Zakopane: Policjant śmiertelnie postrzelić mężczyznę. Jest śledztwo prokuratury

Zakopiańska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmiertelnego postrzelenia przez policjanta mężczyzny podejrzewanego o kradzieże paliwa. Do strzelaniny doszło w sobotę przed północą w Kościelisku – Kirach koło Zakopanego.

„W miejscowości Kościelisko-Kiry prowadzone były wczoraj po godz. 22 działania przez policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem w związku ze zgłaszanymi tam wcześniej kradzieżami. Podczas tych działań padł strzał ze strony policjanta w kierunku jednego ze sprawców kradzieży. Niestety mężczyzna został ranny i zmarł pomimo udzielenia pierwszej pomocy przez funkcjonariuszy i reanimacji prowadzonej przez załogę pogotowia ratunkowego” – wyjaśnił w komunikacie przesłanym w niedzielę 28 czerwca rzecznik prasowy małopolskiej policji Sebastian Gleń.

Mężczyzna miał kilkakrotnie kraść paliwo z maszyn budowlanych zlokalizowanych właśnie w rejonie Kir w Kościelisku. Na miejsce przyjechał prokurator, który prowadzi dalsze czynności. Ciało zastrzelonego zostało zabezpieczone do przeprowadzenia sekcji. Szczegółowe okoliczności tego zdarzenia ma wyjaśnić prokuratorskie śledztwo.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Przyjaciel podejrzanego, jest przekonany o jego winie

Przyjaciel pedofila przerywa milczenie! Michael Tatschl, który przez osiem miesięcy siedział w więzieniu z głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, potwierdza podejrzenia policjantów. – Wiem, że on to zrobił, powinien się przyznać – wyznaje Tatschl w wywiadzie dla „The Telegraph”.

Siedzili razem w więzieniu przez długich osiem miesięcy, a kiedy wyszli na wolność, mieszkali w jednym domu. Przez ten czas Michael Tatschl zdążył doskonale poznać swojego kumpla z więziennej celi, Christiana Bruecknera. Dziś opowiada, że już rok temu był przesłuchiwany przez policję, a teraz udzielił wywiadu „The Telegraph”. – Wiem, że on to zrobił – wyznaje dziś kryminalista, skazywany zresztą za kradzieże, nie za pedofilię. – Mówił o porywaniu dzieci i sprzedawaniu ich do Maroka. Najpierw myślałem, że to żart – dodaje.

– Wszyscy wiedzieli, że to zboczeniec. Cały czas siedział na dark webie. Widziałem też jego kampera, to była droga rzecz, Myślałem najpierw, że kupił go za pieniądze z umowy narkotykowej, ale potem doszedłem do wniosku, że to pieniądze ze Maddie. Powinien się przyznać policji i zamknąć tę całą sprawę – podsumowuje dawny przyjaciel niemieckiego pedofila. Brueckner siedzi teraz w więzieniu w związku z innymi przestępstwami. Utrzymuje, że nie ma nic wspólnego ze zniknięciem Maddie. 4-latka zniknęła z pokoju hotelowego w portugalskim kurorcie w 2007 roku.
Źródło info i foto: se.pl

Sprawa zaginięcia Maddie McCann. Główny podejrzany zabrał głos

Od kilku tygodni świat znów żyje sprawą zaginięcia 3-letniej Madeleine McCann w 2007 r. Niemieccy śledczy twierdzą, że dziewczynkę porwał i zamordował Christian B., który w niemieckim więzieniu odsiaduje wyrok za gwałt. Nie przedstawiają jednak dowodów na jego winę. Tymczasem głos w sprawie zabrał właśnie sam podejrzany. Przez swoich prawników przekazał, że nie zabił małej Maddie McCann.

3-letnia Brytyjka Madeleine McCann zaginęła w maju 2007 roku, podczas rodzinnych wakacji w Portugalii. Dziewczynka w nocy z 3 na 4 maja po prostu zniknęła ze swojego łóżeczka w kurorcie Praia da Luz, a jedynym śladem, jaki po sobie zostawiła, było otwarte okno.

Choć poszukiwania były prowadzone na szeroką skalę, to w sprawie nigdy nie doszło do przełomu. Aż do teraz. Kilka tygodni temu niemieccy śledczy z Brunszwiku poinformowali, że mają głównego podejrzanego w sprawie. Ich zdaniem, za porwanie i zabójstwo Maddie McCann odpowiada 43-letni obecnie Christian B. Prokurator przekazał, że posiada dowody na jego winę, jednak nie są one jeszcze wystarczające do postawienia zarzutów mężczyźnie. Nie zdradził też szczegółów śledztwa.

Brytyjskie media podają właśnie informację, że w 2016 r. w kamperze, którym Niemiec miał podróżować między swoim krajem a Portugalią, znaleziono stroje kąpielowe i inne ubrania należące do kilkuletnich dzieci. Samochód był zaparkowany na działce kupionej przez B. sześć lat wcześniej. Na terenie posesji znaleziono także worek z pendrive’ami, na których znajdowało się ponad 8 tys. plików zawierających pornografię dziecięcą i molestowanie dzieci. Teren ten przeszukiwano w związku z zaginięciem w 2015 r. w Niemczech 5-letniej Ingi Gehricke. Dziewczynka była wówczas nazywana „Niemiecką Maddie”.

Do brytyjskiego „Mail on Sunday” zgłosił się mężczyzna o imieniu Dieter, którego córka znała się z Christianem B. Opowiedział, że B. zabrał go kiedyś na przejażdżkę swoim kamperem.

– Zajrzałem do środka i zapytałem go, czym się zajmuje w Portugalii, gdzie pracuje. Odpowiedział mi: „Mam pieniądze, ponieważ prowadzę specjalny biznes. Szmugluję w moim vanie trawkę”. Potem dodał: „Biorę 50 kg marihuany i rozwożę ją po Europie. Nikt tego nie widzi. Mogę przewozić dzieci. Mogę przewozić w tym vanie narkotyki i dzieci, bo to bezpieczna przestrzeń. Nikt ich nie znajdzie. Nikt cię nie złapie”. Wtedy myślałem, że żartuje – powiedział Dieter w rozmowie z „Mail on Sunday”.

Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się kamper należący do Christiana B. Prokurator zapytany o to, czy znaleziono w nim kluczowe dowody na udział B. w zaginięciu Madeleine McCann, odpowiedział, że jest to możliwe, jednak nie może nic na ten temat powiedzieć.

Tymczasem po wypłynięciu na jaw tych informacji głos zabrał sam Christian B., który odsiaduje obecnie wyrok siedmiu lat więzienia. Jak przekazał jego obrońca, mężczyzna „zaprzecza, że miał jakikolwiek udział” w zaginięciu Madeleine McCann.

Christian Brückner, główny podejrzany w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, był wielokrotnie karany, m.in. za pedofilię, posiadanie pornografii dziecięcej, gwałty, kradzieże, handel narkotykami. Obecnie odsiaduje w więzieniu karę 7 lat więzienia. Śledczy wiążą go z jeszcze czterema innymi zaginięciami nieletnich: Rene Hasee w 1996 r. w Algarve w Portugalii, Caroli Titze, której ciało znaleziono w czerwcu ’96 na plaży w Belgii, Joany Cipriano, która zaginęła w 2004 r. w Figueira w Portugalii oraz Ingi Gehricke, zaginionej w 2015 r. w Niemczech.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Trzej młodzi ludzie odpowiedzą za zabicie 62-letniego mężczyzny

Zarzut zabójstwa postawiono trzem młodym mężczyznom zatrzymanym ws. śmierci 62-latka z miejscowości Jodłówka-Wałki (woj. małopolskie). Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Grozi im kara nawet dożywotniego więzienia. Ciało 62-latka odkryto 4 maja. Jak relacjonuje policja, mężczyzna został przywiązany przewodami elektrycznymi do stołu warsztatowego z narzędziami w swoim mieszkaniu.

Ws. śmierci 62-latka zatrzymano trzech młodych mieszkańców powiatu tarnowskiego w wieku od 20 do 25 lat. Dwóch z nich było już notowanych za rozboje oraz kradzieże. Mężczyźni przyznali się do napadu. Jak relacjonowali w czasie przesłuchań, ok. północy przyszli do domu samotnie mieszkającego 62-latka. Kiedy mężczyzna otworzył im drzwi, dotkliwie go pobili oraz skopali. Później przywiązali go do stołu kablami elektrycznymi.

Mężczyźni ukradli z domu 62-latka m.in. monety okolicznościowe, narzędzia, sprzęt elektryczny, repliki broni, kosmetyki i alkohol. Swój łup ukryli w lesie. Pomocy w przewożeniu oraz sprzedaży łupów udzielał im 22-letni mężczyzna.

Trzej zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzut zabójstwa w związku z rozbojem (art. 148 par. 2 pkt. 2 kodeksu karnego). 22-latek, który im pomagał, odpowie za nieumyślne paserstwo (art. 292 kk).

Trzej młodzi ludzie decyzją sądu zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące. Czwartego objęto dozorem policyjnym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Odnaleziono ciało zaginionego Kacpra. Poruszające wyznanie matki

Niestety, ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. 12 dni trwały poszukiwania 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca (woj. dolnośląskie). Chłopczyk zaginął w poniedziałek, dwa tygodnie temu, kiedy oddalił się od swojego ojca, z którym był na działce. W sobotę ciało dziecka zostało znalezione w rzece.

Kilkuset policjantów, strażaków, detektyw Krzysztof Rutkowski i zwykli mieszkańcy. Malucha szukała prawdziwa armia ludzi, która codziennie penetrowała okoliczne tereny i rzekę Kwisę. Używano najnowocześniejszego sprzętu, korzystano z pomocy psów tropiących ściągniętych z Niemiec. To były dramatyczne dni.

Dopiero w sobotę rano ciało Kacperka zostało znalezione przez płetwonurka Marcela Korkusia. Chłopczyk wpadł do podwodnej jamy, w linii prostej ok. 600 metrów od miejsca, w którym zaginął. Ciało malucha zostało zakleszczone przez konary w taki sposób, że mogło nigdy nie wypłynąć na powierzchnię. – Gołym okiem go nie widziałem – mówi „Super Expressowi” Korkuś. – Dopiero w domu, gdy przeglądałem zapis kamery, którą miałem pod wodą, dostrzegłem dziecko – dodaje płetwonurek.

Tym samym sprawdził się najczarniejszy scenariusz, który od samego początku był uznawany za najbardziej prawdopodobny. Kacperek wpadł do rzeki i utonął. Mama chłopczyka, pani Joanna, mówi że jej partner Rafał tylko na chwilę stracił go z oczu, gdy razem byli na ogródku. – To był moment – zapewniała kobieta. – Przez ten cały czas, gdy trwały poszukiwania, żyłam nadzieją, że Kacperkowi nic się nie stało. Nie mogłam spać. Teraz w pewnym sensie czuję ulgę. Muszę zająć się trójką rodzeństwa Kacperka – mówiła zrozpaczona matka zaraz po tym, jak zidentyfikowała ciało synka.

Kobieta zaapelowała też, aby nie oczerniać ojca dziecka. Podkreślała że to dla niego ogromna trauma. Mężczyzna w chwili, gdy zaginął chłopczyk był pijany. Usłyszał zarzut narażenia życia Kacperka, za co mu grozi 5 lat więzienia. Mężczyzna już trafił za kratki, bo okazało się, że był poszukiwany przez policję za kradzieże.
Źródło info i foto: se.pl

Dolny Śląsk: 31-letni złodziej zatrzymany

Według ustaleń policjantów z Dzierżoniowa na Dolnym Śląsku, zatrzymany 31-latek miał dopuszczać się regularnych kradzieży. Kiedy wpadł, znaleziono przy nim sporo niebezpiecznych przedmiotów, między innymi siekiery, nóż i pistolet pneumatyczny na metalowe kulki. Jeden z dzierżoniowskich zakładów, mieszczący się w specjalnej strefie ekonomicznej, zgłosił straty materialne w wysokości blisko 17 tysięcy złotych. Znikały nadstawki paletowe.

Nóż, siekiery, łomy

Miejscowi kryminalni ustalili, że sprawca działał przez prawie dwa miesiące. Wytypowali 31-letniego mieszkańca sąsiedniego powiatu świdnickiego.

– Mężczyzna w chwili zatrzymania miał przy sobie pistolet, nóż i siekiery. Broń była pneumatyczna, na metalowe kulki. Czynności prowadzone przez policjantów pozwoliły na zebranie dowodów świadczących o tym, że 31-latek dopuścił się jeszcze innych czynów zabronionych. Odpowie za usiłowanie kradzieży z włamaniem, kradzież tablic rejestracyjnych i paliwa na jednej ze stacji benzynowych w Bielawie – informuje Marcin Ząbek, rzecznik dzierżoniowskiej policji.

Funkcjonariusze ustalili także miejsce, w którym mężczyzna pozbywał się skradzionych przedmiotów. Udało się odzyskać mienie w łącznej wysokości ponad 10 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Działdowo: Kierowniczka sekretariatu Sądu Rejonowego podrabiała dokumenty i latami okradała sąd

Przez sześć lat kierowniczka sekretariatu Sądu Rejonowego w Działdowie (woj. warmińsko-mazurskie) podkradała pieniądze z depozytów sądowych. Zdefraudowała w ten sposób ponad 288 tys. zł. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku oskarżyła kobietę o popełnienie ponad stu przestępstw. Nie wiadomo, dlaczego 51-letnia była już kierowniczka sekretariatu Wydziału I Cywilnego Sądu Rejonowego w Działdowie zaczęła podkradać pieniądze z depozytu. Kobieta została zatrzymana w maju zeszłęgo roku. „Manko” odkryto kilka miesięcy wcześniej, jednak śledczy musieli ustalić, do kogo należały rachunki bankowe, na które trafiały zdefraudowane pieniądze.

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która badała sprawę, ustaliła, że urzędniczka zaczęła przestępczą działalność w 2012 r. Wypłacała pieniądze z egzekucji nieruchomości na rzecz podmiotów niebędących stronami postępowań oraz niesłusznych zwrotów opłat od wpisów sądowych apelacji, pozwów i wniosków. Chodziło o 30 spraw prowadzonych w wydziale, którego sekretariatem zawiadywała.

Podrobione dokumenty

Do wypłat posłużyły jej postanowienia i zarządzenia podpisane przez sędziów i innych pracowników sekretariatu. Wszystkie te dokumenty zostały podrobione przez kobietę, co wykazali biegli. Na ich podstawie księgowość sądu przelewała określone sumy na wskazane rachunki bankowe. Śledczy odkryli, że urzędniczka kontrolowała dziewięć takich rachunków.

Prokuratura ustaliła, że do września 2018 r. kobieta zdefraudowała ponad 288 tys. zł. Po zatrzymaniu podejrzana nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień. Nie przerwała milczenia do końca śledztwa.

Była kierowniczka sekretariatu została oskarżona o popełnienie 102 przestępstw dotyczących przekroczenia uprawnień, fałszowania dokumentów, poświadczenia nieprawdy, wyłudzenia poświadczenia nieprawdy oraz oszustwa na szkodę Skarbu Państwa. Grozi jej do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Nożownikowi z Gdyni grozi dożywocie

Sąd aresztował na trzy miesiące 39–latka z Gdyni, który śmiertelnie ugodził nożem 33-latka, a 36-latka ciężko zranił – poinformowała PAP w niedzielę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Według policji wszyscy trzej znali się z więzienia. Podejrzany usłyszał zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa w zamiarze bezpośrednim. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Prok. Wawryniuk powiedziała PAP, że 39-latek złożył przed prokuratorem wyjaśnienia. „Mężczyzna nie kwestionuje, że doszło do zdarzenia, aczkolwiek inaczej przedstawia całą sytuację” – dodała.

Według policji, zarówno napastnik, jak i zaatakowani mężczyźni znali się z więzienia. Byli karani za różne przestępstwa – oszustwa, kradzieże, uszkodzenia mienia. Jak powiedział PAP asp. szt. Jarosław Biały z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni, mogły to być porachunki między nimi.

Do napaści doszło w piątek na klatce schodkowej w budynku przy ul. Okrzei na Grabówku w Gdyni. Śmiertelnie ranny został 33-letni mężczyzna, a drugi w wieku 36 lat z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala.

Napastnik uciekł z miejsca zdarzenia. Został zatrzymany po kilkudziesięciu minutach; był nietrzeźwy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

21-letni złodziej włamywał się do domów na Śląsku. Okradł 30 domów

Włamał się do 30 domów na terenie różnych miast województwa śląskiego, kradł i uciekał. 21-latkowi zarzuca się łącznie 31 przestępstw, podczas których kradł biżuterię, zegarki i gotówkę, ale nie tylko. Jego łupem padał też na przykład sprzęt komputerowy czy AGD. Łącznie uzbierał pokaźną sumę pieniędzy!

Zdarzały się włamania, podczas których niczego nie ukradł, ponieważ został spłoszony lub w środku nie było żadnych wartościowych rzeczy. Podczas innych kradł przedmioty nawet za ponad 40 tys. zł. Mowa o 21-letnim mężczyźnie, który włamał się do 30 domów na terenie województwa śląskiego. Kradł wszystko, co wpadło mu w ręce!

– Zawsze wybierał osiedla domków jednorodzinnych blisko dworców kolejowych. Wcześniej analizował układ ulic i wybierał ewentualną drogę ucieczki. Służyły mu do tego dostępne w sieci mapy i zdjęcia. Zaopatrzony w rękawiczki, kominiarkę i łom, wyruszał w podróż. Bywał na małych stacjach znajdujących się blisko Częstochowy, Wrocławia, Opola, Katowic i Pszczyny – relacjonują policjanci.

Będąc w Kobiórze, 21-latek miał ponownie w szybki sposób wzbogacić się cudzym kosztem. Ale plan się nie powiódł. Zareagowali świadkowie, którzy poinformowali o podejrzeniu włamania policjantów z komendy w Pszczynie i przekazali im dokładny rysopis sprawcy.

– Jak w wielu takich przypadkach, nie obyło się bez pościgu. Ostatecznie 21-latek trafił w ręce mundurowych. Okazało się jednak, że podczas ucieczki wyrzucił torbę ze swoim sprzętem i łupem w pobliskie krzaki. Po kilku kwadransach policjanci zlokalizowali jego kryjówkę wraz z dowodami, których próbował się pozbyć. W zabezpieczonej torbie znaleźli: biżuterię, portfel, telefon komórkowy, kominiarkę i rękawiczki – wyliczają w komendzie.
Źródło info i foto: se.pl

Policjanci z Warszawy rozbili szajkę złodziei

Ursynowscy kryminalni zatrzymali trzech mężczyzn podejrzanych o szereg przestępstw przeciwko mieniu. 40-letni prażanin oraz jego o 6 lat młodszy wspólnik z tej samej dzielnicy i 21-letni mieszkaniec Ursynowa mieli na swoim koncie między innymi kradzieże rowerów i felg samochodowych, a także włamania do warsztatów oraz garaży na warszawskim Ursynowie, Pradze Południe, Ochocie i Białołęce. Policjanci rozpracowywali ich operacyjnie kilka dni i zatrzymali bezpośrednio po kradzieży radioodtwarzacza z samochodu zaparkowanego w garażu podziemnym. Cała trójka usłyszała zarzuty. Grozi im kara do 10 lat więzienia.

Po pierwszych zgłoszeniach o kradzieżach i włamaniach na warszawskim Ursynowie miejscowi kryminalni od razu zajęli się sprawą. Operacyjnie ustalili, że za przestępstwami może stać trójka mężczyzn poruszających się bmw. Dwóch mieszkańców warszawskiej Pragi Południe i 21-letni usynowianin mieli na swoim koncie włamanie do warsztatu przy ul. Gąsek, kradzież rowerów z budynków przy ul. Stryjeńskich i Sierpińskiego, włamanie do garażu na ul. Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz kradzież felg aluminiowych z samochodów marki mazda, mercedes i peugeot na Pradze i Białołęce.

Policjanci wiedzieli, że w dniu zatrzymania podejrzani mężczyźni przesiedli się do volvo i że mają zamiar wjechać do jednego z garaży przy ul. Ostrobramskiej, gdzie według informacji chcą popełnić kolejne przestępstwo. Po kilkunastu minutach obserwacji okazało się, że ustalenia są trafne. Do garażu wjechało trzech mężczyzn, ale po kilku minutach wyjechał z niego tylko jeden. Funkcjonariusze zatrzymali pojazd do kontroli. Za kierownicą siedział 40-latek, który wyjaśnił, że obecnie jeździ samochodem zastępczym, ponieważ bmw oddał do naprawy. Podczas przeszukania pojazdu kryminalni znaleźli dwie kradzione tablice rejestracyjne oraz umowy lombardowe, z których wynikało, gdzie mężczyzna zastawił skradziony wcześniej rower i komputer Mężczyzna został zatrzymany. Chwilę później funkcjonariusze wrócili do garażu. W rozmowie z pracownikiem ochrony ustalili, że z volvo wysiadło jeszcze dwóch mężczyzn, którzy przez ciąg klatek schodowych wyszli na zewnątrz budynku. Jeden miał przy sobie białe, kartonowe pudło.

W trakcie dalszych czynności kryminalni namierzyli podejrzanych na skrzyżowaniu ulic Radzymińskiej ze Szwedzką. 36-latek oraz jego 15 lat młodszy kolega zostali zatrzymani. Starszy mężczyzna miał przy sobie pudełko, w którym znajdował się kradziony radioodtwarzacz. Cała trójka została przewieziona do policyjnego aresztu. Policjanci natomiast skompletowali materiał dowodowy na postawie, którego przedstawili im zarzuty. Mężczyźni przyznali się do zarzucanych im przestępstw. Teraz w ich sprawie decyzje podejmie sąd, który może ich skazać nawet na 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl