Jędrzejczaka. Jego ciało wyłowiono w sobotę z Wisły. – Wstępne ustalenia nie wskazują na udział osób trzecich – powiedział PAP rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

Ciało radnego odnaleziono w sobotę rano pod Mostem Łazienkowskim w Warszawie. Zauważył je pływający na Wiśle kajakarz, który powiadomił służby ratunkowe.

Jak podało RMF FM, w piątek radny wybrał się z żoną na koncert, który odbywał się na Torwarze w Warszawie. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że po tym, jak para opuściła miejsce, w którym odbywał się koncert, mężczyzna miał przejść na drugą stronę ulicy Czerniakowskiej za potrzebą, a jego żona – jak przekazała rozgłośnia – wróciła do domu. Dzień później kobieta zgłosiła zaginięcie męża. Jeszcze tego samego dnia znaleziono zwłoki mężczyzny.

– Wyjaśnianiem okoliczności zdarzenia zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście. Zdarzenie zostało zarejestrowano na nagraniu z monitoringu. Ten monitoring został odtworzony. Wstępne ustalenia nie wskazują na udział osób trzecich – poinformował PAP rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

Jak przekazał, zostanie zlecona sekcja zwłok, która pozwoli na ustalenie przyczyny śmierci. – Oczywiście w toku tego postępowanie będziemy ustalać wszystkie okoliczności tego zdarzenia – poinformował Łukasz Łapczyński.

Tomasz Jędrzejczak był doświadczonym samorządowcem. W Radzie Powiatu Zgierskiego zasiadał już czwartą kadencję. W latach 2006 – 2010 był członkiem Zarządu Powiatu Zgierskiego. W obecnej kadencji pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Statutowo-Prawnej. Pochodził z Głowna, miał 52 lata.

Wyrazy głębokiego współczucia Rodzinie i Bliskim złożył m.in. Zarząd Powiatu Zgierskiego, Rada Powiatu Zgierskiego oraz pracownicy Starostwa Powiatowego w Zgierzu.

– Tomasz Jędrzejczak budował PiS w powiecie zgierskim. Był to bardzo uczynny, pracowity człowiek, był bardzo koleżeński zawsze z uśmiechem na twarzy. Był przez jedną kadencje zastępcą starosty, nieprzerwanie radnym powiatu zgierskiego. Mój bardzo dobry kolega, będzie nam go brakowało, tak nagła niespodziewana śmierć zaskoczyła nas wszystkich – powiedział z kolei w rozmowie z PAP poseł PiS Marek Matuszewski.

Informację o śmierci Tomasza Jędrzejczaka jako pierwszy podał portal Łowiczanin.info.

Warszawa: Z Wisły wyłowiono kolejne ciało

Z Wisły wyłowiono kolejne ciało – poinformowało w poniedziałek wieczorem Radio Dla Ciebie. Według nieoficjalnych informacji radia, odkrycia dokonano w rejonie mostu Łazienkowskiego. Policja na razie jednak nie potwierdza tej lokalizacji.

O sprawie poinformowana została prokuratura. Na miejscu znalezienia zwłok trwają czynności procesowe – powiedział RDC Jarosław Florczak z Komendy Stołecznej Policji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kolejne starcia na ulicach Hongkongu

Demonstranci w Hongkongu obrzucili policjantów butelkami z płynem zapalającym i cegłami. Funkcjonariusze wystrzelili pojemniki z gazem łzawiącym, użyli także pałek. Co najmniej kilkunastu demonstrantów zostało zatrzymanych, nie ma informacji o rannych.

W regionie Kwun Tong w dzielnicy Kowloon, gdzie zebrali się demonstranci, zamknięto cztery stacje metra. Firma zarządzająca metrem krytykowana była przez chińskie media rządowe, że wspomaga protestujących nie reagując na wykorzystywanie przez nich stacji kolejki jako schronienia przed policją.

Uczestnicy protestów grozili ponowną blokadą hongkońskiego lotniska. Do terminala wpuszczane są jednak tylko osoby posiadające potwierdzone rezerwacje na lot oraz dokumenty tożsamości. Lotnisko działa normalnie.

W piątek wieczorem około 130 tys. osób wzięło udział w żywym łańcuchu, inspirowanym „bałtyckim łańcuchem” sprzed 30 lat. Trzymając się za ręce mieszkańcy Hongkongu w pokojowy sposób protestowali przeciwko polityce hongkońskich władz.

W Hongkongu, do 1997 roku brytyjskiej kolonii, od wielu tygodni trwają starcia demonstrantów z policją. Pierwotną przyczyną kryzysu był zgłoszony przez władze Hongkongu projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych.

Początkowo krytycy projektu wyrażali swój sprzeciw w masowych, pokojowych marszach. W jednym z nich przeszły, według organizatorów, prawie dwa miliony osób. Nie przekonało to jednak władz do wycofania projektu, choć w czerwcu, po pierwszych brutalnych starciach demonstrantów z policją, prace nad nim zostały bezterminowo zawieszone.
Źródło info i foto: TVP.info

Wstrząsające wyniki śledztwa ws. „polskiego Breivika”

23-letni mężczyzna zastrzelił instruktorkę strzelectwa i usiłował zabić jej męża. Jak podaje „Super Express”, zabójstwo na strzelnicy miało być jedynie środkiem do zdobycia broni i amunicji do kolejnych mordów. Na liście Maksymiliana S. znalazło się w sumie 48 osób.

Do zbrodni doszło 14 czerwca tego roku. Najpierw mężczyzna niespodziewanie otworzył ogień do instruktorki strzelectwa, a następnie próbował zabić jej męża, który również pracował na strzelnicy. Broń jednak się zacięła. – Nagle widzę, że ktoś do mnie podbiega, mierzy z broni, mówi „ciebie też” i dwukrotnie naciska na spust. Do końca życia nie zapomnę tego zdziwienia, że broń nie wypaliła. (…) Używałem jej od wielu lat i nigdy się nie zacięła – relacjonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Andrzej Chyliński, współwłaściciel strzelnicy w Nietoperku (woj. lubuskie).

Małżeństwo nie było jednak jedynym celem zabójcy. Maksymilian S. groził w internecie sąsiadom z Nowej Wsi. Po zabójstwie na strzelnicy śledczy przeszukali mieszkanie mężczyzny. Znaleźli tam listę osób, które 23-latek planował zgładzić. Znalazło się na niej 48 nazwisk, w tym m.in. proboszcza miejscowej parafii. – Tak chciał się nam odwdzięczyć za to, że kilka lat temu zorganizowaliśmy akcję „Maks”. On miał problemy z przełykiem, dlatego potrzebował specjalnej diety i parafianie się na nią składali – mówi ks. Adam Lewandowski.

Podczas przesłuchania sprawca przyznał, że żałuje, ale wyłącznie tego, że udało mu się zabić „zaledwie” jedną osobę. – On zamierzał wybić całą wieś. Chciał zostać polskim Breivikiem – twierdzą anonimowi policjanci w rozmowie z „Super Expressem”.
Źródło info i foto: wp.pl

Sri Lanka: Msze wciąż nie są odprawiane. Groźba kolejnych zamachó

Kościół katolicki na Sri Lance zrezygnował z wcześniejszych planów wznowienia w najbliższą niedzielę odprawiania mszy. Decyzję podjęto ze względu na „konkretne zagrożenie” kolejnymi zamachami w co najmniej dwóch świątyniach.

– Ze względu na ostrzeżenia sił bezpieczeństwa „zdecydowaliśmy, że w niedzielę nie zostanie odprawiona żadna msza” na Sri Lance – powiedział arcybiskup stołecznego Kolombo kardynał Malcolm Ranjith. Dodał, że „jest konkretne zagrożenie co do dwóch miejsc”.

Wcześniej arcybiskup planował, by od 5 maja msze na Sri Lance ponownie zaczęły być odprawiane. Zawieszono je po serii zamachów w Niedzielę Wielkanocną na kościoły i hotele, w wyniku których zginęło co najmniej 257 osób. Rany odniosło 496 osób a 47 z nich wciąż przebywa w szpitalu, z czego 12 na oddziałach intensywnej terapii.

Z powodu wciąż istniejącego zagrożenia atakami kardynał Ranjith zdecydował się na odroczenie decyzji o wznowieniu mszy do odwołania – poinformował AFP. Poprzedniej niedzieli kardynał odprawił prywatną mszę, która była transmitowana w telewizji. Od zamachów w Wielkanoc przed kościołami na Sri Lance stoją uzbrojeni strażnicy.

Również ze względu na zagrożenie aktami terroru manifestacje z okazji Święta Pracy odwołały w środę partie polityczne.

Władze Sri Lanki oskarżają o zamachy lokalną organizację islamistyczną o nazwie National Thowheeth Jama’ath (NTJ), ale wskazały, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. Nie wykluczono również, że ataki były zorganizowane z zagranicy. Odpowiedzialność za zamachy wzięło na siebie Państwo Islamskie. Dotychczas w związku z atakami aresztowano ponad 150 osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Sparaliżowany gangster Arkadiusz K. oskarżony o kolejne przestępstwa

Sparaliżowany warszawski gangster od kilkunastu lat „wymyka się” śledczym, którzy w tym czasie przedstawili mu kilkadziesiąt zarzutów. Chodzi o Arkadiusza K. ps. „Chory”, który zdaniem prokuratury, nawet unieruchomiony w łóżku, nadzorował handel narkotykami w gangu „Szkatuły”. Do sądu trafił kolejny akt oskarżenia przeciwko K., tym razem m.in. za udział w obrocie blisko 5 kg kokainy i 6 kg heroiny.

Arkadiusz K. to największa zmora warszawskich prokuratorów i policjantów. Na przełomie wieków miał należeć do najbardziej zaufanych kompanów Rafała S. ps. „Szkatuła”. W późniejszych latach mówiono, że jest „kapitanem u Szkatuły”. Zdaniem śledczych w tym okresie miał być bardzo aktywny i popełniać szereg przestępstw.

W listopadzie 2003 r. K. umówił się z członkami konkurencyjnego gangu na spotkanie, tzw. rozkminkę, w pobliżu Multikina na warszawskim Ursynowie. Na miejsce przyjechał z dziewczyną, licząc, że gdyby była to pułapka, potencjalni zamachowcy zrezygnowaliby z ataku. To jednak rzeczywiście była zasadzka, a zamaskowani napastnicy otworzyli ogień do K. Jedna z kul trafiła mężczyznę w kręgosłup.

Zamach mieli zorganizować członkowie gangu mokotowskiego. Początkowo wydawało się, że Arkadiusz K. będzie całkowicie sparaliżowany. Mężczyzna wykazał się jednak dużą wolą walki. Po wielomiesięcznych zabiegach mógł poruszać rękoma i jeździć na wózku.

Dwie godziny dziennie, dwa razy w tygodniu

Według śledczych inwalidztwo nie przerwało kariery K., który jakiś czas po postrzeleniu zyskał pseudonim „Chory”. Sparaliżowany gangster miał być jednym z największych handlarzy narkotyków w stolicy. Od 13 lat regularnie stawiane są mu kolejne zarzuty dotyczące jego działalności w stołecznym półświatku.

Procesy Chorego ciągną się latami, ponieważ biegli z Zakładu Medycyny Sądowej uznali, że jest on „trwale niepełnosprawny i może brać udział w czynnościach procesowych w pozycji leżącej, maksymalnie przez dwie godziny dziennie i nie częściej niż dwa razy w tygodniu”. To praktycznie wyklucza przeprowadzenie procesu przeciwko niemu.
Śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji nie składają jednak broni i oskarżyli Chorego o popełnienie kolejnych przestępstw. W 2002 r., gdy był jeszcze w pełni sprawny, Arkadiusz K. miał m.in. razem ze swoimi szefami Rafałem S. ps. „Szkatuła” i Marcinem K. ps. „Belmondziak” brać udział w próbie porwania znanego stołecznego złodzieja samochodów Ireneusza T. Według skruszonych gangsterów to Szkatuła miał w 2002 r. wpaść na pomysł, aby „zrobić Irka”, czyli porwać go dla okupu.

Panowie znali się z czasów, gdy Rafał S. zajmował się kradzieżami samochodów. Stąd miał wiedzieć, że T. zgromadził znaczne oszczędności. Podczas zebrania bandy ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował, a wolność odzyska, gdy zapłaci 100 tys. dolarów.

Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „cel” za bardzo się pilnował. Podczas drugiej napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. Do porwania nie doszło, bo w pewnym momencie zrejterować miał Belmondziak i reszta kompanii musiała odpuścić. Gdy po latach przesłuchano Ireneusza T., ten zaprzeczył, aby kiedykolwiek próbowano go porwać czy napaść.

Heroina od Bukaciaka

Kolejne zarzuty dotyczą okresu, gdy K. był już przykuty do łóżka. Według śledczych w latach 2011-12 wziął udział w obrocie około 5 kg kokainy i 6 kg heroiny. Narkotyki miał dostarczyć Rafał B. ps. „Bukaciak”. Jeden z „gadaczy” (tak często śledczy określają skruszonych przestępców) opowiadał, że kiedy był w domu u Chorego, ten w najlepsze dyrygował narkotykowymi transakcjami.

– Na tej heroinie od „Bukaciaka” zarobiliśmy tyle, że będzie na pomoce dla chłopaków – miał powiedzieć K. swoim gościom.

Arkadiusz K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że jest niewinny.

W 2013 r. Arkadiusz K. został oskarżony o to, że w latach 2007-11 miał mieć związek z przemytem i sprzedażą: 806 kg marihuany, 190 kg amfetaminy, około 45 kg kokainy i 42 kg heroiny. Wartość takiej ilości środków odurzających na czarnym rynku przekracza nawet 50 mln zł. Łącznie gangster usłyszał 40 zarzutów, w tym także napadów i uprowadzeń z czasów, gdy był jeszcze pełnosprawny.

W maju 2012 r. K. trafił nawet do aresztu. Warszawscy śledczy próbowali to zrobić od 2006 r., ale opinie biegłych wskazywały, że podejrzany nie może przebywać za kratami. Prokuratorom pomogły filmy z imprez gangu Szkatuły, na których uwieczniono K. Brał on udział w przyjęciach, siedząc na wózku inwalidzkim. Wcześniej zapewniał, że niemal cały czas spędza leżąc w łóżku.

Skruszeni opowiadali, że Chory załatwiał sprawy przez dziesiątki telefonów komórkowych lub odwiedzających go kurierów. W latach 2008-11 miał zajmować się także zbieraniem haraczy od stołecznych prostytutek. Przez blisko dwa lata, od maja 2006 r. do połowy lutego 2008 r., ściągał zdaniem śledczych haracz od trzech praskich dilerów narkotyków, pobierając od każdego z nich 200 zł miesięcznie. „Pokemony”, jak gangsterzy nazywają dilerów, musieli regularnie uiszczać „koncesję”, gdyż w innym wypadku groziło im pobicie i zakaz prowadzenia interesów.
Źródło info i foto: TVP.info

Ostrzeżenia przed kolejnymi zamachami na Sri Lance

Amerykański Departament Stanu ostrzegł przed możliwymi kolejnymi zamachami terrorystycznymi na Sri Lance. W Niedzielę Wielkanocną w serii ataków na kościoły oraz luksusowe hotele zginęło tam co najmniej 290 osób, a ok. 500 zostało rannych. „Terroryści mogą zaatakować z niewielkim albo bez żadnego ostrzeżenia” – napisano w publikowanych przez Departament Stanu zaleceniach dla podróżnych. Jako potencjalne cele wymieniono ośrodki turystyczne, centra handlowe, hotele, obiekty religijne, lotniska i dworce oraz inne obszary publiczne.

W poniedziałek władze Sri Lanki poinformowały, że bilans ataków wzrósł do 290 zabitych i ok. 500 rannych, zastrzegając, że nie jest on ostateczny. W atakach zginęło prawdopodobnie co najmniej 37 cudzoziemców, ale tylko w jedenastu przypadkach udało się zidentyfikować ofiary, stąd zwłoka w ogłaszaniu informacji o ich narodowości.

W niedzielę amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo mówił jednak, że wśród ofiar jest kilku obywateli USA.

Seria ataków na Sri Lance
Do pierwszych sześciu eksplozji doszło w niedzielę rano w przeciągu 30 minut w trzech kościołach w Kolombo i dwóch innych miastach – Negombo i Batticaloa oraz w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Siódmy wybuch miał miejsce w niewielkim pensjonacie na przedmieściach Kolombo, a ósmy nastąpił w dzielnicy mieszkalnej Dematagoda, również na obrzeżach stolicy. Dziewiąty miał być przeprowadzony na lotnisku, ale nie powiódł.

Były to największe ataki w tym azjatyckim kraju od zakończenia wojny domowej w 2009 roku.

W związku z zamachami zatrzymano jak dotychczas 24 osoby. Żadna organizacja nie przyznała się do zamachów.

Według danych z 2012 roku ok. 70 proc. mieszkańców Sri Lanki to buddyści, 12,6 proc. hinduiści, 9,7 proc. – muzułmanie, a chrześcijanie – 7,6 proc. Wspólnota katolicka liczy 1,2 mln osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja przedłuża kontrole graniczne w związku z zagrożeniem terrorystycznym

Francuskie władze po raz kolejny przedłużają o sześć miesięcy, do 30 kwietnia przyszłego roku, kontrole na granicach kraju, przywrócone po zamachach w Paryżu w listopadzie 2013 roku. Ich zdaniem zagrożenie terrorystyczne jest w dalszym ciągu „bardzo znaczące”.

Kontrole graniczne, które miały się zakończyć 31 października bieżącego roku, będą prowadzone do 30 kwietnia 2019 roku – czytamy w nocie władz francuskich adresowanej do Rady Unii Europejskiej. Nie chodzi tu o systematyczne kontrole, lecz o możliwość przeprowadzania kontroli tożsamości na granicach, w drodze odstępstwa od zasad swobodnego przepływu osób w strefie Schengen.

Dotyczy to kontroli granic lądowych z Belgią, Luksemburgiem, Niemcami, Szwajcarią, Włochami i Hiszpanią, a także granic powietrznych i morskich.
„Bardzo znaczące” zagrożenie

„Zagrożenie terrorystyczne we Francji jest bardzo znaczące. W bieżącym roku doszło do dwóch ataków przypisywanych Państwu Islamskiemu, w których zginęło pięć osób, a 20 zostało rannych; pięć innych planowanych zamachów udaremniono” – przypomina rząd, tłumacząc kolejne przedłużenie procedury kontroli na granicach.

Według francuskich władz „pojedyncze niebezpieczne osoby prawdopodobnie przemieszczają się w obrębie państw UE”, a „ryzyko powrotu zagranicznych terrorystów będących obywatelami europejskimi rośnie wskutek ogłoszonej przez Turcję i Rosję demilitaryzacji Idlibu – ostatniego bastionu dżihadystów w Syrii”. W strefie tej „znajdowało się ok. 10 tys. terrorystów, w tym prawdopodobnie 400 obywateli francuskich lub cudzoziemców mieszkających we Francji”.
„Komórki terrorystyczne”

Paryż uważa, że rozszerzenie kontroli granicznych jest konieczne z uwagi na rozmieszczone w kilku krajach „komórki terrorystyczne”, utrudniające zadania służb wywiadowczych.

Łącznie w strefie Schengen sześć krajów – Francja, Niemcy, Austria, Dania, Szwecja i Norwegia – wprowadziło kontrole na swych granicach, powołując się na kwestie bezpieczeństwa, a także transgraniczne przemieszczanie się nielegalnych migrantów chcących dostać się do UE.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejne zatrzymania CBA w Krakowie

To kolejna odsłona śledztwa w sprawie nieprawidłowości i korupcji przy najmie oraz sprzedaży gminnych lokali i nieruchomości Agenci krakowskiej delegatury CBA zatrzymali w czwartek kolejne trzy osoby w związku z aferą korupcyjną wokół sprzedaży i wynajmu gminnych nieruchomości i lokali w centrum Krakowa. Zatrzymani to krakowski przedsiębiorca, jego żona i druga kobieta. W piątek prokuratura poinformowała, że Michałowi A., Dorocie A. i Dorocie G. przedstawiono zarzuty wręczenia łapówki w łącznej wysokości 80 tys. zł w zamian za pośrednictwo w załatwieniu w Zarządzie Budynków Komunalnych w Krakowie wygranej w przetargu 18 marca 2016 r. na wynajem dwóch mieszkań.

Wszyscy podejrzani przyznali się. Mamy też nowe informacje o aresztowanych wcześniej krakowskich urzędniczkach i przedsiębiorczyni. Jeśli chodzi trzy osoby zatrzymane w czwartek, złożyły one wyjaśnienia „korespondujące z dotychczas ustalonym stanem faktycznym”.

– Wobec każdej z tych osób wydano postanowienie o zastosowaniu wolnościowych środków zapobiegawczych w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 20 tysięcy zł oraz dozoru Policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi – przekazał rzecznik prasowy krakowskiej prokuratury Janusz Hnatko.

Jak informuje CBA, osoby te współdziałały w ukierunkowaniu przetargów na wynajem gminnych mieszkań, obiecując korzyści majątkowe w zamian za pośrednictwo w korzystnym załatwieniu spraw w Zarządzie Budynków Komunalnych. Kiedy? W lutym i marcu 2016 roku. Zatrzymany przedsiębiorca Michał A. na co dzień zajmuje się relokacją do stolicy Małopolski cudzoziemców zatrudnionych w międzynarodowych korporacjach, m.in. oferując przeprowadzającym się wsparcie w sprawach urzędowych, pomagając w znalezieniu mieszkania, opiekunki do dziecka, szkoły.

Za łapówkę chciał on „załatwić” mieszkania w atrakcyjnych lokalizacjach w Krakowie. Dwie pozostałe zatrzymane osoby – Dorota A. i Dorota G. współdziałały z nim. Łapówka, w wysokości 80. tys. złotych, miała w tym przypadku pomóc w wygraniu przetargu na wynajem gminnego mieszkania w kamienicy przy ul. Sobieskiego 16c i drugiego – przy Mostowej 3. To lokale o powierzchni powyżej 80 mkw., i – jak widać – w atrakcyjnej lokalizacji: nieopodal Plant i tuż przy kładce Bernatka w Podgórzu. To kolejne zatrzymanie w ramach śledztwa w sprawie nieprawidłowości i korupcji przy najmie i sprzedaży różnym podmiotom gospodarczym gminnych lokali i nieruchomości w Krakowie. W sumie zatrzymano już 12 osób (pierwsze w lutym), pośród których są przedsiębiorcy wręczający korzyści majątkowe, osoby pośredniczące w przekazywaniu łapówek, a także krakowskie urzędniczki. Jeśli chodzi o te ostatnie, zatrzymano dyrektorkę magistrackiego Wydziału Mieszkalnictwa, kierowniczkę referatu w Wydziale Skarbu i kierowniczkę jednego z referatów ZBK. Dyrektorka Wydziału Mieszkalnictwa i urzędniczka z ZBK zostały tymczasowo aresztowane. Pierwsza z nich, Katarzyna I. następnie opuściła areszt dzięki wpłaconej kaucji. Jak teraz informuje prokuratura, na skutek zażalenia prokuratora dyrektorka Wydziału Mieszkalnictwa jednak znalazła się ponownie w areszcie, a po wykonaniu czynności uzasadniających tymczasowe aresztowanie została zwolniona.

Zwolniono też na tej samej podstawie drugą aresztowaną urzędniczkę, Bernadetę Sz., kierowniczkę referatu lokali użytkowych w ZBK. – Ustalenia CBA i prokuratury wskazują, że urzędniczki były kolejnym ogniwem łańcucha – przyjmowały łapówki i pomagały w uzyskaniu prawa do lokali użytkowych i mieszkań – przekazuje Piotr Kaczorek z CBA. Dodajmy, że wobec Magdaleny Z., pośredniczki w korupcyjnym procederze, która przebywa w areszcie i miała tam pozostać do 1 października, sąd na podstawie wniosku prokuratora przedłużył jej areszt na okres kolejnych trzech miesięcy. Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w gospodarowaniu miejskim mieniem jest pokłosiem m.in. artykułów w „Dzienniku Polskim”.

Do zdarzeń, które są przedmiotem śledztwa, dochodziło w latach 2015-17. CBA podkreśla, że niewykluczone są dalsze zatrzymania w tej sprawie. Jednocześnie CBA informuje, że jest reakcja na jego apel po wcześniejszych zatrzymaniach, by zgłaszały się osoby, które dawały łapówki krakowskim urzędnikom. Dzięki przyznaniu się mogą uniknąć kary. Zgłosiły się już trzy pierwsze takie osoby. Po czwartkowych zatrzymaniach zapytaliśmy po raz kolejny w magistracie, jakie kroki zamierzają podjąć władze miasta. Z odpowiedzi jasno jednak wynika, że nikt się tu nie spieszy z decyzjami. Magistrat też w swojej odpowiedzi zaczyna od zwrócenia uwagi raczej na osoby, które dawały łapówki.

– Z uwagą obserwujemy toczące się postępowanie, w głównej mierze odnoszące się do osób, które ubiegały się o korzystanie z gminnych lokali i, w świetle dotychczasowych informacji, uczyniły z tego intratny proceder. W odniesieniu do pracownic Urzędu Miasta oraz pracownicy ZBK uważnie przyglądamy się przedstawionym zarzutom. Natomiast po powrocie do pracy wymienionych urzędniczek (nie ma ich w pracy od czasu zatrzymania) zostaną podjęte stosowne decyzje zgodne z treścią postanowienia prokuratora, jeżeli takie zostanie przekazane – tyle powiedział nam Maciej Grzyb, dyrektor biura prasowego UMK.
Źródło info i foto: dziennikpolski24.pl