Donald Trump o „niekompetencji Chin” i „masowym zabójstwie”

Donald Trump po raz kolejny oskarża Chiny w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. – To „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie! – napisał na Twitterze prezydent USA. „The Washington Post” podkreśla, że polityk wykorzystuje koronawirusa w kampanii wyborczej. Donald Trump w środę po raz kolejny zaatakował Chiny w kontekście pandemii koronawirusa.

„Ktoś w Chinach wydał oświadczenie obwiniające wszystkich poza Chinami za wirusa, który zabił setki tysięcy ludzi. Proszę wytłumaczyć temu głupkowi, że to „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie!” – napisał na Twitterze amerykański prezydent.

To już kolejne mocne stwierdzenie Donalda Trumpa ws. sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. We wtorek np. prezydent Stanów Zjednoczonych nazywał Światową Organizację Zdrowia (WHO) „marionetką Chin” i zagroził wycofaniem się z jej finansowania na stałe. USA to największy pojedynczy płatnik WHO, który zasila blisko 15 proc. jej budżetu. W 2019 roku było to ponad 400 milionów dolarów.

Jak podaje „The Washington Post”, również sekretarz stanu USA Mike Pompeo potępił Chiny jako „brutalny reżim autorytarny” i określił ich relacje z dyrektorem WHO jako „niepokojące”. Dziennik podkreśla jednak, że Trump wykorzystuje temat pandemii koronawirusa w swojej kampanii wyborczej.

Stany Zjednoczone twierdzą, że zarówno Chiny, jak i WHO zbyt późno informowały o wirusie. Z tego powodu prezydent Donald Trump zawiesił amerykańską składkę do WHO. Obecnie liczba zachorowań na COVID-19 na świecie przekroczyła już 5 milionów. Poinformowali o tym naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland, którzy zajmują się monitorowaniem pandemii. Liczba ofiar na całym świecie to obecnie 326 tysięcy, a wyleczyć udało się niemal 2 miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Twórca WikiLeaks był zamknięty w ambasadzie siedem lat. Doczekał się jednak dwojga dzieci. Jest apel narzeczonej

Narzeczona Juliana Assange’a wyjawiła, że jest w związku z twórcą Wikileaks od 2015 roku. Para doczekała się nawet dwójki dzieci. Kobieta w specjalnym nagraniu postanowiła zaapelować do sądu, by zwolniono Assange’a z więzienia. – Tam nie przeżyje zakażenia koronawirusem – powiedziała kobieta.

Na kanale YouTube opublikowano nagranie pokazujące narzeczoną Juliana Assange’a – Stellę Morris oraz dwójkę ich dzieci. Partnerka założyciela Wikileaks zaapelowała, by wypuścić mężczyznę z więzienia, ponieważ w takich warunkach Assange może nie przeżyć zakażenia koronawirusem.

Julian Assange dwukrotnie został ojcem podczas siedmioletniego zamknięcia w ambasadzie w Londynie

Stella Morris w nagraniu broni założyciela Wikileaks. Przekonywała o bliskiej więzi, jaka łączy ich rodzinę mimo tego, że teraz musi samotnie wychowywać dwójkę ich dzieci. Urodzona w RPA prawniczka wyjaśniła, że postanowiła opowiedzieć o ich życiu prywatnym publicznie, ponieważ „życie Assange’a jest na krawędzi”.

Kobieta poznała Juliana Assange’a w 2011 roku w Wielkiej Brytanii. Rok później mężczyzna zaczął ukrywać się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, co trwało prawie siedem lat. Stella Morris należała do grupy prawników, którzy zajmowali się jego sprawami. Kobieta odwiedzała go w celach służbowych niemal codziennie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja: Ambasador USA niewpuszczony na proces Amerykanina oskarżonego o szpiegostwo

Ambasador USA w Rosji John Sullivan nie został w poniedziałek wpuszczony do Moskiewskiego Sądu Miejskiego na rozprawę w procesie oskarżonego o szpiegostwo obywatela amerykańskiego Paula Whelana; sąd powołał się na ograniczenia związane z koronawirusem.

Służby prasowe sądu oświadczyły, że „w związku z koronawirusem obowiązuje reżim specjalny i do sądu wpuszczani są tylko uczestnicy procesu”. Przypomniały ponadto, że proces Whelana toczy się za zamkniętymi drzwiami. Ambasador próbował wejść do budynku, by zobaczyć się z oskarżonym. Dyplomata powiedział mediom, że przetrzymywanie w areszcie śledczym obywatela amerykańskiego pozostaje poważnym problemem w relacjach rosyjsko-amerykańskich. Whelan jest w areszcie od 16 miesięcy – przypomniał.

Proces Whelana miał najpierw rozpocząć się 30 marca br., potem termin ten przesunięto na 13 kwietnia. Sąd w poniedziałek wyznaczył kolejne posiedzenie na 20 kwietnia, z powodu nowych ograniczeń wprowadzonych w stolicy do 19 kwietnia w związku z pandemią.

Na rozprawie odczytano jedynie akt oskarżenia, po czym Whelan oświadczył, że nie przyznaje się do winy, a postępowanie karne uważa za prowokację rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB).

Adwokat Amerykanina Władimir Żeriebionkow powiedział agencji TASS, że 20 kwietnia w procesie sąd zacznie przesłuchania świadków.

50-letni obecnie Whelan, który jest byłym żołnierzem piechoty morskiej, został zatrzymany przez rosyjskie służby bezpieczeństwa 28 grudnia 2018 roku. MSZ Rosji ogłosiło, że Amerykanina zatrzymano na gorącym uczynku. Z wypowiedzi adwokata wynikało, że Whelan dostał nośnik danych, na którym były informacje będące tajemnicą państwową, ale nie znał jego zawartości, a także nie zapisał tych danych. Śledczy uważają, że Whelan szpiegował na rzecz USA.

Amerykanin posiada także obywatelstwa innych państw: Kanady, Irlandii i Wielkiej Brytanii.

Artykuł rosyjskiego kodeksu karnego dotyczący szpiegostwa, do którego odwołują się śledczy, przewiduje karę pozbawienia wolności od 10 do 20 lat.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Uciekł ze szpitala. Może być zakazany koronawirusem

Ludzka nieodpowiedzialność nie zna granic. Mieszkaniec podsądeckiej miejscowości podejrzewając, że jest zarażony koronawirusem, kontaktował się z wieloma osobami, nie zważając na ich zdrowie i bezpieczeństwo. Za nic miał także przedstawicieli służb – stosując wobec nich przemoc, znieważając i grożąc im. W efekcie po usłyszeniu licznych zarzutów, trafił do aresztu.

W nocy 28 marca br. sądeccy policjanci otrzymali zgłoszenie, że mężczyzna w średnim wieku z podejrzeniem koronawirusa uciekł, gdy miał być przyjęty na szpitalny oddział. Policjanci natychmiast zaczęli sprawdzać okoliczny teren, ale jak się okazało, mężczyzna wrócił do miejsca zamieszkania. Policjanci ustalili, że skorzystał z taksówki, przy czym po drodze zatrzymał się przy stacji paliw, żeby zrobić zakupy, a wychodząc z pojazdu, obwieścił zaskoczonemu kierowcy, że jest zarażony koronawirusem.

Zachowując wszelkie środki ostrożności, po założeniu niezbędnych środków ochrony, policjanci i ratownicy medyczni weszli do jego mieszkania. Niestety mężczyzna nie miał zamiaru wykonywać poleceń, zachowywał się wulgarnie i agresywnie, groził zarażeniem i pluł na policjantów i ratowników. Po interwencji został przewieziony do szpitala, trafił na oddział zakaźny. Podczas jego pobytu w szpitalu, 5 kwietnia kiedy uniemożliwiono mu wyjście z oddziału zakaźnego, wywiązała się awantura. Na miejsce wezwano policję, wówczas krewki pacjent znieważył interweniujących mundurowych, kierował wobec nich groźby i zachowywał się agresywnie. Tego samego dnia okazało się, że ma negatywny wynik badania, ale finałem tej historii są liczne zarzuty i tymczasowe aresztowanie.

Mężczyzna po tym jak się okazało, że jest zdrowy opuścił szpital, ale został zatrzymany przez policjantów i w Komendzie Miejskiej Policji w Nowym Sączu usłyszał zarzuty usiłowania narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 §1 kk), naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego (art. 222 §1 kk), zmuszania przemocą i groźbą bezprawną do zaniechania przez funkcjonariuszy prawnych czynności służbowych (art. 224 §2 kk) oraz znieważenia funkcjonariusza publicznego (art. 226 §1 kk). Za popełnione przestępstwa mężczyźnie grozi 4,5 lat więzienia. Na wyrok poczeka jednak w areszcie, ponieważ sąd przychylił się do wniosku prokuratora i 8 kwietnia zastosował wobec mężczyzny środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 2 miesięcy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymani mężczyźni grozili, że będą celowo zarażać koronawirusem

Dwóch mężczyzn informujących w internecie o rzekomym zamiarze zarażania koronawirusem zostało zatrzymanych przez policję na terenie wspólnoty autonomicznej Walencji, na wschodzie Hiszpanii. Jak ustaliła hiszpańska agencja Europa Press, pierwsze zatrzymanie miało miejsce w środę po południu w miejscowości Daimus koło Walencji i dotyczyło 23-latka.

Kilka godzin wcześniej umieścił on w internecie nagranie, w którym twierdził, że pochodzi z Madrytu i jest chory na COVID-19. Sugerował, że przed stawieniem się w szpitalu chciałby zarazić kilka osób.

„Zanim za kilka dni pójdę do szpitala, pochodzę sobie jeszcze trochę po plaży” – napisał chłopak, który – jak ustaliła policja – pochodzi nie ze stolicy, ale z regionu Walencji. Postawiono mu już zarzut zakłócania ładu publicznego.

Zatrzymano 61-latka

Inny mężczyzna, również utrzymujący, że pochodzi z Madrytu i przybył do położonego koło Alicante Torrevieja, „aby zarażać swoich sąsiadów”, został ujęty przez policję w czwartek późnym popołudniem. 61-letni mężczyzna mieszkający od stycznia w Torrevieja, na terenie wspólnoty Walencji, opublikował w internecie nagranie głosowe, w którym zapowiedział, że osoby rezydujące w tym mieście zostaną przez niego zarażone koronawirusem.

„Przyjechało nas tu z Madrytu 4 tys. osób, żeby dotknąć półek sklepowych, zostawiając na pastwę śmierci głodowej okolicznych mieszkańców” – napisał internauta, któremu w czwartek wieczorem postawiono zarzut mowy nienawiści. Aresztant twierdzi, że jego nagranie było jedynie dowcipem.
Źródło info i foto: interia.pl

Polska: Eksmisja za przemoc domową?

Mimo zakazu eksmisji w związku z koronawirusem, sprawcy przemocy domowej będą mogli być eksmitowani – stanowi jedna z poprawek, jaką w nocy z wtorku na środę poparła sejmowa Komisja Finansów Publicznych w związku z pracami nad zmianami w tarczy antykryzysowej.

Posłowie z sejmowej komisji finansów w nocy z wtorku na środę rozpatrywali propozycje zmian w tarczy antykryzysowej, które mają m.in. ułatwić firmom przetrwanie kryzysu wywołanego koronawirusem. Wiodącym projektem jest ten przygotowany przez rząd, czyli projekt o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Rząd przyjął projekt we wtorek i skierował do Sejmu.

Zmiana zaproponowana przez KO

Do tej pory posłowie poparli kilkanaście poprawek autorstwa PiS. Komisja zgodziła się też, by wprowadzić zmianę zaproponowaną przez Koalicję Obywatelską. Chodzi w niej o to, by mimo zakazu eksmisji w związku z koronawirusem wyłączyć z tego sprawców przemocy domowej.

Projekt przygotowany przez rząd ma na celu kontynuację dotychczasowych działań w obszarze realizacji tarczy antykryzysowej. Wprowadza on też kolejne kilkadziesiąt rozwiązań, mających przeciwdziałać negatywnym skutkom społeczno-gospodarczym, związanym z koronawirusem.

Propozycja rządowa przewiduje m.in. wprowadzenie 3-miesięcznych „wakacji składkowych” dla firm zatrudniających od 10 do 49 osób. Ulga ma wynieść 50 proc. składek. Zmiany zawarte w projekcie będą kosztować finanse publiczne ok. 18,5 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

31-latek pluł na pasażerów SKM i straszył, że jest zarażony koronawirusem

31-letni mężczyzna wywołał awanturę w pociągu Szybkiej Kolei Miejskiej. Pasażerów, kontrolerów biletów oraz policjantów straszył, że jest zakażony koronawirusem. Teraz grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności. Do zdarzenia doszło w sobotę, 4 kwietnia. Jak poinformowała w niedzielę rzeczniczka KMP w Gdańsku st. asp. Karina Kamińska, policjanci otrzymali zgłoszenie, że podróżujący pociągiem Szybkiej Kolei Miejskiej mężczyzna grozi współpasażerom oraz kontrolerom biletów. Mówił, że jest nosicielem SARS-Cov-2.

„Najpierw mężczyzna wulgarnie zwracał się do jednej z pasażerek, na co zareagowali kontrolerzy biletów. Wywiązała się awantura. Agresywny 31-latek zaczął krzyczeć, pluć na pasażerów i naruszać ich nietykalność cielesną. Straszył, że jest zarażony koronawirusem” – relacjonowała st. asp. Kamińska.

Na miejsce przyjechali policjanci. Zachowując wszelkie środki ostrożności, zatrzymali 31-latka. Mężczyzna został przewieziony do szpitala na badania. Tam okazało się, że nie ma żadnych objawów wskazujących na to, że choruje na COVID-19. Awanturnik trafił do celi.

„31-latek odpowie za stworzenie sytuacji, która wywołała przekonanie o istnieniu zagrożenie dla zdrowia i życia wielu osób oraz spowodowania reakcji służb dbających o bezpieczeństwo, kierowania gróźb karalnych, naruszenia nietykalności cielesnej. Wszystkich tych czynów dopuścił się z pobudek chuligańskich” – przekazała rzeczniczka KMP w Gdańsku. Dodała, że za popełnione przestępstwa grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Policjanci zwrócili się do prokuratora, aby złożył wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie mężczyzny.

„Żart” gdańszczanina

Mundurowi interweniowali również w związku z żartem, którego dopuścił się jeden z mieszkańców Gdańska. „Mężczyzna napisał na portalu społecznościowym, że umyślnie kaszle na produkty spożywcze w związku z panującą pandemia koronawirusa” – powiedziała st.asp. Kamińska.

Sprawą zajęli się śledczy z wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji. Szybko dotarli do autora wpisu i poprosili interwencję funkcjonariuszy z komisariatu na Oruni.

Mundurowi z zachowaniem środków ostrożności złożyli mu wizytę. Zaskoczony mężczyzna powiedział stróżom prawa, że jego wpis był bezmyślnym żartem. Jak przekazała Kamińska, policjanci ustalają, czy mężczyzna dopuścił się przestępstwa.
Źródło info i foto: interia.pl

Złamali zasady kwarantanny. Zapłacą kary

Dwie decyzje o nałożeniu kar w wysokości po 5 tys. zł zostały wydane przez Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Świebodzinie (Lubuskie) w związku z ujawnionymi przez policję przypadkami niestosowania się do obowiązkowej kwarantanny – poinformował w sobotę rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

– Ukaranych zostało dwóch 48-latków. Oby te przypadki nieodpowiedzialności były ostatnimi jakie zostały odnotowane przez lubuskich stróżów prawa, którzy każdego dnia weryfikują tysiące osób objętych obowiązkiem kwarantanny – powiedział rzecznik.

Jeden z ukaranych mimo zakazu wychodził z mieszkania. Za pierwszym razem podczas rozmowy z policjantami oświadczył, że „na chwilę wyszedł i zaraz będzie”. Funkcjonariusze pouczyli go o grożących konsekwencjach i wezwali do przebywania w domu. Podczas drugiej kontroli tego samego dnia, policjanci ponownie nie zastali 48-latka. Tym razem tłumaczył, że wybrał się do Świebodzina, „bo ma swoje sprawy i go nie interesuje ta kwarantanna”.

Drugi z ukaranych mężczyzn również ma 48 lat i także jest mieszkańcem powiatu świebodzińskiego. Po powrocie z zagranicy został skierowany na obowiązkową kwarantannę. Zignorował jednak te polecenie i udał się na Śląsk. Do domu wrócił dopiero w ostatnim dniu kwarantanny.\\\

Maludy przypomniał, że policjanci regularnie sprawdzają osoby objęte kwarantanną oraz kontrolują parki, skwery, rejony sklepów czy osiedla mieszkalne, sprawdzając czy nie dochodzi do grupowania się mieszkańców.

– Wobec osób, które łamią przepisy, są wyciągane konsekwencje w postaci wysokich kar administracyjnych lub składane są wnioski o ukaranie do sądu. Przypominamy, że celem wprowadzonych ograniczeń jest dobro nas wszystkich – zaznaczył rzecznik.

Według danych lubuskiej policji w regionie kwarantanną objętych jest ok. 4 tys. osób. Do tej pory policja wystąpiła o ukaranie 545 osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Domowa impreza na Podlasiu. Przyjechali policjanci w kombinezonach. 6 osób i dziecko w kwarantannie

W Polsce z powodu COVID-19 niemal codziennie umierają ludzie. Tysiące osób, aby wykluczyć u nich obecność koronawirusa, jest objętych obowiązkową kwarantanną domową. Nie wszyscy podchodzą do tego zagrożenia odpowiedzialnie. Skrajnym brakiem rozsądku wykazał się 32-letni mieszkaniec powiatu monieckiego (woj. podlaskie). W swoim domu zorganizował imprezę. 7 osób zostało objętych kwarantanną. Policjanci prowadzą w tej sprawie czynności wyjaśniające.

W całej Polsce tysiące osób jest objętych obowiązkową kwarantanną domową. Są to ludzie, u których istnieje podejrzenie, że mogą być zarażeni koronawirusem. Chodzi o osoby, które wróciły z zagranicy lub miały styczność z kimś, kto jest chory lub może być chory. Jest to bardzo ważne, aby taka osoba była izolowana, aby wykluczyć możliwość ewentualnego rozprzestrzeniania się wirusa. W Polsce jest już prawie 3 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. 57 osób niestety zmarło.

Za złamanie zasad kwarantanny domowej grozi nawet 30 tys. złotych kary, ale konsekwencje zdrowotne mogą być znacznie poważniejsze. Okazuje się, że nie wszyscy poważnie traktują to śmiertelne zagrożenie (czytaj: Kwarantanna w Białymstoku. Za pięć minut flacha i pizza, bo inaczej będzie zarażał). Pewien 32-letni mieszkaniec powiatu monieckiego objętego obowiązkową kwarantanną postanowił zorganizować.. imprezę.

Działo się to we wtorek wieczorem. Policjanci z Moniek otrzymali w tej sprawie dwa telefony. Najpierw było zgłoszenie, że w domu mężczyzny objętego kwarantanną odbywa się huczna impreza. Zgłaszający dodał, że bawi się na niej kilka osób. Dosłownie chwilę później, do policjantów zadzwoniła zdenerwowana kobieta.

– Zgłaszająca powiedziała, że jej mąż wrócił z imprezy, którą zorganizował mężczyzna objęty kwarantanną. Dodała, że boi się o zdrowie swoje i dziecka – informuje oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mońkach.
Źródło info i foto: se.pl

W Polsce w przeciągu doby zanotowano 318 przypadków naruszenia zasad kwarantanny

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali 79196 osób poddanych przymusowej kwarantannie. W 318 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował w poniedziałek rzecznik Komendanta Głównego Policji insp. Mariusz Ciarka.

Policjanci sprawdzili 79196 osób poddanych przymusowej kwarantannie. W 318 przypadkach, a więc nieco mniej, niż dzień wcześniej, stwierdziliśmy uchybienia, w naszej ocenie kwalifikujące się na wdrożenie czynności mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności prawnej, w związku z niestosowaniem się do obostrzeń określonych w kwarantannie – poinformował rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka.

Dodał, że policjanci otrzymali również ponad 180 próśb o pomoc w zakupie żywności, wyniesieniu śmieci z domu, czy wysłaniu przesyłki. W naszej ocenie wyjątkowo odpowiedzialnie i zdyscyplinowanie, poddani kwarantannie podchodzą do obecnej sytuacji, jednak te osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami – ostrzegł policjant.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania.

W piątek rząd w związku z wprowadzeniem stanu epidemii podwyższył kary za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny z 5 do 30 tys. zł. Wprowadzono również mechanizm śledzenia, czy dana osoba przebywa w domu.

Aplikacja dla osób odbywających kwarantannę

W czwartek wieczorem Ministerstwo Cyfryzacji rozpoczęło proces udostępniania aplikacji „Kwarantanna domowa”. Można ją pobrać z App Store lub Google Play. SMS zachęcający do pobrania aplikacji do osób objętych kwarantanną wysyła resort cyfryzacji. Otrzymanie wiadomości oznacza, że dane osoby objęte kwarantanną są w bazie MC i że mogą rozpocząć korzystanie z aplikacji.

Aplikacja umożliwia potwierdzenie miejsca, w którym przebywa osoba objęta kwarantanną oraz podstawową ocenę stanu zdrowia. Daje również możliwość zgłoszenia się do lokalnych ośrodków pomocy społecznej, które w uzasadnionych sytuacjach, mogą dostarczać leki czy artykuły spożywcze.

Koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r.
Źródło info i foto: RMF24.pl