Wysadzony bankomat w Grodzisku Mazowieckim. Złodzieje ukradli 200 tys. złotych

W nocy z wtorku na środę, około godziny trzeciej nad ranem, wyleciał w powietrze bankomat przy ulicy 11 listopada. Policja poszukuje sprawców. Nieoficjalnie wiadomo, że łupem złodziei mogło paść nawet 200 tys. złotych.

Asp. sztab. Katarzyna Zych, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Grodzisku Mazowieckim, w rozmowie z Polsat News poinformowała, że wciąż trwa liczenie strat przez bank. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że skradziona suma była niebagatelna: mogła wynieść nawet 200 tysięcy złotych.

Mieszkańcy z najbliższej okolicy twierdzą, że złodzieje nieprzypadkowo „zasadzili się” akurat na ten konkretny bankomat: we wtorek 17 września został on zasilony świeżą dostawą gotówki do wypłacania.

Wybuch doszczętnie zniszczył urządzenie. Maszyna znajdowała się przy sklepie spożywczym „Społem”. W budynku w wyniku eksplozji pękła szyba, zniszczony został również daszek znajdujący się nad bankomatem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjanci przechwycili kilka tysięcy litrów paliwa pochodzącego z kradzieży

W szopie przy ul. Obywatelskiej w Łodzi policjanci zabezpieczyli kilka tysięcy litrów paliwa pochodzącego z włamań do samochodów ciężarowych oraz przedmioty, które mogły służyć do popełnienia przestępstw m.in. pompę do oleju, lejki, bańki na paliwo. Mundurowi postawili zarzuty dwóm mężczyznom. Policjanci weszli na teren posesji jednocześnie z kilku stron. W budynku zastali kompletnie zaskoczonych czterech mężczyzn i kobietę.

Jak ustalili policjanci, jeden z mężczyzn, 36-latek, włamywał się pod osłoną nocy do samochodów ciężarowych i po pokonaniu zabezpieczeń kradł ze zbiorników paliwo. Działał na ternie całego miasta. Udowodniono mu 9 takich kradzieży. Obaj zatrzymani w przeszłości byli już notowani za inne przestępstwa. 36-latkowi za kradzież z włamaniem grozi kara więzienia do lat 10, natomiast 39-latek odpowie za paserstwo umyślne zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 5.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poszukiwani sprawcy kradzieży pieniędzy z bankomatów w miejscowości Poraj

Policja szuka sprawców nocnej kradzieży w miejscowości Poraj niedaleko Częstochowy. Złodzieje wysadzili bankomaty w powietrze i ukradli dużą ilość gotówki. Bankomaty znajdowały się w tym samym budynku co Urząd Gminy Poraj. Złodzieje skrupulatnie zaplanowali całą akcję, która nie trwała dłużej niż 6 minut.

Poraj. Policja poszukuje sprawców

Do wysadzenia bankomatów użyto najprawdopodobniej gazu. Jak ustalono, złodzieje byli zamaskowani. Policja ma dostęp do nagrań z bankowego monitoringu. Wartość skradzionej gotówki to 230 tysięcy złotych, jednak razem ze zniszczeniami powstałymi w wyniku eksplozji, straty wynoszą około 400 tysięcy złotych.

Policjanci z Komendy Powiatowej w Myszkowie poszukują sprawców kradzieży. Jednocześnie apelują do kierowców, którzy przejeżdżali w nocy w okolicach miejsca zdarzenia i mieli w samochodach kamery rejestrujące obraz, o kontakt z miejscową policją.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: Zatrzymano podejrzanego o napad na taksówkarza

Policjanci z Targówka i Pragi Północ zatrzymali podejrzanego o napad na taksówkarza. 36-latek groził mu przedmiotem przypominającym broń, ukradł m.in. telefon komórkowy i gotówkę. Taksówkarzowi nic się nie stało. Bandyta zaatakował kierowcę w czwartek po południu w okolicy ul. Św. Wincentego na Targówku. Wsiadł do jego taksówki i grożąc przedmiotem przypominającym broń okradł go i uciekł.

Napadniętemu mężczyźnie nic się nie stało. Szybko zadzwonił po policję, a w akcję zaangażowało się kilkudziesięciu funkcjonariuszy z Targówka i Pragi Północ. Do poszukiwań użyto również psa tropiącego. Zaledwie godzinę po zgłoszeniu kryminalni zatrzymali w okolicy Lasu Bródnowskiego 36-letniego mieszkańca Warszawy. Mężczyzna nie stawiał oporu. Mundurowi zabezpieczyli u niego pistolet gazowy.

Mężczyzna został w piątek doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał dwa zarzuty. Za rozbój z użyciem broni palnej grozi mu od 3 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Lubuskie. Kradzionym samochodem uciekał przed policją. Ukrył się w lesie i udawał grzybiarza

Policjanci z Sulęcina po pościgu zatrzymali 24-letniego kierowcę toyoty, który uciekał przed radiowozem z prędkością 160 kilometrów na godzinę, ścinał zakręty i jechał na tzw. czołówkę. Następnie porzucił samochód i ukrył się w lesie, udając… grzybiarza. Teraz grozi mu do pięciu lat więzienia.

W czwartek 5 września policjanci z Sulęcina (województwo lubuskie) zauważyli osobową toyotę, której kierowca na widok policyjnego radiowozu nagle przyspieszył. Funkcjonariusze włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, ale mężczyzna siedzący za kierownicą nie reagował. Po przejechaniu kilkuset metrów zjechał w zatoczkę autobusową, ale po chwili wcisnął pedał gazu i dynamicznie ruszył. Rozpoczął się policyjny pościg, podczas którego kierowca toyoty złamał co najmniej kilka przepisów drogowych.

Kierowca toyoty gnał 160/h i łamał przepisy. Później oświadczył, że jest grzybiarzem

Jak relacjonuje policja, mężczyzna wyprzedzał na skrzyżowaniu oraz przejściu dla pieszych, „ścinał” zakręty, jechał na tzw. „czołówkę”, gnając przy tym z prędkością ponad 160 kilometrów na godzinę. Kontynuował ucieczkę do momentu, gdy na jednym z zakrętów nie zdołał opanować pojazdu i wjechał do przydrożnego rowu. Widząc, że policjanci są tuż za nim, porzucił pojazd i pieszo zaczął biec w kierunku lasu. Tam postanowił udawać… grzybiarza.

W pewnym momencie przestał uciekać i zaczął szukać… grzybów. Kiedy mundurowi do niego dobiegli, udawał zaskoczonego całą sytuacją, oświadczając, że jest grzybiarzem i nie rozumie, skąd całe zamieszanie – relacjonują policjanci, którzy nie dali się nabrać na nietypowe tłumaczenie mężczyzny.

24-latek został zatrzymany. Jak się okazało, miał powody do ucieczki, bo poruszał się samochodem skradzionym na terenie Niemiec kilka godzin wcześniej. Toyota należała najprawdopodobniej do osoby niepełnosprawnej, o czym świadczył wózek inwalidzki, który znajdował się w bagażniku.

Pojazd, którego wartość wyceniono na około 80 tysięcy złotych, wróci wkrótce do właściciela. Mężczyzna czeka na postawienie zarzutów w policyjnej celi. Za niezatrzymanie się do policyjnej kontroli, złamanie szeregu przepisów i paserstwo grozi mu do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: 25-letni Paweł R. przyznał się do 9 zarzutów

Przed brytyjskim sądem odbyła się rozprawa z udziałem 25-letniego Pawła R. , który pracował jako rzeźnik w Hull. Początkowo śledczy podejrzewali, że Polak ma związek z zaginięciem 21-letniej Libby Squire, jednak 25-latek nie usłyszał w tej sprawie żadnych zarzutów. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Prokuratura oskarżyła go, m.in. o masturbowanie się na ulicy oraz kradzież zabawek erotycznych. Mężczyzna przyznał się do 9 zarzutów.

Mieszkającego z rodziną w Hull Pawła R., aresztowano ponieważ to on prawdopodobnie jako ostatni widział 21-letnią Libby Squire w nocy z 31 stycznia na 1 lutego br. Szczątki 21-latki odnaleziono po trwających siedem tygodni poszukiwaniach. Wyłowiono je z ujścia rzeki Humber, niedaleko portu w Grimsby. Śledczy ze względu na dobro śledztwa nie ujawnili jednak, jak zginęła kobieta.

Według doniesień brytyjskiej prasy studentka religioznawstwa i filozofii zaginęła po imprezie z przyjaciółmi. Z powodu upojenia alkoholowego, nie wpuszczono jej do klubu, dlatego postanowiła wrócić do domu. Ostatnią osobą, która miała ją widzieć był Paweł R.

Po aresztowaniu Polaka, jego siostra ujawniła „Daily Telegraph”, że brat faktycznie widział tej nocy Libby. Dziewczyna miała stać na ulicy i płakać. Zaniepokoił się i postanowił jej pomóc, proponując podwiezienie. Następnie wpisał adres Libby do nawigacji. Nie wiadomo, co stało się później.

W lutym nie znaleziono wystarczających dowodów na oskarżenia Pawła R. o uprowadzanie 21-latki. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Początkowo 25-latek usłyszał aż 13 zarzutów niezwiązanych ze sprawą Libby Squire, jednak prokuratura uznała, że nie jest w interesie publicznym osądzanie 25-latka za cztery z nich i ostatecznie Polak odpowiada za 9 przewinień – informuje HullLive.

Według prokuratury w grudniu 2017 r. Paweł R. włamał się do jednego z domów i ukradł trzy wibratory. Podczas kolejnego włamania, w styczniu tego roku, ukradł zabawki erotyczne, prezerwatywy, zdjęcia, ubrania i elektronikę. Polak miał się też dwukrotnie masturbować na ulicy w styczniu ubiegłego roku.

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sądzie w Sheffield Paweł R. przyznał się do dziewięciu zarzutów, w tym do czterech przypadków podglądactwa, dwóch przypadków nieobyczajnego zachowania oraz do trzech włamań – informuje mirror.co.uk.

Paweł R. przebywa w areszcie od początku lutego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Przewoził kradzione busy pod plandeką, wpadł podczas rutynowej kontroli

Kierujący TIR-em Litwin wpakował się w kłopoty. ITD przekazała go Straży Granicznej po tym, jak jego ładunek wzbudził zainteresowanie Inspekcji. Okazało się, że całkiem słusznie – były nim 2 kradzione busy.

Nietypowy ładunek ujawniła kontrola ITD na krajowej „ósemce” nieopodal Białegostoku. Okazało się, że w naczepie zespołu pojazdów na litewskich rejestracjach schowane pod plandeką były dwa kradzione dostawczaki. Jeden z nich został skradziony z Belgii, a drugi z Holandii. Oba miały trafić na Litwę, ale ich droga zakończyła się w Polsce, dzięki czujnym Inspektorom ITD.

Auta dostawcze ukryte pod plandeką okazały się dość cennym łupem. W przedziale ładunkowym Mercedesa Sprintera skradzionego w Belgii, zainstalowany był warsztat wyposażony w wysokiej klasy i wartości sprzęt (elektronarzędzia, narzędzia warsztatowe). Drugie auto co prawda nie miało specjalistycznej zabudowy, ale również był to Mercedes Sprinter.

Dochodzenie w tej sprawie prowadzi Straż Graniczna. Kierowca ciężarówki z pewnością usłyszy niebawem zarzuty.
Źródło info i foto: se.pl

Policjanci rozbili kolejną dziuplę samochodową

Policjanci zlikwidowali na terenie powiatu krakowskiego dwie „dziuple” złodziei samochodów. Zatrzymano dwie osoby podejrzane o paserstwo. Grozi im po 5 lat więzienia. W ostatnim czasie z terenu powiatu wielickiego zgłoszono kradzież porsche. Części pochodzące z tego samochodu pokrzywdzony rozpoznał na ogłoszeniu jednego z portali internetowych. Policjanci ustalili personalia podejrzanego i miejsce przechowywania części skradzionego pojazdu. Było to na terenie posesji znajdującej się w gminie Michałowice.

W akcji przeprowadzonej 22 maja br. wzięli udział kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Krakowie oraz z Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce. Na posesji zastali dwóch 35-latków, gospodarza oraz jego pracownika.

Podczas przeszukania w garażu stróże prawa znaleźli części od skradzionego porsche m.in. zderzak, pokrywę silnika, klapę bagażnika, koła oraz lampy, ale nie tylko. Na tyłach posesji znaleziono dużo więcej różnorodnych części samochodowych od innych pojazdów, a także już rozebrane podzespoły z pociętą karoserią samochodów różnych marek. W trakcie dalszych czynności policjanci przeszukali posesję drugiego z mężczyzn. Okazało się, że znajdował się tam kolejny garaż służący za „dziuplę”.

W sumie na terenie obu przeszukanych posesji kryminalni znaleźli części samochodowe takie jak: pokrywy silnika, kołpaki, błotniki, fotele samochodowe, elementy wyposażenia wewnętrznego, deski rozdzielcze, elementy zawieszenia, silniki, okablowanie, alternatory czy rozruszniki, a także urządzenia elektroniczne typu nawigacje samochodowe oraz kluczyki od pojazdów.

Okazało się, że były to magazyny części przygotowanych już do sprzedaży. Wszystkie ujawnione części samochodowe zostały przez policjantów zabezpieczone i zostaną zbadane pod kątem ich pochodzenia.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani i usłyszeli zarzuty paserstwa, czyli w tym przypadku nabywania części samochodowych pochodzących z kradzieży (art. 291 par. 1 kk), za co grozi im do 5 lat więzienia.

24 maja br. prokurator wobec podejrzanych zastosował środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji oraz poręczenia majątkowego. Sprawa jest rozwojowa. Śledczy już ustalili, że wśród zabezpieczonych części samochodowych znajdowały się osie tylne trzech skradzionych w 2012 roku pojazdów marki BMW z terenu powiatu wadowickiego, mikołowskiego oraz gliwickiego.
Źródło info i foto: Policja.pl

38-latek chciał obrabować dom, którego właścicielem okazał się policjant CBŚP

38-letni mężczyzna próbował okraść dom metodą „na śpiocha”. Wpadł w ręce właściciela posesji, którym okazał się policjant Centralnego Biura Śledczego. Złodziejowi grozi nawet 5 lat więzienia – poinformowała mł. asp. Izabela Malinowska z mońkowskiej policji.

Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. godz. 4.30 w Mońkach pod Białymstokiem. Mężczyzna sądził, że domownicy śpią i rozpoczął plądrowanie domu, jednak zauważył go właściciel domu, który – jak się okazało – jest funkcjonariuszem CBŚP w Białymstoku. Jak powiedziała Malinowska, intruz próbował uciec, zachowywał się agresywnie.

Policjant CBŚP zawiadomił funkcjonariuszy policji, którzy przyjechali na miejsce. W chwili zatrzymania mężczyzna znajdował się pod wpływem alkoholu. Wstępne badanie alkomatem wykazało, że miał 1,3 promila alkoholu w organizmie.

Policjanci ustalili, że mężczyzna podejrzany jest również o dokonanie kradzieży na sąsiedniej posesji. 38-latek usłyszał w poniedziałek zarzuty usiłowania kradzieży, kradzieży oraz naruszenia czynności ciała. Grozi mu od 3 mies. do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

Bandyci obezwładnili portiera i okradli firmę

Do napadu i kradzieży pieniędzy doszło w nocy z piątku na sobotę w wielkopolskim Grabowie nad Prosną w powiecie ostrzeszowskim – poinformowała w sobotę PAP rzecznik prasowy ostrzeszowskiej policji Ewa Jakubowska. Dwóch zamaskowanych mężczyzn weszło na teren firmy specjalizującej się w konstrukcjach, obezwładniło portiera i ukradło ponad 15 tysięcy euro.

„Sprawców szuka policja. Czynności są prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Ostrzeszowie” – poinformowała rzecznik prasowy ostrzeszowskiej policji Ewa Jakubowska.

Całe zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu zamontowane na terenie zakładu.

Dwóch zamaskowanych sprawców przywiązało portiera do krzesła, a następnie zabrało ponad 15 tysięcy euro. Pieniądze miały być przeznaczone na wypłaty dla pracowników i były już przygotowane w kopertach.

O zdarzeniu policję powiadomił portier, po tym, jak zdołał się uwolnić.
Źródło info i foto: interia.pl