Zwieźli 55 tys. ton rakotwórczych odpadów, zarobili miliony. Jest akt oskarżenia wobec 41 osób

Do krakowskiego sądu okręgowego trafił akt oskarżenia wobec 41 osób; sprawa dotyczy nielegalnego obrotu niebezpiecznymi odpadami; ponad 55 tys. ton rakotwórczych substancji trafiło na nielegalne składowiska – poinformowała Prokuratura Krajowa. Grupa mogła zarobić na tym nawet 23 mln złotych.

Jak poinformowano, osoby objęte oskarżeniem są w wieku od 25 do 75 lat, 34 spośród nich zakwalifikowano jako członków zorganizowanej grupy przestępczej. Oprócz udziału w tej grupie oskarżonym zarzucono popełnienie przestępstw przeciwko środowisku, wiarygodności dokumentów, mieniu, bezpieczeństwo powszechnemu – za co grożą kary nawet do 25 lat więzienia. Tymczasowo aresztowane pozostają dwie osoby, w tym szef grupy.

Rakotwórcze odpady

Jednocześnie krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do Głównego Inspektora Ochrony Środowiska z wnioskiem „o rozważenie systemowego określenia sposobu zabezpieczenia obiektów, w których składowane są odpady niebezpieczne”, czyli m.in. sporządzenia regulaminów dla magazynów, w których są składowane, zamknięcie obiektów i wyposażenie ich w alarmy.

– Zwrócono również uwagę, że koszty związane z unieszkodliwieniem odpadów są ogromne, co powoduje potrzebę zabezpieczenia również przez państwo środków pieniężnych na likwidacje nielegalnych składowisk – oceniła prokuratura.

Chodzi głównie o odpady przemysłu chemicznego, petrochemicznego, farbiarskiego, lakierniczego i motoryzacyjnego, o właściwościach wywołujących m.in. nowotwory, lub zwiększających na nie zachorowalność. – Wskazane związki mają silne właściwości rakotwórcze, ulegają bardzo powolnemu rozkładowi i są trudne do usunięcia. Są to szczególnie niebezpieczne substancje, które zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego z końcem 2010 r. miały zostać usunięte z użytkowania – wskazała prokuratura.

Jak przekazała PK, postępowanie miało swój początek, gdy w styczniu 2019 r. Małopolski Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku działalności spółki Clif z siedzibą w Skawinie. – Miało ono polegać na składowaniu i usuwaniu odpadów niebezpiecznych zawierających PCB, czyli polichlorowane bifenyle, w sposób zagrażający środowisku oraz życiu i zdrowiu człowieka – przekazała prokuratura.

Zamiary i cele

Grupa prowadziła działalność od 2017 r. do 2 kwietnia 2019 r., a kierujący nią Andrzej N. sprzedał usługi odbioru i zagospodarowania odpadów niebezpiecznych wielu podmiotom gospodarczym łącznie za ponad 23 mln zł. – Zamiarem było porzucenie odpadów, celem uniknięcia kosztów związanych z ich unieszkodliwieniem – ustalili śledczy.

– Sprawcy działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, czyniąc sobie z tego procederu stałe źródło dochodu. Jak ustalono, grupa obejmowała swoim działaniem województwa: małopolskie, śląskie, świętokrzyskie, wielkopolskie oraz podkarpackie. Odpady składowane były także w dwóch lokalizacjach na terenie Republiki Czeskiej – poinformowano.

Podczas śledztwa okazało się, że tylko około jednego procenta odpadów niebezpiecznych, czyli około 800 ton o wartości ponad 164 tys. zł, zostało odebranych przez uprawnione do tego podmioty. – W oparciu o dane księgowe ustalono, że spółka Clif odebrała od wytwórców 56 tys. ton odpadów niebezpiecznych, z czego zutylizowała 720 ton. Pozostałe 55 tys. 280 ton odpadów, co stanowi około 2 tys. 300 naczep samochodowych po 24 tony, trafiło w formie płynnej bądź zmieszanej na nielegalne składowiska lub zalegało w magazynie w Jaworznie i Skawinie – podała PK.

W beczkach i wykopkach ziemnych

Grupa przewoziła odpady płynne głównie w pojemnikach o pojemności 1000 litrów lub w beczkach o pojemności 200 lub 120 litrów i porzucała na terenie hal, bądź działek na otwartej przestrzeni. Natomiast odpady zmieszane zawierające dodatkowo odpady komunalne trafiały do wykopów ziemnych, następnie zasypywanych, bądź składowane były w hałdach. Takie mieszanki powstawały w siedzibie spółki Clif w dwóch betonowych silosach, skąd następnie ładowano je na wywrotki i przewożono do miejsc docelowych.

– Ich transport odbywał się pojazdami do tego nieprzeznaczonymi, bez wymaganych oznaczeń, po uprzednim usunięciu kodów odpadów i znaków ostrzegających o zagrożeniach dla zdrowia i środowiska – wskazują śledczy.

Ustalono, że dokumenty przewozowe też nie wskazywały na odpady niebezpieczne. – Brak stosownych oznaczeń towarzyszył również składowaniu odpadów. Pojemniki często posiadały uszkodzenia, ułożone były obok siebie piętrowo w budynkach nieprzystosowanych do magazynowania tego typu substancji, bez nadzoru, w pobliżu domostw, budynków użyteczności publicznej, zakładów pracy, terenów zielonych, rekreacyjnych, pól ornych, rzek. Te pozostawione w beczkach na zewnątrz budynków narażone były na działanie czynników atmosferycznych” – przekazano.

– Kierowcy otrzymywali podrobione, a także nierzetelne dokumenty przewozowe, wskazujące, że transport dotyczy produktu niepodlegającego uregulowaniom ADR (umowy dotyczącej międzynarodowego przewozu drogowego materiałów niebezpiecznych) lub odpadu innego niż niebezpieczny. Używano też podrobionych pieczęci firmowych. Dokumenty przewozowe nie wskazywały rzeczywistego miejsca odbioru odpadów – zaznaczyła PK.

Dodała, że również umowy z właścicielami nieruchomości „podpisywane były przy użyciu podrobionych dokumentów, na firmy tzw. słupy, by docelowo przenieść ogromne koszty utylizacji odpadów na te podmioty i utrudnić ustalenie rzeczywistego pochodzenia odpadów”.

Przy śledztwie w tej sprawie krakowska prokuratura współpracowała z wydziałem do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, I Urzędem Skarbowym w Krakowie oraz Małopolskim Urzędem Celno-Skarbowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Małopolska: 60-letnia kobieta uciekła z kwarantanny. Udała się na dworzec

Do zdarzenia doszło w Małopolsce. Kobieta, która była objęta kwarantanną, opuściła mieszkanie i udała się na dworze. Koronawirus w Polsce wymusił na władzach niecodziennie rozwiązania. Kwarantanna ma nas uchronić przed zarażaniem kolejnych osób. Jednak nie wszyscy stosują się do zaleceń. Policjanci z Krakowa na tamtejszym dworcu zatrzymali kobietę, która wsiadała do autokaru.

60-latka z krakowskiego Ruczaju chciała jechać do Niemiec. Zostanie wobec niej skierowany wniosek o ukaranie do sądu. W sobotę informowaliśmy, że policjanci z komisariatu w Makowie Podhalańskim (woj. małopolskie) zatrzymali 24-latka, który uciekł ze szpitala w Gdańsku. Mężczyzna miał przy sobie maczetę i przedmiot przypominający broń. Zatrzymany mieszkaniec Rumii (woj. pomorskie) uciekł ze szpitala po tym, jak lekarze szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku przebadali go na obecność koronawirusa. Mężczyzna postanowił nie czekać na wyniki testów i zbiegł z placówki.

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali prawie 56 tys. osób poddanych kwarantannie. Jak podają służby, ukarano 328 osób. Funkcjonariusze przynajmniej raz na dobę sprawdzają, czy osoby objęte kwarantanną znajdują się we wskazanym miejscu oraz, czy nie potrzebują pomocy.

– Społeczna izolacja potrwa co najmniej do końca świąt wielkanocnych – zapowiedział w ostatnich dniach premier Mateusz Morawiecki. Jak dodał, kwarantanna będzie bardziej surowo traktowana. Kary zostaną podwyższone z 5 do 30 tys. zł oraz pojawią się „mechanizmy śledzenia”.
Źródło info i foto: wp.pl

Atak nożownika w Krakowie. 42-letni Mariusz F. z zarzutami

Zarzut śmiertelnego ugodzenia nożem usłyszał 42-letni Mariusz F., który w Krakowie zaatakował mężczyznę – poinformował w poniedziałek rzecznik prokuratury okręgowej Janusz Hnatko. Napastnikowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Jak informowali reporterzy RMF FM w czwartek, 40-latek z wieloma ranami kłutymi tułowia zdołał sam dotrzeć do przychodni przy ul. Teligi w Krakowie, zjawił się tam wczesnym popołudniem. W placówce stracił przytomność, próbowano go reanimować, przewieziono do szpitala. Niestety nie zdołano go uratować.

Policjanci zatrzymali już prawdopodobnego sprawcę ataku. Do napaści miało dojść w mieszkaniu przy Teligi: mężczyźni mieli tam pić razem alkohol. Zarówno w mieszkaniu, jak i na klatce schodowej znaleziono ślady krwi.

Jak poinformował w poniedziałek prok. Janusz Hnatko, śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Podgórzu. Policja przesłuchała kilkunastu świadków, przeprowadziła też czynności operacyjne i procesowe. Dodatkowo zabezpieczono i przeprowadzono oględziny kilku nośników z zapisami monitoringów, a także uzyskano wstępne opinie biegłych z zakresu badań genetycznych.

Działania te pozwoliły na przedstawienie zarzutu 42-letniemu Mariuszowi F., który zadał pokrzywdzonemu dwa ciosy nożem, w tym jeden w okolice serca – co było bezpośrednią przyczyną zgonu. Zarzuty w tej sprawie przedstawiono także 42-letniemu Maciejowi G., który nie udzielił pokrzywdzonemu pomocy, nie zawiadomił o popełnieniu przestępstwa organów ścigania, a także pomagał sprawcy w zacieraniu śladów. Obu mężczyzn – decyzją sądu – tymczasowo aresztowano na trzy miesiące.

Mariuszowi F. za ten czyn grozi kara nie mniejsza niż osiem lat, 25 lat lub kara dożywotniego pozbawienia wolności. Z kolei Maciejowi G. grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Prokuratura podała, że planowane są dalsze czynności, mające na celu ustalenie przebiegu zdarzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano nożownika z Krakowa. Zabił 40-latka

Nie żyje mężczyzna, którego przewieziono do krakowskiego szpitala z ranami kłutymi tułowia – poinformował rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. W czwartek wieczorem zatrzymano mężczyznę, który może mieć związek z tym zdarzeniem. Około godziny 14:30 w czwartek do jednej z placówek medycznych w krakowskim Prokocimiu zgłosił się mężczyzna, który miał rany kłute na klatce piersiowej w okolicy serca i na plecach w okolicy łopatek.

„Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować”

– Mężczyzna został przewieziony do szpitala, gdzie trafił na stół operacyjny. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować, mężczyzna zmarł – powiedział rzecznik małopolskiej policji młodszy inspektor Sebastian Gleń.

– Rozpoczęliśmy w tej sprawie intensywne śledztwo. Razem z prokuratorem pracujemy na terenie Krakowa, sprawdzamy wszelkie możliwe wątki: kontakty ofiary, jej środowisko, co ofiara robiła tego dnia. Ustalamy, jak to się stało, że ten mężczyzna został ranny i kto mógł być związany z atakiem na niego – przekazał krótko po ataku Gleń.

W piątek rano rzecznik potwierdził, ze zatrzymany został 43-letni mężczyzna, który może mieć związek z tą sprawą. Szczegółowych informacji jednak policja nie udziela. – Mężczyzna w dniu ataku pił alkohol, dlatego nie został przesłuchany. Dziś najprawdopodobniej zostanie doprowadzony do prokuratury – zapowiada Gleń.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kraków: Nożownik zabił 40-letniego mężczyznę

W Krakowie-Prokocimiu doszło do ataku nożownika, który śmiertelnie ranił nożem 40-latka – podaje RMF FM. Ugodzony w plecy mężczyzna sam zgłosił się do przychodni, ale niedługo później stracił przytomność. Mimo reanimacji nie udało się go uratować. Policja poszukuje sprawcy ataku.

Jak relacjonuje reporter RMF FM, do zdarzenia doszło w Krakowie-Prokocimiu. Wczesnym popołudniem do przychodni przy ulicy Teligi zgłosił się mężczyzna z raną kłutą pleców. Wkrótce potem 40-latek stracił przytomność – lekarze próbowali go reanimować, następnie przewieziono go do pobliskiego szpitala. Nie udało się go uratować.

Obecnie trwają poszukiwania osoby lub osób, które zaatakowały 40-latka. Dochodzenie w sprawie prowadzi policja – trwa przesłuchiwanie świadków i sprawdzanie zapisu kamer monitoringu. Z ustaleń RMF FM wynika, że ofiara nożownika nie była związana ze środowiskiem kibiców żadnej z krakowskich drużyn piłkarskich. Funkcjonariusze policji wykluczyli wstępnie, że tłem ataku były kibicowskie porachunki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Onet: CBA w mieszkaniach Mariana Banasia

Prowadzone od dzisiejszego poranka rewizje w mieszkaniach Mariana Banasia w Warszawie i w Krakowie oraz w warszawskim mieszkaniu córki szefa Najwyższej Izby Kontroli mają związek, jak dowiaduje się Onet, ze śledztwem dot. oświadczeń majątkowych szefa NIK.
Źródło info i foto: onet.pl

W Krakowie ruszył proces Roberta J. Mężczyzna oskarżony jest o zamordowanie 21 lat temu studentki i zbezczeszczenie jej zwłok

Przed krakowskim sądem ruszył w środę proces Roberta J., oskarżonego o zamordowanie 21 lat temu studentki i zbezczeszczenie jej zwłok. Po odczytaniu aktu oskarżenia proces ma toczyć się za zamkniętymi drzwiami. Sąd zamierza przesłuchać około 200 świadków. Powołano 20 biegłych. Rozprawa miała rozpocząć się o godzinie 9:30 przed krakowskim sądem okręgowym, jednak stało się to dopiero przed godziną 12.

Podczas środowej rozprawy prokurator Piotr Krupiński z Małopolskiego Wydziału Prokuratury Krajowej rozpoczął odczytywanie aktu oskarżenia. Po jego odczytaniu proces będzie toczyć się za zamkniętymi drzwiami. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami mecenasa Łukasza Chojniaka, adwokata oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem Roberta J., jego klient, doprowadzony na rozprawę z aresztu, prawdopodobnie skorzysta z prawa do składania wyjaśnień.

To już drugi termin rozpoczęcia tego głośnego procesu – 8 stycznia sąd zdecydował o odroczeniu go do 12 lutego. Powodem był wybór nowego ławnika, który nie zdążył zapoznać się z materiałem dowodowym. O odroczenie zawnioskował obrońca Roberta J.

– Nie było ze strony obrony innej możliwości, jak złożenie wniosku o odroczenie rozprawy, z uwagi na to, że jeden z sędziów – ławnik, nie z winy sądu, ale został powołany do tej sprawy na początku stycznia – wyjaśnił obrońca oskarżonego mec. Łukasz Chojniak.

Przekonywał w rozmowie z dziennikarzami, że w „sprawie poszlakowej, gdzie nie ma dowodu bezpośredniego, w sprawie, w której oskarżony – co trzeba stanowczo podkreślić – nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów i stanowczo kwestionuje zarzuty, które są wobec niego formułowane, obrona nie miała innej możliwości, jak złożenie wniosku o przerwę w rozprawie”.

Akt oskarżenia liczy około 800 stron, a akta sprawy to niemal 500 tomów. Krakowski sąd wyznaczył już terminy rozpraw na kilka miesięcy, planuje przesłuchać około 200 świadków. Na razie są to osoby wskazane przez prokuratora – nie wiadomo, ilu świadków wskaże jeszcze m.in. obrona. Sąd w tej sprawie dysponuje opiniami około 20 biegłych.

Szczegóły sprawy są na tyle brutalne, że sąd zdecydował o wyłączeniu jawności rozpraw.

Ciało w Wiśle

Robert J. będzie odpowiadał za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura zarzuca mu, że na przełomie 1998 i 1999 roku zamordował Katarzynę Z., studentkę religioznawstwa UJ. Fragmenty skóry i ciała wyłowiono z Wisły, jednak części zwłok nigdy nie odnaleziono. Szczątki zostały pozbawione skóry, jej fragmenty były fachowo odcięte i wypreparowane. Tożsamość ofiary ustalono dzięki badaniom genetycznym.

Mimo wysiłków śledczych nikogo w związku z tą sprawą nie zatrzymano aż do 2017 roku. Dopiero wówczas policjanci zdecydowali, że mają wystarczająco wiele dowodów przeciwko Robertowi J. i mężczyzna trafił do aresztu. Jak przyznają śledczy, był podejrzewany niemal od początku śledztwa, ale brakowało dowodów.

– Pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sprawcy tej brutalnej zbrodni będzie możliwe dzięki wyjątkowo wytężonej pracy prokuratorów prowadzących to postępowanie oraz funkcjonariuszy policji, jak również biegłych powołanych do opiniowania w tej sprawie. Musieli się oni zmierzyć z przestępczym działaniem, które dotąd było nieznane polskiej i zagranicznej kryminalistyce – mówiła krótko po zatrzymaniu podejrzanego Beata Marczak, zastępczyni prokuratora generalnego.

Trenował sztuki walki

Prokuratura Krajowa podała natomiast, że „w sprawie tej przez wiele lat przeprowadzono żmudne czynności śledcze, które w konsekwencji doprowadziły do ustalenia sprawcy zabójstwa”.

– Prokuratorzy zlecali kolejne badania i opinie biegłych, żeby na podstawie najdrobniejszych nawet śladów dowiedzieć się jak najwięcej o okolicznościach mordu i samym sprawcy. Z tak bestialską zbrodnią i zbezczeszczeniem ciała nie mieliśmy jeszcze w Polsce do czynienia, dlatego prokuratura postawiła sobie za punkt honoru wykrycie sprawcy – mówiła osoba znająca kulisy śledztwa. Prokuratorzy zaangażowali dziesiątki biegłych z Polski i zagranicy. Korzystali ze wszystkich najnowocześniejszych metod badawczych oraz zdobyczy nauki i techniki.

Na ich zlecenie Laboratorium Ekspertyz 3D Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu po raz pierwszy na świecie sporządziło trójwymiarowy obraz zbrodni tylko na podstawie śladów pozostawionych przez sprawcę na tkankach ofiary. Dzięki badaniom Katedry Biologii Eksperymentalnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu udało się także wykryć związki chemiczne, które morderca podawał studentce. Takie badania najprawdopodobniej zostały wówczas przeprowadzone po raz pierwszy w historii polskiej kryminalistyki.

Na tej podstawie ustalono sposób zadawania ciosów przez mordercę i fakt, że mogła je zadawać osoba wyszkolona w określonych sztukach walki – trenował je właśnie Robert J.

Było to przełomowe dla śledztwa, w którym prokuratura – jak zapewnia – skrupulatnie zbadała wszystkie ślady pozostawione przez sprawcę, sposób jego działania i profil psychologiczny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kibole Cracovii z zarzutami. Wśród oskarżonych poszukiwana Magdalena K.

Prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Krakowie akt oskarżenia przeciwko 20 osobom zarzucając im udział w zorganizowanej grupie przestępczej skupionej wokół środowiska pseudokibiców Cracovii. Grupa działała w latach 2015-2018. Akt oskarżenia przygotował Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Jak podała PK w piątkowym komunikacie, 19 osób spośród oskarżonych przebywa w tymczasowym areszcie.

Jak ustalił prokurator zorganizowana grupa przestępcza działała w latach 2015-2018 na terenie Krakowa i innych miejscowości województwa małopolskiego, śląskiego, pomorskiego. Jej członkowie zajmowali się popełnianiem przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, mieniu, bezpieczeństwu publicznemu oraz wprowadzaniu do obrotu oraz obrotem substancjami psychotropowymi i środkami odurzającymi.

Magdalena K. dalej jest poszukiwana

Do grudnia 2017 roku grupą tą kierowali bracia Adrian i Mariusz Z (ps. „bracia zieloni”). W grupie brało udział co najmniej kilkadziesiąt osób. Od grudnia 2017 roku, w związku z zastrzeleniem Adriana Z. oraz tymczasowym aresztowaniem Mariusza Z., kierownictwo grupą przestępczą przejęła konkubina Mariusza Z. – Magdalena K. – współdziałając w tym zakresie z innymi członkami grupy przestępczej. Wobec Magdaleny K. nadal prowadzone są międzynarodowe poszukiwania.

Według prokuratury działalność gangu była podzielona na dwa piony: zbrojno-narkotykowy oraz ekonomiczny, związany z inwestowaniem i tzw. praniem pieniędzy pochodzących z przestępstw.

W Hiszpanii grupa pakowała narkotyki

W części zbrojnej oraz narkotykowej część z osób była delegowana do pracy w Hiszpanii przy pakowaniu i ładowaniu narkotyków, część osób była odpowiedzialna za przyjmowanie narkotyków w Polsce i ich wyładowanie oraz rozwiezienie do poszczególnych dilerów narkotykowych, inne osoby były odpowiedzialne za przywożenie narkotyków. Dodatkowo wykorzystywano także kierowców firm transportowych którzy nieświadomie uczestniczyli w przestępczym procederze.

Niektóre osoby były odpowiedzialne za wymianę pieniędzy na narkotyki oraz ich przewożenie dla zagranicznych dostawców, inni członkowie grupy odpowiadali za dalszy obrót narkotykami poprzez ich sprzedaż detaliczną lub jeszcze mniejszym dilerom narkotykowym.

Podejrzani uczestniczyli w obowiązkowych zbiórkach

Wszystkie osoby działające w ramach grupy przestępczej zobowiązane były do udziału w tzw. zbiórkach, czyli natychmiastowego zgłaszania się na wezwanie Adriana lub Mariusza Z. i udziału w zaplanowanych przez nich akcjach związanych np. z pobiciami kibiców innych drużyn oraz udziału w tzw. ustawkach. Do kolejnych obowiązków należało uiszczania składek na klub piłkarski oraz udzielania wsparcia finansowego osobom tymczasowo aresztowanych.

W skład „ekonomicznej” części grupy wchodzili m.in. przedstawiciel spółki deweloperskiej, osoba inwestująca nielegalne środki w spółki i nieruchomości czy podstawione osoby, na które nabywano nieruchomości.

Według prokuratury łączna wartość mienia poddanego procederowi prania brudnych pieniędzy wynosiła prawie 7 mln zł oraz ponad 55 tys. euro.

W toku postępowania prokurator zabezpieczył majątek podejrzanych oraz powiązanych z nimi osób i podmiotów gospodarczych w postaci pieniędzy, ruchomości i nieruchomości na łączną kwotę ponad 9,5 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola prowadzi śledztwo dotyczące zabójstwa dziennikarza Krzysztofa Leskiego

Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa znanego dziennikarza. Ciało Krzysztofa Leskiego zostało znalezione w poniedziałek w mieszkaniu na warszawskiej Woli. Podejrzany zgłosił się na policję w Krakowie.

Również w poniedziałek zatrzymano mężczyznę podejrzewanego o dokonanie zbrodni – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński. 34-latek zgłosił się do funkcjonariuszy policji patrolujących Rynek Główny w Krakowie, oświadczając, iż w nocy z 31 grudnia 2019 roku na 1 stycznia 2020 roku pozbawił życia Krzysztofa L. – podał rzecznik. Mężczyzna powiedział, gdzie i jak to zrobił. Policjanci potwierdzili prawdziwość tych informacji podczas swoich czynności.

We wtorek prokurator przedstawił 34-letniemu Łukaszowi B. zarzut zabójstwa dziennikarza poprzez zadanie rany ciętej w szyję. Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień – przekazał prokurator Łapczyński. Prokuratura złożyła do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Łukasza B. Posiedzenie w tej sprawie odbędzie się w środę.

Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że zatrzymany i pokrzywdzony znali się od jesieni ubiegłego roku. Poznali się w jednej z placówek medycznych w Warszawie, a w ostatnim czasie zatrzymany mieszkał w mieszkaniu należącym do pokrzywdzonego.

Krzysztof Leski karierę dziennikarską rozpoczął na początku lat 80. w prasie Niezależnego Zrzeszenia Studentów, a potem Agencji Solidarność. W stanie wojennym był internowany.

Po 1989 roku publikował w „Gazecie Wyborczej”, później przez wiele lat współpracował w TVP, gdzie prowadził m.in. „Wiadomości”. Był korespondentem „The Daily Telegraph” i BBC. Publikował też m.in. we „Wprost”, „Polityce” i „Press”. Był synem Kazimierza Leskiego, pseudonim „Bradl”, żołnierza Armii Krajowej i uczestnika Powstania Warszawskiego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afera dotycząca molestowania seksualnego. Policja w mieszkaniu dyrektora Teatru Bagatela

Dyrektor krakowskiego Teatru Bagatela Henryk Jacek Schoen został zatrzymany. Materiał dowodowy ma obejmować molestowanie, mobbing i przekroczenie uprawnień – podaje RMF FM. Jak informuje rozgłośnia, ta decyzja może oznaczać przełom w sprawie.

Pod koniec października pracownice Teatru Bagatela poinformowały prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego o tym, że dyrektor placówki miał się wobec nich zachowywać niestosownie. Majchrowski złożył wówczas zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa nadużycia zależności służbowej. Prezydent złożył też wniosek o zawieszenie dyrektora.

Z czasem coraz więcej kobiet oskarżało dyrektora Teatru Bagatela o molestowanie seksualne i zastraszanie. – To był język w uchu, przyciskanie, dotykanie, telefony, mówienie, co będzie ze mną robił – zdradziła reporterce Polsat News Alina Kamińska, aktorka Teatru Bagatela.

Dyrektor wszystkiemu zaprzeczał, ale ostatecznie zdecydował się pójść na urlop.
Źródło info i foto: polsatnews.pl