Agenci CBA zatrzymali Ukraińca. Sprawa dotyczy wyłudzeń VAT i łapówek dla celników

Delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) w Rzeszowie dokonała zatrzymania obywatela Ukrainy – poinformowało we wtorek CBA. Jest on podejrzany o wręczanie łapówek celnikom oraz pomoc w usiłowaniu wyłudzeń zwrotu podatku VAT. Mężczyzna trafił do aresztu śledczego na 3 miesiące. Do tej pory łącznie 29 osób zamieszanych w sprawę usłyszało zarzuty.

Zatrzymany obywatel Ukrainy usłyszał zarzuty o pomoc w wyłudzaniu zwrotu podatku VAT oraz wręczanie celnikom łapówek – poinformowało we wtorek CBA. „Mężczyzna podejrzany jest o wręczanie łapówek celnikom i pomocnictwo w wyłudzaniu podatku „VAT dla podróżnych” (zwrot VAT na podstawie dokumentu tzw. TAX FREE) poprzez wprowadzenie do obrotu, poświadczających nieprawdę dokumentów.” – czytamy w komunikacie Biura. Podano, że decyzją sądu mężczyzna trafił na 3 miesiące do aresztu.

Śledztwo prowadzone przez delegaturę CBA w Rzeszowie nadzorowane jest przez Prokuraturę Krajową.

„Sprawa ta ma związek z zatrzymaniem celników z 2018 r. i cały czas jest rozwojowa” – oświadczył Temistokles Brodowski, rzecznik prasowy CBA w rozmowie z portalem „Wiadomości WP”.

Jak podaje portal, pod koniec 2018 roku funkcjonariusze CBA dokonali zatrzymania pracujących wówczas oraz byłych celników z Podkarpacia. Zatwierdzali oni dokumenty zwrotu VAT dla podróżnych (Tax Free), do których wpisywane były fikcyjne dane. Sprzedaż nie miała wcale miejsca lub dotyczyła w rzeczywistości znacznie mniejszej ilości towaru, niż było to wpisywane do dokumentów. Celnicy pobierali za to ok. 2-3 proc. z sumy wpisanej do deklaracji (jednorazowo nawet kilka tys. złotych). CBA ustaliło, że każdy z celników mógł uczestniczyć nawet w 200 operacjach tego typu.

Za wręczenie korzyści majątkowej osobie pełniącej funkcję publiczną w zamian za naruszenie przepisów prawa grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: kresy.pl

Były senator Stanisław Kogut wnioskuje o zwolnienie z aresztu

W obliczu epidemii koronawirusa wiele państw zwalnia część więźniów do domów. – Stanisław Kogut cierpi na wiele chorób i jest w grupie wysokiego ryzyka zakażenia koronawirusem – pisze obrońca byłego senatora i apeluje o zwolnienie polityka z aresztu.

Problem zakażeń koronawirusem w więzieniach jako pierwsze podniosły Włochy. Później kolejne kraje analizowały to zagrożenie, a nawet zaczęły zwalniać osadzonych – którzy nie mieli wysokich wyroków – na wolność. „20 tysięcy więźniów w Polsce również może uniknąć pobytu w zakładzie karnym z powodu koronawirusa. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy o wypuszczeniu niektórych skazańców i objęciu ich dozorem elektronicznym” – podało RMF FM.

Teraz media donoszą, że o zwolnienie byłego senatora Prawa i Sprawiedliwości Stanisława Koguta wystąpił do katowickiej prokuratury pełnomocnik mężczyzny. „Ze względu na sytuację epidemiologiczną wnioskujemy do prokuratury o zwolnienie z aresztu, by uniknąć dramatycznych skutków” – argumentuje mecenas Paweł Śliz, obrońca Koguta cytowany przez „Gazetę Wyborczą”. „Mój klient ma chore nerki, cukrzycę, a w związku z nią retinopatię cukrzycową. Wymaga regularnych zastrzyków do wnętrza gałki ocznej, bo w przeciwnym razie może stracić wzrok” – dodaje Śliz.

Przypomnijmy, że w styczniu Stanisław Kogut został zatrzymany przez CBA. Wraz z nim służby zatrzymały także szefową małopolskiego PFRON, radną Martę M.

W grę wchodzi łączna kwota sięgająca 3 mln zł. Jak się dowiedzieliśmy, Marta M. w czasie pracy w Funduszu, którą miał jej załatwić Kogut, otrzymywała bardzo wysokie nagrody.
Źródło info i foto: wp.pl

Były senator PiS Stanisław Kogut zostaje w areszcie. Jest decyzja sądu

Oskarżony o korupcję były senator PiS Stanisław Kogut pozostanie w areszcie – zdecydował sąd. Zdaniem jego obrońcy, mec. Pawła Śliża, Kogut powinien wyjść na wolność m. in. z powodu pogarszającego się stanu zdrowia.

Byłego senatora PiS, Stanisława Koguta, na początku tego roku zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne. Po tym, jak Prokuratura Regionalna w Katowicach postawiła mu zarzuty korupcyjne, sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na 3 miesiące. Mec. Paweł Śliż złożył wniosek o uchylenie aresztu, ale sąd go odrzucił.

Jednym z powodów, dla których obrońca uważa, że Kogut nie powinien przebywać w więzieniu jest pogarszający się stan zdrowia byłego senatora PiS. Cierpi on na retinopatię – poważne problemy ze wzrokiem w związku z cukrzycą. Leczenie wymaga codziennych zastrzyków w gałkę oczną. Jak twierdzi mec. Śliż pobyt w więzieniu pogłębia chorobę byłego sanatora, dlatego adwokat nie składa broni:

– Złożyłem wniosek do Prokuratury Regionalnej w Katowicach o uchylenie aresztu. Czekamy na jego rozpatrzenie – powiedział „Wirtualnej Polsce” mec. Śliż. Sprawa, z którą zamieszany jest Kogut toczy się od końca 2017 r. Prokuratura postawiła zarzuty dotyczące wręczania i przyjmowania wielomilionowych łapówek w sumie 14 podejrzanym. Byłemu senatorowi grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Funkcjonariusze policji sprzedają informacje gangom

Już tylko co czwarte przestępstwo policjantów dotyczy korupcji. Jest większy problem: sprzedaż informacji gangom – zwraca uwagę wtorkowa „Rzeczpospolita”.

„Rz” podała, że „policjanci popełniają mniej przestępstw, w tym rzadziej biorą łapówki”. „Niepokoi jednak zdrada służbowych tajemnic i wynoszenie ich do świata przestępczego. W ubiegłym roku zarzuty za to dostało 40 funkcjonariuszy – wskazuje raport Biura Spraw Wewnętrznych Policji, które ściga nieuczciwych mundurowych w formacji” – napisano.

Zarzuty dla policjantów

Z danych gazety wynika, że „w ubiegłym roku 271 policjantów (o 13 mniej niż w poprzednim) dostało zarzuty popełnienia 625 przestępstw (to o blisko 200 mniej niż w 2018 r.)”. Poinformowano, że „najwięcej czarnych owiec złapano na Śląsku, Dolnym Śląsku oraz w regionie stołecznym”. „Większość, bo 66 proc. podejrzanych, służyła w prewencji – to mniej niż rok wcześniej, gdy stanowili 75 proc. Za to częściej zarzuty stawiano policjantom z pionów kryminalnych – dotyczyło to 75 funkcjonariuszy – o 17 więcej” – dodano.

Jak napisano, „wniosek: co czwarty policjant, który dostał zarzuty, pracował w newralgicznym pionie do ścigania przestępstw”. „Na łamaniu prawa złapano też cztery osoby ze służby kontrterrorystycznej, rok wcześniej nikogo. Mundurowi dopuszczali się najczęściej czynów przeciwko działalności instytucji państwowych i samorządowych oraz przeciwko dokumentom” – pisze „Rz”.

Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami

Gazeta zwraca uwagę, że „na sile przybiera wynoszenie tajnej wiedzy do przestępców”. „W ubiegłym roku 40 policjantom (o dwóch więcej niż w 2018 r.) postawiono 95 zarzutów dokonania przestępstw związanych z pozyskaniem lub ujawnieniem informacji czy materiałów służbowych. Rok wcześniej zarzutów było co prawda dwukrotnie więcej, ale podejrzanych mniej” – napisano.

„Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami jest dużo bardziej groźna niż korupcja związana z tym, że ktoś np. weźmie łapówkę i przymknie oko na wykroczenie kierowcy” – ocenił dr Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Jak mówił, „przekazanie informacji o metodach pracy policyjnej, które są niejawne, i o planowanych operacjach pozwala przestępcom unikać wpadek i odpowiedzialności”. „Niepokoi, że do takich sytuacji wciąż dochodzi, zwłaszcza że mamy podwójne zabezpieczenie: BSW ścigające takie przypadki oraz cały pion ochrony informacji niejawnych. Policjanci dostają certyfikaty przyznające im dostęp do informacji niejawnych. Może się okazać, że mamy do czynienia z pewną fikcją” – dodał.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBA: Były pracownik Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach. Chodzi o łapówki

Były pracownik katowickiego Urzędu Marszałkowskiego oraz przedstawiciel jednej ze śląskich firm zostali zatrzymani przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Chodzi o śledztwo dotyczące łapówek. CBA wraz z prokuraturą w Częstochowie prowadzą dochodzenie w sprawie przyjmowania i udzielania łapówek przez pracowników Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach.

Dziś w tej sprawie zatrzymano byłego Zastępcę Dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach oraz przedstawiciela jednej ze śląskich spółek.

Jak ustalono w trakcie śledztwa, spółka dostarczała piasek na budowę jednego z odcinków autostrady A-1 Pyrzowice – Woźniki. W 2016 roku urzędnik przyjmował łapówki za przyspieszenie wydania korzystnej dla tej spółki decyzji administracyjnej dotyczącej zagospodarowania odpadów składowanych w wyrobisku powstałym po wydobyciu piasku.

Jak zaznacza CBA, są to pierwsze zatrzymania w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczecin: Biznesmen Krzysztof B. przyznał się przed sądem, że wręczył łapówkę senatorowi Gawłowskiemu

Biznesmen Krzysztof B. przyznał się w czwartek w szczecińskim Sądzie Okręgowym do wręczenia łapówki obecnemu senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu. Według przedsiębiorcy, Gawłowski wymusił od niego pieniądze na finansowanie kampanii wyborczej.

Krzysztof B. – według Prokuratury Krajowej – miał wręczyć Gawłowskiemu, ponad 405 tys. zł łapówki. W zamian ówczesny wiceminister środowiska miał mu oferować pomoc przy zdobywaniu wielomilionowych kontraktów z Zachodniopomorskim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie. Przedsiębiorca – nakłaniany przez Gawłowskiego – miał też wręczyć łapówkę dyrektorowi tej instytucji Tomaszowi P. Łapówki miał też przekazywać innym osobom związanym z wygranymi przetargami.

Biznesmen w czwartek przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów i oświadczył, że chciałby dobrowolnie poddać się karze. Nie chciał składać wyjaśnień, ale odpowiadał na pytania.

W wyjaśnieniach, które składał podczas wcześniejszych przesłuchań w prokuraturze, odczytanych w czwartek, B. powiedział, że Gawłowski wspominał mu o przetargu Zarządu Melioracji na wykonanie wrót sztormowych na jeziorze Jamno, w którym, jak miał powiedzieć obecny senator, biznesmen „miał szansę”. Krzysztof B. wskazywał, że Gawłowski kilkakrotnie powiedział, iż potrzebuje pomocy finansowej w kampanii wyborczej w kwocie około miliona zł wskazując, że „kieruje całym województwem”.

Ówczesny wiceminister środowiska – jak mówił B. – powiedział, że biznesmen będzie mógł „odrobić” te pieniądze przy realizacji inwestycji z przetargu. B. powiedział, że „zorganizował” wówczas z prowadzonej przez siebie działalności ok. 170-200 tys. zł.

Wyjaśniał, że zdecydował się przekazać pieniądze, bo obawiał się o możliwość dalszej działalności swojej firmy i sądził, że w przeciwnym razie nie ma szans na wygranie przetargu w Zarządzie Melioracji. Jak mówił, Gawłowski, przyjmując pieniądze w swoim domu „był bardzo zadowolony”.

Podczas przesłuchań wyjaśniał, że Gawłowski mówił mu także, iż „należy pamiętać finansowo” o dyrektorze Zarządu Melioracji Tomaszu P., który miał być „jego (Gawłowskiego) człowiekiem i był przez niego nominowany”. P. miał wskazać, pisząc na kartce, że łapówka miała być równowartością najpierw 2, a później 3 proc. wartości przetargu. Biznesmen miał przekazać Tomaszowi P. 600 tys. zł.

B. zeznał też, że Gawłowski przekazał przez niego informację dyrektorowi Zarządu Melioracji na temat planowanej kontroli ABW w inwestycjach instytucji. Informację B. miał przekazać, zapisując ją na kartce, ponieważ, jak wyjaśnił, Gawłowski bał się, że Tomasz P. jest podsłuchiwany.

Zapytany podczas jednego z przytoczonych w czwartek przesłuchań, dlaczego od zatrzymania w 2014 r. przez dwa lata odmawiał składania wyjaśnień, Krzysztof B. powiedział, że „bał się poprzedniej władzy”, a konkretnie Gawłowskiego. Dodał, że bał się także „o życie swoje i swojej rodziny”.

Pytany w czwartek przez sędziego, czy należał kiedykolwiek do partii politycznej, odpowiedział, że „w którymś momencie” należał do Prawa i Sprawiedliwości, ale nie pełnił żadnej funkcji w partii. „Pan Gawłowski wiedział o moim członkostwie w PiS. Nie mówił nic takiego, że mu to przeszkadza w kontaktach” – mówił B.

Gawłowski w wyjaśnieniach składanych na początku procesu wskazywał, że sprawa ma charakter polityczny, a osoby, które go obciążają, są związane z PiS.

W odczytanych protokołach pojawiła się też kwestia przekazania Gawłowskiemu 200 tys. zł „na budowę domu”. Jak zaznaczył wcześniej B., nie traktował pieniędzy, które miał przekazać obecnemu senatorowi w reklamówce, jako łapówki. Zapytany przez sędziego, czy Gawłowski oddał mu pieniądze, odpowiedział, że nie, ponieważ bał się o nie upominać ze względu na pozycję polityka. Na pytanie, czy później domagał się ich zwrotu, także zaprzeczył, mówiąc „nie wiem, dlaczego”.

W sprawie dotyczącej wątku tzw. afery melioracyjnej aktem oskarżenia objęto 32 osoby. Prokuratura przedstawiła im łącznie 94 zarzuty, głównie korupcyjne.

Odczytanie pozostałych protokołów z przesłuchań Krzysztofa B. zaplanowane zostało na wtorek, tego dnia ma się też odbyć przesłuchanie byłego starosty koszalińskiego Romana S.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Onet nieoficjalnie: Syn Mariana Banasia zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne

Onet nieoficjalnie ustalił, że Jakub Banaś został zatrzymany. Trwa przeszukanie samochodu oraz pokoju hotelowego, w którym przebywa. Dzisiaj CBA przeprowadziło także rewizje w mieszkaniach Mariana Banasia w Warszawie i w Krakowie oraz w krakowskim mieszkaniu córki szefa Najwyższej Izby Kontroli.

CBA dokonało dzisiaj przeszukań w mieszkaniach należących do Mariana Banasia oraz jego córki – dowiedział się Onet. Rzecznik prokuratury potwierdził, że funkcjonariusze CBA prowadzą przeszukania, ale nie powiedział wprost, że chodzi o mieszkania należące do Mariana Banasia

Pełnomocnik Mariana Banasia uważa, że mieszkania te są chronione immunitetem i czynności CBA są nielegalne. Dziś przed godziną 12 ustaliliśmy, że zatrzymany został Jakub Banaś, syn szefa Najwyższej Izby Kontroli.

Kontrowersje wokół Mariana Banasia

Marian Banaś został wybrany na prezesa NIK na 6-letnią kadencję 30 sierpnia ubiegłego roku Wcześniej, od czerwca 2019 r. był ministrem finansów, a jeszcze wcześniej wiceministrem w tym resorcie i szefem Krajowej Administracji Skarbowej. We wrześniu stacja TVN podała, że prezes NIK zaniżał w oświadczeniach majątkowych dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie, mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami wynajmującymi w kamienicy pokoje na godziny.

Na początku grudnia Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo dotyczące m.in. podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych Banasia. Podstawą wszczęcia śledztwa są trzy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które wpłynęły do białostockiej prokuratury: od grupy posłów opozycji, m.in. posła Jana Grabca (KO), Generalnego Inspektora Informacji Finansowej i z CBA, które przeprowadziło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia.

Banaś oświadczył, że był gotów zrezygnować z funkcji prezesa NIK, ale stał się przedmiotem brutalnej gry politycznej i od złożenia rezygnacji odstąpił. Zapowiedział, że będzie kontynuował misję prezesa NIK w poczuciu odpowiedzialności. Zadeklarował też, że jest gotów odpowiedzieć na każde pytanie śledczych, a jeśli zajdzie potrzeba zrzec się immunitetu przysługującego prezesowi NIK. Na jego rezygnację od kilku tygodni naciskają czołowi politycy PiS.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko premierowi Izraela. Chodzi o korupcję i fałszerstwo

Prokurator generalny Izraela wysłał do sądu formalny akt oskarżenia przeciwko premierowi Benjaminowi Netanjahu. Szefowi rządu postawiono zarzuty korupcji, fałszerstwa i złamania zasad zaufania społecznego. Nie wiadomo na razie, kiedy dojdzie do rozprawy sądowej.

Śledztwo przeciwko izraelskiemu premierowi toczy się od ponad trzech lat. Według policji, Netanjahu miał przyjmować od jednego z biznesmenów drogie prezenty, w tym cygara i szampana. Z kolei właściciel jednej z najpopularniejszych gazet w kraju miał w zamian za pozytywne materiały na temat szefa rządu otrzymać ułatwienia w koncesjach na kasyna.

Izraelski premier zaprzecza zarzutom i uważa je za spisek. Kilka tygodni temu złożył w parlamencie wniosek o ochronę immunitetem przed ewentualną karą, ale potem wycofał się, gdy jasne stało się, że deputowani się na to nie zgodzą. Wówczas to prokurator generalny Izraela, uważany zresztą za sympatyka Netanjahu, przesłał liczący 76 stron formalny akt oskarżenia do sądu.

To pierwszy przypadek w historii kraju, gdy urzędujący premier otrzymuje formalne zarzuty.

Niedawno Netanjahu wygrał kolejne wewnętrzne wybory w prawicowej partii Likud i będzie jednym z faworytów marcowych wyborów parlamentarnych. Według izraelskiego prawa, formalne oskarżenia nie zmuszają go do ustąpienia z funkcji szefa rządu.

Wszystko to dzieje się równocześnie z ujawnieniem przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa tak zwanego planu pokojowego dla Izraela i Palestyny. Plan, który wzmacnia Izrael i osłabia Palestyńczyków, uważany jest także za wsparcie amerykańskiego prezydenta dla premiera Netanjahu w walce o reelekcję.

Benjamin Netanjahu sprawuje funkcję premiera Izraela nieprzerwanie od 12 lat.
Źródło info i foto: TVP.info

Były burmistrz dzielnicy Włochy zamieszany w aferę reprywatyzacyjną

Były burmistrz stołecznej dzielnicy Włochy, podejrzany o przyjęcie od tureckiego biznesmena 200 tysięcy złotych łapówki, był zamieszany również w aferę reprywatyzacyjną – twierdzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada, przebywający w areszcie Artur W. ma mieć postawione nowe zarzuty. Śledczy twierdzą, że Artur W. miał wręczyć łapówkę stołecznemu urzędnikowi w zamian za pomoc w reprywatyzacji jednej z nieruchomości w Warszawie.

Jak nieoficjalnie dowiedział się dziennikarz RMF FM, chodzi o kwotę w wysokości 10 tysięcy złotych.

Torba z 200 tysiącami zł wrzucona do samochodu burmistrza przez okno

Były samorządowiec podejrzany jest już o przyjęcie 200 tysięcy złotych łapówki od tureckiego dewelopera inwestującego na terenie warszawskich Włoch: Sabri B. miał dać mu te pieniądze za korzystną decyzję administracyjną ws. warunków zabudowy. Obaj wpadli w ręce agentów CBA na gorącym uczynku pod koniec września.

Kulisy tej akcji ujawnił Krzysztof Zasada. Według jego ustaleń, zarówno burmistrz, jak i deweloper byli od dłuższego czasu obserwowani przez agentów Biura, funkcjonariusze śledzili ich samochody.

Jak relacjonował nasz reporter, torbę z pieniędzmi turecki biznesmen wrzucił przez okno do służbowej skody samorządowca na jednej z warszawskich ulic, po czym panowie się rozjechali. Biznesmen pojechał swoim mercedesem S klasy do restauracji, a samorządowiec do garażu w domu teścia, gdzie starał się ukryć pieniądze. Obu mężczyzn zatrzymały w dwóch miejscach dwie ekipy funkcjonariuszy CBA.

Centralne Biuro Antykorupcyjne podawało wówczas, że samorządowiec został zatrzymany „na gorącym uczynku, tuż po przyjęciu 200 tysięcy złotych”.

Jak poinformował natomiast 30 października rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński, burmistrz Włoch usłyszał „zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w postaci pieniędzy w kwocie 200 tys. zł w związku z pełnieniem funkcji publicznej”.

Zarzuty usłyszał także przedsiębiorca Sabri B.

5 listopada Artur W. został odwołany z funkcji burmistrza dzielnicy Włochy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gotowy akt oskarżenia w sprawie korupcji w kopalniach

20 osób, w tym były wiceprezes Spółki Restrukturyzacji Kopalń oraz byli dyrektorzy kopalń „Boże Dary” i „Makoszowy”, zostało oskarżonych przez śląskie „pezety” Prokuratury Krajowej między innymi o korupcję i ustawianie przetargów. Łapówki miały pochodzić od śląskiego przedsiębiorcy Grzegorza G. i była to zarówno gotówka jak i sponsorowane wyjazdy zagraniczne czy wypożyczenie luksusowego samochodu.

Wszystko zaczęło się, gdy do prokuratury i agentów CBA dotarła informacja, że Grzegorz G., prezes firmy wykonującej zlecenia Spółki Restrukturyzacji Kopalń, może korumpować urzędników odpowiedzialnych za przetargi, w których startuje. Operacyjnie ustalono, że wspomniany biznesmen ma spotkać się z wiceprezesem zarządu SRK. CBA przygotowało operację specjalną. Agenci chcieli zatrzymać obu mężczyzn na gorącym uczynku.

W czerwcu 2017 roku na parkingu przed Centrum Handlowym Fashion House między Jaworznem i Sosnowcem Grzegorz G. spotkał się z Mirosławem S., wówczas wiceprezesem i dyrektorem Biura Likwidacji Kopalń i Ochrony Środowiska Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Gdy przedsiębiorca przekazał urzędnikowi 30 tys. zł, na parkingu pojawili się agenci CBA. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani.

W sieci korupcji

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zaczęli badać interesy Grzegorza G. oraz jego kontakty z osobami pełniącymi funkcje publiczne.

Prokuratura ustaliła, że przedsiębiorcy udało się skorumpować kilka innych osób. Zarzuty przyjęcia łapówek usłyszeli: Marek C. (były kierownik Zespołu Monitorowania Procesów Likwidacji Kopalń SRK), Przemysław K. (były dyrektor KWK „Boże Dary”) oraz Bogdan P. (były dyrektor KWK „Makoszowy”).

Według śledczych podejrzani mieli przyjąć korzyści majątkowe o łącznej wartości ponad 156 tys. zł, z czego 49 tys. zł w gotówce, a resztę między innymi w formie sponsorowanej wycieczki zagranicznej, czy użyczenie luksusowego samochodu z kartą na darmowe tankowanie. Teraz wspomnianym decydentom grozi do 10 lat więzienia.

Zmowa i niegospodarność

Podczas śledztwa odkryto, że część łapówek była przeznaczona na wygranie przetargów organizowanych na rzecz SRK. Zdaniem prokuratury, tak zwana zmowa przetargowa miała miejsce w co najmniej trzech przypadkach. Jeden dotyczył „utrzymania ruchu w zakresie systemu bezpieczeństwa” w kopalni „Krupiński”. Przetarg ten miał wartość ponad 7 mln zł. Kolejny przetarg – o wartości ponad 3 mln zł – dotyczył „utrzymania budynku lampowni i obsługi lampowni” w kopalni „Boże Dary”. Trzecim ustawionym konkursem było „uruchomienie urządzeń systemu ogólnozakładowej łączności oraz ogólnozakładowego systemu dyspozytorskiego” w kopalni „Centrum”, wycenione na ponad milion zł.

Ponadto prokuratura ustaliła, że SRK straciła ponad 540 tys. zł w związku z tym, że byli dyrektorzy Oddziału Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń oraz KWK „Boże Dary” odstąpili od nałożenia kar na wykonawców, którzy nie ukończyli w terminie zakontraktowanych robót. Za niegospodarność odpowiadają, zdaniem śledczych, pracownicy SRK, którzy poświadczali nieprawdę w protokołach odbioru poszczególnych prac.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Będzinie.
Źródło info i foto: TVP.info