Sejmowa komisja śledcza ds. VAT. Były minister mógł popełnić przestępstwo

W środę po godz. 10 rozpoczęło się posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. VAT, która miała przesłuchać byłego premiera Donalda Tuska. Szef Rady Europejskiej nie stawił się na przesłuchanie. Jak poinformował przewodniczący komisji Marcin Horała, komisja złożyła wniosek o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłego ministra finansów Mateusza Szczurka.

Wniosek w sprawie byłego ministra finansów

Przewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. VAT Marcin Horała (PiS) przedstawił wniosek o złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez byłego ministra finansów Mateusza Szczurka. Jak mówił, miał on m.in. doprowadzić do szkody Skarbu Państwa w kwocie mogącej dochodzić do 8 mld zł.

„Niniejszym komisja zawiadamia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pana Mateusza Szczurka. W lutym 2015 roku. To jest w okresie, gdy pełnił funkcję ministra finansów. Przestępstwo to polegało na niedopełnieniu obowiązków poprzez niedopuszczenie do przeprowadzenia prac legislacyjnych i przyjęcia w formie ustawy rozwiązań prawnych, uszczelniających system podatkowy w zakresie poboru podatków od towaru i usług, które zapobiegałaby dokonywaniu wyłudzeń od podatku i usług oraz zaniżania należnego podatku od towaru i usług. Co może stanowić czyn opisany w artykule 231 par. 1 i 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 roku Kodeks Karny” – brzmi treść wniosku, który odczytywał Horała.

Jak mówił, komisja śledcza „zawiadamia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na tym, iż będąc odpowiedzialnym na podstawie przepisów ustawy o Działach Administracji Rządowej, za realizację dochodów z podatków bezpośrednich, pośrednich oraz opłat poprzez opisane powyżej niedopełnienie obowiązków, uniemożliwił prawidłową realizację dochodów z podatków pośrednich, czyli doprowadził do wyrządzenia znacznej szkody Skarbowi Państwa w kwocie trudnej do oszacowania, a mogącej dochodzić do 8 mld zł.”

Donald Tusk się nie stawił

Donald Tusk, pytany we wtorek w Brukseli, czy pojawi się na przesłuchaniu przed sejmową komisją śledczą, powiedział, że w tym tygodniu nie będzie to możliwe. „W zeszłym tygodniu mój pełnomocnik poinformował, że jestem dokładnie od jutra na czele delegacji europejskiej w kilku państwach azjatyckich, ale jestem przekonany, że pełnomocnik znajdzie z komisją datę, która będzie możliwa” – zaznaczył.

Tusk zwrócił uwagę, że zawsze stawia się na wezwania organów państwa polskiego. „W tym tygodniu nie będzie to możliwe, ale na pewno znajdziemy czas, taki, który będzie można uzgodnić” – dodał.

Kłopotliwy list

We wtorek po południu mec. Roman Giertych zamieścił na Twitterze zdjęcie potwierdzenia nadania przesyłki poleconej z ub. piątku (24 maja br. – PAP) zaadresowanej do przewodniczącego komisji Marcina Horały.

Przed rozpoczęciem środowego posiedzenia Giertych ponownie tłumaczył, że w związku z wyjazdem szefa Rady do Azji Środkowej w ubiegłym tygodniu skierował do komisji wniosek o przesunięcie przesłuchania.

Pytany, co działo się z korespondencją, pełnomocnik przewodniczącego RE stwierdził, że pytanie to należałoby skierować do Poczty Polskiej, ponieważ list został wysłany w piątek na poczcie przy ul. Kopernika w Warszawie. „Słyszałem, że dzisiaj list wreszcie dotarł do pana przewodniczącego (komisji, Marcina Horały), więc mieliśmy dosyć szczególny rekord, mianowicie kilometr list szedł pięć dni” – powiedział.

Dopytywany, dlaczego pismo wysłano jako list ekonomiczny, a nie priorytetowy, Giertych wyjaśnił, że został on wysłany „w takim terminie, który zapewniał, żeby doszedł”. „I list doszedł” – dodał.

Adwokat przyznał również, że list był jedyną formą, poprzez którą przekazano komisji informację o nieobecności Tuska. „Ale też jest stąd tutaj moja obecność, żeby przedstawić kalendarz pana przewodniczącego (…), że po prostu nie mógł być dzisiaj obecny” – wskazał.
Źródło info i foto: interia.pl

W przyszłą środę będzie gotowy raport z pracy komisji ds. Amber Gold

W przyszłą środę na posiedzeniu komisji zostanie posłom udostępniony raport końcowy – poinformowała w czwartek PAP przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS). W raporcie tylko dwie instytucje państwowe oceniono pozytywnie – KNF i Ministerstwo Gospodarki – dodała.

Podczas posiedzenia komisji raport zostanie udostępniony, a potem posłowie dostaną czas na zapoznanie się z nim – powiedziała Wassermann.

Raport na ten moment, a cały czas jeszcze coś dopisujemy, ma 633 strony, więc dam członkom komisji około miesiąca na zapoznanie się, sformułowanie uwag, potem będzie dyskusja, głosowanie, no i kończymy pracę – dodała szefowa komisji.

Pytana o główną tezę raportu Wassermann zwróciła uwagę, że „obowiązkiem komisji było badanie instytucji państwowych, które podlegały kontroli Sejmu”. Podkreśliła, że komisja nie miała za zadanie np. ustalać, gdzie jest przechowywane złoto Amber Gold albo gdzie zostały przekazane pieniądze.

Komisja tylko i wyłącznie miała za zadanie analizę postępowania tych funkcjonariuszy publicznych, którzy podlegają kontroli Sejmu – zaznaczyła Wassermann.

Przyznała też, że z powodów prawnych zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa komisja przekazywała na bieżąco, a nie zostawiała sobie na koniec prac.

Gdy zobaczyłam w roku 2016 dokumenty, zorientowałam się, że w przypadku dużej części przestępstw jesteśmy na granicy przedawnienia, nie możemy więc czekać, tylko musimy te zawiadomienia przesyłać na bieżąco – wyjaśniła.

Jak dodała, zawiadomienia zostały więc przekazane i „postępowania się toczą, nawet z efektami”. – Pokażę wyniki pracy prokuratury, na tyle ile mogę, żeby nie utrudnić postępowania – zapowiedziała. We wnioskach końcowych, związanych z raportem, wniosków do prokuratury już jednak nie będzie – przyznała.

Szefowa komisji dodała, że ocena instytucji państwowych, zawarta w raporcie „jest w największej części krytyczna”. – Są tylko dwie instytucje, które możemy ocenić pozytywnie lub pozytywnie z pewnymi uwagami, natomiast większość z tych ocen jest bardzo zła – powiedziała.

Te dwie instytucje ocenione pozytywnie to Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Pozostałe, jak dodała, działały „w sposób zły albo nawet krytyczny”. Do instytucji najgorzej ocenionych należy np. prokuratura – poinformowała szefowa komisji.

Zgodnie z ustawą o sejmowej komisji śledczej, jej przewodniczący przygotowuje i przedstawia komisji projekt stanowiska w badanej przez komisję sprawie. Do tego stanowiska członkowie komisji mogą zgłaszać poprawki. Ostatecznie swój końcowy raport komisja przyjmuje w drodze uchwały.

Celem powołanej w lipcu 2016 r. komisji śledczej było zbadanie i ocena prawidłowości i legalności działań podejmowanych wobec Amber Gold przez rząd, w szczególności ministrów: finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych. Od początku funkcjonowania komisja przesłuchała 150 świadków, zapoznała się też z dokumentami.

Do zadań komisji należało też zbadanie działań, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes UOKiK, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie ABW i CBA oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni. Komisja śledcza miała także zbadać działania podejmowane ws. Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Ostatnim przesłuchiwanym świadkiem, w listopadzie 2018 roku, był były premier Donald Tusk. Poza nim w 2018 roku zeznania przed komisją złożyli m.in. b. szef resortu finansów Jan Vincent-Rostowski, b. wiceszef MF Andrzej Parafianowicz, oraz b. szefowie: KPRM Tomasz Arabski, MSW – Jacek Cichocki, CBA – Paweł Wojtunik, ABW – Krzysztof Bondaryk, BOR – gen. Marian Janicki, a także syndyk masy upadłości Amber Gold Józef Dębiński.

We wrześniu ub. roku komisja zdecydowała, że m.in. wobec Parafianowicza złoży zawiadomienie do prokuratury „za szereg elementów składających się na niedopełnienie obowiązków po jego stronie” w związku ze sprawą Amber Gold.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afera Amber Gold. Obrońca Katarzyny P. wniosła o uniewinnienie

W mowie końcowej wygłoszonej w poniedziałek w procesie Amber Gold przed Sądem Okręgowym w Gdańsku obrońca współoskarżonej Katarzyny P. wniosła o jej uniewinnienie. Kiedy ogłoszony zostanie wyrok końcowy?

Mowa końcowa obrońcy oskarżonej Anny Żurawskiej zakończyła proces, który toczył się przed gdańskim sądem od marca 2016 r. 18 kwietnia podczas pierwszych mów końcowych w procesie prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcom i założycielom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. – kar po 25 lat więzienia. Kilka dni później obrońca Marcina P. Michał Komorowski wniósł w mowie końcowej o uniewinnienie oskarżonego.

– Mam świadomość, że sprawa oskarżonych wzbudziła duże zainteresowanie opinii publicznej. Za sprawą mediów była przedstawiana jako jedna z największych afer ostatnich lat. Sąd również nadawał jej takie znaczenie wypowiadając się w kolejnych decyzjach w przedmiocie tymczasowego aresztowania. Media przed procesem i w trakcie procesu epatowały opinię publiczną informacjami na temat oskarżonych odzierając ich niejednokrotnie z prywatności, a nawet godności. Wielokrotnie przytaczały również nieprzychylne dla nich oceny i stawiały tezy związane z zarzutami – mówiła obrońca Katarzyny P.

Podkreśliła, że sam fakt postawienia komukolwiek jakiegoś zarzutu „niczego jeszcze nie przesądza”.

– Żyjemy w tej części Europy i świata, gdzie każdy ma prawo do rzetelnego procesu. Rzetelnego procesu rozumianego jako sprawiedliwe rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawo to zapewnia artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ratyfikowanej przez Polskę. Również konstytucja RP mówi, że każdy ma prawo do obrony i każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – argumentowała.

Zaznaczyła, że prawo do rzetelnego procesu to nie jest „frazes” i „pustosłowie”.

– Rzetelny proces to jest przestrzeganie pewnych reguł związanych z prowadzeniem sprawy (…) O tym, do czego prowadzi jednostronność i tendencyjność prowadzonego postępowania przygotowawczego i brak pogłębionej refleksji i koniecznego obiektywizmu na etapie postępowania sądowego mogliśmy się przekonać niedawno na gruncie głośnej sprawy Tomasza Komendy, który spędził kilkanaście lat w więzieniu za czyn, którego nie popełnił – mówiła adwokatka.

Żurawska wyjaśniła, że oskarżona od początku procesu deklarowała gotowość bezpośredniego udziału w procesie. – Czy nie próbowano pozbawić jej tego prawa poprzez zaniechanie doprowadzania jej na rozprawę i organizowania tzw. wideokonferencji? (…) Czy na tym ma polegać prawo do rzetelnego procesu i prawo do obrony? – pytała adwokat.

W opinii adwokatki, „nieszczęściem” tej sprawy było także to, że równocześnie z procesem obradowała sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. Żurawska oceniła, że przebieg obrad komisji, a zwłaszcza publiczne komentarze jej członków mogły wpływać na zeznania świadków przed sądem.

Obrońca przytoczyła zeznania kilkunastu świadków, według których wszystkie decyzje inwestycyjno-finansowe w Amber Gold podejmował Marcin P., a Katarzyna P. nie miała wiedzy merytorycznej nt. działalności spółki.

– Czym jako członek zarządu zajmowała się moja klientka? Zajmowała się wyposażeniem lokali, wystrojem wnętrz i ich umeblowaniem, strojami dla pracowników, umiejscowieniem ulotek i plakatów. Zwracała uwagę na czystość pomieszczeń biurowych i zajmowała się organizacją imprez dla pracowników (…) Można z sarkazmem powiedzieć, że obszar władzy i decyzyjności mojej klientki w spółce był faktycznie imponujący. Moja klientka ufała mężowi. Ufała, że stworzona przez niego spółka działa zgodnie z prawem i w granicach prawa – przekonywała obrońca.

Zaznaczyła jednocześnie, że nie jest jej „intencją przerzucanie odpowiedzialności na współoskarżonego Marcina P.”. – Bo podzielam w całości wszystkie tezy z wystąpienia mojego kolegi, obrońcy Marcina P. – nadmieniła.

Według prokuratury, Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Śledczy uznali, że Katarzyna i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Agenci CBA w siedzibie Komisji Nadzoru Finansowego

Z ustaleń radia RMF FM wynika, że do siedziby Komisji Nadzoru Finansowego weszli agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy zabezpieczają dokumentację.

Radio RMF FM donosi, że agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do siedziby Komisji Nadzoru Finansowego. Służby zabezpieczają dokumentację m.in. stenogramy i nagrania posiedzeń dotyczących programów naprawczych Getin Banku. Informację potwierdził Stanisław Żaryn, rzecznik koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

Czarnecki obciąża Chrzanowskiego

Przypomnijmy, „Gazeta Wyborcza” poinformowała we wtorek 13 listopada, że właściciel Getin Noble Banku Leszek Czarnecki twierdzi, że przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski zaoferował przychylność dla banku w zamian za około 40 milionów złotych. Czarnecki przekazał prokuraturze stenogram z nagrania wraz z zawiadomieniem o przestępstwie. Wynika z niego, że Chrzanowski proponował mu m.in. usunięcie z KNF Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta i szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, który jest zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego przez państwo. Ponadto przewodniczący KNF miał proponować złagodzenie skutków finansowych zwiększenia tzw. stopy podwyższonego ryzyka oraz życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Czarneckiego.

Dymisja szefa KNF

Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk przekazał, że Marek Chrzanowski złożył już oficjalny dokument, w którym była jego dymisja i odebrał odwołanie z funkcji szefa KNF. Chrzanowski uzasadniał swoją decyzję mówiąc, że czyni to z odpowiedzialności za sprawne funkcjonowanie nadzoru nad rynkiem finansowym i konieczność wnikliwego wyjaśnienia sprawy dla dobra państwa. Nowy przewodniczący komisji zostanie powołany przez Mateusza Morawieckiego. Do tego czasu jej pracami będzie kierował jeden z zastępców: Marcin Pachucki albo Andrzej Diakonow. – Ta sprawa od strony formalno-prawnej jest już zamknięta – podkreślał Dworczyk.

Co z komisją śledczą?

Szef KPRM pytany o ewentualne powołanie w tej sprawie komisji śledczej powiedział, że odpowiedź rządu może być tylko jedna. – Komisja śledcza jest powoływana, kiedy nie działają instytucje państwa. Tutaj mamy do czynienia z błyskawicznym działaniem premiera. Wczoraj w nocy premier powziął informacje na temat tej sytuacji, od razu zadaniował służby i prokuraturę. Zostały zebrane w trakcie wczorajszego dnia informacje, które zostały na wieczornej odprawie premierowi przedstawione – wyjaśnił.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Donald Tusk zeznaje przed komisją ds. Amber Gold

Przewodniczący Rady Europejskiej, były premier Donald Tusk przyjechał w poniedziałek rano do Sejmu na przesłuchanie przez sejmową komisją śledczą do spraw Amber Gold. Transmisja od godziny 10 w TVN24.

– Nie uczestniczę w quizie – powiedział Tusk, gdy Wassermann zapytała, kto nadzorował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Pytany o zamieszanie z terminem przesłuchania, Donald Tusk odpowiedział, że nie chce być złośliwy. – Ja byłem do dyspozycji, czekałem na terminy, komisja mi wyznaczyła trzy terminy, odpowiedziałem pozytywnie. Pierwszy odpadł, zaproponowałem drugi, nie było zgody. Zaproponowano bez żadnej konsultacji ze mną trzeci, czyli dzisiejszy. Nie było to dla mnie łatwe, ale też nie grymaszę i postanowiłem skorzystać także z tego zaproszenia, ale oczywiście nie ułatwia to życia – dodał.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowy termin przesłuchania Donalda Tuska

Szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann potwierdziła ustalenia reportera RMF FM Patryka Michalskiego: przesłuchanie przez sejmowych śledczych Donalda Tuska odbędzie się dopiero 5 listopada, a nie – jak pierwotnie planowano i ustalono z szefem Rady Europejskiej – 2 października.

Wassermann potwierdziła również, że decyzja o zmianie terminu ma związek z trwającą kampanią przed wyborami samorządowymi, w których ona sama ubiega się o fotel prezydenta Krakowa. „Nie chcę spotykać się z zarzutem, że (przesłuchanie Donalda Tuska) jest elementem mojej kampanii, bo nie jest” – podkreśliła. Na razie nie wiadomo jednak, czy były premier zaakceptuje nowy termin stawiennictwa przed komisją.
xŹródło info i foto: RMF24.pl

Jacek Rostowski zeznaje dziś przed komisją ds. Amber Gold

Były minister finansów w rządzie PO-PSL Jan Vincent-Rostowski ma w środę, składać zeznania przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. – Będzie nas interesować jego wiedza na temat sprawy Amber Gold oraz działania, jakie podjął – wskazywała przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann.

Zeznania Rostowskiego kończą wątek przesłuchań przez komisję świadków związanych ze służbą skarbową. Nazwisko Rostowskiego wielokrotnie pojawiało się w dotychczasowych zeznaniach. „Będzie nas interesować jego wiedza na temat sprawy Amber Gold oraz działania, jakie podjął” – wskazywała w rozmowie z PAP Wassermann.

B. wiceszef MF i Główny Inspektor Informacji Finansowej Andrzej Parafianowicz zeznał we wtorek przed komisją, że pierwszy raz z Rostowskim rozmawiał o Amber Gold na chwilę przed notatką ABW z kwietnia 2012 r. Jak mówił Parafianowicz, spotkali się na lotnisku. – Widać było, że Rostowski interesował się tematem – wskazał b. wiceszef MF.

Jak dodał, rozmowę o Amber Gold „sprowokował widok samolotów OLT”. – Cała rozmowa trwała dosłownie kilka minut (…) Z tego co pamiętam, to była pierwsza nasza rozmowa na ten temat – powiedział.

„To jest kłamstwo, co żeście przedstawili w Sejmie”

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała m.in. o to co resort finansów zrobił, by „zablokować tą piramidę finansową”.

– Jesienią 2012 roku komisjom sejmowym został przedstawiony na piśmie pełny harmonogram, z dokładnością do jednego dnia, wszystkich czynności wykonanych przez wszystkie urzędy skarbowe i później przez „uksy” (urzędy kontroli skarbowej) w stosunku do Amber Gold – powiedział Parafianowicz.

– To jest kłamstwo, co żeście przedstawili wtedy w Sejmie – stwierdziła Wasserman. Według niej, w przedstawionej informacji resort skłamał w punkcie mówiącym o tym, że „do 19 kwietnia nie posiadał żadnej wiedzy na temat podatnika Amber Gold”.

Wcześniej podczas posiedzenia komisji Parafianowicz zeznał, że pod koniec 2011 r. szef KNF Andrzej Jakubiak poinformował go o narastającym problemie z Amber Gold, zwłaszcza w kontekście braku reakcji prokuratury na składane zawiadomienia.

„Z Rostowskim rozmawiałem raz na tydzień najrzadziej”

Nazwisko Rostowskiego wiele razy przewijało się podczas posiedzeń komisji śledczej ds. Amber Gold.

Przesłuchiwany przez komisję w lutym 2017 r. b. prezes NBP Marek Belka nie wykluczył, że temat Amber Gold mógł poruszyć podczas rozmowy właśnie z ówczesnym ministrem finansów. Belka był pytany, czy poprosił w rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem o to, żeby minister Rostowski wykonał ustawowe uprawnienia kontroli skarbowej wobec Amber Gold. Odpowiedział, że taka prośba z jego strony do premiera Tuska była niemożliwa. – Ja z ministrem Rostowskim rozmawiałem raz na tydzień najrzadziej, a z premierem zdarzyło mi się podczas mojej kadencji może trzy, cztery razy – podkreślił.

Również w lutym ubiegłego roku ówczesny zastępca szefa KNF Lesław Gajek mówił przed komisją śledczą: „Jeśli chodzi o Ministerstwo Finansów to te kontakty były trudne. Ministrem finansów był wówczas Jacek Rostowski. Współpraca była jednostronna. Myśmy słali różne pisma, dotyczące spraw rynku finansowego. Na ogół spotykały się z odmową, albo z żadnym działaniem” – powiedział. – One nie dotyczyły Amber Gold, mówię o wszystkich działaniach – dodał.

W końcu sierpniu 2012 r. informację o działaniach instytucji państwowych w sprawie spółki Amber Gold przedstawił ówczesny premier Donald Tusk oraz b. prokurator generalny Andrzej Seremet. Głos zabrał ponad także minister finansów Jacek Rostowski, ktory ocenił, że ws. Amber Gold oczywistych zaniedbań dopuściły się m.in. gdańskie urzędy skarbowe i UOKiK. Jego zdaniem „gdyby prokuratura w odpowiednim momencie zadziałała tak, jak powinna była zadziałać, problemu spółki Amber Gold nie byłoby”.

Zeznająca przed komisją w czerwcu była p.o. naczelnika I Urzędu Skarbowego w Gdańsku Maria Liszniańska mówiła przed komisją śledczą, że po wybuchu afery wokół Amber Gold została kozłem ofiarnym, którego potrzebował Rostowski, by uspokoić opinię publiczną. – Doszło do mnie tylko tyle, jeszcze jak byłam wicedyrektorem Izby Skarbowej, że minister zażyczył sobie dwie głowy i nieważne czyje – mówiła.

Z kolei b. naczelnik III Urzędu Skarbowego w Gdańsku Tomasz Rzewuski mówił przed komisją w lipcu, że został odwołany ze stanowiska przez ówczesnego ministra finansów w trakcie debaty sejmowej 30 sierpnia 2012 r. Jak mówił, dowiedział się o tym z telewizji.

OLT Express

24 maja 2012 r. Krzysztof Bondaryk wysłał notatkę dotyczącą Amber Gold m.in. do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera oraz ministra finansów. Była to informacja z art. 18 ustawy o ABW, czyli mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP. W piśmie poinformowano, że w ocenie Agencji Amber Gold to piramida finansowa, a środki klientów wyprowadzane są do należących do spółki linii lotniczych OLT Express, oraz że w najbliższych dniach ABW złoży zawiadomienie do prokuratury.

W maju Bondaryk mówił przed komisją, że spośród adresatów notatki osobiście rozmawiał z szefem MSW Jackiem Cichockim i Jackiem Rostowskim.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express ogłosiły upadłość pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niezależna komisja zbada sprawę zaginięcia 43 studentów w Meksyku

Meksykański sąd federalny nakazał w poniedziałek czasu lokalnego powołanie niezależnej komisji, która ma zbadać zaginięcie 43 studentów na południu kraju w 2014 roku. Jako powód podano poważne uchybienia w dochodzeniu prokuratury w tej sprawie. Komisja Śledcza na rzecz Prawdy i Sprawiedliwości będzie złożona z osób reprezentujących ofiary oraz z przedstawicieli Narodowej Komisji Praw Człowieka i prokuratury federalnej.

Błędy w dochodzeniu

„(Poprzednie) śledztwo przeciągało się, nie było skuteczne, niezależne ani bezstronne, jeśli chodzi prokuraturę. Ustalono, że istnieją wystarczające dowody, by zakładać, że zeznania i oskarżenia uzyskano drogą tortur” – wskazał sąd federalny w stanie Tamaulipas na północy kraju.

„Nic nie wskazuje na to, by choćby pobieżne zbadano wątki śledztwa sygnalizujące współudział personelu wojska meksykańskiego lub policji federalnej. Wydaje się też, że nie zbadano zarzutów dotyczących stosowania tortur, co sugeruje, że osoby, którym to zarzucano, w tym przedstawiciele piechoty morskiej Meksyku, nie zostały objęte śledztwem” – dodał sąd.

Prokuratura w oświadczeniu przekazała, że nie zgadza się z tą decyzją oraz że niektóre wątki w śledztwie, w tym wątek dotyczący stosowania tortur, są kontynuowane. Przedstawiciele rodzin ofiar z zadowoleniem przyjęli informację o powołaniu niezależnej komisji.

Na śledztwo wpływał rząd?
Według jednej z organizacji reprezentujących ofiary rząd wpływał na śledztwo prowadzone przez prokuraturę w sprawie zaginięcia studentów, aby jego wyniki odpowiadały przedstawionej już, oficjalnej wersji zdarzeń.

W 2015 roku niezależni eksperci podali w wątpliwość rządową wersję wydarzeń z końca września 2014 roku. Wynika z niej, że 26 września 2014 roku studenci zaginęli po starciach z lokalną policją w czasie demonstracji w mieście Iguala w stanie Guerrero na południowym wschodzie kraju. Skorumpowana policja miała przekazać ich członkom gangu narkotykowego, ci zaś zamordowali studentów, zwłoki spalili na wysypisku śmieci pod Igualą, a szczątki rozsypali w pobliskiej rzece.

Według rządu przestępcy wzięli studentów za członków rywalizującego kartelu. Inna wersja mówi o tym, że burmistrz Iguali, który obecnie jest w więzieniu, poprosił lokalną policję, by zajęła się studentami, gdyż obawiał się, że zakłócą oni wiec polityczny jego żony.

Zdaniem ekspertów niemożliwe jest, aby zwłoki studentów zostały spalone, gdyż na wysypisku nie znaleziono śladów tak wielkiego pogorzeliska. Eksperci ustalili też m.in., że chociaż lokalna policja jest odpowiedzialna za zniknięcie studentów, to śledztwem powinni być objęci także członkowie federalnej policji.

W raporcie biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (UNHCHR) z marca br. podano, że 34 ze 129 osób aresztowanych w związku ze sprawą było torturowanych. Federalnych śledczych i żołnierzy piechoty morskiej oskarżono o uzyskiwanie zeznań za pomocą tortur i zaapelowano o nieuwzględnianie tych oświadczeń. Wcześniej UNHCHR wyrażał zaniepokojenie „licznymi wyzwaniami i przeszkodami (stawianymi przez władze Meksyku), o których w swoim raporcie napisali (niezależni) eksperci”, w tym o blokowaniu dostępu do dowodów.
Źródło info i foto: interia.pl

Skandal w niemieckim urzędzie migracyjnym. Będzie komisja śledcza?

Niemiecka Wolna Partia Demokratyczna (FDP) przyłączyła się w poniedziałek do skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD), wzywając do parlamentarnego śledztwa w sprawie polityki migracyjnej rządu Angeli Merkel i skandalu w Urzędzie do spraw Migracji i Uchodźców (BAMF) – informuje Reuters. W połowie kwietnia wyszło na jaw, że była już kierowniczka bremeńskiej filii BAMF w latach 2013-2016 przyznała azyl co najmniej 1200 osobom, które nie spełniały wymaganych kryteriów.

Bremeńska prokuratura prowadzi obecnie postępowanie przeciwko byłej szefowej oddziału BAMF w Bremie i pięciu innym osobom podejrzanym o korupcję i zorganizowane nakłanianie do bezprawnego składania wniosków o azyl.

„Trzeba dotrzeć do sedna tego, co się stało”

Agencja przypomina, że AfD, „od której generalnie trzymają się na dystans partie głównego nurtu”, w czwartek złożyła wniosek o powołanie parlamentarnej komisji w tych sprawach. W poniedziałek głos w tej sprawie zabrał szef FDP Christian Lindner. – Sądzimy, że trzeba dotrzeć do sedna tego, co się stało, łącznie z kwestią odpowiedzialności politycznej – stwierdził Linder. Dodał, że przed taką komisją powinna zeznawać Merkel oraz ministrowie odpowiedzialni za koordynację reakcji rządu na kryzys uchodźczy. Lindner oświadczył, że trzeba wyjaśnić, jak i w jakich warunkach działał BAMF.

Agencja dpa zwraca uwagę, że Lindner starał się zachować dystans wobec AfD, ale nie wykluczył, iż FDP może wykorzystać głosy tej partii. Do powołania komisji śledczej potrzebne są głosy co najmniej jednej czwartej deputowanych do Bundestagu. Reuters zwraca uwagę, że AfD i FDP nie dysponują wystarczającą liczbą mandatów, by doprowadzić do wszczęcia parlamentarnego śledztwa, a inne niemieckie partie polityczne są sceptyczne albo wprost odrzucają ten pomysł. Lindner zapewnia jednak, że jest gotów rozmawiać z innymi partiami o powołaniu takiej komisji.

Zieloni, Lewica i SPD przeciwni

Współprzewodniczący AfD Alexander Gauland wyraził nadzieję, że bawarska CSU poprze powołanie komisji, ponieważ jej przywódca Horst Seehofer deklarował, że z zadowoleniem powitałby parlamentarne śledztwo w sprawie BAMF. Zieloni i Lewica zarzucili FDP, iż chce wykorzystać komisję do wyeksponowania tematu polityki wobec uchodźców. Ze strony Lewicy pojawił się też zarzut, że AfD i FDP chcą „platformy dla propagandy wrogiej wobec uchodźców, (…) aby doprowadzić do dalszego zaostrzenia polityki azylowej”.

Szefowa SPD Andrea Nahles nie popiera powołania komisji śledczej, natomiast uważa, że sprawą powinna się zająć komisja spraw wewnętrznych. Natomiast zastępca szefa frakcji FDP Stephan Thomae zwrócił uwagę, że w odróżnieniu od komisji spraw wewnętrznych komisja śledcza mogłaby powoływać świadków. Według przedstawicieli FDP dzięki komisji śledczej z precyzyjnie sformułowanym mandatem łatwiej byłoby zapobiec „przechwyceniu debaty przez populistów”. FDP chce przesłuchać m.in. Merkel, byłego koordynatora ds. polityki wobec uchodźców, obecnego ministra gospodarki Petera Altmaiera i b. szefa MSW Thomasa de Maiziere. Jak pisze dpa, postulowana przez FDP komisja miałaby się zająć m.in. tym, czy w okresie kryzysu uchodźczego możliwe było zamknięcie granicy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tomasz Arabski nie pojawi się na środowym posiedzeniu komisji śledczej ds. Amber Gold

Szef kancelarii premiera Donalda Tuska Tomasz Arabski nie stawi się na środowe posiedzenie komisji śledczej do spraw Amber Gold – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Arabski miał zostać przesłuchany jako świadek w sprawie piramidy finansowej, której działalność naraziła klientów na straty w wysokości ponad 800 milionów złotych.

Jak się dowiedział reporter RMF FM, Tomasz Arabski przysłał do prezydium komisji usprawiedliwienie swej nieobecności. W tym liście tłumaczy ją obowiązkami zawodowymi.

Komisja śledcza wysłała Arabskiemu wezwanie na posiedzenie w maju. Zostało ono przez niego odebrane. Okazało się jednak, że ze względu na pracę, termin mu nie odpowiada.

Z informacji reporterów RMF FM wynika, że szefostwo komisji uznało usprawiedliwienie świadka. Ma mu być wysłane kolejne wezwanie na posiedzenie – tym razem już po sejmowych wakacjach, najpewniej we wrześniu.

Jutro natomiast przed śledczymi ma zeznawać były szef BOR Marian Janicki.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl