Zatrzymano Bułgara podejrzanego o handel ludźmi

Policjanci z wydziału kryminalnego zabrzańskiej komendy zajmujący się problematyką handlu ludźmi doprowadzili do zatrzymania obywatela Bułgarii. Mężczyźnie zarzuca się, że od 2014 roku zajmował się w naszym kraju handlem ludźmi oraz czerpaniem korzyści z nierządu. W wyniku przestępczej działalności zatrzymany wzbogacił się o około 4 miliony złotych. 29-latek trafił już do aresztu śledczego.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego zabrzańskiej komendy zajmujący się zwalczaniem handlu ludźmi pracowali nad sprawą od początku sierpnia tego roku. Kompletowali i weryfikowali kolejne informacje i dowody. Do zatrzymania podejrzanego w tej sprawie 29-letniego obywatela Bułgarii doszło w Warszawie, kiedy usiłował wywieźć z Polski ofiarę swojej działalności. Dzięki szybkiej reakcji policjantów nie doszło do tego.

W trakcie czynności stróże prawa ustalili, że podejrzany w latach 2014-2019, na terenie województwa śląskiego, w tym w Zabrzu, zmuszał siłą 22-letnią obecnie obywatelkę Bułgarii do uprawiania prostytucji. Oprawca odebrał ofierze wszystkie dokumenty i całkowicie ją od siebie uzależnił. W ciągu 5 lat na przestępczym procederze zarobił około 4 mln zł.

Za handel ludźmi, czerpanie korzyści z nierządu oraz stręczycielstwo grozi mu teraz do 15 lat więzienia. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych czynów.

Czynności w sprawie trwają, a śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Zabrzu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymano 23-latka podejrzanego o gwałt na Norweżce

W nocy z wtorku na środę policjanci zatrzymali podejrzewanego o zgwałcenie kobiety z Norwegii. – Do zatrzymania doszło na terenie Gdyni – mówi WP asp. Lucyna Rekowska z policji w Sopocie.

– Po informacjach otrzymanych po publikacji w mediach komunikatu, kryminalni ustalili podejrzanego – relacjonuje rzeczniczka sopockiej policji asp. Lucyna Rekowska.

23-letniego mężczyznę, podejrzewanego o gwałt latem 2017 r., zatrzymano w Gdyni. – Mówimy o podejrzewanym, ponieważ zatrzymany nie usłyszał jeszcze żadnych zarzutów. 23-latek został przewieziony do komendy w Sopocie i obecnie przebywa w policyjnym areszcie – przekazała WP policjantka.

Mężczyzna zostanie przewieziony do prokuratury na przesłuchanie. Jednak nie wiadomo kiedy te czynności będą przeprowadzone, w środę lub w czwartek. Wizerunek mężczyzny, który był w jednym z sopockich hoteli w lipcu 2017 r. opublikowano we wtorek, po ponad dwóch latach. – To nie jest tak, że nic się w tej sprawie nie działo. Prowadziliśmy wiele czynności, to nie była kwestia jednego miesiąca – zapewniła nas asp. Lucyna Rekowska.

Sopot. Prokuratura: publikacja wizerunku po pomocy prawnej z Norwegii

Prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku powiedziała WP, co robiono przez dwa lata w sprawie gwałtu w Sopocie.

– Trzeba było wykonać inne czynności, także te w ramach pomocy prawnej. Pokrzywdzona jest obywatelką Norwegii. Kiedy trzeba było ją przesłuchać czy wykonać inne czynności z jej udziałem musieliśmy się zwrócić do służb w Norwegii – tłumaczyła rzeczniczka trójmiejskiej prokuratury.

Prokurator Grażyna Wawryniuk dodała, że publikacja zdjęć z monitoringu była możliwa po przygotowaniu materiału. – Teraz prowadzimy czynności, jak zwykle po zatrzymaniu kogoś podejrzewanego. Będą podejmowane decyzjez wiązane z wynikiem naszych działań, które prowadzimy z 23-latkiem – podkreśliła.

We wtorek Komenda Miejska Policji w Sopocie opublikowała zdjęcia z monitoringu z jednego z hoteli w Sopocie. Tam, dwa lata temu, miało dojść do zgwałcenia kobiety, która jest obywatelką Norwegii.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: Zatrzymano podejrzanych o wysadzenie bankomatów

Stołeczni kryminalni wspierani przez antyterrorystów z Gdańska zatrzymali dwóch mężczyzn, podejrzewanych o usiłowania włamań do bankomatów poprzez wysadzenie ich w Parzniewie i Mościskach w okolicach Warszawy. Z informacji operacyjnych funkcjonariuszy wynika, że bandycki duet może mieć na sumieniu włamania do bankomatów w całej Polsce oraz w Czechach, Austrii, Słowacji i Słowenii.

Policjanci z wydziały kryminalnego Komendy Stołecznej Policji poszukiwali sprawców dwóch włamań do bankomatów w Parzniewie (7 kwietnia) oraz Mościskach (11 kwietnia) w okolicach Warszawy. Sprawcy wysadzili maszyny, wcześniej wprowadzając do środka gaz, który później detonowali. Choć urządzenia zostały poważnie zniszczone, to jednak w żadnym z „ataków” złodziejom nie udało się zabrać kasetek z pieniędzmi.

Kryminalnie przeanalizowali m.in. dziesiątki godzin nagrań z monitoringów. Ustalili, że sprawcy używali mazdy cx-5. Tak odkryli, że rabusie bankomatów przyjechali na Mazowsze na tzw. gościnne występy. Podejrzani 55- i 46-latek mieszkali bowiem w Gdyni. Starszy z nich w przeszłości już parał się wysadzaniem bankomatów.

Pomoc antyterrorystów

Przy zatrzymaniu mężczyzn kryminalnych wsparli antyterroryści z Gdańska. Starszy wpadł w swoim mieszkaniu, a młodszy w kompleksie leśnym pod Gdynią. Podczas przeszukań policjanci zabezpieczyli m.in.: zagraniczne tablice rejestracyjne, urządzenia służące do detonacji ładunków wybuchowych, reduktor gazu do butli gazowej oraz wiertła służące do nawiercania bankomatów.

55-latkowi zostały przedstawione 3 zarzuty usiłowania kradzieży z włamaniem do bankomatów. Na wniosek prokuratury sąd aresztował go na trzy miesiące. Młodszy z podejrzanych odpowie za jedno usiłowanie kradzieży z włamaniem. „Saperom” grozi do 10 lat więzienia.

To nie koniec problemów podejrzanych. Kryminalni ustalili bowiem, że duet ten mógł dokonać co najmniej kilkunastu innych „ataków” na bankomaty w Rzeszowie, Lublinie, Krakowie, Katowicach, Gdańsku, Lublinie i Olsztynie. Z ustaleń operacyjnych wynika także, że przestępcy mogli działać także w Czechach, Austrii, Słowacji i Słowenii. Informacje te zweryfikują teraz śledczy.
Źródło info i foto: TVP.info

Uderzenie lubelskich kryminalnych w narkobiznes

Kolejny cios lubelskich policjantów wymierzony w narkobiznes. Policjanci z KWP w Lublinie zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy odpowiadać będą za udział w obrocie znacznych ilości środków odurzających. Kryminalni zabezpieczyli ponad 40 kg marihuany. Wartość zabezpieczonych narkotyków szacowana jest na kwotę około 2 mln zł.

Pod koniec ubiegłego tygodnia policjanci z komendy wojewódzkiej, na jednej z ulic na lubelskich Tatarach, zatrzymali dwa samochody: Fiat Ducato i Renault Clio. Zatrzymanie pojazdów nie było przypadkowe. Z ustaleń policjantów wynikało, że w samochodach mają znajdować się narkotyki. Policjanci zatrzymali dwóch mieszkańców Lublina w wieku 28 i 55 lat. W trakcie przeszukania samochodów funkcjonariusze ujawnili ponad 30 kg suszu roślinnego. Po zbadaniu narkotesterem okazało się, że jest to marihuana. Mężczyźni zostali zatrzymani i trafili do policyjnego aresztu.

Dalsze ustalenia policjantów doprowadziły ich do odnalezienia trzeciego samochodu, w którym ukryte były także środki odurzające. W zaparkowanym w Dzielnicy Bronowice samochodzie zabezpieczyliśmy kolejne 10 kg marihuany. Łącznie zabezpieczono 40 kg marihuany o wartości około 2 mln zł. Mundurowi zabezpieczyli także trzy pojazdy oraz pieniądze.

28-latek i 55-latek zostali już doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Lublinie, gdzie usłyszeli zarzuty uczestniczenia w obrocie znaczną ilością środków odurzających. Sąd przychylił się do wniosku Policji i Prokuratury i zastosował wobec podejrzanych tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. 28-latek karany był w przeszłości za udział w bójce. Z kolei 55 latek był wielokrotnie karany m.in za. kradzieże z włamaniem, rozboje, wymuszenia rozbójnicze czy oszustwa.

Zgodnie z Ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii grozi im kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności. 55-latek będzie odpowiadał w warunkach powrotu do przestępstwa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Bydgoszcz: Agresywni pseudokibice zatrzymani. Zniszczyli 13 aut

Policjanci z bydgoskich Wyżyn zatrzymali cztery osoby podejrzane o uszkodzenie mienia. Mężczyźni zdewastowali 13 samochodów, przęsło ogrodzenia oraz pojemniki na śmieci. Przestępstwa te mają charakter chuligański. Do zdarzenia doszło w minioną sobotę wieczorem w pobliżu ulicy Śliwińskiego w Bydgoszczy. Wówczas dyżurny z bydgoskich Wyżyn otrzymał zgłoszenie o zakłócaniu spokoju przez grupę młodych osób. Na miejsce został skierowany patrol. Tam funkcjonariusze wylegitymowali trzy osoby.

W trakcie interwencji mundurowi usłyszeli od strony ulicy Bohaterów Westerplatte hałasy i odgłosy tłuczonego szkła. Funkcjonariusze poszli to sprawdzić. Przy „orliku” zauważyli grupę agresywnych osób, które krzyczały i próbowały wyłamać płot. Następnie grupa rozdzieliła się.

Mundurowi pobiegli za większą grupą, która szła w kierunku ulicy Śliwińskiego. Tam agresorzy zaczęli kopać i wyłamywać lusterka w zaparkowanych pojazdach. Na widok policjantów zaczęli uciekać przez teren zielony w stronę lasu, który prowadzi przez skarpę do ulicy Toruńskiej.

Po krótkim pieszym pościgu mundurowi zatrzymali dwóch agresywnych mężczyzn. Do pomocy przyjechały następne patrole. W trakcie sprawdzania okolicznych ulic, w ręce funkcjonariuszy wpadły kolejne dwie osoby.

– Wszystkie zatrzymane osoby miały emblematy jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. 34, 28, 23 i 20-latek trafili do policyjnego aresztu. Pierwsze dwie zatrzymane osoby są doskonale znane bydgoskim policjantom. 34 i 28-latek są ściśle powiązani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. Obaj notowani – mówi Przemysław Słomski z KWP w Bydgoszczy.

Dalej sprawą zajęli się śledczy z bydgoskich Wyżyn. Kryminalni ustalili, że sprawcy uszkodzili łącznie 13 pojazdów, a także płot oraz pojemniki na śmieci. Funkcjonariusze dotarli do prawie wszystkich pokrzywdzonych i przyjęli od nich zawiadomienia.
Źródło info i foto: se.pl

Prokuratura i policjanci CBŚP badają sprawę uprowadzenia i śmierci 71-letniego biznesmena z Kobyłki

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga potwierdziła, że od ponad miesiąca wspólnie z Centralnym Biurem Śledczym Policji prowadzi śledztwo ws. porwania i śmierci 71-letniego mieszkańca Kobyłki. Według ustaleń Polskiej Agencji Prasowej, biznesmen mógł zostać zamordowany.

Do porwania 71-latka doszło 19 grudnia: wszystko wskazywało na to, że mężczyznę uprowadzono dla okupu. W sprawę zostali zaangażowani funkcjonariusze Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji, CBŚP i Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

71-latek nie wrócił do domu: jego ciało zostało odnalezione pod koniec grudnia.

Wtedy też odbyła się sekcja zwłok. Śledczy nie informują, jaka była przyczyna zgonu uprowadzonego, ale według nieoficjalnych doniesień, na które powołuje się PAP, śmierć 71-latka nie była wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Miał zostać zamordowany.

Prok. Marcin Saduś potwierdził jedynie, że z ustaleń śledztwa wynika, że „71-latek zmarł bezpośrednio po uprowadzeniu”.

Jak dodał, „trwają intensywne czynności operacyjne i procesowe”.

Do sprawy krótko po zdarzeniu zatrzymano kilka osób, które usłyszały zarzuty. Jedna z nich przebywa obecnie w areszcie śledczym, ale prokuratura nie informuje, jakiej treści zarzuty przedstawiono mężczyźnie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śledztwo w sprawie niegospodarności w Wiśle Kraków. Do akcji wkroczyła policja i prokuratura

Gigantyczna akcja krakowskiej policji i prokuratury w śledztwie w sprawie niegospodarności w Wiśle Kraków. Jak dowiedział się reporter RMF FM, od rana trwają przeszukania w 15 miejscach w Krakowie. W akcji uczestniczy kilkudziesięciu prokuratorów i policjantów m.in. z wydziałów kryminalnego oraz do spraw przestępstw gospodarczych. Prezes Białej Gwiazdy Rafał Wisłocki o porannej akcji śledczych dowiedział się od pracowników.

Rano funkcjonariusze weszli m.in. do miejsc związanych z działaczami Wisły Kraków. To zarówno mieszkania prywatne jak i firmy, gdzie prowadzona jest działalność gospodarcza. W sumie to 15 lokali. Radiowozy pojawiły się m.in. przed budynkiem Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków. Do środka weszli funkcjonariusze wraz z psem tropiącym.

Poszukiwane były dokumenty związane z działalnością poprzedniego zarządu, oraz byłej prezes Wisły Marzeny Sarapaty.

Przeszukania związane są ze śledztwem, które prokuratura wszczęła kilka dni temu. Śledczy chcą wyjaśnić, czy poprzedni zarząd na czele z Marzeną Sarapatą działał na szkodę Wisły. Przede wszystkim, jak to się stało, że doprowadzono do zadłużenia klubu, i jak wyglądała ostatnia umowa przejęcia Wisły przez zagranicznych inwestorów.

Prezesa Wisły nie ma w Krakowie

Prezes Wisły Kraków Rafał Wisłocki o porannej akcji śledczych dowiedział się od pracowników, którzy do niego zadzwonili. Jak przyznał w rozmowie z Wojciechem Marczykiem, dziennikarzem sportowym RMF FM, dziś nie ma go w Krakowie – prowadzi rozmowy z potencjalnymi inwestorami. Jak twierdzi, jest zaskoczony działaniami prokuratury, ale podkreśla, że nie dotyczą one nowego zarządu, a byłych władz Białej Gwiazdy.

Śledztwem pokieruje Jan Kościsz

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości, których miały dopuścić się zarządy Towarzystwa Sportowego Wisła i Wisła Kraków SA wszczęła Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Prowadzi je prokurator Jan Kościsz, naczelnik wydziału do spraw przestępczości gospodarczej. To on zajmował się sprawą Pawła M. pseudonim „Misiek”.

„Misiek” ma na swoim koncie wyrok za rzucenie nożem w piłkarza Dino Baggio podczas meczu Pucharu UEFA Wisły z Parmą. Było to ponad 20 lat temu. Został skazany na 6,5 roku więzienia. Przed tą sprawą Paweł M. był dwukrotnie karany przez krakowskie sądy. W maju 1997 roku na półtora roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata za pobicie mieszkańca Krakowa (karę później odwieszono), a w marcu 2000 roku na rok więzienia za pobicie policjanta.

Po wyjściu z więzienia Paweł M. miał ponownie przejąć władzę w środowisku wiślackich pseudokibiców. Teraz znowu przebywa w areszcie. Powodem jest udział w gangu narkotykowym. „Misiek” wpadł we wrześniu ubiegłego roku w miejscowości Cassino na południe od Rzymu.

Wszczęte teraz przez krakowską prokuraturę śledztwo ma m.in. wyjaśnić nieprawidłowości związane z nieudaną próbą sprzedaży piłkarskiej spółki funduszom Alelega i Noble Capital Partner.

Jak powiedział RMF FM Janusz Hnatko rzecznik prokuratury okręgowej w Krakowie sprawa trafiła do prokuratury 31 grudnia. Jak na razie śledztwo toczy się w sprawie a nie przeciwko konkretnej osobie.

Ważnym wątkiem sprawy jest też odpowiedź na pytanie, dlaczego były już zarząd krakowskiego klubu spłacał tylko niektórych, wybranych wierzycieli, oraz dlaczego nie zdecydowano się na zgłoszenie wniosku o upadłość Wisły.

Długi Wisły Kraków. W sumie ponad 40 mln złotych

Długi „Białej Gwiazdy” to w sumie ponad 40 mln złotych – ujawniono w ubiegły piątek podczas konferencji prasowej zarządu TS Wisła.

Łukasz Kwaśniewski wyliczał wówczas: Dług klubu na styczeń, czyli zobowiązania zewnętrzne to 24 mln złotych. W tym 12 mln przeterminowanych zobowiązań, które dobrze byłoby mieć na już. Cesje w tym momencie to około 16,5 mln złotych. Wchodzą w nie m.in. pieniądze, które będą iść na zadłużenie stadionu do miasta Krakowa (ok 3,5 mln), sprawa z UFA i cesja do Telefoniki. Telefonice należy się 6 mln – to płatność za bazę w Myślenicach oraz 3,5 mln za akcję. W tej kwocie są też powzięte przez klub pożyczki.

Jak tłumaczyli członkowie zarządu TS Wisła, nowego i starego właściciela „Białej Gwiazdy”, na wynagrodzenie wszystkich pracowników wydawanych jest miesięcznie 1,2 mln. A poprzedni zarząd za 2018 rok pobrał 910 tys. złotych.

Były to pieniądze głównie dla Marzeny Sarapaty (byłej prezes) i Damiana Dukata (byłego wiceprezesa), tego drugiego w drugiej połowie roku na stanowisku zastąpił Daniel Gołda.

Akcje Wisły Kraków w zamian za obietnicę 12 mln złotych

Sytuacja Wisły jest – delikatnie mówiąc – mocno skomplikowana. 22 grudnia Towarzystwo Sportowe Wisła, dotychczasowy właściciel piłkarskiej spółki, przekazał 100 procent akcji nowym inwestorom.

Większościowy pakiet – 60 procent akcji – przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski biznesmen pochodzenia kambodżańskiego. Pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partner, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga.

Warunkiem, który miał dopełnić transakcję, było przekazanie TS Wisła poświadczenia przelewu na kwotę 12,2 mln złotych. Środki miały zostać przeznaczone na spłatę najpilniejszych długów.

Termin przekazania tego poświadczenia minął o północy 28 grudnia i nie został dopełniony, co było podstawą unieważnienia umowy.

Klub traci piłkarzy

Dawid Kort nie jest już piłkarzem Wisły Kraków. Kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Informację w poniedziałek podał oficjalny serwis krakowskiego klubu, który decyzją Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN ma zawieszoną licencję na grę w ekstraklasie.

Kort trafił do Wisły w czerwcu przechodząc z Pogoni Szczecin. 23-letni pomocnik zagrał w 21 oficjalnych meczach „Białej Gwiazdy”, dla której zdobył trzy bramki.

Kort już w zeszłym roku złożył wezwanie do zapłaty zaległych pensji. W listopadzie otrzymał tylko jedną.

W najbliższym czasie Wisłę z powodu zaległości w wypłatach opuści jeszcze kilku piłkarzy. Zoran Aresnic już złożył pismo wypowiadające umowę. Podobne kroki podjęli lub podejmą: Tibor Halilovic, Marko Kolar, Vullnet Basha i Jakub Bartkowski.

W najbliższym czasie minie 14-dniowy termin wezwań do wyrównania zaległości kolejnych zawodników. W tej grupie są: Martin Kostal, Jakub Bartosz, Rafał Pietrzak, Maciej Sadlok, Mateusz Lis, Rafał Boguski, Marcin Grabowski i Michał Buchalik, a także bramkarz w wiślackiej Akademii i reprezentant Polski U-17 Michał Kot.

Nowy prezes Wisły Rafał Wisłocki prowadzi rozmowy w sprawie sprzedaży zadłużonej spółki.

W środę piłkarze pod kierunkiem Macieja Stolarczyka mają wznowić treningi, ale nie wiadomo w jakim składzie.

Odebrana licencja

W najbliższy piątek przedstawiciele Wisły mają spotkać się z członkami Komisji ds. Licencji Klubowych, która zawiesiła pozwolenie na grę w ekstraklasie. Powodem była niejasna sytuacja prawna klubu oraz naruszenia postanowień „Podręcznika Licencyjnego”. Zarząd będzie musiał przedstawić wiarygodne dokumenty na dowód, że Towarzystwo Sportowe Wisła jest właścicielem piłkarskiej spółki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kulisy polowania na cyber-szakala. Najgroźniejszego z terrorystów Państwa Islamskiego

Kulisy pościgu za brytyjskim hakerem, który stał się jednym z najniebezpieczniejszych terrorystów Państwa Islamskiego opisuje dla POLITICO John P. Carlin, człowiek, który w tym polowaniu uczestniczył.

Junaid Hussain pierwotnie chciał być raperem. Wyszło jednak na to, że ten pakistański dzieciak z angielskiego Birmingham żył w internetowym świecie i z internetową szybkością. W ciągu zaledwie dekady, między 11, a 21 rokiem życia, przeszedł od grania w gry, przez hakerstwo do mordowania.

Jego historia rozwijała się szybciej niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Przez pierwszą połowę swojego wirtualnego życia, działał całkowicie bezkarnie jako haker, przechwalając się w jednym z wywiadów, że jest o wiele kroków przed władzami: „Sto procent pewności, że nic na mnie nie mają. Nie istnieję dla nich. Nigdy nie używam swoich prawdziwych szczegółów online. Nigdy niczego nie kupuję. Moja prawdziwa tożsamość nie istnieje – i nie, nie boję się, że zostanę złapany”.

W 2015 roku, w wieku 21 lat, już by tych słów raczej nie powtórzył – był człowiekiem ściganym przez Stany Zjednoczone, pozycją numer trzy na rządowej liście najbardziej poszukiwanych ludzi z powstałego na terenie Iraku i Syrii Państwa Islamskiego.

Żyjąc w sytuacji ciągłego zagrożenia w kontrolowanej przez ISIS wschodniej Syrii, Hussain próbował trzymać przy sobie swojego pasierba, wierząc, że uchroni go to przed amerykańskim atakiem z powietrza.
Polowanie się zaczyna

W Departamencie Sprawiedliwości, w którym wówczas pracowałem jako asystent prokuratora generalnego ds. bezpieczeństwa narodowego, unieszkodliwienie Hussaina należało do najważniejszych priorytetów.

Niemal każdy tydzień 2015 roku przynosił nową próbę ataku na Stany Zjednoczone, za którym stał ten człowiek; zespoły śledcze FBI były na ostatnich nogach, ścigając jednocześnie dziesiątki potencjalnych terrorystów. Wycofywaliśmy agentów z wydziałów kryminalnych, by wzmocnić pion antyterrorystyczny. W rządzie codziennie rozlegały się dzwonki alarmowe, ale publicznie staraliśmy się bagatelizować zagrożenie. Nie chcieliśmy, by Hussain stał się kolejną znaną na całym świecie postacią, utożsamianą z pokręconą ideologią dżihadu.

Nawet teraz nie rozmawialibyśmy o nim publicznie, gdyby nie to, że nie żyje.

Hussain stanowił internetowe zagrożenie, o którym od dawna wiedzieliśmy, że kiedyś nadejdzie – obeznanego z nowoczesnymi technologiami terrorystę, który wykorzystuje narzędzia współczesnej techniki cyfrowej do poszerzania zasięgu działania swojej grupy daleko poza miejsce jej fizycznej lokalizacji.

Latem 2015 roku z powodzeniem przeprowadził jeden z najbardziej rozgałęzionych cyber-spisków, jaki dotąd widział świat. Brytyjski terrorysta o pakistańskich korzeniach, mieszkający w Syrii, zwerbował kosowskiego hakera, który studiował informatykę w Malezji, do przeprowadzenia ataków na amerykańskich wojskowych i kobiety mieszkające w Stanach Zjednoczonych.
Narodziny terrorysty

U początku drogi Hussaina do cyber-terroryzmu stał prosty motyw: zemsta.

Według wywiadu, którego udzielił w 2012 roku, Hussain – który pierwotnie w sieci pojawił się pod nickiem TriCk – powiedział, że zaczął bawić się w hakowanie kiedy miał 11 lat. Grał w pewną grę online, kiedy inny haker wyrzucił go z sieci.

„Chciałem się zemścić, więc zacząłem guglować co się da o hakowaniu”, tłumaczył. „Dołączyłem do kilku internetowych forów o hakingu, czytałem artykuły, zacząłem uczyć się podstaw inżynierii społecznej i stopniowo piąłem się w górę. Nie zemściłem się, ale zostałem jednym z najbardziej znienawidzonych hakerów w tej grze”.

W wieku 13 lat uznał, że gry są dla dzieci, a jako 15-latek „poszedł w politykę”. Pochłonęły go internetowe nagrania video, pokazujące dzieci zabijane w takich miejscach jak Kaszmir i Pakistan, zaczął się aktywnie udzielać na stronach internetowych poświęconych teoriom spiskowym, masonom i iluminatom.

Te sekretne ścieżki zaprowadziły Hussaina do grupy hakerskiej składającej się z siedmiu przyjaciół; nazwali się TeaMp0isoN, czyli w hakerskim slangu „Zespół Trucizna”, nawiązując w ten sposób do starego hakerskiego forum p0ison.org.

Sławę zdobyli w 2011 roku dzięki specyficznej formie „haktywizmu”. Demolowali strony internetowe, często zamieszczając na nich pro-palestyńskie deklaracje i atakowali witryny ważnych organizacji, takich jak BlackBerry i NATO, lub osób publicznych, w rodzaju byłego premiera Tony Blaira – włamali się na konto jego osobistej asystentki i upublicznili w sieci jego książkę adresową.

Hussain lekceważąco wypowiada” się o innych grupach „haktywistów”, takich jak Anonymous, mówiąc, że stanowią one internetowy odpowiednik „pokojowych protestów piknikujących na ulicy”, podczas gdy TeaMp0isoN prowadził „internetową wojnę partyzancką”. W kwietniu 2012 roku TriCk powiedział jednej z brytyjskich gazet: „Nie boję się żadnego człowieka, ani żadnej władzy. Całe moje życie poświęcone jest sprawie”.

Jego internetowa aktywność nie trwała długo. We wrześniu 2012 roku został aresztowany i skazany na sześć miesięcy więzienia w związku z atakiem na konto Blaira. TeaMp0isoN odszedł w niebyt, ale jego gniew i pogarda wymierzone w zachodnie społeczeństwo bynajmniej nie zelżał.

Wkrótce po opuszczeniu więzienia przedostał się do Syrii na terytoria kontrolowane przez ISIS i poślubił tam niedoszłą muzyczkę, Sarę Jones, która także stała się zwolenniczką Państwa Islamskiego. Tam zaangażował się w szerzenie wojennej propagandy ISIS w internecie, przedstawiając się jako Abu Hussain al-Britani.

Na zdjęciu na Twitterze pozował w masce zakrywającej połowę twarzy i z kałasznikowem w ręku, celującym w obiektyw. Wszystko, czego nauczył się o kulturze internetowej i narzędziach do jej propagowania, wykorzystał do stworzenia czegoś, co jeden z dziennikarzy nazwał „makabryczną wersją portalu randkowego”.

Szybko zyskał miano czołowego propagandzisty ISIS w CyberKalifacie, rekrutującego do globalnej wojny sfrustrowanych i przypominających jego samego młodych ludzi. „Możesz siedzieć w domu i grać w „Call of Duty”, albo przyjechać tutaj i podjąć prawdziwe wyzwanie (…) Wybór należy do ciebie”, zachęcał w jednym z tweetów.

Taktyka Hussaina nie była bynajmniej nowa, ale wraz z terrorystami z ISIS wyniósł ją na niespotykany wcześniej poziom. Hussain pod pewnymi względami reprezentował najniebezpieczniejszy rodzaj terroryzmu, z którym się dotąd spotkaliśmy – był panem rodzącego się świata cyfrowego dżihadu.
Terroryści wchodzą do internetu

Wiedzieliśmy, że prędzej czy później terroryści zainteresują się internetem – z tego samego powodu, dla którego sieć jest świetnym miejscem dla wszelkiej maści rebeliantów i niszowych wspólnot. Jego otwartość, łatwość użycia i globalny zasięg powodują, że bez trudu można w nim rozpowszechniać ekstremistyczne treści online.

Pracując dla rządu – najpierw w FBI, później w Dziale Bezpieczeństwa Narodowego Departamentu Sprawiedliwości, a wreszcie jako asystent prokuratora generalnego nadzorujący ten pion – większość czasu spędziłem obserwując to rosnące zagrożenie i przewidując, kiedy pierwszy raz przyjdzie nam się zmierzyć z „atakiem mieszanym”, łączącym realne uderzenie z jego nagłośnieniem w sieci.
Źródło info i foto: onet.pl

Holandia: Napad na nielegalną fabrykę papierosów. Porachunki gangów?

Holenderska policja znalazła w magazynach w Susteren sześciu związanych Polaków. Okazało się, że nielegalnie produkowali tam papierosy. O napadzie na „fabrykę” mundurowi dowiedzieli się po zgłoszeniu od mieszkańców pobliskich domów, których o pomoc prosił zakrwawiony mężczyzna. Uciekł z magazynu taranując bramę samochodem. Policja nie wyklucza, że to porachunki gangów.

Sprawa wyszła na jaw we wtorek w nocy, gdy w Susteren w Limburgii zakrwawiony mężczyzna dotarł do domów w pobliżu magazynu. Okazało się, że wydostał się on z budynku taranując samochodem bramę – poważnie uszkodzone auto ranny porzucił na pobliskiej łące.

Po przyjeździe policji mężczyzna wskazał, gdzie znajdują się związani mężczyźni. Wszyscy spośród sześciu uwięzionych to Polacy. Nie ma informacji o narodowości mężczyzny, który wezwał pomoc. Śledczy ustalają okoliczności napadu. Miało uczestniczyć w nim co najmniej kilka osób. Na razie aresztowano właściciela magazynu, w którym nielegalnie produkowano papierosy.

Jednym z motywów napadu, jaki biorą pod uwagę kryminalni, są porachunki gangów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poszukiwany ENA 37-letni mieszkaniec Szczecina zatrzymany w Wielkiej Brytanii

35-letni mieszkaniec Szczecina poszukiwany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania powrócił już do kraju. Mężczyzna został zatrzymany w Wielkiej Brytanii dzięki ustaleniom policjantów z Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego Komisariatu Policji Szczecin-Nad Odrą. Podejrzany jest o posiadanie znacznych ilości narkotyków. W miniony wtorek został przekazany polskim organom ścigania i osadzony w Areszcie Śledczym.

4 lata temu zostały wszczęte poszukiwania za mieszkańcem Szczecina a podstawą, która uruchomiła całą procedurę było wydanie przez Sąd Listu Gończego. Kryminalni z Nad Odry prowadząc czynności zmierzające do zatrzymania poszukiwanego na terenie Polski ustalili, iż mężczyzna może ukrywać się na terenie Wielkiej Brytanii. Informację taką przekazali do Biura Międzynarodowej Współpracy Policji Komendy Głównej Policji.

Mając już pewność, że 35-latek ukrywa się na wyspach, wystąpili do sądu z wnioskiem o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania i wszczęcie poszukiwań międzynarodowych. Czynności poszukiwawcze prowadzone przy współpracy polskiej i brytyjskiej Policji, pozwoliły na zatrzymanie poszukiwanego.

Po przeprowadzeniu wszystkich wymaganych prawem procedur ekstradycyjnych, mężczyzna został sprowadzony konwojem policyjnym do Polski i osadzony w Areszcie Śledczym. Teraz najbliższe dwa i pół roku spędzi w polskim więzieniu.
Źródło info i foto: Policja.pl