Dżihadystka prosi Borisa Johnsona o zgodę na powrót do Londynu

Shamima Begum, która w 2015 roku jako 15-letnia uczennica wyjechała z Wielkiej Brytanii, aby dołączyć do Państwa Islamskiego, poprosiła o przebaczenie i zaapelowała do brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, by pozwolił jej wrócić do Londynu.

Nikt nie może mnie nienawidzić bardziej niż sama siebie nienawidzę za to, co zrobiłam i wszystko, co mogę powiedzieć, to przepraszam i po prostu dajcie mi drugą szansę – powiedziała w wyemitowanym w środę w stacji ITV programie „Good Morning Britain” 21-letnia obecnie Begum, która przebywa w Syrii w obozie dla uchodźców. W lutym tego roku brytyjski Sąd Najwyższy orzekł, że nie może ona wrócić do Wielkiej Brytanii, by zaskarżyć decyzję o odebraniu jej obywatelstwa tego kraju.

Przekonywała, że została wykorzystana i zmanipulowana, aby wyjechać do Syrii i nie zdawała sobie strawy, że Państwo Islamskie jest „sektą śmierci”. Jedyną zbrodnią, jaką uważam, że popełniłam, było bycie na tyle głupią, by dołączyć do ISIS (Państwa Islamskiego) – mówiła Begum, która podczas rozmowy ubrana była w zachodnim stylu – w czapeczkę z daszkiem i krótką bluzkę bez rękawów.

Popełniłam błąd w bardzo młodym wieku. Wiem, że Brytyjczykom jest bardzo trudno spróbować mi wybaczyć, ponieważ żyli w strachu przed ISIS i stracili bliskich z powodu ISIS, ale ja również żyłam w strachu przed ISIS i również straciłam bliskich z powodu ISIS, więc mogę rozumieć, co czuli. Wiem, że bardzo trudno jest im mi wybaczyć, ale z głębi serca mówię, że jest mi bardzo przykro, jeśli kogokolwiek uraziłam, przychodząc tutaj i jeśli kogokolwiek uraziłam tym, co powiedziałam – mówiła Begum. W Syrii wyszła ona za mąż za bojownika ISIS, z którym miała troje dzieci, jednak wszystkie zmarły. W przeszłości mówiła m.in., że zamach terrorystyczny w Manchesterze, w którym w 2017 r. zginęły 22 osoby, był usprawiedliwiony.

Zapytana, dlaczego nie pojedzie do Bangladeszu, którego jest obywatelką, powiedziała: Jak kraj taki jak Wielka Brytania, który nie wierzy w karę śmierci, jak może oczekiwać, że pojadę do kraju, w którym zostanę zabita?.

Dżihadystka apeluje do Johnsona

Begum zwróciła się też bezpośrednio do Johnsona, by pozwolił jej wrócić. Najwyraźniej nie radzicie sobie się z ekstremizmem i terroryzmem w swoim kraju, a ja chcę pomóc w tym, opowiadając wam moje własne doświadczenia, co mówią i jak przekonują ludzi do przyjazdu do miejsc takich jak Syria, i bardzo mogłabym wam w tym pomóc, ponieważ wyraźnie nie wiecie, co robicie w walce z terroryzmem i chcę pomóc – mówiła.

Odnosząc się do wywiadu udzielonego przez Begum, Sajid Javid, obecny minister zdrowia, który jako szef resortu spraw wewnętrznych podjął w 2019 r. decyzję o odebraniu jej brytyjskiego obywatelstwa, powiedział, że decyzja ta była zarówno zgodna z prawem, jak i moralnie słuszna. Nie będę wchodził w szczegóły sprawy, ale powiem, że na pewno nie widzieliście tego, co ja widziałem. Gdybyście wiedzieli, co ja wiedziałem, to wiem – bo jesteście rozsądnymi, odpowiedzialnymi ludźmi – że podjęlibyście dokładnie taką samą decyzję – nie mam co do tego wątpliwości – powiedział.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Raport kontrwywiadu. Dwa tysiące groźnych islamistów w kraju

Około dwóch tysięcy islamistów przebywających w Niemczech uznajemy za „szczególnie niebezpiecznych” – przyznał Thomas Haldenwang, szef tamtejszego kontrwywiadu. Kierowany przez niego Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) obawia się też wzrostu zagrożenia terroryzmem w Europie po triumfie talibów w Afganistanie. Szef BfV Thomas Haldenwang stwierdził, że lista dwóch tysięcy nazwisk zawiera „wszystkich, których podejrzewa się o zdolność do przeprowadzenia aktów terroru, w tym zamachów”. Powiedział to gazecie „Tagesspiegel” w 20. rocznicę zamachów na World Trade Center i Pentagon.

Deutsche Welle uściśliło, że liczba niebezpiecznych islamistów jest wyższa niż ta z policyjnego rejestru. BfV rejestruje takie osoby jako „zagrożenie” nawet jeśli nie popełnili karalnego czynu, czego nie robi Federalny Urząd Kryminalny.

Według tej drugiej instytucji, tzw. „osób zagrażających” jest 551, a dodatkowo 536 osób uznano za „powiązane”, czyli mogące udzielać wsparcia „zagrażającym”, np. w zakresie logistyki. BfV przygotowuje się na wzrost zagrożenia terroryzmem w Niemczech po tym, jak władzę w Afganistanie na nowo przejęli talibowie. Instytucja obawia się, że triumf bojowników może przekonać zwłaszcza młodych do ich wizji świata. W jej ocenie istnieje też ryzyko, że terroryści zaczną „intensywniej reorganizować się” w całej Europie.

Thomas Haldenwang zapewnił jednak, że odpowiedni departament w BfV jest zorganizowany tak, aby poradzić sobie z nowymi zagrożeniami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowy minister spraw wewnętrznych Afganistanu poszukiwany przez FBI

Afgańscy talibowie ogłosili skład nowego rządu i oświadczyli, że kraj jest Islamskim Emiratem. Na czele rządu stanął mułła Mohammad Hasan Akhund, jeden z założycieli ruchu talibów i były doradca zmarłego w 2013 r. mułły Mohammada Omara. Wicepremierem ma być inny założyciel ruchu, Abdul Ghani Baradar, a ministrem spraw wewnętrznych Sarajuddin Hakkani, poszukiwany przez amerykańską FBI za działalność terrorystyczną w ramach tzw. siatki Hakkanich.

Ministrem spraw zagranicznych został Amir Chan Muttaki, a ministrem obrony mułła Yakoob. Ogłoszenie składu nowego afgańskiego rządu nastąpiło tydzień po tym, jak ostatni amerykańscy żołnierze opuścili Afganistan.

Skład rządu przedstawiono na konferencji prasowej w Kabulu. Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid powiedział, że rząd będzie postępował „zgodnie z prawem i że jest to jedyny rząd działający w Afganistanie”. Podkreślił, że rząd reprezentuje wszystkie grupy etniczne kraju i że będzie niezależny od innych państw.

„Ogłoszony przez talibów rząd oddaje hołd ich starej gwardii, powierzając najwyższe stanowiska osobom, które odgrywały kluczową rolę w trwającej 20 lat walce ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami” – czytamy w depeszy agencji Associated Press.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prezydent Afganistanu oskarżony o kradzież ogromnych pieniędzy

Prezydent Afganistanu Aszraf Ghani wystąpił po raz pierwszy w telewizji po ucieczce z kraju do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W orędziu skierowanym do narodu oświadczył, że wyjechał, aby nie dopuścić do rozlewu krwi. Zaprzeczył również, że ukradł 169 mln dolarów z funduszy państwowych.

Gdybym został, byłbym świadkiem rozlewu krwi – oznajmił Ghani. Dodał, że opuścił kraj za radą członków rządu Afganistanu.

Zapewnił też, że wspiera dialog między talibami, a swoim poprzednikiem Hamidem Karzajem. Poinformował też, że „rozmawia o swoim powrocie” do kraju.

Popieram inicjatywę rządu, by negocjować z (byłym wiceprezydentem) Abdullahem Abdullahem i byłym prezydentem Hamidem Karzajem. Życzę powodzenia temu procesowi – powiedział.

Ghani zaprzeczył też doniesieniom, że opuszczając pałac prezydencki w Kabulu zabrał ze sobą wielkie sumy pieniędzy.

Ambasador Afganistanu w Tadżykistanie Mohammad Zahir Agbar oskarżył wcześniej Ghaniego, że ukradł 169 mln dolarów z funduszy państwowych i wezwał Interpol, aby zatrzymał prezydenta. Jego ucieczkę z kraju nazwał „zdradą państwa i narodu”.

Władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich potwierdziły w środę, że przyjęły do siebie Ghaniego i jego rodzinę „ze względów humanitarnych”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rzecznik talibów: „Wyzwoliliśmy kraj i wypędziliśmy obcokrajowców

Po 20 latach walki wyzwoliliśmy kraj i wypędziliśmy obcokrajowców; to moment dumy dla całego narodu – powiedział na pierwszej konferencji prasowej od czasu przejęcia kontroli nad Afganistanem przez talibów ich rzecznik Zabihullah Mudżahid.

Wybaczyliśmy wszystkim, którzy z nami walczyli. To koniec wrogości. (…) chcemy być pewni, że Afganistan nie będzie dłużej polem bitewnym (…) nie chcemy mieć żadnych wewnętrznych czy zewnętrznych wrogów – podkreślił po raz pierwszy publicznie występujący przed kamerami Mudżahid.

„Nie będzie dyskryminacji kobiet”

Chciałbym zapewnić społeczność międzynarodową, że nie dążymy do konfliktu, nie będziemy nikogo krzywdzić; nie będzie dyskryminacji kobiet – zapewnił rzecznik.

Jesteśmy przywiązani do praw kobiet w systemie szariatu. One będą z nami pracowały ramię w ramię. Chcemy zapewnić społeczność międzynarodową, że nie będzie dyskryminacji – powiedział Mudżahid.

Mamy prawo do tego, by żyć w zgodzie z zasadami naszej religii. Inne kraje mają odmienne podejście, zasady i regulacje (…) Afgańczycy mają prawo do własnych zasad i przepisów zgodnych z ich wartościami – zaznaczył rzecznik Talibanu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afganistan: Talibowie odpowiadają na pytania dziennikarzy

Drugi dzień po zajęciu Kabulu przez talibów nie był naznaczony takim chaosem jak pierwszy, choć wcale nie oznacza to, że minął strach Afgańczyków i Afganek. Talibowie zapewniają o amnestii dla dotychczasowych wrogów i zapewnieniu kobietom praw – ale w ramach swojej interpretacji zasad islamu. Tysiące osób chcą się wydostać z kraju, co staje się możliwe dzięki przywróceniu funkcjonowania lotniska. Sytuacja wokół niego pozostaje napięta. Talibowie zapewniają, że w Afganistanie będzie panował pokój, a „prawa kobiet będą respektowane”. Islamiści, którzy w niedzielę zdobyli Kabul i przejęli władzę w kraju, dzisiaj wystąpili na pierwszej w historii konferencji prasowej w stolicy.

Główny rzecznik talibów zorganizował konferencję prasową w tym samym miejscu, w którym spotkania z dziennikarzami organizowało biuro prasowe dotychczasowego rządu w Kabulu. Zabihullah Mujahid, który jest rzecznikiem ruchu od lat, ale dotąd przez cały czas był w ukryciu, mówił, że dla nowych władców najważniejsze będzie poszanowanie zasad islamu.

W tłumaczonych na język angielski wypowiedziach mówił, że nowe władze zaprowadzą pokój, a osoby, które dotąd pracowały dla obcych wojsk jako kontraktorzy czy tłumacze, nie mają się czego obawiać. – Islamski Emirat Afganistanu nie będzie się na nikim mścił. Wiem, że popełniono wiele błędów, które przysłużył się okupantom. Chcemy, żeby Afganistan nie był polem bitwy. Ułaskawiliśmy wszystkich, którzy przeciwko nam walczyli – mówił. Zapewnił też, że prawa kobiet będą przestrzegane. – Kobiety będą miały utrzymane swoje prawa, czy to w pracy, czy w innych czynnościach. Kobiety są ważną częścią społeczeństwa. Gwarantujemy im wszystkie ich prawa, w granicach wyznaczonych przez islam – podkreślał.

Na konferencji, a także na ulicach miasta oraz w programach telewizyjnych znów pojawiły się kobiety. Jednak wiele osób zadaje pytania o to, co dokładnie oznaczają i jak długo utrzymają się obecne obietnice talibów – szczególnie po tym, jak zagraniczne wojska i część mediów ostatecznie opuszczą kraj. Wiele aktywistek, obrończyń praw człowieka wyraża obawy o swoje prawa, bezpieczeństwo i życie.

Rzecznik talibów zapewniał też, że prywatne media będą mogły nadal pracować w Kabulu i mówił, że trwają prace nad utworzeniem nowego „islamskiego rządu” w Afganistanie. Do Afganistanu wrócił współzałożyciel i druga pod względem ważności osoba w ruchu talibów – mułła Abdul Ghani Baradar. Samolot, którym podróżował z Kataru, wylądował w Kandaharze w południowo-wschodniej części kraju.

Równocześnie jednak w Pandższirze, jedynym miejscu w Afganistanie, którego talibowie nigdy nie zdobyli, syn legendarnego afgańskiego komendanta Ahmada Szacha Massuda ogłosił powstanie ruchu oporu przeciwko talibskim władzom. Do grupy przystąpił też dotychczasowy wiceprezydent Afganistanu Amrullah Saleh, który twierdzi, że wobec ucieczki z kraju prezydenta Aszrafa Ghaniego to on jest pełniącym obowiązki prezydenta. Bojownicy z Pandższiru w 1996 roku nie uznali ówczesnej władzy talibów. To właśnie oni byli największym sojusznikiem Zachodu w Afganistanie w 2001 roku, kiedy Amerykanie odsuwali talibów od władzy.

Trwa ewakuacja z Afganistanu

Tymczasem z Kabulu są ewakuowani kolejni obcokrajowcy, w tym Polacy. Na wydostanie się z Afganistanu czekają współpracownicy polskiego wojska i nie tylko – część z nich dosłownie koczuje na lotnisku w oczekiwaniu na samolot. Polskie maszyny wojskowe wyruszyły na misję, ale nie jest jasne, kiedy dokładnie wylądują w Kabulu i zabiorą Afgańczyków.

Sytuacja na lotnisku nie jest tak chaotyczna, jak w poniedziałek – gdy tłum ludzi dostał się na płytę i próbował wchodzić do samolotów – jednak pozostaje napięta. Wiele osób czeka na obiecaną przez kraje zachodu ewakuację, a na terenach wokół lotniska są talibowie.

We wtorek pierwszy francuski samolot z ewakuowanymi z Kabulu wylądował po południu na paryskim lotnisku w Roissy. Na pokładzie znajdowało się czterdziestu pięciu cywilów – to przede wszystkim obywatele Francji, ale także Afgańczycy pracujący dla francuskiego rządu. Także niemiecki samolot zabrał co najmniej 150 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Strzały i chaos na lotnisku w Kabulu. Co z Polakami w Afganistanie?

epa09415313 Afghan police conduct their duties after Taliban take over Kandahar, Afghanistan, 15 August 2021. The Taliban have reached the outskirts of Kabul, the capital city of Afghanistan, where the Afghan government reported there have been shots heard, although the insurgents said they will not enter the city by force and are negotiating a peaceful transition of power. After capturing a majority of the country, the Taliban issued a statement asking their fighters to not fight in Kabul and stand by the city’s entrance without attempting to enter by force. EPA/STRINGER
Dostawca: PAP/EPA.

Według informacji MSZ w Afganistanie przebywa aktualnie pięciu obywateli Polski, którzy w sprawie możliwości ewakuacji z terytorium tego kraju są w stałym kontakcie m.in. z konsulem RP w Nowym Delhi – przekazał w niedzielę resort spraw zagranicznych. W stolicy kraju, Kabulu panuje natomiast chaos – w sieci znaleźć można m.in. nagrania z miejscowego lotniska, gdzie tłum ludzi usiłuje wsiąść do samolotu. 

Afganistan opuścił w niedzielę prezydent tego kraju Ashraf Ghani. Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid poinformował natomiast, że po ucieczce z Kabulu policji i przedstawicieli władz, Taliban polecił swym oddziałom wejście do miasta, aby „zapewnić bezpieczeństwo i przeciwdziałać chaosowi”. Inny z przedstawicieli talibów, Suhail Shaheen spodziewa się, iż nowy rząd zostanie powołany w ciągu kilku najbliższych dni.

„Według informacji MSZ w Afganistanie przebywa aktualnie pięciu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, którzy są w stałym kontakcie z konsulem RP w Nowym Delhi, a także z Ambasadami Francji, Niemiec i USA w Kabulu ws. możliwości ewakuacji z terytorium Afganistanu – poinformowało w niedzielę w komunikacie na swoich stronach polskie MSZ.

MSZ podkreśliło jednocześnie, że od wielu lat utrzymuje najwyższy, czwarty poziom zagrożenia dla podróżujących, w ramach którego odradzane są wszelkie podróże do Afganistanu. „W ubiegłym tygodniu ponowiliśmy apel o natychmiastowe opuszczenie kraju przez naszych rodaków zarówno za pośrednictwem kanałów społecznościowych jak i bezpośrednio w rozmowach z naszymi obywatelami” – przypomniano.

Tymczasem w Kabulu panuje chaos. Media publikują zdjęcia i nagrania z lotniska w stolicy kraju. Widać na nich m.in. tłum ludzi, który próbuje wsiąść do samolotu. Na nagraniu słychać także strzały. Wcześniej w sieci można było znaleźć filmiki przedstawiające gigantyczne korki na ulicach Kabulu. To ludzie, którzy próbowali dostać się na lotnisko bądź wydostać z miast drogą lądową:
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Afganistan: Talibowie przejęli kolejne duże miasta

Talibowie przejęli drugie i trzecie co do wielkości miasta w Afganistanie – Kandahar i Herat. Od niedawna pod kontrolą bojowników jest już także miasto Lashkar Gah. Ciężkie walki trwają także w innych regionach kraju. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania w trybie pilnym ewakuują z Kabulu większość swoich dyplomatów. Talibowie zajęli leżące na południu Afganistanu miasto Lashkar Gah, stolicę prowincji Helmand – podaje lokalny samorząd. Siły rządowe i przedstawiciele miejscowych władz opuścili miasto po decyzji o poddaniu go talibom.

Drugie największego miasto Afganistanu pod kontrolą talibów

Zajęcie Lashkar Gar oznacza, że talibowie mają już pod swoją kontrolą 13 dużych miast w Afganistanie i prawdopodobnie co najmniej 60 procent terytorium kraju. W czwartek przejęli drugie i trzecie co do wielkości miasta w Afganistanie – Kandahar i Herat. Wcześniej zdobyli też Ghazni, a walki toczą się w wielu innych miastach. Amerykanie szacują, że w ciągu 30 dni bojownicy mogą wkroczyć do Kabulu. Negocjacje afgańskiego rządu z przedstawicielami talibów w Katarze zakończyły się bez rezultatów.

Stany Zjednoczone poinformowały, że w trybie pilnym z powrotem wysyłają na miejsce kilka tysięcy żołnierzy, ale po to, aby ewakuować większość pracowników ambasady USA. Rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Nad Price zarzeka się jednak, że to nie jest ucieczka z Afganistanu. – To nie jest porzucenie, ani ewakuacja czy całkowite wycofanie. To zmniejszenie liczby obecnych tam cywilów, którzy będą wykonywali swoje zadania gdzie indziej – mówił rzecznik. Podobną operację przeprowadzi też Wielka Brytania.

Ofensywa talibów rozpoczęła się w kwietniu, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden ogłosił wycofanie wojsk USA z Afganistanu. Mimo postępów talibów oraz pogłębiającej się katastrofy humanitarnej w kraju, amerykański prezydent powtórzył ostatnio, że zmiana decyzji o wycofaniu się nie wchodzi w grę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Żona zamordowanego prezydenta Haiti wróciła do kraju

Wdowa po prezydencie Haiti powróciła do kraju po pobycie w szpitalu na Florydzie. Martine Moise po wyjściu z samolotu na lotnisku w Port-au-Prince miała na sobie kamizelkę kuloodporną. W ubiegłym tygodniu została ranna w czasie zamachu na życie jej męża – Jovenela Moise.

Jak podaje BBC, Martine Moise wylądowała na lotnisku w stolicy Haiti w sobotę 17 lipca. Na płycie lotniska przywitał ją pełniący obowiązki premiera Claude Joseph. Moise miała założony temblak oraz kamizelkę kuloodporną. Jeden z haitańskich urzędników przekazał na Twitterze, że wdowa po Jovenelu Moise powróciła do kraju, aby przygotować się na pogrzeb męża, który odbędzie się w przyszłym tygodniu.

Do zamachu na życie prezydenta Haiti doszło w nocy z 6 na 7 lipca. Do prywatnej rezydencji Jovenela Moise w Port-au-Prince wdarli się napastnicy. Zamachowcy zastrzelili prezydenta, a następnie ranili jego żonę. Martine Moise powiedziała, że atak przebiegł tak szybko, że jej mąż nie był w stanie „wypowiedzieć ani jednego słowa”.

Po ataku Martine Moise została przetransportowana do szpitala w Miami na Florydzie. „Dziękuję za zespół aniołów stróżów, którzy pomogli mi przetrwać ten straszny czas. Z waszym delikatnym dotykiem, życzliwością i troską udało mi się wytrzymać. Dziękuję wam! Dziękuję wam! Dziękuję wam!” – napisała na Twitterze, przebywając w szpitalu.

Po zamachu tymczasowy premier Claude Joseph ogłosił stan wyjątkowy oraz wezwał Organizację Narodów Zjednoczonych do zwołania w trybie pilnym Rady Bezpieczeństwa. Zabójstwo prezydenta Haiti potępiły zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska.

Kilka dni po ataku haitańska policja poinformowała o zastrzeleniu czterech uczestników zamachu oraz zatrzymaniu kolejnych 11. Szef policji Leon Charles oświadczył podczas konferencji prasowej, że ujęto ich na terenie ambasady Tajwanu, na który wtargnęli. W zamachu brało udział 28 napastników – 26 obywateli Kolumbii i dwóch Amerykanów, pochodzących z Haiti. Według szefa policji była to dobrze wyszkolona grupa, której część stanowili dawni kolumbijscy żołnierze. Charles podkreślił, że wciąż „trwa ustalanie inicjatorów zamachu”.

Jovenel Moise został wybrany na prezydenta Haiti w listopadzie 2016 roku, urząd objął trzy miesiące później. Przed rozpoczęciem kariery politycznej, Moise zajmował się działalnością gospodarczą. Był właścicielem m.in. 10-hektarowej plantacji bananów, a w 2001 r. zaangażował się w działalność związaną z gospodarką wodną. Opozycja twierdziła, że Moise wygrał wybory w wyniku fałszerstwa i zarzucała mu próbę zwiększenia swojej władzy poprzez zmniejszenie sądowej kontroli nad rządowymi kontraktami. Domagała się również, by po czterech latach rządów oddał władzę. Moise odmawiał rozpisania nowych wyborów prezydenckich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polak zaatakowany przez nożownika w Tiblisi

Napastnik po prostu wyłonił się zza moich pleców i zaczął zadawać ciosy nożem – mówi Jacek Kolankiewicz, który 5 lipca został zaatakowany w Tbilisi. Jak wyjaśnia, dopiero w szpitalu dowiedział się o zamieszkach w Gruzji z powodu parady równości i napiętej sytuacji w kraju.

– Cztery dni temu zostałem wypisany ze szpitala, jutro znowu jadę na badania kontrolne. Władze Gruzji zaoferowały mi pobyt w hotelu, a potem jeszcze kilkudniowy wypoczynek poza Tbilisi – mówi Kolankiewicz, który jest podróżnikiem i wideoblogerem, autorem bloga „Wyprawy Kojota”.

Kolankiewicz z powodu odniesionych obrażeń ma problemy z oddychaniem, nie może podnosić ciężarów, nawet plecaka, w związku z czym musiał zmienić swoje plany i zamiast zaplanowanej kilkumiesięcznej podróży czeka go powrót do Polski i rekonwalescencja. Napastnik zadał mu kilka ciosów w klatkę piersiową i w głowę.

„Zaczął zadawać ciosy”

– W Tbilisi byłem, można powiedzieć, przejazdem. Zjadłem śniadanie i po prostu szedłem ulicą. Nagle z lewej strony pojawił się ten człowiek i zaczął zadawać mi ciosy nożem – opowiada. Jak mówi, napastnik trzymał nóż w lewej ręce, co być może uratowało mu życie.

– Dzisiaj staram się o tym luźno opowiadać, ale to było straszne. Wkładali mi jakiś dren, część manipulacji chyba była „na żywo” ze względu na pilność sytuacji – mówi. O chirurgu Szałwie Dżuaszwili, który przeprowadził operację, mówi w superlatywach.

– Po operacji codziennie przychodził i sprawdzał, czy wszystko jest w porządku. Teraz też do mnie dzwoni. Gdy już zebrałem się na tyle, żeby zacząć mu dziękować, on nagle przynosi mi wino. To jak ja mam jemu podziękować? – mówi Kolankiewicz.

Ataki na aktywistów, ranni dziennikarze

Do ataku doszło 5 lipca. Tego dnia w Gruzji doszło do ulicznych starć, które wywołali agresywnie nastawieni przeciwnicy zaplanowanej na ten dzień, ale ostatecznie odwołanej, parady równości osób LGTBQ. Atakowani byli aktywiści, raniono 53 dziennikarzy. Jeden z nich – ciężko pobity Lekso (Aleksander) Laszkarawa – kilka dni po wyjściu ze szpitala zmarł, co stało się przyczyną kolejnych, trwających do dziś protestów w Gruzji.

– Ja o tej napiętej sytuacji nic nie wiedziałem, bo właściwie to wybierałem się do Dawit Garedża, monastyrów w Kachetii, i w Tbilisi miałem po prostu wsiąść do minibusa. Gdybym wiedział, że w mieście jest zadyma, to po prostu bym tam nie pojechał – mówi.

 Atak na Polaka w mediach powiązano z zamieszkami w stolicy – tego dnia szczególnie zagrożone były osoby, które wyglądały „nietypowo”. Kolankiewicz ma długie włosy, kolczyki w uchu. Aktywiści z marszu równości podali w mediach społecznościowych, że to właśnie z tego powodu został zaatakowany. To mogła być prawda, lecz Polak znajdował się dość daleko od miejsca, w którym zebrała się demonstracja. Policja podała, że napastnik „ma problemy psychiczne”.

– To była zwykła ulica – stragany, sklep, apteka, trochę ludzi dookoła. Być może rzeczywiście skojarzyłem mu się ze „zgniłym Zachodem”, ale to mógł też być przypadek – dodaje podróżnik i zaznacza, że nie chciałby, by przylgnęła do niego „jakaś łatka”. Stał się rozpoznawalny, ale to „nie jest taka popularność, jakiej by chciał”.

„To nie jest ich wina”

– Podchodzą do mnie zwykli ludzie i przepraszają. Piszą do mnie Gruzini z Polski i też przepraszają. Za co? To nie jest ich wina. Oni mi mówią, że Gruzja nie jest taka, ale przecież ja to wiem – przekonuje. – Jeden człowiek nie może rzutować na całą rzeczywistość – mówi.

Władze Gruzji poświęciły mu sporo uwagi – do szpitala przyjeżdżali przedstawiciele rządu, zaoferowano mu wypoczynek na koszt państwa. Gruzja żyje z turystyki i ostatnia rzecz, której potrzebuje, to wieść, że turyści są tam zagrożeni.

Sam Kolankiewicz przyznaje, że „czuje się trochę niezręcznie”. -estem wdzięczny za wszelką pomoc i nie trzeba mnie przekonywać o tym, że Gruzja to wspaniały kraj. Z drugiej strony rozumiem, że oni starają się, żebym nie miał złego zdania. Jestem tu od miesiąca, przyjechałem z namiotem, ale tylko dwa razu udało mi się go rozstawić, bo napotkani ludzie oferują mi nocleg i gościnę – wyjaśnia. – Pytam się faceta, gdzie mogę rozbić namiot, a on mnie prowadzi do domu. Mówi coś do żony po gruzińsku, podają obiad, wino”. Jak mówi, ciągle szuka słów, by to wszystko opowiedzieć i podziękować, będzie to jeden z jego programów na YouTube.

Napięta sytuacja

W Tbilisi tymczasem sytuacja od tygodnia jest bardzo napięta. We wtorek odbył się pogrzeb zmarłego operatora Laszkarawy, na którym zebrały się tłumy. Telewizja Pirweli, dla której pracował, w ramach protestu przeciw śmierci swego pracownika przerwała nadawanie. Przyłączyła się do niej część regionalnych kanałów telewizyjnych.

Aktywiści, politycy i media opozycyjne zarzucają władzom, że nie stanęły na wysokości zadania i nie zagwarantowały obywatelom prawa do swobodnego wyrażenia opinii, a mediom – do pracy, a także dały ciche przyzwolenie radykalnym siłom na przemoc na ulicach 5 lipca. Na nagraniach z tego dnia widać, że policja praktycznie nie reagowała na przemoc wobec dziennikarzy, wtargnięcie agresywnych ludzi do biur organizacji pozarządowych, zastraszanie ludzi na ulicy, dwukrotne spalenie flagi Unii Europejskiej. Pomimo masowych bójek pierwszego dnia zatrzymano mniej niż 10 osób.

11 lipca po śmierci dziennikarza w Tbilisi zebrał się spontaniczny wiec z żądaniem dymisji rządu, lecz premier Irakli Garibaszwili odpowiedział, że stoją za nim siły „antypaństwowe, antykościelne” i były prezydent Micheil Saakaszwili. Opozycja domaga się powołania komisji do zbadania wydarzeń z 5 lipca.
Źródło info i foto: polsatnews.pl