ZUS ostro sprawdza kto wyłudza zasiłki

ZUS tropi symulantów! Co robi cwaniak na zwolnieniu lekarskim? Wyjeżdża na urlop lub sobie dorabia! ZUS ostro wziął się za takich symulantów – pisze piątkowy „Fakt”. Dodaje, że w tym roku ZUS przeprowadził o 30 proc. więcej kontroli zwolnień lekarskich.

„W ten sposób zaoszczędził m.in. na zasiłkach chorobowych aż 156 mln zł” – czytamy.

Jak ustalił dziennik, od stycznia do września ZUS przeprowadził 468 tys. kontroli. „W zeszłym roku, w tym samym okresie, było ich o 110 tysięcy mniej” – czytamy. Dodano, że w tym roku wstrzymano i cofnięto wypłaty na 155 mln zł – 9 mln więcej niż przed rokiem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Garwolin: Wpadli z narkotykami podczas kontroli drogowej

Garwolińscy policjanci ujawnili konopie indyjskie w trakcie kontroli drogowej. 29-letni kierujący fordem, właściciel środków odurzających i jego wspólnik trafili do policyjnego aresztu. Grozi im kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z Trojanowa zatrzymali do kontroli forda, którym kierował 29-letni mieszkaniec gm. Górzno. Zachowanie kierującego oraz zapach z wnętrza pojazdu wzbudził u funkcjonariuszy podejrzenie, że młody mężczyzna może posiadać marihuanę. Przeszukanie pojazdu przyniosło efekt, okazało się, że w pojeździe znajduje się blisko 50 krzewów konopi indyjskich. Ponadto kierowca posiadał woreczek foliowy z amfetaminą. Podczas dalszych czynności w domu mężczyzny policjanci znaleźli blisko 2 kilogramy marihuany, urządzenia do produkcji oraz plantację kolejnych 25 krzewów.

Właściciel nielegalnych środków odurzających został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. W tej sprawie został zatrzymany również 32-latni wspólnik mężczyzny, który podczas zatrzymania posiadał przy sobie marihuanę. Mężczyznom zostały postawione już zarzuty. Wobec 29-latka zastosowano poręczenie majątkowe i dozór policyjny, a wobec 32-letniego mieszkania gm. Garwolin tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy.

Łącznie zabezpieczono blisko 12 kilogramów marihuany. Sprawa znajdzie swój finał na sądowej wokandzie, mężczyznom grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

Sprawa ma charakter rozwojowy, policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Lubuskie: Efekty kontroli wewnętrznych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V.

Dymisje, postępowania dyscyplinarne i wyjaśniające w lubuskiej policji – to efekty kontroli wewnętrznych rozpoczętych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V. Kobieta szukała ochrony przed jej przyszłym zabójcą, ale jej nie znalazła. Na razie nie wiadomo jednak, czy to wyłącznie błędy ludzkie, czy winny jest system działania policji.

Mordercą 26-letniej Ukrainki był jej równolatek, mieszkaniec Gorzowa Paweł R. Kamery monitoringu pralni, w której pracowała kobieta, zarejestrowały zabójstwo: 11 września mężczyzna wszedł do środka, wyciągnął broń i z bardzo bliskiej odległości strzelił jej w głowę. W trzy godziny po dokonaniu zabójstwa sam został śmiertelnie postrzelony przez niemieckich policjantów na autostradzie pod Berlinem.

– Nie chciała być z Pawłem R., dlatego odgrażał się jej wielokrotnie. On się w niej zakochał na zabój, nagabywał ją, wysyłał SMS-y – relacjonowali dziennikarzom „Uwaga TVN” znajomi Kristiny i Pawła R. Z dotychczasowych ustaleń policji wiadomo, że mężczyzna strzelił z broni „czarnoprochowej”, na którą nie jest potrzebne żadne zezwolenie.

Tylko wykroczenie

Po zabójstwie komendant główny policji generał Jarosław Szymczyk zdecydował, że wszystkie okoliczności działań lubuskiej policji mają wyjaśnić doświadczeni funkcjonariusze z biura kontroli. Poznaliśmy wstępne ustalenia opisane w ich raporcie. Wiadomo, że młoda Ukrainka w połowie czerwca przyszła do komisariatu II w Gorzowie. Prosiła policjantów o pomoc. Tłumaczyła, że czuje się zastraszana przez Pawła R.

– Oficer dyżurny po wysłuchaniu kobiety uznał, że działania Pawła R. to wyłącznie wykroczenie, a nie przestępstwo – mówi nasz rozmówca z lubuskiej policji.

Już następnego dnia komendant komisariatu potwierdził decyzję oficera dyżurnego i skierował sprawę do prowadzenia przez funkcjonariusza referatu do spraw wykroczeń. Chodzi o wykroczenie z artykułu 107 Kodeksu wykroczeń, który mówi o „złośliwym dokuczaniu innej osobie”. Grozi za to kara ograniczenia wolności (np. do ograniczenia pobytu do miejsca zamieszkania) lub grzywna w maksymalnej wysokości 1500 złotych.

Doświadczony funkcjonariusz policji w ten sposób wyjaśnia znaczenie decyzji oficera dyżurnego, którą potwierdził później komendant: – Artykuł 107 Kodeksu wykroczeń jest stosowany najczęściej w przypadku sporów sąsiedzkich. Oficer dyżurny miał wybór, mógł zakwalifikować doniesienie Kristiny jako przestępstwo z artykułu 190 Kodeksu karnego, czyli gróźb karalnych. To otwiera drogę policjantom i prokuraturze do zdecydowanych działań, jak wydania zakazu zbliżania się, kontaktowania, a nawet objęcia ochroną osoby zagrożonej. Nasz rozmówca prosi przy tym o zachowanie anonimowości.

Pomoc policjanta

Postępowanie o wykroczenie szybko trafiło z komisariatu do Sądu Rejonowego w Gorzowie, który już na początku września uznał winę Pawła R. i ukarał go finansowo. Niemal w tym samym czasie w pomoc Kristinie V. zaangażował się funkcjonariusz miejscowego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji.

– Skontaktował się z nim kolega Kristiny, opowiedział o jej problemach z Pawłem R. O rosnącym strachu, kolejnych pogróżkach kierowanych przez SMS-y i poprzez komunikatory. Policjant przejrzał materiały, przejął się sprawą. Wszyscy wspólnie pojechali ponownie do komisariatu – relacjonuje nam osoba znająca kulisy sprawy.

Policjanta z CBŚP, Kristinę V. oraz jej kolegę przyjął zastępca komendanta komisariatu. Ukrainka potwierdziła wtedy, że Paweł R. kieruje wobec niej groźby karalne. Jednak nie złożyła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa z artykułu 190 tego dnia – policjanci z pionu dochodzeniowego byli zajęci innymi sprawami.

– Następnego dnia policjant z CBŚP osobiście napisał zawiadomienie do prokuratury, skierował wniosek o ściganie Pawła R. Jednak Kristina V. nie złożyła pod tym dokumentem swojego podpisu, bo uznała, że poprzedniego dnia źle została potraktowana na komisariacie – mówi nasz rozmówca.

To ważny moment, gdyż zgodnie z kodeksowymi zapisami przestępstwo groźby karalnej – czyli właśnie artykuł 190 Kk – ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego. To znaczy, że ani policja, ani prokuratura bez inicjatywy ze strony osoby zagrożonej nie mogą podejmować żadnych czynności.

W służbie statystyki

Dlaczego Kristina V. tak się zachowała? – Proszę wczuć się w jej sytuację. Imigrantka, starająca się ułożyć sobie życie w nowym kraju. Jej było strasznie ciężko zdecydować się na działania przeciwko Polakowi. Bała się, że straci szansę na stały pobyt, pracę i przyszłość – mówi dziennikarzowi tvn24.pl jeden z jej polskich znajomych. A dlaczego tak się zachowywali funkcjonariusze z komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim?

– Myślę, że minimalne znaczenie miała narodowość dziewczyny. Dla mnie działanie oficera dyżurnego i jego przełożonego to klasyczna ucieczka przed wszczęciem postępowania o przestępstwo. To rzutuje na statystykę przestępczości, która jest ujęta w mierniki. A jak ktoś ma złe wyniki, to obrywa na odprawach, więc najlepiej jest spychać przestępstwa na wykroczenia – mówi doświadczony funkcjonariusz. – Policjant z CBŚP nie ma mózgu opanowanego przez dążenie do sukcesu statystycznego i dzięki temu dobrze ocenił sytuację. Bo Centralne Biuro Śledcze jest w ogromnej mierze wolne od statystyki – dodaje.

– Gdy będą znane pełne wnioski z kontroli w tej sprawie, natychmiast je wdrożymy – deklaruje rzecznik lubuskiej Komendy Wojewódzkiej Policji nadkomisarz Marcin Maludy.

Kontrola kontroli

W Komendzie Głównej Policji potwierdziliśmy oficjalnie odwołania z funkcji komendanta i zastępcy komendanta komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim.

– Dodatkowo prowadzone są postępowania dyscyplinarne wobec funkcjonariusza komisariatu, który prowadził czynności po pierwszym zgłoszeniu o zagrożeniu od Kristiny V. Prowadzone są również czynności wyjaśniające wobec funkcjonariuszy wydziału kontroli komendy wojewódzkiej, którzy jako pierwsi badali sprawę – usłyszeliśmy w KGP.

Udało nam się również potwierdzić, że trwa „postępowanie wyjaśniające” wobec funkcjonariuszy pionu kontroli wewnętrznej z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie, wysłanych na miejsce tuż po zabójstwie. Ich zadaniem było prześwietlenie działań policjantów z komisariatu i przedstawienie raportu przełożonym.

– Mamy podejrzenia, że nie przedstawili prawdziwego przebiegu zdarzeń. Nie tyle chcieli bezstronnie skontrolować działanie policjantów z komisariatu, co je wytłumaczyć – mówi nam oficer komendy głównej policji.

Niezależne od ustaleń kontrolerów Komendy Głównej Policji śledztwo prowadzi także prokuratura wspólnie z Biurem Spraw Wewnętrznych, czyli „policją w policji”. Prokuratorzy będą oceniać działania funkcjonariuszy w kontekście ewentualnej odpowiedzialności karnej – żadne takie decyzje jeszcze nie zapadły, choć np. niedawno na komisariacie II „policja w policji” zabrała wszelkie dokumenty związane ze sprawą Kristiny V. Natomiast ustalenia kontroli wewnętrznej służą komendantowi głównemu policji i komendantom wojewódzkim do podejmowania decyzji personalnych, takich jak dymisje lub nawet wydalenie ze służby, a także do wprowadzania zmian w funkcjonowaniu policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Francja: Nożownik z Paryża mógł być wtyczką Państwa Islamskiego w specsłużbach?

Coraz większy skandal we francuskim resorcie spraw wewnętrznych jest pokłosiem ataku nożownika w komendzie głównej policji w Paryżu.

W czwartek uzbrojony w nóż mężczyzna wtargnął na komendę główną policji w Paryżu. W wyniku ataku zginęło czterech funkcjonariuszy. Napastnik został zastrzelony przez jednego z policjantów. Już w kilka godzin po zamachu media podały informację, że napastnik był wcześniej pracownikiem komendy – zajmował się sprawami administracyjnymi. Kolejne medialne doniesienia, a także ustalenia francuskiej prokuratury wskazują na istnienie gigantycznej luki w kontroli funkcjonowania służb specjalnych w tym kraju. Powołania komisji śledczej w tej sprawie domagają się posłowie opozycji. Chcą ustalić, jak doszło do tego, że islamski terrorysta pracował we francuskich służbach i kto jest za to odpowiedzialny.

Wielu obserwatorów uważa bowiem, że sprawca ataku na komendę policji – 45-letni Michael Harpon – mógł być „wtyczką” Państwa Islamskiego w biurze służb specjalnych paryskiej prefektury policji. Mężczyzna był tam przez 16 lat zatrudniony jako informatyk. Dzięki tej pracy dysponował informacjami dotyczącymi planów działań wymierzonych w islamskich terrorystów we Francji.

Jak zeznały osoby z bliskiego otoczenia napastnika, mężczyzna ten osiem lat temu przeszedł na islam. W prywatnych rozmowach miał pochwalać dokonywane przez dzihadystów zamachy terrorystyczne. Francuska prokuratura potwierdziła też to, o czym wcześniej donosiły media: że Michael Harpon w ostatnim czasie przestał podawać rękę koleżankom z pracy. Co więcej, w weekendy miał ubierać się w tradycyjne islamskie stroje.

Na chwilę przed czwartkowym zamachem mężczyzna wysłał do żony SMS, w którym napisał, że „Allah jest wielki”. Na wiadomość tę otrzymał odpowiedź: „Tylko Allach może sądzić twoje czyny! Pozostań wierny Koranowi!”.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Niemcy: Dwaj policjanci z Turyngii podejrzani o zgwałcenie Polki

Dwaj policjanci z Turyngii zostali aresztowani pod zarzutem zgwałcenia Polki podczas interwencji. Obaj zatrzymani weszli do mieszkania z kobietą, która miała okazać im dowód tożsamości. Tam miało dojść do gwałtu. Do gwałtu miało dojść w ubiegłą sobotę po tym, jak policja przeprowadziła rutynową kontrolę dokumentów tożsamości kobiety i towarzyszącego jej męża. Funkcjonariusze podejrzewali, że okazane im dokumenty są fałszywe.

Kontrolowanych przewieziono na komendę policji w Arnstadt, tam potwierdzono, że dokumenty są podrobione. Kobieta przyznała, że w domu ma oryginalny dowód tożsamości. Wraz z nią pojechało po niego trzech mundurowych. Dwóch weszło z kobietą do mieszkania, a trzeci pozostał na zewnątrz.

Funkcjonariusz „z tłem migracyjnym”

Jednym z funkcjonariuszy, który miał dopuścić się gwałtu, był 40-letni Niemiec. Media nie podają narodowości drugiego z policjantów. Informują jedynie, że był to młody mężczyzna „z tłem migracyjnym” – ukończył szkołę policyjną dopiero przed dwoma laty. Według informatorów stacji RTL, trzeci z policjant czekał w pobliżu mieszkania, razem z mężem Polki.

Dzień po tej interwencji kobieta oskarżyła funkcjonariuszy o gwałt. Według informacji stacji RTL z kręgów policyjnych, podczas obdukcji potwierdzono, że kobieta odbyła stosunek płciowy. Policja nie informuje jednak, czy dysponuje już wynikami badania DNA. Stacja podaje, natomiast, że kobieta była w stanie podać cechy charakterystyczne budowy anatomicznej mężczyzn.

Uciekał i stawiał opór przy zatrzymaniu

Obaj funkcjonariusze zostali we wtorek zatrzymani. Starszy z nich miał próbować zbiec, ale po pościgu ujęto go. Podczas zatrzymania stawiał opór. Obu zatrzymanym prokuratura postawiła już zarzut gwałtu zbiorowego. Grozi im kara więzienia od 3 do 15 lat.

Szef niemieckiego MSW: oczekuje się, że policjanci będą zachowywać się wzorowo

Do sprawy odniósł się minister spraw wewnętrznych Niemiec Georg Maier: – Gdyby zarzut został potwierdzony, byłoby to nie tylko poważne przestępstwo, ale miałoby także poważne konsekwencje prawne. Maier przyznał, że potwierdzenie zarzutów mogłyby zmniejszyć zaufanie do policji. Podkreślał, że „powszechnie oczekuje się, że policjanci będą zachowywać się wzorowo”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosjanin próbował przemycić haszysz wart ponad 4 mln złotych

Podlascy pogranicznicy w minioną sobotę zatrzymali rosyjskiego kierowcę, który jechał w stronę granicy polsko – litewskiej. Po skontrolowaniu jego samochodu ujawnili ponad 81 kilogramów haszyszu o czarnorynkowej wartości ponad 4 milionów złotych. Mężczyzna trafił do aresztu na trzy miesiące. 43-letniego obywatela Rosji podlascy strażnicy graniczni zatrzymali do kontroli w okolicach miejscowości Wiżajny. Jechał samochodem marki Mercedes ML 350.

– Nienaturalne zachowanie kierowcy podczas przeprowadzanych czynności wzbudziło podejrzenie funkcjonariuszy, że w aucie może znajdować się nielegalny towar. Samochód poddano szczegółowym sprawdzeniom, które potwierdziły przypuszczenia funkcjonariuszy Straży Granicznej. W pojeździe znajdowała się podwójna podłoga – opisuje działania pograniczników major Katarzyna Zdanowicz, rzecznik prasowa Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej w Białymstoku.

Haszysz wart ponad 4 miliony złotych

W trakcie przeszukania ciężarówki strażnicy ujawnili 134 zamknięte hermetycznie paczki różnej wielkości z suszem roślinnym. Tester narkotyczny wykazał, że Rosjanin ukrył haszysz. Łącznie zabezpieczono ponad 81 kilogramów haszyszu o szacunkowej wartości ponad 4 milionów. Sąd Rejonowy w Białymstoku w poniedziałek zdecydował o tymczasowym aresztowaniu obywatela Rosji na trzy miesiące. Jego samochód o wartości około 150 tysięcy złotych, także został zatrzymany. Teraz Rosjaninowi grozi grzywna i nie mniej niż trzy lata pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury po kontroli CBA ws. termomodernizacji szkół w Pabianicach

Centralne Biuro Antykorupcyjne złożyło zawiadomienie do prokuratury po zakończeniu kontroli termomodernizacji szkół w Pabianicach (Łódzkie). Prezydent Pabianic nie podpisał protokołu kontroli i zgłosił do niego zastrzeżenia.

– Zawiadomienie CBA dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstw przez prezydenta Pabianic, skarbnika i naczelnika wydziału inwestycji i eksploatacji Urzędu Miejskiego w Pabianicach – podał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania potwierdzając, że doniesienie CBA wraz z protokołem kontroli wpłynęło do prokuratury pod koniec sierpnia.

Według kontrolujących mieli oni przekroczyć uprawnienia i nie dopełnić obowiązków przy realizacji przedsięwzięcia „Poprawa efektywności wykorzystania energii w budynkach użyteczności publicznej” Pabianic.

Dodatkowo prezydentowi miasta CBA zarzuca niezapewnienie bezpieczeństwa użytkowników termomodernizowanych placówek oświatowych, za co prawo budowlane przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Prezydent Pabianic nie podpisał protokołu kontroli CBA

– Do przeprowadzenie postępowania wyznaczona została Prokuratura Rejonowa Łódź-Górna – powiedział rzecznik. Zaznaczył, że na razie trwają wstępne czynności w związku ze złożeniem zawiadomienia, ale prawdopodobnie do końca tego tygodnia podjęta zostanie decyzja o wszczęciu śledztwa w tej sprawie.

Rzeczniczka prasowa prezydenta Pabianic Aneta Klimek powiedziała, że Prezydent Pabianic nie podpisał protokołu kontroli CBA i zgłosił do niego umotywowane zastrzeżenia, dotyczące zawartych w nim ustaleń. Przypomniała, że prawo do niepodpisywania protokołu i zgłoszenia zastrzeżeń przez kontrolowanego wynikają z ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Rzecznik zapewniła, że w urzędzie miasta nie było żadnych decyzji personalnych spowodowanych kontrolą CBA w sprawie termomodernizacji szkół. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski powiedział, że funkcjonariusze z łódzkiej delegatury Biura prowadzili kontrolę w Pabianicach od połowy lipca 2018 r. do połowy lutego 2019 r.

CBA skierowała zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa

Kontrola dotyczyła projektu dotyczącego finansowania, zaprojektowania i wykonania robót termomodernizacyjnych i budowlanych, zarządzania energią oraz utrzymania technicznego wybranych pabianickich obiektów oświatowych. Kontrolowane prace były realizowane w formule partnerstwa publiczno-prywatnego i współfinansowane ze środków UE.

– W oparciu o wyniki kontroli łódzka delegatura CBA skierowała zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników Urzędu Miejskiego w Pabianicach – powiedział Brodowski.

W trakcie kontroli sekretarz Pabianic Paweł Rózga mówił, że dotyczy ona projektu termomodernizacji. Zapewnił, że urząd wydał potrzebne kontrolerom dokumenty, które były analizowane.

Według udostępnionej na stronie Pabianic listy kontroli zewnętrznych, łódzka delegatura CBA już wcześniej – w listopadzie 2017 r. – sięgała po dokumentację dotyczącą „zastosowania dialogu konkurencyjnego przy działaniach na rzecz efektywności wykorzystania energii w budynkach użyteczności publicznej Pabianic”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Morderstwo ucznia w szkole w Warszawie. Ratusz i kuratorium o wynikach kontroli

Lada dzień sąd podejmie decyzję, czy Emil B., który na szkolnym korytarzu zabił swojego kolegę, będzie sądzony jak dorosły. Tymczasem kuratorium i ratusz informują o wynikach kontroli w placówce. Obie instytucje nie dopatrzyły się istotnych uchybień w funkcjonowaniu szkoły.

16-letni Kuba zginął 10 maja w szkole imienia Króla Maciusia I w Wawrze. Podczas przerwy zaatakował go nożem inny uczeń, jego kolega – 15-letni Emil B. Po morderstwie prokuratura zwróciła się z wnioskiem o sądzenie chłopca jak osoby dorosłej. Wciąż nie podjęto decyzji w tej sprawie. Ale – jak słyszymy w sądzie – ma to nastąpić lada dzień.

– Do sądu wpłynęła już opinia biegłych psychiatrów. Wkrótce wyznaczona zostanie data posiedzenia, podczas którego zostanie podjęta decyzja w sprawie Emila B. – mówi Joanna Adamowicz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Uczniowie z problemami

Kiedy Emil. B zadawał śmiertelne ciosy Kubie, jego przybrana matka rozmawiała z dyrekcją. Kobieta mówiła, że obawia się o bezpieczeństwo swojego syna. Pedagodzy nie zdążyli jednak zareagować.

Zamordowany Kuba był wcześniej poszkodowany w sprawie, którą prowadziła praska prokuratura. Zgłoszenie wpłynęło miesiąc przed morderstwem. Chłopak miał być pobity za to, że nie spłacił długu – jak ustaliliśmy – za narkotyki. Emilem dwukrotnie zajmował się praski sąd rodzinny. Chodziło o naruszenie nietykalności cielesnej i alkohol.

W sprawie morderstwa zostali zatrzymani także inni uczniowie, którzy mieli podżegać Emila do zabójstwa Kuby.

Czy szkoła mogła zareagować wcześniej? Sprawdzali to przedstawiciele ratusza oraz kuratorium oświaty.

Nie dostrzegli „istotnych uchybień”

– Biuro Kontroli nie zwróciło uwagi na żadne istotne uchybienia – mówi nam Ewa Rogala, rzeczniczka stołecznego ratusza. W związku z tym w szkole nie wyciągnięto wobec nikogo konsekwencji dyscyplinarnych. Ale pojawią się dodatkowe zajęcia. – Placówka zostanie objęta programem „szkoła bez przemocy”, który został specjalnie zmodyfikowany – dodaje rzeczniczka.

Uchybień nie dopatrzyło się także kuratorium oświaty, które po tragedii dwukrotnie kontrolowało placówkę. Celem było sprawdzenie, czy nauczyciele zapewniają uczniom bezpieczeństwo w placówce (przypomnijmy: do morderstwa doszło na szkolnym korytarzu podczas przerwy). Kuratorium przyglądało się też kwestii opieki psychologicznej nad uczniami.

Jakie były wnioski? Rzecznik kuratorium Andrzej Kulmatycki informuje, że nauczycielom wydano kilkanaście zaleceń, między innymi: objęcie nadzorem miejsc, w które wcześniej nie były kontrolowane, ustalenie planu zajęć dla uczniów z indywidualnym tokiem nauczania bez „okienek” (miał takie Emil B.), zorganizowanie zajęć z pomocy psychologiczno–pedagogicznej oraz prowadzenie dokumentacji takiej pomocy.

Kolejną kontrolę zaplanowano na drugą połowę września.
Źródło info i foto: tvnwarszawa.tvn24.pl

Oleśnica: Nastolatkowie przyszli do szkoły z plecakami pełnymi narkotyków

Kryminalni z Oleśnicy (woj. dolnośląskie) zatrzymali do kontroli trzech uczniów. W plecaku jednego z nich znaleźli woreczki z suszem, substancję w proszku oraz tabletki. Analiza laboratoryjna potwierdziła, że były to narkotyki. Cała trójka trafiła do policyjnej izby dziecka. O ich losie zdecyduje sąd rodzinny.

Oleśniccy kryminalni nie zatrzymali chłopców przypadkowo, działali w oparciu o zgromadzony materiał operacyjny. Podczas kontroli wiedzieli, że nastolatkowie mogą mieć przy sobie niedozwolone substancje.

Podejrzenia funkcjonariuszy potwierdziły się, ponieważ w plecaku jednego z chłopców znaleziono różnego rodzaju substancje – tabletki, susz roślinny i biały proszek. Chłopcy mieli przy sobie również sporo gotówki, choć policja nie podała ile dokładnie. Cała zawartość plecaka została zabezpieczona i szczegółowo zbadana.

Ecstasy, marihuana, amfetamina i MDMA

– Analiza laboratoryjna wykazała, że w plecaku młodzieńcy posiadali 130 tabletek ecstasy oraz narkotyki, z których można by uzyskać ponad 400 porcji handlowych marihuany, a także ponad 1000 porcji handlowych amfetaminy i MDMA – poinformowała mł. asp. Aleksandra Pieprzycka z oleśnickiej policji.

Trójka nastolatków trafiła do policyjnej izby dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jak chronić dziecko przed pedofilami w sieci?

Dzieci z natury są ufne i ciekawe świata, przez co często nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie mogą je spotkać – także w wirtualnej rzeczywistości. Obniżający się wiek rozpoczęcia korzystania z internetu spowodował wzrost świadomości rodzicielskiej w zakresie pułapek, które mogą spotkać ich pociechę w cyberprzestrzeni. Jakie są rodzicielskie sposoby na ochronę najmłodszych w cyfrowym świecie?

Kontrola podstawą zaufania

Wyniki badań mówią jasno: z każdym rokiem dzieci zaczynają korzystać z internetu coraz wcześniej i coraz częściej. Według raportu EU Kids Online 2018 aż 82,5 proc. dzieci i młodzieży w wieku od 9 do 17 lat łączy się z siecią codziennie. W internecie nie brakuje stron skierowanych do młodych użytkowników, posiadających walory edukacyjne czy zapewniających bezpieczną rozrywkę, jednak jest też druga strona medalu: witryny, na które młody internauta z pewnością nie powinien zawędrować. Odpowiedzialny rodzic powinien upewnić się, że do tego nie dojdzie.

Istnieje wiele programów umożliwiających rodzicom czuwanie nad tym, w jaki sposób dziecko korzysta z sieci. W przypadku młodszych dzieci, które wykorzystują internet głównie do grania w proste gry i oglądania filmów animowanych, przydatne będzie narzędzie dające dostęp tylko do zweryfikowanych witryn. W przypadku dzieci starszych, które oczekują większej swobody w korzystaniu z sieci, specjalne aplikacje umożliwią zablokowanie konkretnych stron internetowych czy wyszukiwania określonych haseł, przykładowo związanych z erotyką. Istnieje możliwość kontrolowania poczty elektronicznej – rodzic określa, do kogo młody internauta może pisać, ograniczając listę kontaktów do znanych mu przyjaciół dziecka i najbliższej rodziny. Warto zainstalować aplikację, która zablokuje możliwość usunięcia historii w przypadku próby włączenia treści nieodpowiednich dla dzieci. Jeżeli już do tego dojdzie, pozwoli ona rodzicom na sprawdzenie, w jaki sposób ich pociecha trafiła na szkodliwe programy. Istnieją również programy monitorujące całą aktywność w cyberprzestrzeni. Aplikacja działająca w tle gromadzi informacje nie tylko o tym, na jakie strony wchodzi użytkownik, ale także ile czasu spędzał na poszczególnych domenach oraz jak często je odwiedza.

Komputer nie jest jednak jedynym narzędziem służącym do łączenia się ze światem wirtualnym. Opublikowany przez NASK raport „Nastolatki 3.0” wskazuje smartfon jako główne urządzenie do przeglądania treści w internecie (prawie 94 proc. badanych). Taka forma wymusza na rodzicach zapoznanie się z narzędziami, które umożliwią zdalne sprawowanie kontroli nad treściami, do których może mieć dostęp dziecko. W przypadku urządzeń mobilnych dozoru wymaga nie tylko przeglądarka internetowa (tutaj mechanizmy podobne są do tych, które sprawdzają się podczas korzystania z komputera), ale także aplikacje służące do korzystania z mediów społecznościowych. Opiekun powinien mieć wgląd w to, jakie dane podopieczny udostępnia innym użytkownikom, możliwość sprawdzenia jakie filmy odtwarza oraz opcję autoryzacji pobieranych programów. Warto mieć świadomość, jak często nasz syn czy córka logują się do portali społecznościowych. Niektóre z narzędzi nadzoru pozwalają na ustawienie limitu czasu korzystania z poszczególnych aplikacji lub z urządzenia w ogóle. Daje to możliwość zablokowania dostępu do smartfona w przypadku, gdy rodzic obawia się, że jego dziecko spędza w sieci zbyt dużo czasu.

Postaw na dokształcanie

Opcje blokowania na niewiele się zdadzą, jeżeli opiekun nie posiada wiedzy na temat zagrożeń, jakie czyhają na dziecko w cyberprzestrzeni. Rzeczywistość online oferuje opiekunom nie tylko dostęp do raportów na temat niebezpiecznych treści, ale także opcję korzystania z webinarów (internetowych seminariów) – wiele z nich jest bezpłatnych. Na kursach poszerzających wiedzę z zakresu ochrony najmłodszych dorośli mają możliwość poznania nie tylko odpowiednich mechanizmów pozwalających na lepszą opiekę nad pociechą, ale także zyskają informacje na temat szkodliwych zjawisk jakie zdarzają się w internecie (m.in. patostreamerzy i patoinfluencerzy, grooming, sextortion).

Rozmawiajcie

Aplikacje o najbardziej rozbudowanych możliwościach kontroli czy wiedza wyniesiona z dodatkowych zajęć nie zastąpią dobrego kontaktu rodzica z dzieckiem. Zyskując wiedzę na temat zagrożeń, dorosły ma możliwość aby w codziennej rozmowie zorientować się czy młody użytkownik internetu nie trafił na szkodliwe zjawiska w sieci.

Ważne jest aby w rozmowach wyjaśniać, że w wirtualnym świecie można spotkać ludzi, którzy chcą zaszkodzić. Ekspert NASK, Martyna Różycka, Kierowniczka Zespołu Dyżurnet.pl uświadamia: – Pedofil atakuje, już nie tylko na podwórku oferując cukierki. Nie zawsze podszywa się pod rówieśnika na komunikatorach czy na portalach społecznościowych – przestrzega.

Kontakty pełne życzliwości i wzajemnego zaufania zwiększają szansę na to, że w przypadku trudnych wydarzeń (np. cyberbullying, próba uwiedzenia przez dorosłego), dziecko zwróci się do rodzica i opowie mu o tym, co go niepokoi. Warto od najmłodszych lat budować w dziecku poczucie, że gdy coś je trapi, może zgłosić się do bliskiego dorosłego.

Reaguj na zło

Każdy z nas może podczas przeglądania sieci trafić w niej na szkodliwe treści. Pamiętajmy, że wszyscy powinniśmy być wyczuleni na krzywdę najmłodszych i wszyscy – nie tylko ci z nas, którzy są rodzicami – możemy podjąć działania prowadzące do usunięcia z internetu takich materiałów. W tym wypadku ochrona polega na reagowaniu i zgłaszaniu do odpowiednich organów. Reakcji zawsze wymagają materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci, twarda pornografia, podejrzenie kontaktu z pedofilem. Informację można przesłać w sposób anonimowy, a z pozostawionych danych kontaktowych korzysta Zespół Dyżurnet.pl, aby poinformować zgłaszającego o podjętych krokach lub poprosić o podanie dodatkowych danych jeśli jest to konieczne.
Źródło info i foto: interia.pl