Papież przyjął rezygnację biskupa Edwarda Janiaka. Miał ukrywać księdza-pedofila

Nuncjatura Apostolska w Polsce przekazała do wiadomości komunikat, w którym informuje, że papież Franciszek przyjął rezygnację biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka. Od tego momentu abp. Grzegorz Ryś zarządza diecezją kaliską, jako administrator apostolski sede vacante – poinformowało w sobotę biuro prasowe Episkopatu.

Komunikat w sprawie bp. Edwarda Janiaka Nuncjatura Apostolska w Polsce wydała dziś w południe.

Podano w nim, że „Ojciec Święty Franciszek przyjął rezygnację biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka. Od tego momentu arcybiskup Grzegorz Ryś zarządza diecezją kaliską, jako administrator apostolski sede vacante”. Nuncjatura wyjaśnia, że w związku z prowadzonym postępowaniem w sprawie sygnalizowanych zaniedbań bp. Edwarda Janiaka odnośnie do oskarżeń o nadużycia seksualne niektórych duchownych diecezji kaliskiej, obowiązuje go nadal nakaz przebywania poza diecezją.

Podkreślono, że „abp Grzegorz Ryś, administrator apostolski, posiada władzę biskupa diecezjalnego, w tym wyłączną kompetencję dotyczącą oskarżeń o nadużycia seksualne niektórych duchownych diecezji kaliskiej, jak również troskę o ich ofiary”.

„W wyniku zakończonej wizytacji apostolskiej w seminarium duchownym diecezji kaliskiej, Kongregacja ds. Duchowieństwa podjęła decyzję o czasowym zamknięciu tegoż seminarium. Wszyscy alumni wyższego seminarium duchownego w Kaliszu ‒ obecni i przyjęci w przyszłości ‒ swoją formację będą odbywali odtąd w seminarium duchownym w Poznaniu” – czytamy w dokumencie. Biskup kaliski Edward Janiak miał zakaz przebywania w diecezji od czerwca br. na czas prowadzenia dochodzenia w sprawie jego zaniedbań dotyczących oskarżeń o nadużycia seksualne, wysuwanych wobec duchownych diecezji kaliskiej.

Czy Janiak ukrywał księdza-pedofila?

Przypomnijmy, że biskup Edwarda Janiaka miał ukrywać przypadki molestowania seksualnego przez księdza pracującego w diecezji kaliskiej.

Afera wokół biskupa wybuchła po filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. W nim dziennikarze przedstawili sprawę księdza Arkadiusza H., który przez lata miał molestować seksualnie trzech chłopców – braci Bartłomieja i Jakuba oraz Andrzeja. W dokumencie zostały pokazane też zaniedbania ze strony ordynariusza diecezji. W związku z tym prymas Polski abp Wojciech Polak skierował do Watykanu wniosek o przeprowadzenie dochodzenia w tej sprawie.Po premierze filmu „Zabawa w chowanego” przed siedzibą kurii diecezjalnej w Kaliszu odbył się protest mieszkańców przeciwko księżom pedofilom i biskupowi Janiakowi. Protestujący przynieśli ze sobą transparenty m.in. z hasłami: „Z parafii do parafii zamiast do celi”, „Biskupie, czas na sąd ostateczny”, „Jesteśmy z ofiarami”.

W czerwcu „Gazeta Wyborcza” informowała, że tuż po premierze filmu bp Edward Janiak trafił do szpitala z podejrzeniem udaru. Okazało się, że hierarcha był kompletnie pijany. Ponadto portal „Więź” opisał sprawę, gdzie Janiak miał mobbingować rektora seminarium w Kaliszu. Miał też wspierać przyjęcie do tego seminarium kleryka, o którym wiedział, że ten jest podejrzewany o posiadanie materiałów pedofilskich. We wrześniu Prokuratura Rejonowa w Pleszewie oskarżyła księdza z diecezji kaliskiej Arkadiusza H. o molestowanie nieletnich.

Ksiądz Arkadiusz H. odpowie za molestowanie seksualne małoletniego, choć jego ofiar było więcej. W sprawie sześciu innych osób – jak wyjaśnił prokurator Meler – postępowanie zostało umorzone ze względu na przedawnienie.

Oskarżony ksiądz nie przyznał się do winy i odmówił składania zeznań.

Sprawa kleryka

Na jaw wyszło też inne postępowanie prowadzone od 2018 roku wobec biskupa Edwarda Janiaka w sprawie jego nacisków na rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu. Ówczesny rektor kaliskiego seminarium ks. dr Piotr Górski złożył do nuncjatury zgromadzoną dokumentację dotyczącą „nieakceptowalnych działań biskupa”.

W zawiadomieniu poinformował, że naciski na niego były związane z wymuszaniem przyjęcia kleryka, u którego znaleziono pornografię oraz miał nagabywać nieletnich do nocnych spotkań. Wcześniej kleryk został wyrzucony z innego seminarium za akty homoseksualne. Sprawa kleryka nadal toczy się w Watykanie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Arcybiskup Grzegorz Ryś publikuje oświadczenie i zdradza dane ofiary molestowania

W oświadczeniu arcybiskupa Grzegorza Rysia na zarzuty, iż miał nie zareagować na ukrywanie księdza pedofila przez bp. Dziubę, pojawiło się imię i nazwisko osoby wykorzystywanej seksualnie przez duchownego. – To pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem z jego strony – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

W reportażu dziennikarzy OKO.press Daniela Flisa i Sebastiana Klauzińskiego opublikowanym 2 września dotyczącym historii pana Janusza pojawił się zarzut, że abp. Ryś już w maju 2019 roku otrzymał od prymasa Wojciecha Polaka zawiadomienie o skardze na “ukrywanie przez ks. biskupa Andrzeja Dziubę sprawy księdza pedofila, księdza Piotra S.” i nic z tą informacją nie zrobił.

„Dochodzenie w sprawie biskupa Dziuby abp Ryś wszczął dopiero w czerwcu 2020 roku, gdy Janusz zwrócił się do niego bezpośrednio” – piszą autorzy reportażu.

W środę rano na stronie archidiecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, który stwierdził, że Interpretację faktów dziennikarzy OKO.press uważa on „za stronniczą, świadomie krzywdzącą i godzącą w moje dobre imię”. Metropolita łódzki przedstawił też bieg wydarzeń dotyczący ks. Piotra S. prezentując pismo, jakie dotarło do niego od Prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka.

Problem w tym, że z pisma nie usunięto nazwiska osoby pokrzywdzonej, natomiast usunięto nazwisko księdza, który miał się dopuścić wykorzystywania seksualnego. Po kilku godzinach błąd został naprawiony.

„Z pisma tego wynika jednoznacznie, iż Ksiądz Prymas poinformował Pana Janusza S. o tym, że powinien się zwrócić do mnie z zawiadomieniem o możliwych zaniedbaniach ze strony bpa Andrzeja Dziuby. Wskazuje na to jednoznacznie także i fakt, że kancelaria Księdza Prymasa nie przekazała mi żadnego kontaktu do Pana S., żadnego adresu, nawet e-mail. Miałem więc słuszne prawo oczekiwać, iż pokrzywdzony wkrótce zwróci się do mnie z odpowiednim zawiadomieniem. Nie uczynił tego jednak przez cały rok” – tłumaczy swoje zachowanie abp Ryś.

„To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane”

– Mam nadzieję, że to niedopatrzenie, a nie świadome działanie. Jednak nazwisko pokrzywdzonego poszło w eter. To potęguje brak zaufania do Kościoła – uważa Artur Nowak, który zajmuje się m.in. obroną osób pokrzywdzonych przez duchownych.

Jego zdaniem, znamienne jest to, że w pierwotnej wersji komunikatu dane ofiary zostały upublicznione, natomiast w dane sprawcy wykorzystywania seksualnego nie.

– To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane. Uważam, że gdyby nie presja mediów, biskupi dalej byliby bezkarni. Arcybiskup Ryś zamiast opowiadać, że dziennikarze naruszają jego dobra osobiste, powinien wziąć się do roboty. Na razie sam naruszył dobra osobiste ofiary – dodaje w rozmowie z Onetem Nowak.

– Nie wierzę w takie przypadki. W takich sytuacjach oświadczenie zwykle jest pisane przez prawnika kurii, sprawdza je kanclerz, przechodzi przez rzecznika prasowego, a na koniec podpisuje je biskup. Nie sądzę, by nikt nie wyłapał takiego błędu – dodaje inny prawnik, który od lat zajmuje się tematem pedofilii w kościele katolickim.

Poprosiłem o komentarz również pana Janusza, bohatera reportażu OKO.press, ale ten nie chciał się wypowiedzieć w tej sprawie.

Faktem jest, że arcybiskup Grzegorz Ryś oraz kuria archidiecezji łódzkiej nie tylko naruszyła dobra osobiste pokrzywdzonego, ale również naruszyła zapisy instrukcji motu proprio Vos estis lux mundi, wydanej w 2019 r. przez papieża Franciszka w celu ochrony osób wykorzystywanych seksualnie przez osoby duchowne.

W art. 5 ust. 1 czytamy: „Władze kościelne są zobowiązane, aby ci, którzy twierdzą, że są poszkodowani, wraz ze swoimi rodzinami, byli traktowani z godnością i szacunkiem”.

Natomiast w ust. 2 przykazano: „Należy chronić wizerunek i sferę prywatną zaangażowanych osób, jak również poufność danych osobowych”.

– Oświadczenie arcybiskupa jest dla mnie pokrętną formą uzasadniania swojej bierności w sprawie pana Janusza. Opublikowanie jego nazwiska i tłumaczenie, że nie podjęło się żadnych działań w sprawie przez rok, pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem ze strony. Skoro ofiara się nie zgłaszała, to właśnie abp Ryś mógł sam nawiązać taki kontakt – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

Przypomnijmy, że w niedawnym liście skierowanym do wiernych diecezji kaliskiej abp Ryś pisał, że w obliczu skandali wykorzystywania seksualnego trzeba skupić się na dobru człowieka. „Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom” – przekazał wtedy metropolita łódzki.

Arcybiskup nie odpowiada na pytania, ale przeprasza

Zadzwoniłem do rzecznika prasowego kurii archidiecezji łódzkiej ks. Pawła Kłysa z pytaniem, dlaczego abp Ryś opublikował personalia ofiary księdza pedofila. Dowiedziałem się od niego jedynie, że w oświadczeniu nie padło słowo „ofiara”. Drogą mailową zapytałem, czy ordynariusz łódzki zdaje sobie sprawę z krzywdy, jaką wyrządził panu Januszowi. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymałem odpowiedzi.

Po godz. 17.30 na stronie diecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, w którym przeprosił pana Janusza.

„W pierwotnym tekście mojego oświadczenia zamieszczonego na stronie Archidiecezji Łódzkiej i innych mediach znalazło się nazwisko osoby poszkodowanej. Nie powinno się tak stać. Bardzo przepraszam. Nie chciałem naruszyć niczyich dóbr osobistych ani – tym bardziej – pomnażać już doznanych cierpień. Chciałem jedynie udzielić szczegółowych wyjaśnień w związku z postawionymi mi zarzutami. Jeszcze raz przepraszam” – napisano.

Papież wyznaczył arcybiskupa Grzegorza Rysia na administratora apostolskiego diecezji kaliskiej
Grzegorz Ryś w lipcu br. przejął obowiązki bp. Edwarda Janiaka, jednego z negatywnych bohaterów filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Był to efekt decyzji papieża Franciszka, który wyznaczył abp. Rysia na administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej.

– Rozwiązanie sytuacji w diecezji kaliskiej jest warunkiem dalszego i owocnego podjęcia tego, do czego powołany jest Kościół, to znaczy ewangelizacji – mówił krótko po tym metropolita łódzki.

– Prawo, tak kanoniczne, jak i państwowe, jest tu jasne: otrzymawszy zgłoszenie, biskup ma obowiązek uruchomić dochodzenie wstępne i jego wyniki przekazać do Stolicy Apostolskiej, i następnie postępować zgodnie z poleceniami Kongregacji Doktryny Wiary. Jeśli natomiast mówimy o państwowym wymiarze prawnym, to biskup ma obowiązek zgłoszenia do prokuratury możliwości popełnienia przestępstwa – przypomniał abp Ryś.

Onet ujawnił z kolei, że nie tylko biskup Janiak jest podejrzewany o tuszowanie przestępstw.
Źródło info i foto: onet.pl

Polska: Mimo sądowego nakazu ksiądz pedofil nie chce przeprosić swoich ofiar

Marek Mielewczyk, bohater filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, w latach 80. był ministrantem. Wówczas ksiądz Andrzej Srebrzyński wykorzystywał go seksualnie. Mimo sądowego nakazu przeproszenia, duchowny nigdy tego nie zrobił – podaje Onet.

W 2014 roku Marek Mielewczyk złożył do sądu pozew przeciwko księdzu Andrzejowi Srebrzyńskiemu, kartuskiej parafii i diecezji pelplińskiej. Pięć lat później Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał parafii i diecezji przeprosić mężczyznę na piśmie. Zdecydował także, że Mieleczyk ma otrzymać 400 tys. złotych zadośćuczynienia. Wyrok został wykonany w maju bieżącego roku.

Natomiast 13 sierpnia w Sądzie Rejonowym w Świeciu podczas rozprawy sądowej Srebrzyński miał przeprosić mężczyznę, którego wykorzystywał, gdy ten miał 12 lat lat. Jednak ani duchowny, ani jego pełnomocnik do sądu nie przyszli. Jak podaje Onet, Srebrzyński ostał już skazany wyrokami kanonicznym i karnym, jednak nie przyznaje się do winy i nie chce przeprosić Mielewczyka.

„Ten człowiek po raz kolejny nie przyznaje się do popełnionej winy. W stosunku do mnie, ale też innych ofiar to wyraz znieczulicy i arogancji z jego strony. Po raz kolejny Srebrzyński potraktował nas jak śmieci. Po tych wszystkich latach, kiedy walczę o sprawiedliwość i po tej całej korespondencji, którą w tym czasie ja i mój adwokat otrzymaliśmy od tego człowieka to obrzydliwe, że dziś nie przyznaje się do winy i nie wykazuje żadnej skruchy” – powiedział w rozmowie z Onetem Marek Mielewczyk. Sąd jednak orzekł, że na przeprosiny duchowny ma trzy dni robocze – jeśli tego nie zrobi, za każdy dzień zwłoki będzie musiał zapłacić 500 zł na rzecz poszkodowanego. Będzie musiał to zrobić z własnych pieniędzy – do tej pory płacił Kościół.

„Żadne przeprosiny pod przymusem nie są ważne, więc, nawet jeśli Srebrzyński mnie przeprosi, to ja tych przeprosin nie przyjmę. Ten człowiek przez całe lata zaprzeczał temu, że wykorzystywał seksualnie mnie i wiele innych chłopaków. Przez te wszystkie lata kpił z nas i kłamał w żywe oczy. Zaprzeczał również, że mnie w ogóle zna, mam na to dowody” – stwierdził Mielewczyk.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W filmie braci Sekielskich „zobaczył siebie”. Złoży zawiadomienie do prokuratury

Chce zachować anonimowość, ale nie zamierza dłużej milczeć. Obejrzał film dokumentalny „Zabawa w chowanego” i w tej historii dostrzegł własne doświadczenia. Około 40-letni mężczyzna twierdzi, że tak jak bohaterowie filmu braci Sekielskich, też jest ofiarą księdza Arkadiusza H.

Po głośnym filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” zgłosiła się kolejna osoba, która, jak twierdzi, również była ofiarą ks. Arkadiusza H. To około 40-letni mężczyzna, który chce zachować anonimowość. Nie jest mieszkańcem żadnej z miejscowości, których nazwy pojawiają się filmie Sekielskich.

Z relacji mężczyzny wynika, że do wykorzystywania seksualnego miało dojść w latach 90., gdy w jednej z parafii był ministrantem oraz członkiem młodzieżowej grupy kościelnej. Przez lata milczał, ale po obejrzeniu filmu i spotkaniu z jego bohaterami, uświadomił sobie, że to, co go spotkało w młodości, jest bardzo podobne do tego, o czym oni mówili.

– W trakcie tej rozmowy był bardzo poruszony. Mówił, że zobaczył siebie. Bardzo trudno było mu o tym mówić. Bardzo mocno się wstydził, ale Bartek i Jakub (bohaterowie filmu – przyp. red.) dali mu przykład o tym, że można o tym mówić po latach. I, że absolutnie nie jest jakimś negatywnym bohaterem tej sytuacji. Potrzebuje tego, żeby domknąć pewien rozdział w swoim życiu – mówi adwokat Artur Nowak, pełnomocnik pokrzywdzonego.

Jak poinformował Nowak, jeszcze dziś do Prokuratury Rejonowej w Pleszewie wpłynie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Arkadiusza H. Zarówno pełnomocnik jak i ofiara mają świadomość, że upływ czasu spowodował przedawnienie, ale to nie ma dla ofiary znaczenia. Mężczyzna chce przekazać prokuraturze wszystko, co wie.

Nowy film Sekielskich

W sobotę na YouTube miał premierę drugi film dokumentalny Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii wśród księży. „Zabawa w chowanego” skupia się na historii trzech molestowanych przez jednego księdza chłopców: braci Bartłomieja i Jakuba Pankowiaków oraz Andrzeja Hurnego.

W „Zabawie w chowanego” poruszono także kwestię przenoszenia księży, podejrzewanych o molestowanie seksualne nieletnich, do innych parafii – nie tylko Arkadiusza H. Jego sprawa toczy się w prokuraturze, a on sam pozostaje na wolności – z dnia na dzień został przeniesiony do pracy w szpitalu.

Film jest dostępny za darmo w internecie na oficjalnym kanale YouTube Tomasza Sekielskiego. Został on w całości sfinansowany za pieniądze pozyskane ze zbiórki.

Przenoszony z parafii do parafii

W sprawie ks. Arkadiusz H. głos zabrała Prokuratura Krajowa. W komunikacie z 16 maja, poinformowała, że Arkadiuszowi H. został we wrześniu 2019 roku postawiony zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych. Jest to przestępstwo z artykułu 200 par. 1 Kodeksu karnego, za które grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

„Postępowanie w sprawie Arkadiusza H. zostało zainicjowane zawiadomieniem, które wpłynęło do prokuratury w grudniu 2018 roku. Dotyczyło przestępstwa, do którego miało dojść 20 lat wcześniej. Prokuratura niezwłocznie, już po dwóch dniach, zwróciła się do Kurii Diecezjalnej w Kaliszu o udostępnienie akt personalnych Arkadiusza H. wraz z dokumentacją przebiegu i miejsc świadczenia posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.

Jak przekazała PK, w śledztwie przesłuchano 35 świadków, niektórych wielokrotnie, zgromadzono liczne opinie biegłych i materiał dowodowy w postaci nagrań obciążających duchownego. Efektem postępowania – podała prokuratura – jest również ujawnienie kolejnych sześciu osób, wobec których Arkadiusz H. miał się ponad 20 lat temu dopuścić przestępstw o charakterze seksualnym.

Prokuratura napisała w komunikacie, że „nieprawdą jest natomiast podana w filmie informacja jakoby jednostki prokuratury nie miały swobody w prowadzeniu postępowań dotyczących przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd Najwyższy oddalił skargi Towarzystwa Chrystusowego. Utrzymano precedensowy wyrok ws. ofiary księdza pedofila

Sąd Najwyższy nie uwzględnił skarg kasacyjnych złożonych przez Towarzystwo Chrystusowe i utrzymał w mocy wyrok, na mocy którego ofiara byłego księdza Romana B. otrzymała milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę. B., który należał do Towarzystwa Chrystusowego, został wcześniej skazany na cztery lata pozbawienia wolności.

Katarzyna, ofiara księdza Romana B., który więził i gwałcił ją już jako 13-letnią dziewczynkę, uzyskała najwyższe w historii Polski odszkodowanie w sprawie dot. molestowania przez duchownego: 1 milion złotych oraz 800 złotych renty wypłacanej co miesiąc. Taki wyrok wydał w ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Poznaniu, a w mocy utrzymał go poznański sąd apelacyjny.

Co istotne, zadośćuczynienie miało zostać wypłacone nie przez sprawcę, a przez Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, do którego należał B. Wymiar sprawiedliwości uznał bowiem, że organizacja kościelna ponosi odpowiedzialność cywilną za czyny księdza – jej „pracownika”. Przedstawiciele Towarzystwa Chrystusowego do ostatniej chwili twierdzili natomiast, że jako instytucja nie poczuwają się do odpowiedzialności za czyny ks. Romana B. W medialnych wypowiedziach przedstawiciele Towarzystwa podkreślali też, że kwotę potrzebną na wypłatę odszkodowanie pokrzywdzonej kobiecie musieli pożyczyć i liczyli na jej zwrot w całości.

Sąd Najwyższy oddalił skargi kasacyjne złożone przez Towarzystwo Chrystusowe

We wrześniu 2019 roku Chrystusowcy zwrócili się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o kasację precedensowego wyroku. Sędziowie mieli pochylić się nad sprawą w grudniu, jednak decyzja zapadła ostatecznie we wtorek 31 marca na posiedzeniu niejawnym.

„Sąd Najwyższy rozpoznał na posiedzeniu niejawnym w Izbie Cywilnej skargi kasacyjne pozwanych od wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 2 października 2018 r. zasądzającego odszkodowanie od Towarzystwa Chrystusowego. Dzisiejszym wyrokiem Sąd Najwyższy oddalił (częściowo odrzucił) obie skargi kasacyjne, co oznacza, że nie zostały one uwzględnione, a w mocy pozostają konsekwencje wynikające z wyroków Sądu Okręgowego w Poznaniu i Sądu Apelacyjnego w Poznaniu” – czytamy na stronie Sądu Najwyższego.

Katarzyna odniosła w mediach społecznościowych do wtorkowej decyzji Sądu Najwyższego. Na prowadzonym przez siebie profilu na Facebooku „Skrzywdzona przez Kościół Katolicki” napisała: „Koniec!! Wygrałam! Kasacja w części oddalona, a w części odrzucona”.

Z kolei dzień przed posiedzeniem SN Katarzyna zamieściła następujący post: „Mam nadzieję, że jutro nastanie historyczny dzień, który nie tylko otworzy furtkę do walki o sprawiedliwość innym ofiarom ale również skończy się bezkarność tych, którzy pod płaszczykiem Boga i dobra niszczą dziecięce życia”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Toruń: Ofiara księdza pedofila domaga się od diecezji 1 mln złotych

W czwartek ruszył w Sądzie Okręgowym w Toruniu proces cywilny ws. zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila. Mariusz Milewski domaga się od diecezji toruńskiej 1 mln zł, gdyż był ofiarą molestowania przez ks. Jarosława P. Duchowny został prawomocnie skazany w 2016 r.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w Nowym Mieście Lubawskim skazał Jarosława P. za molestowanie małoletniego Milewskiego (zgadza się na podanie swojego nazwiska – red.) w latach 2000-2009 na trzy lata więzienia. Według Milewskiego, wyrok uprawomocnił się w 2107 r., a od 2018 r. ks. Jarosław P. odbywa wyrok. W zeszłym roku Sąd Najwyższy nie uwzględnił kasacji wniesionej przez skazanego.

Proces jest niejawny i toczy się za zamkniętymi drzwiami.

– Mogę potwierdzić rozpoczęcie procesu – powiedział po wyjściu z sali rozpraw pełnomocnik Milewskiego adwokat Laszlo Schlesinger.

Sam Milewski powiedział, że postępowanie zostało odroczone do 5 maja ze względów formalnych.

– Kuria umywa ręce, tak jak to było do tej pory. Jest to dla mnie bardzo stresujące. Myślałem, że Kościół, tak jak to głosi wszem i wobec, będzie kierował się miłosierdziem, ale widać, iż staje on po drugiej stronie chcąc, aby mój stan psychiczny był jeszcze gorszy – podkreślił Milewski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Marek L., założyciel fundacji z zarzutami. Oszukał ofiarę księdza pedofila

Zarzut oszustwa postawiono założycielowi fundacji „Nie lękajcie się” Markowi L. – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”. Niedawny prezes Marek L. miał wyłudzić od podopiecznej fundacji „Nie lękajcie się” 30 tys. zł.

Jak podaje piątkowa gazeta, szczecińska prokuratura postawiła Markowi L. zarzut z art. 286 par. 1 tuż przed świętami. Przepis ten mówi, że przestępstwo popełnia ten, kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd – za co grozi do ośmiu lat więzienia. Marek L. formalnie nie przyznał się do stawianego mu zarzutu, jednak złożył zeznania, w których potwierdził, że faktycznie wprowadził pokrzywdzoną w błąd, twierdząc, że jest chory” – powiedział „Rzeczpospolitej” – prok. Maciej Jóźwiak z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Śledztwo to pokłosie głośnej publikacji „Gazety Wyborczej” z maja 2019 r., w której Katarzyna, ofiara księdza pedofila, opowiedziała, że Marek L., znany orędownik walki z pedofilią w Kościele, wyłudził od niej 30 tys. zł. Pod pretekstem rzekomej choroby (raka trzustki) i potrzeby nowatorskiej operacji L. zwrócił się do kobiety o pożyczkę zaraz po tym, jak wygrała ona sądownie milion złotych zadośćuczynienia od Towarzystwa Chrystusowego. L. miał pojechać do kobiety, a ta dała mu 20 tys. zł do ręki jako pożyczkę, a 10 tys. w prezencie.

Kobieta wkrótce się zorientowała, że Marek L. ją oszukał – nie chciał jej przedstawić żadnej dokumentacji medycznej, nie przeszedł też operacji. Sprawa wywołała burzę, która stała się początkiem końca kariery Marka L. oraz założonej przez niego fundacji. Pod koniec maja L. zrezygnował z funkcji prezesa, a fundacja (działała od 2013 r., dokumentowała przypadki molestowania dzieci przez księży, udzielała ofiarom pomocy prawnej i psychologicznej, pozyskiwała odszkodowania od Kościoła) zleciła audyt kontroli wydatków. O podejrzeniu wyłudzenia pieniędzy od kobiety zawiadomiono prokuraturę.

Jak informuje dziennik, na razie – oprócz Katarzyny – nie ma innych pokrzywdzonych działaniami L. Jednak postawienie mu zarzutu nie kończy sprawy. „Przesłuchujemy inne osoby w ramach pomocy prawnej” – dodaje w rozmowie z gazetą prok. Marek Jóźwiak.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Milion złotych zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila. Sprawa w Sądzie Najwyższym

Grupa 16 tys. osób domaga się wycofania skargi kasacyjnej, jaką do Sądu Najwyższego skierowało Towarzystwo Chrystusowe. Petycję w tej sprawie złożyły dziś cztery kobiety. Przyjął je rzecznik zakonu ks. Marek Grygiel, który stwierdził, że „sprawca działał na swoje własne konto, godząc w dobre imię naszego zgromadzenia”.

prawa miliona zł zadośćuczynienia dla ofiary byłego już księdza Romana B. jest obecnie w Sądzie Najwyższym. Skarga kasacyjna złożona przez Towarzystwo Chrystusowe, które musiało wypłacić pieniądze Katarzynie, zostanie rozpatrzona 20 grudnia. Osoby, które wspierają Katarzynę mają jednak nadzieję, że zakon skargę do tego czasu wycofa. Dzisiaj w siedzibie zakonu w Poznaniu złożyli oni dwie petycje wraz z podpisami osób je popierających.

Petycje złożyły cztery kobiety, wśród których była poznańska aktywistka Agnieszka Ziółkowska. Przyjął je rzecznik zakonu ks. Marek Grygiel.

– Zebraliśmy łącznie 16 tys. podpisów pod wnioskiem o wycofanie przez państwa skargi kasacyjnej. Jedną z petycji złożyliśmy w Sądzie Najwyższym. Oprócz wycofania skargi domagamy się również sprawiedliwego składu orzekającego dla Katarzyna – mówiła Ziółkowska.

– Jestem apostatką, ale wychowałam się w rodzinie chrześcijańskiej, w duchu zadośćuczynienia za krzywdy. Mamy nadzieję, że państwo wezmą pod uwagę głos obywateli, wśród których są również wierni – podkreślała.

Co na to rzecznik zakonu? – Jest nam niezmiernie przykro za zaistniałą sytuację. W naszym zgromadzeniu nigdy nie było i nie będzie przyzwolenia na tego typu działania. Przypomnę, że sprawca działał na swoje własne konto, godząc w dobre imię naszego zgromadzenia – mówił ks. Grygiel.

Zapowiedział, że Towarzystwo Chrystusowe „pochyli się nad petycją” i w najbliższym czasie wyda w tej sprawie oświadczenie.
Źródło info i foto: onet.pl

Milion złotych zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila

Towarzystwo Chrystusowe, które nie chce wypłacić miliona złotych zadośćuczynienia ofierze księdza pedofila, złożyło kasację do Sądu Najwyższego. Ten będzie ją rozpatrywać w kontrowersyjnym składzie, w którym znaleźli się profesor KUL, były radca reprezentujący Kościół przeciw ofierze pedofilii oraz sędzia, która niedawno orzekała na rzecz parafii.

Jako nastolatka Katarzyna została wysłana przesz rodziców do internatu. Tam przez wiele miesięcy była gwałcona, bita, więziona i odurzana przez Romana B. Zakonnik został skazany na 4 lata pozbawienia wolności oraz otrzymał czteroletni zakaz wykonywania zawodów związanych z uczeniem dzieci.

Sądy I i II instancji uznały, że za czyny duchownych, jeśli były związane z pełnioną przez nich funkcją, odpowiada Kościół. Wówczas kobiecie przyznano milion złotych zadośćuczynienia od Zakonu Chrystusowców. Właśnie dlatego wniesiono kasację. Dla Kościoła sprawa jest priorytetowa, ponieważ po raz pierwszy odpowiedzialnością obciążono cały Kościół, a nie konkretną osobę.

Kontrowersje wokół składu SN

Skład Sądu Najwyższego, który ma rozpatrzyć kasację ws. zadośćuczynienia, podała „Polityka”. Znalazły się w nim Joanna Misztal-Konecka, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, która będzie sprawozdawcą, Beata Janiszewska, która kilka miesięcy temu orzekała w sprawie jednej z parafii oraz Marcin Krajewski, który pięć lat temu reprezentował diecezję koszalińsko-kołobrzeską i jedną z parafii w sprawie o zadośćuczynienie dla ofiary.

– Byłam i jestem załamana. To jest najgorszy z możliwych składów. Jak może w mojej sprawie sądzić sędzia, który bronił Kościoła i był przeciwko ofierze? Albo sędzia, który wydaje pozytywne wyroki na rzecz Kościoła? Mam podstawy, aby sądzić, że nie będą sprawiedliwi – powiedziała w rozmowie z Wirtualną Polską ofiara księdza. Kobieta zapowiedziała także, że jej prawnik złoży w sądzie wniosek o zmianę składu orzekającego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz pedofil zabity krótko po wyjściu z więzienia we Włoszech. Ojciec ofiary zlecił morderstwo?

Włoska policja podejrzewa, że morderstwo księdza pedofila zlecił ojciec 15-latki, która padła jego ofiarą, a następnie popełniła samobójstwo. Giuseppe Matarazzo został zastrzelony miesiąc po tym, jak opuścił więzienie po odbyciu 11-letniego wyroku.

Giuseppe Matarazzo, 45-letni ksiądz, został zastrzelony w lipcu 2018 roku w miejscowości Frasso Telesino. Zaledwie miesiąc wcześniej wyszedł z więzienia. Przez ostatnich 11 lat odsiadywał tam wyrok za molestowanie dwóch nieletnich sióstr. Jedna z nich popełniła samobójstwo w wieku 15 lat. Teraz ojciec dziewczynek jest podejrzewany o to, że zatrudnił mordercę, by ten zabił ich oprawcę.

Włochy: samosąd na księdzu-pedofilu?

Policja kilka dni temu w sprawie morderstwa księdza pedofila zatrzymała dwóch mężczyzn, teraz bada powiązanie ze sprawą ojca molestowanych przez niego dziewczynek. Oskarżyciel Francesco Sansobrino jest przekonany, że zatrzymani przez policję 30-letni Generoso Nasta i 55-letni Giuseppe Massar zostali nasłani na księdza w ramach płatnego zlecenia. Obaj pochodzą z różnych miast, zostali wybrani dla niepoznaki – donosi włoski Next quotidiano.

Ksiądz został znaleziony z pięcioma ranami postrzałowymi, policja informuje, że zastrzelono go z zaparkowanego samochodu. Zatrzymani mężczyźni nie mają alibi na dzień zbrodni, a na ich konta wpłynęło po kilka tysięcy euro – jeszcze przed zabójstwem duchownego – donosi Inter Napoli. 

Policja znalazła broń, z której zastrzelono księdza i auto, z którego dokonano zbrodni. Obydwaj podejrzani zaprzeczają, że mają coś wspólnego ze sprawą śmierci księdza pedofila. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl