Pakistan: Kontrola po wypadku samolotu. 1/3 pilotów narodowych linii z fałszywymi licencjami

Pakistańskie narodowe linie lotnicze uziemiły jedną trzecią swoich pilotów, którzy posiadali fałszywe licencje. To efekt kontroli, która miała miejsce po majowym wypadku. Zginęło w nim 97 osób.

Jak informuje CNN, aż 141 z 450 pilotów narodowych linii lotniczych Pakistanu (Pakistan International Airlines – PIA) posiadało fałszywe licencje i w związku z tym nie powinno wykonywać lotów. Dane te przekazał minister lotnictwa Pakistanu Ghulam Sarwar Khan. Minister powiedział, że wszystkie główne linie lotnicze w Pakistanie otrzymały listy z nazwiskami fałszywych pilotów. W ten sposób władze chcą uniemożliwić pilotom bez kwalifikacji znalezienie pracy u innego przewoźnika. Dotąd kontrolę pilotów w Pakistanie przeprowadziło tylko PIA.

Zaskakujące wyniki kontroli pilotów

Kontrola ta była efektem wypadku, do którego doszło 22 maja. Samolot pasażerski PIA rozbił się w Karaczi w Pakistanie. Maszyna, która podchodziła do drugiej próby lądowania, spadła na dzielnicę mieszkalną Model Colony zlokalizowaną niedaleko lotniska. W wyniku katastrofy zginęło 97 osób.

Minister lotnictwa tego kraju poinformował, że kapitan samolotu, który podchodził do lądowania na lotnisku w Karaczi, nie poinformował o problemach z wysunięciem kół. Podczas pierwszej próby lądowania trzykrotnie uderzył silnikami o pas startowy. Khan nie zdradził jednak, czy dwaj piloci tego samolotu także posiadali fałszywe licencje.

Według raportu z katastrofy piloci rozmawiali o koronawirusie i wielokrotnie ignorowali ostrzeżenia kontrolerów ruchu lotniczego. – Piloci dyskutowali na temat pandemii podczas lotu. Nie byli skupieni. Rozmawiali o koronawirusie i tym, jak wpłynęło to na ich rodziny – powiedział Khan, dodając, że piloci byli „zbyt pewni siebie”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policyjny pościg za 22-latkiem. Staranował radiowóz i rozbił swoje auto

Dramatyczny finał miała próba zatrzymania do kontroli 22-letniego kierowcy mercedesa w okolicach Ścinawy. 22-latek, usiłując za wszelką cenę uciec policjantom, najpierw staranował ich radiowóz, a gdy rozbił swój samochód na betonowym wiadukcie, kontynuował ucieczkę pieszo. Ostatecznie trafił jednak do aresztu. Jak się okazało, był pijany i nie miał prawa jazdy.

Policjanci ze Ścinawy, patrolując okoliczne miejscowości, zauważyli dobrze im znanego 22-letniego mieszkańca powiatu lubińskiego, jadącego osobowym mercedesem. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać 22-latka do kontroli, ten jednak zignorował ich sygnały i zaczął uciekać. Policjanci ruszyli za nim w pościg.

Próbując zgubić policjantów, mężczyzna w pewnej chwili wjechał na pobliskie pole. Gdy funkcjonariusze zablokowali mu wyjazd z polnej drogi, uderzył w przód radiowozu, ominął policjantów i dalej kontynuował ucieczkę. Nie udało mu się już jednak wrócić na główną drogę. W pewnej chwili stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w betonowy wiadukt kolejowy, rozbijając swój samochód. Próbował jeszcze uciekać pieszo, ale został szybko zatrzymany i obezwładniony.

Jak się okazało, 22-latek był pijany i nie miał prawa jazdy. Badanie wykazało w jego organizmie ponad promil alkoholu. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu, a po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty.

22-latek odpowie teraz przed sądem za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości, niezatrzymanie się do kontroli drogowej oraz za staranowanie policyjnego radiowozu.
Źródło info i foto: se.pl

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA odnośnie spółek związanych z Łukaszem Szumowskim już w 2016 roku

Ciąg dalszy afery związanej z Łukaszem Szumowskim i związanymi z nim spółkami. Jarosław Gowin w kwietniu 2016 roku miał złożyć zawiadomienie do CBA w związku z podejrzeniem korupcji w spółkach ministra zdrowia – wynika z pisma, do którego dotarli posłowie PO.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA. Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA.

Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Zobacz także: Dymisja Szumowskiego? „Tak ohydne, że musi być wniosek”

Jarosław Gowin a kontrola spółek związanych z Łukaszem Szumowskim

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

W sprawie projektu „opaski uciskowej” okazało się też, że spółka Simplicardiac otrzymała na ten projekt dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości już w 2013 roku. Dotacja wyniosła 266 tysięcy złotych.

Ocena projektu BRIdge Alfa wypadła niewiele lepiej. Problemem okazało się żonglowanie terminami składania wniosków. W październiku 2013 roku ogłoszono zawieszenie naboru ofert na czas nieokreślony. Ogłoszenie o tym, że wznowiono przyjmowanie wniosków, się nie ukazało. Z kolei 10 kwietnia 2014 r. NCBiR przyjął ofertę spółki, która, w opinii kontrolerów, oficjalnie nie istniała.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, chodzi właśnie o Life Science Innovation, w której udziałowcami byli wtedy bracia Szumowscy. Te została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym dopiero w czerwcu 2014 roku.

Jarosław Gowin i CBA nie komentują sprawy

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami, Jarosław Gowin zawnioskował do CBA o wszczęcie śledztwa ws. możliwości popełniania korupcji. „Uwzględniając złożoność spraw i zakres stwierdzonych nieprawidłowości, a także fakt licznych powiązań osobowych występujących pomiędzy uczestnikami przedsięwzięć oraz ekspertami dokonującymi selekcji wniosków o przyznanie wsparcia, wątpliwości budzi, czy w ramach naboru, oceny i realizacji projektów nie doszło do zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – pisał w kwietniu 2016 roku lider Porozumienia.

Dziennikarze „GW” próbowali uzyskać w CBA informacje dotyczące prowadzonego postępowania. Do dnia publikacji artykułu odpowiedź nie nadeszła.

Komentarza w sprawie unika też Jarosław Gowin, który głos ws. Szumowskiego zabrał tylko raz. Były wicepremier bronił ministra zdrowia w innej aferze związanej z LSI i NCBiR.

Chodzi o grant, o który wnioskowała spółka w momencie, gdy Szumowski zastępował innego wiceministra, który sprawował nadzór nad Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Kilka miesięcy później LSI otrzymało dotację, o którą się ubiegało. Więcej o podwójnej roli Łukasza Szumowskiego pisaliśmy 29 maja.
Źródło info i foto: wp.pl

Wielka operacja CBA: 100 funkcjonariuszy przeszukało blisko 30 miejsc w całym kraju

Wielka operacja Centralnego Biura Antykorupcyjnego: 100 funkcjonariuszy przeszukało blisko 30 miejsc w całej Polsce w śledztwie dotyczącym m.in. oszustwa na szkodę Zakładów Chemicznych Police. Agenci weszli m.in. do firm i prywatnych mieszkań, zabezpieczyli dokumenty, faktury i twarde dyski.

Jak czytamy na stronach CBA: wielowątkowe śledztwo, prowadzone przez szczecińską delegaturę CBA pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, dotyczy m.in. wyrządzenia Zakładom Chemicznym Police szkody sięgającej ponad 87 mln złotych przy zawarciu i wykonywaniu umowy sprzedaży akcji senegalskiej spółki African Investment Group S.A.

W ramach przeprowadzonej w całym kraju operacji agenci CBA przeszukali kilka firm, miejsc prowadzenia i przechowywania dokumentacji księgowej oraz mieszkania osób związanych ze śledztwem.

Zakłady Chemiczne Police kupiły akcje senegalskiej spółki za niemal 29 mln dolarów. Zdaniem CBA zostały wprowadzone w błąd

Jak ustalił dziennikarz RMF FM Paweł Balinowski, sprawa sięga 2013 roku: Zakłady Chemiczne Police kupiły wówczas za prawie 29 mln dolarów większościowy pakiet akcji African Investment Group. Z kolei w 2018 roku senegalska spółka rozpoczęła procedurę upadłościową. Zdaniem CBA, w całym tym procesie polskie przedsiębiorstwo zostało wprowadzone w błąd i oszukane.

Szczegółów CBA na razie nie zdradza. Nikogo również nie zatrzymano dotąd w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Udaremniono ogromny przemyt. 28 ton marihuany na ciężarówce z kukurydzą

To miała być rutynowa kontrola. W Ponta Porã, przy granicy z Paragwajem, policjanci brazylijskiej drogówki postanowili sprawdzić ciężarówkę, której kierowca zachowywał się podejrzanie. Według listów przewozowych tir przewoził ładunek kukurydzy. Okazało się jednak, że na naczepie było 28 ton marihuany. To rekordowy transport przechwycony w tym kraju.

Policjanci, którzy zatrzymali się w pobliżu hotelu w Ponta Porã przy granicy z Paragwajem, zauważyli podejrzanie zachowującego się mężczyznę. Wylegitymowany miał przy sobie prawo jazdy uprawniające do kierowania samochodami ciężarowymi. Funkcjonariusze postanowili śledzić mężczyznę i ruszyli za nim, kiedy odjechała z miasta ciężarowym Volvo FH z trzyosiową naczepą.

Kiedy zatrzymali transport i przystąpili do kontroli ładunku – tir miał przewozić kukurydzę – szybko odkryli, że ziarna przykrywają dużą liczbę pakunków. Po ich sprawdzeniu okazało się, że znajduje się w nich marihuana. Dokładnie 28 ton.

To największy potwierdzony oficjalnie transport narkotyków, jaki dotychczas odkryto w Brazylii. 38-letni kierowca na przesłuchaniu zeznał, że odebrał już załadowany samochód i miał do pokonania jeszcze 1400 km. Deklarował, że jechał do São Leopoldo nad Atlantykiem.

Kierowca trafił do aresztu. Trwa śledztwo mające wyjaśnić, skąd pochodził towar i kto miał być jego odbiorcą. Na razie pewne jest jedynie, że zatrzymany tir jechał w stronę Paraná – jeden z 26 brazylijskich stanów, położony na południu kraju.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Łęg: 28-latek nie zatrzymał się do kontroli, potrącił policjanta i uciekł

Policjanci z Oławy na Dolnym Śląsku zatrzymali 28-latka podejrzanego o potrącenie policjanta z drogówki. Chwilę wcześniej kierowca nie zatrzymał się do kontroli. Potrącony funkcjonariusz pełnił służbę w Łęgu. Przeprowadzał rutynowe kontrole samochodów. Jednym z nich miał być osobowy volkswagen. Policjant dał znak kierowcy do zatrzymania się.

– Mężczyzna podjechał do mundurowego, lecz nie zjechał autem na wskazane miejsce, tylko z impetem ruszył, potrącając funkcjonariusza – informuje Alicja Jędo, oficer prasowy oławskiej policji.

Policjant trafił do szpitala

Do rannego policjanta wezwano pogotowie. Trafił do szpitala z obrażeniami nie zagrażającymi życiu. Jego koledzy natomiast szybko zlokalizowali domniemanego sprawcę zdarzenia.

– Okazał się nim 28-letni mieszkaniec powiatu wrocławskiego. Został on doprowadzony do oławskiej komendy, gdzie osadzono go w policyjnym areszcie – podaje Jędo.

Szczegóły zdarzenia nadal są ustalane, ale zebrane dowody pozwoliły już na przedstawienie mężczyźnie zarzutu stosowania przemocy w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do zaniechania prawnej czynności służbowej. Grozi mu za to do trzech lat więzienia. Sprawa trafi do sądu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Białystok: Pijany wyprzedzał na przejściu dla pieszych. Po zatrzymaniu rzucał nożami w policjantów

Nożami rzucił w policjantów kierowca, który był kontrolowany w Białymstoku po tym, jak wyprzedził na przejściu dla pieszych inne auto. Okazało się, że mężczyzna był pijany i pod wpływem środków odurzających, do tego nie miał prawa jazdy.

Jak podał we wtorek zespół prasowy podlaskiej policji, całe zdarzenie zaczęło się od kontroli drogowej 32-letniego kierowcy osobowego opla, który w Białymstoku na przejściu dla pieszych wyprzedzał inny pojazd. Patrol od razu go zatrzymał, a mężczyzna przyznał, że nie ma prawa jazdy. Ponieważ funkcjonariusze wyczuli od niego woń alkoholu, nakazali wyłączyć silnik i wyjąć kluczyki ze stacyjki.

Wtedy kierowca zaczął zachowywać się agresywnie, padły wyzwiska pod adresem policjantów. Kiedy przez okno ze swojej strony (tam stali funkcjonariusze) rzucił dwa noże, funkcjonariusze wyciągnęli go z auta i obezwładnili, wzywając też kolejny patrol.

Zatrzymany został też wstępnie przebadany na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu; alkomat wskazał ponad pół promila. Również badanie na zawartość środków odurzających w organizmie dało wynik pozytywny. Pies tropiący pomógł znaleźć w samochodzie (pod osłoną przy skrzyni biegów) porcję marihuany. Po sprawdzeniu danych kierowcy w policyjnych systemach, potwierdziło się, że nie ma on uprawnień do kierowania; stracił je w tym roku za jazdę pod wpływem środków odurzających.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Burmistrz w przebraniu patroluje ulice. Kontrola łamania zasad kwarantanny

Burmistrzowie zakładają czapki z daszkiem, zasłaniają sobie brody i ruszają na miejskie patrole. Tak przynajmniej dzieje się we włoskim Asti. Tamtejszy włodarz postanowił wstać zza biurka, przebrać się i samodzielnie przeprowadzić pandemiczne śledztwo.

W dobie pandemii koronawirusa wiele osób straciło pracę z dnia na dzień i nie ma za co żyć. W Włoszech, które zostały szczególnie dotknięte skutkami zarazy, wprowadzono bony żywnościowe dla najbardziej potrzebujących. Oczywiście można za nie kupić tylko artykuły pierwszej potrzeby, a nie na przykład alkohol. Ale tak jest tlyko w teorii, bo w praktyce niejeden wybłagał u sprzedawców zamianę bonów na włoskie wino.

Gdy informacje te dotarły do burmistrza miasta Asti, ten postanowił wstać zza biurka, przebrać się i samodzielnie przeprowadzić pandemiczne śledztwo. Sprytny włodarz sprawił sobie z tej okazji właściwie całą nową twarz! Gdzieś zniknęły broda i okulary, oczy zaśłoniła czapka z daszkiem. Maurizio Rasero był nie do poznania. Poszedł na miasto z plikiem bonów i próbował wymieniać je na alkohol. Odmówiono mu tylko w trzech na siedem sklepów. Teraz wszyscy nieuczciwi sprzedawcy mają się z pyszna, bo zapłacą karę.
Źródło info i foto: se.pl

Policyjny pościg i zarekwirowane narkotyki

Sceny niczym z filmów akcji rozegrały się na wolskich ulicach. Policjanci ruszyli w pościg za kierowcą Infinity, który nie zatrzymał się do kontroli. Gdy w końcu go osaczyli, przez okno od strony pasażera został wyrzucony plecak pełen marihuany.

Późnym popołudniem wolskie ulice stały się świadkiem spektakularnego pościgu. Po dzielnicowych zaułkach z piskiem opon pędziło Infinity a za nim goniące go radiowozy. Cała akcja zaczęła się gdy policyjny wywiadowcy zobaczyli auto, które nie zatrzymało się na czerwonym świetle. Natychmiast włączyli sygnały i chcieli aby kierowca zatrzymał samochód na pobliskim parkingu. Jednak ten zrobił coś innego. Wcisnął gaz w podłogę i zaczął uciekać. Policyjny pościg zakończył się gdy uciekinier wjechał w ślepą uliczkę. Wtedy przez okno, pasażer auta wyrzucił plecak, w którym jak się potem okazało było 200 gram marihuany o szacowanej, czarnorynkowej wartości około 8 tysięcy złotych. 28 letni kierowca i 30 letni pasażer trafili na komisariat. Okazało się, że nie jest to ich pierwsza wizyta w tym miejscu. Mężczyźni w ubiegłych latach byli już gośćmi zakładów karnych. Ostatecznie, obydwaj usłyszeli zarzuty. 28 letni kierowca został w areszcie na kolejne trzy miesiące. Za przestępstwo, które popełnili grozi kara do 10 lat za kratami.
Źródło info i foto: Fakt.pl